Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski

09.09.13, 20:49
natemat.pl/74291,dwa-skradzione-obrazy-powroca-do-polski-sukces-nowojorskich-agentow
Agencji federalni z Nowego Jorku odzyskali dwa obrazy skradzione w Polsce. Jeden prawdopodobnie został zrabowany w czasach II Wojny Światowej, natomiast drugi we współczesnych. Choć od zakończenia wojny minęło prawie 70 lat na świecie są jeszcze setki obrazów pochodzących z kradzieży na terenach Polski.

Po II Wojnie Światowej z Polski wywieziono około 500 tys. dzieł takich mistrzów pędzla jak Rafael, Breughel, Matejko, Malczewski, Kossak czy Wyspiański – czytamy na portalu kresy.pl. Minister Bogdan Zdrojewski poinformował niedawno, że przez ostatnie cztery lata do Polski powróciło 14 zrabowanych dzieł sztuki.
    • 1fatum Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 21:01
      Ile zrabowanych dzieł oddała Polska?

      Nie ma w naturze próżni. Nie od dziś wiadomo, że po wojnie Polska zeszła w posiadanie nie swoich własności.
      Chcąc swoje odzyskać, należy oddać cudze.
      • kikut5 Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 21:13
        1fatum napisał:

        > Ile zrabowanych dzieł oddała Polska?
        >
        > Nie ma w naturze próżni. Nie od dziś wiadomo, że po wojnie Polska zeszła w posi
        > adanie nie swoich własności.
        > Chcąc swoje odzyskać, należy oddać cudze.
        >
        >
        Kto komu pierwszy ukradł?
        • 1fatum Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 21:21


          kikut5 napisał:


          > Kto komu pierwszy ukradł?

          ***********************


          Niczym w piaskownicy. Kto pierwszy sypnął piaskiem, ...

          Nie jest ważne kto pierwszy, ale kto stał się złodziejem.

          Historia daje dowody, że nie ma niewinnych. XXI wiek uczy, ze należy być wyrozumiałym.
          W przeciwnym wypadku zaczniemy się cofać do XIX wieku.

          To nie Europa wisiała w przedsionku Polski u jej klamki, ale całkiem odwrotnie. Skoro Polska stała się częścią Unii i zaakceptowała warunki, to musi akceptować resztę zasad.

          Rozumiem wojenne straty, ale nie można tym faktem niweczyć całokształtu zjednoczenia.
      • ballest Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 21:55
        Polska jest najwiekszym zlodziejem dobr kulturalnych w dziejech ludzkosci, nie tylko Berlinka, ale kolekcja Göringa i setki innych dziel, , ale Polacy tylko zadaja a dziel skradzioonych przez Polske nie oddawaja, jak se to zwie, jak Polak cos w lapy dostanie tego juz nie odda.
        • ballest Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 21:58
          a najgorsze jest to, ze tego co skradzione przez nich zostalo, tego nie potrafia pilnowac i to dalej rozkradane zostaje, SZOOOOOOOOOOOOOK co sie w Polsce dziej z dzielami swiatowymi.
          • arnolt7 Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 22:12
            Lepiej dej pozur na swoich niemieckich bracików.
    • berncik Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 22:33
      Prawie wszystkie zrabowane przez Niemcow dzieua sztuki som w USA,bo Ci dlo odmiany okradli Niemcow..Tak samo zrobiyli Rusy i Poloki.Ta banda je wszystko po jednych piniondzach.Godom o Ludzkosci.Ino Gorol je zawsze usprawiedliwiony.To juz wiymy .Ta reszta na cuym swiecie to zuodzieje. Jedne szczynscie ,ze te dwanoscie trumiyn oddali.
      • berncik Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 22:50
        de.wikipedia.org/wiki/Beutekunst_%28Zweiter_Weltkrieg%29
        --180.000 Beutekunstwerke noch in Russland und Polen
        www.tagesspiegel.de/kultur/rueckgabeforderungen-180-000-beutekunstwerke-noch-in-russland-und-polen/1001378.html
        In Polen erwartet Euch Freicheit und Wohlstand
        In Deutschland Knechtschaft und Elend !
        Beuthen, im März 1921 Wojciech Korfanty
        Jeszcze dzisiej czekom na tyn Polski Wohlstand
        • berncik Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 23:00
          A to ciekawe Jak widac Polska demokratyczno dali probuje krasc ,ino potajemnie
          Polen will deutsche Kultur zu polnischem Eigentum machen

          Die Anforderungen an Moskau zur Auslieferung von geraubtem "polnischem" Kulturgut durch die Sowjets im Jahre 1945/46 werden durch die polnische Regierung derzeit mit Vehemenz betrieben. Es gibt hierzu aber nur wenige offizielle Informationen, denn die hierzu geführten Gespräche einer polnisch-russischen Kommission und auch jene auf höchster Ebene wie zuletzt in Danzig zwischen Tusk und Putin werden allgemein als "geheim" eingestuft. Eine seriöse inoffizielle Quelle meldet hierzu, dass Polen in erster Linie an Geraubtem aus deutschem Besitz und den ehemals deutschen Gebieten, die heute 48 Prozent des polnischen Staatsgebietes ausmachen, interessiert ist. Auf den polnischen Anforderungslisten sollen sich hauptsächlich Gemälde deutscher, holländischer und flämischer Maler von unschätzbarem Wert befinden, welche die Rote Armee nach der Besetzung Polens und Ostdeutschlands aus Kirchen und Mussen gestohlen, oder von einheimischen Dieben (mit Waffengewalt) erworben hatte. Angeblich soll auch die deutsche Bundeskanzlerin Angela Merkel über "diverse" Gespräche der Premiers von Polen und Russland hautnah informiert gewesen sein.
          • ballest Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 23:18
            "Czarna seria kradzieży rozpoczęła się dokładnie rok temu w krakowskiej Bibliotece PAN
            Starodruki na sprzedaż
            Niejasne i sprzeczne wypowiedzi władz Uniwersytetu Jagiellońskiego na temat zaginięcia atlasów i pruskich map z Biblioteki Jagiellońskiej wskazują, że seria kradzieży inkunabułów i starodruków w Krakowie to problem nie tylko dla prawników karnistów, ale i specjalistów od prawa międzynarodowego.
            – Niczego nie mogę wykluczyć – tyle tylko miał do powiedzenia dziennikarzom rektor UJ prof. Franciszek Ziejka na pytania o ewentualne straty wśród tzw. Berlinki w wyniku ostatnich kradzieży w uniwersyteckiej bibliotece.
            Dramatyczna sprawa
            Równie wstrzemięźliwa w tej materii była przez dłuższy czas krakowska prokuratura. Pod Wawelem było jednak tajemnicą poliszynela, że ujawnioną pod koniec sierpnia w trakcie trwającej od kilku miesięcy inwentaryzacji, kradzieżą pruskich map i atlasów interesowały się Urząd Ochrony Państwa i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rzecznik MSZ Paweł Dobrowolski był mniej dyskretny od innych urzędników i zniknięcie fragmentów poniemieckich zbiorów nazwał „skandaliczną historią”. Uznał, że fakt ten może się odbić negatywnie na polsko-niemieckich rozmowach dotyczących wymiany zagrabionych dzieł sztuki i innych cennych przedmiotów.
            – To jest zbyt poważna i dramatyczna sprawa – przekonywał tymczasem dziennikarzy rektor Ziejka odmawiając nawet na specjalnie zwołanej konferencji prasowej komentowania krążących pogłosek.
            Rektor równocześnie zapewniał. że.... zbiory pruskie są pod właściwą opieką.
            Postawił więcej znaków zapytania niż udzielił odpowiedzi. Wydane w połowie października wspólne oświadczenie władz UJ i krakowskich organów ścigania, które zapewniło że zbiory berlińskie nie zostały uszczuplone, bowiem kradzione ostatnio pruskie mapy i atlasy.... zostały w latach siedemdziesiątych włączone przez ówczesnego rektora prof. Mieczysława Karasia do zbiorów uniwersyteckich.
            Degradacja finansowa
            Seria krakowskich kradzieży inkunabułów i starodruków nie tylko wstrząsnęła opinią publiczną, ale i poruszyła środowiska prawnicze. Oto stało się jasne, że polskie zbiory publiczne są wydane na łup bezkarnych, jak dotąd, złodziei. Choć dzisiaj na ustach wszystkich jest Biblioteka Jagiellońska, czarna seria rozpoczęła się niemal dokładnie rok temu w krakowskiej Bibliotece PAN. I tam też znajdziemy prozaiczną odpowiedź na pytanie o przyczynę zjawiska.
            – Przez ostatnie trzy lata Biblioteka PAN jest ofiarą postępującej degradacji finansowej – zauważa prof. Karolina Grodziska od września ponownie zajmująca stanowisko jej dyrektora, które przestała pełnić po ubiegłorocznej kradzieży.
            23 listopada 1998 roku ukradziono z biblioteki pierwodruk dzieła Mikołaja Kopernika „O obrotach sfer niebieskich” z 1543 roku. Około 40-letni mężczyzna przyszedł wtedy do czytelni po zamówione kilka dni wcześniej dzieło. Kradzież przygotował perfekcyjnie. Wyjął z tekturowej oprawy ponad 200 stron pierwodruku i chowając je pod sweter wyszedł, mówiąc, że idzie do ubikacji. Przestępstwo stwierdzono już po kilku minutach, ale po sprawcy został tylko płaszcz i rewers. Wypełniony na nazwisko osoby, która dwa lata temu zgłosiła o kradzieży dowodu tożsamości.
            Krakowskiej Biblioteki PAN do dziś – rok po kradzieży – nie stać nie tylko na nowoczesne zabezpieczenia przed złodziejami, ale nawet na ...zatrudnienie strażnika przy wejściu!
            – Nie mamy funduszy na czynsz, gaz i prąd, co mówić o konserwacji ksiąg – skarży się dyr. Grodziska.
            Biblioteka wystąpiła niedawno do Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miasta Krakowa o 20 tys. zł na uregulowanie bieżących opłat i 130 tys. zł na elektroniczne zabezpieczenie zbiorów. Wiceprezydent Krakowa Paweł Zorski, uczestniczący w obradach komisji, uznał jednak, że Biblioteka PAN jest instytucją państwową, więc miasto nie ma podstaw do jej finansowania.
            Być może poprawę tej tragicznej finansowo sytuacji przyniesie po nowym roku zmiana przynależności. Biblioteka będzie należeć do Polskiej Akademii Umiejętności. Nie wiadomo jednak jak ponad 700 tys. tomów przetrwa te kilka miesięcy. Pięć tysięcy starodruków, sześć tysięcy rycin i trzy tysiące rękopisów wymaga natychmiastowej konserwacji.
            – Koszt konserwacji jednej księgi waha się w granicach od 5 do 50 tysięcy złotych – wyjaśnia K. Grodziska.
            – W nieprzystosowanych magazynach niszczeją bezcenne dobra naszej kultury.
            Prozaiczny brak środków finansowych przyczynił się także do kradzieży zbiorów Jagiellonki.
            Wiedzą, że nic nie wiedzą
            – Po kradzieży dzieła Kopernika w Bibliotece PAN podjęte zostały kroki w celu lepszego zabezpieczenia zbiorów w Bibliotece Jagiellońskiej – zapewnia Leszek Śliwa, sekretarz prasowy rektora UJ. – Przesunięto w budżecie uczelni część środków na zakup podstawowego zabezpieczenia elektronicznego czytelni i magazynów zbiorów specjalnych.
            Po ujawnieniu w kwietniu kradzieży 13 inakunabułów, wśród nich XV-wiecznego wydania „Cosmographii” Ptolemeusza, zarządzono inwentaryzację zbiorów. Wynik znany będzie dopiero pod koniec roku. I dopiero wtedy dowiemy się o właściwym rozmiarze kradzieży! Ujawniony ostatnio brak kolejnych ponad pięćdziesięciu inkunabułów oraz starodruków, a także 6 atlasów i 500 pruskich map może wcale nie zamykać listy strat!
            Władze uniwersytetu i biblioteki wiedzą, że... nic nie wiedzą.
            – Może być tak, że mapy zostały źle zakwalifikowane przez magazynierów i trafiły w inne miejsca. Dlatego rozpoczęliśmy bardzo dokładne sprawdzanie zbiorów. Mapy na pewno nie były udostępniane do czytelni publicznej i w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nikt z nich nie korzystał – nie traci nadziei dr Zdzisław Pietrzyk, wicedyrektor (od sierpnia) Biblioteki Jagiellońskiej, odpowiadający za zabezpieczenie zbiorów.
            Wprowadzenie w czytelniach systemu monitoringu, założenie elektronicznych zamków i kamery oraz sprawdzanie przez ochroniarzy osób wchodzących i wychodzących nie na wiele się zdało.
            – Zabezpieczyliśmy się tylko przed złodziejami z zewnątrz. Tymczasem w tej chwili wiele wskazuje na to, że nasze zbiory uszczuplają sprytnymi sposobami pracownicy biblioteki – przyznaje rektor, prof. Ziejka.
            Takie sugestie wysunęli policjanci. Uważają oni, że tak w przypadku inkunabułów, jak i map, kradzieży dokonała działająca na zlecenie fachowców osoba lub grupa osób mająca świetne rozeznanie w zbiorach, procedurze ich zabezpieczenia oraz rynkowej wartości.
            Można jednak powiedzieć, że mądry UJ po szkodzie. W listopadzie zacznie działać system telewizyjnych i elektronicznych zabezpieczeń w całym budynku biblioteki. Dlaczego dopiero teraz?
            – Wcześniej nie było to możliwe, bo w budżecie uniwersyteckim brakowało odpowiedniej sumy, ok. 700 tys. zł – wyjaśnia rektor Ziejka. – Elektroniczne zamki i kamery telewizyjne z powodu braku funduszy założono dotychczas jedynie w czytelniach zbiorów specjalnych.
            Oczywiście nie były one wystarczającym zabezpieczeniem przed złodziejem wewnętrznym.
            Efekt? Wartość samych 51 skradzionych inkunabułów i starodruków biegli szacują na 14 mln zł. Taką kwotę podaje prof. Stanisław Szczur z Instytutu Historii UJ. To on na zlecenie krakowskiej prokuratury porównywał zdjęcie okładki piętnastowiecznego wydania dzieła Ptolemeusza „Cosmografhia” – zamieszczone w katalogu domu aukcyjnego Reiss und Sohm – z dokładną ołówkową kopią oryginału, znajdującą się w Jagiellonce. Na tej podstawie w stu procentach stwierdził, że okładka dzieła wystawionego w Niemczech na sprzedaż jest identyczna ze skradzioną z krakowskiej biblioteki.
            Krakowska prokuratura jednoznacznie stwierdziła wadliwość zabezpieczenia cennych zbiorów. W ostatnich latach prowadzona jest rozbudowa uniwersyteckiej biblioteki, w budynku mogło swobodnie poruszać się wiele niepowołanych osób. Ale dyrekcji zarzucono też rażące zaniżanie wartości skradzionych
            • ballest Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 23:20
              "– W Europie nie istnieje centralny rejestr zaginionych pozycji. Każdy antykwariusz na własną rękę stara się więc zbadać historię wystawianych na sprzedaż książek. Jeśli jednak nie ma żadnych informacji o kradzieży, a właściciel przedstawi wiarygodne pochodzenie dzieła, idzie ono pod młotek – przypomina Janusz Pawlak z krakowskiego antykwariatu Rera Avis.
              A jednak najwięcej niepokoju i zamieszania sprawiła nie tyle wartość skradzionych dzieł, co możliwość znalezienia się wśród nich elementów Berlinki. Napięcie podsycały wspomniane sprzeczne wyjaśnienia władz uniwersytetu i biblioteki. (Np. wicedyrektor Pietrzyk sugerował, że skradzione mapy mogły znajdować się w Jagiellonce „jeszcze przed zdeponowaniem w niej zbiorów niemieckich”). W nieoficjalnych wypowiedziach wiele zainteresowanych sprawą osób nie ukrywało jednak, że sprawa jest poważna, bo ewentualna kradzież części zbiorów z Biblioteki Pruskiej może być wykorzystana przez stronę niemiecką jako argument w staraniach o odzyskanie całego zbioru. Obawy przed ujawnieniem prawdy są zrozumiałe...
              Od początku lat dziewięćdziesiątych Niemcy coraz głośniej dopominają się o zwrot kolekcji. Podczas zeszłorocznego Festiwalu Beethovenowskiego w krakowie doszło w tej sprawie nawet do dyplomatycznego incydentu. Podczas wernisażu wystawy manuskryptów Beethovena ówczesny konsul generalny Niemiec Laurids Holscher zasugerował konieczność zwrócenia zbiorów. Żądania takie pojawiły się na łamach niemieckiej prasy. (Ówczesny rektor UJ prof. Aleksander Koj odpowiedział: „Biblioteka jest depozytariuszem zbiorów, do których dostęp mają nie tylko specjaliści, ale także inne zainteresowane osoby. Niemieckie wystąpienie ma charakter polityczny. Czas i miejsce nie były przypadkowe. Trzeba pamiętać, że Niemcy są nam winni dużo więcej za rzeczy, które zostały zniszczone albo zagrabione.”
              Cały świat ich szukał
              Jednak żądania Niemców są nie tylko faktem politycznym, ale i faktem prawnym. W zbiorach (w depozycie) UJ znajdują się relikwie kultury niemieckiej wywiezione pod koniec wojny z płonącego Berlina i ukryte na Dolnym Śląsku: 20 000 rękopisów Bacha, Mozarta, Beethovena, Schumanna, 212 000 rękopisów uczonych, polityków, poetów (Goethego, Schillera, Herdera), spuścizny po Aleksandrze von Humboldcie i Hoffmannie von Fallerslebenie, autorze słów hymnu niemieckiego oraz – 300 000 rękopisów i dokumentów z czasów romantyzmu.
              – Zbiory i ich los są dla mnie przede wszystkim dowodem dramatu II wojny światowej – mówi dr Krzysztof Zamorski, dyrektor Jagiellonki, który jeszcze przed wakacjami złożył rezygnację w związku z kradzieżami zbiorów, nie została ona jednak przyjęta. Są także problemy do rozwiązania dla Biblioteki Jagiellońskiej.
              – Stanowisko biblioteki jest następujące: w sensie prawnym depozyt jest depozytem.
              Dyrektor zwraca uwagę, że przed Jagiellonką stoi problem innych depozytów, zbiorów polskich rodzin ziemiańskich wcielonych do bibliotecznych zbiorów wolą władz komunistycznych.
              A co do politycznej otoczki...
              Za prawnego dysponenta depozytu zbiorów Pruskiej Biblioteki Państwowej należy uznać polski Skarb Państwa. A w obrębie uniwersytetu – rektora.
              Dyr. Zamorski potwierdza, że przez dziesięciolecia pracowników Jagiellonki obowiązywał nakaz zachowania tajemnicy o Berlince, ale nie potrafi powiedzieć, co legło u jego źródła. Faktem jest, że wówczas nikt, nawet polscy uczeni, nie mieli dostępu do zbiorów. Niemcy od połowy lat sześćdziesiątych wiedzieli jednak gdzie są skarby ich kultury. Istnieją poszlaki, że wywiad zachodnioniemiecki badał sprawę poprzez uczonych anglosaskich, wiedząc, że wobec Niemców polska strona będzie bardziej powściągliwa. Niemniej nie wiadomo do dziś, jak wiadomość o zbiorach wypłynęła na Zachód. Powiadano, że może Zofia Lis, profesor Białostocki...
              – Musimy pamiętać, że wówczas cały świat szukał tych zbiorów. Przecież jeszcze prezydent Roosevelt powołał specjalną komisję międzynarodową do szukania rękopisów Beethovena i Mozarta.
              Aura tajemnicy wokół Berlinki ma niezwykle szeroki zasięg. Sięga nawet na Wschód. Przez wiele lat krążyła plotka, że polskie władze komunistyczne ukrywały zbiory przed... radzieckim sojusznikiem. Czy rzeczywiście?
              – Zapewne nigdy nie znajdziemy dokumentu, który by to potwierdzał – mówi dr Zamorski. – Ale... Mam list sprzed kilku lat od niemieckiego zakonnika, który był świadkiem wywiezienia tych zbiorów z Krzeszowa, twierdzi on, że następnego dnia po odjeździe polskich ciężarówek pojawili się, w cywilnych ubraniach, Rosjanie i pytali o zbiory...
              Tajemnic jest wiele. Słynny Karol Estreicher był przekonany, że zaraz po wojnie ówczesne władze traktowały Berlinkę, jako ewentualny argument przetargowy w negocjacjach o zachodnią granicę. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych, gdy wieść jako się rzekło obiegła już świat, zaczyna się burzyć świat muzyczny. Przecież tu chodzi o rękopis IX Symfonii! I nagle Edward Gierek przekazuje enerdowskiemu przywódcy „w darze od narodu polskiego” rękopis tejże symfonii i „Czarodziejskiego fletu”! Komunikat PAP-u mówił wtedy: „Niedawno, w trakcie prac porządkowych odkryto w Bibliotece Jagiellońskiej...”.
              – Uważam, że wybrano taką taktykę poinformowania: te zbiory są w Polsce – ocenia dziś dyr Zamorski.
              Nie był to przy tym gest jednostronny, bo w zamian wróciła do nas część dzieł utraconych przez Polskę podczas wojny.
              – Wydaje się, że zbiory Berlinki – sądzi dyrektor, były traktowane jako zastaw wobec polskich roszczeń powojennych. – Wiem, że dwukrotnie gen. Jaruzelski przymierzał się do rozwiązania sprawy i dwukrotnie pod presją polskich archiwistów wycofywał się z zamiaru.

              W zbiorach (w depozycie) UJ znajdują się relikwie kultury niemieckiej wywiezione pod koniec wojny z płonącego Berlina i ukryte na Dolnym Śląsku.
              Co do postawy Niemiec nie można mieć złudzeń:
              – Niemcy nigdy nie zaprzestali i nigdy nie zaprzestaną domagać się zwrotu Berlinki.
              Dyrektor Zamorski jest jednak przekonany, że Niemcy nie mogą powoływać się na racje prawne. Konwencja haska mówi o zwrocie dóbr, które stały się obiektem grabieży wojennej, ale „to nas nie dotyczy, gdyż w tym wypadku nie mamy do czynienia z grabieżą”. Pozostaje wyważenie racji moralnych. Tylko co może zrównoważyć spalenie w trzy dni po upadku powstania warszawskiego naszej Biblioteki Narodowej? Może właśnie Berlinka może być restytucją zastępczą?
              Z tym prawie spokojnym sumieniem chyba jednak coś nie tak...
              – Niemcy mówią: to nasza własność. Jeżeli wysłalibyśmy jakikolwiek z tych obiektów na jakąkolwiek wystawę zagraniczną, to znając procedury prawne wiemy, że Niemcy mogliby te obiekty „aresztować” – obawia się dyrektor.
              O tym, że problem jest skomplikowany, dobrze wie dr Halina Nieć, specjalista prawa międzynarodowego publicznego.
              – Dobra porzucone? Owszem, tak stanowiły dekrety ówczesnych polskich władz, Niemcy jednak przywieźli zbiory na Śląsk właśnie po to, by je uchronić przed zniszczeniem, a nie porzucić! – mówi.
              Niechętnie rozmawiają
              Problem jest skomplikowany, bo ówczesne prawo międzynarodowe nie regulowało tej sytuacji (jak i przypadków sądzonych przez Trybunał Norymberski). Natomiast zasady zwyczajowe prawa międzynarodowego kształtowane od czasów napoleońskich mówią, że dobra kultury nie tylko nie mogą stanowić wojennego łupu, ale i być zaliczane w poczet odszkodowań. Co więcej, winny wrócić na swoje miejsce, zgodnie z zasadą więzi terytorialnej.
              – Z punktu widzenia prawa międzynarodowego państwo polskie ma obowiązek zwrotu tych dóbr – uważa dr Halina Nieć.
              Zasady prawa międzynarodowego mówią także o restytucji i restytucji zastępczej. A my mamy ogromne roszczenia w stosunku do Niemiec, jeśli chodzi o dobra kultury.
              – I tu powiedzmy sobie szczerze, że Niemcy niezbyt chętnie na ten temat rozmawiają – stwierdza dr
              • ballest Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 09.09.13, 23:23
                "A co do politycznej otoczki...
                Za prawnego dysponenta depozytu zbiorów Pruskiej Biblioteki Państwowej należy uznać polski Skarb Państwa. A w obrębie uniwersytetu – rektora.
                Dyr. Zamorski potwierdza, że przez dziesięciolecia pracowników Jagiellonki obowiązywał nakaz zachowania tajemnicy o Berlince, ale nie potrafi powiedzieć, co legło u jego źródła. Faktem jest, że wówczas nikt, nawet polscy uczeni, nie mieli dostępu do zbiorów. Niemcy od połowy lat sześćdziesiątych wiedzieli jednak gdzie są skarby ich kultury. Istnieją poszlaki, że wywiad zachodnioniemiecki badał sprawę poprzez uczonych anglosaskich, wiedząc, że wobec Niemców polska strona będzie bardziej powściągliwa. Niemniej nie wiadomo do dziś, jak wiadomość o zbiorach wypłynęła na Zachód. Powiadano, że może Zofia Lis, profesor Białostocki...
                – Musimy pamiętać, że wówczas cały świat szukał tych zbiorów. Przecież jeszcze prezydent Roosevelt powołał specjalną komisję międzynarodową do szukania rękopisów Beethovena i Mozarta.
                Aura tajemnicy wokół Berlinki ma niezwykle szeroki zasięg. Sięga nawet na Wschód. Przez wiele lat krążyła plotka, że polskie władze komunistyczne ukrywały zbiory przed... radzieckim sojusznikiem. Czy rzeczywiście?
                – Zapewne nigdy nie znajdziemy dokumentu, który by to potwierdzał – mówi dr Zamorski. – Ale... Mam list sprzed kilku lat od niemieckiego zakonnika, który był świadkiem wywiezienia tych zbiorów z Krzeszowa, twierdzi on, że następnego dnia po odjeździe polskich ciężarówek pojawili się, w cywilnych ubraniach, Rosjanie i pytali o zbiory...
                Tajemnic jest wiele. Słynny Karol Estreicher był przekonany, że zaraz po wojnie ówczesne władze traktowały Berlinkę, jako ewentualny argument przetargowy w negocjacjach o zachodnią granicę. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych, gdy wieść jako się rzekło obiegła już świat, zaczyna się burzyć świat muzyczny. Przecież tu chodzi o rękopis IX Symfonii! I nagle Edward Gierek przekazuje enerdowskiemu przywódcy „w darze od narodu polskiego” rękopis tejże symfonii i „Czarodziejskiego fletu”! Komunikat PAP-u mówił wtedy: „Niedawno, w trakcie prac porządkowych odkryto w Bibliotece Jagiellońskiej...”.
                – Uważam, że wybrano taką taktykę poinformowania: te zbiory są w Polsce – ocenia dziś dyr Zamorski.
                Nie był to przy tym gest jednostronny, bo w zamian wróciła do nas część dzieł utraconych przez Polskę podczas wojny.
                – Wydaje się, że zbiory Berlinki – sądzi dyrektor, były traktowane jako zastaw wobec polskich roszczeń powojennych. – Wiem, że dwukrotnie gen. Jaruzelski przymierzał się do rozwiązania sprawy i dwukrotnie pod presją polskich archiwistów wycofywał się z zamiaru.

                W zbiorach (w depozycie) UJ znajdują się relikwie kultury niemieckiej wywiezione pod koniec wojny z płonącego Berlina i ukryte na Dolnym Śląsku.
                Co do postawy Niemiec nie można mieć złudzeń:
                – Niemcy nigdy nie zaprzestali i nigdy nie zaprzestaną domagać się zwrotu Berlinki.
                Dyrektor Zamorski jest jednak przekonany, że Niemcy nie mogą powoływać się na racje prawne. Konwencja haska mówi o zwrocie dóbr, które stały się obiektem grabieży wojennej, ale „to nas nie dotyczy, gdyż w tym wypadku nie mamy do czynienia z grabieżą”. Pozostaje wyważenie racji moralnych. Tylko co może zrównoważyć spalenie w trzy dni po upadku powstania warszawskiego naszej Biblioteki Narodowej? Może właśnie Berlinka może być restytucją zastępczą?
                Z tym prawie spokojnym sumieniem chyba jednak coś nie tak...
                – Niemcy mówią: to nasza własność. Jeżeli wysłalibyśmy jakikolwiek z tych obiektów na jakąkolwiek wystawę zagraniczną, to znając procedury prawne wiemy, że Niemcy mogliby te obiekty „aresztować” – obawia się dyrektor.
                O tym, że problem jest skomplikowany, dobrze wie dr Halina Nieć, specjalista prawa międzynarodowego publicznego.
                – Dobra porzucone? Owszem, tak stanowiły dekrety ówczesnych polskich władz, Niemcy jednak przywieźli zbiory na Śląsk właśnie po to, by je uchronić przed zniszczeniem, a nie porzucić! – mówi.
                Niechętnie rozmawiają
                Problem jest skomplikowany, bo ówczesne prawo międzynarodowe nie regulowało tej sytuacji (jak i przypadków sądzonych przez Trybunał Norymberski). Natomiast zasady zwyczajowe prawa międzynarodowego kształtowane od czasów napoleońskich mówią, że dobra kultury nie tylko nie mogą stanowić wojennego łupu, ale i być zaliczane w poczet odszkodowań. Co więcej, winny wrócić na swoje miejsce, zgodnie z zasadą więzi terytorialnej.
                – Z punktu widzenia prawa międzynarodowego państwo polskie ma obowiązek zwrotu tych dóbr – uważa dr Halina Nieć.
                Zasady prawa międzynarodowego mówią także o restytucji i restytucji zastępczej. A my mamy ogromne roszczenia w stosunku do Niemiec, jeśli chodzi o dobra kultury.
                – I tu powiedzmy sobie szczerze, że Niemcy niezbyt chętnie na ten temat rozmawiają – stwierdza dr Nieć.
                Dyr. Zamorski wypowiada podobną opinię: W ciągu sześciu lat toczących się rozmów Polska przedstawiła stronie niemieckiej miejsce przechowywania ponad 160 obiektów, z ponad 50 tys. zagrabionych, i ani jeden z tych obiektów do nas nie wróci.
                A więc rzecz się tak przedstawia: nikt odpowiedzialny nie może mówić, że Berlinka jest nasza, ale ponieważ Niemcy nie wywiązały się z obowiązku restytucji naszych zniszczonych dóbr, nie mamy obowiązku oddać pruskich zbiorów natychmiast. Restytucja zastępcza może prowadzić do oddania dóbr podobnej wartości, ze zbliżonego okresu...
                Wśród rozmaitych pomysłów załatwienia sprawy Berlinki pojawiła się koncepcja powołania polsko-niemieckiej fundacji do zarządzania zbiorami. Może przynajmniej kwestia ich strzeżenia byłaby wtedy lepiej rozwiązana?"

                www.prawoizycie.infor.pl/witryna/antykwariat/1199.starodruki.html
      • kikut5 Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 10.09.13, 00:18
        berncik napisał:

        > Prawie wszystkie zrabowane przez Niemcow dzieua sztuki som w USA,bo Ci dlo odmi
        > any okradli Niemcow..Tak samo zrobiyli Rusy i Poloki.Ta banda je wszystko po je
        > dnych piniondzach.Godom o Ludzkosci.Ino Gorol je zawsze usprawiedliwiony.To juz
        > wiymy .Ta reszta na cuym swiecie to zuodzieje. Jedne szczynscie ,ze te dwanos
        > cie trumiyn oddali.
        Polska była najbardziej poszkodowana nie z własnej winy. Wielkie straty kultury polskiej to robota Niemców i Rosjan. Do dzisiaj nie zostały szkody naprawione.
        • socer-schlesier Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 10.09.13, 07:24
          – Z punktu widzenia prawa międzynarodowego państwo polskie ma obowiązek zwrotu tych dóbr – uważa dr Halina Nieć.
          ------------------------------

          Koniec kropka.
          • cirano Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 10.09.13, 07:48
            Pisze kikut;
            Polska była najbardziej poszkodowana nie z własnej winy. Wielkie straty kultury polskiej to robota Niemców i Rosjan. Do dzisiaj nie zostały szkody naprawione.
            --------------------------------------
            A jakież to dzieła polskiej kultury Polakom brakują?
            Chodzi mi o prace przez Polaków stworzone i za wielkie uznane
            • 1fatum Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 10.09.13, 08:29
              Będąc państwem prawa, które podpisało międzynarodowe traktaty i zobowiązało się do przestrzegania międzynarodowych norm prawnych przyjmuje na siebie uprawnienia, ale i obowiązki.
              Stan taki dotyczy każdego europejskiego kraju i wielu pozostałych spoza Europy. Dzięki temu istniej między innymi tzw. "międzynarodowy list gończy". Zgodnie z tym prawem posiadaną cudzą własność należy zwrócić, niezależnie od tego w jaki sposób weszło się w jej posiadanie.
              • ballest Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 10.09.13, 12:18
                Schröder zrobiou Fehler, miou zrobic tak jak mu Erika do ucha szeptala, albo wszystkie skradzione dziela kultury nazod z Berlinkom wlacznie, albo droga do Europy zamknietou.
                • kikut5 Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 10.09.13, 13:52
                  ballest napisał:

                  > Schröder zrobiou Fehler, miou zrobic tak jak mu Erika do ucha szeptala, albo
                  > wszystkie skradzione dziela kultury nazod z Berlinkom wlacznie, albo droga do
                  > Europy zamknietou.

                  Takie groźby na Polaków nie działają. A zwłaszcza niemieckie groźby.
                • 1fatum Re: Dwa skradzione obrazy powrócą do Polski 10.09.13, 14:23
                  Moim zdaniem, wybrano mimo wszystko najlepszy wariant, bo są sprawy ważne i ważniejsze. Do mniej ważnych zawsze można wrócić. Choćby najcenniejsze zbiory mają znaczenie mniejsze od międzynarodowych traktatów.
Pełna wersja