chrisraf
07.11.13, 12:50
OmniBusasinae, wielokrotnie probaowal podwazyc moje tezy i osmieszyc moja osoba jako niewiarygodna.
Gdy pisalem przed laty o tragedii Gornoslazakow powolujac sie dra. Polloka i jego "Slaskie tragedie", B, szarzowal niby pijany polski ulan na w wscieklym koniu. Wszystko wedlug niego bylo nie wiarygodne, a dr Pollok nie godny zaufania. Kilka lat pozniej, nikt o zdrowych zmyslach nie kwestinuje dawniejszych wypowiedzi, a RAS publikuj wywiad z nim:
www.raschorzow.org/news.php
www.nowiny.rybnik.pl/artykul,33041,czas-powiedziec-cala-prawde-o-niemcach-o-polakach-i-o-slazakach.html
"Rozmowa z dr. Ewaldem Pollokiem, redaktorem internetowej gazety "Silesia - Schlesien"
Dlaczego w polskiej historiografii wciąż pokutuje postać Niemca - złego okupanta?
Jest to w pewnym sensie zrozumiałe - okupanta nikt nie lubi, a Niemcy często nie przebierali w środkach w stosunku do Polaków. Można zrozumieć, że osoby pamiętające tamte czasy mają uraz do Niemców. Problem jednak tkwi w tym, że w polskich mediach nadal pisze się i mówi o rzeczach, których nigdy nie było, czy też rozdmuchuje się drobiazgi, wręcz rozpamiętując i pielęgnując portret złego Niemca. Pytanie, po co?
Podam przykład Eriki Steinbach, która na okładce tygodnika "Wprost" siedzi okrakiem w mundurze SS na kanclerzu Niemiec - Schröderze. Przypomnę też postawę posłanki Arciszewskiej, która rozsyłała ulotki podobnej treści, za co sąd w Kolonii skazał ją na 50 tys. euro grzywny za pomówienia. Takie to i podobne artykuły pozostają w głowach obywateli i utrwalają wiedzę nabytą w szkole, że Niemiec jest zły i kropka. W Polsce żyje już trzecie powojenne pokolenie, a jednak wciąż słyszy się słowa nienawiści skierowane pod adresem Niemców, a także Ślązaków. Szczególnie przykre jest, gdy padają one z ust ludzi młodych.
Czy nie nadszedł już czas, by w końcu zgodnie żyć? Nie zapominajmy, że w Niemczech żyje również trzecie pokolenie, które niczemu nie jest winne.
Na łamach prowadzonej przez pana internetowej gazety "Silesia – Schlesien" poruszane są bardzo drażliwe tematy z historii. Jaki przyświeca wam cel?
Bardzo prosty: chcemy społeczeństwu polskiemu i niemieckiemu przedstawić całą historię, a nie tylko jej część wyprodukowaną za czasów komuny i często do dziś bezkrytycznie powielaną. Przykładem niech będą powojenne obozy koncentracyjne. Kto w Polsce o nich wie? Jednostki. Badałem tę sprawę i dotychczas odnalazłem odpowiednie dokumenty na istnienie 1312 większych lub mniejszych obozów. Kiedy kilka lat temu napisałem o tym w naszej Silesii, natychmiast odezwało się "Życie Warszawy", "Rzeczpospolita" i cała masa innych gazet, atakując mnie tak, jak gdybym doprowadził do wybuchu trzeciej wojny! Prof. Witold Kulesza z pionu śledczego IPN-u powiedział o mnie, że "ten historyk znieważa naród polski", a kilka dni później pogroził mi w prasie, mówiąc, że jeden z paragrafów przewiduje do trzech lat więzienia za publiczne pomawianie narodu polskiego. Do dyskusji włączył się także Władysław Bartoszewski, jako ówczesny doradca rządu, minister kultury oraz Muzeum w Oświęcimiu.
Oskarżano mnie o napisanie nieprawdy. Zainteresowało się tym nawet Ministerstwo Sprawiedliwości, między innymi dlatego, że do bielskiej prokuratury wpłynął wniosek o ściganie mnie międzynarodowym listem gończym. Bielscy prokuratorzy nie widzieli jednak żadnych znamion obrażania narodu. W międzyczasie już niektórzy profesorowie potwierdzili moje badania. Cóż, pierwszy zawsze musi dostać po głowie...
Niestety, i tak nie wszyscy panu uwierzyli...
Długo walczyłem z Muzeum w Oświęcimiu, z ministrem kultury i kilkoma innymi ważnymi osobami, aby w końcu powiedziano, że po wojnie w Oświęcimiu nadal zamykano i więziono ludzi. Nikt nie chciał przyznać, że w tym samym Oświęcimiu, w którym w czasie wojny Niemcy uczynili tyle złego, polska władza zamykała i więziła Niemców oraz Ślązaków. Sprawę rozpoczął pan Jańcza, którego ojciec zmarł w powojennym Oświęcimiu. Chciał on jedynie małej tabliczki upamiętniającej śmierć ojca i innych ludzi w tym miejscu. Udało mi się odnaleźć wyciągi akt zgonu ponad 100 osób i władze musiały się ugiąć. W ubiegłym roku w Oświęcimiu powieszono małą tablicę informacyjną potwierdzającą istnienie powojennego obozu.
Niedawno byłem w Tuszynie koło Łodzi i w luźnej rozmowie mówiliśmy o różnych aspektach polskiej historii i kiedy padło słowo na temat powojennych obozów koncentracyjnych w Polsce, na te słowa pan domu oburzył się: "Nigdy po wojnie takich obozów nie było". Atmosfera stała się napięta, dopiero córka gospodarza lepiej rozeznana w powojennej historii powiedziała: "Tato, były". Na to ojciec odparł: "To jak ja mogę o nich nie wiedzieć?". Zapytałem go wtedy, czy słyszał, że w Siklawie, kilka kilometrów od jego miejsca zamieszkania, był obóz, jeden z najcięższych w Polsce. Jego zdziwienie było wielkie i zapewne nie uwierzył...
Kto pisuje na łamach Silesii?
Piszą u nas profesorowie z Polski, Niemiec, USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Finlandii. Naukowcy, którzy znają historię i nie muszą się bać cenzury. Ostatnio nawiązaliśmy kontakt z profesorem z Japonii, który zrobił doktorat w Berlinie, pisząc o stosunkach polsko-niemieckich.
Skąd się wziął pomysł stworzenia internetowej gazety Silesia-Schlesien?
Kiedy czytam polskie gazety, książki i słucham radia czy telewizji, to bardzo często denerwują mnie podawane informacje. Dziwię się, że oszukuje się własnych obywateli, nie mówiąc im do końca prawdy. Przykładowo, pewien profesor z Opola napisał, że Śląsk został zdobyty w bezpośredniej walce przez Prusy. Czyli postawił historię na głowie... Nasza gazeta silesia-schlesien.com istnieje od ośmiu lat. Każdy nowy numer czytany jest przez ponad 100 tys. osób z 58 krajów, w tym z Australii, Argentyny, Indii, Tajwanu, USA. Najwięcej czytelników mamy z Polski i Niemiec.
Jakie pan otrzymuje opinie?
No cóż... Są bardzo różne – począwszy od gratulacji, słów podziwu za odwagę, po stek wyzwisk, których nie będę tu cytował.
Rozmawiała: Iza Salamon"
Glückauf!
P.S. Czy RAS to kameleon?