kikut5
17.11.13, 06:48
krotkapilka.pl/artykul,futbol_na_koksie,1160
Finałowi mundialu z 1954 roku od dawna towarzyszył bezlik teorii spiskowych. A to według niektórych z nich niemieccy reprezentanci mieli brać środki wspomagające tuż przed bojem z Węgrami, a to ciężkimi oskarżeniami rzucał największy wówczas gwiazdor przeciwników – Ferenc Puskás. Inne mówią, że w szatni odnaleziono porozrzucane wszędzie strzykawki, jeszcze inne wspominają od nudnościach i wymiotach męczących Niemców tuż po meczu.
Dziś wiemy, że za triumfem stał pervitin. To metamfetamina, używana przez wojska Trzeciej Rzeszy podczas drugiej wojny światowej, zwana „pancerną czekoladą”, łatwo dostępna przez kilka lat po wojennej zawierusze, przekuwająca strach w agresję i wzmacniająca wytrzymałość. Świat patrzył, nie dowierzał, podziwiał zwycięzców i nawet nie zdawał sobie sprawy, że pod tą zasłoną heroizmu kryło się zwykłe oszustwo.
Szokujący raport, „Doping w Niemczech od 1950 roku do dziś”, ujawniony jedynie w szczątkowej formie, sugeruje, że na tym nielegalne działania w RFN się nie kończyły. Coraz większe wątpliwości, co do czystości zawodników, wzbudza finał z 1966 roku. ESPN donosiło, że jeden z ówczesnych oficjeli FIFA, Mihailo Andrejevic, w liście wzmiankował, iż u trzech graczy z ekipy Republiki Federalnej Niemiec wykryto śladowe ilości efedryny.
W 1961 opiekun Borussii Dortmund instruował swoich podopiecznych, jak przyjmować pervitin. W 1974 reprezentacja z Beckenbauerem na czele miała korzystać z tajemniczych naparów oraz transfuzji krwi. Sprawozdanie, nad którym przeszło pięć lat pracowali naukowcy Uniwersytetu Humboldta w Berlinie, zawiera podobno informacje o kolejnych incydentach. Nie ujrzy ono raczej światła dziennego, przede wszystkim ze względu na obawy przed wyjawieniem nazwisk żyjących osób, zamieszanych w proceder.
Dziennik „Süddeutsche Zeitung” na podstawie dostępnych źródeł zdradził, że w kraju przez dwie dekady w systematyczny sposób realizowany był program dopingowy. Sportowcy otrzymywali niedozwolone środki - sterydy, testosteron, estrogen, hormony wzrostu, insulinę oraz dopalacze krwi typu EPO - na przestrzeni lat, a niechlubne przedsięwzięcie finansowano z państwowej kasy.
Ówczesny rząd sponsorował prace nad preparatami polepszającymi sprawność sportowców. W zaplecze badawcze w Kolonii, Saarbrücken i Fryburgu oraz w same badania rokrocznie inwestował dziesięć milionów marek. W całość zaangażowani byli znani politycy, działacze oraz medycy, a „koksiarska filozofia” dotknęła niemal wszystkich tamtejszych wyczynowców. Na tym nie koniec, substancje wspomagające podawano nie tylko atletom różnej maści, ale także nieletnim. Dr Joseph Keul testował rzekomo wpływ sterydów anabolicznych na 11-letnich chłopców.