socer-schlesier 17.02.15, 19:52 foch.pl/foch/1,132039,17344359,Warszawa_kontra_Berlin__rzeczy__ktorych_nasza_stolica.html#NiePrzeg Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
ballest Re: Czy Warszawa pszescignie Berlin. 17.02.15, 20:51 Zarowno miasto Berlin jak i Warsovia zalozyli niemieccy zasadzcy - historia ale chciala, ze Warszawa jest dzis stolica Polski a Berlin Niemiec. To ze Warszawa byc moze kiedys Berlinowi dorowna to jest pewne , mysle, ze w DLUGACH ma najwieksze szanse to zrobic ! Odpowiedz Link
cirano Re: Czy Warszawa pszescignie Berlin. 18.02.15, 08:18 Wybiórczo potraktowany artykuł. Durny. Przypomina mi naukę historii w Polsce prowadzoną przez nauczycielki - kobiety. Te, tracom czynsto prziziymność, fantazjujom Odpowiedz Link
socer-schlesier Re: Czy Warszawa pszescignie Berlin. 08.04.15, 07:51 Sam tysz cos o Berlinie. blog.onet.pl/378887,18034459,foto.html Odpowiedz Link
ballest Aleja Szucha 22.04.15, 16:19 Aleja Jana Chrystiana Szucha - Nazwa upamiętnia Jana Chrystiana Szucha, architekta projektującego warszawskie założenia krajobrazowe i ogrody królewskie Stanisława Augusta Poniatowskiego.Po 1944 roku ulica zachowała niemal kompletną zabudowę i stanowi przykład zespołu luksusowych realizacji architektonicznych z różnych okresów. Jan Chrystian Schuch, właściwie Johann Christian Schuch (ur. 1752 w Dreźnie, zm. 28 czerwca 1813 w Warszawie) – polski architekt i ogrodnik pochodzenia niemieckiego, działający w Warszawie od 1775, wolnomularz. Czyli Niemcy nawet Srodmiescia Warszawy nie zniszczyli ?? A to Ciekawe, bo Poloki w innych miejscach twierdza cos innego ! Odpowiedz Link
1fatum Re: Czy Warszawa pszescignie Berlin. 09.05.15, 21:19 O, tak! na pewno. Szczególnie w szkolnictwie wyższym. Jak to widzi adiunkt: Widziałem jak pracuje się na 'przeciętnym' niemieckim uniwersytecie i na jego odpowiedniku w Polsce. W Niemczech doktor wstawał o 7 rano i pisał sprawozdania i recenzje, których nie zdążył przygotować dzień wcześniej. Następnie szedł do swojego pokoju (każdy ma osobny pokój) i szybko jadł śniadanie. Potem wracał do pisania recenzji i powtarzał materiał wcześniej przygotowany do zajęć. Następnie przez ok.godzinę odpowiadał na maile od profesorów i studentów. Zajęcia rozpoczynały się ok. 12 i trwały do ok. 16. Po nich doktor jadł obiad i szedł na zajęcia sportowe (wioślarstwo). Po powrocie (ok. 18.30) szedł do swojego pokoju i układał harmonogram na dalszą część dnia. OK. 19 szedł do biblioteki i przygotowywał zajęcia (biblioteka otwarta była do 22). Ok. 21.30 wracał do swojego pokoju i pisał recenzje oraz porządkował materiał na dzień następny. Potem kserował materiały. Kończył ok. 11.30. Co chwila powtarzał, że się nie nadaje, że mało wie w porównaniu ze swoimi kolegami, że młodsi od niego mają znacznie większą wiedzę i zajmują wyższe stanowiska. W Polsce, pani doktor wstaje ok. 10.00 i po umyciu i zjedzeniu śniadania udaje się na prywatną uczelnię, gdzie przeprowadza zajęcia z prywatnymi studentami. Następnie dojeżdża do oddalonej ok. 9 km. uczeni państwowej, na której ma etat. Czuje się już zmęczona i wyraża życzenie żeby 'studenci uciekli', to nie będzie zajęć. OK. 16 ma kolejne zajęcia na tej samej prywatnej uczelni. Rektor każe jej się bardziej przykładać, bo studenci płacą i wymagają. W domu jest ok. 20.30, je kolację i ogląda TV. Kładzie się spać ok. 22, 'padnięta'. Doktor w Niemczech traci pracę, bo 'jego publikacje niewiele wnoszą do rozwoju nauki'. Mówi, że tego się spodziewał, jest tylu lepszych od niego. Pani doktor w Polsce dostaje nagrodę rektora, za 'wybitne osiągnięcia' w swojej dziedzinie (napisała jeden artykuł opublikowany w lokalnych zeszytach uczelnianych). Tak się składa, że niemiecki doktor poprawiał jej artykuł pod kątem językowym. 'Nie chcę być złośliwy',mówi, 'ale poziom tego artykułu nie przekracza pracy licencjackiej'. Twierdzi, że w Niemczech odrzucono by go po przeczytaniu 2 pierwszych zdań. Odpowiedz Link
1fatum Re: Czy Warszawa pszescignie Berlin. 09.05.15, 21:28 Ten sam problem widziany z lokalnego grajdołka: ~parę zdań prawdy do ~porównaj: No właśnie, nie masz racji tak całkiem. Bowiem opis pracy ludzi pracujących W POLSCE, a zajmujących się dziedzinami ścisłymi, jest zgodny z tym, co piszesz o pracy owego doktora w Niemczech. W Polsce jest tak: - jeśli MIAŁEŚ "PLECY" i po doktoracie "przepchnęły" Cię na Radzie Wydziału, żebyś dostał etat i niejednoczenie, przydzielono Ci zajęcia dydaktyczne, jakie są mniej więcej, zgodne z Twoją dziedziną naukową, to w porządku - jesteś "farciarz" - jesli Twoje "plecy" (o ile je MIAŁEŚ) NIE zdołały Cię "przepchnąć" na Radzie Wydziału i etatu NIE dostałeś LUB dostałeś etat, a przydzielono Ci zajęcia np. z programowania sieciowego w Javie lub projektowanie interfejsów (przy pensum rocznym: 210 - 240 godzin), zaś Ty zajmujesz się np. topologią, to bracie, masz wybór: albo idziesz na studia podyplomowe z informatyki, dokształcasz się albo... znikasz. A czas na zrobienie habilitacji UCIEKA i żadnego recenzenta w jakimś "Journal of topology" itp. nie będzie obchodziła np. Twoja znajomość programowania gniazd w Javie Inną kwestią jest to, że po zrobieniu doktoratu, promotor powinien zadbać o wyekspediowanie swojego ucznia na "postdoca" za granicę, zeby tam DALEJ się rozwijał. Ale NIEZALEŻNIE OD TEGO, problem realiów uprawiania nauki w Polsce, pozostaje NIEROZWIĄZANY. Przecież nie dla wszystkich chętnych wystarczy "postdoców". Moi znajomi po zrobieniu doktoratu, stwierdzili, że jeśli już mają i tak znać się na programowaniu, to wolą to robić we firmie, gdzie dadzą im na rękę 3000 PLN na początek, niż pracować na uczelni za 2200 PLN i jeszcze ciągnąć: habilitację plus harmonogramy, sylabusy itp. itp. Miałem okazję obserwować i sam uczestniczyć, w układaniu harmonogramu zajęć: kto tego nie miał, ten nie wie, że to JAK GIEŁDA, zwłaszcza na studiach zaocznych, gdzie np. w piątek o 22 można dostać miły mail lub telefon, że dana osoba odwołuje zajęcia w sobotę i szukaj zastępcy, żeby "zapchać dziurę". NO I KOGO TO OBCHODZI ? Rozradowaną Panią Minister, co wręcza Nagrody Fundacji Nauki Polskiej ? Maturzyści nie pójdą studiować fizyki, czy matematyki, jak dawniej, bo ich te rzeczy guzik obchodzą, nie ma się co dziwić, gdyż NIE SĄ ich nauczani w szkole, tylko są do nich notorycznie zniechęcani. Zaś realia pracy naukowej są im znane (podobnie, jak i reszcie społeczeństwa) w równym stopniu, co Zakazane Miasto w dobie panowania chińskich cesarzy, chińskiemu społeczeństwu. Odpowiedz Link
cirano Re: Czy Warszawa pszescignie Berlin. 10.05.15, 07:28 Nic tylko czekać aż ten (g)rajdołek sie zawali i smrodu narobi, Ale fama "wybitnych fachowców" z nad Wisły nie zginie jak długo tacy Kaczyńscy i im podobni ten świat zasrywają Odpowiedz Link