1fatum
30.10.16, 08:15
Okoliczności, i rocznice wyzwalają dyskusje. Dyskusje podlewane %%%% nabierają wyrazu i ostrości. Poniżej kilka dla przykładu:
Już 6 września 1939 r. front polski się załamał. Dlatego 12 września 1939 roku nasi sojusznicy na naradzie w Abbeville uznali kampanię polską za zakończoną, przegraną. Bo nie było już frontu a rząd gnał na Zaleszczyki.
Właśnie dlatego wkroczenie 17 września wojsk Stalina na tereny Polski nie było żadnym tam początkiem wojny, ani jakimś „nożem w plecy”, lecz działaniem w ramach II wojny światowej.
Nawiasem mówiąc, alianci wyznaczyli Polsce granice Linią Curzona w 1921 roku oddając ZSRR 1/3 terytorium II RP. W 1939 roku Stalin wyegzekwował to, co prawnie mu się należało dzięki Francuzom i Anglikom. W Jałcie USA i W. Brytania to przypieczętowano.
A dwa tygodnie później, 1 października 1939 r. Churchill pochwalił działania Rosji jako mądre i służące równowadze w Europie. Fragment przemówienia radiowego Churchilla:
"...To, że armie rosyjskie musiały stanąć na tej linii było jasne i niezbędne ze względu na niebezpieczeństwo grożące Rosji ze strony nazistowskich Niemiec. W każdym razie linia jest tam i został utworzony front wschodni, którego nazistowskie Niemcy nie ośmielą się napaść..."
Tego samego dnia ekspert z Foreign Office Ivone Kirkpatrick zasugerował, aby zaakceptować linię Curzona jako podstawę przyszłej granicy polsko-radzieckiej…
Źródło: Daniel Boćkowski, Na zawsze razem. Białostocczyzna i Łomżyńskie w polityce radzieckiej w czasie II wojny światowej (IX 1939 – VIII 1944) Warszawa, 2005, s. 22. (cytat za Wikipedią).
Podobnie było w sierpniu 1941 roku, kiedy Armia Czerwona zajęła Iran, aby zabezpieczyć sobie flankę - bo szach Iranu gotów był przystąpić do wojny po stronie Niemiec.
Wraz z ZSRR do Iranu weszli Brytyjczycy, a chwilę później dołączyli Amerykanie. I wszyscy uznawali i uznają to nadal za słuszne, zgodne z prawem wojny, normalne, bo okupację wprowadzono w ramach II wojny światowej – rozpoczętej przez Niemcy 1 września.
„A ja Ci opowiem historię autentyczną o złych Akowcach i dobrych SS-manach. Wieś mojej mamy zgrana, ludzie ci sami od wielu, wielu lat. I AK oddział grabiący w okolicy. Nie zwracali uwagi, że czworo dzieci i jedna krowa - im daj, bo oni walczą! Co znaleźli, to zabrali. A wieś była zgrana i pewnego dnia powiedziała NIE! - my też musimy żyć. - Jak tak, to wieś spalimy i nikt żywy nie zostanie.
Pewnej nocy podpalili dom z jednej strony wsi, podpalili z drugiej strony... Ludzie rzucili się do stacjonującego we wsi małego oddziału SS po ratunek. Wybiegł komendant , kazał wydać ludziom całą broń i amunicję, jaką miał. Wieś razem z Niemcami stanęła do regularnej bitwy z Akowcami. Część ludzi w wojsku była przed wojną i strzelać umiała! W międzyczasie z Lublina przybyły posiłki niemieckie i dzięki temu moja mama przeżyła. Więc nie wkładaj wszystkich do jednego worka”.
Gadanie o bohaterstwie polskiej armii to mit.
Ta armia straciła w kampanii wrześniowej 7% żołnierzy, straciła 3 oficerów na 100 poległych żołnierzy, podczas gdy Francja 25 oficerów na 100 żołnierzy, Niemcy 40 oficerów na 100 żołnierzy i 45% stanu wojska podczas napaści na Związek Radziecki, Armia Czerwona 100% swego stanu na początku wojny i później 46 oficerów na 100 żołnierzy.
Polska armia to była armia (sanacyjna) najbardziej tchórzliwa w Europie. Oficerowie i generałowie uciekli do Rumunii razem z tym podłym sanacyjnym rządem, a reszta bez dowództwa poddała się, nawet Anders uciekł przed Niemcami i jedyne co, to idiotyczna rzeźnia pod Monte Cassino.
Warto w tym miejscu przyjrzeć się kilku liczbom: po wojnie w bratobójczej wojnie domowej uczestniczyło po obu stronach 450 tysięcy ludzi, a w tzw. zbrojnym podziemiu działało 180 tys. osób – w tym ponad 30 tys. w oddziałach regularnych, zorganizowanych, uzbrojonych, a nawet otrzymujących żołd.
I to głównie te oddziały zabijały zwolenników ludowej władzy: 4018 milicjantów, 1616 ubeków, 3729 zwykłych żołnierzy oraz 495 funkcjonariuszy ORMO. Razem - 9858, a więc prawie 10 tysięcy.
Co najbardziej makabryczne – do tej liczby trzeba dodać zupełnie bezbronne i w nic niezaangażowane ofiary cywilne (5150 osób), na przykład chłopów, którzy ośmielili się przyjąć ziemię z reformy rolnej, a nawet nauczycieli jadących na głęboką prowincję walczyć z analfabetyzmem.
Nie wolno też zapomnieć o zamordowaniu przez „patriotyczne podziemie” co najmniej 187 małych dzieci. Za to tylko, że ich rodzice stanęli po „niesłusznej” stronie.
Ofiarami byli także żołnierze Armii Czerwonej, a choć ostatnie liczby (podobnie jak liczba Żydów pomordowanych w pogromach) są tylko szacunkowe, więc lepiej ich z ostrożności historycznej nie przytaczać, to wiadomo, że idą w tysiące.
Proste zestawienie liczby zabitych z rąk „żołnierzy wyklętych” w okresie powojennym - 9858 + 5150 = 15.008 Polaków - z liczbą żołnierzy niemieckich poległych na ziemiach polskich w czasie okupacji - 5733 żołnierzy, a więc niespełna 6 tysięcy - bardzo zmienia literacki, czy mitomański obraz polskiego podziemia.