Skond se naroz tu Slowianie znodli ?

19.12.05, 21:37
Śladami zapomnianych przodków
"Łużyczanie", Wandalowie, Sarmaci, Słowianie

Nie ma w polskiej kulturze zjawiska, które choćby w przybliżeniu dałoby się
porównać z celtyckim renesansem, jaki ma współcześnie miejsce w krajach języka
angielskiego. Dlatego zapewne pierwszym odruchem większości polskich czytelników
"Oran Mor" Franka Hendersona MacEowena będzie... zawiść. Że oni, przedstawiciele
anglojęzycznej cywilizacji posiadający celtyckie korzenie, MAJĄ takie duchowe
tradycje, a my - nie mamy.

Po części winne są za to obiektywne zaszłości, te mianowicie, że Wyspy
Brytyjskie, ostatnia ostoja Celtów i ich oryginalnej kultury, od dwóch tysięcy
lat stoją w świetle Historii i jej pisanych świadectw. Dzieje Słowian,
przeciwnie, dużo dłużej rozgrywały się bez literackich świadków. 1500 lat temu,
kiedy Irlandia, Szkocja i Walia były wyspami oświaty na tle barbarzyńskiego
jeszcze Zachodu, o Słowianach zaledwie pojawiły się pierwsze wzmianki w pismach
greckich kronikarzy.

Po drugie, winni jesteśmy my sami. Polska przeszłość, tam, gdzie to jest
możliwe, została nieźle przebadana przez historyków, a polska ziemia - przez
archeologów. Podobnie istnieją bogate zbiory ustnej, ludowej tradycji: gawęd i
mitów. W przeciwieństwie jednak do świata angielskojęzycznego, nie wiadomo mi
nic o tym, aby nasze badania historyczne, archeologiczne i etnograficzne były
motywowane potrzebami, tęsknotami i poszukiwaniami duchowymi. To przede
wszystkim sprawa nastawienia: nasza własna, "plemienna", przeszłość, jest dla
nas zaledwie ciekawostką, nie jest zaś - inaczej niż u współczesnych potomków
Celtów - źródłem duchowego pokarmu. Do dziś - niestety! - aktualna jest uwaga (a
może klątwa?) pierwszego naszego historyka, tak zwanego Galla Anonima, który
następująco pisał o "pogańskich" przodkach Mieszka: "Lecz dajmy spokój
rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków
i których skaziły błędy bałwochwalstwa (...)"

Klątwa Anonima trwa nadal, i do dziś większość Polaków jest przekonana, że nasza
historia zaczęła się od chrztu Mieszka I. A co było wcześniej? Każdy, kto
próbuje dowiedzieć się czegoś o dawnej, "pogańskiej", a więc oryginalnej Polsce
(i całej Słowiańszczyźnie), natrafia na mur uczyniony z przemilczeń, przekłamań
i przeinaczeń. Twórcami tej informacyjnej mgły byli polscy historycy i
archeologowie z prof. Józefem Kostrzewskim na czele (oddajmy mu zasługi: to on,
oprócz innych dokonań, odkrył gród w Biskupinie), którzy uparli się przy
koncepcji autochtonizmu Słowian na ziemiach nad Wisła i Odrą. W myśl tej
koncepcji (mającej swoje pseudo-patriotyczne ostrze) niemal wszystkie starożytne
archeologiczne kultury odkrywane na naszej ziemi były automatycznie przypisywane
Słowianom - wśród nich przede wszystkim Kultura Łużycka i Kultura Przeworska.
Tymczasem koncepcja autochtonizmu Słowian na ziemiach obecnej Polski jest
fałszem; Słowianie przybyli nad Wisłę i Odrę około roku 550 naszej ery, ze
wschodu, zza Dniepru, i byli ostatnią falą ludów, które zasiedlały nasze ziemie.
Upieranie się historyków, propagandystów i autorów szkolnych podręczników przy
nieprawdzie, jakoby nasi przodkowie "żyli tu od zawsze", produkuje wspomnianą
mgłę i zauważalne krętactwa. Kiedy nasi historycy piszą o Gotach, Madziarach czy
Turkach, jest to logiczne i pełne poznawczej pasji; kiedy przechodzi do Słowian,
pojawiają się banały i frazesy.

Ziemie Polski w starożytności nie były słowiańskie. Najstarsza kultura budująca
umocnione osady, Kultura Łużycka (ta, która w roku 736 pne. wzniosła Biskupin),
mówiła nieznanym dziś językiem, zapewne indoeuropejskim. Po owych "Łużyczanach",
około 300-200 r. pne. z południa przyszli Celtowie, którzy stworzyli sanktuaria
na świętych górach - Ślęży, Św. Krzyżu i Górze Św. Anny. Celtowie, używający
nazwy Lugiów ("zaprzysiężonych"), zmieszali się z plemionami germańskimi,
przejęli ich język i wraz z nimi utworzyli tak zwaną Kulturę Przeworską, która
przez 600 lat zasiedlała większą cześć dzisiejszej Polski. Od jednej z grup
Lugiów - Silingów - wziął swoją nazwę Śląsk. Inna ich grupa, która przyjęła
nazwę Wandalów, w 407 r. ne. najechała Państwo Rzymskie i dotarła aż do
północnej Afryki.

Dwa wieki wczesniej inna grupa Germanów, której archeologiczne ślady nazwano
Kulturą Wielbarską, stopniowo przemieściła się przez Pomorze, Mazowsze i Wołyń,
i na Ukrainie stworzyła wielkie państwo. Byli to Goci.

W okresie Wędrówki Ludów, wywołanej przez najazd Hunów, kiedy upadło Państwo
Rzymskie na Zachodzie, na ziemiach polskich osiadł jeszcze jeden naród. Byli to
Irańczycy-Sarmaci, a wśród nich plemiona zwane Alanami, Antami, Chorwatami i
Serbami. Wkrótce przyjęli oni język nowych przybyszów - Słowian, część z nich
przesiedliła się na Półwysep Bałkański, ale pewna ich grupa pozostała nad Wisłą
i Wartą, dając nazwy miejscowościom w rodzaju Sarbinów lub Krwaty, oraz początek
sarmackiej legendzie polskiego rycerstwa.

Słowianie przyszli, jak się powiedziało, ze wschodu, zza Dniepru lub z jeszcze
dalszych okolic. W starożytności nie mieli żywych kontaktów ani z Germanami ani
z Celtami, o czym świadczy brak starych zapożyczeń z tych języków w słowiańskim.
Za to istniała wówczas głęboka więź słowiańsko-irańska. "Bóg" nazywa się u nas
podobnie jak w staroirańskim - "bhaga", a nie jak u Hindusów (deva) czy Rzymian
(deus). Jest to refleksem irańskiej "schizmy", jako że Irańczycy czcili asurów
(ahura), a gardzili devami, odwrotnie niż reszta Indoeuropejczyków, którzy
właśnie devów uznawali za istoty dobroczynne, a asurów za demoniczne. Być może
wręcz nasze słowo "bóg" jest refleksem religijnych objawień i reform
Zaratusztry, których nowina dotarła do Słowian za pośrednictwem Sarmatów.
Dodajmy jeszcze, że irańskiego pochodzenia są słowa "chwała", "święty", "raj",
"przysporzyć", "wiara", "wzywać", "pisać", "kajać", "bać się", "chronić",
"świecić", "czasza", "mogiła", "zdrowy", "chory", "srom", "zły", "mądry". Słowa
te świadczą, że dawna Słowiańszczyzna była północną peryferią kultury Iranu,
obejmującej, prócz Iranu obecnego, także Azję Środkową oraz ukraińskie i
kazachskie stepy.

A to oznacza także, że ludzki most, łączący Słowiańszczyznę z żywymi do dziś
matecznikami szamanizmu w górach Ałtaju, czynny był przez długie wieki. Jestem
przekonany, że ślady tego najdawniejszego dziedzictwa pozostały na naszej ziemi
i w naszych tradycjach. Aby te ślady przemówiły, trzeba jeszcze raz przebadać,
co znaczą nazwy naszych rzek, gór i miejscowości (w większości dziś dla nas
niezrozumiałe); przyjrzeć się słowom naszego języka; dociec, jakimi wierzeniami
były motywowane pogrzebowe obyczaje "Łużyczan", "Przeworszczan", Sarmatów i
pierwszych Słowian; jeszcze raz przyjrzeć się ludowym podaniom, oraz zbadać
"ukrytą geografię", czyli przekazy dotyczące rozsianych po naszym kraju miejsc
mocy, które dziś w ogromnej większości zostały "zaczopowane" chrześcijańskimi
świątyniami.

Świat naszych przodków i ich duchowych przewodników czeka na swoich odkrywców.

www.taraka.most.org.pl/slow/przodkow.htm
    • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:38
      Tajemniczy lud Słowianie

      Słowianie pojawiają się na europejskiej arenie historii jak diabeł z pudełka,
      wręcz jako ostatni, najmłodszy z osiadłych, to jest nie-koczowniczych,
      nie-stepowych ludów. Starożytność grecka i rzymska sprzed okresu Wędrówek Ludów
      nie zna ich wcale. Były wprawdzie domysły, aby za pra-Słowian uważać Neurów i
      Budynów wspomnianych przez Herodota na marginesie wydarzeń wśród Scytów około
      500 roku pne., ale pierwsze pewne wiadomości o Słowianach pochodzą dopiero z
      czasów równo tysiąc lat późniejszych, kiedy Prokop(iusz) z Cezarei, przyboczny
      historyk i propagandysta Belizariusza, "ministra wojny" wschodnio-rzymskiego
      cesarza i wielkiego odnowiciela Cesarstwa, Justyniana, spotyka ich gdzieś nad
      Dunajem. Autorzy z szóstego wieku ne. piszą o Słowianach jako o ludzie nowym, i
      wcześniej nie znanym, i dziwią się ich obyczajom. Z trudem można dopatrzyć się
      niepewnych śladów ich obecności wśród wojsk Hunów Atylii, a więc z połowy lat
      400-nych. Wcześniej historia grecka, rzymska, germańska ich nie zna (jak również
      chińska, która wcześniej niż Europejczycy zauważyła obecność Hunów, Alanów i
      Antów na Stepach). Również w zabytkach archeologicznych obecność Słowian daje
      się stwierdzić nie wcześniej niż w V, może IV wieku na Wołyniu i Podolu.

      Słowianie wydają się być "dziećmi Wędrówki Ludów". Ich wielka kariera: zajęcie w
      ciągu lat 500-nych i 600-nych Bałkanów, pogórza wschodnich Alp, ziem obecnej
      Słowacji, Moraw, Czech, dorzeczy Wisły, Odry i Łaby oraz górnego Dniepru (nad
      środkowym Dnieprem byli wcześniej) była możliwa dlatego, że w środkowej Europie
      wytworzył się obszar pustek, kiedy zamieszkujące dawniej ten obszar ludy, przede
      wszystkim germańskie, przesunęły się na zachód, łupiąc Zachód Państwa Rzymskiego
      i montując na gruzach Imperium własne królestwa. Okres Wędrówek ludów przyniósł
      regres, cywilizacyjną zapaść, wyludnienie wielkich obszarów ziemi. Dla Środkowej
      Europy Wędrówka Ludów tworzy historyczną nieciągłość, ciemne wieki, po których
      na tych samych ziemiach żyje już ktoś inny.
      • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:38
        Skąd się (nie) wzięli Słowianie?

        Na pewno nie z dorzecza Wisły i Odry, jak to niedawna było podawane w Polsce do
        wierzenia. Współcześnie z Państwem Rzymskim istniały na ziemiach obecnej Polski
        dwie wielkie kultury (w sensie kultur archeologicznych) - Wielbarska, której
        nosicielami byli Goci, oraz Przeworska, której odpowiadają wspomniane przez
        Tacyta i Ptolomeusza federacje plemion znane najpierw pod celtycka nazwą Lugiów,
        później pod germańską nazwą Wandalów. Kiedy ludy Kultury Przeworskiej -
        Hasdingowie i Silingowie - najeżdżają w roku 406 ne na rzymską Galię, są
        niewątpliwymi Germanami, chociaż od "wielbarskich" Gotów mnóstwo ich dzieli i
        wzajemna niechęć a często jawna wrogość wyniesiona jeszcze zapewne z czasów walk
        jednych z drugimi o ziemie nad Wisłą trwa do końca dziejów Wandalów.

        Nad Wisłą i Odra w starożytności po prostu nie było takiego miejsca, gdzie można
        by "zmieścić" Słowian. Ale ponieważ teoria autochtoniczna czyli pogląd o
        pochodzeniu Słowian z dorzecza Odry i Wisły był propagowany u nas przez
        kilkadziesiąt lat, i wielu ludzi nie zna innego, wymienię w wielkim skrócie
        sprzeczności do których ten pogląd prowadzi:
        bullet

        - rzymscy autorzy nie wymieniają ludów z dorzecza Odry i Wisły, które by nosiły
        słowiańskie nazwy;
        bullet

        - miejscowości wymienione na mapie Ptolemeusza noszą nie-słowiańskie nazwy. Jest
        tam wprawdzie Kalisia, która mogłaby być późniejszym Kaliszem, ale inne dowody
        przekonują, że owa Kalisia leżała w obecnej Słowacji (co jednocześnie dowodzi,
        że ta nazwa nie była słowiańska, jak że po południowej stronie Karpat Słowian w
        Starożytnosci na pewno nie było.);
        bullet

        - nie pojawiają się w źródłach rzymskich żadni ludzie o słowiańskich imionach,
        podczas gdy wymienionych z imienia Germanów czy Sarmatów są tysiące. I
        odwrotnie, kiedy niewątpliwi już Słowianie wymieniani są przez źródła
        bizantyjskie w VI-VII w., natychmiast dają się poznać po charakterystycznych
        imionach, jak Radogost, Całogost, Niebyl, Wszemir i inne;
        bullet

        - Słowianie nie istnieją jako sprzymierzeńcy Gotów i Wandalów, którzy wyszli z
        "naszych" ziem. Gdyby Słowianie tu byli, niewątpliwie pociągnęliby razem z
        tamtymi germańskimi ludami (albo w ślad za nimi) na Rzym w okresie Wędrówek
        Ludów, tak jak to zrobiła jakaś grupa bałtyjskich Galindów z obecnych Mazur.
        bullet

        - w języku słowiańskim brak jest starych zapożyczeń z łaciny i greckiego,
        których mnóstwo jest w językach germańskich. Wniosek: przodkowie Słowian w
        starożytności żyli poza strefą bezpośrednich wpływów rzymskich. Tymczasem strefa
        takich wpływów obejmowała dorzecze Wisły i Odry, przejawiając się przez handel,
        związki polityczne, wyprawy wojskowe Rzymian i wojny z nimi;
        bullet

        - nie ma w języku słowiańskim starych zapożyczeń celtyckich. A byłyby, gdyby
        Słowianie pochodzili znad Wisły, jako że ziemie nad górną Wisłą, na Górnym
        Śląsku i na Kujawach były zasiedlone przez Celtów. Uważa się, że Kultura
        Przeworska powstała w wyniku nałożenia się wpływów celtyckich na jakąś ludność
        wcześniejszą, skąd znowu wniosek, że Słowian tu nie było;
        bullet

        - zagadkowe w świetle teorii o pochodzeniu Słowian znad Wisły i Odry są
        zapożyczenia językowe irańskie w słowiańskim;
        bullet

        - Słowianie nie mają rodzimej nazwy dla bursztynu, która z pewnością istniałaby,
        gdyby byli jednym z ludów Bursztynowego Szlaku w starożytności. (Słowo
        bursztyn=bernstein='płonący kamień' jest z niemieckiego, jantar z litewskiego
        gintaras);

        • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:40
          Słowianie a Bałtowie

          Największe podobieństwo języków - widoczne nawet dla nie wtajemniczonych
          językoznawców - łączy w obrębie języków indoeuropejskich rodzinę słowiańską z
          rodziną bałtyjską. Litewski autor V. Mażiulis pokazał jaki rodzaj terytorialnych
          związków łączył obie rodziny:

          Słowianie (a raczej ówcześni językowi przodkowie Słowian) stanowili po prostu
          południową peryferię Bałtów. Kiedy tak było? W połowie pierwszego tysiąclecia
          pne, czyli około 500 r pne. Bałtowie (zawierający w sobie późniejszych Słowian)
          zajmowali wtedy dorzecza Niemna, górnego Dniepru i górnej Oki. Późniejsi
          Słowianie byli tym południowo-wschodnim pograniczem tego obszaru, i właśnie tam
          - nad Desną, Teterwią a może i Oką - stykali się z Irańczykami, czyli najpierw
          Scytami, a później, od lat 300-nych pne. - Sarmatami, którzy byli kolejną, ale
          już ostanią falą ludów irańskich na czarnomorskich stepach. Po nich przyszli
          Hunowie, pierwszy zastęp ludów ałtajskiej grupy językowej, których zbiorczo,
          choć w uproszczeniu, nazwać można Turkami.
          • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:42
            Bałtowie sami w sobie są wielką osobliwością, a to z powodu archaiczności swoich
            języków, które wyglądają jak zabytki ze starożytności. Widoczne to jest do
            pewnego stopnia już w słowiańskich: Polak uczący się sanskrytu raz po raz
            napotyka słowa, które w tym staroindyjskim języku brzmią uderzająco podobnie do
            słowiańskich o tym samym znaczeniu: "wieś" w sanskrycie brzmi: viś, "sieć" to
            śić (piszę z kreską nad ć, żeby przeczytać tak jak się wymawia), "liże":
            limhati, "mięso": mamsa (m jest z kropką, i znaczy tyle, że poprzednie a jest
            nosowe) - i tak dalej. Inne podobieństwo są ukryte, ale ukryte tuż pod
            powierzchnią: "czarny" w sanskrycie to kRszna (R tworzy sylabę, sz piszę jak po
            polsku bo nie mam odpowiednich czcionek.) Ale nasze słowo wcześniej wymawiało
            się czRsny! Litwin lub Łotysz znajdzie tych podobieństw - wskazujących na stare
            indoeuropejskie powiązania - jeszcze więcej.

            Większość prahistoryków przyjmuje, że pierwsze ludy mówiące językiem (lub
            językami) praindoeuropejskim zamieszkiwały obszary na północ od Morza Czarnego:
            między Karpatami a Kaukazem, zarówno step jak i las, prowadząc gospodarkę
            zarówno pasterską jak i rolną. Językoznawcy dzielą języki indoeuropejskie na
            dwie wielkie grupy: Kentum i Satem, zależnie od tego, jak był wymawiany
            liczebnik "sto". Skraje obszaru indoeuropejskiego, a więc Grecy na południu,
            Celtowie i Italikowie (w tym Rzymianie-łacinnicy) na Zachodzie, Germanowie nad
            Bałtykiem i Tocharowie gdzieś na wschodnich stepach należeli do grupy Kentum.
            Ludy Satem: Ariowie, którzy najechali Indie, Irańczycy, którzy prócz Wyżyny
            Irańskiej zamieszkiwali stepy dzisiejszej Ukrainy i Kazachstanu, oraz Słowianie
            i Bałtowie, stanowili grupę centralną, która rozeszła się w różne strony świata
            później niż ludy Kentum. (Dodam, że najdawniej oddzielona grupa
            Indoeuropejczyków, Hetyci z obecnej Turcji, którzy weszli w styczność z
            Mezopotamią, Egiptem jak również Prażydami, mówili językiem, który wykształcił
            się przed podziałem na Kentum i Satem i do żadnej z tych grup nie należy.)

            Kusi następująca hipoteza: Bałtowie (a wśród nich językowi przodkowie Słowian)
            są ta częścią Indoeuropejczyków Satem, którzy żyli nie na Stepie, lecz w Lasach.
            Ci Stepowi poszli dalej na południe i zasiedlili Iran, Azję Środkową i Indie. Ci
            Leśni pozostali na miejscu (co najwyżej z pewnych terenów wypierając Finów,
            starszą warstwę ludności). Ich zasiedziałość zgadzałaby się z ich językowym
            konserwatyzmem - bo przecież języki słowiańskie, w tym polski, a jeszcze
            bardziej litewski (i łotewski) strukturalnie przypominają inne indoeuropejskie -
            indyjskie, grecki, irańskie, germańskie - ale z ich etapu rozwojowego sprzed
            dwóch tysięcy lat. W słowiańskich i w bałtyjskich istnieje np. pełna odmiana
            przez przypadki, którą wszędzie poza tym zanikła, i to właśnie tysiąc kilkaset
            lat temu. Języki bałtyjskie zachowały nawet archaiczne końcówki rzeczownika -s,
            -us, -is, -as, które tak rzucają się w oczy choćby w łacinie i w starej grece.

            Południowa peryferia Bałtów, ta z której w końcu wyodrębnią się Słowianie, była
            bardziej od reszty bałtyjskiej dziedziny wystawiona na wpływy zewnętrzne.
            Sąsiadowali z nią irańscy Sarmaci (a wcześniej Scytowie), których świat sięgał
            aż po góry Uralu, Ałtaju i Pamiru, po granice Rzymu i imperiów perskich. Dzięki
            podobnemu językowi mieli on dostęp do dominujących w Iranie nauk Zaratusztry.

            W 300-nych latach ne. Południe Bałtyjskie dostało nowych sąsiadów, mianowicie
            Gotów, którzy przywędrowali tu szlakiem wzdłuż Bugu i Bohu (obie rzeki noszą do
            dziś podobną starogermańską nazwę). Na ziemiach obecnej Ukrainy Goci
            sprzymierzyli się z tubylcami Sarmatami/Alanami, a ich wspólną społeczność
            archeologowie zidentyfikowali jako Kulturę Czerniachowską. (Nazwaną tak od nazwy
            miejscowości koło Kijowa.) Stopiliby się w jeden naród, który istniałby może do
            dziś... ale Historia chciała inaczej. Era Irańczyków na stepie gwałtownie się
            kończyła. Z gór Syberii wyroił się nowy lud, który miał zdominować Stepy na
            następne półtora tysiąclecia - Ałtajczycy. Ze wschodu szła ich pierwsza fala -
            Hunowie, a trwoga przed nimi kazała Gotom, Alanom i naszym krajanom Wandalom
            uciekać na ziemie Rzymu.

            Przewaga Hunów trwała tylko dwa pokolenia. Synowie Atylii nie umieli już
            utrzymać jego państwa. Dwa imperia - Hunów i Rzymskie - upadły niemal
            jednocześnie. Wandalowie siedzieli już w Afryce, Goci w Galii, Italii i
            Hiszpanii, wraz z nimi na Zachód pociągnęli Alanowie. Środek Europy stanowił
            pustkę - bez władzy, bez państw, a często po prostu bez ludzi. (Wystarczy
            niewiele wyobraźni, aby sobie uświadomić to stulecie wyniszczającej wojny
            wszyskich ze wszystkimi...) Był jednak jeden lud, który umiał te pustkę wypełnić.

            Jest kilka nazw etnicznych, które pojawiają się gdzieś nad Dnieprem zarówno
            przed, jak i po najeździe huńskim. Są to: Antowie, Serbowie i Chorwaci. Plemiona
            sarmacko-alańskie, których przedstawiciele, w kilkadziesiąt lat po rozproszeniu
            się Hunów, noszą już słowiańskie imiona i mówią słowiańskim językiem, zachowując
            (Serbowie i Chorwaci aż do dziś) stare plemienne nazwy.

            W "ciemnym wieku" Wędrówek Ludów i inwazji Hunów dokonała się etnogeneza
            Słowian. (Przyznam, że o tym momencie dziejów myślę z dużym wzruszeniem...) Co
            właściwie wtedy się stało, lub raczej mogło się stać, jako że skazani jesteśmy
            tylko na domysły? Tamte trzy plemiona - lub raczej ich części - nie uciekły
            przed Hunami na zachód, lecz schroniły się na ziemiach swoich północnych
            sąsiadów, Bałtów. Tych Bałtów z południowej peryferii. Nie sądzę, żeby ich
            podbili, ani tym mniej zamienili w swoich poddanych - bo gdyby tak było, u
            Słowian istniałaby jakaś struktura władzy oparta na dominacji. Tymczasem
            Słowianie, tak jak ich widział Prokopiusz i inni Grecy, żyli w pełnej
            demokracji, o ile nie w anarchii. (Dodatkowym argumentem jest tu pełny niemal
            brak rodzimych słów słowiańskich oznaczających władców: "książę" i "władza" to
            pożyczki gockie, "pan" - od Awarów, "król" - od imienia sławnego władcy Franków;
            jeden "wojewoda" jest własny, ale to przecież funkcja demokratyczna.) Zapewne ci
            Sarmaci i ich potomkowie stanowili "zbrojne ramię" rolniczego ludu leśnej
            strefy, mając większe obycie z walką konną. Zapewne chętniej niż inni byli
            obierani na wodzów ("wojewodów") zbrojnych i łupieskich wypraw, jakie wkrótce
            nastąpiły.

            Sarmaci przynieśli Południowym Bałtom (czyli późniejszym Słowianom) swoje
            wyobrażenia religijne, czego śladem jest około czterdziestu słów pochodzenia
            irańskiego, oznaczających najważniejsze pojęcia religijno-moralne. Należą tu
            słowa "bóg", "wiara", "raj", "święty", "chwała" i inne. Reszta Bałtów, od
            których pochodzą obecni Litwini i Łotysze, zachowała dawniejsze słowa rodzime.

            Można domniemywać, że domieszka "krwi" sarmackiej u Południowych Bałtów
            przyniosła również przewrót w ich poglądach na świat. U tych mieszkańców błot i
            puszcz świat przestał się kończyć za najbliższą rzeczką. Zaczęły działać miraże
            dalekich krajów, szerokich stepów, bogatych miast gdzieś na krańcach ziemi.
            Narastał mit, krążyły opowieści. Znaleźli się pierwsi śmiałkowie, którzy
            zaciągali się na wojne do Hunów. Niektórzy wracali, przynosili nowe opowieści.
            Kiedy wnukowie pierwszych uciekinierów byli dorośli (mówili już językiem swoich
            słowiańskich matek, a zresztą ten język też w tym czasie się zmienił), do
            leśnych osad docierały coraz bardziej poruszające wieści: nie ma Hunów! Ziemie
            stoją puste. Wystarczy zbudować łódź, albo załadować dobytek do wozu, pogonić
            stada... Świat stoi otworem. Wyobrażam sobie, jak wszyscy powtarzali magiczne
            słowa: Dniestr, Dunaj, Wisła... Tam była wolność i była niepowtarzalne szansa. Z
            czym to porównać? Może podobny pęd kazał Amerykanom iść za Mississippi i za Góry
            Skaliste.
            • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:45
              Owo "pięć minut" dla Słowian trwało nie dłużej niż dwa pokolenia. W 556 r ne na
              północ od Kaukazu zjawili się Awarowie, druga (po Hunach) turecka fala ze
              Środkowej Azji. Wydarzenia nastąpiły w tempie końskiego galopu. W 561 i 566 r
              nowi konni wojownicy najechali Franków i przystąpili do budowania imperium nad
              Dunajem. Różne są doniesienia o roli Słowian w państwie Awarów: z jednych źródeł
              wynika, że mieli przydzieloną rolę poddanych i "mięsa armatniego", które
              wygrywało bitwy na korzyść swoich panów. Inne doniesienia każą widzieć Słowian
              jako wolnych sprzymierzeńców tamtego tureckiego ludu. Mogło być i tak, i tak.
              Słowianie byli już mocno zróżnicowani pomiędzy sobą. Być może najazd awarski był
              przyczyną drugiej ekspansji Słowian, tym razem na północ i północny wschód - w
              górę Dniepru, nad Okę, górną Wołgę, nad Ilmeń i w stronę Białego Morza. Także
              Słowianie osiedleni nad Wisła, Odrą i Łabą uniknęli okupacji awarskiej.
              • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:46
                Na czym mogła polegać przewaga Słowian?

                Kiedy rozważa się tamte czasy początków słowiańskiej historii, narzuca się
                pytanie: dzięki czemu Słowianie rozmnożyli się i zalali Europę, a liczne inne
                ludy z tamtej epoki, w tym również sąsiedzi Słowian - Langobardowie, Awarowie,
                Gepidzi - zniknęli bez śladu? Wydaje się, że przewagą Słowian były te własnie
                cechy, które pozornie składają się na ich rzekomą słabość i niższość.
                Germanowie, Sarmaci i Turcy w tamtej epoce występują jako ludy o dość
                rozbudowanej hierarchii społecznej: z podziałem na plebs i arystokrację, z
                dynastycznymi władcami. Potrafią organizować państwa liczące setki tysięcy i
                miliony poddanych, na terytoriach większych nawet niż obecne państwa Europy.
                Posiadają ośrodki wyspecjalizowanego przemysłu (jak zagłębia hutnicze w Górach
                Świętokrzyskich i nad Utratą na Mazowszu). Biorą udział w międzynarodowym handlu.

                Słowianie tego wszystkiego nie mieli. Nie mają nad sobą władców (co zdumiewało
                greckich kronikarzy). Nie mając zorganizowanych państw są nieuchwytni dla
                wrogów. Wolni, bez władzy, czują siłę, jaką dać może tylko wolność pomiędzy
                równymi. Nie zależąc od handlu i przemysłu, są samowystarczalni w ramach
                niewielkiej wspólnoty, a taką najtrudniej zniszczyć. Brak władzy, jak każdy to
                dzisiaj widzi, to także ogromna oszczędność. Wydaje się więc, że w tamtej tak
                tragicznej dla cywilizowanej Europy epoce, Słowianie instynktownie przyjęli
                najlepszą metodę przetrwania: rozproszyć się, przypaść do ziemi, brać środki do
                życia z gospodarki bezpośredniej. (Z bardzo podobnych powodów, aby ośrodki
                dowodzenia mogły przetrwać atak jądrowy, Amerykanie zbudowali internet...)
                Ciężkie czasy wymagały skrócenia łańcuchów krążenia energii w społeczeństwie. I
                Słowianie to zrobili. (Chociaż jednocześnie zapomnieli jak się robi ozdoby na
                broni, i wyrzucili, może jako zbędny balast, koła garncarskie.)
                • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:46
                  Problemy religijnej natury

                  Każdy, kto interesował się dawną, przedchrześcijańską religią Słowian naraża się
                  w końcu na frustrację: można przeczytać wiele grubych tomów, i nadal nie
                  wiedzieć o niej nic. Dawne ruskie, niemieckie i inne kroniki przekazały kilka
                  imion bóstw (niepewnych i poprzekręcanych), strzępy opisów obyczajów i obrzędów,
                  które często trzeba odrzucić jako wymysł pisarzy. Do tego dodajmy niejasne
                  związki z religiami innych ludów, układane zwykle w drętwe schematy. Kiedy
                  przechodzi się do studiowania religii i mitologii nie tylko greckiej, czy
                  indyjskiej, ale również celtyckiej i germańskiej, ogarnia żal i kompleks
                  niższości. Dlaczego przekazy dotyczące wiary naszych przodków są tak żałośnie
                  okrojone?

                  Jakąś winę ponosi za ogólny duch kultury eurochrześcijańskiej, która z odrazą
                  patrzyła na "pogaństwo". Tym bardziej, że Słowianie dołączyli do Europy w
                  najgorszym momencie, jeśli chodzi o zainteresowanie dla pogańskiej odmienności.
                  Minął już czas, kiedy zachodnie chrześcijaństwo się formowało, czerpiąc to i owo
                  ze starszych, tubylczych wyobrażeń; kiedy układano legendy o świętych na
                  podobieństwo mitów o pogańskich bóstwach. Z drugiej strony daleko jeszcze było
                  do renesansowej ciekawości świata, która sprawiła, że jednak spisano pewniejsze
                  wiadomości o pogaństwie litewskim.

                  Więc mnóstwo wiadomości o dawnych bóstwach i obrzędach nigdy nie doznało
                  zaszczytu być utrwalonymi na pergaminie. Ale była też z inna przyczyna: religia
                  Słowian była znacznie uboższa, jeśli o postacie boskie i mityczne chodzi, od
                  germańskiej, celtyckiej i greckiej. Jak również religijne wyobrażenia Słowian
                  zapewne zbyt mocno odbiegały zarówno od monoteistycznych-chrześcijańskich, jak i
                  od pogańskich sensu stricte czyli politeistycznych. Można podejrzewac, że
                  religia Słowian była tak odmienna zarówno od chrześcijaństwa, jak i od
                  greckiego, celtyckiego i germańskiego pogaństwa, że przez ówczesnych misjonarzy
                  i neofitów przez nich wychowanych w ogóle nie była postrzegana jako religia!

                  Wymienione poprzednio cztery religie (chrześcijańska, grecka, germańska,
                  celtycka - i inne także) opierają się na wyobrażeniu osobowych bogów, z których
                  każdy jest, powiedzieć można, solidną jednostką. Ale znane też są religie, w
                  których "istoty duchowe", opatrywane imionami i służące w pewien sposób ludziom
                  (a więc: bogowie), są mgliści i beztwarzowi, i co więcej: są przez pewne
                  rytualne działania przywoływani tylko jakby na chwilę z niebytu. Tak było w
                  religii rzymskiej, gdzie byli bogowie tacy jak Terminus czyli Miedza, Limentus
                  czyli Progownik, bóg progu, albo Fabulinus czyli Gadałek, który uczył dzieci mówić.

                  Coś podobnego działo się również w religijnej wyobraźni Chińczyków - i książki o
                  mitologii chińskiej traktują o równie mglistym przedmiocie, jak dzieła o
                  mitologii Słowian.

                  Religie o wybujałej mitologii i teologii wymagają kapłańskich kolegiów i całej
                  kapłańskiej kasty, wymagają świątyń i ich obsługi, a dalej świętych pism albo
                  wyróżnionej grupy ludzi, którzy pełnią rolę "żywych ksiąg", ucząc się (jak
                  bramini i druidzi) świętych tekstów na pamięć. Takie religie wymagają więc
                  religijnej władzy. A tej Słowianie, tak samo jak i władzy świeckiej-państwowej,
                  nie mieli.

                  Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że w VI-tym wieku wyobrażenia o
                  Perunie, Wełesie i Swarożycu były wśród Słowian równie niejasne, jak dziś wśród
                  badaczy słowiańskich starożytności. Kult bogów wyobrażonych w posągach (nie
                  mówiąc już o świątyniach), bogów, którzy wspierają władców w ramach jednej
                  państwowo-sakralnej liturgii, jest najwyraźniej zjawiskiem późnym, które nigdzie
                  oprócz Połabia się nie miało czasu ani warunków, aby się rozwinąć.

                  Kijowska Kronika Nestora ("Powieść minionych lat") stwierdza wyraźnie: "I począł
                  władać Włodzimierz w Kijowie sam jeden, i postawił bałwany na wzgórzu za dworem
                  teremnym: Peruna drewnianego z głową srebrną i wąsem złotym, i Chorsa, Dadźboga
                  i Strzyboga, i Simargła, i Mokosza. (...) Włodzimierz tedy posadził Dobrynię,
                  wuja swego w Nowogrodzie. I przyszedł Dobrynia do Nowogrodu, postawił bałwana
                  nad rzeką Wołchow, i składali ofiarę jemu ludzie nowogrodzcy jako bogu." Było to
                  przed rokiem 986. Z cytatu tego niewątpliwie wynika, że Włodzimierz w Kijowie
                  powołał nowe miejsce kultowe z posągami bogów - nie zaś, że kontynuował
                  tradycyjne praktyki religijne. Stało się to zaś wtedy, kiedy "począł władać sam
                  jeden", a więc zarówno pozbył się krewnych-współwładców, jak i oderwał się, jako
                  monarcha, od starszych, domokratyczno-wiecowych tradycji. Religia władzy, kult
                  wyraźnie określonych, osobowych bogów wyobrażonych pod postacią posągów
                  najwyraźniej były i w Kijowie, i w Nowogrodzie, nowinką religijną. Nowinką,
                  która ponadto pojawia się u Słowian dopiero po pięciuset latach ich odrębnego
                  istnienia jako ludu i kultury.

                  • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:47
                    Słowiańskie zagadki

                    Nazwy rzek. Nazwy rzek w dorzeczu Wisły i Odry (i w krajach sąsiednich) są w
                    ogromnej większości niesłowiańskie. (Niektóre, jak Bug, dają się rozpoznać jako
                    germańskie, inne, jak Wisła, mają brzmienie "podejrzanie" celtyckie. Większości
                    nie da się wyprowadzić z żadnego znanego języka.) Stad wniosek, że musiały
                    zostać przejęte od poprzedniej ludności. Co oznacza, że jednak jakieś osady
                    "przeworskie" i "wielbarskie" przetrwały Wędrówkę Ludów, i ludzie tu mieszkający
                    posłużyli Słowianom jako informatorzy, a może przewodnicy. Co się stało z tą
                    ludnością? Jak była proporcja pomiędzy słowiańskimi przybyszami a
                    nie-słowiańskimi tubylcami? Czy tylko nazwy rzek im przekazali?

                    Nazwy miast. W przeciwieństwie do rzek, nazwy miejscowości na ziemiach obecnie
                    polskich są prawie bez wyjątku słowiańskie (pomijam tu średniowieczne osadnictwo
                    niemieckie, skąd Limanowa, Łańcut i Rabsztyn, pomijam też ziemie dawniej pruskie
                    i jaćwieskie). Tym większą mają wartość ewentualne przedsłowiańskie nazwy
                    miejscowości. Które to są? Czy np. Kraków pochodzi o d imienia rzekomego Kraka,
                    czy może słowiańską końcówkę "ów" doczepiono do celtyckiego rdzenia? Miasto
                    Kobryń na Wołyniu nosi nazwę (jakoby) gocką - może podobne są i po naszej
                    stronie Bugu?

                    Nazwy miast a władza. Słowianie nie mieli władców. Jak to pogodzić z faktem, że
                    większość nazw miejscowości pierwotnie znaczyła "gród/wieś/osada
                    takiego-to-a-takiego"? Warszawa = 'gród Wrócisława/Warsza', Poznań = 'gród
                    Poznana', Inowłódz = 'gród Inowłoda', Sieradz = 'gród Wszerada', Wolbórz = 'gród
                    Wolibora'. Kim w rzeczywistości byli ci mężczyźni, których imiona wskazują, że
                    ich społeczność ceniła sobie wojenne męskie cnoty (-sław, -bor, -woj, -sąd,
                    -mir, -gniew), i odnosiła się z szacunkiem do nich, skoro ich imionami nazywano
                    miasta?

                    Imiona Słowian. Religia Słowian jawi się nam jako twór mglisty, guślarstwo
                    raczej niż choćby porządny szamanizm, nie mówiąc już o politeizmie. Jak to
                    pogodzić z faktem, że ich imiona tworzą tak precyzyjny system? Gdyż wśród tych
                    imion przeważa typ wyrażający życzenie, zwykle składający się z dwóch części:
                    Rado-gost, Stani-sław, Zby-gniew, Sędo-mir, Wsze-drog. Zasady tworzenia tych
                    imion są bardzo rygorystyczne: mogą w nich występować tylko pojęcia
                    abstrakcyjne, cnoty wojenne (-bor, "walka, waleczny") i pokojowe (-mir,
                    "szacunek, ład, prawo"), czasem są odwołania do 'ojców' i 'dziadów'. Żadnych
                    imion bogów, żadnych mieczy, włóczni, tarcz i koni, żadnych zwierząt, których
                    pełno w imionach germańskich, greckich, celtyckich. Wśród Słowian niemożliwe
                    byłyby imiona w rodzaju Hippolytos ('puszczający konie luzem'), ani Eberhard
                    ('silny jak dzika świnia') - ani Kalidaśa ('sługa bogini Kali'). System
                    słowiańskich imion sprawia wrażenie czegoś dostojnego i wyrafinowanego. I znowu
                    - jak to pogodzić zarówno z prymitywizmem kultury materialnej, jak i z ową
                    "mglistością" religii. A może ta mglistość i prymitywizm to pozór, skrywający
                    lud miłujących prostotę mędrców? (XIX-wieczni Amerykanie mieli Indian za
                    prymitywów, dziś się od nich uczą jak żyć.)

                    Nieobecność Wikingów. Wikingowie (8, 9, 10 wiek) najeżdżali wybrzeża całej
                    Europy, a na Rusi wniknęli rzekami w głąb lądu. Dlaczego omijali tylko jeden
                    obszar: ziemie obecnej Polski? Co ich powstrzymywało?

                    Chrześcijaństwo u Wandalów i Gotów. Jeden i drugi lud germański, kiedy najeżdżał
                    Państwo Rzymskie, był już ochrzczony: miał już za sobą przyjęcie
                    chrześcijaństwa. Czy misje chrześcijan-arian nie docierały na ziemie obecnie
                    polskie - wtedy zamieszkane przez Wandalów i Gotów - już w IV wieku ne.? Nie
                    można tego wykluczyć.

                    "Pisać" i "czytać". Słowianie, jak się wszyscy zgadzają, nie mieli swojego
                    rodzimego pisma (w odróżnieniu od Germanów znających pismo runiczne, i Turków,
                    piszących podobnymi znakami), i aż do przyjęcia chrześcijaństwa byli
                    niepiśmienni. Dlaczego wobec tego język słowiański posiada rodzime słowa zarówno
                    na "czytanie" jak i na "pisanie", oraz na "księgi" i "bukwy"-litery?

                    Głagolica. Cyryl i Metody, Grecy znający Słowian i ich język, pierwsi misjonarze
                    wśród Słowian, kiedy zaczęli spisywać ich język i tworzyć chrześcijańską
                    liturgię w tym języku, stworzyli alfabet, nazwany głagolicą. Alfabet ten, słabo
                    przypominający jakiekolwiek znane wówczas pisma, nazwano słowiańska nazwą.
                    "Cyrylicą" nazwano inny alfabet, utworzony później, już po śmierci Cyryla i
                    mniej oryginalny niż głagolica, będący adaptacją greckiego. Czy czasem głagolica
                    nie jest oryginalnym pismem słowiańskim, zaledwie wykorzystanym przez obu
                    Apostołów Słowian, lub - to w wersji mniej radykalnej - zawiera litery z
                    wcześniejszego, oryginalnie słowiańskiego alfabetu?

                    (Wojciech Jóźwiak)
                    • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:48
                      Przypisy

                      Ostatni... Później niż Słowianie w historycznej Europie pojawiają sie ludy
                      ałtajskie (tureckie): Awarowie, Pieczyngowie, Połowcy, Tatarzy i Turcy Osmańscy,
                      a także ugrofińscy Węgrzy, ale są to wszystko ludy pochodzenia stepowego.
                      Słowianie od początku byli rolnikami związanymi ze środowiskiem leśnym i stepu
                      wyraźnie unikali. wróć

                      Wędrówki Ludów... Okresem Wędrówki Ludów nazywa się lata 375-568 n.e., czyli od
                      przybycia Hunów do Europy do podboju części Italii przez Langobardów. W tym
                      czasie upadło w swojej zachodniej częsci Cesarstwo Rzymskie i dokonała się
                      barbaryzacja Zachodniej Europy.

                      Kultura Przeworska... O Kulturze Przeworskiej i jej twórcach Wandalach
                      przeczytasz na stronie: Na rubieżach cywilizacji antycznych. Kultura przeworska
                      od II w. p.n.e. do V w. n.e. Jest to opis-komentarz wystawy (grudzień 1994 -
                      marzec 1996) w Muzeum Archeologicznym w Warszawie.

                      Do końca... Państwo Wandalów ze stolicą w Kartaginie w obecnej Tunezji
                      zlikwidowali Bizantyjczycy pod wodzą Belizariusza. Ostatni król wandalski,
                      Gelimer - dzielny wojownik, marzyciel i poeta - poddał się Grekom wiosną 534 roku.

                      Teoria autochtoniczna... Głównym orędownikiem tzw. autochtonicznej koncepcji
                      pochodzenia Słowian, czyli poglądu, iż Słowianie są tubylcami w dorzeczu Odry i
                      Wisły przynajmniej od czasów Kultury Łużyckiej, czyli 8 wieku pne, był Józef
                      Kostrzewski, poznański archeolog, odkrywca Biskupina. Pogląd ten miał wyraźny
                      wymiar patriotyczno-nacjonalistyczny: chodziło o udowodnienie "odwiecznej
                      prasłowiańskości" ziem polskich. Było to zwierciadlane odbicie tez propagandy
                      niemieckiej (w tym nazistowskiej), która fakt zamieszkiwania plemion germańskich
                      w starożytności nad Odrą i Wisłą uznawała za podstawę "prawa", jakie jakoby
                      mieli mieć Niemcy do tych ziem. Jak wyglądała sytuacja etniczna ziem dzisiejszej
                      Polski w starożytności, pisał Jacek Andrzejowski, "Mieszko księciem Wandalów?",
                      Wiedza i Życie wrzesień 1995 str 12-16. Niestety, artykuł w Internecie niedostępny.

                      Alanami... Nazwa 'Allan', po grecku 'Alanoi', to fonetyczny wariant 'Aryana-'
                      czyli Ariowie. Alanowie nazywali siebie identycznie, jak pokrewni im językowo
                      zdobywcy Indii. Od 'Aryana' pochodzi też nazwa Iran.

                      Upadły niemal jednocześnie... 20 czerwca 451 ne. odbyła się wielka bitwa na
                      Polach Katalaunijskich (w pobliżu dzisiejszego Troyes pod Paryżem) między
                      wojskami Rzymu pod wodzą Aecjusza i Hunami Atylii. Większość wojsk stanowili
                      Germanowie walczący po obu stronach. Atylla zmarł w następnym roku. W 454 lub
                      455 r. w bitwie nad rzeką Nedao (zapewne dopływ Sawy, dziś w Chorwacji) Gepidzi
                      sprzymierzeni z innymi Germanami doszczętnie rozbili Hunów. Resztki Hunów
                      wycofały się nad Dniepr, jakaś ich część zaciągnęła sie do armii Bizancjum.
                      Ostatni najazd Hunów miał miejsce za panowania cesarza Zenona, 474-491 - po czym
                      "zniknęli z kart historii".
                      Pogromca Hunów Aecjusz został zamordowany w Rzymie osobiście przez ówczesnego
                      cesarza Walentyniana w 454 r. W r. 476 wódz germańskich wojsk na służbie
                      rzymskiej, Odoaker z ludu Skirów, zdetronizował cesarza Romulusa Augustulusa
                      (który miał 10 lat i był figurantem, podstawionym przez swojego ojca); odesłał
                      cesarskie insygnia do Konstantynopola i odtąd władał jako król formalnie
                      uznający zwierzchność Cesarstwa Wschodniego. Taki był koniec zachodniej połowy
                      Rzymskiego Imperium.

                      Antowie... Sarmacki lud Antów (należący do szerszej grupy Aorsów) po raz
                      pierwszy wymieniony został pod nazwą "An'ts'ai" przez chińską kronikę z II w
                      pne. W 125 r. pne dotarło do nich poselstwo chińskie, usiłując ich podburzyć
                      przeciw Hunom. Siłę Aorsów Chińczycy obliczali na 100 tysiecy łuczników;
                      zamieszkiwali oni wtedy stepy między Jeziorem Aralskim a Morzem Kaspijskim.
                      W II w. ne Antowie żyli na stepach w pobliżu Morza Azowskiego, a ich nazwa jest
                      wymieniona na kamiennych płytach z tego czasu w Pantikapaion (dziś: Kercz),
                      stolicy istniejącego wówczas na Krymie Królestwa Bosporańskiego; kraju o
                      mieszanej ludności grecko-sarmackiej.
                      Gocki historyk Jordanes pisze o nich, że przez jakiś czas podlegali Ostrogotom,
                      a podczas najazdu Hunów na ten gemański lud próbowali się uwolnić, za co
                      ostrogocki król Vinitharius ukrzyżował króla Antów Boza wraz z jego synami i
                      siedemdziesięcioma naczelnikami podległych mu szczepów.
                      Antowie nie dali się wypędzić z dzisiejszej Ukrainy ani Gotom, ani Hunom;
                      przetrwali okres Wędrówki Ludów, w VI w ne. mieli w posiadamiu ziemie miedzy
                      Dniestrem a Dnieprem i dalej na wschód, a zabytki archeologiczne im przypisywane
                      skupiają się w okolicach Kaniowa. W relacjach z tego czasu są już wymieniani
                      razem ze Sklawinami ('Słowianami') i Wenedami, co oznacza, że stopili się ze
                      Słowianami w jeden lud. Sulimirski przypuszcza, że królestwo Antów z ośrodkiem
                      koło Kaniowa obalili Awarowie na początku siódmego wieku. (Patrz: Tadeusz
                      Sulimirski, "Sarmaci", Warszawa 1979)
                      Od najazdu Awarów nazwa "Antowie" przestaje być znana; później na ich miejscu (w
                      okolicach Kijowa) żyje słowiańskie plemię Polan. Czyżby to byli Antowie pod nową
                      nazwą?
                      Sulimirski sądzi także, że Antowie władali "około stu lat" w południowej Polsce
                      w czasach do najazdu Hunów, a więc w wieku IV-V. Nie jest to pewne; pewniejszym
                      śladem związków Sarmatów (w tym Antów) z późniejszą o tysiąclecie szlachtą
                      polską są herby, których rysunki przypominają sarmackie 'tamgi', czyli znaki
                      magiczno-własnościowe; oraz zawołania herbowe, takie jak Roch, Chamiec, Mora,
                      Doliwa, Jaksa, które pochodzą z języka Sarmatów-Alanów-Antów.
                      Ale tamgi były też ryte na grotach oszczepów Kultury Przeworskiej (germańska, z
                      okresu rzymskiego, z terenów południowej i środkowej Polski) i to razem ze
                      znakami pisma runicznego. Kolejna zagadka!

                      Serbowie... Nazwa "Serbowie" ('Serboi' w brzmieniu greckim) pojawia się u
                      Pliniusza Starszego w I w ne i u Ptolemeusza (III w ne) na oznaczenie plemienia
                      z grupy Wschodnich Alanów. Zamieszkiwali oni wówczas stepy na pn-wsch. od Morza
                      Azowskiego. W V w ne. Serbowie są wymienieni nad Łabą. W średniowieczu Serbami
                      nazywają sią Słowianie z obecnej Górnej Saksonii. Nazwy nawiązujące do Serbów
                      (Sarbiewo, Sarbinowo, Sarbice, Serby) liczne są też w Polsce i skupiają się w
                      Wielkopolsce i między Krakowem a Radomiem. Sulimirski ("Sarmaci", Warszawa 1979)
                      sądzi, że alańscy Serbowie byli na służbie Hunów i zostali osadzeni przez nich
                      na północ od Karpat i Sudetów jako straż północnej rubieży huńskiego państwa. Tu
                      przyjęli język Słowian; częśc z nich w późniejszych czasach - zapewne w okresie
                      podojów awarskich - przeniosła się na południe, do Serbii dzisiejszej. Jeszcze w
                      IX w wśród Serbów "południowych" istniała niejasna tradycja o ich pochodzeniu
                      gdzieś ze wschodu.

                      Chorwaci... Wyraz "Chorwat" w brzmieniu 'Choroatos' i 'Chorouatos' znaleziono w
                      inskrypcjach w starożytnym miescie Tanais nad Donem, a więc na obszarze
                      zasiedlonym przez Sarmatów-Alanów. Później przesunęli się na zachód. Chorwatom
                      przypisuje się sarmackie zabytki archeologiczne oraz nazwy miejscowości w
                      Zachodniej Ukrainie, jak Żydaczów, Tłumacz, Dołpatów, Berłohy. O pobycie
                      Chorwatów na ziemiach polskich świadczą nazwy w rodzaju Harwaty lub Klwaty.
                      Według cesarza bizantyjskiego Konstantyna Porfirogenety (912-925), słowiańscy
                      już "Belochrobati" (Biali Chorwaci) zamieszkiwali nad górną Wisłą i w północnych
                      Czechach. (Również nazwy Chocim, Chotyn, Chotum i podobne, są pochodzenia
                      sarmackiego i znaczą "szaniec, warowny obóz, gród". Więcej u Sulimirskiego,
                      "Sarmaci", Warszawa 1979.)
                      • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:48
                        Stare plemienne nazwy... A co z nazwą "Słowianie"?. Nazwa to niepewna, różnie
                        tłumaczona przez różnych autorów, pochodzenia do dziś nie wyjaśnionego. Na pewno
                        nie pochodzi ani od "słowa" ani od "sławy"!
                        F. Sławski (rozdział "Języki słowiańskie" w: "Języki indoeuropejskie", t. II,
                        Warszawa 1988) objaśnia tę nazwę jako odmiejscową: "Nazwa Slovene oznaczałaby
                        więc pierwotnie mieszakańców okolic nad rzeką czy jeziorem o nazwie Slava :
                        Slova, Slavje : Slovje."
                        Tylko nikt nie wie, gdzie jest lub była ta domniemana rzeka (lub jezioro)!
                        Zauważył to Bruckner, który też dostrzegł podobieństwo do gockiego słowa
                        slavan=milczeć. Bo skoro Słowianie nazwali Gotów i innych Germanów "Niemcami"
                        czyli niemowami, to ci mogli im się odwzajemnić nazywając Słowian "milczkami".
                        Także Brucner widział podobieństwo Słowian do słowa sługa od wspólnego rdzenia sleu.
                        Pierwsze greckie doniesienia o naszych przodkach używają jednak nazwy Sklavenoi,
                        zawsze z "k" w środku. Tłumaczone to jest tym, że grecki nie tolerował zbitki
                        spółgłosek sl zastępując ją "strawnym" w tym języku skl. Ale to samo skl jest u
                        autorów germańskich, którzy sl swobodnie wymawiali. Więc może Slovene pierwotnie
                        (przed uproszczeniem spółgłoskowej zbitki) nazywali się jednak Sklovene? I czy
                        ta nazwa koniecznie musi być słowiańska? Część słowiańskiej populacji nazywano w
                        Grecji Antami, a to nazwa sarmacka, plemienia pierwotnie sarmackiego/alańskiego,
                        które się zeslawizowało. Może nazwa "Sklawinowie" również przyszła z zewnątrz
                        wraz z jakimiś nie-Słowianami? A jak wytłumaczyć nazwę ludu Suobenoi, których
                        wymieniał Ptolemeusz jako siedzących między Wołgą a Uralem? Archologowie
                        dostrzegają podobieństwo kultur dawnych Bałtów (którzy prawdopodobnie zawierali
                        przodków później wyodrębionych Słowian) do Kultury Ananijskiej znad Kamy i
                        Kultury Karasukskiej z Zachodniej Syberii (wszystko wczesna epoka żelaza). L.
                        Czubkiewicz uznał, że Kultura Ananijska to właśnie Suobenoi Ptolemeusza. Ale
                        gdzie się podziało tamto K?!!
                        • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:48
                          Peruna...

                          Lew Gumilow uważał, że Perun był bóstwem obcym Słowianom, którzy czcicili raczej
                          Chorsa, Mokosz i Dadźboga, i został im narzucony przez germańskich Rusów.
                          Perunowi (jakoby) były składane krwawe ofiary z ludzi. Ale czy te ofiary nie są
                          tylko chrześcijańską propagandą? (Zob. L. Gumilow, "Od Rusi do Rosji", Warszawa
                          1996)
                          • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:49
                            Słowianie wciąż tajemniczy

                            Każdy słyszał o prehistorycznym grodzie w Biskupinie i o świętokrzyskich
                            dymarkach, starożytnych hutach żelaza. Co roku w Biskupinie i w Nowej Słupi pod
                            Świętym Krzyżem są organizowane archeologiczne festiwale i niejeden ze
                            zwiedzających jest przekonany, że ogląda prasłowiańskie zabytki. Kilka pokoleń
                            Polaków uczyło się z podręczników historii, że między Karpatami a Bałtykiem
                            jesteśmy tubylcami i to od paru tysięcy lat. Tymczasem... były to tylko
                            patriotyczne złudzenia. Naprawdę nasi przodkowie przywędrowali nad Wisłę i Odrę
                            dopiero około 500 roku naszej ery, czyli niedługo po upadku zachodniej połowy
                            Cesarstwa Rzymskiego.

                            Skąd Słowianie przyszli? Skąd wyroili się w tak wielkiej liczbie, że zasiedlili
                            połowę Europy? Jaka kulturę stworzyli, jaką wyznawali religię? Na te pytania
                            niełatwo odpowiedzieć; być może wielu rzeczy o naszych przodkach nie dowiemy się
                            nigdy. Słowianie, gdy przyjrzeć się ich najwcześniejszej historii, okazują się
                            najbardziej tajemniczym ludem Europy.
                            • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:49
                              Co było przed Słowianami?

                              W starożytności, w czasach rozkwitu cywilizacji Grecji i Rzymu, o Słowianach
                              nikt nie słyszał. Tak jakby ich nie było. Na pewno zaś nie było ich nad Wisłą i
                              Odrą, podobnie jak nie było ich na Bałkanach ani nad Morzem Czarnym. Starożytni
                              geografowie wyliczają różne ludy żyjące gdzieś na północ od Karpat, ale ich
                              nazwy - różni Agatyrsowie, Androfagowie (czyli "ludożercy"), Gelonowie,
                              Scirrowie, Hirowie brzmią dla nas obco i trudno w nich dopatrzyć się Słowian.
                              Gród w Biskupinie wzniesiono w roku 736 pne., z pni dębów wyciętych w ciągu
                              jednej zimy, ale kim byli jego budowniczowie, jakim językiem mówili - nie wiemy.
                              Archeologowie nadali temu ludowi umowną nazwę "kultury łużyckiej". Ten sam lud
                              odprawiał obrzędy na Ślęży, ale to działo się 1200 lat przed przybyciem Słowian.

                              W czasach Cesarstwa Rzymskiego, kiedy rzymskie legiony stały nad Renem i
                              Dunajem, większość naszych ziem zamieszkiwał lud, który archeologowie po swojemu
                              nazwali "kultura przeworską", a rzymski historyk Tacyt znał pod imieniem Lugiów.
                              Nazwa Lugiów jest celtycka, znaczyła "Sprzysiężeni", ale w czasach rzymskich
                              zmienili oni język na germański i nosili germańskie imiona. W przeciwieństwie do
                              innych Germanów - Kwadów i Markomanów, którzy toczyli z Rzymianami zaciekłe
                              wojny, Lugiowie rozwinęli na wielką skalę hutnictwo żelaza i bogacili się
                              sprzedając wojowniczym sąsiadom miecze, groty do strzał i obręcze do kół. To ich
                              dziełem były świętokrzyskie dymarki i drugie wielkie zagłębie hutnicze, na
                              Mazowszu koło obecnego Milanówka i Błonia. Śladem ich udanych interesów są setki
                              kilogramów srebrnych i złotych rzymskich monet, które zainkasowali i...
                              zakopali, ku uciesze archeologów.

                              Jaki był dalszy los Lugiów? Znaczna ich cześć przeniosła się na południe, do
                              obecnych Węgier. Przybrali tam nowa nazwę: Wandalów. Niektórzy służyli w
                              rzymskim wojsku. Jeden z nich, imieniem Stylicho, był przez wiele lat faktycznym
                              władcą cesarstwa. Aż w roku 407 zebrali się w "grupę uderzeniowa", przełamali
                              opór legionistów na Renie i najechali rzymskie państwo. Złupili Galię (czyli
                              obecną Francję) i Hiszpanię, przeprawili się do Afryki i tam założyli państwo na
                              terenie obecnej Tunezji. W 534 roku rozbił ich i rozproszył cesarz Justynian -
                              ten sam, który zbudował gigantyczny kościół Hagia Sophia w swojej stolicy,
                              Konstantynopolu.

                              Zanim to się stało, na Pomorzu wylądowali Goci. Chociaż mówili pokrewnym
                              wschodnio-germańskim językiem, byli zaciekłymi nieprzyjaciółmi Wandalów, zarówno
                              nad Wisłą, jak i wiele lat później, kiedy już Wandalowie władali Afryką, a Goci
                              Italią. Goci na Pomorzu pozostawili po sobie trwałe zabytki: słynne kamienne
                              kręgi w Odrach i Węsiorach. Archeologowie nazwali ich "kulturą wielbarską".
                              "Wielbarscy" Goci wyparli "przeworskich" Wandalów z Mazowsza i wzdłuż Bugu
                              ruszyli na południe. W ciągu kilku pokoleń skolonizowali Ukrainę i pod wodza
                              króla Hermanaryka z rodu Amalów stworzyli wielkie państwo, które swoimi
                              handlowymi agendami sięgało aż do Uralu, skąd Goci sprowadzali złoto.

                              "Złoty wiek" wschodnich Germanów trwał jednak krótko. Z głębi Azji szedł już
                              nowy lud konnych łupieżców, przed którym zarówno Goci jak i Wandalowie uciekli w
                              panice. Nadciągali Hunowie... Zatrzymał ich dopiero rzymski wódz Aecjusz na
                              Polach Katalaunijskich pod obecnym Paryżem. W straszliwej bitwie po obu
                              stronach, rzymskiej i huńskiej, walczyli głównie Germanie. Obie potęgi, Rzym i
                              Hunowie, nie wytrzymały tego wysiłku. Zachodnia część Cesarstwa Rzymskiego
                              upadła; Hunowie zaś, zdziesiątkowani, poszli na służbę do cesarzy wschodnich. Po
                              stu kilkudziesięciu latach nieustannej wojny wszystkich z wszystkimi środkowa i
                              wschodnia Europa stała się bezludziem. I w tę pustkę wkroczył...
                              • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:50
                                Lud nowy i dotąd nieznany

                                ...mówiący językiem "niesłychanie barbarzyńskim", jak pisał o Słowianach
                                bizantyjski historyk Prokopiusz z Cezarei, kronikarz wojen za cesarza
                                Justyniana. Bo właśnie w czasach tego władcy, na początku lat pięćsetnych,
                                Słowianie niespodziewanie pojawili się nad Dunajem, na granicy państwa
                                wschodniorzymskiego, z jednoznacznym zamiarem: bić, grabić, rabować. Wrogiem
                                byli trudnym, gdyż nie byli "centralnie sterowani": nie mieli królów, decyzje
                                podejmowali na wiecach, czego Grecy nie mogli zrozumieć: jak można tak się
                                kłócić? Ten ustrój okazał się jednak ich atutem: mimo że gorzej uzbrojeni od
                                wschodnich Rzymian (czyli Greków-Bizantyjczyków), regularnie ich zwyciężali, a w
                                razie porażki uciekali na bagna, gdzie chowali się... pod wodą i oddychali przez
                                rurki z trzciny.

                                Słowianie podbijali ówczesną Europę z niesłychanym rozmachem: około 500 roku,
                                kiedy zaczeli dokuczać Bizancjum, zajęli też nasze ziemie, czyli dorzecze Wisły
                                i Odry, cały kraj między Karpatami i Dunajem, Kotlinę Czeską; wyszli nad Bałtyk
                                u ujścia Odry, założyli osady w środku obecnych Niemiec: pod Hamburgiem, nad
                                Menem i w Bawarii, kolonizowali doliny alpejskie i dzisiejsze północne Włochy. W
                                przeciwieństwie do innych najeźdźców ze wschodu - Hunów, Awarów, Bułgarów (tzn.
                                tych starych Bułgarów, którzy byli plemieniem tureckim) - chętnie porzucali
                                wojenno-koczowniczy tryb życia, osiedlali się na stałe i brali się za uprawę
                                roli. Zasiedlili w końcu Bałkany, formalnie bizantyjskie czyli
                                wschodnio-rzymskie; w pewnym momencie po słowiańsku mówiła cała obecna Grecja,
                                włącznie z Peloponezem i wyspą Kretą. Pewna grupa Słowian dała się namówić
                                Arabom, aby porzucić służbę u wschodniorzymskich cesarzy i osiedlić się w...
                                Syrii, gdzie założyli osadę Saqalabiya, czyli "Słowiańska". Nie zatrzymało ich
                                nawet Morze Śródziemne, gdyż we wczesnym średniowieczu słychać było o
                                słowiańskich osadach aż w górach Maroka!
                                • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:50
                                  Skąd się wzięli?

                                  Skąd przybył ten tak liczny naród? Gdzie była jego "kolebka"? Najstarsze zabytki
                                  słowiańskie wykopano w środkowej Ukrainie, na zachód od Kijowa, ale ten kraj był
                                  wówczas zbyt słabo zaludniony, by dać początek takiej masie ludzi. Przypuszczano
                                  nawet, że przybyli - jak wiele ludów przed nimi i po nich - ze stepów środkowej
                                  Azji; ale tak być nie mogło, gdyż Słowianie nie byli stepowymi koczownikami:
                                  trzymali się terenów wilgotnych, ich byt związany był z rzekami. Bardzo możliwe,
                                  że przed swoim "wyrojeniem się" mieszkali jeszcze dalej na wschód: w pasie
                                  żyznych liściastych lasów nad rzekami Oką, środkową Wołgą i Kamą, aż pod Ural.
                                  Zapewne ruszyli na zachód widząc, jak w tę strone idą (po łupy) ich stepowi
                                  sąsiedzi: najpierw Sarmaci-Alanowie, później Hunowie.
                                  • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:50
                                    Zaginiona cywilizacja

                                    Przyjście Słowian odbyło się "przy świadkach": ich najazdy odnotowali dwaj
                                    ówcześni dziejopisarze: wspomniany już Prokopiusz, oraz żyjący w Italii
                                    Jordanes. Potem jednak nadeszły "ciemne wieki", kiedy mało wiadomo, co się
                                    działo nawet w bardziej cywilizowanych częściach Europy. Jej wschodnią rubieżą
                                    żaden pisarz się przez całe wieki nie interesował. Po roku 600 n.e. przez prawie
                                    300 lat o Słowianach nie ma niemal żadnych wzmianek. Żyli, karczowali lasy,
                                    budowali grody, wojowali ze sobą i z sąsiadami, urządzali sanktuaria, czcili
                                    bogów, wróżyli z lotu ptaków, śpiewali pieśni na cześć bohaterów - i z tej ich
                                    "złotej epoki" nie zachowało się NIC! Niewiarygodne, ale tak właśnie się stało.
                                    Cywilizacja Słowian przepadła niby legendarna Atlantyda.

                                    Dlaczego tak się stało? Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa nie używali
                                    pisma, nie pozostawili więc ksiąg ani zapisanych kamiennych tablic. Swoje domy i
                                    twierdze budowali z drewna, które łatwo płonęło i niszczało. Podobnie drewniane
                                    były posągi ich bóstw. Z jednym wyjątkiem: kamiennego słupa, który przeleżał do
                                    naszych czasów na dnie rzeki Zbrucz, ale o nim wspomnę później. Swoich zmarłych
                                    nie składali do grobów wraz z wyposażeniem na drogę w zaświaty - jak czyniły to
                                    inne starożytne ludy, choćby germańscy Lugiowie i Goci, po których zostało na
                                    naszych ziemiach dużo więcej zabytków niż po Słowianach. Słowianie nieboszczyków
                                    palili na stosach, prochy zaś albo rozsiewali w świętych miejscach, bądź
                                    umieszczali w kapliczkach na słupach na rozstajach dróg. Z jednego i drugiego
                                    obyczaju archeolog nie ma żadnego pożytku. Nasi przodkowie jakby celowo zmówili
                                    się, aby archeologom utrudnić życie!

                                    Z tym brakiem pisma u Słowian to nie jest do końca jasne. Ich sąsiedzi:
                                    Germanowie, Grecy, Turcy ze stepu, byli piśmienni. We wszystkich słowiańskich
                                    językach przechowały się stare słowa pisać, czytać, księga i bukwa czyli litera.
                                    Do czego potrzebne byłyby te słowa, gdyby to był naród samych analfabetów? A
                                    kiedy powstał pierwszy słowiański alfabet, zwany głagolica (czyli "mówiące
                                    znaki"), zawierał on wiele liter nie występujących w żadnym innym piśmie. Więc
                                    może jednak Słowianie mieli własne litery i umieli się nimi posługiwać? Może
                                    jeszcze kiedyś znajdziemy przechowane gdzieś w torfie paski brzozowej lub
                                    bukowej kory z pradawnymi runami-bukwami?
                                    • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:51
                                      Nieznani bogowie

                                      Kiedy około osiemsetnego, dziewięćsetnego, tysięcznego roku Słowianie zaczęli
                                      przyjmować chrześcijaństwo, i na ich ziemie zaczeli przybywać czarno ubrani
                                      kapłani nowej religii, ich rodzima kultura nie miała żadnych szans. Była
                                      "pogańska" - czyli podejrzana o konszachty z diabłem i skazana na zagładę.
                                      Średniowieczni misjonarze zwykle nie zapisywali imion obalanych bogów - zapewne
                                      brzydziliby się umieścić je w swych księgach! Wzmianki o słowiańskich bóstwach
                                      zachowały się tylko z dwóch odległych punktów Słowiańszczyzny: z Kijowa, gdzie
                                      autor staroruskiej kroniki, mnich Nestor zapisał imiona "bałwanów" które ustawił
                                      nad Dnieprem kniaź Włodzimierz, zanim przyjął chrzest. Stąd dowiadujemy się, że
                                      w Kijowie czczono "Peruna ... z głową srebrną i wąsem złotym, i Chorsa, Dadźboga
                                      i Strzyboga, i Simargła, i Mokosza." Ale z tejże kroniki wynika, że był to kult
                                      nowy, państwowy, odgórnie zarządzony przez Włodzimierza. W jakich bogów naprawdę
                                      wierzyli kijowianie? - nie wiadomo.

                                      Drugi kraniec ziemi Słowian - nad Łabą i Bałtykiem - był wtedy podbijany przez
                                      Niemców. Towarzyszący wojom mnisi zapisali niektóre imiona połabskich bóstw,
                                      przy okazji przekręcając je nie do poznania, tak że do dziś naukowcy często nie
                                      wiedzą, co która zbitka liter mogła oznaczać. Kim był Zcerneboch? "Czarny Bóg"?
                                      A może to tylko jakieś złośliwe chrześcijańskie przezwisko, każące w starych
                                      bóstwach widzieć "czarnego" czyli diabła? Albo rzekomy bóg Goderak? Albo
                                      Redigast? - To brzmi jak imię człowieka, jakiegoś woja Radogosta, nie zaś boga.
                                      A Gerowit, Jutrybog, Podaga, Porenut, Pizamar, Pripegela, Tjernaglafi? - nawet
                                      nie wiemy, jak naprawdę brzmiały te imiona, i czy również nie były to tylko
                                      jakieś chrześcijańskie wyzwiska. Kim był (była? było?) Prowe - a może Prone?
                                      Albo Siwa? Przynajmniej o imieniu Zautevith lub Zuantevitz wiemy, że należy je
                                      czytać Świętowit, choć dawniej odczytywano je również "Światowid". Kiedy zaś w
                                      1848 roku z rzeki Zbrucz na Podolu wyłowiono kamienny słup z wizerunkami bóstw i
                                      czterema twarzami na szczycie, ówcześni historycy uznali, że to właśnie
                                      "Światowid", bo przecież patrząc w cztery strony widzi cały świat. Ale naprawdę
                                      dawni Słowianie nie znali bóstwa o tym imieniu, zaś konna postać na jednej ze
                                      stron słupa ze Zbrucza zgadza się z tym, co wiadomo o Perunie, i zapewne właśnie
                                      jego wyobraża.

                                      Bogowie Słowian byli zapewne dużo bardziej nieuchwytni, mgliści, niż bóstwa
                                      starożytnych ludów znad Morza Śródziemnego. Aby pewne bóstwo nabrało
                                      wyrazistości, musi mieć świątynie, posągi - najlepiej trwałe i kamienne, swoje
                                      czyny i księgi. Do obsługi tego wszystkiego potrzeba jest cala kasta kapłanów.
                                      Słowianie tego nie mieli. Nie mieli kapłanów. Nie budowali świątyń. (Nie wierzmy
                                      w ich gontyny czy kąciny - to dopiero Połabianie z obecnej Meklemburgii w
                                      ostatniej fazie wojen z Niemcami, tuz przed swoją klęską, zaczęli stawiać
                                      świątynie swym bóstwom na wzór chrześcijański. Oryginalne kulty Słowian odbywały
                                      się w świętych miejscach - w gajach, nad rzekami, na wzgórzach i u źródeł, ale
                                      zawsze pod gołym niebem. Wiemy że jedna z modlitewnych pozycji polegała na
                                      kładzeniu się na wznak i patrzeniu w niebo - żaden inny naród tak się nie
                                      modlił...
                                      • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:53
                                        Bóg, czart, bies...

                                        Słowianie wierzyli w pewną liczbę boskich mieszkańców niebios - dawców
                                        światła, deszczu i pomyslności, ale chyba nie wysilali się, aby ich wszystkich
                                        przeliczyć. Niemal pewne jest, że pierwsze miejsca, jako Bóg Najwyższy zajmował
                                        Perun, Bóg Burzy, znany także pod imionami Świętowit i Jarowit. Słowo bóg
                                        znaczyło "budzący lęk (z powodu swej potęgi)". Słowo o podobnym znaczeniu - gad
                                        - czyli "straszny, wstrętny" stało się u Słowian nazwą węża, zaś u ich sąsiadów
                                        Germanów - właśnie określeniem boga (gott u Niemców, god po angielsku). Inną
                                        nazwą istot nadprzyrodzonych był kyrtu, później czrtu, czyli "potężny". Nie
                                        wiadomo dlaczego tym mianem chrześcijanie zaczęli nazwać nie Boga lecz...
                                        diabla, czyli czarta.

                                        Inne diabelskie imię, bies, pierwotnie oznaczało coś zupełnie innego:
                                        środek rozjaśniający umysł, a więc napój z halucynogennych grzybów i jagód,
                                        którym słowiańscy wróże-szamani raczyli się podczas biesiady czyli, dosłownie
                                        "jedzenia biesów". Ponieważ starą nazwą szamana-czarownika był wołchw, takie
                                        czarnoksięskie zebranie nazywano wołchwotą, czyli - w obecnej polszczyźnie -
                                        ochotą. Cóż, pod wpływem grzybów-biesów nasi wołchwowie zdrowo sobie
                                        podochocili! W ułamkach starych słów i nazw przechowały się inne miana
                                        słowiańskich "świętych mężów", pośredników miedzy ludźmi i bogami-duchami.
                                        Szaman uzdrowiciel nazywał się lekarz. Jakimś innym rodzajem
                                        uzdrowiciela-zaklinacza był choroman. Był też kołud - i zapewne przepowiadał
                                        przyszłość. Były też mądre niewiasty wilchwy lub wilchy. Czynność wróżenia z
                                        lotu ptaków nazywała się kobiti, ptak wróżebny - kobiec, mistrz wróżenia tym
                                        sposobem - kobieł a może kobacz. Przede wszystkim zaś szaman-wróżbita nazywał
                                        się bak - czyli ten, który pilnie baczył na wieszcze znaki.
                                        • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 19.12.05, 21:56
                                          Klątwa Galla-Anonima

                                          Skoro Słowianie przybyli ze wschodu, aż spod granic szamańskiego matecznika -
                                          Syberii, to jasne się staje, że ich religijno-kulturowe pojęcia były kompletnie
                                          obce dla ówczesnych chrześcijan z zachodniej i południowej Europy. Swoim
                                          sposobem myślenia, swoimi wierzeniami za bardzo różnili się nie tylko od
                                          chrześcijaństwa, ale i od tego, co wyczytano o dawnych "poganach", czyli
                                          wyznawcach Zeusa, Marsa i innych starych bóstw śródziemnomorskich. Zapewne
                                          również wyobrażenia Słowian w niczym nie przypominały dawnej mitologii
                                          germańskiej - żadnych wojen bogów, żadnych końców świata czyli "ragnaroków".

                                          Chrześcijańscy misjonarze przychodzili do ludu, który był dla nich zagadką -
                                          którego nie rozumieli i rozumieć nie chcieli. A jego kulturę uważali za tak
                                          głęboko pogańską, diabelską wręcz, że zasługującą jedynie na jak najszybsze
                                          zapomnienie. Nikt inny jak nasz pierwszy kronikarz, zapewne Frank (a może
                                          Irlandczyk?) znany pod umownym imieniem "Gall Anonim" - bo zapomniał się pod
                                          swoja kronika podpisać - takimi oto słowy przeklął naszą słowiańską przeszłość:

                                          "Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w
                                          niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa..."

                                          Ta klątwa okazała się skuteczna. Dzięki Gallowi i jemu podobnym dawnych Słowian
                                          rzeczywiście pochłonęła "niepamięć wieków". Choć może jakieś wspomnienia trwają
                                          do dziś: w wykopaliskach naszej ziemi i w naszych genach.
                                          • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 22.12.05, 21:16
                                            Pochodzenie Słowian jako mit polityczny

                                            Pochodzenie i najstarsze dzieje Słowian są problemem, który, choć na pozór
                                            oderwany od życia, niespodziewanie ujawnia pewne polityczne mity: myślowe ciągi
                                            subtelne i mgliste, przez nikogo chyba nie wypowiedziane do końca, ale może
                                            właśnie z tego powodu wciąż wywierające wpływy na myślenie o naszym polskim
                                            miejscu w świecie.

                                            Każdego, kto usiłował dowiedzieć się czegoś o słowiańskich starożytnościach,
                                            musi uderzyć i zirytować brak ładu, brak wyraźnych linii u autorów
                                            interpretujących archeologiczne i pisane zabytki; tak jakby na rzeczywiste
                                            ubóstwo źródeł dotyczących naszych narodowych, polskich i słowiańskich
                                            początków, nakładały się jeszcze uporczywe, a może wręcz złośliwe tendencje, aby
                                            zrozumienie owych szczupłych źródeł zagmatwać.

                                            Źródłem tego zamętu jest mit autochtoniczności Słowian, a Polaków w
                                            szczególności. (Słowa "mit" używam oczywiście w sensie fałszywej i wygodnej
                                            zbitki pojęciowej, a nie w sensie religijnej opowieści.) Mit ów został stworzony
                                            w okresie międzywojennym z jasnych pobudek patriotycznych, czy jak kto woli,
                                            nacjonalistycznych, i chodziło w nim o to, aby dać odpór niemieckiej
                                            propagandzie, która wszelkie źródła archeologiczne interpretowała jako
                                            świadectwa odwiecznego pobytu na ziemiach nadodrzańskich i nadwiślańskich - ich
                                            własnych pobratymców, Germanów. Oczywiście, ów pogląd miał wyraziste ostrze
                                            polityczne: podbudowywał ideologiczne prawa nazistowskich Niemiec do ziem
                                            obecnie należących do Polski, które wówczas były wschodnimi kresami państwa
                                            niemieckiego albo strefą planowanej hitlerowskiej ekspansji na wschód.

                                            Pogląd o autochtoniczności Słowian sprowadzał się do tezy, iż osadnictwo w
                                            dorzeczu Odry i Wisły (obszar ten bywał przedłużany na wschód aż do Dniepru) ma
                                            w dającej się stwierdzić przeszłości charakter ciągły, nie było zaburzane
                                            poważniejszymi najazdami, a ewentualni przybysze byli tylko przejściowymi
                                            gośćmi. Mimo tych sporadycznych wizyt sąsiadów, przez cały czas - przynajmniej
                                            1700 lat przed Mieszkiem I - miał trwać na obecnych polskich ziemiach
                                            "prasłowiański" substrat etniczny. Owi Prasłowianie mieli w końcu przeobrazić
                                            się w Słowian, którzy stąd, znad Odry i Wisły rozeszli się w okresie Wędrówek
                                            Ludów (w wiekach IV-VI n.e.) w trzy strony świata - na zachód nad Łabę, na
                                            południe: do Czech, nad Dunaj i na Bałkany, oraz na wschód ku późniejszej Rusi.

                                            My, Polacy, mielibyśmy być w prostej linii potomstwem i spadkobiercami rdzennej,
                                            autochtonicznej ludności dorzecza Odry i Wisły, a także tymi spośród Słowian,
                                            którzy w przeciwieństwie do reszty swoich pobratymców, dochowali wierności
                                            swojej starej ziemi i nie dali się skusić "obczyźnie" nad Dunajem, Wełtawą czy Oką.

                                            Owa wizja - a raczej mit właśnie - była uporczywie podtrzymywana i propagowana
                                            przez cały okres PRL i dopiero pod koniec tej formacji, w latach 80-tych,
                                            zaczęły się pojawiać pierwsze publikacje, stawiające naszą prehistorię z głowy
                                            na nogi.

                                            Tylko skrótowo naszkicuję stan rzeczy, który wydaje się najbardziej
                                            prawdopodobny (i który zapewne jest po prostu prawdą...) - Słowianie na
                                            większości swoich obecnych siedzib, w tym także nad Odrą i Wisłą są stosunkowo
                                            późnymi przybyszami i zajęli te ziemie w ciągu V wieku n.e., a więc w końcowej
                                            fazie Wędrówki Ludów. W starożytności Brązu i rzymskiej ich tu po prostu nie
                                            było; i co więcej nie wchodzili w styczność z cywilizacją klasyczną
                                            (rzymsko-grecką). Najstarsze uchwytne archeologicznie ślady Słowian pochodzą z
                                            Wołynia i Podola z wieku IV n.e.; co do wcześniejszej epoki poszlakami są
                                            pokrewieństwa i zapożyczenia językowe, wskazujące ma dorzecze środkowego Dniepru
                                            jako na wcześniejszą siedzibę. Nasze ziemie w rzymskiej starożytności
                                            zamieszkiwali Germanowie - na Pomorzu Goci, a na południe od nich ludy określane
                                            zbiorową nazwą najpierw Lugiów a później Wandalów, których ślady określa się
                                            mianem archeologicznej Kultury Przeworskiej. Jedynie Pojezierze Mazurskie
                                            zasiedlali Bałtowie. Germanowie sięgali zresztą dużo dalej na wschód: Goci i
                                            Gepidowie, którzy przewędrowali nasze (później) ziemie, szerokim łukiem
                                            okrążając Wandalów, jako że oba te plemiona szczerze się nie lubiły, stworzyły
                                            krótkotrwałe państwo nad Morzem Czarnym i Dnieprem. Germańskim narzeczem mówiono
                                            na Krymie jeszcze czterysta lat temu! Przed Germanami południe Polski było
                                            kolonizowane przez Celtów. Wcześniejsza od nich Kultura Łużycka, której dziełem
                                            był około roku 737 p.n.e. Biskupin, także po słowiańsku (czy prasłowiańsku) nie
                                            mówiła.
                                            • hanys_hans Pochodzenie Słowian jako mit polityczny 22.12.05, 21:18
                                              Jak powiedzieliśmy, mit polskiego autochtonizmu (którego początkowo głównym
                                              orędownikiem był prof. Józef Kostrzewski, poznański archeolog i odkrywca
                                              Biskupina) od samego powstania miał wyraźne ostrze patriotyczne i
                                              antyniemieckie. Okazało się wkrótce, że znakomicie służy także innym politycznym
                                              opcjom czy stylom myślenia.

                                              Ale wcześniej należy zauważyć, iż ów mit wzbogacił się o pewien ważny aspekt.
                                              Wydawałoby się bowiem, iż jeżeli pewien lud nieprzerwanie zamieszkuje przez
                                              półtora tysiąca lat, a może dłużej, to samo terytorium, utrzymując się w dodatku
                                              z rolnictwa, nie koczując i nie wędrując, to powinien stworzyć jakąś trwałą
                                              kulturę materialną i duchową. A więc grody, miasta, ośrodki rzemieślnicze;
                                              zapewne także powinien dorobić się własnego pisma (tym bardziej, że miał
                                              piśmiennych sąsiadów), kultu bogów, tytulatury władców, a może nawet spisanej
                                              historii. Oczywiście Słowianie żadnym takim dorobkiem pochwalić się nie mogli.
                                              Historycy owładnięci mitem autochtonizmu mogli naginać fakty, i wykopaliska w
                                              rodzaju Biskupina przypisywać Słowianom. W większości przypadków jednak tego
                                              czynić się nie dało, czego skutek był taki, iż przybywało wstydliwych faktów (że
                                              odkopano groby książąt ewidentnie germańskich, groty strzał z runicznymi
                                              napisami, albo że wygasłych w V wieku dymarek świętokrzyskich nie było komu
                                              rozpalić na nowo) - a wraz z nimi rosła nieśmiałość w dziele naukowego, ale
                                              także np. literackiego penetrowania własnej narodowej przeszłości. Prehistoria
                                              Polski zaczęła przypominać szafę pełną trupów!

                                              Jakby w odpowiedzi na takie krytyki (których, jak się wydaje, nikt jawnie nie
                                              wytaczał) utrwalił się niejasny pogląd, iż tak rekonstruowani Słowianie (czy
                                              Prasłowianie) byli przez całą swoją historię ludem pokojowo nastawionym,
                                              łagodnym i poczciwym, godzącym się na koegzystencję na tym samym terytorium z
                                              obcymi przybyszami, a w razie zagrożenia uciekającym zapewne w leśne głębiny...
                                              W przeciwieństwie do wojowniczych i nieźle zorganizowanych, wykazujących
                                              państwowotwórczy instynkt Germanów, Scytów, Hunów czy Awarów, Słowianie zdawali
                                              się ludem bez historii i bez państwa. Jednakże te dwa jawne defekty okazały się
                                              ich wielkim atutem w oczach dwóch dominujących nurtów politycznego myślenia w
                                              Polsce lat niedawnych.

                                              Słowianie bez historii, a w szczególności bez rozwiniętej religii, pozbawieni
                                              wyższej kultury, nie tknięci kultem "pogańskich" bóstw, czynili wrażenie ludu,
                                              który trwał przez tysiąclecia w dziecięcej niewinności, czekając na chrzest - bo
                                              dopiero ów sakrament miał go wyrwać z prehistorycznego niebytu, a raczej
                                              na-wpół-bytu. Ten aspekt mitu autochtonizmu był więc szczególnie miły
                                              katolickiej opcji. Było to również w pełnej zgodzie z podręcznikową zbitką
                                              pojęciową, iż historia Polski zaczęła się w roku 966 od chrztu Mieszka. A co
                                              było wcześniej? Jakaś nieokreśloność, którą wprawił w polskie dzieje już
                                              pierwszy historyk, Gall Anonim, pisząc te jakże ważkie słowa: "Lecz dajmy pokój
                                              rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków
                                              i których skaziły błędy bałwochwalstwa (...)". Oczywiste jest, że Kościołowi
                                              bardzo pomocna była wizja Polski "stworzonej przez Kościół" - takiej, która od
                                              początku jest chrześcijańska, która nie zaznała wcześniejszych, rdzennych a więc
                                              "pogańskich" alternatyw kulturowych, i dosłownie wszystko zawdzięcza ideom
                                              przybyłym z Rzymu albo za jego pośrednictwem.

                                              Wizja ta była równie - a może nawet bardziej - miła stronie przeciwnej,
                                              komunistom. Słowianie bez historii, a przede wszystkim bez państwa, nie znający
                                              "ustrojów klasowych" oraz "wyzysku", w oczach marksistów wyglądali z kolei na
                                              lud, który tak długo jak się dało przechowywał rajski stan niezróżnicowanego
                                              "komunizmu pierwotnego", zwany również ustrojem "wspólnoty pierwotnej". Nie
                                              muszę dodawać, że również te pojęcia liczą się pomiedzy polityczne mity, dalekie
                                              antropologicznej rzetelności. A skoro Słowianie tak byli przywiązani do
                                              "wspólnoty pierwotnej", to można było wnosić, iż fakt ów predestynuje ich do
                                              podjęcia się roli pionierów w dziele krzewienia komunizmu prawdziwego, tego od
                                              Marksa i Lenina. Logiczne, prawda?
                                              • hanys_hans Re: Pochodzenie Słowian jako mit polityczny 22.12.05, 21:19
                                                W okresie PRL masowo wydawano (dla szkół głównie) mapy, przedstawiające owe
                                                rzekome granice pierwotnego zasięgu Słowian. Malowano je przy tym ciepłym,
                                                różowym, macierzyńskim kolorem, tak jak Ojczyznę na innych mapach. Mapy te,
                                                lokalizujące na naszych ziemiach "prakolebkę" Słowian, miały znowu wyraźny acz
                                                subtelny wydźwięk propagandowy, były kolejnym narzędziem z arsenału politycznej
                                                mitologii stosowanej: dyskretnie przypominały Starszym Braciom z Moskwy, że tak
                                                naprawdę, w porządku historycznym, to my, Polacy, jesteśmy ich starszymi braćmi,
                                                i z tego tytułu należą się nam szczególne względy. Polska, zamalowana na różowy
                                                prasłowiański kolor, awansowana była w ten sposób do rangi centralnego punktu
                                                Słowiańszczyzny - a przecież Imperium Sowieckie i areał narodów słowiańskich
                                                mało się od siebie różniły. Niemal wszyscy Słowianie w pewnym momencie żyli w
                                                socjalizmie, a mapy czyniące Polskę centrum tego obszaru były argumentem na
                                                rzecz specjalnych praw do stosowania "polskiej drogi do socjalizmu".

                                                Skoro więc mit o autochtonizmie Słowian, a Polaków w szczególności, był wygodny
                                                dla (primo) patriotów, (secundo) katolików oraz (tertio) komunistów, któż miałby
                                                go podważać w imię naukowej obiektywności? Trwał więc wśród specjalistów aż do
                                                lat 80-tych, a w podręcznikach, w literaturze popularnej i w potocznej
                                                świadomości pokutuje, jak się wydaje, do dziś.

                                                Ale dziś również, wobec perspektywy "wejścia do Europy", prawda o słowiańskich
                                                początkach może wydać się mało atrakcyjna dla zwolenników europejskiej
                                                integracji. Bo jakimże partnerem dla dziedziców Karola Wielkiego mogą być
                                                potomkowie plemienia, które wynurzyło się gdzieś z poleskich bagien? Najstarsze
                                                ślady wskazują, że w początkach swojej ewolucji Słowianie pozostawali w kręgu
                                                oddziaływania kultury Irańczyków - takiego bowiem właśnie, wschodniego i
                                                irańskiego pochodzenia jest nasza najstarsza terminologia religijna oraz
                                                zachowane w folklorze pozostałości mitów. A Iran się politycznie kojarzy jak
                                                najgorzej. Można też zaobserwować, że dziś najchętniej podnoszone są nasze
                                                rzekome starożytne koneksje z Celtami, choć ich ślady w naszej tradycji są bez
                                                porównania mniej widoczne niż irańskie, i przodkowie Słowian najprawdopodobniej
                                                z Celtami się nie kontaktowali. Polityczny, choć zapewne nieuświadamiany,
                                                podtekst celtyckiej orientacji jest również jasny: Celtami przecież byli
                                                przodkowie najbardziej zachodnich Europejczyków, czyli Brytyjczyków i Francuzów,
                                                do celtyckich korzeni poczuwa się znaczny procent Amerykanów, a dziś celtyckie
                                                tradycje przeżywają tam renesans, który z kolei ma wyraźny rys antyrzymski z
                                                antychrześcijańskim odcieniem.

                                                Wypadałoby zakończyć ten temat wnioskami.

                                                Pierwszy i oczywisty jest taki, że pozwalając hasać mitom, odcinamy się od
                                                prawdziwej wiedzy o naszych korzeniach. A wobec nadciągającej ogólnoświatowej
                                                urawniłowki narodów i kultur, praktyka to mocno niebezpieczna.

                                                Drugi, że warto byłoby tę wiedzę szerzej rozpowszechnić. Bo żal doprawdy, że ten
                                                obszar historii, który nas - w masie - coś obchodzi, zaczyna się dopiero od
                                                epoki wojen kozacko-szwedzkich z "Trylogii" Sienkiewicza.

                                                Trzeci, że prawda o początkach Słowian i Polski każe inaczej patrzeć na własną
                                                tradycję. Widzimy wtedy, że mamy nie pojedyncze, a potrójne dziedzictwo: nazwę
                                                je, trochę górnolotnie, dziedzictwem ziemi, krwi i myśli. Dziedzictwo ziemi to
                                                poczuwanie się do solidarności z wszystkimi plemionami, które poprzedziły nas na
                                                naszej ziemi, jadły chleb z tej samej roli i walczyły o tę samą ojcowiznę - a ta
                                                solidarność, dotycząca najpierw germańskich Wandalów, Gotów, Sylingów i
                                                Hasdingów, oraz Celtów i niewiadomego języka "Łużyczan" (tych z Biskupina), może
                                                tym łatwiej być rozszerzona na późniejszych i dzisiejszych naszych
                                                "współziemców" - Prusów, Litwinów, Niemców, Białorusinów, Ukraińców, Żydów i
                                                Cyganów. Polska widziana z tej perspektywy staje się zupełnie inną jakością niż
                                                nacjonalistyczna klatka, w której jakoby mieliśmy w pojedynkę siedzieć od trzech
                                                tysięcy lat.

                                                Dziedzictwo krwi, to solidarność z tymi, którzy byli naszymi językowymi i po
                                                części biologicznymi przodkami - zagadkowym ludem, który przyszedł ze wschodu,
                                                zajął opustoszałą po Wędrówkach Ludów środkową Europę - i który w tamtej epoce
                                                wykazał zadziwiającą odmienność politycznych zachowań, gdyż w przeciwieństwie do
                                                wszystkich sąsiadów i poprzedników, którzy ulegli powszechnemu wówczas rojeniu o
                                                budowaniu imperiów na gruzach Rzymu, skierował swoje siły na rolniczą
                                                kolonizację ziem, które zajmował. A ta strategia okazała się skuteczna: po
                                                Wandalach, Gotach, Hunach i Awarach słuch zaginął, Słowianie się rozmnożyli i
                                                rozrośli... Być może od nich moglibyśmy się i dziś czegoś nauczyć.

                                                Wreszcie dziedzictwo myśli, które każe nam szukać trzecich i najmocniejszych
                                                korzeni - w Rzymie, Atenach i Jerozolimie.

                                                Poruszona tu sprawa autochtonicznego mitu sama w sobie wydaje mi się ciekawym
                                                tematem dla badań historyków, oczywiście tych od czasów najnowszych. Żyją
                                                przecież świadkowie kształtowania się tego mitu, a może i jego współtwórcy -
                                                autorzy odpowiednio "wyważanych" podręczników i map. Archeologowie, fałszujący
                                                lub przemilczający dane z wykopalisk. Cenzorzy kierujący myśl badaczy w
                                                odpowiednim kierunku. A najciekawsze byłoby zbadanie, jak ów mit oddziałał -
                                                zapewne poprzez doradców zaznajomionych z polskimi kompleksami - na Józefa
                                                Stalina, który wyrysował mapy powojennej Polski tak, aby były dziwnie zgodne z
                                                różowymi siedzibami Prasłowian.

                                                20 stycznia 1998. Artykuł zamieszczony był w tygodniku "Najwyższy Czas!".
                                                • hanys_hans Re: Skond se naroz tu Slowianie znodli ? 22.12.05, 22:10
                                                  Od kiedy różnimy się od Rosjan?

                                                  W bardzo ciekawym artykule "Konflikt cywilizacji" ("Najwyższy Czas!" nr 32-33,
                                                  ss. XXX-XXXI), Pan Mariusz Kowalski dowodzi, że lewica ma do dziś wpływy w
                                                  Polsce głównie tam, gdzie kiedyś rządził carat lub gdzie mieszka ludność
                                                  przesiedlona z dawnego Cesarstwa Rosyjskiego. Pewien szczegół wzbudził jednakże
                                                  mój protest. Chodzi o ten fragment, gdzie Autor wywodzi cywilizacyjne różnice
                                                  między Polska a Rosją (lub Rusią) jeszcze ze starożytności, twierdząc, iż:

                                                  (...) plemiona polskie krystalizowały się w dorzeczu Wisły i Odry, w
                                                  bezpośrednim sąsiedztwie imperium rzymskiego (...) pozostając w silnych
                                                  związkach z ludami celtyckimi i germańskimi. Plemiona wschodnio-słowiańskie
                                                  ukształtowały się natomiast w dorzeczu Dniepru, w kontakcie z ludami irańskimi,
                                                  ugrofińskimi i turańskimi. (...)"

                                                  Wkradło tu się kilka błędów.

                                                  (1) Otóż plemiona polskie "krystalizowały się w dorzeczu Wisły i Odry" dopiero
                                                  wraz z podbojami Polan, i właśnie podboje Mieszka i Bolesława były tym
                                                  czynnikiem, który zebrał Słowian znad Wisły i Odry w jeden organizm polityczny.
                                                  Tylko że wtedy zachodnia połowa Imperium Romanum nie istniała już od 500 lat z
                                                  okładem.

                                                  (2) W starożytności "w bezpośrednim sąsiedztwie imperium rzymskiego" (które, jak
                                                  słusznie pisze Autor, sięgało swą wojskową obecnością po Sudety i Karpaty) nie
                                                  było ŻADNYCH Słowian! Na terenie obecnej Polski istniały wtedy dwa obszary
                                                  kulturowe, przez archeologów zwane Kulturą Przeworską i Kulturą Wielbarską. Obie
                                                  były germańskie: Kulturę Wielbarską, na północy i wschodzie Polski, tworzyli
                                                  Goci; Przeworską, na południu i zachodzie - zespół plemion znany najpierw pod
                                                  nazwą Lugiów, później Wandalów. Dowodów na nieobecność Słowian jest kilka: brak
                                                  w rzymskich źródłach wzmianek o ludziach noszących słowiańskie imiona. Brak w
                                                  tychże źródłach słowiańskich nazw miejscowych i plemiennych. Gdyby Słowianie
                                                  zamieszkiwali w starożytności dorzecza Odry i Wisły, to by jakaś ich cześć
                                                  pociągnęła w ślad za Germanami, Sarmatami i Hunami na Rzym, podobnie jak to
                                                  zrobiła grupa Galindów siedzących wtedy, jak i później, na Pojezierzu Mazurskim.
                                                  Tymczasem najazdy Słowian na państwo rzymskie (to wschodnie) zaczęły się dopiero
                                                  w następnym stuleciu po właściwej wędrówce ludów. Dalej: istnieje przekaz o
                                                  germańskim plemieniu, które wracało (w początkach 6 wieku) do Skandynawii,
                                                  zastając na północ od Karpat kompletne bezludzie. I wreszcie archeologowie
                                                  znajdują na obecnych ziemiach polskich lukę osadniczą w czasie pomiędzy
                                                  odejściem Germanów a pojawieniem się osad słowiańskich.

                                                  (3) Plemiona zachodniosłowiańskie na równi ze wschodniosłowiańskimi
                                                  ukształtowały się w dorzeczu środkowego Dniepru; a mówiąc ściślej, zachodnimi
                                                  stali się ci Słowianie, którzy w 6-tym wieku wywędrowali znad Dniepru nad Wisłę,
                                                  Odrę i Łabę. O tym, że to był pierwotnie jeden lud, świadczą też te same nazwy
                                                  plemienne na wschodzie i na zachodzie: Polanie wokół Gniezna i Polanie wokół
                                                  Kijowa, Drewlanie na Wołyniu i Drzewianie za Łabą, Dulebowie na Podolu i w
                                                  Czechach, Wołynianie na Wołyniu i Wolinianie na Pomorzu.

                                                  (4) Zarówno we wschodnich jak i w zachodnich językach słowiańskich zachowały się
                                                  stare zapożyczenia irańskie (wg. Autora właściwe tylko wschodniej
                                                  Słowiańszczyźnie) oraz germańskie (wg, Autora właściwe Zachodniej) - takie jak
                                                  "bóg, wiara, święty, mir, chwała, zło, choroba" (irańskie - sarmackie); oraz
                                                  "ksiądz/kniaź, wiciądz (rycerz), chleb, chyża (chata), skot, chlew" (germańskie
                                                  - gockie).

                                                  (5) Starożytny kontakt (pra)słowiańsko-celtycki prawdopodobnie w ogóle nie
                                                  istniał, zaś miejscowa ludność, którą nad Odra i Wisła zastali Celtowie
                                                  osiedlając się tam około 300 r pne. nie była słowiańska.

                                                  Żeby wytłumaczyć różnice miedzy Polską a Rosją nie trzeba wcale szukać ich aż w
                                                  czasach, kiedy ani Polaków, ani Rosjan, ani w ogóle Słowian w dzisiejszym
                                                  rozumieniu po prostu jeszcze nie było.
Pełna wersja