szwager_z_laband
28.12.05, 19:37
Skrzypce są poobijane, a smyczek ma pozrywane włosie. Ale na wklejce wewnątrz
instrumentu artysta wypalił inskrypcję: "Antonius Stradivarius Cremonensis
Anno 1713". Na świecie oryginalnych stradivariusów jest ledwie tysiąc.
Kosztują po milion dolarów i więcej. Kolekcjonerzy trzymają je w sejfach i
strzegą jak oka w głowie.
Jednak pani Halinie, rencistce z Gliwic, przez głowę nie przeszło, że w domu
ma takie cacko. Mieszka w małym mieszkaniu, jest już starsza i nie uważa się
za bogaczkę.
- Moja siostra Cecylia przed laty przyjaźniła się z pewną damą z wyższych
sfer z Wrocławia. Kiedy ta umarła, Cecylia uprzątnęła dom znajomej i zabrała
kilka bibelotów. Wśród nich stare skrzypce - opowiada pani Halina. - Moja
siostra kilka lat temu przeprowadziła się do Kanady, ale wiele rzeczy
zostawiła u mnie. Trafiłam na nie przy okazji świątecznych porządków.
Skrzypce zagracały mi mieszkanie, dlatego chciałam je odesłać Cecylii.
Pana Halina zamknęła więc skrzypce do futerału. Całość zapakowała w zwykłą
paczkę, jakby to były jakieś książki, i nadała pocztą na adres siostry w
Kanadzie. Na przesyłce napisała tylko: "instrument muzyczny".
I pewnie rencistka z Gliwic nigdy nie dowiedziałaby się, że trzymała w domu
skarb, gdyby paczka nie wzbudziła zainteresowania celników. Urzędnicy z
warszawskiego Służewca tropią przemytników dzieł sztuki i kontrolują
przesyłki na wyrywki.
Żeby wywieźć z kraju jakiekolwiek zabytek starszy niż 55 lat, trzeba mieć
specjalne zezwolenie z Ministerstwa Kultury. Nie masz zezwolenia - popełniasz
przestępstwo. - Nie wiedziałam, że trzeba to komukolwiek zgłosić - zarzeka
się przestraszona pani Halina.
Celnicy mówią, że może grozić jej nawet pięć lat więzienia.
- Już dzwoniłam do siostry i nakrzyczałam na nią. Nie mam zamiaru więcej się
przez nią denerwować - mówi pani Halina.
W ciągu najbliższych dni eksperci zbadają instrument pani Haliny i ocenią,
czy na pewno jest oryginalny. - Stradivarius był tak popularny, że podrabiano
go nawet za jego czasów - mówi Witold Lisicki, rzecznik Izby Celnej w
Warszawie. Niestety, nawet jeśli skrzypce okażą się zwykłą podróbką wartą 1
tys. zł, ale sprzed co najmniej pół wieku, pani Halina będzie musiała
odpowiedzieć przed prokuratorem.
Co jednak zrobi rencistka z Gliwic, gdy eksperci potwierdzą autentyczność
skrzypiec? - Oddałabym wszystko siostrze. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
Wystarczająco dużo problemów mi siostra narobiła - denerwuje się pani Halina.