szwager_z_laband
17.02.06, 12:27
Internet - ring zemsty
Jest wiele pożytecznych instytucji o charakterze publicznym, które spełniają
role "spluwaczek", choćby te zajmujące się ludzkimi nieszczęściami czy
ingerujące w sfery świata przestępczego, ubezpieczalnie od wypadków, a nawet
konfesjonały. Ale nikt, nawet w najbardziej proroczych snach, nie przewidział
narodzin globalnej megaspluwaczki, jaką stał się internet. To dopiero
spluwaczka! Bo internet, przy wszystkich swoich zaletach i przydatności,
służy także do rozładowania kompleksów i nienawiści do innych - z reguły
wobec tych, którym się udało i mają możliwość głoszenia swoich poglądów
publicznie. Internet stał się rajem dla pieniaczy, choleryków, ideologicznych
fanatyków, religijnych dewiantów, dla zdesperowanych ignorantów. I ringiem
zemsty. Tu każdy może dowolnie nokautować swoich wrogów pod byle jakim
pseudonimem.
Często wchodzę w internetowy magiel (magiel to klasyczna "spluwaczka")
katowickiej "Gazety Wyborczej", by śledzić reperkusje na teksty o tematyce
śląskiej, a także zapoznawać się z opiniami na poruszane problemy w
felietonach. Także w felietonach Michała Smolorza, bo działamy na dwóch
piętrach tej samej budowli. Są to zaiste doznania szczególne i oczywiście
wielorakie. Często budzą podziw dla inteligencji i wrażliwości ich autorów;
można się od nich dowiedzieć o wielu ciekawych sprawach i wiele się nauczyć.
Ale jest i strona druga. W tej gorszej, bardzo obfitej, zdumiewa przede
wszystkim stężenie jadowitych plwocin. Ich autorzy korzystają z przywileju
anonimowości i - jak to się mówi - "naciskają gaz do dechy". Ujawniają często
chorobliwą nienawiść do Ślązaków i ich spraw, a także do autorów felietonów,
którzy o nich piszą. Myślę, że gdyby tylko zliczyć najgorsze życzenia,
łącznie z nagłą śmiercią, i nimi się przejmować, trzeba by siwieć kilka razy
w miesiącu, zaprzestać pisania albo najlepiej wyjechać w ciepłe kraje.
Tęsknota za porządnym zamtuzem
W większości przypadków mamy jednak do czynienia z ludzką nieopatrznością. Ci
internautowi krzykacze i zawistnicy przeważnie nie potrafią porządnie
przeczytać felietonu, literacko słabo kojarzą. Szukają pretekstu dla swoich
fobii i okazji, by opluć felietonistę. A także umieścić swoje dwa grosze w
internecie i zaistnieć choć na chwilę. Wypominają mi wiek, oderwanie od
rzeczywistości, kretynienie i co im tylko przyjdzie do głowy. Ostatnio jeden
taki wyraził zadowolenie, że nie robię już filmów o Śląsku i nareszcie
przestałem przedstawiać Ślązaków jako imbecyli chowających pieniądze w
lodówce (!!!). Są tacy, co mniemają, że byłem już we wszystkich możliwych
partiach politycznych, że jestem cwanym karierowiczem, kryptokomunistą,
śląskim separatystą, notorycznym obrazoburcą, zawołanym bezbożnikiem i
cynikiem. Są i tacy, co sądzą, że ktoś mi w pisaniu pomaga albo pisze je ktoś
inny (każdy zdolniejszy goj musi mieć swojego Żyda w szafie!). Oczywiście,
gdyby pisało się o niczym, gdyby nie dotykało się spraw drażliwych, i
gryzmoliło bezosobowo, odzew byłby prawdopodobnie zerowy. Ale czy wtedy warto
by tracić czas na jałowe bazgroły?
Internet stał się "spluwaczką" globalną, czyli wszechświatową, imponująco
bezobcesową, agresywną, a nawet chamską; obnaża często gorsze instynkty
ludzkie, daje im upust, a tym samym działa terapeutycznie. Może koi
frustracje i leczy psychiczne rany wielu nieudaczników? Ale sprzyja
kontaktowaniu się ludzi. Innymi słowy - "spluwaczka" globalna jest
pożyteczna, bo humanitarna.
Ale gdzieś na dnie pamięci przy rozważaniach nad "spluwaczkami" (zwłaszcza
tej internetowej) łza kręci się w oku, a w jej starych zwojach kluje się
tęsknota za kopenhaską świątynią rozpusty