olandi1
10.03.06, 08:57
Gdzie jest komornik i jego kasa?
Piątek, 10 marca 2006r.
To jest największa w ostatnich latach kradzież w kraju. Komornik Henryk G.
stracił ogromną fortunę, prawie 9 milionów złotych, ale pokrzywdzeni przez
niego ludzie na pewno mu nie współczują. W katowickim Sądzie Rejonowym
uzbierała się góra zażaleń i skarg na jego działalność. Chętnie blokował konta
dużych firm i ośrodków, zwłaszcza szpitali dziecięcych, pobierając najwyższe
prowizje, ale nic nie robił w sprawie ubogich klientów, czekających na alimenty.
Pisaliśmy o nim wielokrotnie. Był częstym, negatywnym bohaterem naszych
publikacji. Ale wtedy instytucje, które dzisiaj dystansują się od niego,
broniły go uparcie. Jednak Krzysztof Hejosz prezes Sądu Rejonowego w
Katowicach złożył na niego skargę do Krajowej Rady Komorniczej. W grudniu ub.
r. Henryk G. został zawieszony w prawach wykonywania zawodu. Katowicka
Prokuratura Rejonowa Centrum-Zachód przygotowała wobec niego akt oskarżenia -
chodzi o niedopełnienie obowiązków.
Jolanta Żołna z katowickiej Izby Komorniczej przyznaje, że Henryk G. rażąco
naruszał prawo przez wiele lat. - Henryk G. nie stawia się na nasze wezwania,
nie mamy z nim żadnego kontaktu - przyznała z kolei Anna Jagniątkowska,
przewodnicząca komisji dyscyplinarnej KRK. Nawet katowicka prokuratura nie
może znaleźć Henryka G. Nie zostawił też żadnych informacji o sobie w swojej
kancelarii. Nie wiadomo, gdzie przebywa. Nie interesuje się także postępami
policji w sprawie ogołocenia konta. Jego dom w Katowicach stoi pusty.
Złodziej jego milionów jest już w krakowskim areszcie, ale nie ma przy sobie
ani grosza.
- Nie odzyskaliśmy tych pieniędzy - wyjaśnia Bogusława Marcinkowska z
krakowskiej Prokuratury Okręgowej. - Podejrzany Zbigniew B. twierdzi, że z
propozycją okradzenia komornika zwróciło się do niego dwóch tajemniczych mężczyzn.
Dali mu sfałszowany dowód osobisty i numer konta. Bez żadnych kłopotów udało
mu się z kilku krakowskich banków wydostać pieniądze. Dostał za to od
zleceniodawców 5 proc. całości, chociaż początkowo obiecywali mu dwa razy więcej.
Apel do Henryka G
- Niech pan się ujawni, stawi czoła zarzutom i wyjaśni, jak doszło do tylu
zaniedbań z pana strony, jak pan zgromadził taką fortunę. Komornik jest osobą
zaufania publicznego, ukrywanie się sugeruje, że boi się pan konfrontacji albo
jest przekonany, że stoi ponad prawem.
Katowicki komornik Henryk G., ofiara największej kradzieży w Polsce, zapadł
się pod ziemię. Nie może się z nim skontaktować Prokuratura Rejonowa
Centrum-Zachód w Katowicach, komisja dyscyplinarna Krajowej Rady Komorniczej,
prezes katowickiego Sądu Rejonowego, Sąd Pracy, krakowska policja ani nawet...
jego własna kancelaria.
Mężczyzna opuścił swoją willę i nie wiadomo, gdzie przebywa. Przysyła tylko
kolejne zwolnienia lekarskie...
- Jeśli w najbliższym czasie nie uda się nam skontaktować z Henrykiem G.,
zwrócimy się do lekarzy biegłych sądowych. Sprawdzą, czy naprawdę choroba
uniemożliwia mu kontakt z organami ścigania. Dłużej nie będziemy tolerować
jego uników - zapowiada prokurator Bogdan Łabuzek z katowickiej prokuratury.
Prokuratura oskarża go o niedopełnienie obowiązków. Krajowa Rada Komornicza o
rażące naruszenia prawa. Został zawieszony w czynnościach. Dotychczas był
całkowicie pewny swojej bezkarności, teraz ma poważne kłopoty. I nie tylko
dlatego, że stracił miliony i zawiadomił o tym z zastanawiającym opóźnieniem...
Fachowiec od wielkich pieniędzy
Komornik Henryk G. jest postacią dobrze znaną. To on niesłusznie zablokował
całe konto Górnośląskiego Centrum Zdrowia Matki i Dziecka, co zdaniem lekarzy,
narażało życie małych pacjentów. Nie spieszył się z odblokowaniem, bo jak
tłumaczył, wyjechał na wczasy. On również ściągnął pieniądze z konta Urzędu
Wojewódzkiego, ale nie przekazał ich pracownikom, którzy czekali na zaległe
pensje i mieli nakaz egzekucji swoich wierzytelności. Zresztą podobnych spraw
ma na sumieniu sporo...
Henryk G. sprawnie blokuje konta dużych instytucji, pobierając ogromne
prowizje, natomiast lekceważy sprawy biednych ludzi, bo są trudne i
nieopłacalne. Takie wierzytelności w ogóle go nie interesują.
- Nie docierało do niego, że nie mamy za co żyć - skarżyła się Dorota Ledwoń z
Chorzowa, która walczyła o alimenty na małą córkę. - Miesiącami do niego
jeździłam, a on nigdy nie miał czasu, żeby mnie przyjąć. Kłamał w żywe oczy,
że nie może zastać mojego męża pod wskazanym adresem. Nie udało mu się zająć
jego poborów, ani nawet sprzedać samochodu.
Komornik niczego nigdy nie wyjaśnia. Nawet policja ma problemy ze
skontaktowaniem się z nim w sprawie kradzieży należących do niego milionów. W
pracy już nie musi się pojawiać, ale pracownicy kancelarii nie mają pojęcia,
gdzie jest.
- Zawiesiliśmy Henryka G. w czynnościach po wielu skargach. Okazały się
słuszne - chodzi o błędne naliczenie opłat, przewlekanie postępowania, błędne
księgowanie, przetrzymywanie dokumentów. Unika wyjaśnień, nie można się z nim
skontaktować. Czekamy na zakończenie postępowania karnego wobec niego, wtedy
podejmiemy dalsze kroki - mówi Anna Jagniątkowska, przewodnicząca komisji
dyscyplinarnej Krajowej Rady Komorniczej.
Henryk G. odwołał się od tej decyzji do katowickiego Sądu Pracy, ale nie
stawia się też w sądzie we własnej sprawie...
Znikające miliony
Henryk G. zawiadomił policję o stracie 8,6 mln złotych dopiero po trzech
miesiącach od ich zniknięcia. Stwierdził, że wcześniej tego nie zauważył, więc
złodzieje mieli czas, żeby zatrzeć wszystkie ślady. Postępowanie w tej sprawie
prowadzi krakowska policja, bo pieniądze komornika zostały wypłacone
złodziejowi w kilku tutejszych bankach.
Majątek zgromadzony przez Henryka G. zrobił spore wrażenie nie tylko na
policjantach, ale również na innych komornikach.
- Trudno mi sobie wyobrazić, jak można nie zauważyć straty takiej fortuny -
dziwi się Magdalena Mizera, rzecznik katowickiej policji. - Tę sprawę trzeba
na pewno bardzo szczegółowo zbadać.
- Jestem zaskoczona - nie ukrywa Anna Jagniątkowska. - Ja jestem z północnych
rejonów Polski i u nas komornicy nie mają takich pieniędzy. To ogromny majątek.
Zarobki komorników nigdy nie należały do skromnych. Statystyczny polski
komornik zarabia około 56 tys. miesięcznie. Ale są to jedynie wyliczenia
prowizji od kwoty odzyskanych wierzytelności. Dodatkowe przychody (opłaty z
egzekucji nieruchomości czy eksmisji) nie są podawane do publicznej wiadomości.
Tajemnica Zbigniewa P.
Ktoś jednak musiał znać prawdę o wyjątkowym bogactwie Henryka G. Ale nie
wiadomo, kto był mózgiem całej mistrzowskiej operacji ogołocenia jego konta.
Złodziej milionów znalazł się, gdy policja tropiła inne oszustwo. 42-letni
Zbigniew P. okazał się jednak pionkiem - potwierdził, że posługiwał się
sfałszowanym dowodem osobistym komornika i brał pieniądze z banku. Skąd jednak
wiedział, jaka suma wchodzi w grę i w jaki sposób zdobył numery konta?
P. wyjaśniał, że robotę przygotowali mu dwaj anonimowi mężczyźni. Sami się do
niego zgłosili i obiecali wysoką prowizję, w wysokości 10 procent całości.
Zgodził się i dostał od nich wszystkie potrzebne informacje. Banki bez
problemów przekazywały mu pieniądze do ręki, albo na zlecenie przelewały
miliony na wskazane rachunki.
Wpadł jako Węgier
Mężczyźni jednak wypłacili Zbigniewowi P. tylko 5 proc. ukradzionej sumy i
zniknęli. Oszust wyjechał za granicę, przebywał przez jakiś czas m.in. w
Hiszpanii. W końcu postanowił stać się obywatelem Węgier - kupił stosowne
dokumenty i... jako Węgier wrócił do Polski.
W kraju wpadł - został zatrzymany podczas niby - rutynowej kontroli drogowej
na początku marca w Dobczycach. Zbigniew P. przyznał się do kradzieży, policja
zna już konta, na które zostały przelane pieniądze komornika.
Drobną część fortuny Henryka G. złodziej przebalował. Ale co się stało z resztą?
Wzorowy komornik?
Izba Komornicza w Katowicach długo broniła swojego kol