z dalekiej Boliwii.......

19.05.06, 21:26
Santa Cruz 05.03.06.

Pierwsze marcowe dni w Santa Cruz nie byly zbyt gorace. Slonce przebijalo sie
tylko od czasu do czasu przez chmury. Czasami popadalo troche, byla nawet raz
wichura ktora powalila kolejne drzewo w wirydarzu naszego konventu i to
naprzeciw mojego pokoju. Uslyszalem tylko w czasie popoludniowej siesty, ze
cos wali sie na dach nad moim pokojem...! Mimo wszysto takie temperatury, to
czas bardzo przyjemny. Ani za zimno, ani za goraco. Daje sie odczuc pomalu,
ze czas najwiekszych upalow stopniowo mija. Owszem czesto z pewnoscia
temperatury nadal beda ponad 30st. C., ale lato sie pomalu konczy. Troche
dni tez sa juz krotsze. Nie ma tu wielkich roznic dlugosci dnia miedzy latem
a zima. Gdzies godzina – poltorej najwyzej. Ale gdy juz rano wstaje, jest
ciemno, co oznacza ze dzien zaczyna byc krotszy. Od kwietnia bedziemy sie
mogli spodziewac tzw. „sur’y” ktore przynosic beda nam ochlodzenie i spadek
temperatur. Rzadko jednak temperatury spadaja ponizej 10 st. C. Wtedy to,
dla miejscowych jest tragedia i prawdziwa zima. Ale, ja tu o zimie a
przeciez wy o tej prawdziwej, mozecie mowic tego roku. Ciagle slysze i
czytam w wiadomosciach, ze wiosny w niektorych rejonach Polski i Niemiec
jeszcze nie widac. Dzis czytam ze znow poludnie niemiec sparalizowane jest
nowymi opadami sniegu. Na zdjeciach z wizytacji w naszej prowincji sw.
Jadwigi, tez ciagle pojawia sie snieg. Zime wiec macie mocna tego roku. A
potem roztopy...i znowu moga byc klopoty z powodziami.



Woda to tez niebezpieczenstwo u nas, pisalem w ostatnim czasie wiele o
powodzi jaka dotknela niektore czesci wikariatu. W miedzyczasie takze brat
Felix jako naoczny swiadek opisal troche sytuacje El Fortin, a biskup Antoni
o innych czesciach vikariatu zalanych woda. Sytuacja ciagle wiele sie nie
zmienia. Jak wspominalem wczesniej, dopoki opady deszczu w gorach nie ustana,
bedziemy ciagle miec do czynienia z woda ktora niesie Rio Grande. Dopiero po
czasie, kiedy nastanie pora sucha i bedzie wiadomo czy rzeka sie cofnie
z „nowych” koryt ktore sobie porobila przez wioski i osady ludzkie, beda
ludzie mogli podjac konkretne decyzje : powrotu, albo osiedlania sie w innych
bardziej pewnych i suchych miejscach. Narazie kilka tys. ludzi
skoncentrowanych jest w kilku jakby „osiedlach” namiotowych. Tam dostarcza im
sie zywnosc i srodku najbardziej potrzebne do zycia...i czekamy. Dzieki
waszej pomocy, mozemy tym ludziom jakos pomagac, wspierac ich. Takze
misjonarze, sa ze swoimi ludzmi dajac swiadectwo solidarnosci w dobrym i w
zlym czasie. Dziekuje wam za wasza pomoc, solidarnosc w modlitwie i w
ofiarach. A taka solidarnosc jak dotad, doznawalismy z Polski, z Niemiec, z
Austrii, nawet z Litwy. Dziekuje i prosze o dalsza modlitwe i pomoc. A
wszystkim ktorzy w szczegolny sposob zaangazowali sie w to dzielo szczegolne
Bog Zaplac.



Inne jest zycie tu w miescie, inaczej wyglada codziennosc „na zewnatrz” z
dala od glownych drog, od tzw. cywilizacji. Miasto ciagle sie rozwija,
powstawaja nowczesne budowle, sprowadzaja sie nowe swiatowe firmy szukajac
nowy rynek zbytu. I jak w kazdym miescie, widac wspaniale domy, limuzyny i
ogromne peryferia biednych chatek, ciagle sprowadzajacych sie nowych ludzi.
Szukajcych pracy i mozliwosci zarobku u boku tych bogatszych. Ale tak ci
bogatsi, jak i ci biedniejsi lubia sie tez czasem zabawic, a szczegolnie w
karnawale. Ten karnawal to maja tu juz we krwi. Ulice zapelniaja sie barwnymi
pochodami, wszedzie slychac muzyke, ludzie ( zwlaszcza dzieci i mlodziez)
oblewaja sie woda, czasem woda zafarbiona ,co moze zniszczyc tez przy okazji
porzadne ubranie. Taki byl tez i ten tegoroczny karnawal tu w miescie..Duzo,
muzyki, tancow. I tak naprawde to sie jeszcze nie skonczyl.. Bo tu nie
umieja skonczyc na Srodzie Popielcowej. Ciagle maja miejsce jakies poprawki
Karnawalu, ciagle sie jeszcze ludzie bawia. Wczoraj gdy wieczorem robilem
swoja „rundke” ulicami Santa Cruz, wiele ludzi siedzialo przed swoimi domami,
przy glosnej muzyce, i jakims kopcacym sie grillu i przekrzykiwala sie cala
rodzina.

Mowil mi O. Cezar ze wczoraj ulicami Cochabamby przez 13 godz. paradowali,
tanczyli, spiewali ludzie Cochabamby. Tak to jest w tej Boliwii, trudno
zmienic pewne tradycje i zwyczaje ktore trwaja tu juz moze dziesiatki a nawet
setki lat. Pomalu jednak uspokoi sie to wszystko, tak ze byc moze na Wielki
Tydzien to bedzie juz naprawde spokojnie.



Dla mnie ostatnie dni karnawalu, nie tyle byly dniami wielkiej zabawy, co
raczej dniami odrobienia roznych zaleglosci w biurze, u siebie, troche
korespondencji, a takze troche odpoczynku. Troche, bo mam tez jeszcze troche
obowiazkow w domu. A ze pracownicy cywilni tez mieli w tych dniach wolne,
trzeba bylo byc nas miejscu , zadbac by nie zabraklo niczego domownikom,
zwlaszcza naszym seniorom.

W ostatni dzien karnawalu trafilo mi tez obchodzic moje kolejne urodziny. W
Boliwii jest zwyczaj swietowac urodziny. Wszystko jednak odbylo sie bardzo
spokojnie i skromnie. Oprocz domownikow, na „urodzinowy” obiad przyjechalo
dwoch braci z sasiedniego Konventu sw. Franciszka. Reszte dnia mialem dla
siebie, spedzilem spokojnie – odpoczywajac. Przy okazji wiec, chce
podziekowac wszystkim ktorzy w tym dniu pamietali o mnie. Wielu przeslalo mi
poczta internetowa zyczenia, wielu odezwalo sie przez internet, lub
telefonicznie. Dziekuje za wasza pamiec, zyczenia, za kazdy „Ojcze nasz...” w
mojej intencji. Napewno nie czulem sie tego dnia sam, napewno nie czulem sie
zapomniany. Dziekuje za wszystko !



Zycie znow wrocilo do normalnego rytmu. Dziennie w „procurze” mamy sporo
ruchu. Bo przeciez Vikariat tez musi funkcjonowac normalnie. Caly ubiegly
tydzien w Concepcion, pod przewodnictwem biskupa Antoniego odbywala sie „
Asamblea Pastoralna” – czyli spotkanie odpowiedzialnych za prace w parafiach,
w misjach naszego wikariatu. Takie spotkania sa wazne by wypracowac i
koordynowac pewne wspolne „programy” i plany pastoralne .



Widze tez ze od czasu kiedy mamy nowego proboszcza tutaj w San Antonio, ma
miejsce wiecej spotkan organizacyjnych z wszystkimi odpowiedzialnymi
bezposrednio za prace w tej naszej poteznej 100 tys. parafii.



Coz pozatym...Dzis wraca do Niemiec do Trier ‘u Dr. Helerhorst – okulista.
Co roku od ponad 20 lat poswieca czesc swojego urlopu 3 – 4 tygodnie i jako
voluntariusz na wlasny koszt przylatuje i pracuje w jednym ze szpitali
badajac, leczac i operujac bezplatnie ludzi chorych na oczy. Ma tutaj opinie
bardzo dobrego okulisty, wiec ludzie co roku oczekuja juz jego przyjazdu.
Przez caly ten czas pobytu w Santa Cruz, zamieszkuje juz tradycyjnie w naszym
konvencie. Daje sie zaobserwowac ze rano po sniadaniu jedzie do szpitala, a
wieczorem naprawde zmeczony wraca do konvetu. Podziwiamy i jestesmy mu
wdzieczni za ta ofiarnosc i bezinteresowna pomoc dla ludzi w Boliwii. Mimo
ze ma bardzo wiele pracy w klinice w niemczech, juz zapowiedzial sie ( Jak
Pan Bog pozwoli) na przyszly rok.



To tyle tego normalnego zycia boliwijskiego...

Pozdrawiam wszystkich....i zycze tez troche czasu spokoju i zadumy w Wielkim
Poscie – 2006.

Tarsicio J L OFM
    • sloneczko1 Re: z dalekiej Boliwii....... 19.05.06, 21:29
      Santa Cruz – 3 Niedziela Wielkiego Postu – sw. Jozefa – 19.03.06.



      Ciagle blizej do wiosny....Mysle ze pomalu zaczynacie to odczuwac w Europie.
      Zima w koncu nie moze trwac wiecznie, choc napewno tegoroczna byla wyjatkowa.
      My pocac sie i wzdychajac za chlodem z nutka zalu patrzylismy czasem na zdjecia
      z Europy. Choc wiemy, ze latwiej nam zniesc cieplo – gorac boliwijski, niz wam
      to zimno. Ale niedlugo bedzie zmiana....u nas zawitaja wiatry z poludnia
      tzw. „Sury” ktore przynosic nam beda chlodniejsze dni, a wam swiecic bedzie
      sloneczko coraz mocniej.

      Zaczyna sie pomalu okres owocow cytrusowych. Br. Feliks ktory pare dni temu
      przyjechal do miasta, przywiozl mi caly worek pomaranczy i greifrutow ktore
      dojrzewaja teraz w sloncu i wilgoci bardzo szybko. Wyciskam wiec sobie sok...i
      popijam witaminki. Takze na targach pelno juz cytrusow. Zwlaszcza slodkich
      mandarynek. Choc zewnetrznie sa zielone...to wewnatrz slodkie jak miod. Za
      grosze kupuje sie teraz te owoce.

      Br. Feliks przyjechal do miasta by zakupic zywnosc dla ludzi z El Fortin ktorzy
      nadal przebywaja w namiotach z dala od swoich domow gdzie nadal idzie rzeka.
      Pomoce panstwowe sie szybko skonczyly, a zywnosci ludziom coraz bardziej
      brakuje. Z pomocy finansowej ktora dostajemy wprost od was wszystkich,
      kupujemy teraz worki z ryzem, z cukrem, make...wszystko to co najbardziej do
      zycia jest teraz potrzebne. Jeszcze jutro dokupi sie reszte i kolejna
      ciezarowka z zywnoscia pojdzie do potrzebujacych ludzi. Wasza pomoc wiec idzie
      wprost w zywnosci i w towarach do ludzi dotknietych powodzia. W kazdej mszy sw.
      odprawianej na wolnym powietrzu lub pod namiotami ci ludzie dziekuja Panu Bogu
      za dobrodziejow, za wasza pomoc. Serdeczne dzieki i Bog Zaplac za kazda
      solidarnosc.

      Nasz biskup Antoni w ostatnich dniach wiele znow przebywal wsrod powodzian.
      Dziennie w innym „obozie” namiotowym odprawial msze sw., spotykal sie z ludzmi,
      wspieral ich slowem, wysluchiwal... Pasterz ktory nie zostawia swoich owiec gdy
      dotkniete sa tragedia.

      Takze, siostry, kaplani innych zalanych miejscowosci sa z ludzmi, organizuja
      nadal pomoc, probuja jakos zorganizowac zycie ludziom w tych obozach. Dla
      dzieci probuje sie prowadzic zajecia szkolne...itd. Zycie wiec toczy sie dalej,
      choc w nielatwych i niepewnych warunkach .

      Wody Rio Grande podnosza sie i opadaja w zaleznosci od opadow deszczu w gorach.
      Wiec ciagle niepewnosc i strach...czy jeszcze woda nie wroci.

      Kolejne dwa tygodnie minely mi jak zwykle bardzo szybko. Ruchu w miescie bylo
      sporo. Byly dni kiedy nasz Konvent pekal w szwach – doslownie byl voll. Dobrze
      ze troche mamy tych pokoi goscinnych. Santa Cruz jest jedynym duzym miastem na
      cale Oriente Boliwii.

      Wiec nie tylko z naszego wikariatu , ale z wielu innych wszystko zjezdza czasem
      do miasta. Z roznych powodow...Od zdrowotnych poczawszy, wizyty u lekarzy, u
      dentysty, czasem nawet jakis pobyt w szpitalach, jakies zabiegi, operacje.
      Wszystko robi sie w miescie. Kazdy wiec zatrzymuje sie u nas...bo ma gdzie sie
      zatrzymac, moze tez w miare bezpiecznie zaparkowac u nas na podworzu swojego
      Jeepa. Kazdy robi tez zakupy, zalatwia rozne swoje sprawy na miescie. A gdy
      wyjezdza dalej w glab w inne rejony Boliwii autobusem, pociagiem, lub
      samolotem, tez nasz dom jest takim miejscem transytowym. Rzadko wiec, tak
      naprawde jestesmy sami w domu. Zawsze cos sie dzieje. W wielu sprawach pomocna
      jest nasza procura, ktora koordynuje w zalatwieniu wielu spraw. Drzwi wiec w
      procurze w tych dniach sie nie zamykaly. No, ale po to jest.

      Dzis dzien sw. Josefa. W Boliwii tradycyjnie obchodzony jest w tym dniu dzien
      Ojca. A ze boliwijczycy lubia swietowac i to tradycyjnie przy glosnej muzyce,
      juz przez cala noc dalo sie odczuc ze dzien Ojca swietowany bedzie jak nalezy.
      Do samego rana dom az sie trzasl od glosnej muzyki . A teraz nadal...trudno
      mowic o spokoju. Trzeba miec czasem duzo cierpliwosci w tej naszej kochanej
      Boliwii.

      Ja tez naturalnie po cichu swietuje tego mojego chrzcielnego patrona. Wiem ze
      mi towarzyszy na mojej drodze zycia. Dlatego sw. Jozefie czesc ci za to i
      chwala !!!

      Przy okazji najlepsze zyczenia dla kilku moich imiennikow a tez dla tych co
      dzisiaj maja urodziny zwlaszcza dla Flaviana - Jozefa z Grafrath i Salezego z
      Klodzka. Felicitades z Boliwii !!!

      W ubieglym tygodniu przebywalem przez kilka dni na vikariacie. Przedeszystkim w
      Concepcion. Razem ze mna byl tez Juan Carlos z procury i jeszcze jedna osoba.
      Coraz bardziej ograniczona pomoc finansowa jaka do nas dociera, sprawia ze
      trzeba nam przygladac sie, gdzie, jak, i jakiej formie nadal mozemy
      funkcjonowac, jak mozemy tutaj nadal pomagac. Dotyczy to tez naszych
      warsztatow, szkoly, stolarni w Concepcion. Dzieki nim wiele chlopakow co roku
      konczy szkole z wyuczonym zawodem: stolarza, slusarza, mechanika...wielu uczy
      sie rzezbic, malowac. Takze wielu ludzi dzieki temu, ma miejsce pracy w
      Concepcion. Niestety prowadzenie tego projektu jest coraz bardziej ponad nasze
      mozliwosci finansowe ....

      Chcielismy rozeznac sie troche w sytuacji. Moze z czasem pojdzie lub trzeba
      bedzie cos zmienic. Ale to okaze sie po dokladniejszym rozeznaniu sytuacji.

      W jeden wieczor, siostry meksykanki pracujace w Concepcion zaprosily na kolacje
      po Meksykansku....Tacos – placuszki z ostrym sosem z jarzyna z kurczakiem.
      Smakowalo dobrze, ale....palilo !!!! To typowe w kuchni meksykanskiej, wszystko
      na ostro. Cala noc spijalem „wiadra” wody. Ale dobre bylo... Zapowiedzialy juz
      ze jak kiedys znow bede, to cos przygotuja. Chyba pojade tam z ...gasnica !.

      Jadac do Concepcion wstepowalem do poszczegolnych misji po drodze przekazujac
      przy okazji cala poczte. A wracajac spotkalem sie po drodze z naszym Biskupem
      Antonim – spotkanie w drodze. Przekazalismy sobie wiadomosci...i kazdy ruszyl
      dalej w swoja droge.





      To koncze w te dzisiejsza niedziele....w nocy bylo tak glosno ze moze pojdzie
      zrobic teraz niedzielna sieste i odrobic zaleglosci nocne.



      Zycze spokojnego W. Postu i pozdrawiam serdecznie...


      Tarsicio – J L OFM



      • sloneczko1 Re: z dalekiej Boliwii....... 19.05.06, 21:33
        Santa Cruz 02.04.2006

        Trudno dzis zaczac inaczej. Trudno nie wspomniec Jana Pawla II w jego I
        rocznice smierci...choc slyszy sie i widzi komentarze negatywne, ktore warte
        sa najczesciej wspulczucia i przemilczenia.

        Mysli wracaja nie tylko do tych smutnych dni minionego roku, ktore sprawily w
        naszych sercach wiele smutku i bolu, ale tez trzeba nam pamietac z
        wdziecznoscia i radoscia o tym co nam Ojciec sw. Jan Pawel II pozostawil. A
        tego jest przeciez tak wiele.

        Moje mysli wracaja do wielu obrazow jakie pozostaly w mojej pamieci, Tyle
        roznych, ktore pamieta sie z relacji telewizyjnych, z mediow komunikacji ktore
        bogato relacjonowaly caly ten pontyfikat. Tego jest niesamowicie wiele...z tego
        bedziemy i powinnismy czerpac przez cale nasze zycie. Mysli wracaja do
        osobistych przezyc w czasie wizyt Ojca sw. w Polsce. Pamietam wyprawe rowerowa
        do Czestochowy w 1979 roku, potem Jego wizyte na Gorze sw. Anny.. Wspominam
        moje pobyty na placu sw. Piotra w czasie srodowych audiencji i w czasie
        niedzielnego„Aniol Panski”. No i ze szczegolna wdziecznoscia wspominam ten
        piekny wrzesniowy poranek w 1994 roku, kiedy to o swicie z zaspanego jeszcze
        Rzymu z trzema innymi wspolbracmi spieszylismy do Castelgandolfo by w prywatnej
        kaplicy uczestniczyc w malym gronie, we mszy sw. papieskiej, a
        potem...spotkanie, rozmowa, maly prezent Ojca sw – rozaniec ktory jest tutaj
        ze mna w Boliwii. Kazdy z naszej czworki pamieta ten dzien jakby to bylo
        wczoraj, jeszcze brzmia mi slowa Ojca sw. Jego usmiech... Wierze ze tego dnia
        nie pozegnal sie z nami, mimo ze na koniec jeszcze nam serdecznie pomachal
        reka....jest z nami dalej i pozostanie. Dzieki ci Panie Boze...ze moglem
        przezyc ten jeden, jedyny w swoim rodzaju, dzien w moim zyciu !

        No i jeszcze jeden powod by wspominac Ojca sw. Zaledwie metry dziela mnie od
        pokoju gdzie w 1986 roku mieszkal przez 3 dni Ojciec sw. Tutaj w naszym
        Konvencie San Antonio mieszkal Papiez w czasie swej wizyty w Boliwii. Do dzis
        wielu domownikow ma swiezo w pamieci te dni. Ojciec sw. mimo napietego programu
        mial czas po wszystkim byc tez z domownikami, zjesc wspolnie z innymi
        sniadanie, ale co wszyscy podkreslaja, wieczorem spedzal sporo czasu w kaplicy
        na modlitwie.

        Dzis o 9.00 nasz Kardynal Julio Terrazas odprawil w katedrze Santa Cruz msze
        sw. o rychla beatyfikacje Jana Pawla II. A o 21. 37 czasu euorpejskiego i ja
        bede sie laczyc w modlitwie rozancowej z Placem sw. Piotra.



        Zycie toczy sie dalej, Takze Bolivia zyje z tymi swoimi radosciami, troskami,
        tym wszystkim co kazdego z nas codziennie spotyka.

        Taka radoscia byla napewno konsekracja nowego biskupa. Dotychczasowy rektor
        katedry w Santa Cruz , Hiszpan P. Javier konsekrowany zostal na nowego biskupa
        Tarija. Tereny Tarijy szczegolne znane sa z boliwijskiego wina. Ktore naprawde
        jest bardzo dobre. A o tym czasie targi uginaja sie od slodkich terijenskich
        winogron. Przez to ze P. Javier byl rektorem katedry znalismy go tu wszyscy
        dobrze. Bywal tez u nas w Konvencie. Jeszcze w ub. roku na uroczystosc sw.
        Klary w El Fortin jechal ze mna. Byl tam kaznodziejom odpustowym. Oprocz wielu
        reprezentantow Santa Cruz takze nasz wikariat byl na tej uroczystosci dobrze
        reprezentowany w osobie naszego Bp. Antoniego, O. Andrzeja, Ks. Ruperta i przez
        Siostry Terezjanki ktore pochodza tez z rodzinnych stron nowego biskupa. Nasi
        dolecieli i wrocili dobrze...Ale niektorzy niestety nie dotarli do Tarijy. A to
        z powodu problemow jakie od kilku tygodni ma boliwijska linia lotnicza LAB.
        Spro jest teraz zamieszania wokol tego. Strajkuja piloci, pracownicy, oburzaja
        sie ludzie ktorzy maja juz wykupione bilety, blokuja biura, nawet lotniska.
        Powodem sa naturalnie zadluzenia linii. Wypadaja samoloty, czesto dochodzi do
        wielkich opoznien itd. Delegacja Episkopatu Hiszpani z powodu opoznien takze
        nie dotarla na czas do Tarijy. Jako ze mieli tylko przyleciec na te
        uroczystosc, z drogi wiec wrocili sie spowrotem do Hiszpani. Odczuwamy to tez
        na poczcie, od tygodni prawie nie dociera do nas poczta z Europy. Coraz wiecej
        ludzi z niepokojem czeka na swoje listy, przesylki. Miejmy nadzieje ze problem
        ten jakos zostanie rozwiazany. Narazie na pocieszenie mamy jeszcze druga linie
        boliwijska Aerosur ktora obsluguje krajowe loty. Co prawda tez z opoznieniami
        ale jeszcze lataja.

        W vikariacie nadal ciagnie sie problem...powodz. Po raz kolejny w tym tygodniu
        poziom Rio Grande podniosl swoj poziom i na nowo zalane zostalo najpierw cale
        El Fortin a potem woda poszla dalej na inne wioski i miejscowosci. Pomoc
        panstwowa sie prawie skonczyla..z pomocy finansowej otrzymanej od was, od
        dobrodzieji z Europy kupuje sie zywnosc i srodki potrzebne ludziom do zycia.
        Niedawno Br. Feliks pojechal z pelna ciezarowka zywnosci, na biezaco tez
        Caritas vikariatu zakupuje zywnosc. Pomagamy ludziom z waszych ofiar i z waszej
        pomocy. Cieszymy sie ze zbiorki przeprowadzonej przy naszych klasztorach naszej
        prowincji. Nasz biskup Antoni wyslal juz do kazdego z klasztorow podziekowanie
        i slowa wdziecznosci. Wciaz trwaja opady, wiec pozostaje czekac...czekac jak
        sytuacja bedzie wygladac gdy ustanie pora deszczowa.

        Do Santa Cruz jak zwykle zjezdzaja z vikariatu z innych stron. Bylo paru
        naszych, kazdy zalatwia jeszcze swoje sprawy, zakupy, lekarze...zeby juz na
        Wielki Tydzien byc na swoich parafiach. Ruchu wiec nie brakuje. Takze O. Walter
        ktory mial maly wylew...pomalu przyszedl do siebie i we wtorek po 3 miesiacach
        wraca znowu do swojej parafii. Cieszymy sie ze znow moze objac swoje obowiazki
        w parafii. Bo juz i tak jest wystarczajaco problemow personalnych w wikariacie.
        A w naszej procurze tez ruchu sporo. Po czesci bylismy tylko w dwojke -
        Oswaldo i ja. Czasem nie wiadomo bylo za co sie zabrac najpierw...

        Nasz dom pomalu zamienia sie w plac budowy, albo rozbudowy. Nasza mala kaplica
        sw. Antoniego wybudowana 50 lat temu nie miesci juz ludzi. Zdecydowalismy ja
        rozbudowac powiekszyc. Spieszymy sie by na 50 lecie parafii na 13 czerwca mogla
        juz pomiescic wiecej ludzi. W domu wiec ruch...robotnicy, ciezarowki...jedne
        przywoza material na budowe, inne wywoza zywnosc do powodzian. No i tak sie to
        wszystko kreci.



        Czuje sie coraz bardziej ze najgoretsze miesiace juz za nami. Czesciej juz mamy
        chlodniejsze dni ( 23 – 25 st. C.), jakos latwiej sie to znosi. A tak ...30
        st. C to tez mozna spokojnie wytrzymac.

        No to tyle...napewno sie jeszcze odezwe przed swietami. Zycze wam slonecznej
        wiosny i spokojnego blogoslawionego Wielkiego Tygodnia.

        Tarcisio OFM – J
        • sloneczko1 Re: z dalekiej Boliwii....... 19.05.06, 21:36
          Niedziela Palmowa – 2006


          Tyle co chcialem zaczac te moje niedzielne pisanie...zapatrzylem sie
          jednak troche przez moje okno. Przy samym oknie rosnie spory krzak Hibiscusa
          ktory kwitnie przez caly rok, ladnymi rozowymi kwiatami. Te kwiaty sa chyba
          ulubionym nektarem dla malych kolibrow, ktorych sporo sie zawsze tu wokol niego
          kreci. Wlasnie zainteresowala mnie parka tych malych sympatycznych kolorowych
          ptakow. Jak sprawnie potrafila tymi swoimi dlugimi dziubkami wyszukiwac nektar,
          penetrujac kolejne kwiaty. Tak mi sie to spodobalo...ze zapomnialem na chwile o
          pisaniu i o komputerze. Fajny jest ten swiat z ta swoja piekna przyroda, ktora
          niestety coraz bardziej sie niszczy takze i tutaj. Boliwia ma naprawde piekna
          przyrode, kazdy rejon jest inny. Troche smutne ze wiele z tej przyrody pada
          ofiara czlowieka. Czasem jest to z koniecznosci, ale czesciej z checi
          posiadania, albo niestety z powodu bezmyslnosci ...czlowieka. Gina lasy,
          wymiera zwierzyna, zmienia sie krajobraz, klimat. Rzeki wylewaja, nie majac
          swych naturalnych srodowisk, gdzie dawniej wylewajac nie zagrazaly nikomu.



          Dlatego ciagnie sie nadal problem powodzi w naszym vikariacie. To juz trzy
          miesiace, a woda ciagle na nowo zalewa El Fortin, jak i inne wioski i osiedla.
          Od trzech miesiecy ludzie mieszkaja w namiotach... Dalej nikt niewie, co bedzie
          dalej. Wyjatkowe sa tez tegoroczne opady. Po kilku latach skromnych w opady,
          tego roku natura wody nam nie zaluje. Mowia miejscowi ze w kwietniu to juz
          rzadko kiedy by mocno padalo. A tymczasem..prawie dziennie deszcz. A jak juz w
          tropiku leje, to naprawde porzadnie. Wdze to tu u nas w domu...kanaly
          odprowadzajace wode nie nadazaja..woda sie zbiera i zalewa czesto cale nasze
          wewnetrzne wirydarze. Na szczescie, dom jest nieco wyzej i do wnetrza woda nie
          wchodzi. A przy takim deszczu...co sie w miescie dzieje !. Wszystko w wodzie..,
          w centrum sa kanaly do ktorych teoretycznie ma ta woda splywac, ale
          najczesciej splywy do nich sa zatkane...woda rozplywa sie na ulice. Samochody
          wieksze jada jak po rzece. Mniejsze, czesto nie moga przejechac A peryferia
          miasta to juz tragedia. Tam niema asfaltu, niema kanalow, domy nie sa
          solidne... Wszystko wiec w wodzie, nie dojezdza zaden autobus, zaden samochod.
          Dzieci nie docieraja do szkol, chyba ze ida wplaw przez wode, wielu ludzi nie
          dociera tez do miasta do pracy. To widzimy tez nieraz po naszych
          pracownikach...mowia mi czesto „ bracie, niema jak sie z domu wydostac”. Takie
          to sa uroki wielkiego, ale niestety niezorganizowanego miasta Santa Cruz.
          Podobnie dzieje sie tez w innych miastach boliwijskich. I trzeba lat, zeby to
          jakos zorganizowac i usprawnic. Ale kto to ma robic..? rzad tym sie nie
          przejmuje.

          Mysle ze pomalu dla tego wybranego z wielka „gloria” rzadu, koncza sie tez
          rozowe czasy. Kiedy to ludzie obsypywali nowego prezydenta kwiatami...Teraz
          przychodzi czas, ze bedzie musial sie wykazac jak bedzie realizowac swoje
          wielkie obietnice z kampanii przedwyborczej. Narazie w kraju coraz wiecej
          nowych problemow, strajkow, znow blokad drog. Blokowana jest np. Glowna droga
          z Argentyny...od tygodnia stoi wiec z towarem setki ciezarowek. Zaczyna byc
          problem z dieslem ktory tez przywozony jest z Argentyny. A jak niema paliwa..to
          ceny ida w gore. Widze to, bo prawie dziennie rano robie zakupy dla domu.
          Poszly juz w gore ceny owocow, warzyw...szczegolnie tych przywozonych z innych
          regionow, lub z sasiednich panstw.

          Glownym jednak problemem na dzien dzisiejszy, o czym pisze prasa, mowia srodki
          masowego przekazu, to problem Boliwijskich lini lotniczych LAB. Firma
          istniejaca ponad 80 lat, dajaca jakby nie bylo kilku tysiocom ludzi prace,
          zbankrutowala. Nie tylko piloci, obsluga samolotow, ale tez caly personel
          techniczny naziemny, caly administracyjny zostal ...na ulicy. Nikt z firm
          krajowych nie jest w stanie zainwestowac w firme, takze panstwo. Zas dla
          inwestorow zagranicznych sytuacja polityczna i spoleczna bez konkretnej
          stabilizacji nie jest obecnie w zaden sposob korzystna i zyczliwa. Oj ta nasza
          Bolivia.. Quo vadis ???!



          Ale dzis niedziela Palmowa...wiec od rana przez ulice miasta z palmami, takimi
          prawdziwymi, nieraz wielkimi zdazali ludzie do kosciolow, kaplic. Zawsze w
          Niedziele Palmowa jest wyjatkowo duzo ludzi w kosciolach. Tak wlasciwie w
          ten „Wielki Tydzien” zaczyna sie w Boliwii prawdziwy czas Wielkiego Postu. W
          ubieglym roku przezywalem piekna Niedziele Palmowa z barwna procesja w
          Concepcion. Byl wtedy O. Flavian z grupka ludzi ze swej parafii. Przezywali to
          bardzo i zabrali nie tylko wspomnienia ale i piekne zdjecia do siebie do
          Bawarii. W tym roku jestem u nas..w troche innej atmosferze.

          Od kilku tygodni dzieje sie u nas sporo. Jak juz wspominalem, powiekszamy te
          nasza juz 50 letnia zasluzona kaplice. Po prostu jest juz za mala. Jak wiecie
          ogolnie parafia ma blisko 100 tys. Ludzi, razem jest 16 kosciolow i kaplic. Ale
          to wlasnie ta kaplica tu przy naszym convencie jest tym zalazkiem, od niej sie
          wszystko zaczelo. Ogolnie, nie bedzie ona i w przyszlosci bardzo wielka...ale
          pomiesci wiecej ludzi, bedzie bardziej przestrzenna, wiecej bedzie tu mozna
          robic. Chcemy by ta kaplica „matka” tej poteznej parafii, nabrala wiecej zycia.
          Spieszymy sie bo 13 06. na sw. Antoniego swietujemy 50 lecie parafii, chcialo
          by sie juz miec ja do tego czasu chociaz pod dachem...a jak to
          mowia „kosmetyke” zrobi sie pozniej.

          Zobaczymy, narazie prace utrudniaja ciagle deszcze. A narazie, postawilismy
          zadaszenie, wlasciwie taka prowizoryczna hale ktora sluzy i jako kaplica i jako
          miejsce spotkan, szkolen itd. Cieplo jest, a najwazniejsze ze nikt nie musi
          moknac. Dzis wiec w tej prowizorycznej kaplicy swietowalismy Niedziele Palmowa.



          W wikariacie, na naszych parafiach wyglada znow wszystko zupelnie inaczej.
          Wielki Tydzien ma swoj szczegolny charakter. Z pieknymi procesjami, piesniami,
          modlitwami czesto w jezykach miejscowych. Ludzie pielegnuja pewne tradycje
          jeszcze z czasow redukcji jezuickich. Mimo ze prawie 200 lat trwalo od wygnania
          Jezuitow do pojawienia sie pierwszych franciszkanow, te tradycje byly
          pielegnowane. Wielu turystow na ten czas przyjezdza do miejsc dawnych redukcji
          by uczestniczyc w tych bardzo religijnie przezywanych , ale tez barwnych
          ceremoniach Wielkiego Tygodnia.



          Razem z Osvaldo ciagnac bedziemy jeszcze „procure” do czwartku w poludnie.
          Wiekszosc ludzi z Vikariatu byla juz w miescie w ub. dwoch tygodniach.., wiec
          mielismy wielki ruch. Teraz mysle bedzie spokojniej, bo kazdy jest na swoich
          parafiach w Wielkim Tygodniu. Niemniej..napewno bedzie i te dni co robic.

          Zapraszano mnie na ten czas na „campo”, czyli w teren, mysle jednak ze zostane
          w domu. Tutej kazdy tez ma w tym czasie „urwanie glowy”. A ktos troche musi
          zadbac o atmosfere swiateczna w domu, do tego dwaj chorzy juz nasi seniorzy. Sa
          jeszcze w miare samodzielni...ale wiem, ze czuja sie pewniejsi gdy ktos jest
          w domu..

          Moze...wkrocze w ktorys dzien do kuchni i zrobie cos „naszego”, bede widzial
          jak z czasem sie wyrobie.



          A narazie Tobie – Wam zycze glebokiego przyzycia tego Wielkiego Tygodnia,
          zabierzcie cos do serca z tych dni na caly nastepny rok. A juz w przyszla
          niedziele wiele radosci, nie jestesmy nigdy sami ! Chrystus Zmartwychwstal !!!!

          Wspanialych, radosnych swiat Wielkiej Nocy !!!!

          Tarcisio OFM – J

          • ballest Re: z dalekiej Boliwii....... 22.05.06, 09:18
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=25127706&a=25221678
            Tu cos od Borasci na ten temat!
Pełna wersja