sloneczko1
19.05.06, 21:26
Santa Cruz 05.03.06.
Pierwsze marcowe dni w Santa Cruz nie byly zbyt gorace. Slonce przebijalo sie
tylko od czasu do czasu przez chmury. Czasami popadalo troche, byla nawet raz
wichura ktora powalila kolejne drzewo w wirydarzu naszego konventu i to
naprzeciw mojego pokoju. Uslyszalem tylko w czasie popoludniowej siesty, ze
cos wali sie na dach nad moim pokojem...! Mimo wszysto takie temperatury, to
czas bardzo przyjemny. Ani za zimno, ani za goraco. Daje sie odczuc pomalu,
ze czas najwiekszych upalow stopniowo mija. Owszem czesto z pewnoscia
temperatury nadal beda ponad 30st. C., ale lato sie pomalu konczy. Troche
dni tez sa juz krotsze. Nie ma tu wielkich roznic dlugosci dnia miedzy latem
a zima. Gdzies godzina – poltorej najwyzej. Ale gdy juz rano wstaje, jest
ciemno, co oznacza ze dzien zaczyna byc krotszy. Od kwietnia bedziemy sie
mogli spodziewac tzw. „sur’y” ktore przynosic beda nam ochlodzenie i spadek
temperatur. Rzadko jednak temperatury spadaja ponizej 10 st. C. Wtedy to,
dla miejscowych jest tragedia i prawdziwa zima. Ale, ja tu o zimie a
przeciez wy o tej prawdziwej, mozecie mowic tego roku. Ciagle slysze i
czytam w wiadomosciach, ze wiosny w niektorych rejonach Polski i Niemiec
jeszcze nie widac. Dzis czytam ze znow poludnie niemiec sparalizowane jest
nowymi opadami sniegu. Na zdjeciach z wizytacji w naszej prowincji sw.
Jadwigi, tez ciagle pojawia sie snieg. Zime wiec macie mocna tego roku. A
potem roztopy...i znowu moga byc klopoty z powodziami.
Woda to tez niebezpieczenstwo u nas, pisalem w ostatnim czasie wiele o
powodzi jaka dotknela niektore czesci wikariatu. W miedzyczasie takze brat
Felix jako naoczny swiadek opisal troche sytuacje El Fortin, a biskup Antoni
o innych czesciach vikariatu zalanych woda. Sytuacja ciagle wiele sie nie
zmienia. Jak wspominalem wczesniej, dopoki opady deszczu w gorach nie ustana,
bedziemy ciagle miec do czynienia z woda ktora niesie Rio Grande. Dopiero po
czasie, kiedy nastanie pora sucha i bedzie wiadomo czy rzeka sie cofnie
z „nowych” koryt ktore sobie porobila przez wioski i osady ludzkie, beda
ludzie mogli podjac konkretne decyzje : powrotu, albo osiedlania sie w innych
bardziej pewnych i suchych miejscach. Narazie kilka tys. ludzi
skoncentrowanych jest w kilku jakby „osiedlach” namiotowych. Tam dostarcza im
sie zywnosc i srodku najbardziej potrzebne do zycia...i czekamy. Dzieki
waszej pomocy, mozemy tym ludziom jakos pomagac, wspierac ich. Takze
misjonarze, sa ze swoimi ludzmi dajac swiadectwo solidarnosci w dobrym i w
zlym czasie. Dziekuje wam za wasza pomoc, solidarnosc w modlitwie i w
ofiarach. A taka solidarnosc jak dotad, doznawalismy z Polski, z Niemiec, z
Austrii, nawet z Litwy. Dziekuje i prosze o dalsza modlitwe i pomoc. A
wszystkim ktorzy w szczegolny sposob zaangazowali sie w to dzielo szczegolne
Bog Zaplac.
Inne jest zycie tu w miescie, inaczej wyglada codziennosc „na zewnatrz” z
dala od glownych drog, od tzw. cywilizacji. Miasto ciagle sie rozwija,
powstawaja nowczesne budowle, sprowadzaja sie nowe swiatowe firmy szukajac
nowy rynek zbytu. I jak w kazdym miescie, widac wspaniale domy, limuzyny i
ogromne peryferia biednych chatek, ciagle sprowadzajacych sie nowych ludzi.
Szukajcych pracy i mozliwosci zarobku u boku tych bogatszych. Ale tak ci
bogatsi, jak i ci biedniejsi lubia sie tez czasem zabawic, a szczegolnie w
karnawale. Ten karnawal to maja tu juz we krwi. Ulice zapelniaja sie barwnymi
pochodami, wszedzie slychac muzyke, ludzie ( zwlaszcza dzieci i mlodziez)
oblewaja sie woda, czasem woda zafarbiona ,co moze zniszczyc tez przy okazji
porzadne ubranie. Taki byl tez i ten tegoroczny karnawal tu w miescie..Duzo,
muzyki, tancow. I tak naprawde to sie jeszcze nie skonczyl.. Bo tu nie
umieja skonczyc na Srodzie Popielcowej. Ciagle maja miejsce jakies poprawki
Karnawalu, ciagle sie jeszcze ludzie bawia. Wczoraj gdy wieczorem robilem
swoja „rundke” ulicami Santa Cruz, wiele ludzi siedzialo przed swoimi domami,
przy glosnej muzyce, i jakims kopcacym sie grillu i przekrzykiwala sie cala
rodzina.
Mowil mi O. Cezar ze wczoraj ulicami Cochabamby przez 13 godz. paradowali,
tanczyli, spiewali ludzie Cochabamby. Tak to jest w tej Boliwii, trudno
zmienic pewne tradycje i zwyczaje ktore trwaja tu juz moze dziesiatki a nawet
setki lat. Pomalu jednak uspokoi sie to wszystko, tak ze byc moze na Wielki
Tydzien to bedzie juz naprawde spokojnie.
Dla mnie ostatnie dni karnawalu, nie tyle byly dniami wielkiej zabawy, co
raczej dniami odrobienia roznych zaleglosci w biurze, u siebie, troche
korespondencji, a takze troche odpoczynku. Troche, bo mam tez jeszcze troche
obowiazkow w domu. A ze pracownicy cywilni tez mieli w tych dniach wolne,
trzeba bylo byc nas miejscu , zadbac by nie zabraklo niczego domownikom,
zwlaszcza naszym seniorom.
W ostatni dzien karnawalu trafilo mi tez obchodzic moje kolejne urodziny. W
Boliwii jest zwyczaj swietowac urodziny. Wszystko jednak odbylo sie bardzo
spokojnie i skromnie. Oprocz domownikow, na „urodzinowy” obiad przyjechalo
dwoch braci z sasiedniego Konventu sw. Franciszka. Reszte dnia mialem dla
siebie, spedzilem spokojnie – odpoczywajac. Przy okazji wiec, chce
podziekowac wszystkim ktorzy w tym dniu pamietali o mnie. Wielu przeslalo mi
poczta internetowa zyczenia, wielu odezwalo sie przez internet, lub
telefonicznie. Dziekuje za wasza pamiec, zyczenia, za kazdy „Ojcze nasz...” w
mojej intencji. Napewno nie czulem sie tego dnia sam, napewno nie czulem sie
zapomniany. Dziekuje za wszystko !
Zycie znow wrocilo do normalnego rytmu. Dziennie w „procurze” mamy sporo
ruchu. Bo przeciez Vikariat tez musi funkcjonowac normalnie. Caly ubiegly
tydzien w Concepcion, pod przewodnictwem biskupa Antoniego odbywala sie „
Asamblea Pastoralna” – czyli spotkanie odpowiedzialnych za prace w parafiach,
w misjach naszego wikariatu. Takie spotkania sa wazne by wypracowac i
koordynowac pewne wspolne „programy” i plany pastoralne .
Widze tez ze od czasu kiedy mamy nowego proboszcza tutaj w San Antonio, ma
miejsce wiecej spotkan organizacyjnych z wszystkimi odpowiedzialnymi
bezposrednio za prace w tej naszej poteznej 100 tys. parafii.
Coz pozatym...Dzis wraca do Niemiec do Trier ‘u Dr. Helerhorst – okulista.
Co roku od ponad 20 lat poswieca czesc swojego urlopu 3 – 4 tygodnie i jako
voluntariusz na wlasny koszt przylatuje i pracuje w jednym ze szpitali
badajac, leczac i operujac bezplatnie ludzi chorych na oczy. Ma tutaj opinie
bardzo dobrego okulisty, wiec ludzie co roku oczekuja juz jego przyjazdu.
Przez caly ten czas pobytu w Santa Cruz, zamieszkuje juz tradycyjnie w naszym
konvencie. Daje sie zaobserwowac ze rano po sniadaniu jedzie do szpitala, a
wieczorem naprawde zmeczony wraca do konvetu. Podziwiamy i jestesmy mu
wdzieczni za ta ofiarnosc i bezinteresowna pomoc dla ludzi w Boliwii. Mimo
ze ma bardzo wiele pracy w klinice w niemczech, juz zapowiedzial sie ( Jak
Pan Bog pozwoli) na przyszly rok.
To tyle tego normalnego zycia boliwijskiego...
Pozdrawiam wszystkich....i zycze tez troche czasu spokoju i zadumy w Wielkim
Poscie – 2006.
Tarsicio J L OFM