Fane ślonske zajty :o)

06.06.06, 14:56
Witom, bo downo mie sam niy bouo. To żech wysznupou w necu. Toż ludzie uczcie
sie śpiywać co sie nom przido, jak sie kaj spotkomy przi ruszcie na wooszcie.
Możno tyż co uobalymy jak nasi bydom kulali bal! ;o)
www.spiewnik.itatis.pl/
www.utopek.itatis.pl/
    • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 13.09.06, 23:39
      Kiej sie w głowie rozum jeży
      - to wykipi ciasto z dzieży.
      • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 13.09.06, 23:41
        Kowolu, kowolu ukujże mi zomeczek...

        Wysoki zomeczek
        jeszcze wyższa skała
        powiedz mi kochanko
        o coś ty płakała.

        Płakałach kochanku,
        płakałach o ciebie,
        jageś stał pod oknem,
        padoł dyszcz na ciebie.

        Padał dyszcz na ciebie
        bardzo wielkie kraply,
        umokły na tobie
        twoje drogie szaty.
        • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 13.09.06, 23:45
          Zwykła tradycja Ślazaków wiązała się z pracą zawodowaą i życiem rodzinnym.
          Zwyczaj nakazywał, aby nawet budzić dzieci, kiedy ojciec wychodził na nocną
          szychtę. Moment pożegnania wychodzącego do pracy górnika dopuszczał
          uzewnętrznienie uczuć. Dlatego też żona "obłapić" męża i "mile" całuje.

          Atmosferę tego momentu najlepiej odzwierciedla ten fragment Łukasza Wallisa:

          Gdy rano zadzwonią,
          górnik się ubiero,
          żona lamkę daje
          i drzwi otwiero.

          Przytym go obłapi,
          mile pocałuje,
          szczęśliwej roboty
          i szychty winszuje.
          • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 13.09.06, 23:49
            Ale życie to nie tylko sielanka. Szczegolnie gdy w grę wchodzi alkoholizm. On
            to zmienia standart rodzinny. Można więc przypuszczać, że żona zmuszona jest do
            pewnych działań na rzcz wypchania męża do pracy, prosto po cieżkiej libacji,
            lub po meczu kulali bulali. I tak o tym jest ta pieśń:

            Chłopecku złoty
            wstoń do roboty
            wstoń, bo już czas
            na "Kleofas".

            Wstoń chłopecku wstoń
            a łón nie wstaje !
            To spróbujemy jutro go dobudzić ;)
            • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 13.09.06, 23:50
              Już buczek piszczy
              już idą wszyscy,
              wstoń, bo już czas
              na "Kleofas"

              A łón nie wstoje ;)))))
              • ballest Re: Fane ślonske zajty :o) 14.09.06, 06:23
                jou stanou;)
                • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 14.09.06, 19:41
                  to dobrze, bo:

                  Jak se sfolgujesz
                  szychta zbumlujesz,
                  wstoń, bo już czas
                  na "Kleofas".
                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 14.09.06, 19:43
                    Jak nie zarobisz
                    som se zaszkodzisz,
                    wstoń, bo już czas
                    na "Kleofas"
                    • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 15.09.06, 23:34
                      Jak se sfolgujesz
                      szychta zbumlujesz,
                      wstoń, bo już czas
                      na "Kleofas".

                      Kto długo lygo,
                      chlyb go odbiygo
                      wstoń, bo już czas
                      na "Kleofas"

                      Jak nie zarobisz
                      som se zaszkodzisz,
                      wstoń, bo już czas
                      na "Kleofas"
                      • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 15.09.06, 23:35
                        Co by nie powiedzieć to moment wyjścia górnika do pracy miało ogromne znaczenie
                        w tradycji

                        I tak rok za rokiem
                        chodzimy miedzami,
                        śpiewam, pogwizduję
                        razem z kolegami.
                        • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 16.09.06, 19:26
                          Zajmimy się teraz powrotem z pracy , to również należało do kultowej tradycji
                          rodzinnej. No więc tak:
                          " To było cało wielko ceremonio z tym myciem - wspomina górnik z Piekar - bo
                          ojciec przychodził czorny, jak nie przymierzając Murzyn, i był tyż zmęczony, i
                          od progu upominoł sie o jedzenie. Woda zaś musioła być przyrychtowano tako ani
                          za gorko, ani za zimno. Wiela sie człowiek wycierpioł jak z tym nie trafił (...)
                          Potym dopiero siadoł do obiadu czy wieczerzy.

                          Idzie prosto ku domowi
                          i se pogwizduje,
                          a tam w domu jego żonka
                          już objod szykuje
                          • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 16.09.06, 19:27
                            Dzieci lecą naprzeciwko
                            z radosnej ochoty,
                            i wołają: nasz taciczku,
                            witajcie z roboty !

                            Ogromna radośc z powrotu taty i jaka energiczna... :)
                            • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 17.09.06, 00:11
                              No ale taciczku tyż sie od życia coś należy, może jakaś wspólna biesiada przy
                              piwie ? Prosze bardzo już ją mamy:

                              Idzie górnik z roboty
                              z fajki mu się kurzy,
                              zakręcił do kamiczki,
                              coś go w gardle suszy.
                              • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 17.09.06, 00:11
                                Torba z klockiem położył
                                wypluł sie morowo,
                                bo w gardle dropał pył,
                                trza go spłukać zdrowo.
                                • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 17.09.06, 18:30
                                  Z kamratami sie wito,
                                  zasiednął przy stole,
                                  i jak mu fedrunek szoł
                                  opowiado w kole.
                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 17.09.06, 23:12
                                    Piniądze porachowoł,
                                    nie ma wiele tego,
                                    i za sześć piętaków doł
                                    naloć "Tychowskiego".
    • szwager_z_laband Re: Fane ślonske zajty :o) 18.09.06, 07:01
      www.montes.pl/Montes12/montes_nr_12_21.htm
      • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 18.09.06, 19:43
        A, dzięki Laband, tym artykułem można sie pochwalić. Jak widać nic nie idzie na
        marne i liczą się z internetowymi forami i opiniami. Cieszę się, że choc wolno
        mowić o waszych marzeniach i jeżeli czujecie się mocni, pewni w tym działaniu
        to wszystkie przeszkody pokonacie. Ludzie , którzy nie czują się wolni na tej
        ziemi są ludźmi nieszczęśliwym, a nie tego pragniemy przecież.
        To są dobre wieści Laband
        Szczęść Boże

        Jak sie górnik pokrzepił
        kuflem "Tychowskiego"
        torba z klockiem zawiesił:
        Na dzisiej dość tego.
        • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 18.09.06, 19:55
          Z kamratami dobrze jest,
          ale czas ucieko,
          a tam w domu na ojca
          też rodzina czeko.
          • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 19.09.06, 19:34
            A jak to bywało w górnictwie najwięcej pieśni powstawało o warunkach pracy i
            taka jedna z 1898 zanotowana w Rozbarku (dziś dzielnica Bytomia) znajdzie się w
            naszym spiewniku. To bedzie taki tasiemcowy ślaski serial :)

            Przychodzi na gruba,
            do cechowni idzie,
            czeko na kamrata,
            aż ze szybu wyjdzie.
            • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 19.09.06, 19:35
              Potem go sie pyto,
              jeśli sie opłacił,
              poprawiół sie galmón
              czy się wcale stracił.
              • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 19.09.06, 19:35
                Kamrat mu odpowie:
                "Dobro tam robota !"
                A gdy tak usłyszy,
                mo lepszo ochota.
                • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 20.09.06, 19:59
                  Uzbrojony lampą,
                  kilofem i rogiem,
                  sztygar recytuje,
                  powie: "Idźcta z Bogiem !"
                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 22.09.06, 19:26
                    Zaraz po tym słowie
                    już kożdy wychodzi
                    i z wielką ochotą
                    ku szybowi godzi.
                    • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 22.09.06, 19:49
                      I przyjdzie do budy,
                      na chwilkę se siędzie,
                      każdy sobie wzdycho:
                      "Jak też ześ dziś bedzie ?"
                      • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 23.09.06, 19:33
                        Ciągorz drzewo rąbią
                        i na ogień wali,
                        śleper idzie naprzód,
                        gdy lampe zapali.
                        • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 24.09.06, 11:26
                          Potem znowu górnik
                          do kibla wstępuje,
                          ciągorz chyci za róg
                          i na dół hanguje.
                          • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 24.09.06, 19:27
                            A gdy zjedzie na dół,
                            to idzie do przodku
                            i narzeko sobie,
                            że prochu malutko.
                            • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 24.09.06, 22:18
                              Na ślepera zawoło,
                              aby sie pośpieszół
                              siebie i ciądorzy
                              robotą ucieszół.
                              • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 25.09.06, 19:21
                                Gdy kupę nakopie,
                                galmón wyklęzuje,
                                śleper z kiblem loto
                                i na wierch fedruje.
                                • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 25.09.06, 23:14
                                  W górach gdzie jest twardo
                                  musi próchem strzelać,
                                  a co proch nie urwie,
                                  żelczkami zbijać.
                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 25.09.06, 23:31
                                    A gdzie piasek z wodą,
                                    deskami zakładać,
                                    fale naokoło
                                    pyrlikiem pobijać.
                                    • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 26.09.06, 19:27
                                      Gdy górnik miarkuje,
                                      że połednie będzie,
                                      idzie na podszybie
                                      i do kibla wsiędzie.
                                      • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 27.09.06, 19:17
                                        Ciągorze miarkują,
                                        czego tam górnik chce
                                        wyciągną go prędko,
                                        siednie se na ławie.
                                        • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 28.09.06, 19:25
                                          Przejdzie sie po budzie,
                                          wygląda przez szpaty
                                          ciągorz nie pyta,
                                          gdzie teraz jest stary.
                                          • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 28.09.06, 22:43
                                            Już jest przy cechowni,
                                            już też chnet zadzwóni,
                                            sztygar też tam wcześniej
                                            wyjechać nie bróni.
                                            • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 28.09.06, 23:09
                                              Ciągorz drzewo rąbie,
                                              drugi buda zawrze,
                                              żeby sztygar nie wlozł,
                                              dobrze kołem podprze.
                                              • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 29.09.06, 19:18
                                                Gdy jedne oddzwóni,
                                                to jeden mo wołać,
                                                bo ciągorze ślepra
                                                szli na dół hangować.
                                                • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 30.09.06, 19:35
                                                  A kiedy tam zasną,
                                                  a sztygar ich chwyci,
                                                  to aż Bogu miło
                                                  pisze po trzy ćwierci.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 30.09.06, 19:35
                                                    Potem ich to mierzi:
                                                    Trza nam tego było,
                                                    ano, jakóż, kamrat,
                                                    kiej nam sie skiepcyło.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 01.10.06, 19:55
                                                    A gdy przyjdzie miesiąc,
                                                    po pieniądze śpieszy,
                                                    żonka sie raduje,
                                                    cały dóm sie cieszy.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 02.10.06, 19:26
                                                    Gdy majster od szychet
                                                    'po pieniądze' woło
                                                    wszyscy górnicy go
                                                    obstępują dokoła.

                                                    Sztygar recytuje,
                                                    pieniądze rozdaje,
                                                    szychty, olej, kary,
                                                    wszystko im wyznaje.

                                                    Jak mu dobrze poszlo,
                                                    serce mu sie śmieje,
                                                    jak źle, to wyzywa,
                                                    żółć się w nim już leje.

                                                    Zaliczki odciągali,
                                                    szychty mu brakuje,
                                                    psi tam chyba wiedzą,
                                                    czemu mu brakuje.

                                                    Gelmanu ujęli,
                                                    dyng mu potargali,
                                                    a jeszcze go przy tem
                                                    prózniakiem nazwali.

                                                    Loto tak z pieniądzmi,
                                                    karta trzyma w rece,
                                                    niech tam, kroćset, robi
                                                    za takie pieniądze.

                                                    A gdy sie uwrzeszczy,
                                                    uskarży każdemu,
                                                    potem sie zabierze
                                                    i idzie do domu.

                                                    Koniec pieśni, ukazujący opis pracy górniczej i codziennośc podziemnego trudu.
                                                    Dawna pieśń o warunkach górniczej pracy.

                                                    To chluśniem bo uśniem ;)
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 02.10.06, 19:27
                                                    Jak jo ida z karczmy do dom,
                                                    trzeba dwóch co mie wiedą,
                                                    trzeci naprzód postępuje,
                                                    droga do dom pokazuje,
                                                    cało wieś sie z tej parady raduje.

                                                    Jeden nogi mi prostuje,
                                                    drugi mnie podtrzymuje,
                                                    jako wieprza mie prowadzą,
                                                    kaj mie zawrzeć mają, radzą,
                                                    sami ledwie mej słabości poradzą.

                                                    Żoden tego nie uwierzy,
                                                    co pijok wystoć musi,
                                                    do gnojówki nieroz wleci,
                                                    uciekają przed nim dzieci,
                                                    kogo spotko, to niezdrowo mu kluci.

                                                    Załęska Hałda 1947
                                                  • ballest Re: Fane ślonske zajty :o) 02.10.06, 19:38
                                                    fajnie to napisalas

                                                    jou tysz cos mom:

                                                    jak jou szou z karczmy do dom
                                                    a tam se wieprz kalou
                                                    a jou myslou, ze to kamrat,
                                                    przy niym se uwalou
                                                    a wieprz se przewrociou,
                                                    szturchnou mnie ryjoukiem
                                                    a jou dobry do kamrata
                                                    przykrou kapudroukiem
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 02.10.06, 19:42
                                                    bardzo zabawne sa te stare piosenki śląskie.

                                                    > a wieprz se przewrociou,
                                                    > szturchnou mnie ryjoukiem
                                                    > a jou dobry do kamrata
                                                    > przykrou kapudroukiem

                                                    ;)
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 02.10.06, 23:49
                                                    Górnicy , górnicy,
                                                    co węgiel kopiecie,
                                                    pod ziemią siedzicie,
                                                    o świecie nie wiecie.

                                                    Na świecie , na świecie,
                                                    słoneczko nam grzeje,
                                                    a u nas w kopalni
                                                    pot cięgiem sie leje.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 03.10.06, 19:43
                                                    Wlazła koza mi do izby, jak becy, tak becy,
                                                    biera mylok ze komory i piera bez plecy.

                                                    Koza fiknęła do okna, strzaskała donicki,
                                                    musiołech skorupy zbierać ze ziemi do mycki.

                                                    Jesce długo tak skokała, jo na piecu siedzioł,
                                                    bo wydoić sie dać chciała, jo o tym nie wiedzioł.


                                                    ----
                                                    mylok - laska w żarnach do obrotu kamienia mielacego ziarno
                                                    mycka - mała okrągła czapeczka bez daszka.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 04.10.06, 19:30
                                                    Wlazł kotek na płotek i mruga,
                                                    piękna to piosenka niedługa.

                                                    Wlazł kurek na murek i pieje,
                                                    a Hanysek z kureczką sie śmieje.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 05.10.06, 19:30
                                                    Wlazł pies do kuchni, porwał mięsa cwierć,
                                                    jeden kucharz głupi skazał go na śmierć,
                                                    a drugi kucharz mądry, co litość w sercu miał,
                                                    postawił mu pomnik i taki napis dał.

                                                    Wlazł pies do kuchni, itd...
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 05.10.06, 19:31
                                                    Idzie wilczek drogą, koza po zagónie:
                                                    pódź ino, kozuchno, pódźżyż ino ku mnie.

                                                    Nie pójda, wilczoszku, bo tam wielkie lasy.
                                                    Pódź ino, kozuchno, zedrze z ciebie pasy.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 06.10.06, 19:22
                                                    Dyle dyle dylu dylu dylu,
                                                    na gajdeczkach Zeflik gro,
                                                    a dziewuszka, bosonóżka,
                                                    kozy na ugory gno.

                                                    Dyle dyle dylu dylu dylu,
                                                    przestoł Zeflik piyknie grać
                                                    i dziewuszce, bosonóżce,
                                                    pomógł kozy w ugor gnać.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 07.10.06, 19:24
                                                    Kaj to idziesz, Kokocie ?
                                                    Na zolyty do ciocie.
                                                    Co tam niesiesz pod pażą ?
                                                    Garnek masła piekarzom.

                                                    A co niesiesz w koszyku ?
                                                    Dwie kwaterki sobczyku,
                                                    trzy żymły i leberka,
                                                    bo byłech u faterka.

                                                    Zostań ze mną, Kokocie,
                                                    po co mosz iść do ciocie,
                                                    wypijemy kwaterka,
                                                    skosztujemy liberka.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 08.10.06, 19:15
                                                    Baran się ożenił, owca za mąż poszła,
                                                    koza ogon wywinęła, świnia jajko zniosła.
                                                    Hola chlopcy, hola , żywo,
                                                    palcie fajki, pijcie piwo,
                                                    hola chłopcy, hola dra,
                                                    róbcie wy to, co i ja.

                                                    Stodoła się rozhukała, zająca goniła,
                                                    gdy się izba dowiedziała, oknem wyskoczyła.
                                                    Hola chlopcy, hola , żywo,
                                                    palcie fajki, pijcie piwo,
                                                    hola chłopcy, hola dra,
                                                    róbcie wy to, co i ja.

                                                    Oprosiła się nom świnia w stodole na grzędzie,
                                                    miała wieprzka bez ogona, wojok z niego bedzie.
                                                    Hola chlopcy, hola , żywo,
                                                    palcie fajki, pijcie piwo,
                                                    hola chłopcy, hola dra,
                                                    róbcie wy to, co i ja.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 09.10.06, 19:29
                                                    Pistulko, Pistulko, rabusiu siarowy,
                                                    kaj ty zanocujesz: u panny czy wdowy ?

                                                    Idź do panieneczki, idź se do wdoweczki,
                                                    ino ty omijej fałeszne dzieweczki.
                                                  • szwager_z_laband Re: Fane ślonske zajty :o) 09.10.06, 20:33
                                                    Poszou roz Pistulka do Laband zolycic
                                                    i go jedna frelka daua szandrom chycic

                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 09.10.06, 23:39
                                                    szandrom - ide sobie przetlumaczyć to :)

                                                    A mój ojciec był stolarzem, stolarzykiem byłech jo,
                                                    ojciec robił kolybeczki, do kolybki robił jo.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 09.10.06, 23:44
                                                    szandrom - ide sobie przetlumaczyć i poszłam i szukałam i nima :)

                                                    Stare baby powiadały,
                                                    że chachary pozdychały
                                                    że chachary żyją
                                                    i gorzała piją.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 10.10.06, 19:30
                                                    Powiadają ludzie, że nas bieda dręczy,
                                                    na złośc ludziom dziś zrobimy i tańcować bedziemy.

                                                    Używajmy świata, póki służą lata,
                                                    bo jak się postarzejemy, tańcować nie bedziemy.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 11.10.06, 19:18
                                                    Dzisiaj coś cięzkiego z folkloru :)

                                                    Ciężki los górnika,
                                                    głeboko pod ziemią,
                                                    bo ciągle nieszczęścia
                                                    i śmierć ledwie drzemią.

                                                    Skoro dziurę zrobił
                                                    i dynamit włożył,
                                                    dobrze ją zalepił,
                                                    długi lont założył.

                                                    Poszedł w inny ganek
                                                    i czeko wystrzału,
                                                    jak się węgiel urwoł
                                                    wychodzi pomału.

                                                    Porachował strzały,
                                                    wszystko mu sie zgadza,
                                                    a tu nowy wybuch
                                                    przodek zaś rozsadza.

                                                    Już jest po górniku,
                                                    bo pod węglem leży,
                                                    jeno kamrat jego
                                                    na ratunek bieży.

                                                    Wyciaga martwego
                                                    i na wierchu sadzi,
                                                    któż tej biednej wdowie
                                                    na życie poradzi ?

                                                    Koledzy w pogrzebie
                                                    sami trumnę niosą,
                                                    opłakano wdowa,
                                                    nie wiele pocieszą.

                                                    Tak śmierć górnika
                                                    już każdego czeka,
                                                    niechaj górnikowi
                                                    ziemia lekką będzie.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 12.10.06, 19:32
                                                    I następny anonimowy wiersz o ciagłym zagrożeniu w pracy.

                                                    Górnicy, górnicy,
                                                    ciężkie wasze życie,
                                                    śmierć nad wami stoi,
                                                    wy sie nie boicie.

                                                    Ściana sie przewróci,
                                                    nawet piętro spadnie,
                                                    on na to nie zważa
                                                    tylko węgla pragnie.
                                                  • szwager_z_laband Re: Fane ślonske zajty :o) 12.10.06, 19:51
                                                    rita100 napisała:

                                                    > szandrom - ide sobie przetlumaczyć to :)
                                                    >
                                                    > A mój ojciec był stolarzem, stolarzykiem byłech jo,
                                                    > ojciec robił kolybeczki, do kolybki robił jo.


                                                    Szandra to je tela co zandarm(nad piyrszom literkom je kropka:)
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 12.10.06, 19:54
                                                    dzięki Laband, duzo jest takich gwarowych słów, których nie ma z slowniczku
                                                    Waszym. Czy aby nie trzeba go uzupełnić ?
                                                  • szwager_z_laband Re: Fane ślonske zajty :o) 12.10.06, 19:57
                                                    Rita jo sie prziznom ze te suowko poznouech dziynki jednymi slonskymi
                                                    szkryflorzowi, kery je wiyncyj dalyj ze opolskego:)

                                                    Znosz Alfryda B-B i odniego "Saga"

                                                    On reprezyntuje richtik ciekawy nurt slonskosci!
                                                  • szwager_z_laband ps 12.10.06, 20:01
                                                    no tosz konkretnie polecom!

                                                    Alfred Bartylla-Blanke "Rod" ---(te "o" we micie je ze kreskom!)/prziczynek w
                                                    slonskiej sprawie/

                                                    i

                                                    tysz od niego "Wasserpolak 2004 oder ein Drama Mehr"/eine Tragikomödie/


                                                    jak kerys poczebuje wiyncyj danych to niych godo:)
                                                  • rita100 Re: ps 12.10.06, 23:15
                                                    Nie nie znam, a ma on jakies książki ?

                                                    Alfred Bartylla-Blanke "Rod"
                                                    Pierwszy raz się z tym spotykam
                                                  • szwager_z_laband Re: ps 13.10.06, 09:38
                                                    np ta www.terrashop.de/15302551/direktlink/bk_info.php

                                                    sam mauy tekst od tego autora:

                                                    www.silesiasuperior.com/03/AlfredBartyllaBlanke_Wsprawiewlasnej.htm
                                                    sam znondziesz tyn "Rod":

                                                    wysylkowa.pl/ks354962.html

                                                    kedys mi szynknou to:

                                                    www.schlesien-heute.de/books/traenen.htm
                                                    we Lublinie kaj i moj mauy konsek dali "zgrzeszou" tym:

                                                    webopac.slub-dresden.de/libero/WebOpac.cls?LANG=DE&RSN=13903115&ACTION=DISPLAY&TOKEN=CCKOK508054354


                                                    a sam mosz fragmynty tego "Rod":

                                                    "Alfred Bartylla - Blanke

                                                    Ród

                                                    Przyczynek w sprawie śląskiej

                                                    Współpraca: Georg Pospiech
                                                    Copyright: Alfred Bartylla-Blanke

                                                    ISBN 83 - 913071-6-6
                                                    Wydanie pierwsze - 2000
                                                    88 stron

                                                    Książkę można zamawiać pod tel.:

                                                    077/4148305 (PL)
                                                    02431/980793 (D)
                                                    Alfred.Bartylla-Blanke@t-online.de



                                                    Niewygodny, ale prawdziwy przyczynek w sprawie śląskiej


                                                    Spis treści

                                                    Osoby
                                                    Przedsłowie
                                                    Wstęp
                                                    Od autora
                                                    Ród:
                                                    - Prolog (Scena 1, Scena 2, Scena 3)
                                                    - Akt I
                                                    - Akt II
                                                    - Akt III
                                                    - Akt IV
                                                    Nieodzowny dopisek
                                                    Posłowie
                                                    Karta Wypędzonych

                                                    Ślązakom

                                                    Drogi jest mi Platon, droższa jeszcze prawda

                                                    (Za Cervantesem w „Don Quijote”

                                                    2 część, 9 księga, 18 rozdział)


                                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                                    Osoby

                                                    Pradziadowie
                                                    Dziadowie
                                                    Ojcowie
                                                    Synowie
                                                    Wnukowie
                                                    Prawnukowie (hipotetycznie)
                                                    Ich żeńskie odpowiedniczki
                                                    Osoby pokrewne
                                                    Osoby postronne
                                                    Dramat jest napisany z perspektywy jednego z synów - Syna Alfreda. Jest on
                                                    synem tutaj występującego ojca, wnukiem dziada, prawnukiem pradziada. Natomiast
                                                    tutaj występujący wnukowie są nie jego wnukami lecz wnukami jego Ojca,
                                                    prawnukami jego Dziada i praprawnukami jego Pradziada. Tyle gwoli łatwiejszego
                                                    zrozumienia koligacji osób występujących w dramacie.

                                                    AUTOR


                                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                                    Przedsłowie

                                                    Żadne w tym utworze napomknięte wydarzenie - też te w przypisach nie
                                                    komentowane - żaden dialog, żadna wypowiedź nie są w istocie rzeczy fikcją
                                                    literacką, bądź pobożnym życzeniem autora. Dramat ten powstał z palącego
                                                    życzenia uzmysłowienia i przybliżenia światu fenomenu istnienia tego innego
                                                    Ślązaka, tego nigdzie nie wspomnianego, do świadomości nie przyjętego,
                                                    polskojęzycznego Ślązaka-Niemca i losu, jakim obarczyła go historia.

                                                    Jego to głosy - jego, a nie żadne inne - zadecydowały o sukcesie Niemiec w
                                                    plebiscycie 1921 r. Dziś jest on zrzeszony w Niemieckich Towarzystwach
                                                    Kulturalnych na Śląsku Opolskim oraz w odpowiednich rejonach województwa
                                                    katowickiego; bądź żyje, przeważnie jako „obcy we własnej ojczyźnie”, na
                                                    terenie byłych Niemiec Zachodnich. W obliczu tych faktów wydaje mi się stosowne
                                                    postawienie następującego pytania: Czymże irytuje on tak bardzo zarówno
                                                    Polaków, jak i Niemców, iż nie są oni w stanie przyjąć jego istnienia do
                                                    świadomości?


                                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                                    Wstęp

                                                    Niniejszy dramat, jak już moje - dotychczas nieopublikowane - dzieło
                                                    pt. „Alfrejda z Wesołej monologi po ślonsku” napisałem w gwarze używanej po
                                                    dziś dzień w lasach pomiędzy Opolem a Kluczborkiem. Jak już w wyżej wymienionej
                                                    pracy, uważam za stosowne wyjaśnić pisownię dwóch bardzo dla niej specyficznych
                                                    głosek: „o” pochylonego - tej samogłoski, pośredniej między „o” oraz „u”.
                                                    Dźwięk ten postanowiłem za wzorem „Słownika gwary śląskiej” Państwa
                                                    Czajkowskich i Klukowskich oddać na piśmie poprzez „o”.

                                                    Druga z tych głosek to w transkrypcji tak „n” zaznaczany dźwięk. Odpowiada on
                                                    temu bezpośrednio „g” poprzedzającemu dźwiękowi w takich wyrazach obcych
                                                    jak „dancing” czy „doping”. Patrz także angielskie „long” bądź „strong” czy też
                                                    niemieckie „Sang”, „Klang”, „Fang”.

                                                    Oto już w mych „Monologach” użyty przykład: „Myng sang song” (My tutaj
                                                    jesteśmy) brzmi w transkrypcji „min san son” (dla „o” pochylonego transkrypcja -
                                                    o ile mi wiadomo - nie istnieje).

                                                    Inne niuansy fonetyczne tutaj użytej gwary nie powinny przysparzać Czytelnikowi
                                                    trudności. Aby jednakże dramat ten udostępnić jak największemu kręgowi
                                                    czytelników, następuje po każdej wypowiedzi bohaterów dramatu jej przekład na
                                                    język ogólnopolski. W przekładzie tym nie starałem się Czytelnikowi udostępnić
                                                    odrębności gwary śląskiej, lecz użyłem słów i zwrotów, jakich intuitywnie by
                                                    moi bohaterowie użyli, gdyby posługiwali się oni językiem literackim.

                                                    Alfred Bartylla-Blanke


                                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                                    Od Autora

                                                    Znaczna część autentycznych dialogów będących podstawą niniejszego dramatu
                                                    odbywała się w skąpej, nieporadnej, kalekiej niemczyźnie, tak typowej dla
                                                    sporej części górnośląskiego ludu. Inne natomiast były prowadzone w poprawnej i
                                                    stosunkowo bogatej, aczkolwiek dla niegórnośląskich Niemców obco brzmiącej
                                                    Niemczyźnie wnuków pokolenia plebiscytowego, którzy ją to sobie po przybyciu do
                                                    Niemiec w ich osobowości jako „Spätaussiedler” (przesiedleńcy) jako język drugi
                                                    świeżo przyswoili; wreszcie niektóre w niczym się od ogółu użytkowników mowy
                                                    Schillera i Goethego nie odróżniającej Niemczyźnie prawnuków wyżej wspomnianego
                                                    pokolenia. By interesującemu nas, autora tegoż dramatu, dylematowi nadać
                                                    literacką szatę, stanęły mi do wyboru języki polski i niemiecki. Po wnikliwym
                                                    namyśle, w którym towarzyszył nam duch Gerharta Hauptmanna, autora, który pewną
                                                    część swoich dzieł stworzył w gwarze małej ojczyzny ich bohaterów,
                                                    zdecydowaliśmy się napisać go w tym, co dla Górnoślązaków jest o wiele bardziej
                                                    cechujące, niż wyżej wymieniona niemczyzna - w ich gwarze, w ich „ojców mowie”,
                                                    w której to też toczyła się pozostała część rozmów pomiędzy prototypami
                                                    bohaterów niniejszego dramatu. Wydaje nam się, iż w końcu tylko ona jest w
                                                    stanie precyzyjnie oddać istotę konfliktu tej części Górnoślązaków, do której
                                                    sam należę: Górnoślązaków o polskim języku, a świadomości narodowej niemieckiej.

                                                    Istnienie tychże Ślązaków było i jest w Polsce przemilczywane. Tego stanu
                                                    rzeczy nie zmieniło istotnie nawet prawne-przez co niemniej chwalebne-uznanie
                                                    niemieckiej mniejszości narodowej w Polsce. W odpowiednich źródłach można
                                                    przeczytać, iż tylu a tylu Ślązaków wotowało swego czasu za Polską, a tylu za
                                                    Niemcami. Kropka. W ciągu dalszym nie można o tych drugich i ich potomstwie
                                                    znaleźć już żadnego słowa, w ciągu dalszym jest już tylko - ich ponad wszelką
                                                    miarę gloryfikująca - mowa o tych polskich Ślązakach, jakoby ci niemieccy w
                                                    ogóle nie istnieli. (Taki sam los spotyka tych Ślązaków, którzy są „tylko”
                                                    Ślązakami). Znaczną część owych Górnoślązaków-Niemców zweryfikowano po 1945 r.,
                                                    jako „rodzimych” Polaków. Owa weryfikacja jest tylko jeszcze uzasadnieniem jako
                                                    źródła dowodowego tejże „rodzimej polskości”. Fakt ten jest o tyle absurdalny,
                                                    ile bezwartościowy: w weryfikacji po 1945 r., bazującej na „wolnej woli”,
                                                    oświadczenie delikwenta nie odgrywało najmniejszej roli; bicie pięścią w twarz
                                                    ostateczny argument dla jego „rodzimej polskości”. Zwyczaj ten był jeszcze w
                                                    latach siedemdziesiątych praktykowany. Autor sam tego doświadczył, kiedy n
                                                  • szwager_z_laband Re: ps 13.10.06, 09:39
                                                    Zwyczaj ten był jeszcze w latach siedemdziesiątych praktykowany. Autor sam
                                                    tego doświadczył, kiedy na wezwanie posterunku MO napytanie: narodowość?
                                                    odpowiedział „niemiecka” (W innych sytuacjach nawet przyznawanie się do
                                                    polskośći na kolanach nie ratowało przed kaźnią; patrz obóz w Łambinowicach.)

                                                    Byłoby rzeczą piękną, gdyby nas, niemieckich Górnoślązaków, zaczęto w końcu
                                                    postrzegać jako fenomen rzeczywiście istniejący, mający jego naturalne
                                                    zrozumienie w historii naszej małej ojczyzny i przestano nas traktować jako
                                                    ludzi nieistniejących, bądź niegodnych, bo ich niemieckością tę jedynie słuszną
                                                    i jedynie świętą, bo polską - sprawę kalających.

                                                    Rzeczą piękną byłoby, gdyby szowinistyczne wypowiedzi w rodzaju: „Ślązak, który
                                                    staje się Niemcem, traci swoje człowieczeństwo*” dystansowało towarzysko i
                                                    zawodowo ludzi je czyniących.

                                                    Równie piękną rzeczą byłoby, gdyby Polacy zdali sobie sprawę z tego
                                                    najzwyklejszego na świecie faktu, iż jeżeli już bycie Polakiem jest zaszczytem,
                                                    to przecież nie większym niż bycie, na przykład Komiakiem, Jakutem czy Zulusem,
                                                    a także - bycie Niemcem. Że u Boga nie liczy się, jak to swego czasu
                                                    sugerowała „Nowa Trybuna Opolska”, polska narodowość śląskich kapłanów,
                                                    beatyfikowanych ostatnio przez papieża, lecz tylko i jedynie ich postawa
                                                    moralna. Że byli oni Polakami, jest przypadkiem. Mam nadzieję, iż oni sami o
                                                    tym wiedzieli, iż wiedzieli, że istnieje coś większego, szlachetniejszego niźli
                                                    bycie Polakiem: bycie człowiekiem. Jedynie próba bycia człowiekiem, świadoma
                                                    lub podświadoma, czyni bowiem sama przez się błogosławionym - a nie pióro
                                                    dziennikarza, bądź wotum papieża; a już z całą pewnością nie narodowość.

                                                    Rzeczą najpiękniejszą byłoby, gdyby w Polsce zdano sobie w końcu sprawę z
                                                    faktu, iż zachowanie się Polski i Polaków na Górnym Śląsku miało większy wpływ
                                                    na germanizację Ślązaków, niż wszystkie mniej lub więcej brutalne akcje
                                                    germanizacyjne Bismarcka razem wzięte.W końcu: Aby powstania śląskie zaczęto w
                                                    końcu traktować jak to,czym one były:aktem bezprawia a nie jedną
                                                    z „...najpiękniejszych kart w dziejach narodu polskiego...”, jak się w
                                                    przedmowie „Encyklopedii Powstań Sląskich”,wydanej przez Instytut Sląski w
                                                    Opolu w 1982 roku - i nie tylko tam - twierdzi.

                                                    Powyższymi wywodami autor nie zamierza wywołać wrażenia, jakoby polskojęzyczny
                                                    Górnoślązak-Niemiec wywoływał po stronie niemieckiej jedynie szerokie
                                                    zrozumienie i akceptację. Szeroko rozpowszechnione są tutaj zdziwienie i
                                                    ignorancja, są objawy niechęci oraz bezradności wobec wspomnianego fenomenu,
                                                    także żenujące, małoduszne próby przemilczywania ze strony maluczkich- ale nie
                                                    ma ogólnej zimnej odmowy bądź świadomych prób negacji.

                                                    Nawet Francuzi nie wpadną na pomysł, aby od każdego romanisty żądać bycia
                                                    Francuzem - a przecież nosi on w sobie więcej francuzczyzny, aniżeli dziesiątki
                                                    milionów zwykłych Francuzów. Czyż bycie Polakiem jest czymś więcej, niż bycie
                                                    nosicielem polskiej kultury poprzez język, poprzez „ojców mowę”, poprzez
                                                    przepiękną, poszanowania godną gwarę śląską?

                                                    Alfred Bartylla-Blanke"

                                                  • szwager_z_laband Re: ps 1 13.10.06, 09:42
                                                    Alfred Bartylla - Blanke



                                                    Alfrejda z Wesołej monologi po śląsku



                                                    Slązakom



                                                    Boł wic, wlołz na śpic.
                                                    Społd ze śpica, koniec wica.

                                                    Wstęp

                                                    Jak Zainteresowanemu wiadomo, nie istnieje jednolita gwara śląska. Niniejszy
                                                    tomik, w swej istocie scenariusz dla kabaretysty, napisałem w języku, którego
                                                    nauczyłem się w miejscu mego przyjścia na świat - a urodziłem się w lasach
                                                    pomiędzy Opolem a Kluczborkiem, w przysiółku Wesoła, należącym do wsi Laskowice
                                                    a wraz z nią do parafii Tuły, położonej wtedy na zachodnich krańcach starego
                                                    powiatu oleskiego. Oczywiście, także mowa-i wymowa-okolicznych wiosek, takich
                                                    jak Trzebiszyn (z którego to pochodził mój ojciec),Budkowice Stare i Nowe,
                                                    Bierdzany, których mieszkańcy mieli bezpośredni wpływ na kształtowanie się mego
                                                    języka pierwszego, nie różni się, poza poszczególnymi słówkami, od języka
                                                    Wesołej. Mowa, np. krewnych z Chorzowa, była odczuwana ambiwalentnie: jako
                                                    swoja, ale jednak inna, samoistna.

                                                    Już jako nastolatek zauważyłem, że polski alfabet nadaje się wyśmienicie do
                                                    oddania w piśmie gwary śląskiej. Dwóch głosek nie można jednakże oddać
                                                    bezpośrednio literami polskiego abecadła. Pierwsza z nich to ta dla gwary
                                                    śląskiej bardzo specyficzna, bardzo często w niej napotykana głoska
                                                    pomiędzy „o” i „u”, tak zwane „o” pochylone. Jak zauważyłem w czasie pracy nad
                                                    leżącym przed czytelnikiem dziełkiem, nie istnieje w mym rodzimym dialekcie
                                                    prawie wcale jednoznaczne „u”; używam jednakże tej litery tam, gdzie wydaje mi
                                                    się to stosowne. W mym maszynopisie użyłem do zapisu jednoznacznego „o”
                                                    pochylonego za przykładem „Słownika gwary śląskiej” Państwa Czajkowskich i
                                                    Klukowskich znaku „o”.

                                                    Drugą specyficzną głoską mej gwary to w międzynarodowej transkrypcji tak
                                                    wyrażany dziwięk: „n”. Brzmi on podobnie jak „ng” w angielskich wyrazach „long”
                                                    czy „strong”, bądź też niemieckich „Sang”, „Klang” czy „Fang”; jeszcze
                                                    dokładniej: jak ta bezpośrednio „g” poprzedzająca głoska w polskich wyrazach
                                                    obcych, takich jak „dancing” czy „doping”. Aby ją Czytelnikowi uzmysłowić, roi
                                                    się w moim tekście od „ng” jako że nie widziałem innej możliwości oddania jej w
                                                    piśmie poza dołączeniem literze „n” litery „g”.

                                                    Przykład:

                                                    U mnie w domu nie mówi się:
                                                    „Myn san son” (My tutaj jesteśmy”); w transkrypcji: „Min san son”.

                                                    U mnie w domu mówi się: „Myng sang song”(My tutaj jesteśmy); w
                                                    transkrypcji: „Min san son”( transkrypcja dla „o” pochylonego nie jest mi
                                                    znana.)

                                                    Pozostałe osobliwości fonetyczne języka mej najmniejszej ojczyzny objawią się
                                                    Czytelnikowi automatycznie, jeżeli tylko będzie wypowiadał słowa
                                                    mych „Monologów” tak, jak są one zapisane.

                                                    - - -

                                                    Jeszcze jeden aspekt mych „Monologów” wydaje mi się bardzo istotny. Otóż żyją i
                                                    działają - jak miałem, niestety, okazję się w najnowszym czasie przekonać - na
                                                    Śląsku osoby, które próbują w ich małości oraz wbrew Brücknerowi ukryć przed
                                                    światem - a zapewne także przed sobą samym - fakt, iż w pewnych
                                                    dziesięcioleciach nasilenie germanizmów w gwarze śląskiej było o wiele większe,
                                                    aniżeli ma fenomen ten miejsce dzisiaj bądź miał miejsce, na przykład, w roku
                                                    1850. (Patrz koloniści górnośląscy w Texasie) .

                                                    Jak już w pierwszych linijkach mego „Wstępu” wyraźnie zaznaczyłem, używam w
                                                    nich języka, którego się w pierwszych latach mego życia nauczyłem, bo mówili
                                                    nim ludzie mego otoczenia - o ile nie posługiwali się oni językiem niemieckim,
                                                    który dla obydwu moje poprzedzających pokoleń pełnił wówczas jeszcze rolę
                                                    języka literackiego (mówiono wtedy u mnie w domu tak często po niemiecku, iż
                                                    była mi osobiście w wieku przedszkolnym niemczyzna bliższa, aniżeli język
                                                    ogólnopolski). Innymi słowy archaizuję, co oznacza, iż jest zasób słów tutaj
                                                    użytej gwary aktualny tylko pasywnie i to na ogół u osób starszych mej Małej
                                                    Ojczyzny, gdyż gwara śląska uległa w ostatnich dziesięcioleciach polonizacji .

                                                    Od czasu mego wczesnego dzieciństwa minęło już lat czterdzieści z nadmiarem.
                                                    Czas ten, wspomagany długo patologicznym wyszydzaniem gwary śląskiej przez
                                                    wyżej wspomnianych osobników - a także całkiem przeciętnych obywateli, którzy
                                                    byli zaprogramowani, aby nam, Ślązakom, w miejscach publicznych zwracać uwagę
                                                    na to, iż mówienie gwarą jest obrazą Polskości a jej tępienie służbą na honorze
                                                    Polskiego Narodu - zmienił zarówno jej fonetyczny obraz jak i jej słownictwo.
                                                    Dotyczy to przeważnie germanizmów, ale nie tylko. Tak już w końcu lat
                                                    sześćdziesiątych nikt z mego pokolenia nie nazywał temperówki „śpicerem”,
                                                    gumki „radiyrgominem” a nauczyciela „skolnym” bez narażenia się na kpiny
                                                    rówieśników; przesadne, wręcz dewiacyjne, starania o czystość języka polskiego
                                                    zbierały ich żałosne żniwo.

                                                    Wyżej wspomniane czynniki mogą spowodować, iż niejeden z dzisiejszych
                                                    władających gwarą śląską Czytelników mych „Monologów” ulegnie być może
                                                    zdziwieniu w obliczu niektórych użytych w nich wyrazów, bądź wniesie
                                                    zastrzeżenia co do częstotliwości germanizmów. Niniejszym pragnę wyjaśnić, iż
                                                    nie uważam za moje zadanie oczyszczanie gwary śląskiej z germanizmów lecz
                                                    zachowanie jej dla potomnych w tej formie, w jakiej otuliła mnie ona w
                                                    pierwszych latach mego życia.

                                                    Zapewniam, iż nie wykreowałem żadnego z tutaj użytych słówek osobiście;
                                                    wszystkie one są autentyczne, zasłyszane przeze mnie w dzieciństwie.



                                                    Alfred Bartylla - Blanke


                                                    --------------------------------------------------------------------------------


                                                  • szwager_z_laband Re: ps 2 13.10.06, 09:43
                                                    Prolog

                                                    Coch go napisoł, zeby i tyn nołwiynksy tuk wiedzioł, ło co chodzi.

                                                    Tołwarzise i łobywatele!

                                                    Jescy rołz!

                                                    Panusie i panołckowie! Miyli sochace!

                                                    Bo joł nołprzod pedzioł „tołwarzise i łobywatele”, bo joł chodziol w 60-tych
                                                    latach do skoły, jak myng tang ludowoł bodowali. Wtedy tyn świat boł
                                                    ajnfachowy, byli yno tołwarzise i łobywatele, a ci inksi to byli sekretarze i
                                                    to boło wszystko. Ta roźnica boła, ze sekretarz boł tołwarzisyng i
                                                    łobywatelyng, ale łobywatel i byle jaki tołwarzis nie boł sekretarzyng. Tak
                                                    boło. A panusiow i panołckow nie boło, yno w miejście abo w Londynie.

                                                    Alsoł, jescy rołz:

                                                    Panusie i panołckowie! Miyli sochace!

                                                    Widzang, zejście sie tes tyn srogi werk kopiyli, co sie to nazywoł „Alfrejda z
                                                    Wesołej monologi po ślonsku”. Alfrejd to je joł, Wesołoł to je, dzie joł sie
                                                    boł narodzioł, a monolog to je, jak ftoś som ze sobong gołdoł. Piyrwej myng
                                                    monologow nie znali, choć i u nołs jus zawse ludzie byli, co sami ze sobong
                                                    gołdali, ale myng nie wiedzieli, ze to sie nazywoł monolog, myng myśleli, ze
                                                    taki cowiek to je świyrtninty. Ale potyn przisła ta kultura łod grołfow i
                                                    urzyndnikow as do nołs i prziniosła nong monolog. Alzoł: „monolog” to je jak
                                                    ftoś ze sobong samyng gołdoł, „dialog” to je jak dwoch ze sobong gołdoł, a jak
                                                    trzech, abo wiyncej ludzi ze sobong gołdajong, to to je „larmo” abo „per”.

                                                    Jescy coś: joł sie nazywong Alfrejd, ale mi gołdali Bill Caramba, a to boło
                                                    tak: joł cytoł taky rołmany ło kowbojach i tang boł jedyn taki śeryf, co z
                                                    pistołlong po gospodach lołtoł i ludzi strzyloł, ale yno trzyźwych. Jak łon z
                                                    łozartochoma porzondek robioł, to tang nie stoło. Tyn śeryf sie nazywoł Bill.
                                                    Ło tyng, coch ło tyng jego bańtowaniu w tych ksionskach wycytoł, łozprawioł
                                                    ejch kozdymu kogoch trefioł, cy tyn suchać chcioł cy nie chcioł, a przi tyng
                                                    prawiyniu ejch klon „caramba”. Nie „pieronie”, jak by sie nołlezało na prawego
                                                    Ślonzołka yno „caramba”. A to bez to, bo tyn Bill z tej ksionski mioł takygo
                                                    meksykańskygo kamrata, co tak klon. „Caramba” to nie je po meksykańsku, yno po
                                                    hiszpańsku, ale te Meksykańcyki klnong i gołdajong po hiszpańsku, bo po
                                                    meksykańsku łoni sie jescy nie zdonzyli naucyć, tak jak nieftory Ślonzołk po
                                                    niymiecku. Ja. To jakby tak fto nie wiedzioł, fto to je „Alfrejd z Wesołej” to
                                                    powiydzta mu „Caramba” i to kozdy wiy, izech to je joł. A tera, zołcne panusie
                                                    i zołcni panołckowie, robiang ślus z prologyng i zycang wong dużo śpasu z
                                                    mojymi pociesnymi monologoma.

                                                  • szwager_z_laband Re: ps 3 13.10.06, 09:43
                                                    13.

                                                    Geśichta trzinołstoł, coch jong w łostatnich dniach oktołbra jescy wartko
                                                    napisoł, bo w Ugianach zrobili konkurs, ło ftoryng joł sie prawie ze za
                                                    nieskoro dowiedzioł, ale jescy koniecnie na łostatni driker udział wźonś
                                                    chcioł, zeby inksyng ludziong te fajne prajze przed jejich gambuśkoma
                                                    sprzontnonć, boch tez przecang je snadny a snadny, choć to jes niefajnie.

                                                    Na pewno sie beta, zołcne panusie i zołcni panołckowie, bardzo nad tyng dziwać,
                                                    ize joł tosang ta śkryflanina „geśichta trzinołstoł” nazwoł. Joł jong bez to
                                                    tak nazwoł, nie, boch je pizniynty w kalanicang - choć niewtorzi juz i takoł
                                                    bomba ło mie puściyli, a to nie na prima aprilis - ani bo mi fto naaoł do tej
                                                    mojej siwej gowicki a zapomnioł pomiynsać, ni; joł jong tak nazwoł, bo joł je
                                                    srogi pisołrz, co to juz niejedno, choć nie zawse tang bez fejlerow, napisoł, a
                                                    takich tosang łozprołwkow, jak ta co przed wami lezy, juz aze dwanołście - to
                                                    znacy, hnet prawie cołki mondel.

                                                    Co padołs? Ize, kych tela juz tych geśichtow napisoł, toch mog jednang s tych
                                                    gotowych posłać, a sie nie tela tej roboty robić ze napisaniyng nowej?
                                                    Karlusie, za kogo ty mie mołs? Toz joł za modu i do Ugion na łodpust i do
                                                    Dombrowki na zabawy jejździoł, a tera by mi konkurs we wasej wsi nie boł blank
                                                    nowej geśichty wert?! To ty mie ale źle znołs! Dyć joł nie je zołdyn rysawy
                                                    chachołr spod lasa, yno nas cowiek, choć juz tera dołwno w Miymcach miynskong,
                                                    i wiang genał, co sie nołlezy, bo mie doporzondku mamulka i tatulek wychowali,
                                                    choć zejch jyng mama i papa gołdoł. Choć ejch je taki richtig prawy Łaskowik z
                                                    Wesołej, toch tez je ździebko łaskowski Jyłowik, boch te dwa i pu roku przed
                                                    wyjazdyng do rajchu we Jyłowej miynskoł, a gmina majong Jyłowiki w Ugianach; za
                                                    to majong Ugianiołki wojta we Jyłowej. Z ciebie musi być leber, jak ty myślis,
                                                    ize tacy ludzie jak joł song na to ałs, zeby sie zyciy leky zrobić!

                                                    Ja, zołcne panusie i zołcni panołckowie, zani joł do tych Miymiec pojechoł,
                                                    toch juz boł prawie richtich Jyłowik. Gryfne te dziołchy tang boły wtedy w tej
                                                    Jyłowej a gryfne, a jyłowskyng chopcong ejch nierołz pomog jejich
                                                    nieprzijołcieli śtachetoma strzaskać.A choć myng tez niekiedy sami rzniyńcioł
                                                    dostali, to nie bez to, ize joł tyng jyłowskyng chopcong pomołgoł, yno bez to,
                                                    bo abo myng dostali niesprawiedliwie, abo my byli za bardzo łopici, izeby
                                                    zmiarkować, ze tych drugich boło wiyncej.

                                                    We tej „Tribunie”, we tyng łogłosyniu ło tyng konkursie w Ugianach, stoło
                                                    tak: „Tejmaty song dowolne, pisołrze majong jednak pisać ło tyng, co sie robi
                                                    po blisku.(Miyle widziane song geśichty familyjne, ale tes śtiki ło takich
                                                    chandwerkach, co to song na wytracyniu, i ło zakłołdaniu fyrmow i werkśtelow u
                                                    nołs w doma)” *

                                                    To widzita: tejmaty niby mogong być dowolne, ale ci genał ałfcejlojong, ło
                                                    cyng. To je jak piyrwej: w konstytucji stoło, ize mołs wolność słowa, aleś
                                                    prołdy ło tych chabrasiach w regiyrongu nie śmioł rzec.

                                                    Ło robocie mołs pisać. Choćbyś sie jescy w zyciu nie doś boł nafajfcoł, to
                                                    jescy mołs ło tyng i pisać. Ja. Nie chce tang zołdyn nic wiedzieć ło ruchaniu,
                                                    aze ło ruchaniu. A to przeca je i fajnoł robota i cystoł, bo sie przi niyj nie
                                                    kurzi. Ale nieftory angejber tak cyni, choćby sie to przi niyj smandzioło. A
                                                    jak sie jego kobiyty spytołs, sie to je prołda, to hnet pomiarkojes, ize łona
                                                    juz blank tang rzec zapomniała, ło ftorej ty gołdołs, a skoro sie spamiyntoł,
                                                    ło cyng ty gołdołs, to yno litościwie gowong pokiwoł i powiy: „Tyn borołcek!”

                                                    Abo mołs pisać ło rodzinie. Ty, ło familii mołs pisać! Choćby ci to za mało
                                                    włołśni krewni za skorang wlejźli a po łebie tańcowali, to jescy mołs ło tyng
                                                    pisać! To sie cowiekowi sfrołcać chce przi takyng przikazowaniu! Ni, ni, nic z
                                                    tego, moja rybko - daleko łod przijołcielstwa, jak to Tejo Smyrek padoł; a
                                                    recht chop mioł. Co, fto to boł Tejo Smyrek? No, tyn kościelny z Tołow, co to
                                                    za modu fusbala w bramce groł. A wiyta: kościelny moł niekiedy we wsi wiyncej
                                                    do pedzynioł nis som farołrz - a jejdynfals wiyncej nis biskup, bo tyn je
                                                    daleko.

                                                    No ale dyć niech wong be: połozprawiong wong ło mojyng przijołcielstwie z
                                                    łobioch stron.

                                                    Jak joł boł mały, to my mieli w doma taki stary, roby zywot a w niyng stoł nas
                                                    śtambałm. Zacynoł łon sie ze Francyng, mojyng ur - urołpong, to znacy, ze
                                                    starzikyng mojygo starzika Walka. Juścić musioł mieć tez łojcow, tyn starzik
                                                    mojygo starzikya, ale ło nich w tyng zywocie nic nie stoło, choć taki ruby boł.
                                                    Urodzioł ci sie tyn Franc w Kobylnie - to sang je niedaleko łod Ugion - w roku
                                                    tysioncłoźymsetadwadziejścia. Za modu wyciong ci tyn Franc s tego Kobylna i
                                                    poset miynskać na Kuźnia, co sie to Trejbecin nazywoł a za Niymca jescy inacyj.
                                                    Tej śoseje z Jyłowej bez Bierdzany na Kuźnia jescy wtedy nie boło, to mosioł ci
                                                    juścić tyn Franc ciongnonć na kwer bez te lase az na tang Kuźnia zaset. Co,
                                                    skond joł wiang, ize piechty set a nie forung jechoł? No bo jak by ci boł taki
                                                    bogaty, coby mioł w tyng Kobylnie forang i konia, to by mu sie cudzych stron
                                                    nie boło zachciywało. Dyć to je klar, ni? Niy mioł borołk nic, sie tang jaky
                                                    cholcołki a baranicang, a chajsterka na te połra manatkow, i to poset na tang
                                                    Kuźniang, bo mozno myśloł, ize prawie tang zrobi sie śniego dukatynkaker.

                                                    Kobiytang sie wźon tyn Franc z Bierdzon, łod Kulika. Ci jong wierzang na tyng
                                                    wandrze na ta Kuźniang trefioł, jak jagody zbiyrała abo krowy pasła i to jong
                                                    zarołz wźon mit.

                                                    Fyrmy abo tang jakej werkśtele ci tang tyn Franc na tej Kuźni nie łotwiyroł,
                                                    yno na śongi posoł.Jak mu boło sterdziejści lołt, to sie wierzang tak
                                                    pedzioł: „Franc, latka uciekajong, ty sie jus sang wiecnie na tych śongach
                                                    kalis, aś sie yno jescy nicego nie dorobioł. Te nołfajniejse latka song forbaj,
                                                    tyś sie dugo doś lamkowoł, dyć sie to yno jescy co zyc w zyciu, potki ci sie
                                                    jescy dźwignie. I tak to przisoł we tysioncłoziymsetasejśdziejsiontyng roku moj
                                                    urołpa Pejter na tyn pieroński świat.

                                                    Bamont mioł ś niego pewnieś być a bamont, taki postrzeloniec. Niy miała tang
                                                    jego kobiyta ś niyng leko, choć nie boło słychać, zeby jong boł proł; ale
                                                    mosiała do kopy ś niyng na te śongi chodzić, bo sie tyn Pejter tez nie boł nic
                                                    do porzondku wyucoł. Joł go tang nie znoł, ale łozprawiali mi ludzie,co byli
                                                    przed wojnong mali, bo tyn urołpa Pejter dopiyro krotko przed wojnong boł umar;
                                                    ale wtedy to joł jescy w rzyce pływoł.

                                                    Tyn Pejter mioł dziołcha i dwoch chopcow. Jedyn ś nich to boł moj ołpa Walek,
                                                    urodzony w tysioncłoźymsetadziewiyńdziejsiontyngdziewiontyng roku.

                                                    Ołpa Walek na śongi dopiyro po froncie zacon chodzić a to boło tak: za modu
                                                    wyucoł łon sie za ciejśla w Kluzborku i przed wojnong na Miymcach kanale
                                                    budowoł. Ale nie yno kanale: w tysioncdziewiyńćsettrzidziestyng roku wybodowoł
                                                    sie moj ołpa Walek - bo boł śniego bardzo pilny Matysek - chałpkang na Kuźni,
                                                    na tej śteli, co to sie „gorka” nazywoł, zarołz przi betonowce. Rok nieskorzyj
                                                    urodzioł sie juz w tej chałpce moj fater Rudolf.

                                                    Zeby tyn dug za tang chałpkang popłacić, robioł ci tyn moj ołpa po tych
                                                    delegacyjach, bo to i zołrobek boł dobry, i śporować na dug boło s cego. Potyn
                                                    przisły Gruchmołle i Polskoł, zołdyn juz ratow łod mojygo ołpy nie chcioł i to
                                                    tyn pedzioł tak: „Walek, tyś twoich kości nie sanowoł zeby sie totang chałpkang
                                                    sang wybudować, a mało ftoroł noc ejś w niyj społ. Tera, potki ty jescy bez
                                                    zoł, juz ty ani twoich gnatow do cudzego łoska, ani twojej gowy pod cudzy dach
                                                    nie wrazis” - i posed, jak juz wszystky jego starziki, na śongi. Dyć tez tang
                                                    mog jaki postyn za ciejśla w Kluzborku abo w Łolejśnie sukać, a choćby i we
                                                    Łopolu, ale nie chcioł. Lepyj po fajerabyncie u ludzi po wsiach dachy
                                                    wywianzowoł.

                                                    Moj drugi ołpa, Aleks, mioł gospodarka w Łaskowicach na Wesołej. Juz jego fater
                                                    jong mioł, co sie to Wilhelm nazywoł a Wilymek mu gołdali, i jego ołpa
                                                    Melchio
                                                  • szwager_z_laband Re: ps 4 13.10.06, 09:44
                                                    Moj drugi ołpa, Aleks, mioł gospodarka w Łaskowicach na Wesołej. Juz jego fater
                                                    jong mioł, co sie to Wilhelm nazywoł a Wilymek mu gołdali, i jego ołpa
                                                    Melchior. Jak sie łod Melchiora tatulek i starzik nazywali, to mozno i moj ołpa
                                                    Aleks wiedzioł, ale joł sie go ło to nigdy nie pytoł.

                                                    Przisło ci te pokrewiyństwo łod strony mojej matki na tang Wesołong łod Łodry,
                                                    ze Zelaznej, zarołz po tyng, jak Blicher s Ynglyndroma zrobioł ślus z
                                                    Napołlyjonyng pod Waterloo. A jescy piyrwej, to łoba te mojy przijołcielstwa
                                                    przisły z Cechow, jak te huzity tang tych katolikow goniyli a prali w diołbły
                                                    corne.

                                                    Moj ołpa Aleks mioł z mojong ołmong - Hanka jyj boło, łod Sudego z Łaskowic -
                                                    siedmioro dzieci ale śtyrech pomarło. Przi zyciu łostała yno tanteTruda, onkyl
                                                    Rołman i moja muter Ana.

                                                    Moja muter robioła po froncie w lejsie, w porambie, zeby sie coś przidobnońć,
                                                    zani sie za ta swołcka wyucoła i tang poznała mojygo łojca Rudolfa bo tyn tez w
                                                    lejsie robioł; a to bez to, bo ołpa Walek wtedy tak mało na tych śongach
                                                    zarobioł, ize na hefty przed jego chopca - a mojygo fatra - nie stykło, izby
                                                    tyn mog po skołach co śtudować i rołz casu za panołcka lepse zyćy wiyjź. No ale
                                                    dziynka Bogu, ize tak nie przisło, bo jak, to by moj fater nigdy nie boł mojej
                                                    mamy poznoł, bez to joł by sie nie boł narodzioł, i niy mog wong sang tak
                                                    fajnie dzisiej łozprawiać.

                                                    I tak to sie moj fater Rudolf wźon moja muter Ana. Wesely boło na Wesołej
                                                    bardzo fajne i moj łojciec zarołz tang łostoł, bo tyn prawy erba tego
                                                    Aleksowego gospodarstwa, moj onkyl Rołman, nie boł z wojny do dom yno do
                                                    Berlina przisoł i bez to niy mioł fto na tych hektarach zaiwaniać. Trzi lata
                                                    nieskorzyj urodzioł sie joł.

                                                    Moj fater boł fejśter na kuźnickyng, a potyn magazynier w Turawie. Joł, jak
                                                    zejch jescy boł miynskoł na Slonsku, toch bez lato w melcheracyji krzipopy
                                                    ciepoł, a bez zima za śongołrza robioł, bo ze skoły w Łopolu mie wytrzaśli za
                                                    to, izech za bardzo do kieliska a dziołchong pod klejdy zaglondoł. A jak chceta
                                                    wiedzieć, co joł na Miymcach robiang, to musita cytać mojy dwanołście inksych
                                                    geśichtow, tang to stoi.

                                                    Zoł, to tela tego barłozynioł ło przijołcielstwie i robocie, a tera wong ło
                                                    starodołwnie i inksych ludziach banang konsecek łozprawioł, bo ło tyng, co tera
                                                    na Slonsku je lołs, nie umiang nic pedzieć, bo jus przesło dwadziejścia lołt
                                                    sie po Miymcach plyńtang.

                                                    Jak joł boł mały, to miynskali ci myng na tej Wesołej we dwoch izbach na tyng
                                                    gospodarstwie u ołpy Aleksa. Moj łojciec boł fejśter, a po fajerabyncie
                                                    łobrołbioł te dwadziejścia morgow pola. Moja mama boła swołcka, a joł boł
                                                    bardzo grzecny bajtel z dockoma we licach choć nierołz łokapicały, jak zejch
                                                    fiber i śnupaka dostoł. Ale toch wźon połra razy asperina abo jaki tang
                                                    melisyngajst i zaś zejch łozoł. Grać toch sie groł bez lato na podworku abo we
                                                    chlywie skrywanego miyndzy wolikoma a tymi chlywikoma przed wieprzki a przed
                                                    kindroza, a bez zima, jak wije boły i mroze, w kuchni na dylowce. Roztomajtne
                                                    ejch te gracki mioł: taky prawe,co jy to mama z miasta prziwiozła, jak na
                                                    przikład brumer abo klocki, abo taki pancer na bateryjoł, co go onkyl Rołman w
                                                    pakejcie na gody z Miymiec posłoł. Ale tez inkse zejch mioł te gracki, coch jy
                                                    sie som spatrzoł abo pod sopkong posnajdowoł: stary weker, ułomany świeder,
                                                    kugyllager, muterki, śachtle łod śtrachelcow. Bardzo rołd zejch tez we łonki
                                                    uciekoł a sie tang po tych krzipopach tołploł abo na stawie za Wiecorkyng s
                                                    papiorka wywiniynte śify puscoł. Jak mie przi tyng desc chycioł, toch przised
                                                    do dom mokry jak norek a mamulka skrzeceli a skrzeceli. Ale rada tang ta muter
                                                    na mie nie przezywała, bo joł boł jejyj lipling i łona mi bardzo przoła.

                                                    Rołd ejch tez do tej izby chodzioł, dzie ołpa z ołmong miynskali, zeby tang
                                                    ołmie w jejyj klamorach pospyrować abo ołpowi co wyskorzić. Tang stoł taki
                                                    srogi piec, co sie to w niyng jednyng ciyngyng sadze chytały, naprzeciwko niego
                                                    bifej i cyntrifuga a kole niyj stołek ze krukong. Jak boła jejśyń, to w tej
                                                    kruce wino gierowało. To sło poznać, bo w tyng rubyng śponcie boł giyrglas z
                                                    wodong i toś widzioł, jak to blukało. Jak te wino boło fertig, to sie moj ołpa
                                                    nierołz łod niego naproł jak kopaka a potyn śpiywił a śpiywoł, fajniyj nis te
                                                    radio, co na stole pod tyng łoknyng s tyng mertinyng stoło. Jescy inkse dobroci
                                                    boły w tej izbie łod mojich starzikow: zalezały abo smazony syr, susone gruski
                                                    abo gniołki, kejkse z cukergusyng, kompot z banie ze skorzicong; a niekiedy
                                                    zejch tang łod ołmy i jaki kołrbik śekolady dostoł. A ołpa zaś nierołz mi sie
                                                    doł z fajfki pociongnonć jak zołdyn nie widzioł. Yno światła my na tej Wesołej
                                                    ni mieli, yno karbitki a lampy na nafta. Dopiyro jak joł zacon do skoły
                                                    chodzić, to wciongli nong światło i śtarkśtrołm i tak sie to te ćmołkaniy
                                                    skońcoło. Ja ,to boło, jak mi boło siedym lołt. Wtedy tez kupiyli mi łojcowie
                                                    śultasia, jupa, wysoky trzewiki i mycka z rylikyng i musiołch kozdy dziyń dwa
                                                    kilomejtry - sie tang boł śniyg, mroz, desc abo goronc - bez pola do skoły
                                                    sarpać. Ale narzykać nie boło co, bo jak, to mi łojcowie zarołz przeciepli, ize
                                                    łoni tez musieli do skoły chodzić, a to nie we wysokich trzewikach, yno boso
                                                    abo w cholcołkach, a skolny ich jescy wtedy rorśtokyng proł, jak co poskodowali
                                                    abo śularbajtow nie zrobiyli. To myng juz jednak mieli lepyj; mozno nie bez to,
                                                    ize zamiast tołblicki a śtifta my juz ksionski i hefty mieli, ale
                                                    przedewsystkyng bez to, bo kneblika skolny na nołs juz w rogu stołć niy mioł.
                                                    To nie znacy, zeby łon nołs nie boł niekiedy rznon łotwartong rankong w
                                                    kichołl, ale jednak sie to trza wołzyć, ize nie zołdnong tang kryjong. A boło
                                                    wtedy tak, ize jak ejś w skole smary dostoł, to cie łojcowie nie załowali, yno
                                                    w doma jescy poprawiyli; bez to nie boło zdrowo, sie do tego prziznołwać. Tak
                                                    wyglondoł tyn knif we wychowaniu podug starodołwnego porzykanioł: „Lejty łod
                                                    Grejty a smary łod Klary”.

                                                    Pisać wiecnyng pioryng abo dugopisyng myng wtedy jescy w skole nie śmieli, yno
                                                    takyng piorkyng w łobsatce, co jy to trza boło co połra literow w takyng
                                                    nołcyniu w pojstrzotku ławki tonkać. Drine boła tinta co sie to zwie inkałst.
                                                    Nosić nosiyli my te nase pioro - ale tez i blajśtift, i radiyrgumi, śpicer i
                                                    kredki - w takej drewniannej kastelce, co sie to piornik nazywoł. Na wiyrchu,
                                                    na deklu, boł wyryty Raciborz. Nie Łaskowice abo Ugiany yno Raciborz. No ja,
                                                    ale dyć to nie skodzi, bo przecang Raciborz tes je na Slonsku.

                                                    Jak ejch mioł ferie, toch boł u mojich starzikow na Kuźni abo w doma. Joł rołd
                                                    bez tyn las na tang Kuźnia soł, alech nierołd tang dugo boł. Nie bez ołpa: ołpa
                                                    z Kuźnie boł fajny chop, co to worzt z komory krołd a mi po kryjomu do kabze
                                                    wtykoł, zeby ołma nie przezywała, bo łona boła bardzo śporobliwoł. Łon mi tez
                                                    ło tyng chopie łozprawioł, co to w cugu z Wrocławia do Berlina cołkoł biksa
                                                    ejlzardinow i jedna zymła zjołd, a potyn resta tej rajze we aporcie
                                                    przesiedzioł bo laksyrang dostoł. Ale bez ołma: łona w jatce koze chowała i joł
                                                    musioł zawse chlyb z koziyng masłyng jejś a zamiast teju koziyng mlykyng
                                                    popijać. Nie smakowało mi to za pierona, alech nic inksego nie dostoł, choć mi
                                                    sie łod tego nierołz dźwigało. Jakby nie tyn ołpa z jego wurztyng, to bych
                                                    mozno boł na tej Kuźni bez ferie łod takygo lichego kostu za modu pośmiercioł.
                                                    Ale nie to boło nołgorse. Nołgorse boło, ize moja ołma z Kuźnie, choć nie
                                                    zołdnoł chaciura, to jednak łokropnoł scypołwa boła i zawse probowała mi boty
                                                    przipasować a moresu naucyć. No i zawse tang coś nołdła, nad cyng potyn
                                                    uwrołcała a uwrołcała. A w doma mi mama, ołma i tante ulybiały i do rzyki zejch
                                                    sie mog kompać chodzić, choć dopiyro po świyntyng Janie i yno tang, dzie nie
                                                    boło głambinow.

                                                    W te ferie bez zima, toch niekiedy z nasyng somsiadyng do lasa jechoł, dzie tyn
                                                    śtamy rykowoł i mejtry na drogang wywozioł. Ta robota boła bardzo geferlich i
                                                    joł zawse mog yno t
                                                  • szwager_z_laband Re: ps 5 13.10.06, 09:45
                                                    W te ferie bez zima, toch niekiedy z nasyng somsiadyng do lasa jechoł, dzie tyn
                                                    śtamy rykowoł i mejtry na drogang wywozioł. Ta robota boła bardzo geferlich i
                                                    joł zawse mog yno tang lołtać, dzie łon mi pedzioł. A łostry tyn Tejo boł, bo
                                                    go juz rołz boło naucoło: jak łon jego kopla stawioł, to mu jego synek pod
                                                    siekiyra wlecioł i dostoł taki mocny ślag w gowang, ze do dzisia moł bole i
                                                    kramfy w tej jego palicce, tyn Hanc. Jescy i inksego pecha tyn Tejo w zyciu
                                                    mioł. Rołz, na przikład, jechoł łon ci ze śtamoma na banang, a Lejo Nowołk
                                                    prawie co boł śranki zawiyroł, bo gitercug łod Łopoloł jechoł. Jak do
                                                    łaskowskygo banchołwu dojyjzdzołs, to śosyj idzie konsecek z gorki. Gominiołk
                                                    mioł Tejo kopcowato łobladowany, te konie nie poradzioły na cas wyhamować, i
                                                    łojo wgniotło ździebko ta śrankang. Ta skodang Tejo musioł zapłacić, a
                                                    nieftorzi ludzie po domach kołołc i apkejyrty piekli, bo zołwiśni byli i sie
                                                    radowali, ize Tejo we bajery wjechoł. Łon sie przi tyng i jedna pazurang
                                                    łokalicoł, ale dyć mu kobiyta umślag ze zywokostu zrobioła i tak sie nas Tejo
                                                    zaś boł wylykowoł.

                                                    Dużo bych wong jescy poradzioł ło tyng łozprawiać, jak to boło za starego
                                                    piyrwej, ale redakcja „Tribuny” napisała, ize na tyn konkurs moze być tego yno
                                                    łoziym skartkow; joł pisang tera sostoł, to tego je doś, bo trza sie
                                                    pojstrzotka trzimać. Nie wiang tez, cy te skartki majong być rankong napisane,
                                                    cy komputeryng. Ja, chopie, komputer: jak wtedy Łajka ze Sputnikyng na
                                                    miejsioncek furgała, to mojy starziki myśleli, ize sie robi koniec świata. Jak
                                                    by łoni tera tak zmartwychstali i te wsystky elektronicne piyrdołka łobejrzeli,
                                                    to by sie dopiyro dziwali, chopie! Dyć dzisiej leda smarkołc z takyng
                                                    telefonyng bez kabla po wsi lołce, co to w niego je telewizor wbodowany! Ja. By
                                                    jyng sło, jak to tej starej ciotce łod mojygo starzika Aleksa przed wojnong.
                                                    Łona miynskała w Tołach, a tulski baron boł piyrsy chop, co sie boł w nasych
                                                    stronach ałto kopioł, choć drogi jescy nie boły ani chaśong wysute, ani
                                                    wyasfaltowane yno połwne dziurow a marasu. Jak ta staroł ciotka te ałto jechać
                                                    łobołcoła, to wźyna mazelonki w gołrzć, zacła donć ku domie a wrzescała przi
                                                    tyng: „Ludzie, uciekejta, bo Lucifer do Tołow wozyng bez koni przijechoł!”

                                                    No to tera zrobiang ślus. Jedno wong ale jescy powiang: w tej skole to
                                                    probowali sy mie byle co zrobić, ale joł cołky zyciy yno jedno boł: taki
                                                    richtich prawy Slonzołk. I bez to ejch tez tosang ta geśichta przede wsystkyng
                                                    tak napisoł, zeby jescy za tysionc lołt świat wiedzioł, jakong my to fajnoł
                                                    gołdkang mieli na tyng nasyng Slonsku. Inksi ludzie pewnieś tez majong fajne te
                                                    gołdki; sie tang Spanijołki abo Francuze, Norwejgry abo Rumejnijołki, wsyjscy
                                                    łoni sie jejich gołdkoma pysong a pysong, yno ich cowiek rozumieć nie poradzi,
                                                    krawakow takich. S Pon Bockyng. A nie zapomta pozdrowić w doma.



                                                    * Tutaj wspomniany akapit brzmi w orginale: „Tematyka jest dowolna, autorzy
                                                    powinni skupić się nad tym, co ciekawego dzieje się w ich okolicy. (Mile
                                                    widziane są historie rodzinne, a także prace dotyczące zanikającego rzemiosła,
                                                    zakładania zakładów i warsztatów na śląskiej ziemi...)


                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                  • rita100 Re: ps 5 13.10.06, 19:43
                                                    • Re: Rity monologi wesołe
                                                    rita100 03.04.06, 20:22 + odpowiedz


                                                    Rita , eszcze roz :

                                                    Panusie i panockowie !

                                                    Zicie, jo cytołam fejny „Alfrejda z Wesołej monologi po ślonsku”. Alfred to je
                                                    taki człoziek z Wesołej dzie sia narodził i sobzie on wyjechoł do Hameryki i je
                                                    tero Pon.
                                                    Popsisał sobzie monolog , bo tak chciał , a jo sobzie cytoła i tyż tak sobzie
                                                    myśla , że i jo moge psisać monolog po warnijsku, po naszamu. No i co wy
                                                    myslita , co nie moga ? Moga !
                                                    Weno, monolg to je, jek chtoś som ze sobzó godo. Piyrwyj mym monologów nie
                                                    znali, choc łu noju byli zawdy ludzie co sami ze sobzó godali, ale mym nie
                                                    ziedzieli , ze to sia nazywa monolog, mym myśleli , co taki człoziek to je
                                                    szwiyrninty abo szurnianty.
                                                    Ale potam przyszła ta kultura do noju i mowamy łuż monolog.
                                                    Weno 'monolog' to je jek chtoś sobzie do siebzie goda. A 'dialog' to je, jek
                                                    dwoje ze sobzó godajó, a jek gwołt wiyncej ludzi se sobzó godojó to je 'larmo'
                                                    abo 'haja'.
                                                    No to aż na drugi roz



                                                    • Re: Rity monologi wesołe
                                                    rita100 04.04.06, 20:11 + odpowiedz


                                                    Eszcze roz !
                                                    Panusie i panockowie! Mniyli suchace!

                                                    "Bo jo noprzód poziedzioł „towarziyse i łobywatele”, bo jo chodził w 60-tych
                                                    latach do skoły, jak mym tan ludowo bodowali. Wtady tan świat buł ajnfachowy,
                                                    byli jino towarzise i łobywatele, a ci jinksi to byli sekretarze i to buło
                                                    wszystko. Ta roźnica buła, ze sekretarz buł tołwarzisyng i łobywatelyng, ale
                                                    łobywatel i byle jeki tołwarzis nie buł sekretarzyng. Tak buło. A panusiow i
                                                    panołckow nie buło, jino w mnieście abo w Londynie. Tak godał wesoły Alsoł z
                                                    Wesołej."
                                                    A mym tu mowamu gburstwo i łu noju byli: gbur i gburka.
                                                    Łóni mniali ziamnie i gwołt pracy. No ale przyszli towarzyse i sekretarze i
                                                    gburów łuż nima. Mym mnieli spódzielnie i PGR.
                                                    Tero nima ani sódzielni ani PGR, bo tero jest eszcze jinksze, tera jest
                                                    wolność !
                                                    No to do potam
                                                  • rita100 Re: ps 13.10.06, 19:40
                                                    No wiesz, Laband, nie mogłeś powiedzieć Alfreda z Wesołej.
                                                    Tos mnie zaskoczył.
                                                  • szwager_z_laband Re: ps 13.10.06, 19:41
                                                    :)
                                                  • rita100 Re: Alfreda z Wesołej monologi sląskie 13.10.06, 19:46
                                                    Łoj, zaparłabym się człowieka, którego wydaje mi sie , ze to ja go odkryłam :)
                                                    Toż mi on znany i bardzo lubiany. Był przykładem dla mnie wielu moich monologów.

                                                    Tylko , że ja nie wyciagałam tak dalekich wniosków jak robi to Alfred z
                                                    Wesołej. On jest sam w sobie doskonały, a jego gadka mnie zauroczyła i
                                                    posłużyła jako dobry przykład. To znaczy , ze jego książkę można kupić ?
                                                    Widze, że masz ją tylko w wersji niemieckiej.
                                                    Wiesz, czasmi czuję , ze niektóre piosenki, wiersze, utwory sa tak
                                                    propagandowe, tak wychwalające polskośc, że aż przykro to czytać. Jakby pisane
                                                    pod publiczkę lub na zlecenie, takie upolitycznione. Zyjemy już w innych
                                                    czasach i takie głosy jak Alfreda z Wesołej milej się czyta. Jak sie mówi
                                                    prawdzie trzeba spojrzeć prosto w oczy i zrozumieć, ze duszy nikt nie jest w
                                                    stanie zabić.
                                                    Ale tak jest , ze jedna dusza radosna, zadowolona, szczęśliwa, a ta druga czuje
                                                    się pokrzywdzona (mówię o śląskości i innej) Czasami widać to w utworach.
                                                    I tu jest ten ból.
                                                  • szwager_z_laband Re: Alfreda z Wesołej monologi sląskie 13.10.06, 19:50
                                                    no ja, ale Alfryd je raczyj czuowiek co kuko ku przodkowi - mie odniego teksty
                                                    wiyncyj zadowolajom jak smucom
                                                  • rita100 Re: Alfreda z Wesołej monologi sląskie 13.10.06, 19:56
                                                    Laband , powiedz gdzie mozna kupic jego ksiązke , ale nie w języku niemieckim ?
                                                  • szwager_z_laband Re: Alfreda z Wesołej monologi sląskie 14.10.06, 09:02
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Laband , powiedz gdzie mozna kupic jego ksiązke , ale nie w języku
                                                    niemieckim ?

                                                    Ta ksionzka "Rod" mogesz se obsztalowac pod numerym telefonu(kery je ekstra
                                                    podany we tyj ksionzce) 077/4148305(PL)
                                                  • rita100 Re: Alfreda z Wesołej monologi sląskie 14.10.06, 18:37
                                                    To się dowiem szczegółów - dzieki
                                                  • rita100 Re: Alfreda z Wesołej monologi sląskie 13.10.06, 19:57
                                                    Mnie równiez jego tekst bardzo cieszył i dodawał ducha. Nawet mnie zaskoczył
                                                    swoim specyficznym humorem
                                                  • rita100 Re: Słowo w sprawie własnej! 13.10.06, 19:53
                                                    Alfred Bartylla - Blanke

                                                    My wszyscy osobiście doświadczyliśmy polskich dążeń udowodnienia przed światem
                                                    naszej rzekomej „polskości” w celu zatuszowania naszego specjalistycznego
                                                    rozwoju na przestrzeni wieków a tym samym odrębnej od polskiej świadomości
                                                    narodowej.

                                                    Jako narzędzie w tej haniebnej procedurze zawładnięcia nami, naszym „hajmatem”
                                                    i jego bogactwami służy stronie polskiej przede wszystkim śląska mowa.
                                                    www.silesiasuperior.com/03/AlfredBartyllaBlanke_Wsprawiewlasnej.htm
                                                    Laband , to jest bardzo ciekawe, warte dokładnego przeczytania.
                                                    Dzięki.


                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 13.10.06, 19:55
                                                    Jan Dopatka
                                                    Świętajno

                                                    ... obie ręce złożę

                                                    Nie pozwól - Panie - by w mej duszy,
                                                    co "Mein Gott" mówi i - "Moj Boże",
                                                    ktoś światło zbawiennej lampki zdusił.
                                                    Do modłów obie ręcę złożę.

                                                    Do piersi swej przycisnę obie.
                                                    Do swego serca - jedynego.
                                                    Czy pomyślała matka sobie
                                                    co czeka synka jej miłego ?

                                                    Rąbałem w sztolniach węgla zwały,
                                                    lecz pamietam o Mazurach.
                                                    I tam me dzieci przybywały
                                                    i w Essen, gdzie jest pyłu chmura.

                                                    Szaleństwa pogardy rasowej
                                                    rozbiły się o naszą wiarę,
                                                    bo zbawca nasz i w czasy owe
                                                    był z nami, gotów na ofiarę.

                                                    Niech w różnych mowach nic nie ruszy
                                                    harmonii serc - to moje hasło.
                                                    Nie pozwól - Panie - by w mej duszy
                                                    światło górniczej lampki zgasło.

                                                    Przełożył z niemieckiego
                                                    Edward Martuszewski
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 14.10.06, 18:41
                                                    A to pioseneczka o kopalni "Biały Szarlej" w Brzezinach Śląskich.

                                                    Blajszajersko gruba
                                                    pierónem fedruje,
                                                    bo każdy robotnik
                                                    rąk i nóg nie czuje.

                                                    Chłopy i kobiety
                                                    tam się uwijajóm,
                                                    przeca do śniadanio
                                                    casu nic nie majóm
                                                  • rita100 Re: Słowo w sprawie własnej! 14.10.06, 18:45
                                                    Tak , zgadza się co mowi Pan Alfred z Wesołej. Duzo jest twórczości sląskiej
                                                    bardzo propagandowej. Ale tak było w dawnych czasach - pod publiczke , lub się
                                                    komuś przypodobać lub może na zlecenie. Można to zauważyć i wyczuć.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 15.10.06, 19:13
                                                    A to zapis pracy górniczej z 1891 roku, o technikach dawno już zarzuconych i
                                                    nie znanych współczenemu górnictwu.

                                                    A jak zjedzie na dół
                                                    i idzie po sztrece,
                                                    i przyjdzie do przodku,
                                                    daje sie do praca.

                                                    Jak przyjdzie do przodku,
                                                    zapino se dłótko
                                                    i urzyka sobie
                                                    że prochu malutko.

                                                    A jak proch wystrzelół,
                                                    wągle poobrywoł
                                                    i woło na szlepra
                                                    coby mu odbieroł.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 16.10.06, 19:44
                                                    A to drugi fragment pracy górniczej dotyczący współpracy między
                                                    wykwalifikowanym górnikiem a szleprem:

                                                    Przyjedzie berkmón na dół
                                                    i przodek zobacy,
                                                    powiesi sie lampecka
                                                    i do sie do pracy.

                                                    Jak kopie i bije,
                                                    fedrunek odlatuje,
                                                    śleper lata z wozem
                                                    i na wierch fedruje.
                                                  • rita100 Re: ps 16.10.06, 19:45
                                                    zły numer telefoniczny jest podany - to mieszkanie prywatne
                                                  • rita100 Re: ps 16.10.06, 19:46
                                                    Ta ksionzka "Rod" mogesz se obsztalowac pod numerym telefonu(kery je ekstra
                                                    podany we tyj ksionzce) 077/4148305(PL)

                                                    chodzi o to
                                                  • hanys_hans Fane ślonske zajty :o) 16.10.06, 21:41
                                                    Superior www.silesiasuperior.com/
                                                    rund um Oberschlesien www.hindenburg-os.de/
                                                    Alles über Schlesien www.schlesien-ahnenforschung.de/
                                                    Œlonzoki w Ameryce www.republikasilesia.com/
                                                    Oberschlesier im Internet www.oberschlesien.de/
                                                    Œlonzoki w Niymcach www.schlesien.de/
                                                    informacje o Rydu³towach www.lechris.de/
                                                    slonske roztomantosci www.freesilesia.de/
                                                    Bobrek, Beuthen und Essen people.freenet.de/Dudek/
                                                    o Annabergu www.odertaler.de/
                                                    Olesno/Rosenberg www.olesno.de/
                                                    Seite über Schlesien www.schlesiawerk.de/
                                                    von Breslau nach Wroc³aw www.zobten.de/
                                                    Silesian American Genealogy Society www.sags.org/
                                                    Gross Peterwitz online www.gross-peterwitz.com/
                                                    Guttentag/Dobrodzien w Internecie www.guttentag.de/
                                                    duzo informacji o Slonsku www.slaskie-sprawy.de.vu/
                                                    Slonsk w pryzmacie czasu www.reden.republika.pl/
                                                    nowo slonsko websajta www.silesia.biz/start.htm
                                                    Club Silesius www.clubsilesius.com/
                                                    Œl¹sk slask.de.vu
                                                    Œl¹sk - Schlesien www.christian-bruenig.de/Regionen/schlesien.htm
                                                    Provinz Schlesien www.dhm.de/lemo/objekte/karten/D1871/preu-sle.html
                                                    Die Grafschaft Glatz (Schlesien) www.grafschaft-glatz.de/
                                                    Glywicke Sloonzoki www.glywice.de.tf/
                                                    Slonsko Lauba www.slonzoki.de/
                                                    œlonske organizacje:
                                                    Ruch Autonomii Œl¹ska
                                                    Bewegung für die Autonomie Schlesiens www.raslaska.org/
                                                    Towarzystwo im. Karola Goduli. free.ngo.pl/godula
                                                    Schlesische Landsmannschaft www.schlesien-bonn.de/
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 16.10.06, 22:18
                                                    Łoj , ale litania :)
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 17.10.06, 19:25
                                                    A ta pieśń mówi o tradycyjnym transporcie urobku przy pomocy koni.

                                                    Idzie furman do kopalni,
                                                    hej, dyna da, dyna da,
                                                    zaszedł prosto aż do stajni,
                                                    hej, dyna da, dyna da.

                                                    Cóż ci się, koniu stało.
                                                    hej, dyna da, dyna da,
                                                    żeś obroku podjadł mało,
                                                    hej, dyna da, dyna da.

                                                    A konik nie ma ochoty,
                                                    hej, dyna da, dyna da,
                                                    ni do jadła, ni do roboty,
                                                    hej, dyna da, dyna da.

                                                    Nie chce owsa, a z sianeczkiem
                                                    hej, dyna da, dyna da,
                                                    może tęskni za słoneczkiem,
                                                    hej, dyna da, dyna da.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 18.10.06, 19:30
                                                    Jak szybko wkracza postęp do kopalni mowi następna pioseneczka, która
                                                    podejrzewam jest współpracą Krakowiaka ze Ślazakiem

                                                    Górnik ci ja, górnik
                                                    pod ziemią pracuję,
                                                    jak już po robocie,
                                                    w górę się winduję.

                                                    Na grubym pokładzie
                                                    to się pieknie robi,
                                                    bo sam ci świderek
                                                    do dziureczki wchodzi.

                                                    Ale jak na brzuchu
                                                    grzebiesz się do dziury,
                                                    ciężko się urobisz,
                                                    skaleczysz pazury.

                                                    Teraz mamy lepiej,
                                                    bo kombaj pracuje,
                                                    taśma węgiel nosi,
                                                    górnik sie raduje.

                                                    Śpiewajmy . Jak ulał pasuje do melodi Krakowiaczek ci ja....Czyżby ten górnik
                                                    był Krakowiakiem ?
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 19.10.06, 19:44
                                                    Ale też konflikty w pracy też było i w pieśniach górniczych można to zauważyć.

                                                    Powadzili się berkmóny
                                                    o klocek na dworze.
                                                    Hanys wrzescy i pieróni,
                                                    Karlik klnie, jak może.

                                                    "Wies co, Karlik ? Jo ustąpia
                                                    klocka ci za ceski,
                                                    jak mi dos jednego wypić
                                                    w szęku u Mikoski".

                                                    Trzi kwaterki wysłapali,
                                                    aż im spuchło głowa,
                                                    a ten klocek rozrąbali
                                                    kożdy wziął połowa.
                                                  • szwager_z_laband Re: Fane ślonske zajty :o) 19.10.06, 20:13
                                                    to je richtik elegancke:)

                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 19.10.06, 23:16
                                                    Trzi kwaterki wysłapali

                                                    hoho, aż tyle musieli wysączyć by sie pogodzić :)
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 20.10.06, 19:39
                                                    Ale często też bohaterem pieśni jest niesprawiedliwy i bezlitosny sztygar,
                                                    ktory dręczył podwładnych i taka to oto powstała piesniczka:

                                                    Panie sztajger, śleper uciekł,
                                                    coście go sprzezywali,
                                                    nie mógł se dać to spodobać,
                                                    żeście mu nazdali.

                                                    My wszyscy za nim pójdziemy,
                                                    kopalnia wóm zostawiemy,
                                                    niech pany se fedrują,
                                                    fedrują, fedrują , fedrują.

                                                    Panie sztajger, co patrzycie ?
                                                    może móm nie wierzycie ?
                                                    Juz wszyscy kładą robota,
                                                    żodnego tu nie bedzie !

                                                    Już dość jest naszej niewoli,
                                                    co nas od lat bardzo boli,
                                                    niech pany teraz fedrują,
                                                    fedrują , fedrują, fedrują.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 21.10.06, 18:54
                                                    O niesprawiedliwości i wyzysku jest tez i ta pioseneczka:

                                                    Posłuchajcie wszyscy ludzie,
                                                    jak mi cięzko żyć.
                                                    Tam pod ziemią, to jak w budzie,
                                                    gorzej niż psu być.
                                                    Wągla trzeba nakopać
                                                    i ponad col go wydać,
                                                    a jak z szychty do dóm przyjdzie,
                                                    to się długo myć.

                                                    Rano jeszcze gwiozda świeci,
                                                    hań, tam na niebie,
                                                    a tu baba ogień nieci,
                                                    już budzi ciebie.
                                                    Zjes zur chudy z jabłkami,
                                                    abo też z prażónkami,
                                                    a po ćmoku do roboty
                                                    idziesz z torbami.

                                                    Jak cie już felezowali,
                                                    możesz zjeżdżać w dół.
                                                    Pierwej jesce ci nazdali,
                                                    kajś tak długo bół.
                                                    Potem targej do przodku,
                                                    bo jak dynamit wystrzeli
                                                    urwie krojcset brół.

                                                    Wąglo porządnie urwało,
                                                    jest go za tela,
                                                    bydzie zopisu niemało,
                                                    choć nie wiem wiela.
                                                    Tu sie sztygar przyklechtoł,
                                                    wejrzoł i sie rozciepoł,
                                                    iże tego wągla mało,
                                                    bo go więcej chcioł.

                                                    Na zapłata mało dali,
                                                    z cym tu do dóm iść ?
                                                    Bo to wiele ci urwali,
                                                    za co kupić jeść ?
                                                    W dómu baba narzeko,
                                                    tydzień na pieniądz czeko,
                                                    dzieci płacą uobtargane,
                                                    skąd wziąć na mleko ?

                                                    Takie życie robotnika
                                                    na tym tu świecie.
                                                    W kabzie nie ma i fynika,
                                                    bieda go gniecie.
                                                    Cięzko, ciężko jest tu żyć,
                                                    jak mo kto szczęśliwy być ?
                                                    Za robote licho płaca,
                                                    nie można wyżyć.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 21.10.06, 18:55
                                                    Tak oto było dawniej.....takie problemy nurtowały dawniejszych górników. Są
                                                    zatem te teksty, co trzeba podkreślić, swoistym dokumentem pewnej epoki.
                                                    Następne piosneczki będą o etosie i dumie górnieczej. Napewno bedzie już
                                                    weselej :)
                                                    Bowiem duma rozpierała górnika z tego zawodu, że niekiedy potrafił wspaniale
                                                    fantazjować. Oj, dużo weselsze te pioseneczki , a uśmiać się przy nich jidzie.
                                                    Pewno pisane w jakieś karczmie przy piwku...hehe.

                                                    I seteczka zrobiona
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 29.10.06, 19:01
                                                    A oto jak dumny był górnik z zawodu mówi ta pieśniczka:

                                                    Górnik ci ja , górnik
                                                    Połowa szlachcica,
                                                    Nie chodzę po ziemi
                                                    Jeno po tercicach

                                                    A więc górnik to prawie szlachcic, w okresie feudalnym górnicy kruszcowi
                                                    uzyskali wolność osobistą, co ich jednocześnie wyróżniało. Można nawet sie
                                                    zgodzić z Janem Pazdurem, ktory napisał " Wolność osobista uszlachetniała zawód
                                                    górniczy i podnosiła ten zawód do rangi zajęć rycersko-ziemiańskich..."
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 29.10.06, 19:13
                                                    Szczególnym powodem do dumy był mundur górniczy, a nawet niektóre jego części,
                                                    o czym świadczy ta piosenka:

                                                    Idzie berkmón drógą,
                                                    klapa mu się świeci,
                                                    ludzie powiadają:
                                                    "Co za szlachcic leci !"

                                                    Owa 'klapa' , czyli skóra górnicza, była jednym z istotnych atrybutów zawodu
                                                    górniczego. Pełniła nie bylejaką funkcję, a prawo do jej noszenia mieli
                                                    wyłącznie rębacze, czyli w pełni wykwalifikowani robotnicy.
                                                  • szwager_z_laband Re: Fane ślonske zajty :o) 30.10.06, 08:45
                                                    tam miauo byc po tarcicach chyba
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 30.10.06, 19:25
                                                    Jeno po tercicach takiego słowa użył Adolf Dygacz.
                                                    To 'e' czy 'a' to w gwarze takie ruchome, w zależności od miejscowości.

                                                    A te tarcice to są korytrze , utarte drogi ?
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 30.10.06, 19:25
                                                    Jak silne to poczucie dumy zawodowej było, jakie przekonanie o wyraźnej
                                                    odrębności i użyteczności własnej ilustruje fragment tej wspaniałej piosenki ze
                                                    zbiorów Józefa Lompa:

                                                    O gorniku, cieszże się tym,
                                                    Żeś jest człekiem pożytecznym,
                                                    Stanu swego nie pogardzaj,
                                                    Wielce go sobie poważaj.

                                                    Bo skądżeby brał świat cały
                                                    Złoto, srebro, minerały,
                                                    Kieby nie ludzie górnicy,
                                                    Ci podziemni rzemieślnicy ?

                                                    Pan, rzemieslnik, stany wszyckie
                                                    Mają przez ręce górnickie
                                                    Złoto, srebro, żelazo, miedź
                                                    Górnik musi z ziemi dobyć.

                                                    Tu widać jak górnik zdaje sobie sprawę ze swej wyjątkowości. Czy górnik to
                                                    Ślązak - możemy sobie postawić pytanie. Czu każdy górnik to Sloonzok ?
                                                    Czy 100% Śloonzok to musi być górnik ?
                                                    To jednak nie wszystko jeszcze w tej milutkiej pioseneczce , oto ciąg dalszy.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 30.10.06, 19:26
                                                    I co tu słyszymu ?

                                                    Nie zorałby roli rolnik,
                                                    Gdy mu na żelazo górnik
                                                    Kruszcu w ziemi nie nakopie,
                                                    Przyda ci się górnik, chłopie.

                                                    Kowal, kotlarz, ślosarz, żeglarz,
                                                    Szewc, krawiec, nawet młynarz
                                                    Ma narzędzia przez górnika,
                                                    Skąd mu zarobek wynika.

                                                    No pięknie widać , jak górnictwo jest niezastąpione i nic w świecie nie byłoby
                                                    gdyby jednak nie praca górnika.
                                                    :) Ale to nie wszystko, bo jak tak bardziej w szczegóły wejdziemy to się
                                                    dowiemy dalej w tej piosence, że (czego górnicy sobie nie zdają sprawy) że nie
                                                    byłoby na świecie wojen gdyby nie to górnictwo.
                                                    Czy na tej podstawie możemy sądzić, że górnictwo w dużym stopniu do wojen
                                                    przysposabia ? ;)))))

                                                    Nie mogłby król wojny toczyć
                                                    Choćby miał jeść i pić dosyć.
                                                    Bo czymże by rąbał, strzylał,
                                                    Kiedyby górników nie miał.

                                                    Wesoło sobie zaśpiewam,
                                                    Chociaż i pod ziemią bywam,
                                                    W ten stan mie Bóg postanowił,
                                                    Bym se w ziemi zarobił.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 31.10.06, 20:00
                                                    Przedstawmy jeszcze jedną pieśń Stanisława Wallisa o użyteczności górniczej
                                                    profesji.

                                                    Z górnika żyją hutnicy,
                                                    również także rzemieślnicy.
                                                    Wielu to także furmanów,
                                                    małych, jak i wielkich panów.

                                                    Bo cóż hutnik czynić będzie,
                                                    gdy produktów nie nabędzie,
                                                    galmanu, węgla i rudy ?
                                                    Za darmo są jego trudy.

                                                    Cóż sie to z kowalem stanie ?
                                                    Możesz mi powiedzieć panie ?
                                                    Cóż by czynili kowale ?
                                                    Nie byłoby to ich wcale.

                                                    i dalej będzie....
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 01.11.06, 18:34
                                                    Z górnika i furmon żyje,
                                                    choć koniem, nie sobą, pracuje.
                                                    Czymże by stolarz heblowoł,
                                                    druciarz czym garnki drutował ?

                                                    Szewcy i krawcy noczynia
                                                    górnikom do dziękczynienia.
                                                    Górnikom także masarze
                                                    dziś niech niosą wurszty w darze !

                                                    Bo czymże by je krajali,
                                                    gdyby ci nie fedrowali.
                                                    Palcam musieliby krajać
                                                    ajbo całe nóm sprzedawać.

                                                    Rudy rozmaite i wota
                                                    wyrabiają ze srebra, złota;
                                                    miedź, ołów, cynk i niklowe
                                                    mamy monety, te nowe.

                                                    Truciznę także, co mómy,
                                                    przez górników dobywómy.
                                                    Arszenik, wielka trucizna,
                                                    każdy mi to dzisiaj przyzna.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 02.11.06, 19:27
                                                    Julisz Ligonia wcale nie był gorszy, bo tak sobie podśpiewuje:

                                                    Jestem górnik, tym sie szczycę,
                                                    że ma praca tak słynie,
                                                    gdziekolwiek się myślą rzucę,
                                                    w każdej bywam krainie.

                                                    Węgle, kruszce to skarb drogi,
                                                    moja ręką dobyty,
                                                    dla każdego owoc błogi,
                                                    wszędy bywa użyty.

                                                    Kończy się zaś ta pieść następująco:

                                                    A więc szczęść nam, szczęść nam Boże !
                                                    Niech się serca radują !
                                                    Wykrzyknijmy, jak to może:
                                                    "Górnicy niechaj żyją".
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 03.11.06, 19:29
                                                    Myślicie , ze koniec , e tam , jeszcze....

                                                    Przekonanie o randze i znaczeniu zawodu prowadziło do wyrażenia w piesniach
                                                    również takich sądów:

                                                    Jestem sobie górnik z górnośląskich szacht,
                                                    wszyscy mnie kochają i z wiosek i z miast.
                                                    Pracuję pod ziemią, hej, głeboko tam,
                                                    dla wszystkich na świecie czarny węgiel mam.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 04.11.06, 18:05
                                                    Z atrakcyjnego zawodu górniczego cieszyły się kobiety i o tym zaczniemy cykl
                                                    piosenek

                                                    Górnicy, górnicy,
                                                    pracujcie w trudzie,
                                                    lubią was dziewczęta
                                                    i szanują ludzie.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 05.11.06, 11:57
                                                    Juliusz Rogers taką pieśń zanotował:

                                                    Dziewczyno kochana,
                                                    Nie bierz se siodłaka,
                                                    Bo z niego nic dobrego,
                                                    Jeno kęs łajdaka.

                                                    Dziewczyno kochana,
                                                    Nie bierz se furmana,
                                                    Bo z niego nic dobrego,
                                                    Jeno kęs gałgana.

                                                    Weź se górnika,
                                                    Nie będziesz nic robić,
                                                    Nie bedziesz nic robić,
                                                    Jeno pięknie chodzić.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 06.11.06, 19:26
                                                    Posłuchejcie, wy śleprowie,
                                                    co w kopalni robicie:
                                                    zegarki-ście se kupili,
                                                    z nami godać nie chcecie !

                                                    A galoty drelichowe
                                                    na papier zapisane,
                                                    a jak przyjdzie wypłata,
                                                    krawiec za wami idzie.

                                                    A w niedziele ci śleprowie
                                                    to są wielkie panice,
                                                    a przez tydzień do roboty
                                                    stargane nogawice.

                                                    A jak przyjdzie na muzyka,
                                                    rod by z dziołchą tańcowoł,
                                                    choćby mu sie zapolyła
                                                    piwa by nie kupowoł.

                                                    Stanisław Wallis
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 07.11.06, 19:14
                                                    I jeszcze jedna pieśń anonimowego autora:

                                                    Na górecka wlazła,
                                                    tak sobie mówiła:
                                                    "Wezna se górnika,
                                                    nie będa robiła".

                                                    Górnika se wzięła,
                                                    robić żem musiała,
                                                    lepiej bym cie nigdy
                                                    górniku nie znała.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 08.11.06, 19:31
                                                    No tak, czas przyszedł na ślonskie piosenki patriotyczne , bo i takie były. Ale
                                                    ponieważ są patriotyczne , napewno byście byli wkurzeni, więc podarujemy je
                                                    sobie.
                                                    Chyba, ze podziwok sobie specjalnie zażyczy ;)))
                                                    Ale przypuszcza, że marne szanse jak w piosence....
                                                    marne szanse....choć szansą są.....
                                                    Weno, mam taką teraz pioseneczkę na zakończenie fjnych zajtów:

                                                    Jadą wozy za wozami,
                                                    Siadajże ty harne dziewcze, a jedź z nami,
                                                    A jedź z nami, żołnierzami,
                                                    Będziesz sobie szynkareczką miedzy nami.
                                                  • rita100 Re: Fane ślonske zajty :o) 16.11.06, 19:49
                                                    Przy tych hucznych śpiewach nie mogę napomknąć o pieśniach patriotycznych w
                                                    tonie żartobliwym. Jako , ze Ślask niesamowicie kochał Kraków i z wzajemnością
                                                    oczywiscie. Dlatego też w tonie żartobliwym i w formie dujęzycznego dialogu,
                                                    napisał pieśń Józef Lompa.

                                                    Jam ist Polka rodzona,
                                                    Z krwi szlacheczki spłodzona,
                                                    Odstąp, Niemce, ode mnie,
                                                    Nie zapatruj się we mnie.

                                                    Ach, mein liebe panno, mein,
                                                    Mussten nich tak bose sein,
                                                    Ich sie kochać in den Todt,
                                                    Dass wiedzieć mein lieber Gott.

                                                    Co ty, Niemce, szwargoczesz,
                                                    I pod nosem mamroczesz,
                                                    Mów po polsku ze mną, kpie,
                                                    Nie tak brzydko i głupie.

                                                    Ich nie umieć po polsku,
                                                    Bin geboren in Szląski,
                                                    Und mein Vater Niemiec bil,
                                                    Nie sprechen po polsku viel.

                                                    Raz na zawsze ci mówię,
                                                    Pomyśl sobie w swej głowie,
                                                    Żeś ty Niemiec, ja Polka,
                                                    Tyś luter, ja rzymianka.

                                                    Więc ja wolę Polaka
                                                    Niż takiego łajdaka,
                                                    Ni z przyjaźni, ni z wiary,
                                                    Ni z wdzieku ani z gwary.

                                                    Wen es nun nich kann anderssein,
                                                    Musi się juz geben drein,
                                                    Lass gedanken ze sterbe,
                                                    Der dich liebte bez ćiebie.

                                                    Idźe, Niemce, do czarta,
                                                    Dróge ci nie zawarta,
                                                    Owszem, na msze ś. dam,
                                                    Ze cię juz nie oglądam.

                                                    So empfehle Ihnen mich.
                                                    Kłaniam, panie Eriderich
                                                    Soll ich nimmer kommen her ?
                                                    Waruj Boże, nimmermehr.
Pełna wersja