stix
03.11.06, 09:47
www.bydgoszcz.pl/
Czcigodni Zebrani!
Dziękuję organizatorom dzisiejszej sesji za zaproszenie mnie na wykład. To
dla mnie wielki zaszczyt, pewne uhonorowanie mojej dawnej, od 1942 roku
prowadzonej działalności. Te słowa skłaniają mnie do powiedzenia kilku słów o
mojej przeszłości, jako że olbrzymiej większości uczestników dzisiejszego
zebrania moja postać nie jest znana. Ukończyłem studia w 1931 roku, przed
wojną pracowałem w sądownictwie. Podczas wojny mieszkałem jako wysiedlony w
Częstochowie. Niezależnie od tego pracowałem w Warszawie w konspiracyjnym
Studium Zachodnim, z którego po wojnie pod egidą profesora Zygmunta
Wojciechowskiego wyrósł Instytut Zachodni. Po wojnie do sądownictwa nie
wróciłem, stałem się pracownikiem naukowym Uniwersytetu Poznańskiego oraz
Instytutu Zachodniego, w którym prowadziłem matą sekcję, trójosobową, pod
tytułem „Pracownia badania dziejów okupacji w Polsce". A więc jestem
prawnikiem, który niejako stał się też historykiem ważnego odcinka naszych
dziejów. Rzecz jasna, że w pierwszym rzędzie zwracałem uwagę na problemy
prawne, na „prawo" okupacyjne, ale jako że wydarzenia stają ze sobą w bardzo
ścisłym związku, musiałem zająć się także praktyką władz okupacyjnych. To już
w 1942 roku zaprowadziło mnie do sprawy bydgoskiej. Właśnie wtedy bytem
współautorem i współredaktorem pracy pod tytułem Z pierwszej linii frontu,
która w marcu następnego roku ukazała się drukiem, a w listopadzie 1943 roku
w Glasgow w Wielkiej Brytanii. Ta praca to obraz cierpień narodu polskiego na
ziemiach „wcielonych" do Rzeszy. W związku z tym po raz pierwszy w moich
badaniach wystąpiła sprawa Bydgoszczy i po raz pierwszy zetknąłem się z
straszliwą książką Edwina Ericha Dwingera pod tytułem Der Tod in Polen. Eine
volksdeutsche Passion(1) - Śmierć w Polsce. Cierpienia niemieckiej ludności.
Problematyki Bydgoszczy nie można oddzielić od innych wydarzeń związanych z
początkiem II wojny światowej. Widzę tutaj trzy nurty i w tych trzech nurtach
Bydgoszcz będzie zajmowała albo pierwsze albo bardzo poczesne miejsce.
Pierwszy nurt - to problem niemieckich zamachów na mienie niemieckie, na
instytucje i majątki niemieckiej mniejszości z sierpnia 1939 r., ostatniego
miesiąca przed wojną, które przypisywano Polakom, aby usprawiedliwić napaść
na Polskę. Drugi nurt - to dywersja nazistowska (narodowosocjalistyczna) w
całej Polsce we wrześniu 1939 roku. Jej przejawem była dywersja w Bydgoszczy.
Trzeci nurt to sprawa propagandy nazistowskiej. W lutym 1940 pojawiła się
wersja oparta rzekomo na badaniach specjalnej niemieckiej placówki pod
nazwą „Graberzentrale für die erwordeten Yolskdeutschen in Polen" - Centrala
grobów dla pomordowanych w Polsce Niemców. Wersja ta głosiła, że w Polsce
zginęło we wrześniu 1939 z ręki polskiej 58 tysięcy Niemców. Za tą tezą
poszedł Erich Dwinger w swojej książce. A obok tego pojawiła się 11 grudnia
1941 roku jeszcze jedna wersja, która nawiązuje niejako do pierwszego nurtu,
o którym przed chwilą mówiłem, do wydarzeń przedwojennych. Hitler w
przemówieniu przed parlamentem Rzeszy 11 grudnia 1941 r. oświadczył: „Bytem
zmuszony wypowiedzieć wojnę Polsce, bo w czasie największego pokoju
(dosłownie - im tiefsten Frieden") w ciągu niewielu miesięcy z ręki polskiej
zginęło 62.000 Niemców".(2) A więc dwie wersje, 58.000 w wrześniu, 62.000 już
w sierpniu 1939 r. Ta druga wersja została powtórzona przez generalnego
gubernatora Hansa Franka, ale potem w prasie nie znalazła wyrazu. Widocznie
minister propagandy Goebbels uznał, że jest zbyt nieprawdopodobna. Przechodzę
do nurtu pierwszego. W roku 1951 Edmund Osmańczyk, wówczas korespondent prasy
polskiej w Berlinie, ogłosił książkę pod tytułem Dowody prowokacji. Tajne
archiwum Himmlera(3) Heinrich Himmler był przywódcą organizacji SS. Osmańczyk
przedstawił w niej w postaci wielostronicowego, starannie opracowanego
zestawienia, ogromny zespół niemieckich planów zamachów, które w sierpniu
1939 r. miały być wykonane w Polsce, głównie na pograniczu, częściowo też na
terenie samej Rzeszy, tuż przy granicy polskiej. Te dokumenty otrzymał, jak
pisał we wstępie od zachodnioberlińskiego adwokata, który szukając swoich
własnych akt w gmachu sądu, gdzieś w piwnicy natrafił na ten niezwykle cenny
zbiór. Popełniono wówczas jeden wielki błąd, opublikowano wprawdzie
szczegółowy wykaz planowanych zamachów, ale nie powiedziano, co zostało
wykonane. To zrobiłem dopiero po wielu latach, na początku lat
osiemdziesiątych. Rzecz jasna, że wyniki moich badań były bardzo skromne. W
dokumentach przewidziano 180 zamachów. Bydgoszcz zajmowała w nich bardzo
poczesne miejsce. Planowano następujące zamachy na instytucje mniejszości
niemieckiej:(4)
Dokument numer D-72 - Zburzenie przy pomocy materiałów wybuchowych
pomieszczeń biurowych „Deutsche Vereinigung" niemieckiej partii politycznej
przy ulicy 20 stycznia, na narożniku alei Mickiewicza.