hanys_hans
26.11.06, 21:38
Pochodzenie i najstarsze dzieje Słowian są problemem, który, choć na pozór
oderwany od życia, niespodziewanie ujawnia pewne polityczne mity: myślowe
ciągi subtelne i mgliste, przez nikogo chyba nie wypowiedziane do końca, ale
może właśnie z tego powodu wciąż wywierające wpływy na myślenie o naszym
polskim miejscu w świecie.
Każdego, kto usiłował dowiedzieć się czegoś o słowiańskich starożytnościach,
musi uderzyć i zirytować brak ładu, brak wyraźnych linii u autorów
interpretujących archeologiczne i pisane zabytki; tak jakby na rzeczywiste
ubóstwo źródeł dotyczących naszych narodowych, polskich i słowiańskich
początków, nakładały się jeszcze uporczywe, a może wręcz złośliwe tendencje,
aby zrozumienie owych szczupłych źródeł zagmatwać.
Źródłem tego zamętu jest mit autochtoniczności Słowian, a Polaków w
szczególności. (Słowa "mit" używam oczywiście w sensie fałszywej i wygodnej
zbitki pojęciowej, a nie w sensie religijnej opowieści.) Mit ów został
stworzony w okresie międzywojennym z jasnych pobudek patriotycznych, czy jak
kto woli, nacjonalistycznych, i chodziło w nim o to, aby dać odpór niemieckiej
propagandzie, która wszelkie źródła archeologiczne interpretowała jako
świadectwa odwiecznego pobytu na ziemiach nadodrzańskich i nadwiślańskich -
ich własnych pobratymców, Germanów. Oczywiście, ów pogląd miał wyraziste
ostrze polityczne: podbudowywał ideologiczne prawa nazistowskich Niemiec do
ziem obecnie należących do Polski, które wówczas były wschodnimi kresami
państwa niemieckiego albo strefą planowanej hitlerowskiej ekspansji na wschód.
Pogląd o autochtoniczności Słowian sprowadzał się do tezy, iż osadnictwo w
dorzeczu Odry i Wisły (obszar ten bywał przedłużany na wschód aż do Dniepru)
ma w dającej się stwierdzić przeszłości charakter ciągły, nie było zaburzane
poważniejszymi najazdami, a ewentualni przybysze byli tylko przejściowymi
gośćmi. Mimo tych sporadycznych wizyt sąsiadów, przez cały czas - przynajmniej
1700 lat przed Mieszkiem I - miał trwać na obecnych polskich ziemiach
"prasłowiański" substrat etniczny. Owi Prasłowianie mieli w końcu przeobrazić
się w Słowian, którzy stąd, znad Odry i Wisły rozeszli się w okresie Wędrówek
Ludów (w wiekach IV-VI n.e.) w trzy strony świata - na zachód nad Łabę, na
południe: do Czech, nad Dunaj i na Bałkany, oraz na wschód ku późniejszej Rusi.
My, Polacy, mielibyśmy być w prostej linii potomstwem i spadkobiercami
rdzennej, autochtonicznej ludności dorzecza Odry i Wisły, a także tymi spośród
Słowian, którzy w przeciwieństwie do reszty swoich pobratymców, dochowali
wierności swojej starej ziemi i nie dali się skusić "obczyźnie" nad Dunajem,
Wełtawą czy Oką.
Owa wizja - a raczej mit właśnie - była uporczywie podtrzymywana i propagowana
przez cały okres PRL i dopiero pod koniec tej formacji, w latach 80-tych,
zaczęły się pojawiać pierwsze publikacje, stawiające naszą prehistorię z głowy
na nogi.
Tylko skrótowo naszkicuję stan rzeczy, który wydaje się najbardziej
prawdopodobny (i który zapewne jest po prostu prawdą...) - Słowianie na
większości swoich obecnych siedzib, w tym także nad Odrą i Wisłą są stosunkowo
późnymi przybyszami i zajęli te ziemie w ciągu V wieku n.e., a więc w końcowej
fazie Wędrówki Ludów. W starożytności Brązu i rzymskiej ich tu po prostu nie
było; i co więcej nie wchodzili w styczność z cywilizacją klasyczną
(rzymsko-grecką). Najstarsze uchwytne archeologicznie ślady Słowian pochodzą z
Wołynia i Podola z wieku IV n.e.; co do wcześniejszej epoki poszlakami są
pokrewieństwa i zapożyczenia językowe, wskazujące ma dorzecze środkowego
Dniepru jako na wcześniejszą siedzibę. Nasze ziemie w rzymskiej starożytności
zamieszkiwali Germanowie - na Pomorzu Goci, a na południe od nich ludy
określane zbiorową nazwą najpierw Lugiów a później Wandalów, których ślady
określa się mianem archeologicznej Kultury Przeworskiej. Jedynie Pojezierze
Mazurskie zasiedlali Bałtowie. Germanowie sięgali zresztą dużo dalej na
wschód: Goci i Gepidowie, którzy przewędrowali nasze (później) ziemie,
szerokim łukiem okrążając Wandalów, jako że oba te plemiona szczerze się nie
lubiły, stworzyły krótkotrwałe państwo nad Morzem Czarnym i Dnieprem.
Germańskim narzeczem mówiono na Krymie jeszcze czterysta lat temu! Przed
Germanami południe Polski było kolonizowane przez Celtów. Wcześniejsza od nich
Kultura Łużycka, której dziełem był około roku 737 p.n.e. Biskupin, także po
słowiańsku (czy prasłowiańsku) nie mówiła.
Jak powiedzieliśmy, mit polskiego autochtonizmu (którego początkowo głównym
orędownikiem był prof. Józef Kostrzewski, poznański archeolog i odkrywca
Biskupina) od samego powstania miał wyraźne ostrze patriotyczne i
antyniemieckie. Okazało się wkrótce, że znakomicie służy także innym
politycznym opcjom czy stylom myślenia.
Ale wcześniej należy zauważyć, iż ów mit wzbogacił się o pewien ważny aspekt.
Wydawałoby się bowiem, iż jeżeli pewien lud nieprzerwanie zamieszkuje przez
półtora tysiąca lat, a może dłużej, to samo terytorium, utrzymując się w
dodatku z rolnictwa, nie koczując i nie wędrując, to powinien stworzyć jakąś
trwałą kulturę materialną i duchową. A więc grody, miasta, ośrodki
rzemieślnicze; zapewne także powinien dorobić się własnego pisma (tym
bardziej, że miał piśmiennych sąsiadów), kultu bogów, tytulatury władców, a
może nawet spisanej historii. Oczywiście Słowianie żadnym takim dorobkiem
pochwalić się nie mogli. Historycy owładnięci mitem autochtonizmu mogli
naginać fakty, i wykopaliska w rodzaju Biskupina przypisywać Słowianom. W
większości przypadków jednak tego czynić się nie dało, czego skutek był taki,
iż przybywało wstydliwych faktów (że odkopano groby książąt ewidentnie
germańskich, groty strzał z runicznymi napisami, albo że wygasłych w V wieku
dymarek świętokrzyskich nie było komu rozpalić na nowo) - a wraz z nimi rosła
nieśmiałość w dziele naukowego, ale także np. literackiego penetrowania
własnej narodowej przeszłości. Prehistoria Polski zaczęła przypominać szafę
pełną trupów!
Jakby w odpowiedzi na takie krytyki (których, jak się wydaje, nikt jawnie nie
wytaczał) utrwalił się niejasny pogląd, iż tak rekonstruowani Słowianie (czy
Prasłowianie) byli przez całą swoją historię ludem pokojowo nastawionym,
łagodnym i poczciwym, godzącym się na koegzystencję na tym samym terytorium z
obcymi przybyszami, a w razie zagrożenia uciekającym zapewne w leśne
głębiny... W przeciwieństwie do wojowniczych i nieźle zorganizowanych,
wykazujących państwowotwórczy instynkt Germanów, Scytów, Hunów czy Awarów,
Słowianie zdawali się ludem bez historii i bez państwa. Jednakże te dwa jawne
defekty okazały się ich wielkim atutem w oczach dwóch dominujących nurtów
politycznego myślenia w Polsce lat niedawnych.
Słowianie bez historii, a w szczególności bez rozwiniętej religii, pozbawieni
wyższej kultury, nie tknięci kultem "pogańskich" bóstw, czynili wrażenie ludu,
który trwał przez tysiąclecia w dziecięcej niewinności, czekając na chrzest -
bo dopiero ów sakrament miał go wyrwać z prehistorycznego niebytu, a raczej
na-wpół-bytu. Ten aspekt mitu autochtonizmu był więc szczególnie miły
katolickiej opcji. Było to również w pełnej zgodzie z podręcznikową zbitką
pojęciową, iż historia Polski zaczęła się w roku 966 od chrztu Mieszka. A co
było wcześniej? Jakaś nieokreśloność, którą wprawił w polskie dzieje już
pierwszy historyk, Gall Anonim, pisząc te jakże ważkie słowa: "Lecz dajmy
pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci
wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa (...)". Oczywiste jest, że
Kościołowi bardzo pomocna była wizja Polski "stworzonej przez Kościół" -
takiej, która od początku jest chrześcijańska, która nie zaznała
wcześniejszych, rdzennych a więc "pogańskich" alternatyw kulturowych, i
dosłownie wszystko zawdzięcza ideom przybyłym z Rzymu albo za jego pośrednictwem.
Wizja ta była równie - a może nawet bardziej - miła stronie przeciwnej,
komunisto