Kiedy ktos je nacjonalistom!?

28.12.06, 08:47
Jest to tyn, co prouwda pisze, abo tyn co ta prouwda neguje?

Ciekawy uech je na odpowiedzi!

Przykldem sleposci Polakow jest polsli sejm, ktory zawsze jesli o nacjonalizm
chodzi, bez glosu sprzeciwu dyryktywy przyjmuje.
Polska jesli o narod chodzi, jest na piewrszym miejscu w Europie, to
potwierdzily ankiety a jopu se muszam dac pedziec uot Polokow, ze jou je
nacjonalista;)
Ale jaja!
    • olandi1 Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 08:58
      Nacjonalizm (z łac. natio – naród) to postawa społeczno-polityczna uznająca
      naród za najwyższe dobro. Nacjonalizm uważa interes własnego narodu za nadrzędny
      wobec interesu jednostki, grup społecznych, czy społeczności regionalnych.
      Nacjonalizm przedkłada interesy własnego narodu nad interesami innych
      narodów[1], zarówno wewnątrz kraju (mniejszości narodowe lub etniczne) jak i na
      zewnątrz (narody sąsiednie).[2] Ideologia ta uznaje państwo narodowe za
      najwłaściwszą formę organizacji społeczności złączonej wspólnotą pochodzenia,
      języka, historii i kultury. W literaturze polskiej istnieje wyraźne rozróżnienie
      między nacjonalizmem a patriotyzmem, który w odróżnieniu od nacjonalizmu
      postrzegany jest pozytywnie. Za skrajną, agresywną formę nacjonalizmu uważany
      jest szowinizm.

      Pojęcie nacjonalizmu w Polsce różni się od definicji w wielu innych językach. Np
      w krajach anglosaskich pojęcie to ma szerszy zakres niż w polskiej i na ogół nie
      ma charakteru wartościującego. Nacjonalizm może oznaczać poczucie przynależności
      narodowej, świadomość narodową, ideę narodową itp. [3]

      Nacjonalizm w pierwotnej formie (Risorgimento) narodził się we Francji w 1792
      roku wśród jakobinów, którzy wydali wówczas manifest Ojczyzna w
      niebezpieczeństwie i ogłosili walkę z "wrogami zewnętrznymi" - m.in. Austrią i
      Belgią. Jakobini uważali, że skoro w państwach europejskich nie doszło jeszcze
      do rewolucji, to wszystkie narody poza Francją, jako że nie dorosły jeszcze do
      rewolucji, są ciemne i zabobonne.

      W dziewiętnastowiecznym nacjonalizmie istotnym elementem był darwinizm
      społeczny, który zakładał, że życiem społeczeństw rządzą te same zasady, co
      światem przyrody. Według nacjonalistycznej interpretacji historii świat był i
      jest areną walk pomiędzy różnymi narodami, z których tylko najsilniejsze mają
      prawo do przetrwania.

      Nacjonalizm był jednym z elementów faszyzmu. Skrajny nacjonalizm (szowinizm)
      cechował z kolei narodowy socjalizm, obecnie neonazizm. Elementy
      nacjonalistyczne występowały również w niektórych formach komunizmu np. w
      Wietnamie, ZSRR (po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej 1941) czy w Polsce
      (szczególnie po 1967).

      Współtwórcą i głównym ideologiem polskiego nacjonalizmu - Narodowej Demokracji
      (endecji) - był Roman Dmowski, (Myśli nowoczesnego Polaka, 1902).[4] Obecnie
      spadkobiercy ideologii Narodowej Demokracji, unikają na ogół określenia
      nacjonalizm i określają się jako ruch narodowy.
      • olandi1 Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 08:59
        Współczesne spory wokół krytyki nacjonalizmu

        Krytycy kojarzą często partie nacjonalistyczne ksenofobią i rasizmem. Zwolennicy
        uważają to skojarzenie za błędne twierdząc, że zdarza się że mniejsze, ale dość
        widoczne grupy także określają się jako nacjonalistyczne, ale często może być to
        eufemizmem dla narodowego socjalizmu (neonazizmu).
        • ballest Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 09:08
          Olandi, a jak sie cos takiego zwie, jesli narod wszystko neguje, co by moguo
          zepsuc jego dobry wizerunek w oczach innych, choc wszyscy wiedzom, ze bylo
          inaczej.
          Nie tylko ze oficjalnie klamie, to stawia klamliwe pomniki w ktorych wskazuje
          palcem na innego, ze to inny jest sprawcom.
          Wyklada klamliwie historie a jak ktos probuje ja sprostowac, ten je
          nacjonalista.
          Historyk bydgoski zostal wyzwany faszystom, nazistom, i o malo nie zlinczowany,
          tylko z powodu tego, ze zmienil swoje zdanie na temat krwawej niedzieli.

          Jak sie cos takiego zwie, i jest to np. w Niemczech mozliwe?
    • meg_s Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 09:02
      ballest napisał:
      > Jest to tyn, co prouwda pisze, abo tyn co ta prouwda neguje?

      najwyraźniej postawiłeś pytanie którego sam nie rozumiesz - mówienie prawdy nie
      ma z nacjonalizmem nic wspólnego - pogarda dla innych i nienawiść tak
      • ballest Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 09:38
        O takich co stawiajom pomniki na Lomszczyznie ofiarom polskich mordow,
        obwiniajac tymi mordami Niemcow, trzeba by bylo pisac z pogardom, albo uwazasz
        ze nie?
        Meg, Niemcy tez maja klamliwa historie i oni o tym wiedza, ale oni nie chca
        prawdy, bo nie chca pogorszenia stosunkow z Polska, ktore juz dzis sa najgorsze
        jakie moga byc.
        Nie mysl, ze Niemcy o tym nie wiedza, kto tam mordowal Zydow na Lomszczyznie i
        nie tylko tam, to Wehrmacht bronil Zydow przed rozjuszonym motlochem.
        Nie wiem czy pogarda by tu na miejscu nie byla, ale Niemcy wola klamac, uwazaja
        ze lepiej niech tak zostanie.

        Meg, zapytaj w domu oni Tobie opowiedza jak sie odnosili Polacy do ludzi
        wyznania mojzeszowego!!
        • szwager_z_laband Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 09:52
          no toch je ciekawy odpowiedzi - mysla ze jyj niy bydzie ...
          • ballest Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 10:14
            "To nie Niemcy? Boże mój!

            W rozmowie z dziennikarzem społeczność zdaje się być podzielona na tych, którzy
            przenieśli tamtą nienawiść sprzed 60 lat w dzisiejszy świat, bez Żydów, i tych,
            którym w nocy śni się tamten krzyk. W Radziłowie występowałam jako kuzynka Jana
            Skrodzkiego towarzysząca mu w jego dochodzeniu prawdy. Jeśli tylko nie
            rozmawialiśmy z osobami bezpośrednio związanymi ze zbrodnią (zarówno tymi,
            które miały w rodzinie morderców, jak i tymi, których krewni ratowali), ich
            uczucia pozostawały letnie. Janek mówił: "Mordowali Polacy". A jego
            przyjaciółka z dzieciństwa, która od 70 lat nie opuściła miasteczka, zdziwiła
            się uprzejmie: "To nie Niemcy? Boże mój!". I zmieniła temat."

            To som Poloki, takie som i te na FORUM!
            Tylko nie godac uo ich zbrodniach, ale historii zmiynic nie mozna.
          • meg_s Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 10:21
            szwager_z_laband napisał:
            > no toch je ciekawy odpowiedzi - mysla ze jyj niy bydzie ...

            z tobą nie rozmawiam - domyśl się czemu - a ballestowi nie mogę odpowiedzieć z
            tej prostej przyczyny, że nie mam kogo pytać - żyje już wyłącznie moje pokolenie
            • szwager_z_laband Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 10:21
              miyjwiyncyj tako odpowiedz boua zicher:)
              • meg_s Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 10:53
                ja nie wiem po co ty w ogóle oczekujesz jakiejś odpowiedzi, skoro wszystko wiesz
                lepiej - jak to było ? "nieważne co ona mi napisze - ja i tak swoje wiem" - no
                to po co udawać że się rozmawia

                parafrazując słowami Kubusia Puchatka: "Jeśli w drugiej części rozmowy ukazuje
                się ogon osoby, z którą rozmawiasz, wiedz, że taka rozmowa do niczego nie prowadzi."
                • szwager_z_laband o Kubusiu Puchatku 28.12.06, 10:56
                  co pedziou tyn folklorysta na tze kecki itd?
                  • meg_s Re: o Kubusiu Puchatku 28.12.06, 11:46
                    a Twoim zdaniem co powiedziała ? (a właściwie nie powiedziała, tylko odpisała)
                    • szwager_z_laband Re: o Kubusiu Puchatku 28.12.06, 11:54
                      moim zdaniym pedziaua to co wiynkszosc ksionzek fauszywie podawo - moje zdanie
                      znosz, a to jo sie przeca ciebie pytou::))
                      • meg_s Re: 28.12.06, 11:56
                        no to się mylisz :)

                        ....Zapoznałam się z nadesłanym przez Panią materiałem [chodzi o materiał, który
                        jest w tej chwili na stronie]. Niestety, jest tam tak dużo błędów i
                        nieścisłości, że nie podejmuję się zrecenzowania go. Dodam, że naruszeniem praw
                        autorskich - jest zamieszczanie zdjęć bez podania ich źródła i autora oraz
                        cytowanie dużych fragmentów publikacji bez odpowiedniego przypisu.
                        Uczestniczenie w tego typu działaniach nie leży w sferze moich zainteresowań....

                        no i po zawodach - dalej nie wiem co jest błędne, a co nie - a źródło (tytuł i
                        autora publikacji) przecież wyraźnie podałam
                        • szwager_z_laband Re: 28.12.06, 12:03
                          mysla ze ona wiy ze tam je za mocka prowdy a za mauo do niyj(chociosz jeszcze
                          dosc) propolskego a niyprawdziwego obrazu Slonska i slonskego oblyczynia, no i
                          w zyciu sie z tym niypogodzi ktos kto je w szkle polskyj szkolony. Take je
                          niystety moje zdanie na tyn temat.

                          ps

                          prawa autorska to inkszo inkszosc:)


                          • hanys_hans Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 12:14
                            Współtwórcą i głównym ideologiem polskiego nacjonalizmu - Narodowej Demokracji
                            (endecji) - był Roman Dmowski, (Myśli nowoczesnego Polaka, 1902).[4] Obecnie
                            spadkobiercy ideologii Narodowej Demokracji, unikają na ogół określenia
                            nacjonalizm i określają się jako ruch narodowy.
                            • ballest Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 15:29
                              Polska zawsze jak z Niymcami godala, robila im zle sumienie, ze to oni i
                              wylacznie oni sa odpowiedzialni za exodus ludzi wyznania mojzeszowego.
                              W miedzyczasie to wlasnie ludzie tego wyznania sami zaczynaja zmieniac przebieg
                              historii, a paru odwaznych historykow polskich tez sie odezwalo i prawde
                              powiedzialo.
                              Tym ostatnim zamknieto w Polsce buzie straszac ich nawet linczem, niestety
                              osobom wyznania mojzeszowego wystraszyc nie moga, bo te nie mieszkaja w
                              miedzyczasie w kraju swoich oprawcow.
                              ---
                              Polacy by naprawde najlepiej zrobili i sie do winy przyznali, ale oni do
                              dzisiaj sie do Jedwabnego oficjalnie nie przyznali, a to boli europejskich
                              demokratow.
                              • hanys_hans Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 23:02
                                SS-Man idol WSZECHPOLACTWA


                                Biografia - LEON DEGRELLE

                                wg. polskiego serwera NARODOWA SCENA ROCKOWA

                                Dziś, kiedy wczorajsi zwycięzcy i owoce ich zwycięstwa powoli odchodzą w
                                przeszłość, nadeszła nareszcie pora, by przybliżyć jedną z niewątpliwie
                                najbarwniejszych postaci XX wieku.
                                Leon Degrelle urodził się on 15 czerwca 1906 roku w Bouillon w Walonii, u stóp
                                zamku, z którego wyruszał na krucjatę słynny Gotfryd, a zmarł w wieku prawie 88
                                lat w Wielki Czwartek, 1 kwietnia 1994 roku na wygnaniu w Hiszpanii. Pochodził z
                                francuskiej rodziny katolickiej, która osiedliła się w nadgranicznym miasteczku
                                na początku stulecia na skutek prześladowań religijnych we Francji. Miał 8 braci
                                i sióstr. Skromne życie w wielodzietnej rodzinie było dlań prawdziwą szkołą
                                pracy, wytrwałości, przywiązania do ziemi, ale i miłości rodzinnej,
                                solidarności, szacunku do tradycji.
                                W 1924 roku Degrelle wstąpił na renomowany katolicki uniwersytet we flandryjskim
                                Lowanium. Bardzo szybko okazało się, że przeznaczony mu jest nie spokojny żywot
                                bibliotecznego szczura, ale raczej wir polityki i życie publiczne. Degrelle
                                pozostawał wówczas pod wpływem Akcji Francuskiej i myśli politycznej Karola
                                Maurrasa, podobnie jak cała ówczesna młoda inteligencja belgijska: autor
                                "Enquete sur la monarchie" wygrał w 1926 roku w plebiscycie studenckim na
                                najpopularniejszy "autorytet moralny".
                                Te sympatie oraz wpływ znanego kapelana młodzieży studenckiej, ks. prałata
                                Picarda, sprawiły, że Degrelle wstąpił do Belgijskiego Stowarzyszenia Młodzieży
                                Katolickiej. Tam właśnie zdobywał pierwsze ostrogi w polityce i stawiał pierwsze
                                kroki w dziennikarstwie, choć jak sam twierdzi, prawdziwą szkołą polityki były
                                dlań studenckie ... żarty. Nie chodzi tu o jakieś spontaniczne swawole, ale
                                raczej o doskonale zaplanowane i wyreżyserowane happeningi na długo absorbujące
                                opinię publiczną. Niektóre z psikusów miała na ustach cała Belgia, jak np.
                                proces studenckiego pisma "Avant garde", którego Degrelle był naczelnym, ze
                                spadkobiercami rodziny Dumas. Pismo to zamieszczało na swych łamach powieść w
                                odcinkach sygnowaną Aleksander Dumas, wnuk. Po pewnym czasie redakcja otrzymała
                                z Francji pozew sądowy spadkobierców, który skwapliwie zamieściła. Do
                                występowania w imieniu rodziny Dumas udało się zwerbować najlepszych liberalnych
                                adwokatów, a proces stał się główną atrakcją w prasie ogólnokrajowej. Dopiero na
                                sali sądowej okazało się, że i powieść i pozew są sfingowane, a prawdziwe
                                jedynie przygotowane przez mistrzów palestry napuszone mowy obrończe. Śmiała się
                                cała Belgia, a sędziowie nie potraktowali autorów żartu zbyt surowo w obawie
                                przed posądzeniem o brak poczucia humoru. Na marginesie nie sposób nie
                                przypomnieć, że w tym samym czasie w Paryżu w podobny sposób żartowali sobie
                                młodzi ludzie z grupy skupionej wokół Roberta Brasillacha, którzy zebrali wśród
                                francuskich deputowanych spore poparcie dla biednych, prześladowanych Poldewian,
                                narodu nieistniejącego. Poczucie humoru jest niewątpliwie jednym z nieodłącznych
                                elementów stylu faszystowskiego.
                                Degrelle cały czas zbierał doświadczenia i dojrzewał do tego, by po okresie
                                działalności prasowo - publicystycznej wystąpić na scenie politycznej. Dużo
                                podróżował, zarówno po kraju, gdzie na własne oczy mógł przekonać się o nędzy
                                zwykłych ludzi, jak i za granicę. W 1930 roku wybrał się do ogarniętego
                                powstaniem i antykatolickimi prześladowaniami Meksyku, gdzie Cristeros toczyli
                                walkę z popieranym przez Stany Zjednoczone marksistowskim rządem Callesa. Jego
                                reportaże z ponad trzymiesięcznego konspiracyjnego pobytu u boku meksykańskiej
                                młodzieży katolickiej odniosły wielki sukces, także w USA.
                                Talenty urodzonego przywódcy i organizatora sprawiły, że po powrocie z Meksyku
                                władze kościelne powierzyły Degrelle'owi stanowisko dyrektora katolickiego
                                wydawnictwa Christus Rex. Wegetująca do tej pory oficyna pod jego wpływem szybko
                                przekształciła się w prosperujący koncern wydawniczy. Jego sposób działania był
                                nowatorski i bardzo przypominał to, co w Polsce na innym polu robił św.
                                Maksymilian Kolbe. Młody dyrektor nie wahał się dla sprawy używać wszelkich
                                dostępnych środków i jako pierwszy zaczął wydawać ilustrowane pisma, tygodniki i
                                wysokonakładowe dzienniki: francuskojęzyczne "Rex" i "Pays réel" oraz flamandzki
                                "Vlan!".
                                Degrelle wiedział już wtedy czego chce. Wiedział, że jego przeznaczeniem jest
                                walka polityczna. Jednym z czynników, które popchnęły go do działania była
                                niewesoła sytuacja gospodarcza i polityczna kraju. Po kryzysie z 1929 roku,
                                którego skutki dotarły do Europy w 1930 r. wiele rodzin w Belgii, zwłaszcza w
                                środowisku robotników wielkoprzemysłowych popadło w niespotykaną dotąd biedę. W
                                tej sytuacji ideologia marksistowska zaczęła zdobywać coraz większe wpływy tym
                                bardziej, że tradycyjne partie katolickie były najczęściej powiązane z wielkim
                                kapitałem i finansami i nie troszczyły się o zwykłych ludzi. W tym aspekcie
                                dwudziestolecie międzywojenne w większości krajów europejskich wyglądało
                                podobnie: korupcja polityków, skandale finansowe, dekadencja moralna i
                                polityczna elit itp. Degrelle bez wahania przystąpił w wydawanych przez siebie
                                pismach do ataku na członków establishmentu wszelkiego autoramentu, w tym także
                                nominalnie katolickich, co zrodziło nieufność ze strony części hierarchii. W
                                takiej sytuacji w 1935 roku Degrelle zdecydował się na usamodzielnienie i na
                                bazie wydawnictwa utworzył ruch, który wziął odeń nazwę - Rex.
                                Od samego początku rexizm jawił się jako ruch nonkonformistyczny i
                                antysystemowy, który definiował się nie jako partia polityczna, ale właśnie jako
                                ruch. Ideologia rexistowska była zupełnie nową jakością na scenie politycznej:
                                jego celem nie była przebudowa struktur państwowych zgodnie z abstrakcyjnymi
                                założeniami programowymi, ale przeprowadzenie rewolucji duchowej. W skrócie Rex,
                                to młodość u władzy plus głęboki mistycyzm katolicki. Stworzony przez
                                dwudziestokilkuletniego Degrelle'a i jego równie młodych współpracowników Rex
                                ucieleśniał młodzieńczy bunt przeciw materializmowi, który psuje i tłamsi
                                ludzkie dusze.
                                "My też mieliśmy po dwadzieścia lat - pisał sześćdziesiąt lat później Leon
                                Degrelle. - Jako zagorzali nacjonaliści poruszyliśmy do głębi świadomości duszę
                                naszej Ojczyzny. Pragnęliśmy wydobyć ją z politycznego trzęsawiska, w którym się
                                dusiła, wskrzesić wiarę w jej misję, przywrócić ład w instytucjach, odbudować
                                sprawiedliwość społeczną przy ścisłej współpracy klas, a przede wszystkim
                                przeprowadzić rewolucję dusz, która wyzwoliłaby ludzi od wdzierającego się
                                materializmu" ("Apel do młodych Europejczyków", 1992) .
                                Uosobieniem materializmu byli przedstawiciele fuzji elit politycznych i elit
                                finansowych, dla których Degrelle ukuł specjalne określenie - banksterzy. Oni
                                to, na równi z marksizmem, stali się celem kompanii ataków, którą Degrelle
                                zaingurował z iście młodzieńczym radykalizmem. Gdy bowiem 2 listopada 1935 roku
                                wystąpił na kongresie oficjalnej partii katolickiej z mową oskarżycielską
                                przeciwko jej liderom, postarał się najpierw, by zaryglowano od zewnątrz drzwi.
                                Wściekli weterani politycznych gier i gierek musieli wysłuchiwać jeremiad
                                młodego debiutanta, który nie pozostawił na nich suchej nitki zarzucając im
                                wspólnotę interesów z wielkim kapitałem i finansjerą zamiast obrony głosujących
                                na nich ubogich rzesz katolickich. Potem były już tylko następujące regularnie
                                ataki prasowe, oskarżenia i procesy, przysparzające popularności wśród prostych
                                ludzi zdradzonych przez swych przedstawicieli.
                                Natomiast działalność społeczna ruchu i głoszony solidaryzm nie był tylko pustym
                                słowem. Pod egidą i z funduszów Rexa organizowano wakacje dla dzieci robotników,
                                które w tym nadmorskim kraju nigdy nie widziały morza. Również osobistym
                                pomysłem Degrelle'a było wysyłanie młodych rexistek, najczęściej panienek z
                                dobrych domów, do pomocy w rodzinach robotniczych. W ten sposób poznawały one
                                obce dla nich problemy nędzy, braku mieszkań, niedożywie
                                • hanys_hans Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 23:03
                                  W ten sposób poznawały one obce dla nich problemy nędzy, braku mieszkań,
                                  niedożywienia itp. a proste, choć szczere i ofiarne akcje pomocy pozwoliły
                                  realnie osłabić wpływy marksizmu i zastąpić walkę klas solidarną współpracą.
                                  Biedę zwalczano nie tylko w wymiarze doczesnym, ale także duchowym. Protestując
                                  przeciw skutkom industrializacji, rexiści jako pierwsi zaczęli głosić, że prości
                                  ludzie nie muszą spędzać życia w otoczeniu, które odbiera im część
                                  człowieczeństwa, że mają prawo do piękna. Ten rys w ogóle szerzej
                                  charakteryzował ruch, bowiem wagę do estetyki przykładano także w publikacjach
                                  prasowych oraz w reżyserii mityngów etc. co sprawiło, że mówiono o specyficznym
                                  stylu nazwanym przewrotnie Rex Appeal.
                                  Energia przywódcy i szczerość zaangażowania sprawiły, że w wyborach z 24 maja
                                  1936 narodzony z niczego Rex zdobył 11,5 % głosów. 21 rexistowkich posłów
                                  przyszło na inauguracyjną sesję parlamentu z miotłami na ramieniu, symbolem
                                  tego, co miało czekać skorumpowanych polityków. Jednak to, co legło u podstaw
                                  niesłychanej popularności Rexa, a mianowicie bezkompromisowa walka z całym
                                  establishmentem, stało się też przyczyną jego porażki, bowiem cały oficjalny
                                  świat polityczny zmobilizował się do walki odkładając na bok drugorzędne różnice
                                  między prawicą a lewicą. Za arenę pierwszego starcia posłużyły przedterminowe
                                  wybory w Brukseli, gdzie w pojedynku z przedstawicielem "banksterów", ministrem
                                  Van Zeelandem, Leon Degrelle zdobył 1/3 głosów. Na porażce zaważyło poparcie
                                  Kościoła dla establishmentu, a pewna część hierarchii planowała nawet
                                  ekskomunikowanie ruchu Christus Rex, przed czym tę najbardziej katolicką partię
                                  uratowała ponoć interwencja Mussoliniego w Watykanie.
                                  W wyborach w 1939 r. do parlamentu weszło tylko 4 reksistów, w tym Degrelle.
                                  Mimo to ruch nie stracił na znaczeniu i nie przestał być aktywny. W przededniu
                                  II wojny światowej jako jedyny bronił polityki faktycznej, a nie jedynie
                                  nominalnej neutralności. W tym Rex jako jedyna partia popierała króla Belgii,
                                  podczas gdy reszta sceny politycznej prowadziła de facto politykę antyniemiecka
                                  i proaliancką.
                                  Gdy w maju 1940 r. niemieckie wojska wkroczyły do Belgii Degrelle z pogwałceniem
                                  immunitetu parlamentarnego został aresztowany przez służby specjalne i wydany w
                                  ręce francuskiej Dwójki. Po przejściu przez prawdziwą drogę krzyżową
                                  kilkudziesięciu francuskich więzień i obozów, gdzie był torturowany i poniżany
                                  (co opisał w książce pt. "Wojna w więzieniu") został uwolniony kilka tygodni
                                  później z obozu w Pirenejach przez swych towarzyszy. Uniknął on losu Jorisa van
                                  Severina, przywódcy flamandzkiego Verdinaso, który został najzwyczajniej w
                                  świecie rozstrzelany przez pijanych żołnierzy. Dzięki temu już wkrótce mógł
                                  rozpocząć nowy, barwny rozdział w Historii.
                                  Po powrocie wrót z obozu w Vernet rozpoczął się dlań okres oczekiwania.
                                  Wszystkie elity polityczno-finansowe rzuciły się w wir kolaboracji, Flamandowie
                                  cieszyli się, że nareszcie nadeszła ich godzina, a król uznał się na więźnia w
                                  swym zamku w Laaken. Dla Degrelle'a wszystko było jasne - Niemcy wygrali wojnę,
                                  a o miejsce dla Belgii będzie można się upomnieć jedynie w oparciu o sojusz z
                                  tymi, którzy ustanowiać będą nowy porządek europejski. Jednak by móc złożyć
                                  ofertę należy mieć coś do zaproponowania. Ponieważ nastrojony pangermanistycznie
                                  niemiecki zarządca Belgii, gen. Falkenberg, nie przejawiał zainteresowania siłą
                                  Rexa, myśląc raczej o aneksji do Rzeszy niektórych jej obszarów, Degrelle czekał
                                  na odpowiednią okazję, by znaleźć odzew u dygnitarzy myślących kategoriami
                                  bardziej europejskimi. Nadeszła ona w czerwcu 1941 roku, kiedy atak na Rosję
                                  zakończył egzotyczny sojusz III Rzeszy ze ZSRR. Wiedział, że jedynym argumentem
                                  w przyszłej heroicznej Europie będzie danina krwi i dowody męstwa złożone w boju
                                  u boku Niemców.
                                  Degrelle ogłosił, że Walonowie, "francuskojęzyczni Germanie", przyłączają się do
                                  europejskiej krucjaty przeciwko bolszewizmowi. Z pierwszych kilkuset ochotników,
                                  w przytłaczającej większości młodych reksistów, powstał zaczątek ochotniczego
                                  legionu walońskiego. Jego szlak bojowy jest imponujący. Już w pierwszej walce 17
                                  lutego 1942 roku zdobył on 37 żelaznych krzyży. Potem nastąpiły walki na
                                  Ukrainie i długi marsz aż po Kaukaz. Walonowie odznaczyli się takim męstwem, że
                                  Himmler postanowił przenieść ich w całości pod swą komendę. W tym okresie pod
                                  egidą Waffen SS zaczynały się już powoli skupiać ochotnicze formacje z całej
                                  Europy, od Chorwatów i Słowaków, przez Szwajcarów i Skandynawów, po Francuzów i
                                  Bałtów, które pragnęły walczyć nie w imię pangermańskiego imperializmu, ale w
                                  obronie swych narodów i całego kontynentu. Tak też stało się w wypadku żołnierzy
                                  Degrelle'a, który przeforsował warunek, że w pogańskiej SS znalazł się kapelan
                                  katolicki. Latem 1943 roku jednostka została wycofana do obozu szkoleniowego w
                                  Pieske, gdzie zmieniła mundury i otrzymała ciężki sprzęt oraz nową nazwę -
                                  Sturmbrigade Wallonien. Po powrocie na front od listopada 1943 do lutego 1944
                                  roku Walonowie mieli okazję potwierdzić swą renomę w słynnej bitwie pod
                                  Czerkasami, gdzie z poświęceniem rozbili pierścień okrążenia ratując w ten
                                  sposób jedenaście niemieckich dywizji od nowego Stalingradu. Triumfalny powrót
                                  bohaterów na urlop do Belgii stał się okazją do defilady zwycięstwa w Brukseli i
                                  Charleroi, które wzbudziły niesamowity entuzjazm całej ludności. Przemówienia
                                  Degrelle'a w Belgii, Francji, a nawet do rodaków przebywających na robotach w
                                  Niemczech sprawiły, że do jednostki masowo zaczęli napływać kolejni ochotnicy.
                                  Pod koniec wojny Walonowie jeszcze raz mieli okazję złożyć dowody odwagi w
                                  Estonii, gdzie generał Steiner powiedział wręczając dwieście Żelaznych Krzyży,
                                  że "jeden Walon starczy za tysiąc żołnierzy".
                                  Sam Degrelle wyruszył na tę wojnę jako zwykły szeregowiec, mimo, że Niemcy
                                  chcieli dać mu honorowo stopień oficerski. Wszystkie awanse, od kaprala do
                                  generała zdobył w ogniu walki. Został odznaczony orderem za 75 walk wręcz, z
                                  których wyszedł cało oraz Żelaznym Krzyżem z Liśmi Dębu. Po walkach pod Dorpatem
                                  Hitler rozkazał sprowadzić go samolotem do Kwatery Głównej prosto z pola bitwy i
                                  osobiście udekorował Krzyżem Rycerskim z Brylantami. Wtedy to z jego ust padły
                                  słowa: "Gdybym miał syna chciałbym, żeby był do pana podobny".
                                  Koniec wojny zastał Degrelle'a i jego Walonów pod Berlinem, gdzie od 22 do 25
                                  kwietnia skutecznie powstrzymywali natarcie radzieckich czołgów. Podczas cofania
                                  się na północ, pod Lubeką dotarł do nich komunikat radiowy, że Himmler negocjuje
                                  zawieszenie broni. Wojna była przegrana. Degrelle rozdał żołnierzom kenkarty
                                  robotników cudzoziemskich, które zabrał specjalnie dla nich z Urzędu Pracy w
                                  Berlinie, a sam, ubrany w mundur pułkownika SS, ruszył na północ.
                                  8 maja 1945 roku znalazł się w Oslo, gdzie przypłynął z Kopenhagi na trałowcu.
                                  Niemiecki gubernator Norwegii, dr Terboven poinformował go, że Szwecja nie
                                  zgodziła się udzielić mu azylu. Plan przedostania się okrętem podwodnym do
                                  Japonii też należało odrzucić, ponieważ w życie weszła już kapitulacja i U-Booty
                                  musiały pozostać w dokach. Było tylko jedno rozwiązanie - samolot. Tak się
                                  złożyło, że u stóp zamku stał Henkel ministra Speera. Degrelle postanowił
                                  zaryzykować kalkulując słusznie, że w dzień zwycięstwa na alianckich lotniskach
                                  w Europie szampan będzie się lał strumieniami i nikt raczej nie będzie miał
                                  głowy do śledzenia podejrzanego samolotu z wygaszonymi światłami. Był tylko
                                  jeden szkopuł: zasięg Henkla wynosi 2100 kilometrów, a do Pirenejów było 2150.
                                  Jednak wybór okazał się być słuszny: samolot uniknął czeszących niebo
                                  reflektorów i choć pod koniec lotu skończyło mu się paliwo i zapaliły silniki,
                                  to spadł szczęśliwie już po hiszpańskiej stronie Zatoki Biskajskiej.
                                  Wyłowiony przez baskijskich rybaków ciężko ranny Degrelle został umieszczony w
                                  szpitalu w San Sebastian. Z nogą, ręką i obojczykiem w gipsie przeleżał kilka
                                  miesięcy w odosobnieniu, co uratowało go prz
                                  • hanys_hans Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 23:04
                                    Z nogą, ręką i obojczykiem w gipsie przeleżał kilka miesięcy w odosobnieniu, co
                                    uratowało go przed ekstradycją. W tym czasie zapełniał setki stron papieru,
                                    pisał wiersze i historię walońskich ochotników w trzech tomach. Jednak naciski
                                    wywierane na generała Franco były tak duże, że ostatecznie w lecie 1946 roku
                                    Degrelle, który odrzucił propozycję wyjazdu do Irlandii, miał zostać
                                    odeskortowany na granicę. Jeszcze raz Opatrzność nad nim czuwała. Dzięki pomocy
                                    przyjaciół zdołał uciec ze szpitala, schronić się na prowincji jako obywatel
                                    polski Henryk Duran i przeczekać kilka lat, aż opadnie fala nienawiści. W tym
                                    czasie jego rodzina przechodziła gehennę: brat, całkozwicie apolityczny
                                    aptekarz, został zastrzelony przez partyzantów, żona osadzona w obozie, matka i
                                    ojciec zamknięci w więzieniu, gdzie zmarli, a dzieci - rozproszone. Sam Degrelle
                                    został oskarżony przez rząd belgijski o różne zbrodnie, których nie popełnił i
                                    skazany zaocznie na karę śmierci, mimo, że trybunał norymberski nie umieścił go
                                    na liście "zbrodniarzy wojennych". Kiedy po wyjściu z ukrycia zaczął układać
                                    sobie nowe życie, wielokrotnie musiał stawić czoła skrytobójcom nasłanym przez
                                    ideowych potomków "banksterów".
                                    Dla kogoś, kto niegdyś jednym słowem poruszał całe tłumy, stan przymusowej
                                    bezczynności był męką. Rekompensował to sobie pisaniem pozostawiając po sobie
                                    dziesiątki, najczęściej kilkusetstronicowych książek o znanych osobistościach i
                                    wydarzeniach z historii XX wieku. Wydana w Szwacjarii "Kampania Rosyjska"
                                    została w całości skonfiskowana i zniszczona na prośbę władz belgijskich.
                                    Ostatnio we Francji i w USA zaczął ukazywać się monumentalny fresk historyczny
                                    pt. "Wiek Hitlera", będący monografią dwudziestego wieku w dziewięciu tomach.
                                    "Płonące dusze", pierwsza książka Degrelle'a, którą dostaje do rąk polski
                                    czytelnik, jest zbiorem rozważań i przemyśleń duchowych, których cel jest wciąż
                                    ten sam - rozpalić przysypany warstwą popiołu płomień, by wywołać wielką
                                    rewolucję dusz!
                                    Wódz Rexa, dowódca Dywizji "Wallonie" i Volksführer Leon Degrelle odszedł z
                                    ziemskiego wygnania do Boga w Wielki Czwartek 1994 roku. Do śmierci pozostał
                                    wierny ideom, które wyznawał przez całe życie. Wsłuchajmy się zatem w jego
                                    ostatnie przesłanie, bo to do nas jest skierowane:
                                    "Młodzi europejscy koledzy - nadeszła wasza kolej .
                                    Materialnie, to jasne, ale przede wszystkim duchowo i intelektualnie bądźcie
                                    gotowi na wszelkie ofiary. Niech wasze mózgi będą doskonale wykarmione i
                                    zbudowane, ciało silne i gotowe na najtrudniejsze walki, dusza rozjaśniająca
                                    wasze idee.
                                    Wtedy, choćby bój był zacięty, wasze silne ramiona podniosą na tarczach
                                    zwycięstwo, w które zwątpili słabeusze.
                                    Tylko ci co mają wiarę wracają i stawiają czoła przeznaczeniu!
                                    Wierzcie! Walczcie!
                                    Świat się traci albo zdobywa. Zdobądźcie go!
                                    Na ludzkiej pustyni, gdzie beczy tyle baranów bądźcie lwami!
                                    Niechaj Bóg wam dopomoże!
                                    Czołem, koledzy!"


                                    Zrodlo: www.nsr.com.pl/biografie/degrelle.htm
                                    • hanys_hans Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 23:05
                                      Mysl Polska

                                      Nr 3 (1519)

                                      Leon Degrelle - bohater czy hitlerowiec?

                                      W 30-31 numerze "Myśli Polskiej" z 29 lipca-5 sierpnia br. ukazał się artykuł
                                      pana Mirosława Salwowskiego "Krzyżowiec czy esesman" poświęcony osobie Leona
                                      Degrelle'a . Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jest moim zamiarem w
                                      niniejszej polemice apologizowanie tej postaci. Do zabrania głosu skłoniło mnie
                                      przeinaczenie wydarzeń, nadinterpretacje kilku faktów oraz znaczne spłycenie
                                      tematu przez Salwowskiego.

                                      W pierwszej części swojego wywodu, Salwowski sugeruje, iż w niektórych kręgach
                                      prawicy narodowej promuje się pewne postacie, budzące liczne moralne
                                      wątpliwości. Do takich właśnie Salwowski zalicza Leona Degrelle'a, podkreślając
                                      jednocześnie, że jego osobę w Polsce wypromował pismo "Szczerbiec" oraz
                                      wydawnictwo "Rekonkwista", które opublikowało jego książkę

                                      "Płonące dusze"

                                      Gwoli ścisłości chciałem zauważyć, że promowanie książki "Płonące dusze" pióra
                                      walońskiego polityka niekoniecznie musi się wiązać z uwielbieniem dla autora, a
                                      tym bardziej dla niektórych jego kontrowersyjnych posunięć w życiu. Chodzi
                                      mianowicie o służbę w szeregach Waffen SS podczas wojny niemiecko-bolszewickiej.
                                      Jeżeli chodzi o moją osobę, wyżej wymieniona książka wywarła na mnie bardzo duże
                                      wrażenie. Czytałem ją bardzo powoli i uważnie. Niemal każde w niej zawarte
                                      zdanie ma wielki ładunek myśli i głębi rozważań. Jest esencją przemyśleń o
                                      życiu, śmierci, służbie, poświęceniu, człowieku, obecnej epoce. Nie jest to
                                      jakaś utopijna filozofia, lecz wiele klarownych, drogowskazów na drodze ludzkiej
                                      egzystencji. Napisał ją człowiek, który wiele przeżył, wiele osiągną ale jeszcze
                                      więcej wycierpiał, zmuszony swe wszystkie dni życia po 1945 roku, przeżyć na
                                      przymusowej emigracji w Hiszpanii.

                                      "Płonące dusze" to książka napisana z perspektywy czasu, Degrelle przyznaje się
                                      w niej do niektórych błędów swojego życia: "Okrutne jest to, że musimy przyznać
                                      w duchu, że to, co w życiu najważniejsze zostało zniekształcone i zeszpecone,
                                      przez tysiące słabości i tysiące kapitulacji. Któż nie doświadczył tych klęsk"
                                      lub: "Bądźmy szczerzy, praw do głoszenia moralnych czy duchowych rozważań na
                                      użytek bliźnich nie mam prawie żadnych. Wiem o tym aż za dobrze. Podobnie jak
                                      wielu innych miałem swą część niedoli. W dodatku nawet jeśli nie doświadczyłem
                                      wszystkich cierpień, to przypisano mi ich tyle, że zagłębiam się w sobie, czuję
                                      tylko wstyd i bezdenny smutek". Książka "Płonące dusze" to wreszcie rozważania
                                      stojące głęboko na gruncie Wiary Katolickiej, ukazujące Wiarę, Miłość i Nadzieję
                                      w człowieka i zwycięstwo jego ducha nad materializmem. Wracając jeszcze do
                                      zarzutu Salwowskiego, chciałem podkreślić, że promocja wartościowych pozycji nie
                                      jest równoznaczna z wychwalaniem, nazwijmy to, kontrowersyjnych postaw autora.
                                      Zresztą, któż nie popełnia błędów.

                                      W służbie Hitlera i SS?

                                      Najpoważniejszym zarzutem jaki Salwowski stawia Leonowi Degrelle, jest udział w
                                      zbrodniczych formacjach Waffen SS. Nie można odmówić tutaj racji stawianych
                                      zarzutów, ale! Etyka katolicka naucza, że każde wydarzenie, każdy czyn należy
                                      oceniać w stosunku do okoliczności. Jeżeli np. złodziej włamuje się do sklepu
                                      oraz zabija sprzedawczynię popełnia zło, ale gdy np. żołnierz na wojnie również
                                      zabija wroga w obronie ojczyzny czyni dobro. Mamy tu jednakowe czyny,
                                      polaryzujące się pod względem oceny moralnej. Degrelle formując oddziały
                                      walońskie nie mógł zdawać sobie sprawy o zbrodniczym obliczu machiny wojennej
                                      Adolfa Hitlera. Jego decyzję, choć w perspektywie czasu błędną, należy oceniać z
                                      punktu widzenia nacjonalizmu walońskiego. Podobnie należy spojrzeć np. na
                                      przyłączenie się Finów do ataku Hitlera na ZSSR. Finowie napadnięci przez Armię
                                      Czerwoną, w wojnie wypowiedzianej przez III Rzeszę Związkowi Radzieckiemu
                                      widzieli swój interes narodowy. Przyłączając się do tej wojny kierowali się
                                      poczuciem patriotyzmu i chęcią zniszczenia imperium, które zagrażało ich
                                      niepodległości. Nie możemy ich za to winić. Najbardziej chyba klarownym
                                      przykładem jest tutaj hiszpańska 250 dywizja Wehrmachtu (zwana błękitną).
                                      Straszliwy terror komunistyczny, szalejący w Hiszpanii w czasie wojny domowej
                                      1936-1939, kiedy to czerwoni zbrodniarze masowo mordowali naród hiszpański,
                                      palili kościoły, krzyżowali księży, gwałcili zakonnice na ołtarzach świątyń
                                      katolickich, a zwykłych obywateli rozstrzeliwano tylko za noszenie medalika lub
                                      krzyżyka - skłonił hiszpańskich patriotów, głównie falangistów, do przyłączenia
                                      się do wyprawy Hitlera przeciwko bolszewikom. Szlak bojowy błękitnej dywizji,
                                      był istotnie imponujący (zainteresowanych odsyłam do książki gen. Rafaela de la
                                      Vega pt. "Franco żołnierz", w której wątek ten jest dość szeroko opisany).

                                      Niewątpliwe Degrelle, jako gorliwy katolik, przywódca ruchu Christus Rex,
                                      kierował się także nienawiścią do komunizmu, decydując się na formowaniu legionu
                                      mającego walczyć u boku Niemiec. Zresztą, sam wybrał się w 1930 roku do
                                      ogarniętego antykatolicką i marksistowską rewolucją Meksyku, gdzie rycerze
                                      Chrystusa Króla walczyli z komunistycznym, masońskim rządem Callesa (popieranym
                                      przez USA), którego żołnierze mordowali katolików z okrzykiem "Chwała
                                      szatanowi". Natomiast w 1936 roku do Belgii przybył młody dziennikarz z Polski,
                                      Jerzy Waldorff, który następnie opublikował w piśmie "Prosto z mostu" relację z
                                      ogarniętego wpływami rexistów kraju. Waldorff miał zaszczyt odbyć krótką rozmowę
                                      z przywódca partii Rex. Degrelle wyjaśnił mu wtedy kilka zagadnień programowych,
                                      nowego ruchu, które pozwolę sobie tutaj przytoczyć: "Mój program jest bardzo
                                      prosty, bo oparty na nie praktykowanej zasadzie bezwzględnej uczciwości. Stąd
                                      też wynika brak jakichkolwiek koncepcji kompromisowych. Ponieważ przy tym
                                      walczymy o odmłodzenie katolicyzmu, więc właśnie w oparciu o katolicyzm walczyć
                                      będziemy przede wszystkim z komunizmem. Cały mój program polityki zagranicznej w
                                      tym jest zawarty. Zawsze będziemy się łączyć przeciwko Moskwie, a więc raczej z
                                      Niemcami niż z Francją". Mam nadzieję, że po przedstawieniu przeze mnie tych
                                      argumentów p. Salwowski rozumie, jak spłycił temat ograniczając się do kilku
                                      lakonicznych stwierdzeń.

                                      W kolejnej części swojego artykułu Salwowski stawia kolejne zarzuty Leonowi
                                      Degrelle. Pisze m.in., że katolik ma prawo uczestniczyć tylko w wojnie
                                      sprawiedliwej oraz nie może dokonywać zbrodni. Oczywiście, należy zgodzić się z
                                      tą argumentacją, tylko że Degrelle nie dokonywał żadnych zbrodni, gdyż walczył
                                      wyłącznie na froncie, a więc nie brał udziału z prześladowaniu ludności
                                      cywilnej, rozstrzeliwaniach czy mordach w obozach zagłady, czego oczywiście, na
                                      masową skalę dopuszczała się armia hitlerowska. Salwowski poruszył też wątek
                                      tzw. wojny sprawiedliwej. Clausewitz, wybitny teoretyk i strateg wojenny, głosił
                                      że "wojna jest kontynuacją polityki", tak więc nie można mówić o sprawiedliwych
                                      wojnach i niesprawiedliwych, gdyż o swojej sprawiedliwości, mówi zawsze każda ze
                                      stron konfliktu. Oczywiście takie rozumowanie, cechuje się skrajnym relatywizmem
                                      moralnym, dlatego też spójrzmy na naukę Kościoła katolickiego. Św. Tomasz z
                                      Akwinu w "Sumie Teologicznej" wymienia trzy argumenty, wskazujące, że wojna jest
                                      sprawiedliwą: musi być prowadzona z rozkazu głowy państwa, a nie osoby
                                      prywatnej, drugim warunkiem jest słuszność sprawy, trzecim uczciwa intencja.
                                      Spójrzmy teraz na postawę Degrelle'a. Wojna z ZSSR, w której brał udział była
                                      prowadzona z rozkazu głowy państwa III Rzeszy Adolfa Hitlera, słuszność
                                      nakazywała mu walkę w interesie Walonów, a intencją było obrona kontynentu przed
                                      bolszewikami oraz zniszczenie komunizmu. Co nam wyszło? Leon Degrelle brał
                                      udział w wojnie sprawiedliwej, co nie znaczy, że Hitler prowadził wojnę
                                      sprawiedliwą, gdyż jego intencje nie były uczciwe a także sprawa jego nie była
                                      słuszna.

                                      Błądził, ale był wielki...

                                      Chciałbym teraz zacytować fragment artykułu Salwowskiego: "Degrelle nie dość, że
                                      ochotniczo pomagał Hitlerowi w r
                                      • hanys_hans Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 23:06
                                        Błądził, ale był wielki...

                                        Chciałbym teraz zacytować fragment artykułu Salwowskiego: "Degrelle nie dość, że
                                        ochotniczo pomagał Hitlerowi w realizacji jego planów, to w dodatku zapytany,
                                        przez jednego z dziennikarzy czy jest coś, czego z czasów wojny żałuje,
                                        odpowiedział: - Tylko tego, że przegraliśmy. A więc wódz, rexistów, żałował
                                        tego, że niemieckim nazistom nie udało się wymordować 100 milionów katolików
                                        oraz kilkudziesięciu milionów Żydów, Polaków, Ukrainców etc." Trudno o większą
                                        manipulację faktami, Salwowski najwidoczniej myli dwie postacie, dwie
                                        osobowości. Degrelle'a i Hitlera, którzy mieli zgoła zupełnie inne wizje Europy
                                        oraz zdecydowanie różnili się światopoglądowo. W pogańskiej SS na prośbę
                                        Degrelle'a znalazł się nawet kapelan katolicki, odprawiający dla żołnierzy Msze
                                        polowe. Patrząc z perspektywy czasu na udział przywódcy Rexa w wojnie u boku
                                        Hitlera, należy podejść do tego krytycznie, lecz pamiętajmy, że Degrelle przede
                                        wszystkim nie walczył dla Hitlera. Autor zacytowanego powyżej fragmentu jest
                                        oburzony tym, że Leon Degrelle żałuje, że przegrał swoją walkę, co stwierdził po
                                        wojnie w jednym z wywiadów. Nie wiem, czy Salwowski zdaje sobie sprawę z tego co
                                        pisze, ale najwyraźniej nie rozumie, że naturalnym pragnieniem żołnierza jest
                                        zwycięstwo. Degrelle żałował przegranej walki z komunizmem, który na prawie pół
                                        wieku zawładnął wschodnią częścią Europy. Przepuszczam, że hitlerowskie Niemcy,
                                        gdyby nawet zniszczyły potęgę ZSSR, nie byłyby w stanie wygrać wojny, zważywszy
                                        na to, iż Stany Zjednoczone przystąpiły do działań zbrojnych a Hitler na
                                        wschodzie utopił prawie całą swoją machinę wojenną. Ale w historii nie powinno
                                        się gdybać, więc pozostawię ten wątek.

                                        Reasumując powyższe fakty, Degrelle`a należy niewątpliwie uznać za postać
                                        kontrowersyjną. Budzi i będzie budzić liczne spory, także w środowisku
                                        narodowców. Na zakończenie tej polemiki chciałbym przytoczyć słowa wybitnego
                                        polskiego poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, które dobitnie obrazują
                                        życie gen. Leona Degrelle, dowódcy dywizji "Wallonie": "Błądził jak ludzie
                                        wielcy, łachudry nie błądzą".

                                        Łukasz Kluska

                                        www.myslpolska.pl/historia/historia1-3_1519.html
                                        • ballest Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 28.12.06, 23:28
                                          Hanys, Tys je niemozliwy, ciekawou historia!
                                          • ballest Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 29.12.06, 14:11
                                            No to ciepnymy jeszcze roz do gory;)
                                            tak jak Hanys napisou, ten je nacjonalistom, co siebie wybielou, do zodnych
                                            fehlerow se przyznac nie chce a jeszcze klamie, zeby swoji "biouy" westy nie
                                            zmarasic!
                                            -----

                                            Tera do mnie ?

                                            Czy jou negujam fehlery Niemcow, czy jou zaprzeczom ich mordy, nigdy tego
                                            nie robiam!

                                            a za co uech je krytykowany?
                                            Za to, ze cytujam np.Anna Bikont, ze komentujam Jastrzebskiego, czy
                                            Romanowskiego.

                                            Fto mnie w takim razie krytykuje, jesli jou cytujam czy komentujam samych
                                            Polokow?

                                            Odpowiedz je bardzo prosta, to robiom siyly, kere chcom polskou westa dali
                                            biou miec! siyly, co nie chcom slyszec uo tym, ze z mordowaniem cywilistow
                                            Poloki zaczoly, te siyly chcialy Jastrzebskiego zlinczowac, te siyly nie
                                            dopusciouy, zeby na nowym denkmalu w Jedwabnym wpisano jako oprawcow Polokow,
                                            te siyly nie dopusciouy, zeby napisy na innych denkmalach zmieniono, te siyly
                                            krytykujom kazdego co oficjalnie uo tym pisze!
                                            Jeszcze jedno pytanie mom, fto je wiekszym nacjonalistom,J.Kaczynski, czy
                                            Merkel?
                                            Czy L.Kaczynski czy Köhler?

                                            Moze teraz sobie uzmyslowicie co piszecie.
                                            Jou nie nalezam do tych co piszom yno to, co Poloki slyszec chcom!

                                            I ostatnie pytanie, kto jest nacjonalistom, ten co pisze prouwda abo tyn co
                                            ty prouwdy slyszec nie chce!
                                            • socer-schlesier Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 29.12.06, 16:33
                                              Właśnie na Polsacie był program o niesnaskach miejscowej ludności na temat pomnika Bismarcka, który ostatnimi czasy został znależony i ustawiony w swoim pierwotnym miejscu.Jedni go malowali farbą(5 razy) a inni znowu tę farbę usuwają,chociaż jak powiedziała jedna z osób usuwających te brudy-"tę obecną farbę już zostawimy i poczekamy aż to się wszystko skończy".
                                              Pomnik ten został postawiony w roku 1899.
                                              • ballest Re: Kiedy ktos je nacjonalistom!? 29.12.06, 19:35
                                                Polok sie nigdy nie przyznou, ze ja nacjonalistom, on mysli ze je patriotom,
                                                ale dlo Polski nie robi NIC!
Pełna wersja