annak12
08.01.07, 14:24
"
"Latający Ślązak" nie wróci na tory
Zagadka dla Szanownych Czytelników. Ile w 1936r. trwała podróż pociągiem z
Berlina na Górny Śląsk? 14 godzin? 12? Nic z tego. Jechało się 4 godziny 25
minut.
Pytanie następne. Ile czasu trzeba, by pokonać koleją ten sam dystans w XXI
wieku? Minimum 8 godzin, a są pociągi, które jadą nawet 10.
Z pozoru ta rozbieżność dziwi, bo w końcu żyjemy w epoce postępu, czyli
pociągi z dekady na dekadę powinny jechać szybciej. Tyle, że w przypadku
Górnego Śląska zasada ta działa odwrotnie. Lepiej, moi Państwo, już było i
jak wiemy dotyczy to nie tylko pociągów do Berlina.
15 maja 1936r. z Berlina, z Dworca Śląskiego (to dzisiejszy Ostbahnhof)
wyjechał pierwszy super szybki pociąg do Bytomia. Nazwano go „Fliegender
Schlesier” czyli „Latający Ślązak”. Z racji oszałamiającej prędkości jaką
osiągał – czyli średnio ok. 130 km na godz., a chwilami nawet 160,
powszechnie wołano nań „Latający Pieron”.
„Fliegender Schlesier” startował ze stolicy Niemiec o 20:06. W Bytomiu był o
wpół do pierwszej w nocy. Po drodze zbierał i wysadzał podróżnych na dworcach
we Wrocławiu, Opolu, Kędzierzynie i Gliwicach. O 5:24. ruszał w drogę
powrotną , w Berlinie był kilka minut przed dziesiątą. I tak co dzień, aż do
wybuchu wojny. Oczywiście wyprodukowany we wrocławskich zakładach Linke-
Hoffman „Latający Ślązak” nie przypominał ówczesnych pociągów. Nie
przyczepiano doń parowozu, a kształtem przypominał bardziej współczesne
autobusy szynowe (niech znawcy kolei wybaczą mi to porównanie, gdzież
szynobusom do Latającego Ślązaka) i też napędzany był silnikiem spalinowym.
wielinskiberlin.blox.pl/html
aż nieprawdopodobne,w tak krótkim czasie,4godz.25 min.