stix
06.03.07, 17:31
www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2007030611
Obrazy do zwrotu?
Fundusze na badanie zrabowanych dzieł sztuki
Niemieckie ministerstwo kultury zamierza wesprzeć rodzime muzea sumą dwóch
milionów euro na zbadanie „budzących wątpliwości zbiorów” pod kątem ich
pochodzenia. Choć Niemcy stworzyły centralny rejestr dzieł sztuki zrabowanych
w okresie nazizmu, wiele placówek nie uczestniczy w jego pracach. Jedne
tłumaczą się brakiem funduszy, inne obawą przed utratą cennych zbiorów.
Według szacunków ekspertów, w Trzeciej Rzeszy i na terenach okupowanych
naziści zrabowali ok. 600 tys. dzieł sztuki. Nie mniejsza była liczba
obiektów zrabowanych przez Armię Czerwoną, które Rosja traktowała jako rodzaj
rekompensaty za utratę własnych dóbr kultury. Do kolejnej zmiany właścicieli
dzieł sztuki przyczyniali się już indywidualnie brytyjscy i amerykańscy
żołnierze zabierając na pamiątkę z pobytu w Europie kosztowne suweniry.
Wprawdzie Niemcy podpisały się pod ustaleniami konferencji w Waszyngtonie w
1998 r., poświęconej m.in. problemowi restytucji dóbr kultury zrabowanych w
czasie ostatniej wojny, ale wiele muzeów opieszale realizuje jej
postanowienia. Dopiero po dwóch latach, w 2000 r. stworzono centralny rejestr
dzieł sztuki (www.LostArt.de) zrabowanych w okresie nazizmu, które nie
powróciły do prawowitych właścicieli. Do dzisiaj wiele publicznych kolekcji
nie zbadało pochodzenia swoich zbiorów. Tym samym nie mogą one zostać
upublicznione i nadal spoczywają w niemieckich rękach. W kolońskim muzeum
archiwizacją budzących wątpliwości zbiorów zajmował się jeden pracownik i to
na pół etatu. Niedawno został zwolniony. Przyczyna – cięcia finansowe. Aby
umożliwić dalsze badania ministerstwo kultury przygotowuje na ten cel 2 mln
euro. Suma nie jest duża. Dla porównania mała Austria przeznacza na ten cel 8
mln euro rocznie.
Plany ministerialnych urzędników spotykają się z oporem muzealnych dyrekcji.
Większość krytykuje działalność Biura Koordynacyjnego ds. Utraconych Dzieł
Sztuki z Magdeburga. Zarządza ono internetowym rejestrem zrabowanych dzieł
szuki, a w przyszłości także rozdziałem pieniędzy. Placówki muzealne uważają,
że działa ono w sposób technokratyczny, a nadzorowana przez biuro strona
internetowa roi się od błędów. Nic dziwnego, że czołowe placówki muzealne
zdecydowały się na jej bojkot.
Dyrektorzy niemieckich muzeów coraz niechętniej oddają swe zbiory prawowitym
właścicielom obawiając się fali restytucji. Przyczyną są rosnące ceny na
światowym rynku sztuki. Rynek potrzebuje „świeżego towaru”, a najłatwiej go
zdobyć domagając się zwrotu zrabowanych dzieł sztuki. Krytykę budzi także
zachowanie spadkobierców, którym bardziej chodzi o szybkie spieniężenie
spadku niż zachowanie go w domowych zbiorach, jak to pokazała sprzedaż obrazu
Ernsta Ludwiga Kirchnera „Berlińska scena uliczna”.