ballest
29.06.07, 20:26
Europejskie maniery i polski skandal
Taka byla wspaniala okazja, zeby Polska odzyskala twarz w europejskich
mediach. Twarz, a raczej buzie dzieciecia poslusznego, ktore te buzie trzyma w
ciup albo jest juz nauczone otwierac ja w towarzystwie starszych w jednym
tylko celu: by powiedziec oczekiwane przez nich - "oui!" (ewentualnie
"pardon"). Niestety, bracia Kaczynscy nie skorzystali z okazji, zeby sie
zamknac. "De se taire", jak to pieknie ujal kiedys w europejskim jezyku
europejski polityk.
Postepowanie polskiej delegacji w rokowaniach na brukselskim szczycie
wzbudzilo fale estetycznego co najmniej obrzydzenia. Moze i cos uzyskali -
mowia jedni - ale w jakim fatalnym stylu... Inni sa bardziej jednoznaczni w
swych ocenach: Polska jest "passé", uratowac nas, nieszczesnych Europejczykow
zamieszkujacych ten kraj, moze tylko odgorna europeizacja jego wciaz ciemnego,
niedojrzalego ludu. Europeizacja - to cos jak socjalizacja barbarzyncy albo
wlasnie dzieciecia o zlych instynktach. Skoro tak, to po co w ogole upierac
sie przy jakims liczeniu glosow, przy jakichs odrebnych polskich
zabezpieczeniach, uprawnieniach czy interesach. Przeciez stracic moze na tym
Europa! Oslabi sie tylko potencjal odgornej europeizacji...
Najwiecej oburzenia wywolal premier Kaczynski, ktory osmielil sie przypomniec,
ze to Niemcy zaczely ostatnia wielka wojne, a Polska byla jej pierwsza ofiara.
Przypomniec? Nie, raczej odkryc, wykrzyczec cos, o czym malo kto w Europie, a
zwlaszcza w jej niemieckim centrum, chce wiedziec. Powiedzial cos skrajnie
politycznie niepoprawnego, jak to surowo stwierdzil niemiecki przewodniczacy
europarlamentu: w XXI wieku nie mozemy wracac do wydarzen z wieku XX. Swoja
droga ciekawe, czy Hans-Gert Poettering odwazylby sie tak powiedziec tym,
ktorzy przypominaja o ofiarach Holocaustu?
Niemcy, owszem, nauczeni zostali, ze ich narod odpowiada za wielka zbrodnie na
Zydach, czasem - w imie szacunku wobec znow poteznego partnera na Wschodzie -
gotowi sa pamietac tez o zbrodniach wojennych popelnionych w "Rosji" (pod te
nazwe podciaga sie wszystko, co w 1941 roku tworzylo, chcac nie chcac, ZSRR).
Ale Polska? Ten Kaczynski naprawde nie umie sie zachowac... Hans-Gert
Poettering, gotow udzielac lekcji europejskich manier polskiemu premierowi,
nie zawahal sie ani na moment przed przyjeciem zaproszenia na doroczny zjazd
ziomkostw niemieckich, jaki odbedzie sie w sierpniu tego roku w Berlinie. To
bedzie prawdziwie europejska impreza...
Kto decyduje o tym, co jest europejskie, a co nie? Ten, kto ma polityczna,
ekonomiczna sile, kto ma mocniejszy glos w mediach. Polska, grajac ostro w
Brukseli, probowala przelamac pewne skostniale schematy, dalekie od
historycznej prawdy, dalekie od otwartosci na wielosc doswiadczen europejskich
narodow. Probuje przeciwstawic sie temu, co europejski filozof (Michel
Foucault) okreslil terminem dyskurs - a wiec sposob opisu rzeczywistosci,
ktory jest zarazem narzedziem wladzy, przemocy. Niepokorna, niewychowana
Polska psuje dzis dyskurs europejski, rozumiany jako glos jednego projektu,
juz gotowego, juz zamknietego - bo uzgodnili go najsilniejsi (np. filozof czy
polityk francuski z niemieckim), a swoje "oui" oraz "pardon" powiedzieli slabsi.
Kaczynscy mowia: w tej czesci Europy, ktora jest na wschod od Niemiec, mamy
swoje odrebne spojrzenie, swoj odmienny historyczny bagaz i odmienne warianty
europejskosci. W odpowiedzi slysza: to nie inny wariant europejskosci, tylko
chamstwo, brak wychowania... Interesujace jednak, ze premier Czech i prezydent
Litwy poparli glos Polski. Czyzby tez niewychowani? ("Wychowany", czyli
glosujacy tak, jak kaze mocny patron z Zachodu, okazal sie za to slowacki
populista czy wegierski postkomunista).
Zeby przebic sie przez mur ignorancji i protekcjonalnego traktowania "nowej"
Europy przez "stara", przebic sie przez skutki niestnienia na mapie
politycznej i, co wazniejsze, na mapie wyobraxni politycznej Europy w jej
"zlotym wieku" - od konca XVIII wieku do czasu I wojny, Polska musiala juz w
okresie II Rzeczypospolitej uzywac glosu twardego, czesto odrzucanego na
europejskich salonach jako "arogancja Becka" czy "anachroniczny imperializm
Pilsudskiego".
Obecnie, po kolejnych 50 latach nieistnienia na owej mapie - w dobie
komunizmu, kiedy na wschodzie Europy dla Zachodu byla tylko "Rosja", Polska
upominajaca sie o wlasna, odrebna perspektywe widzenia spraw wspolnego
kontynentu, wspolnej cywilizacji, jawi sie niekiedy jak skandalista-performer,
ktory burzy ustabilizowane kanony, hierarchie, swietosci. Musi krzyczec, musi
szokowac - bo inaczej nie przebije sie przez mur ustalonej juz bez niej
politycznej poprawnosci. Tyle ze przypominajac prawde swojego historycznego
doswiadczenia, a szerzej - upominajac sie o miejsce doswiadczenia calej Europy
zza zelaznej kurtyny, Europy oddanej w Jalcie, Europy "zorientalizowanej" juz
faktycznie dwiescie lat wczesniej przez oswieceniowe salony Paryza - Polska
nie zyskuje tej sympatii, jaka maja w gronie "europejskich elit" ci
skandalisci, ktorzy nurzaja krzyz w urynie lub genitalia rozpinaja na krzyzu...
Polska walczy o glos. To skandal - nie estetyczny, tylko polityczny. By sie na
takie zachowanie zdobyc - w polityce wlasnie, a nie na rynku artystycznej
proznosci - trzeba miec odwage. Odwage, bez ktorej nie ma wspolnoty. Wspolnoty
ludzi wolnych.