Dodaj do ulubionych

To warto richtig uobejrzec

10.07.07, 20:41
" Po raz pierwszy w Polsce od 1945 roku, Muzeum Śląskie pokazuje prawie 150
grafik browarnika z Namysłowa Albrechta Haselbacha. To 500 lat historii Śląska
zapisane w litografiach czy akwafortach

To legendarna kolekcja i najbogatszy zasób informacji o wyglądzie Śląska od XV
do początków XX wieku - cieszy się Andrzej Holeczko-Kiehl, kurator wystawy.
Muzeum Śląskie jest pierwszym, i zaledwie jednym z dwóch miejsc w Polsce, do
której trafiły te bezcenne grafiki. Wcześniej były w Ratyzbonie i Görlitz. To
instytucje z tych dwóch miast: Kunstforum Ostdeutsche Galerie w Ratyzbonie i w
Schlesises Museum w Görlitz zdecydowały się wreszcie połączyć w całość zbiór
Haselbacha i najlepsze jego fragmenty pokazać na historycznym Śląsku - teraz
przeciętym granicami państw i województw.

Przez dziesięciolecia kolekcja była jednak rozproszona. Powstała na początku
lat 40. XX wieku. Haselbach - bogaty browarnik z Namysłowa był wrażliwy na
sztukę i piękno Śląska. W zbiorach miał aż 4 tys. grafik, rysunków i obrazów.
Przezornie wywiózł je w głąb kraju, gdy zrozumiał, że wojna jest przegrana. W
latach 60. większą części kupił od niego rząd Hesji i zdeponował w Ratyzbonie.
Resztę odziedziczyła m.in. jego córka, która z kolei przekazała swoją część do
Göerlitz.

Wystawa nosi tytuł "Podróż w czasie" i nie ma w tym odrobiny przesady. Dzięki
najstarszym sztychom cofamy się nawet do Nysy roku 1497, której panoramę
sportretowano na potrzeby "Kroniki świata" trzy lata wcześniej. Właśnie dla
takich wydawnictw - kompendiów wiedzy o ówczesnym świecie - powstawało na
początku najwięcej śląskich grafik. - Zwykle powstawały jednak na podstawie
szkiców wysyłanych do wydawcy albo na podstawie opisów, stąd wiele w nich
ułomności i zafałszowań - mówi Holeczko. Ofiarą takiej niefrasobliwości padł
Cieszyn. Na grafice z 1650 roku to piękne i kwitnące miasto. Można rozpoznać
wieżę piastowską i sylwetki kościołów. Problem w tym, że w tym czasie Cieszyn
leżał w gruzach po zakończonej właśnie wojnie trzydziestoletniej.

Wprawdzie Wrocław i Nysa należą do najczęściej portretowanych miast, artyści z
biegiem lat coraz chętniej zaglądali na tereny zwane dziś Górnym Śląskiem. Bo
jeszcze w początkach XVIII wieku, za sprawą Friedricha Bernharda Wernera,
artyści zaczęli odwiedzać portretowane miejsca. Efekty były różne. Sam Werner
potrafił tak uwiecznić opactwo w Rudach, że wyglądało jak w planach mnichów,
którzy dopiero myśleli o jego modernizacji. A że ta nie nastąpiła po ich
myśli, także grafika Wernera (niestety nie ma jej na wystawie) nijak się miała
do rzeczywistości.

Prawdziwym graficznym reporterem okazał się dopiero Ernst Wilhelm Knippel. Ten
niemiecki artysta osiadł w Kowarach na Dolnym Śląsku, ale często zapuszczał
się dalej na wschód. Był w Michałkowicach, żeby pokazać pożar pokładów węgla w
kopalni Fanny. Jego odbijane na błękitnym papierze sceny z Huty Królewskiej
czy Huty Laura z Siemianowic to małe arcydzieła pejzażu przemysłowego.

Na początku grafiki były towarem luksusowym, przeznaczonym do elitarnych
wydawnictw albo bogatych kolekcjonerów. Dzięki m.in. Knipplowi obrazy Śląska
trafiły "pod strzechy", reprodukowane w tysiącach egzemplarzy. W XIX wieku
przegrały jednak konkurencję z fotografią. Ostatnie wydawnictwo w Kowarach
splajtowało w 1920 roku. Odeszła wyjątkowa sztuka prezentowania, ale też
wzbogacania świata. Dobrze, że zostały jej choć niektóre dzieła.



Wystawa potrwa do 26 sierpnia. 14 lipca o godz. 15 oprowadzał będzie po niej
Andrzej Holeczko-Kiehl (wstęp wolny).

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice"

miasta.gazeta.pl/katowice/1,35018,4301212.html
bi.gazeta.pl/im/1/4300/z4300851X.jpg
warto kliknac na tyn obrozek!
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka