ballest
07.08.07, 06:40
Jakże łatwo ulec złudzeniu, że świat poszedł do przodu.
Musiałem pilnie wyjechać za granicę. Jako człowiek przezorny wziąłem
ze sobą cztery karty płatnicze i kredytowe, wydane przez trzy
poważne banki: PKO BP, Pekao SA oraz ING Bank Śląski. Jako człowiek
w dwójnasób przezorny sprawdziłem, czy na każdym koncie są
pieniądze. Jako człowiek po trzykroć przezorny sprawdziłem w
umowach - wszędzie widniało, że bez trudu mogę tymi kartami płacić
za granicą. Czwartego stopnia przezorności już mi nie stało - zapas
gotówki wziąłem marny. A potem już było jak w kabarecie.
Zatankowałem pod Monachium. Poszedłem zapłacić, i tak się zaczęło.
Pierwsza karta... Entschuldigen Sie bitte, ich habe die Ablehnung
(przepraszam, mam odmowę). Co mi tam, jak panisko wyciągam drugą
kartę... Leider, auch ungültig (Niestety, też nieważna). Zaczynam
odczuwać niepokój przy trzeciej karcie... Haben Sie noch eine?
Nochmals die Ablehnung... (Ma Pan jeszcze jedną? Znów odmowa...)
Czwartą kartę podawałem już drżącą ręką, sekundy czekania na ruch
terminalu ciągnęły się w nieskończoność. Spaßenende! Zahlen Sie oder
ich rufe Polizei an! (Koniec żartów! Albo Pan płaci, albo dzwonię na
policję!). To się fajnie ogląda, ale tym razem nie było mi do
śmiechu. Wysupłałem ostatnie 20 euro, brakowało 40.
I tu pojawił się dowód działania opatrzności: na stację podjechał
passat z gliwicką rejestracją, więc padam na kolana przed
człowiekiem, błagam o pomoc, tłumaczę swoje okrutne położenie,
pokazuję wydruki z terminalu, łapię się za głowę. Człowiek
wspaniałomyślnie wyciąga z kieszeni gotówkę, płaci za siebie i za
mnie, zostawia mi numer swojego konta walutowego w Polsce z prośbą,
żeby tam wpłacić dług. Wykupił mnie z niewoli bawarskiego pompiarza.
Powróciłem bez przygód, odespałem emocje i zmęczenie. Zasiadłem do
komputera, by z własnego konta walutowego przelać 40 euro na konto
wybawcy. Piiik, czerwony napis: operacja niemożliwa. Próbuję raz
jeszcze, sprawdzam krok po kroku, czy nie popełniłem błędu... Piiik,
czerwony napis: operacja niemożliwa. Pieczołowicie wpisuję wszystko
trzeci raz, sprawdzam każdą cyferkę... Piiik, wszystko się wyłącza,
czerwony napis: zostałeś wylogowany z systemu. Dzwonię do banku.
- Ależ tak, wszystko działa prawidłowo. Po prostu nie można
elektronicznie dokonać zagranicznego przelewu, proszę zerknąć do
umowy.
- Ależ ja nie chcę wykonać zagranicznego przelewu, chcę przelać 40
euro z mojego polskiego konta do równie polskiego banku, który jest
po drugiej stronie ulicy.
- Każdy przelew w euro jest traktowany jako zagraniczny. Musi Pan
przyjść do banku osobiście, wypełnić trzystronicowy formularz,
wpłacić 85 złotych, wtedy przelejemy.
Zawziąłem się, poszedłem do kantoru, kupiłem 40 euro, idę do banku
mojego wybawcy, aby bezpośrednio wpłacić dług na jego konto.
- Przykro nam, ale na rachunek walutowy gotówkę może wpłacać tylko
właściciel lub pełnomocnik.
Poddaję się. Mój czcigodny przyjacielu, poznany na podmonachijskiej
stacji benzynowej, szlachetny człowiecze, który wybawiłeś mnie z
opresji i zaryzykowałeś 40 euro dla nieznajomego! Pozwól, że nie
dotrzymam uzgodnionych warunków, nie wpłacę tej kwoty na Twoje
konto, lecz pojawię się u Twych drzwi z dwoma banknotami w zębach i
z halbką czystej, przy której opowiem o osiągnięciach europejskiej
cywilizacji w wykonaniu polskich bankowców. Ubawisz się, a i mnie
może złość przejdzie.
Twój szczerze oddany.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,4368496.html