hanys_hans
23.08.07, 18:56
www.tvn24.pl/12691,1518970,wiadomosc.html
"TAZ": Polska nie rabowała w Niemczech dzieł sztuki
NIEMIECKA DZIENNIKARKA PRZYZNAJE RACJĘ POLSCE
Niemiecka dziennikarka przyznaje Polsce rację w sporze o "Berlinkę" i
krytykuje niemiecki rząd. - Polska nigdy nie rabowała w Niemczech dzieł sztuki
- podkreśla Gabriele Lesser. To pierwszy, tak silny głos w niemieckich mediach
przyznający Polsce rację w trwającym od początku lat 90. sporze.
Nie na miejscu jest mówienie o "Berlince" jako o łupie wojennym
W Bibliotece Jagiellońskiej znajdują się listy Goethego, Schillera i Lutra. Są
tam też noty Mozarta, Bacha i Beethovena a nawet oryginalny zapis hymnu
narodowego Niemiec. Pierwotnie bezcenne działa znajdowały się w Bibliotece
Pruskiej w Berlinie. Jednak z powodu obaw przed nalotami aliantów zostały
wywiezione na Dolny Śląsk. Nikt jednak nie przewidział, że w wyniku ustaleń
poczdamskiej konferencji, granica Polski zostanie przesunięta na zachód.
Skrzynki z drogocenną zawartością Biblioteki Pruskiej znalazły się w ten
sposób w polskich rękach. Tono Eitel, dawny dyplomata a główny negocjator ds.
zwrotu niemieckich dzieł sztuki domaga się od Polski zwrotu "Berlinki". -
Zapomina przy tym, że Polska nie rabowała niemieckich dzieł sztuki. Dlatego
nie na miejscu jest mówienie o "Berlince" jako o łupie wojennym - pisze
warszawska korespondentka "Tageszeitung" Gabriele Lesser w artykule pt.: "Chęć
prowokacji". Dziennikarka krytykuje postawę Eitela za to, że "nie chce nic
wiedzieć" o polskich postulatach wyrównania Polsce wojennych strat w
dziedzinie kultury. Przypomina stanowisko niemieckiego negocjatora, że
"kwestia reparacji jest uregulowana", a Polska nie ma prawa do żadnych
dalszych odszkodowań.
W minionych 15 latach Niemcy nie uzyskały absolutnie nic
Dziennikarka podkreśla, że Polska nigdy nie zgodzi się na oddanie zbiorów
pochodzących z Pruskiej Biblioteki Państwowej bez zadośćuczynienia ze strony
Niemiec za poniesione straty wojenne. To pierwszy głos w niemieckich mediach
przyznającym Polsce rację w trwającym od początku lat 90. sporze. - W
minionych 15 latach Niemcy nie uzyskały absolutnie nic - ocenia Lesser.
Lesser na łamach "Tageszeitung" tłumaczy, że w Polsce problem ten widziany
jest inaczej. Przedstawia obszernie stanowisko polskich władz w tym sporze, w
tym gotowość do rozmów, ale pod warunkiem uznania przez Niemców, że w czasie
wojny doszło do systematycznego niszczenia polskiej kultury. - Bez
wspaniałomyślnego gestu ze strony Niemców, bez jakiejś formy zadośćuczynienia,
Berlinka nigdy nie wróci do Niemiec - uważa Lesser. Dziennikarka
usprawiedliwia zawieszenie dwa lata temu przez Polskę negocjacji z Niemcami. -
Dla polskich dyplomatów Eitel jest ucieleśnieniem "aroganckiego Niemca, który
jakoby do dziś pogardza stanowiącą mniejszą wartość kulturą "słowiańskich
podludzi" - pisze "TAZ".
Dla polskich dyplomatów Eitel jest ucieleśnieniem "aroganckiego Niemca,
który jakoby do dziś pogardza stanowiącą mniejszą wartość kulturą
"słowiańskich podludzi"
Na przełomie lipca i sierpnia dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung"
zamieścił serię artykułów, których autorzy domagali się od Rosji i Polski
zwrotu niemieckich dzieł sztuki. Gazeta powoływała się na szacunki niemieckich
muzealników, według których w obu krajach znajduje się około 180 tysięcy dzieł
sztuki pochodzących z Niemiec. "FAZ" zarzucała stronie polskiej niechęć do
kontynuowania rozpoczętych w 1992 roku rozmów na temat problemu
przemieszczonych dzieł sztuki i archiwaliów. Zdaniem gazety, Polska blokuje od
dwóch lat te negocjacje. Domagając się zwrotu m.in. zbiorów Pruskiej
Biblioteki Państwowej strona niemiecka powołuje na IV Konwencję Haską, która
zakazuje rabunku dzieł sztuki w czasie wojny.
"Tageszeitung" to siódmy pod względem nakładu niemiecki dziennik. Ma lewicowy
charakter. W Polsce niemiecki dziennik zasłyną "kartoflową aferą". W zeszłym
roku przed szczytem w Weimarze "Tageszeitung" opublikował tekst pełen aluzji
do wzrostu prezydenta i jego brata. Bracia Kaczyńscy zostali nazwani "kartoflami".
Autorka tekstu Gabriele Lesser znana jest z otrego języka. Wdała się w ostrą
dyskusję z Romanem Giertychem. Byłym minister edukacji apelował na spotkaniu
ministrów edukacji krajów Unii Europejskich w Heidelbergu o wzmocnienie
rodziny w Europie, przede wszystkim - o ograniczenie "propagandy
homoseksualnej". Dziennikarka "Tageszeitung" przyrównała poglądy Giertycha do
ideologii z czasów Hitlera. Podpadła także szefowej Związku Wypędzonych Erice
Steinbach. Związek zarzucił Lesser, że w jednym ze swoich artykułów źle
scharakteryzowała intencje Związku Wypędzonych dotyczące budowy w Berlinie
Centrum przeciwko Wypędzeniom.