stix
08.10.07, 17:34
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/druga_strona_071008/druga_strona_a_1.html
Często od niemieckich polityków słyszymy, że oni - w przeciwieństwie
do polityków polskich, a ostatnio i francuskich - robią coś, bo to
jest dobre dla Europy. Ale w końcu za antyeuropejskość dostało się
Berlinowi i to od razu od Jose Manuela Barroso, przewodniczącego
Komisji Europejskiej.
Barroso niemiecką politykę europejską nazwał "pełną sprzeczności". I
trafił w sedno. Niemcy, najpotężniejszy kraj Unii i najwięcej na nią
płacący, zgrabnie posługują się europejską retoryką, ale
jednocześnie mocno bronią własnych interesów.
Jeżeli Niemcom, gdy w pierwszym półroczu 2007 r. przewodniczyły UE,
zależało na pewnym porozumieniu, to oczywiście miało to być
porozumienie "zapewniające rozwój Europie". Dobre dla Europy jest
też to, że Niemcy będą miały najwięcej głosów w Radzie UE, choć
jeszcze kilka lat temu wystarczało im tyle, co znacznie mniej ludnej
Francji.
Trzeba przyznać, że ta "europejska" retoryka Niemiec była czasem
miła dla polskiego ucha. Zwłaszcza podczas szczytu w Samarze, gdzie
prezydent Putin usłyszał od kanclerz Merkel, że sprawa polskiego
mięsa jest sprawą europejską.
Jednak prounijnym deklaracjom towarzyszą czyny, które świadczą o
tym, że Niemcy dbają przede wszystkim o Niemców. O niemieckich
pracowników (z nowych państw UE na swoim rynku widzą chętnie tylko
najwybitniejszych specjalistów, których się sami w odpowiedniej
liczbie nie dochowali, i sezonowych pracowników w zawodach, których
Niemcy nie chcą wykonywać). O niemieckie przedsiębiorstwa (także i
te, które mają wspólnie z Rosjanami wybudować gazociąg północny). O
niemieckich szefów europejskich firm i niemieckich polityków w
europejskich instytucjach.
Nie oglądając się na unijnych partnerów, Berlin walczy także o swoje
(bardzo ważne) miejsce w świecie - chce uzyskać stałe miejsce w
Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Po co jednak kolejny kraj Unii, po
Francji i Wielkiej Brytanii, ma być stałym członkiem Rady, skoro UE
ma prowadzić wspólną politykę międzynarodową?
Niemcy stoją przed rozwiązaniem sprzeczności, którą wytknął im
Barroso. Muszą sobie i innym wskazać, gdzie przebiega granica między
interesami narodowymi i europejskimi.
-----------------------------
Niemcy jak zwykle knują, kręcą, fałszują obraz itd. Na szczęście
Polacy znają niemieckie szachrajstwa na wylot. I informują o tym
innych.