Jak ucywilizować Niemca?

09.12.07, 09:03
www.choszczno.biz/readarticle.php?article_id=86
W 1941 roku Kowalskiego przeniesiono do pracującej w Pełczycach
grupy polskich jeńców. Tu już "sielskość" mu się skończyła.
Pilnujący ich wachman, nazwiskiem Wezer, pochodził z Wejherowa.
Pewnego dnia uderzył jednego z jeńców tak, że rozbił mu głowę. Część
z jeńców nie wytrzymała i rzuciła się na wachmana, zaciągnęli go do
szopy i chwycili za gardło. Ten zaczął błagać o litość. Puszczono go
i Wezer o zajściu nie zameldował, a sam zmienił się na tyle, że już
nikomu nie dokuczał. Od tamtej pory zachowywał się w stosunku do
jeńców więcej niż poprawnie.
    • stix Dzicz niemiecka. 09.12.07, 09:05
      Ludność cywilna odnosiła się do Polaków różnie. Jednak prawie połowa
      z nich była ustosunkowana zdecydowanie wrogo. Dobitnym przykładem
      było respektowanie zakazu chodzenia przez robotników przymusowych po
      chodnikach miasta. Jeśli już na ten chodnik wszedł, to powietrze
      rozrywał przeraźliwy krzyk, zarówno starszego pana jak i młodego
      chłopca, czy też staruszki. Co ciekawe, na ogół czynili to tzw.
      zwykli ludzie, nie urzędnik czy policjant. Szczególnie zawzięty na
      Polaków był miejscowy dyrektor szkoły. "On jak spotkał Polaka to
      pluł mu w twarz". Powołany został do wojska, "wylądował" na froncie
      wschodnim i tam zginął. Jego śmierć Polacy potraktowali, jako dowód
      na istnienie sprawiedliwości. Co jest ciekawe, że dobrze zapisał się
      w pamięci człowiek, który z urzędu obowiązany był do respektowania
      restrykcyjnych zarządzeń wobec robotników przymusowych. Nazywał się
      Bodo Kuempf i był miejscowym żandarmem. Potrafił udać, że nie widzi
      idącego chodnikiem Polaka. Drugim "ludzkim" policjantem był Alfred
      Muske. Kiedyś, któryś z Polaków wypił mleko Niemcowi, u którego
      pracował. Gospodyni poszła na skargę do żandarmerii, służbę pełnił
      Muske, wysłuchał skargi i powiedział, że on jej mleka nie będzie
      pilnował. A jeśli wypił to trzeba dać mu więcej, bo pewnie jest
      głodny, a przecież pracuje dla niej.
      www.choszczno.biz/readarticle.php?article_id=86
    • stix Dzicz niemiecka. 09.12.07, 09:07
      W znajdującym się w Pełczycach lagrze przebywało dużo polskiej
      młodzieży. Nieświadomi niebezpieczeństw po skończonej pracy
      zachowywali się dość swobodnie. Śpiewali, organizowali potańcówki
      itp. A tymczasem z miasta "odpływali" młodzi chłopcy na front.
      Zdyscyplinowanych Niemców zachowanie młodzieży polskiej zaczęło
      denerwować. Wkroczyła do akcji policja, która zaczęła Polaków karać.
      Doszło do tego, że Niemcy na widok uśmiechniętych Polaków dostawali
      szału. Z drugiej strony młodzież to wykorzystywała i zastosowała,
      jako element walki z wrogiem.
      www.choszczno.biz/readarticle.php?article_id=86
    • stix Dzicz niemiecka. 09.12.07, 09:10
      ..."Patrzyliśmy znów na to przez druty.
      My ich oficerowie.
      Tak jak patrzyliśmy na polskiego chłopca
      kopanego w naszej obecności przez Niemca
      I dawniej przez płot koszarowy w Radomiu
      patrzyliśmy, jak Niemcy bili po twarzy kobiety.
      Patrzyliśmy na to wszystko wówczas i teraz.
      My,oficerowie.
      My, żołnierze. my silni, zdrowi mężczyźni,
      którym zawierzono. Którzy mieliśmy bronić"...
      www.choszczno.biz/readarticle.php?article_id=81
    • stix Dzicz niemiecka. 09.12.07, 09:12
      Właścicielem Korytowa był pewien junkier stosował wobec swoich
      robotników czysto wojskowe metody. Organizował apele, na których
      niczym rozkaz odczytywano stosowne zarządzenie "Pana". Dotyczyły one
      zagadnień od dyscypliny pracy poprzez spędzanie czasu wolnego aż po
      udział w nabożeństwach. Oczywiście jak w wojsku bywa udzielał także
      publicznych pochwał zatrudnionym np. przy żniwach czy też młócce.
      Był tam czas i na zabawy np. organizował dożynki podczas, których
      częstował piwem. W tych uroczystościach nie brali udziału jeńcy
      radzieccy dla nich także nie było piwa (J. Karpisz).
      Ogólnie stosunek do Rosjan-jeńców był zły lub obojętny nie ulega
      wątpliwości, że w najlepszym razie traktowani byli na granicy
      człowieczeństwa. Jednak patologiczne przykłady jak ze Smolenia nie
      były częste. Tam poniżenie doszło do zenitu właściciel Steiger nie
      dość, że głodził Rosjan to jeszcze nie dał naczyń. Kazał Rosjanom
      zrobić koryto z drzewa i tam wlewał im brukwiową zupę. Patologiczne
      było Suliszewo ze swoim ośrodkiem H.J. "Wachman bił na każde
      wezwanie bauera". Dwóch oficerów, którzy wydostali się na zewnątrz
      Oflagu II B w słynnej ucieczce kanałami ciepłowniczymi ukryło się w
      stogu siana. Miejscowy gospodarz Burow (ponoć na skutek donosu
      innego robotnika z naszywką OST) przyuważył ich, wziął dubeltówkę i
      zaczął strzelać śrutem w ten stóg. Nieszczęśnicy poddali się
      i "wrócili" do obozu.
      www.choszczno.biz/readarticle.php?article_id=81
    • stix Dzicz niemiecka. 09.12.07, 09:40
      cytaty.eu/motyw/niemiec.html
      "Gdy ktoś w Indochinach powie: "Dość" (dość, jestem głodny), ludzie
      śpieszą, jak do gaszenia pożaru, by dać mu coś do zjedzenia. W
      niejednej prowincji ubogi Niemiec mógłby wołać: "Jestem głodny", a
      odniosłoby to taki sam skutek, jak gdyby mówił: "Dość"."
Pełna wersja