Niemcy = naziści.

13.01.08, 12:46
rybitzky.salon24.pl/54994,index.html
Dziennik.pl określa jako "nie przebieranie w słowach" ostatnią
wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o Niemcach. Były premier
stwierdził, iż w Niemczech nie było ruchu oporu, lecz niemal pełna
akceptacja działań Hitlera. Ich szlachetna skądinąd
organizacja "Biała Róża", uznawana za główny przejaw niemieckiego
sprzeciwu wobec nazizmu, zmieściłby się pewnie w moim gabinecie.

Oczywiście w tym przypadku całkowicie zgadzam się z prezesem PiS.
Nie ma w jego słowach przecież nic nadzwyczajnego. Niebezpieczny
jest za to fakt, że takie wypowiedzi zaczynają szokować
dziennikarzy. Jarosław Kaczyński może mieć rację mówiąc: Jeśli dziś
pewnych rzeczy nie będziemy przypominać, za kilka lat wystawi się
nam rachunki za amunicję zużytą w czasie tłumienia powstania
warszawskiego.

Niemcy kontynuują swój historyczny Blitzkrieg, chcąc jak najszybciej
stworzyć wrażenie, iż naziści byli czymś w rodzaju Marsjan, którzy
tylko przez całkowity przypadek zdobyli władzę akurat w Niemczech.
Tymczasem nie trzeba przeprowadzać szczególnie szczegółowych badań,
by wiedzieć, iż było zupełnie inaczej. Było tak jak rzekł Kaczyński –
Niemcy kochali Hitlera oraz nazizm.

System stworzony przez NSDAP i szerokie społeczne poparcie jakiego
mu udzielono świetnie opisuje Laurence Rees w książce „Naziści –
ostrzeżenie historii” (Rees jest także autorem serialu pod tym samym
tytułem). Pisze na przykład o jedynym ocalałym archiwum Gestapo. W
Wurzburgu odnaleziono po wojnie 18 tysięcy teczek. Większość z nich
to donosy zwykłych obywateli, dzięki którym w stutysięcznym mieście
mogło skutecznie działać dziesięciu (!) agentów gestapo. W całej
podbitej Europie liczba gestapowców nie przekraczała 40 tysięcy, a
80 procent przestępstw politycznych, którymi się zajmowali w latach
1933-45 zostało im zgłoszonych w ramach donosu przez "cywilnych"
Niemców.

Książka Reesa pełna jest opowieści Niemców, bez szczególnych emocji
relacjonujących jak oddawali w ręce policji swoich sąsiadów lub
obojętnie przyglądali się Nocy Kryształowej. Szczytem refleksji jest
dla nich stwierdzenie: Kiedy masy krzyczą "Heil!", co może zrobić
pojedynczy człowiek?

Szczególnie wstrząsające w dziele Reesa jest dobrze udokumentowane
studium chaosu panującego pod władzą Hitlera. Niemcy lubią
przedstawić nazizm jako bezwzględną, ale perfekcyjną machinę, której
po prostu nie można się było oprzeć. Tymczasem prawda jest dokładnie
odwrotna. Rządy NSDAP były pełne chaosu i organizacyjnego
zamieszania. A wiele zbrodni popełniano niemal przez przypadek. Tak
było z programem eutanazji dzieci. Nikt nie wydał rozkazu – po
prostu Fuhrer coś zasugerował, a Niemcy ochoczo zabrali się do
wykonywania jego woli. W całym kraju mordowano dzieci i robiono to
bez żadnej kontroli oraz nadzoru.

Niemcy zabijali, bo chcieli. I bo mogli. Tego nigdy nie powinno się
zapomnieć.
    • sloneczko1 Re: Niemcy = naziści. 13.01.08, 15:11
      Polacy=komunisci,

      i jedni i drudzy po tych samych piondzach

      mie yno ciekawi jak to sie stalo,ze tela bylo komunistow u nos a
      tera zodyn sie do tego niy prziznowo
      • hanys_hans Re: Polacy = naziści. 13.01.08, 16:12
        Styknie ino wejrzec´ doportalu ludzi "z klasą" nasza klasa.pl wiela tam je
        Polaków nazistoow! Portal ich toleruje i pielyngnuje, im na zicher ino idzie o
        te milijoony urzytkownikoow bo jak by byuo inaczy to nikere kluczowe suowa jak i
        wulgaryzmy byuy by zablokowane i niy szafli by tak ajnfach tych 6 milijoonoow.
        Jo szacuja irze pouowa tych urzytkownikoow to trole kere produkujoom fikcyjne konta!

        nasza-klasa.pl/search?query=hitler&city=&page=2&page=3
        nasza-klasa.pl/search?query=huj&city=&x=9&y=5
        • kubiss Re: Niemcy = naziści. 13.01.08, 16:19
          hanys_hans napisał:

          > Styknie ino wejrzec´ doportalu ludzi "z klasą" nasza klasa.pl wiela tam je
          > Polaków nazistoow! Portal ich toleruje i pielyngnuje, im na zicher ino idzie o
          > te milijoony urzytkownikoow bo jak by byuo inaczy to nikere kluczowe suowa jak
          > i
          > wulgaryzmy byuy by zablokowane i niy szafli by tak ajnfach tych 6 milijoonoow.
          > Jo szacuja irze pouowa tych urzytkownikoow to trole kere produkujoom fikcyjne k
          > onta!


          Ancik ! To nie na temat :-) Tematem wątku jest historyczna skłonność Niemców do
          nazizmu a ty tutaj wyjeżdzasz o "naszej klasie" :-)
          Załóż nowy wątek jak nie kumasz o co w tym chodzi ..... ;-)
      • kubiss Re: Niemcy = naziści. 13.01.08, 16:13
        Niemcy mają narodowo-genetyczną słabość do łatwości zabijania czy jak kto woli
        mordowania . Tak samo łatwo można nimi odpowiednio sterować .
        To widać do dziś . Posłuszny Niemiec nie kwestionuje poleceń swojego
        przełożonego ..... :-)

        • socer-schlesier Polacy-aniolki 13.01.08, 21:55

          kubiss napisał:

          Posłuszny Niemiec nie kwestionuje poleceń swojego
          > przełożonego ..... :-)
          >

          Widzisz kubiss miedzy Polakami a Niemcami jest ta wlasnie roznica.
          • kubiss Re: Polacy-aniolki 13.01.08, 22:27
            socer-schlesier napisał:
            > kubiss napisał:
            > Posłuszny Niemiec nie kwestionuje poleceń swojego
            > > przełożonego ..... :-)
            > Widzisz kubiss miedzy Polakami a Niemcami jest ta wlasnie roznica.

            Dlatego Hitlerowi łatwo poszło :-)
            Niemcami łatwo sterować .
            Ważne tylko żeby ich Fadenfuhrer mądrze sterował i nie miał skłonności
            nadludzkich jak Adolf ..... :-)
            • rita100 Re: Jak Niemcy naziści zdemolowali 14.01.08, 19:57
              A dzisiaj mówili, ze w jakimś mieście w Niemczech - naziści zdemolowali
              samochody Polaków. Teraz sami Polacy boją się tam mieszkać i rozważają powrót do
              Polski.
              Wiadomości tv
              • rita100 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 14.01.08, 23:01
                "Historia psa Adolfa i jego pana Rolanda T. bulwersowała niemiecką opinię
                publiczną już od kilku lat. Mieszkaniec Berlina wybudował 9-letniemu dziś
                owczarkowi budę z szyldem "Adolf" i nauczył go odpowiednio salutować. Sam
                zresztą też nie ukrywał przekonań, paradując po mieście w koszulce ze swastyką i
                wykrzykując faszystowskie hasła w kierunku imigrantów. Zainteresowanie mediów w
                ogóle pana T. nie peszyło, dlatego jego historia łatwo stała się znana szerszej
                publice.

                Mężczyznę już raz skazano - w 2004 roku otrzymał wyrok 13 miesięcy więzienia w
                zawieszeniu i grzywnę w wysokości 150 euro. To go jednak nie zniechęciło do
                głośnego wyrażania poglądów. Niedługo po wyroku zwierzał się gazecie "Berliner
                Kurier", że myśli o uśpieniu Adolfa, bo brakuje mu pieniędzy na jego utrzymanie.
                Chciał go pochować 30 kwietnia 2008. W kolejną rocznicę śmierci Hitlera.

                W końcu berlińczyk się doigrał. Przed kilkoma dniami został skazany na 5
                miesięcy więzienia za propagowanie nazizmu, zaś Adolf, a właściwie już Adi,
                wylądował w schronisku. Szuka nowego domu. Jak komentuje dziennikarz "Spiegla",
                owczarek jest bardzo sympatyczny, przyjacielski, zdrowy i... niezgodny z
                konstytucją.

                Do więzienia razem ze swoim panem nie pójdzie, wszak był tylko nieświadomym
                wykonawcą poleceń. Poza tym wyraźnie się zmienił. Jak mówi "Spieglowi" Evamarie
                König, rzeczniczka berlińskiego schroniska dla zwierząt, pies przestał już robić
                łapką "Heil Hitler". Za to umie ją podać.

                König wierzy, że mimo nazistowskiej przeszłości psiak znajdzie szybko nowego
                pana. Co prawda ludzie zamiast dużych psów wolą brać do domu malutkie i
                słodziutkie, ale ten jest przecież sławny! Schronisko - to samo, w którym
                mieszka słynny miś Knut - zapewnia, że dołoży szczególnych starań, szukając
                następnego właściciela Adiego. Bo dla nazistów pies, który podnosi łapkę na
                dźwięk hitlerowskiego pozdrowienia, to gratka nie lada.
                • ballest Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 06:13
                  Roznica jest taka, ze w Niemczech za wygupianie sie z psem idom
                  siedziec a w Polsce nawet za pobicia ze nazistowskich wzgledow ludzi
                  nie zamykajom.
                  Niemcy swoj problem z nazizmem przezwyciezyli, Polacy nie.
                  • ballest Rita tak Was widza sami Zydzi! 15.01.08, 15:53
                    "Antysemityzm jest tak wielką trucizną w polskim życiu publicznym,
                    że trzeba go wyrwać z korzeniami - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Jan
                    Tomasz Gross, autor książek "Strach" i "Sąsiedzi"."
                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4839009.html
                    CO TY NA TO?
                  • annak12 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 16:15
                    ballest napisał:

                    >
                    > Niemcy swoj problem z nazizmem przezwyciezyli,

                    A czy rozwionzali?wczorej w telewizji pokazywali szczaskane auta (sztuk
                    9)Polokow mieszkajoncych na terenach byłego NRD,o złym traktowaniu nawet dzieci
                    w szkole.Okoliczni mieszkańcy(Niemcy) wypowiadali se,co to byli grupki nazistowskie.
                    Mie se zdoł,co to jest problem ogolny,wszyndzie se nejdom jakeś myndy!

                  • kubiss Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 18:03
                    ballest napisał:
                    > Roznica jest taka, ze w Niemczech za wygupianie sie z psem idom
                    > siedziec a w Polsce nawet za pobicia ze nazistowskich wzgledow ludzi
                    > nie zamykajom.
                    > Niemcy swoj problem z nazizmem przezwyciezyli, Polacy nie.

                    Łżesz Ballest jak HUND - pies .
                    Przypomij sobie jak niedawno deutsche naziole skopali w autobusie Irakijkę która
                    była w ciąży . Odbyło się to przy biernej postawie reszty pasażerów . Nazistów w
                    Niemczech jest bardzo dużo w Polsce też ich nie brakuje , lecz różnica między
                    nimi jest taka że Niemieccy naziole są bardziej ideologicznie nastawieni do
                    swoich poglądów .
                    Ty mając brunatny garnitur też być może jesteś fanem NSDAP ..... :-I
                    • rita100 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 19:36
                      Anna, to widziałaś jak tam , w tej miejscowości Polacy boja się mieszkać i w
                      strachu żyją, że któregoś dnia nie skończy się na rozbijaniu samochodów.
                      Ja już bym się nie wybrała do Niemiec mimo otwartych granic.
                      • ballest Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 20:55
                        Rita, na Slonsku w Dziewkowicach polscy nazisci terroryzowali cala
                        wies, tylko z tego powodu, ze byly tam dwujezyczne tablice!
                        Tylko w Dziewkowicach Slonzacy mieszkaja u siebie.
                        Nie znam tego problemu o ktorym Anna pisala, niech poda link, byc
                        moze to Polacy zaczeli terroryzowac, a co do Kubissa, niech tez po
                        da linki, bo duzo wczesniejszych posadzen okazaly sie jako klamstwa.
                        Kiedys tu pisali, ze dziewczynie nozem zrobiono swastyke na udzie ,
                        cale Niemcy i pol Polski sie oburzyly, ale jak sie okazalo, ze ona
                        to sama sobie zrobila, to ani jedna Polska gazeta do dzis tego nie
                        zdementowala.
                        Tak wiec, NRD jest prawicowe, ale 1/100 nie tak jak Polska.
                        • annak12 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 16.01.08, 09:19
                          ballest napisał:

                          >
                          > Nie znam tego problemu o ktorym Anna pisala, niech poda link,

                          nie podom!To w telewizji pokazywali,w wiadomościach.Musisz mi wierzyć na słowo:))

                          • annak12 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 16.01.08, 22:55
                            annak12 napisała:

                            > ballest napisał:
                            >
                            > >
                            > > Nie znam tego problemu o ktorym Anna pisala, niech poda link,
                            >
                            > nie podom!To w telewizji pokazywali,w wiadomościach.Musisz mi wierzyć na słowo:
                            > ))
                            >

                            Teraz tysz o tym boła mowa na TYPINFO.Miasto nazywo se Lechnitz(w pisowni moge
                            być feler)
                            • annak12 no,wreszcie coś napisali 17.01.08, 08:48
                              tu tyn link:)
                              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4844081.html
                              • ballest Re: no,wreszcie coś napisali 17.01.08, 09:34
                                Wypowiedzi na ten temat sa takie i takie a z tymi smieciami moze
                                nawet nie sztimowac!
                                Mysle, ze Niemcom by jeszcze gorzi szlo w Polsce jak by sie tam
                                osiedlali.
                                "Kobieta spotkana przy supermarkecie:

                                Nic nie mam przeciw Polakom, wręcz przeciwnie. Myślę, że to bardzo
                                dobrze, że tutaj się osiedlają, bo w ten sposób przyczyniają się do
                                rozwoju lokalnej gospodarki. Oni nie zabierają nikomu miejsc pracy,
                                raczej je tworzą. Nie boją się zakładać własnych firm, biorą na
                                siebie ryzyko z tym związane. Na przykład - ten zakład fryzjerski.
                                Każdy Niemiec mógł go otworzyć w tym miejscu, ale tylko Polka miała
                                dość odwagi, żeby to zrobić. I proszę: salon działa, ma coraz więcej
                                klientów, dobrze się rozwija.

                                Mężczyzna, który spacerował z rodziną

                                My się za bardzo nie interesujemy Polakami mieszkającymi w Löcknitz.
                                W naszej klatce schodowej ich w ogóle nie ma. Wiem, że mieszkają w
                                tej drugiej, obok - tam, gdzie tyle śmieci jest na podwórku. Proszę
                                spojrzeć - to wygląda, jakby tam wybuchła bomba. Pyta pan, czy te
                                śmieci to sprawka Polaków. Oczywiście. A kto inny mógłby tak
                                naśmiecić?"
                                • ballest Re: no,wreszcie coś napisali 17.01.08, 09:39
                                  www.links-lang.de/presse/6974.php
                                  Juz ich chyciyli!
                      • annak12 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 21:10
                        rita100 napisała:

                        > Anna, to widziałaś jak tam , w tej miejscowości Polacy boja się mieszkać i w
                        > strachu żyją, że któregoś dnia nie skończy się na rozbijaniu samochodów.
                        > Ja już bym się nie wybrała do Niemiec mimo otwartych granic.

                        Rita,to był akurat przykład,że naziści dalej są w Niemczech,bo z nimi Ballest
                        wyskoczył.Obok żyją całkiem normalni ludzie.Parę razy byłam w Niemczech i
                        wróciłam cała:)Co powiesz o Polakach mieszkających w Irlandii,przecież też jest
                        wiele przypadków podpalenia domów zamieszkiwanych przez Polaków,ataków
                        bezpośrednio na ludzi,takich państw można wymieniać,gdzie były napaści na
                        Polaków.Ataki w Niemczech są bardziej nagłaśniane,czy to sprzyja?!to fakty!,tak
                        samo jak Gross przedstawił je w swojej książce.
                        • ballest Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 21:18
                          Anienko, jedno jest pewne, napewno wiecej Polakow w Niemczech napada
                          na Niemcow, jak Niemcy na Polakow tak samo jest z mordowaniem,
                          napewno w Niemczech wiecej Niemcow zostaje zamordowanych przez
                          Polakow, jak odwrotnie.
                          Jak napisze, ze byc moze 100 krotnie wiecej, to sie napewno nie
                          pomylilem.
                          Wystarczy popatrzec na XY to poznacie zaraz prawde.
                          Wlasnie w Sylwestra znowu Polak zadzgal nozem Niemca!
                          Nie wiem ile rocznie Niemcy morduja Polakow w Polsce i Niemczech,
                          ale proporcja jest napewno 1/100!
                          Tego Polacy nie widza!
                          • kubiss Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 15.01.08, 22:54
                            Balest - Ty powinieneś napisać książkę o Polakach jak Gross .
                            Coś o Polakomordowaniu Niemców czy prześladowaniu i mordowaniu śzlezjan
                            przez Polaków .
                            To by dobre było i nie musiałbyś potem wogóle pracować tylko żyłbyś z procentów
                            na koncie .
                            Widzisz jak to dobrze znać j.polski
                            A kamałeś że po polsku nic nie "łuuumisz' ..... :-)
                            • ballest Prawda w oczy kole 16.01.08, 06:34
                              Z mordowaniem Niemcow przez Polakow to prawda, bo to bylo juz w
                              okresie miedzywojennym tak, w II Wojnie tez Polacy zaczeli mordowac
                              niemiecka ludnosc cywilna, Hitlerowcy wzieli straszliwy odwet, ale
                              zaczac zaczeli Polacy.
                        • rita100 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 16.01.08, 19:58
                          Mimo wszystko Anna, robi się tam niebezpiecznie - nie znając języka niemieckiego
                          mozna by się narazić takim osobnikom.
                          • annak12 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 16.01.08, 21:07
                            rita100 napisała:

                            > Mimo wszystko Anna, robi się tam niebezpiecznie - nie znając języka niemieckieg
                            > o
                            > mozna by się narazić takim osobnikom.

                            Rita,jo niy znom niemieckiego(ani w mowie ani w piśmie),siostra w mojej
                            obecności z kimś w tym jezyku porozumiewo se jak musi(przeważnie przy kasie),tak
                            cały czas "gołdomy" w domu i poza nim.Co mnie zaskoczyło tam,to ciągle słyszałam
                            "halo",w obrebie tamtych budynków,nawet gdy szłam sama.
                            Takim typkom(naziolom) to se narazisz "za żywota":)a niebezpieczeństwa...
                            czyhają już za progiem naszego mieszkania.
                            • ballest Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 16.01.08, 21:35
                              Napewno sie w Niymcach 100 razy bezpiecznij czujam jak w Polsce, bo w Polsce to
                              juz przezycia zech pieronowe miou!
                              • sloneczko1 to yno ludzie robiom tyn strach 16.01.08, 22:52
                                a wszyndzie som ludzie i ludziska ;)
                            • rita100 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 17.01.08, 21:39
                              Tak, jak jest potrzeba to trzeba jechać, ale gdzie mi tam do Niemiec jechać,
                              wole na wyspy Bahama ;)))
                              • ballest Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 17.01.08, 22:09
                                Rita, na wyspy Bahama trzeba leciec, albo zaplynonc;)
                          • annak12 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 17.01.08, 13:15
                            rita100 napisała:

                            > Mimo wszystko Anna, robi się tam niebezpiecznie - nie znając języka niemieckieg
                            > o
                            > mozna by się narazić takim osobnikom.

                            Rita,a czym se narazioł tyn synek
                            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4840028.html
                            a tu nastypny tragiczny obrazek z innego miejsca na świecie
                            wiadomosci.onet.pl/1673193,12,irlandia_bandyci_podpalili_polaka,item.html
                            To zaledwie z paru dni,joł nie zamierzom brać udziału w rankingu,kaj jest
                            niebezpieczniej!
                  • sloneczko1 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 16.01.08, 22:58
                    ballest napisał:

                    > Roznica jest taka, ze w Niemczech za wygupianie sie z psem idom
                    > siedziec

                    to tysz jusz niy je tak jak godosz,pod mojom cerom miyszkou
                    narkoman co miou wilczura i go biou i glodziou i ani policja ani
                    inny amt niy chciol nic z tym miec do czyniynio,yno ona mu
                    zwrociyua pora razy uwaga i miou na nia szkraba potym
                    • ballest Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 17.01.08, 06:03
                      Wszystko se zdarzyc moze, ale i tak w Niymcach bezpieczni je jak w
                      Polsce.
                      • alladyn15 Re: Pewien Niemiec nazwał psa Adolf 17.01.08, 10:15
                        Pamietam jak mucha przyleciala z Niemiec do mojego domku.Pobrzeczala
                        na szybie i bylem zmuszony ja zabic.
                        1200km.w linii prostej i taki final.Choc jak sie pomysli
                        szczegolniej,to i pod wiatr leciala.Wtedy moze byc nawet 1350
                        kilometrow.
                        W Nimcach bezpieczni je jak w Polsce.Takie sa fakty.
    • stix Achtung! Deutsche Banditen! 26.01.08, 10:06
      www.gazetawyborcza.pl/1,85414,4843231.html
      Sześć weekendów z Wehrmachtem
      Kiedy serwer wyeliminował zmarłych, z siedmiu tysięcy pozostały 42
      osoby. Romuald Kulik wydrukował listę i pojechał do Niemiec. Pytał
      żołnierzy, co robili, kiedy płonęła Warszawa.

      By dojechać do Ericha do Turyngii, Romuald Kulik wstał o piątej
      rano. O dziesiątej włączył dyktafon. - Najpierw czułem, że to fajna
      zabawa takie palenie miasta, ale po kilku dniach przestało mi się
      podobać -wspominał Erich. - Zaczynało brakować jedzenia. Nie było
      nawet zupy, tylko chleb ze smalcem i gorąca herbata. Konserw nikt
      nie jadł, bo były przeterminowane i baliśmy się zatrucia.

      Romuald dostał prezent i zaczął szukać Niemców

      28-letni Romuald mieszka z rodzicami pod Opolem. Pisze bajki dla
      dzieci i wiersze, które publikuje w niskonakładowych wydawnictwach
      literackich. Dwie jego bajki wydrukował kiedyś "Miś". W weekendy
      pracuje dorywczo w firmie kurierskiej. Jest pomocnikiem od przesyłek
      wielkogabarytowych.

      W sierpniu 2004 roku dostał od dziewczyny "Kronikę Powstania
      Warszawskiego". Wcześniej w Warszawie nigdy nie był. Książka go
      wciągnęła.

      - Ale brakowało mi w niej relacji Niemców. Zacząłem szukać w
      bibliotekach, w internecie, ale nigdzie nie natknąłem się na takie
      zapisy. Wtedy pomyślałem sobie, że skoro historycy do nich nie
      dotarli, to ja to zrobię -mówi Romek. -Czemu? Nie wiem czemu. Po
      prostu chciałem wiedzieć.

      Johann i Joseph mówią niewiele, a Heinrich recytuje z pamięci

      W 1989 roku mała monachijska oficyna wydała książeczkę "Warschauer
      Aufstand". Zawierała imienny wykaz niemieckich żołnierzy walczących
      w Powstaniu Warszawskim, ich stopień i ewentualnie datę śmierci.
      Publikacją niewielkiego wydawnictwa słynącego z drukowania
      nacjonalistycznych tekstów zainteresowali się historycy. Alarmowali,
      że zawiera mnóstwo nieścisłości. Protestowali też Niemcy, których w
      książce uśmiercono, i ci, którzy nigdy nie byli w Warszawie. Pod
      groźbą procesów wydawca wycofał trzytysięczny nakład.

      Romek zdobył wykaz przez zaprzyjaźnionego poetę z Berlina. Znajomy
      informatyk przez dwa miesiące wklepywał do wyszukiwarki internetowej
      siedem tysięcy nazwisk. Mógł znaleźć adres i telefon każdego
      żyjącego z listy, bo w Niemczech nie ma ochrony danych osobowych.

      Serwer sam eliminował zmarłych. Zostały do sprawdzenia 42 osoby. W
      ostatnie wakacje sześciu zgodziło się spotkać. W weekendy, bo w
      tygodniu Romek nie mógł ich odwiedzić, ponieważ pracował przy
      kapslowaniu butelek w Bremie.

      Ale do trzech jechał niepotrzebnie. Bo Johann powiedział, że nigdy
      nie był w Polsce, Joseph był dwukrotnie, ale w Zgorzelcu na
      zakupach, a Heinrich opowiadał o walkach na placu Trzech Krzyży tak,
      jakby recytował wykutą na blachę notatkę z podręcznika. Przyjął
      Romka w przedpokoju i nie pozwolił mu zadać pierwszego pytania. - Ja
      żałuję, że się zgodziłem na tę rozmowę. U was to Powstanie to mit
      narodowy i bez względu na to, co powiem, wasza polska propaganda i
      tak przetworzy moje słowa, by Niemcy wyszli na świnie. Tak się teraz
      u was robi - powiedział i się pożegnał.

      Erich pali miasto, a po latach ogląda "Pianistę"

      Od Ericha w Turyngii Romek usłyszał, że do Warszawy dotarł on po
      upadku Powstania 4 października 1944 roku. Miał osiemnaście lat.
      Pracował w brygadzie, która przez osiem godzin dziennie chodziła z
      miotaczami ognia po ulicach i paliła ruiny.

      Dziwił się, że mieli palić to, co już było spalone. Do tego benzyna
      była do niczego i kamienice nie chciały zajmować się ogniem. Po
      pracy wracali na Mokotów, gdzie mieszkali w kilkuosobowych pokojach.
      Czuli się bezpieczni, bo bramy wjazdowej do niemieckiej części
      miasta pilnowało 50 niemieckich żołnierzy.

      Ale codziennie pili spirytus. Jeden z kolegów nie mógł znieść tej
      roboty. Oblał się tym spirytusem i podpalił.

      Kiedy obejrzał w telewizji "Pianistę" Romana Polańskiego, znów sobie
      o niej przypomniał. - Bo wcale nie było tak jak w filmie. W ruinach
      mieszkało dużo ludzi, a nie tylko Szpilman. Kilkuset na pewno -
      przekonuje. -Wychodzili w nocy. Widziałem ich, bo zapuściliśmy się
      kilka razy w ruiny. Z ciekawości. Patrzyliśmy, jak wyciągają z
      piwnic spieczone kartofle. Nie było rozkazów, by do nich strzelać -
      opowiada Erich.

      Wstydzi się za to, co wówczas nazywał fajną zabawą. - Zrujnowaliśmy
      miasto. Przykro mi - uśmiecha się i rozkłada ręce. - Chce pan
      jeszcze herbaty? - dopytuje się. Romek dziękuje.

      Dieter ma dyplomy za celność i kolekcję pocztówek

      - Pierwszego dnia każdego miesiąca braliśmy o godz. 10 żołd. 1
      sierpnia był dla nas nieprzyjemnym dniem na atak, bo o godz. 17 to
      byliśmy przynajmniej lekko pijani - twierdzi Dieter. Romek pojechał
      do niego pod Berlin. Ale Niemiec nie chciał wiele mówić. Był
      snajperem w okolicach pl. Teatralnego. Nie powie, ile razy trafił,
      ale w pokoju na ścianie ma dyplomy zdobyte przed wojną za celność.
      Jest niemiły, mamrocze pod nosem, wzrusza ramionami. Chyba dlatego,
      że powstańcy zabili siedmiu jego kolegów. - Szliśmy w ośmiu, a oni
      wyszli na nas w niemieckich mundurach. Zaczęli strzelać dopiero, gdy
      byliśmy na wyciągnięcie ręki. Uciekłem. Uszedłem z życiem z tej
      wojny - mówi.

      Kiedy Romek chce wiedzieć, czy Dieter ma jakieś pamiątki z Warszawy,
      ten nerwowo otwiera szuflady i przerzuca zawartość każdej. Jakieś
      kartki spadają na podłogę. - Jak się walczy o życie, to się nie
      myśli o pamiątkach - denerwuje się, trzymając w ręce pocztówki w
      papierowej obwolucie. - Masz, przekaż do celów historycznych, to nie
      ma dla mnie wartości. Było w tej serii 12, ale wysłałem cztery
      znajomym. Do widzenia - uciął.

      Na ośmiu pocztówkach ruiny Warszawy: pl. Krasińskich, ul. Królewska,
      pl. Piłsudskiego, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście i Wierzbowa.
      Ruiny i zgliszcza. Na jednej kartce podpisanej "głód" ludzie
      pochyleni nad ciałem konia próbują odkroić trochę mięsa. To jedyna
      seria z ruinami Warszawy, jaka ukazała się w czasie wojny.

      - Nie sądzę, że ten Niemiec, przekazując mi ją, chciał spłacić jakiś
      dług wobec historii. On po prostu chciał się mnie jak najszybciej
      pozbyć - uważa Romek.
      • stix Achtung! Deutsche Banditen! 26.01.08, 10:09
        Jürgen pali fajkę i wspomina warszawskie restauracje

        Spotkania z Niemcami walczącymi w Powstaniu Warszawskim zajęły
        Romkowi sześć kolejnych weekendów. Ostatnie zaplanował na Monachium.
        Jechał tam bez wiary, w poczuciu bezsensu. - Nikt nic właściwie
        wcześniej nie chciał mówić. Spotykałem wiekowych mężczyzn, którzy
        błądzili w swoich wspomnieniach. Jürgen był najstarszy z nich, miał
        102 lata, więc nie spodziewałem się, że powie coś, co będzie miało
        wartość historyczną czy chociażby emocjonalną. Że pomoże mi
        zrozumieć tamtych Niemców. Rozmowa z nim była dla mnie
        surrealistycznym doświadczeniem, czułem się, jakbym się znalazł w
        wierszu o esesmanie, który delektuje się herbatą w jedynej filiżance
        ocalonej z Drezna, albo na kartkach książki - opowiada Romek.

        Jürgen przyjął go w bibliotece. Na podłodze dębowa mozaika, na
        jednym stoliku mahoniowy barek w formie globusu, na drugim
        podgrzewany imbryk z pomarańczową herbatą.

        Na całą ścianę regał na książki z przedwojennymi wydaniami Goethego,
        Schillera, z atlasami geograficznymi. Pod oknem ogromne masywne
        biurko. Ale Niemiec nie siedzi za nim, tylko w fotelu przed dymiącym
        imbrykiem. W koszuli i w kamizelce. Romek w T-shircie czuje się
        nieswojo w tym burżuazyjnym pokoju. Nabiera pewności, kiedy zauważa
        na stopach staruszka przydeptane kapcie.

        Jürgenowi nie drży dłoń, kiedy zapala fajkę i kiedy dolewa Romkowi
        aromatycznej herbaty.

        W Warszawie był kilkakrotnie. Przez trzy lata spędzał w mieście
        wolne dni. Z Poznania, gdzie stacjonował, jego koledzy jeździli nad
        morze. On chodził z aparatem fotograficznym ulicami Warszawy.

        -W mieście była psychoza. Ludzie bali się Niemców, nie chcieli
        pozować do zdjęć. Kiedy zaczynałem fotografować Polaków, nagle wokół
        mnie powstawała wolna przestrzeń. Budynek i nic więcej. W Krakowie
        było zupełnie inaczej, tam nie mieli strachu i robili mi zdjęcia,
        kiedy ich poprosiłem - opowiada Jürgen.

        Jürgen pokazuje zdjęcia i opowiada o wojnie

        Zdjęcia z Krakowa przepadły, kiedy Jürgen ewakuował się z Poznania.
        Z 20 walizek, które wówczas spakował, ocalały w zawierusze cztery.
        Stracił fotografie, które robił w warszawskim getcie, w Gdyni,
        Gdańsku i w Łodzi.

        Romek jakoś nie umie się wzruszyć tą stratą wysokiego oficera
        Wermachtu. I kiedy ten prosi go, by podał z biblioteki kremowy album
        fotograficzny, to zanim Romek przeczyta na jego okładce "Reise nach
        Warschau", zauważy "Mein Kampf" z 1939 roku.

        - Aż się wzdrygnąłem na jego widok, ale zaraz potem to mnie wgniotło
        w fotel -wspomina Romek.

        Jürgen wziął w ręce pamiętnik dokumentujący jego pierwszy pobyt w
        Warszawie 1 i 2 sierpnia 1941 roku. Każda fotografia szczegółowo
        opisana, niektóre z osobistymi komentarzami.

        Przeglądał kartka po kartce. Mosty, Pałac Saskich, dworzec, jego
        portret na tle ruin na ul. Wierzbowej, kilka fotografii z getta,
        przy których Jürgen podnosi głos.

        - Żydzi uważają się za ofiary wojny, ale nie są ofiarami, tylko
        sprawcami! - irytuje się. I opowiada, jak przed wojną Żyd oszukał
        jego ojca przy transakcji kupna mieszkania.

        - Jürgen mówi tak głośno, że w drzwiach pokoju staje jego wnuk, by
        sprawdzić, co się stało. I zostaje już oparty o framugę, kiedy
        dziadek znów opowiada.

        Romek płaci 250 euro i dostaje album

        Romek stara się zmienić temat. Wracają do Powstania, które zastało
        Jürgena w Warszawie. Pracował w administracji w budynku na
        Krakowskim Przedmieściu, ale w ciągu trzech tygodni, jakie spędził w
        Warszawie, raz tylko 1 sierpnia widział młodych ludzi z biało-
        czerwonymi opaskami na ramionach.

        - Nigdy nie wychodziłem na ulicę w mundurze, choć chodzenie w cywilu
        było kategorycznie zabronione. I nie nosiłem ze sobą broni. Nikt
        przez to nie zwracał na mnie uwagi. Bo bałem się, ale najmniej
        wtedy, gdy w oddali słyszałem strzały. Wiedziałem, że skoro walki
        toczą się gdzieś tam, to ja jestem bezpieczny - opowiada.

        - Ale Polacy byli barbarzyńcami. Syn mego kolegi zginął w Powstaniu.
        Jego ciało znaleziono nagie, całkowicie nagie! Jak można było tak go
        pozbawić intymności - Jürgen znów podniósł głos, a Romek myśli wtedy
        o więźniach Auschwitz i opolskich Żydach wywiezionych do czeskiego
        Terezina.

        - Nie wdawałem się w dyskusje, bo chciałem poznać jego punkt
        widzenia. Nie chciałem go przekonywać, nawracać, bo ten człowiek
        przeżył 102 lata i nie sądzę, by u kresu życia zmienił zdanie - mówi
        Romek.

        Poprosił o dolanie herbaty. Jürgenowi nawet nie zadrżała ręka. Wstał
        i podszedł do okna. Pykał fajkę, wnuk stał bez ruchu w drzwiach. W
        tej ciszy Romek zaproponował, że kupi album. Mógł zapłacić 250 euro,
        na co Jürgen przystał, choć wnuk uważał, że fotografie są warte 150
        euro więcej.

        - Jeśli użyjesz tego do celów historycznych, to sprzedam ci taniej -
        zakończył.

        I otworzył szufladę biurka, z której wyciągnął pełne wciąż
        opakowanie Pierników Warszawskich z 1941 roku, orła z rozpostartymi
        skrzydłami z niemieckim napisem "Pamiątka z Warszawy" i pięć
        jadłospisów z warszawskich restauracji. -Wróciłbym do Warszawy, bo
        tam było wspaniałe jedzenie -wyznał i spojrzał na zegarek. Minęły
        trzy godziny. Jürgen zgasił fajkę. Powiedział, że jest zmęczony.

        Romek nosi album przy sobie

        Romek nosi album i widokówki przy sobie w niewielkim plecaczku.
        Zabiera go do pracy w firmie kurierskiej i do znajomych. Z każdym
        dniem kartki stają się luźniejsze.

        - Co z tym zrobić? - zastanawia się. W końcu obiecał Jürgenowi, że
        wykorzysta go do celów historycznych. Lokalny wydawca byłby gotów go
        wydać, ale nie w tym roku.

        Do Romka dzwonią już kolekcjonerzy, proponując odkupienie zbioru za
        kilka tysięcy złotych.

        - Raczej nie sprzedam, ale chciałbym, aby ktoś się nim
        profesjonalnie zajął. Ja nie jestem historykiem - zauważa.

        Roman za wszystko, co może oszczędzić, kupuje stare widokówki i
        fotografie Warszawy, dla niego "miasta, które pachnie tragedią". Ma
        ich 250. I marzy, by osiągnąć w życiu coś, co sprawi, że pozostawi
        po sobie ważne świadectwo. Może coś odkryje? Może napisze? I tak o
        tym rozmyśla w samotności, bo ta dziewczyna, od której dostał
        książkę o Powstaniu, to od niego odeszła.

        Twój kawałek historii

        W cyklu "Historia w rodzinie" chcemy pokazać, że historia nie musi
        służyć jedynie słusznej "polityce historycznej" tej czy innej ekipy.
        Że jest niejednoznaczna i przez to ciekawsza. Będziemy pokazywać
        niezwykłe spotkania czytelników z historią.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja