Zbrodnia i kara.

24.03.08, 09:18
www.ofiaromwojny.republika.pl/teksty/0557.htm
Wyrok, który zapadł w Norymberdze, Stalin przypłacił ciężkim zawałem
serca

Czy ktokolwiek mógł przypuszczać, że po sześćdziesięciu latach
wielka rocznica procesu w Norymberdze minie bez echa? Że nikt ani po
stronie ówczesnych zwycięzców, ani po stronie pokonanych nie wspomni
choćby toastem, salwą armatnią czy sesją naukową owego wspólnego
doświadczenia? Tak jak gdyby cały ten proces i wyrok był pomyłką
historii. Tak jak gdyby dzisiejszy, europejski, zjednoczony, świat
szukający najlepszej lokalizacji dla niemieckiego centrum przeciwko
wypędzeniom nie potrzebował już ani pamięci, ani doświadczenia
Norymbergi i jakby owej pamięci po prostu nie było.
Sześćdziesiąt lat temu było to najważniejsze wydarzenie w
zrujnowanym powojennym świecie. Oto po raz pierwszy w ludzkich
dziejach przed międzynarodowym trybunałem sprawiedliwości w
Norymberdze miały zostać postawione i oskarżone wojna i zbrodnia
wojenna.
    • stix "Niemiecka wojna i niemiecka zbrodnia" 24.03.08, 09:20
      Niemiecka wojna i niemiecka zbrodnia. Cały świat śledzący w
      Norymberdze dzień po dniu słowa oskarżenia i obrony doskonale
      rozumiał, że bez względu na to, kto jest sądzony i jaki zapadnie
      wyrok, w dziejach ludzkości rozpoczyna się nowa era. Że już nikt
      nigdy bezkarnie nie poważy się deptać ludzkiego życia, godności i
      wolności drugiego narodu. Tak to pojmowano i tak o tych nadziejach
      pisano.
      • stix "Milion zbrodniarzy" 24.03.08, 09:21
        Milion zbrodniarzy
        O tym, że proces niemieckich zbrodniarzy wojennych w ogóle się
        odbędzie, wiedziano od co najmniej 1943 r. Dzisiaj już się tego nie
        pamięta, lecz na falach Radia BBC każdego dnia padały nazwiska
        niemieckich zbrodniarzy wojennych i ostrzeżenia przed dalszymi
        zbrodniami. Tych z gestapo, tych z SS i tych z Wehrmachtu. Z Czech,
        Francji, Polski czy Norwegii. Tysiące ludzi w organizacjach
        podziemnych we wszystkich krajach okupowanych przez Niemców
        zajmowały się wyłącznie dokumentacją niemieckiej zbrodni. Dziś się
        już tego nie pamięta, lecz lista poszukiwanych niemieckich
        zbrodniarzy wojennych liczyła w 1945 r. milion (!) nazwisk.
        O tym, że proces niemieckich zbrodniarzy wojennych odbędzie się
        właśnie w Norymberdze, zadecydowano podczas konferencji w Poczdamie.
        Wybrano Norymbergę, która była szczególnym symbolem w ideologii
        nazistowskiej. Po pierwsze, z racji organizowanych tu od 1923 r.
        parteitagów, wielkich, a w latach 30. - gigantycznych zlotów
        skupiających po kilkaset tysięcy nazistów. Co jednak ważniejsze, to
        tu, w Norymberdze, w 1935 r. ogłoszono ustawy stanowiące, kto może
        być obywatelem Rzeszy i czym różni się dobra krew niemiecka od
        wątpliwej krwi żydowskich czy słowiańskich podludzi. Owe tzw. ustawy
        norymberskie legły u podstaw dyskryminacji milionów ludzi w
        niemieckiej Europie. Teraz w tej samej Norymberdze miały zostać na
        oczach całego świata podarte i zniszczone, a ich wyznawcy - ukarani.
        Proces rozpoczął się w połowie listopada 1945 r. Międzynarodowy
        Trybunał Wojskowy miał sądzić niemieckie zbrodnie przeciwko
        pokojowi, przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne. W owych dniach
        nikt nie mówił jeszcze o zbrodniach nazistowskich czy hitlerowskich.
        Dla świata były to po prostu zbrodnie niemieckie. Nikt ich też nie
        kwestionował i nie próbował obliczać "przepustowości" pieców
        krematoryjnych. Zbrodnia i jej przerażające świadectwa widoczne były
        dla każdego, kto wówczas żył w Europie.
        • stix "wyrzucić Niemców gdzieś do Azji, Afryki" 24.03.08, 09:22
          Europie tak bardzo antyniemieckiej, że poważnie zastanawiającej się
          nad tym, czy nie wyrzucić Niemców gdzieś do Azji, Afryki czy na
          Antarktydę. O żywej najgłębszej nienawiści do Niemców świadczyły
          tysiące listów napływających z różnych krajów do Norymbergi, w
          których zwykli ludzie ofiarowali usługi podczas spodziewanej
          egzekucji zbrodniarzy. Padały też delikatne sugestie, by do
          ostatecznego rozwiązania tzw. kwestii niemieckiej użyć broni
          atomowej. Warto przypomnieć te wszystkie fakty i okoliczności
          związane z procesem norymberskim, by pojąć, jak ważne było to
          wydarzenie i jak powszechne żądanie kary za zbrodnie.
          • stix "Dwudziestu dwóch oskarżonych" 24.03.08, 09:22
            Dwudziestu dwóch oskarżonych
            Ostatecznie w procesie głównym na ławie oskarżonych zasiadło 22
            przywódców III Rzeszy, przedstawicieli rządu, wojska, dyplomacji,
            policji, sfer gospodarczych i propagandy. Mimo braku najważniejszych
            oskarżonych, którzy, jak Hitler, Himmler i Goebbels, popełnili
            samobójstwo albo jak Bormann zginęli lub zaginęli, ławę oskarżonych
            próbowano skonstruować tak, by w osobach siedzących na niej Niemców
            można było osądzić III Rzeszę. Znaleźli się więc obok siebie
            zbrodniarze, jak marszałek Hermann Göring, szef Głównego Urzędu
            Bezpieczeństwa Rzeszy Ernst Kaltenbrunner czy generalny gubernator
            okupowanej Polski Hans Frank, i ludzie tacy jak Franz von Papen,
            były wicekanclerz Niemiec i ambasador w Turcji, Rudolf Hess, bohater
            sensacyjnej ucieczki na Wyspy Brytyjskie w 1941 r. czy dziennikarz i
            wydawca antysemickiego "Der St?rmera" Julius Streicher, który nie
            należał do grona doradców Hitlera i nie brał udziału w żadnej ważnej
            konferencji ani o niczym ważnym dla historii i polityki nie
            decydował.
            Miano więc osądzić niemieckie zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko
            ludzkości. W oczach niemieckich przeciwników procesu to zwycięzcy
            wymierzali sprawiedliwość pokonanym. Jak można było - pytano
            wówczas - uczynić zarzut z planowania i przygotowywania wojny.
            Czyżby inni nie planowali wojny? Cóż to jest - pytano - zbrodnia
            przeciwko pokojowi? Czy można - pytano - czynić Niemcom zarzut z
            przyłączenia Austrii, skoro chciała tego Austria? Mało: chciała,
            entuzjastycznie powitała Anschluss tysiącami wiwatujących ludzi na
            ulicach. Jak można - pytano - czynić zarzuty niemieckim lotnikom czy
            niemieckim marynarzom o bombardowanie miast i ludności cywilnej czy
            zarzuty nieudzielania pomocy rozbitkom na morzu, skoro to samo
            robili lotnicy i marynarze alianccy. Skoro niemiecka ludność
            cywilna, co widać choćby w zrujnowanej Norymberdze, jest taką samą
            ofiarą wojny jak ludność polska czy angielska. Dlaczego nikt -
            pytano już wtedy - nie wspomni o losie Niemców wypędzonych z
            rodzinnych domów na wschodzie?
            Być może na procesie w ustach oskarżonych lub ich obrońców
            pojawiłyby się te wszystkie pytania, gdyby nie pewien majowy dzień
            1946 r., gdy sala sądowa zamieniła się salę filmową. Oskarżonym,
            stronom procesowym, publiczności i korespondentom tego dnia
            pokazano, jak wyglądała wojna prowadzona po niemiecku i zbrodnia
            realizowana po niemiecku w obozach koncentracyjnych. Można było
            pokazać dowolny obraz z dowolnego obozu. Obraz masowej śmierci i
            cierpienia przekraczającego wszystko, co dotychczas widział
            człowiek, by do wszystkich dotarła świadomość, że to Niemcy innym
            narodom zgotowali ten los. Oczywiście, był w Norymberdze i problem
            sowiecki - delikatny, trudny, momentami żenujący. Rosjanie,
            sojusznicy Hitlera w pierwszej fazie wojny, niewątpliwi agresorzy i
            zbrodniarze, zasiadali w procesie nie jak Niemcy na ławie
            oskarżonych, lecz na stanowiskach prokuratorskich i sędziowskich.
            Jest pytaniem historii, dlaczego sędziowie i prokuratorzy
            amerykańscy, brytyjscy, francuscy, dlaczego wolni ludzie i
            niezależni prawnicy zgadzali się respektować sowieckie żądania
            wyłączenia spod dyskusji wielu kwestii, jak pakt Ribbentrop -
            Mołotow, wzajemne stosunki sowiecko-niemieckie i wizyty w Berlinie i
            Moskwie, jak sprawy republik bałtyckich czy stosunków polsko-
            sowieckich.
            • stix "Rozczarowanie Stalina" 24.03.08, 09:23
              Rozczarowanie Stalina
              Cokolwiek by jednak powiedzieć o roli Rosjan w Norymberdze, w niczym
              nie zmieni to aktu oskarżenia wobec Niemców ani stopnia niemieckiej
              odpowiedzialności za winy i zbrodnie. Ci, którzy chcieliby więc dziś
              zakwestionować wyrok norymberski jako ferowany przez jednych
              zbrodniarzy na drugich zbrodniarzach, nie mają racji. Wyrok
              norymberski był wyrokiem Międzynarodowego Trybunału Wojskowego, do
              którego zresztą strona radziecka zgłosiła votum separatum, żądając
              kary śmierci dla wszystkich dwudziestu dwóch, a nie, jak orzeczono,
              dwunastu oskarżonych, żądając uznania za organizacje zbrodnicze nie
              tylko SS, gestapo, SD czy korpus polityczny kierowników NSDAP, ale
              także rząd Rzeszy, sztab generalny i Naczelne Dowództwo Wehrmachtu.
              Historia nie znalazła do dzisiaj odpowiedzi na pytanie o rolę
              Stalina w procesie norymberskim. Można się jednak domyślać, że była
              zasadnicza. Można się domyślać, że z Moskwy do Norymbergi dyktowano
              argumenty prokuratorskie i pytania do oskarżonych oraz żądania
              procesowe. Można się też domyślać, że rosyjscy prokuratorzy za
              niepowodzenia, jak gen. Nikołaj Zoria, na rozkaz Stalina płacili
              życiem. Można się też domyślać, że w opinii Stalina, wyrok, który
              zapadł w Norymberdze, gdzie dwunastu oskarżonych skazano na karę
              śmierci, trzech uniewinniono, a siedmiu skazano na karę więzienia,
              był rozczarowaniem, a może nawet osobistą porażką. Wyrok ogłaszany
              był 1 października 1946 r. Skrzętnie ukryto fakt, że dwa dni później
              wściekły i zawiedziony sowiecki dyktator doznał tak rozległego
              zawału serca, że odratowano go z największym trudem. Do łoża
              nieprzytomnego Stalina sprowadzano sławy medyczne z całej Europy,
              m.in. prof. Striwahkera ze Szwecji. Jego też niedyskrecji historia
              zawdzięcza tę anegdotę o wściekłym dyktatorze, który atakiem serca
              płacił za pierwszą polityczną klęskę.
              Czy w zjednoczonej Europie pamięć o Norymberdze skazana jest już na
              kasację, a w najlepszym razie na marginalizację tak głęboką, by nikt
              już po nią nie sięgał i nie przypominał niewygodnej historii? Trudno
              powiedzieć. Niemcy wyraźnie zapominają. My, Polacy, którzy mieliśmy
              być tylko podludźmi, powinniśmy Norymbergę pamiętać. Choćby dlatego,
              że ta pamięć jakby nas uczłowiecza.
Pełna wersja