stix
08.09.08, 17:27
niż w Polsce.
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33187,5671241,Kobiety_w_pracy__w_Niemczech_wieksza_dyskryminacja.html
Maria Schaad, ambitna 41-letnia businesswoman, uważa się za szczęściarę. Po
narodzinach obu synów Marii, mających teraz 7 lat i 3 lata, jej pracodawca,
duża firma farmaceutyczna, umożliwiła jej pracę w elastycznym systemie w
zmniejszonym wymiarze godzin, co w Niemczech stanowi rozwiązanie bardzo rzadkie.
Jednak jej szczęście na tym się skończyło: chociaż Schaad stawiała sobie za
cel zdobycie kierowniczego stanowiska, jej kariera stanęła w miejscu po
założeniu rodziny, nawet pomimo zdobycia przez nią tytułu MBA już po urodzeniu
dzieci.
"Na pewnym etapie kobiety muszą dokonać wyboru", rzeczowo stwierdza Schaad.
"Posiadanie dzieci oznacza konieczność pójścia na kompromis w pracy."
Miliony pracujących zarobkowo matek-a czasem ojców-zmuszone są do nierzadko
trudnych kompromisów związanych z pracą i rodziną, jednak eksperci ds. pracy
uważają, że ten rachunek jest wyjątkowo niekorzystny właśnie w wypadku
Niemiec, kraju, który pomimo posiadania kanclerza-kobiety, oraz znajdowania
się w centrum rzekomo liberalnej Europy, ma jeden z najwyższych w Europie
wskaźników różnicy zarobków kobiet i mężczyzn.
Jest to zaledwie jedna z różnic między pracującymi zarobkowo mężczyznami a
kobietami, zwłaszcza matkami, która-w opinii rządu i liderów związków
zawodowych-stanowi przeszkodę dla reprezentacji kobiet w sile roboczej, oraz,
w konsekwencji, dla rozwoju niemieckiej gospodarki w czasie, gdy
prawdopodobnie stoi ona na krawędzi recesji. Specjaliści wskazują na szereg
barier społecznych i rządowych blokujących zmianę.
Ingrid Sehrbock, wiceprzewodnicząca Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych,
określa nierówność zarobkową mianem "skandalu". Europejski komisarz ds.
zatrudnienia i spraw społecznych, Vladimir Spidla, niedawno zaapelował do
niemieckich pracodawców o "rzeczywiste zastosowanie zasady równej płacy za
równą pracę".
Garść nowych danych wskazuje na to, że Niemcy podążają w przeciwnym kierunku.
Różnica między zarobkami kobiet i mężczyzn maleje w krajach Unii Europejskiej
oraz USA, natomiast w Niemczech jest ona w zastoju.
Jak wynika z danych zebranych przez rządowe biuro statystyczne Destatis, w
2000 roku wynagrodzenie Niemek pracujących zarobkowo było średnio o 26% niższe
od wynagrodzenia mężczyzn, natomiast w 2006 roku (w którym ostatnio zebrano
dane) ta różnica wyniosła 24%.
Ta różnica należy do najwyższych wskaźników w Unii Europejskiej. Z danych
europejskiego biura statystycznego Eurostat wynika, że jedynie Cypr, Estonia
oraz Słowacja mają większą lub taką samą różnicę pomiędzy zarobkami kobiet i
mężczyzn.
W 2007, Europejki zarabiały średnio o 15,9% mniej niż mężczyźni. Różnica ta
stopniowo maleje począwszy od 2001 roku, gdy kobiety zarabiały średnio 20,4%
mniej niż mężczyźni, jak wynika z raportu opublikowanego w ubiegłym tygodniu
przez fundację UE zajmującą się badaniem tego trendu od lat.
Porównanie tych statystyk z danymi z USA nastręcza pewne trudności, ponieważ
Europejczycy mają tendencję do liczenia pracowników zatrudnionych w niepełnym
wymiarze godzin oraz pełnoetatowych, natomiast najuważniej śledzone statystyki
amerykańskie ujmują jedynie pracowników pełnoetatowych. Kobiety częściej
pracują w niepełnym wymiarze godzin, co obniża ich średnie wynagrodzenie, oraz
zwiększa różnicę pomiędzy poziomem zarobków kobiet i mężczyzn, gdy bierze się
pod uwagę pracowników zatrudnionych w niepełnym i pełnym wymiarze godzin.
Niemniej jednak, Census Bureau [czyli Biuro ds. Spisu Ludności] podało w
ubiegły wtorek, że w 2007 roku Amerykanki zatrudnione na pełny etat zarabiają
22% mniej niż mężczyźni zatrudnieni na pełnych etatach. Nigdy przedtem
Amerykanki nie zbliżyły się tak do równości pod względem zarobków; wskaźnik
jest o jeden punkt procentowy niższy niż w 2006. Od roku 2001, ta liczba
oscylowała między 23 a 24,5%.
Istnieje wiele przyczyn, dla których Niemcy nieustannie są na szarym końcu
Europy. Badacze twierdzą, że jedną z przyczyn jest jawna dyskryminacja ze
względu na płeć. Urlop macierzyński jest drugą przyczyną: mężczyźni awansują,
podczas gdy ich koleżanki biorą urlopy, aby zajmować się dziećmi.
"Dylemat polega na tym, że chociaż kobiety stanowią 50% pracowników niższego
szczebla zarządzania, one zwyczajnie znikają po drodze do średniego szczebla",
mówi Heiner Thorborg, konsultant ds. zasobów ludzkich z Frankfurtu, otwarcie
krytykujący nierówność związaną z płcią. Różnica w płacy jest mniejsza w
wypadku młodszych kobiet, które nie urodziły dzieci. Jest także większa w
zachodniej części Niemiec, głównie ze względu na to, że średnia stawka
godzinowa dla mężczyzn w tej części kraju jest wyższa niemal o 50% od stawki
dla mężczyzn na obszarze dawnego NRD.
Niektórzy eksperci ds. zasobów ludzkich wskazują nawet na mniej agresywne
negocjowanie wysokości zarobków przez kobiety. (W ciągu ostatniej dekady
namnożyło się programów coachingowych adresowanych do kobiet.)
Co więcej, istnieją także naciski społeczne i polityczne. Dla przykładu, matki
pracujące zarobkowo są czasem wyszydzane jako tzw. Rabenmutter, czyli
"matki-kruki". Określenie to-oparte na błędnym wierzeniu, że kruki odlatują
porzucając gniazda, dotyczy kobiet dążących do sukcesu zawodowego zamiast
zajmowania się domem. Taki model jest bardziej powszechny w zachodniej części
kraju.
Natomiast analiza polityki wykazuje, że niemiecki system wsparcia dla
pracujących rodziców jest najmniej hojny w Europie. Zaledwie 9% dzieci do lat
3 ma dostęp do opieki w placówkach dziennych-w innych krajach zaawansowanych
ta średnia wynosi 23%. W krajach północnoeuropejskich te wskaźniki są jeszcze
wyższe: 40 do 60%.
Na obszarach dawnej NRD sieć rozmaitych placówek opiekuńczych jest większa, co
stanowi spuściznę czasów komunistycznych, gdy odsetek kobiet w sile roboczej
był jednym z najwyższych na świecie, w związku z czym organizacja dziennej
opieki była ważna.
Minister ds. rodziny, Ursula von der Leyen, wprowadziła niedawno plan pomocy w
finansowaniu prywatnej opieki nad dziećmi oraz plan zwiększenia dostępności
punktów przedszkolnych. Parlament ma głosować nad planem pod koniec roku.
Berlińscy urzędnicy starają się także uatrakcyjnić posiadanie dzieci. W 2007,
niemiecki rząd wprowadził tzw. Elterngeld, czyli zasiłek dla rodziców mający
na celu zachęcenie ojców i matek do wzięcia wolnego po narodzinach dziecka. W
tym roku o zasiłek ten wnioskowało niemal 20% świeżo upieczonych ojców.
Tymczasem, około 60% par małżeńskich z dziećmi poniżej 3 roku życia powiela
ten sam schemat: ojcowie pracują w pełnym wymiarze godzin, a matki pozostają w
domu.
Badacze są zdania, że trudność wychowywania dzieci i jednoczesnego wykonywania
pracy zarobkowej przez kobiety częściowo przyczynia się obniżania wskaźnika
przyrostu naturalnego Niemiec, który wynosi 1,37 dzieci na kobietę i należy do
najniższych w Europie. Nie poprawia sytuacji fakt, że starające się o
przyjęcie do pracy kobiety w wieku rozrodczym są nadal pytane, czy planują
mieć dzieci, choć pytanie takie jest niezgodne z prawem.
Silke Strauss mówi, że gdyby zdecydowała się zostać matką, nie osiągnęłaby
swojej obecnej pozycji. Właśnie została partnerem zarządzającym w firmie
doradzającej w kwestiach zarządzania-będąc jedyną kobietą w ośmioosobowym
gronie partnerów. "Nie udałoby się to z dziećmi, ze względu na oczekiwania co
do poziomu dyspozycyjności", mówi Strauss, 42 l.
W wypadku niektórych kobiet, czas spędzony za granicą kraju zmienia wszystko,
stwarzając okazję do przekonania się, że życie może być inne.
Jutta Almendinger, pierwsza kobieta-prezes berlińskiego Centrum Badań
Socjologicznych, matka 14-letniego syna, zdobyła tytuł doktorski na
Uniwersytecie Harvarda. Op