stix
20.10.08, 19:53
niemcy.salon24.pl/54706,index.html
Jak Pan wie, wcześniej starałem się o wywiad z p. Horstem Mahlerem. Nie wyszło, dlaczego?
Tego nie wiem. Jestem tylko lokalnym stronnikiem i swego rodzaju doradcą prawnym Narodowodemokratycznej Partii Niemiec z północno-wschodniej części kraju. Zresztą, jak sądzę, lepiej rozmawiać z innymi ludźmi. Niekoniecznie z p. Mahlerem.
Wstydzicie się jego lewacko- terrorystycznej przeszłości, za tych wszystkich „Baaderów” itd?
– No nie, zmieńmy temat.
Pan go najwyraźniej nie lubi.
– Lubię, nie lubię, moja sprawa, zmieńmy temat, chyba, że za chwilę skończymy rozmowę.
Czyli o „federalnej agenturze” w NPD też nie porozmawiamy?
– Ta sprawa jest zamknięta. Niech pan nie nadużywa mojej cierpliwości.
W porządku. Pan jest z Meklemburgii? Nie sądzę, żeby pan pochodził z tego regionu Niemiec. Ma pan za bardzo śpiewny akcent.
– Rozmawiamy po angielsku, a pan niemieckiego nie zna.
Trochę rozumiem, trochę mi pan w tym angielskim „zaśpiewa”, no i trochę czytam. To mi wygląda na Saksonię.
– Ha, ha, albo na Turyngię, tam jest zresztą też zróżnicowanie, bo wchodzimy na wyspy dialektowe frankońskie. Nieźle pan krąży, ale w ten sposób mnie pan nie zagnie.
No to ostatnie pytanie z tej dziedziny: czy Austriacy są narodem?
– Austriacy nie są narodem, to oczywiście Niemcy, i to ci najlepsi, bo kresowi. Czy mam panu wyliczyć austriackie miejscowości, gdzie pierwszy człon nazwy zaczyna się od „Deutsch”? Byli świetnymi kompanami wojennymi i w znakomitej większości doskonale spisywali się jako np. jeńcy wojenni w Rosji po 1945 r. Nawet lepiej niż ci z Hamburga, ci Pifke[1], którzy czasami szli na kolaborację z Sowietami, a potem lądowali w NRD, jeśli ich wcześniej nie zaciukano w pociągach ewakuacyjnych po umowie z Chruszczowem.
O czym pan mówi? To były rozliczenia między hitlerowcami a nie-hitlerowcami?
– Nie, to było wykańczanie skurczybyków, którzy donosili. Wehrmacht ma swój honor, nawet po latach. I pamięta. Tak zawsze było, w każdej armii.
Czyli zwykła ludzka rzecz, żadnej ideologii, obozowa rzeczywistość.
– Generalnie tak było. I powiem więcej, jeśli pan nie wytnie (Ma pan moje słowo, nie wytnę – DR): Na żołnierzach – jeńcach niemieckich w Rosji od 1941 do 1955 r. zostało dokonane ludobójstwo. To była straszliwa tragedia, ale my to przełknęliśmy. Nasi chłopcy, poniżani, zbydlęceni, mrący z głodu na Syberii... Pewnie z pół Syberii, jej przemysłu, zbudowali jeńcy niemieccy. O tym się nie mówi.
Tam też byli moi rodacy.
– To wiem, ale historia Polski jakby mniej mnie interesuje.
No dobrze, coś z czegoś: Wcześniej wykończyliście 3 miliony żołnierzy armii sowieckiej.
– Nieprawda, Sowieci to wtedy mitomani. Dwa tysiące stawało się 200 tysiącami. Dam panu prosty, łopatologiczny przykład: ilu żołnierzy Wehrmachtu przeszło na stronę sowiecką, a ilu w odwrotną stronę w latach wojny?
Do miliona Kozaków, Rosjan i innych do Wehrmachtu, Waffen-SS i różnych jednostek pomocniczych.
– Powyżej miliona.