Brunatna Bawaria.

09.03.09, 21:15
nczas.com/publicystyka/rokitow-jest-wielu/
Achtung! Zdarzenie, o którym opowiedział nam Czytelnik „Najwyższego Czasu!” udostępniając dokumenty potwierdzające tę historię jest nie tylko przestrogą, aby uważać, co się wozi w samochodzie. Jest przede wszystkim potwierdzeniem, że Polacy w Unii Europejskiej są nadal obywatelami drugiej kategorii. Zwłaszcza na terenie Rzeszy. Przypadek pana Rokity nie jest więc żadnym wyjątkiem.

Mieszkaniec podwarszawskiego Okuniewa (nazwisko znane Redakcji) pojechał do Niemiec z kolegą odwiedzić znajomych i pomóc koledze wybrać samochód. Niedawno jechał z kolegą do Bawarii – jakieś 400 km od granicy z Polską, kiedy „brunatna” policja zatrzymała ich do rutynowej kontroli. Zaczęły się kłopoty. Policjanci nie tylko sprawdzili dokumenty, ale także zajrzeli do środka auta. W schowku znaleźli nóż, który w Polsce pospolicie nazywany bywa „motylkiem”. Ot, taka finka, scyzoryk wręcz gadżet i to stylizowany na antyk. Miał mosiężną rękojeść i wygrawerowane kobry (jak to przy ozdobnych nożach). Mieścił się w kieszeni. Nasz Czytelnik dostał go w prezencie. Niestety, w Niemczech to już nie „motylek”, tylko buterflly messer – nóż traktowany jak broń, którego posiadanie jest przestępstwem (zwłaszcza w rękach „Polaczka”).

Niemieckie prawo nie zabrania przewożenia noży rzeźniczych, toporów, siekier, ale nożyk Polaka w oczach niemieckiej policji okazał się śmiertelnym zagrożeniem, bowiem policjanci uznali, że skoro nożyk znajdował się w schowku (standardowy schowek samochodowy po prawej ręce kierowcy) więc był, tu cytat: „gotowy do użycia” (sic!).

- Nie miałem świadomości, że posiadanie takiego noża jest w Niemczech nielegalne – powiedział „NCz!” „winowajca”. – Zostałem zabrany na komisariat. Nie protestowałem, bo wiem, że nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności – dodał. Na komisariacie policjanci przesłuchali Polaka. Sprawdzili numery fabryczne jego telefonów komórkowych, sprawdzili CB radio, zrobili zdjęcia zatrzymanemu, a nawet pobrali odciski palców. Sprawdzili, czy „motylek” nie był użyty w przestępstwie. Cała procedura trwała prawie dwie godziny. – Czułem się jak bandyta – powiedział nasz Czytelnik. Niemieccy policjanci skontaktowali się z prokuratorem, aby ten ustalił wysokość depozytu akonto kary.

- Zapytano mnie, ile mam przy sobie pieniędzy. Odpowiedziałem, że mamy 14 tys. euro, które kolega miał przeznaczone na kupno samochodu – powiedział niemieckiej policji Polak. – I tu nastąpił szok. Prokurator zażądał kwoty 1260 euro, a więc przy obecnym kursie około 5,8 tys. zł! Skąd i dlaczego tak wysoka kwota? – Miało to być zabezpieczenie na poczet kary, jeśli bym na przykład użył tego noża do przestępstwa – powiedział polski „nożownik”. – Nie wiem, na jakiej podstawie prokurator zażądał takiej kwoty.

Wiem natomiast, że standardowa kara przy takim zdarzeniu waha się między 100 a 300 euro. Gdybym był ukarany taką właśnie kwotą, nie byłoby problemu, a tak to odnoszę wrażenie, że zostałem potraktowany jako obywatel trochę innej Unii Europejskiej. Mówiąc wprost, zostałem potraktowany jak Polak w Niemczech. Czytałem o podobnych zdarzeniach w Internecie i znalazłem informację, że niemiecka policja ukarała Austriaka za posiadanie takiego samego noża kwotą 90 euro. Czyżby Niemcy chcieli nam takimi „akcjami” udowodnić, że nie jesteśmy u nich mile widziani? – mówi pokrzywdzony.

W sprawie dziwi jeszcze jedno: – Prokuratura nie pofatygowała się nawet, żeby wysłać pismo, które informowałoby mnie o zakończeniu całej sprawy. A chodziło o poważne pieniądze. Z depozytu 1260 euro prokurator miał ustalić wysokość grzywny. Ustalił maksymalny wymiar należności, czyli 1260 euro przepadło. Takie pieniądze byłyby bardzo dotkliwe nawet dla przeciętnego Niemca, który miesięcznie zarabia nie więcej niż 2 tys. euro – skarży się Polak.

Sprawa pokazuje jak łatwo można zostać uznanym za przestępcę i jak trudno się wybronić, jeśli jest się Polakiem a za prawem stoją nasi zachodni sąsiedzi. Przecież dla kogoś, kto nigdy nie miał do czynienia z niemiecką policją, całe postępowanie jest niezrozumiałe, dziwne, a wysokość kary nieadekwatna do przestępstwa. Wystarczy bowiem wejść do Internetu i wpisać hasło „buterfly messer”. Takie noże kosztują 20-30 euro i z łatwością można je zamówić. Polak opowiedział o zdarzeniu prawniczce z Niemiec. Ona również nie potrafiła wyjaśniać, dlaczego spotkała go taka niesprawiedliwość. Czy można, więc zaskarżyć decyzję prokuratura?

Można, tyle tylko, że to kolejne koszty, bez żadnej pewności, że się wygra. Zwłaszcza gdy skarży Polak…
    • bratjakuba Re: Brunatna Bawaria. 09.03.09, 22:18
      Zazwyczaj się nie wtrącam do Twoich pyskówek ale teraz nie wytrzymałem.
      Jak się coś pisze a zwłaszcza tendencyjnie,aby "dowalić"to trzeba mieć przynajmniej pojęcie o czym się pisze.
      Taki nóż,który enigmatycznie nazywasz motylkiem w slangu nazywa się"kosa"albo "mojka"i nikt w zbożnych celach go nie nosi.
      "Mojka"służy tylko do jednego celu,"aby prziżenić frajera po gałach".
      Dalszy ciąg sobie dorób na drutach,skoro już poruszamy się w tej konwencji.
      Skompromitowałeś się przywołując żródło tak wątpliwej konweniencji
      i komentując sprawę,o której nie masz pojęcia.
      .
      • stix Kiedy Gestapo zwróci pieniądze? 09.03.09, 22:40
        Te które ukradli?
        • bratjakuba Re: Kiedy Gestapo zwróci pieniądze? 10.03.09, 08:18
          stix napisał:

          > Te które ukradli?

          Ukradli? To ścigać kapralu Stix!
          Zwołać Piotrowskiego i innych oprawców z przytułku "Najwyższy Czas".
          Ścigać do pozytywnego skutku,wyeliminować i zameldować!
          A póki co,to ruki pa szwam i Maul halten!
    • stix Bayern = Hitlerland. 08.04.09, 17:43
      www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080719/REPORTAZ/556241702
      Zatrzymany w Niemczech za posiadanie... noża

      Tę podróż Manek z Wójtowej Wsi zapamięta długo. - Nóż wożę do otwierania konserw i nigdy nie trzymam go w kieszeni - mówi.

      Jechali sobie zatem i Manek, i jego kolega od strony Passau ku granicy ojczystej. Kierował Manek, ale na prędkościomierz patrzyli obaj. To dobra zasada, zwłaszcza w Bawarii, bo tam jedzą golonkę, od czego poczucie humoru tężeje. Zwłaszcza policji drogowej.

      Ten samochód, który ich wyprzedził, pozornie był tak nieistotny jak słupek drogowy. Ale jego powaga wzrosła, gdy na tylnej szybie zapłonął napis: "Prosimy jechać za nami". Nie krojem liter szwabachą zwanym, ale po niemiecku, więc bardzo stanowczo.

      Gdy policja grzecznie prosi, kierowca aż płonie z chęci zadośćuczynienia jej życzeniom.
      - To byli kryminalni - opowiada Manek. - Dwaj. Starszy około pięćdziesiątki, młodszy nie szczaw wprawdzie, ale taki około trzydziestki.

      Jak niemiecki policjant grzecznie prosi, to mu się nie odmawia. Podał więc Manek przez uchyloną szybę i dokumenty, i przez kolegę odpowiedział, gdzież to prowadzi swojego busa. Cieszył się Manek w duchu, bo "suszarki" nigdzie nie spostrzegł, a jak wiadomo, nie ma nic bardziej złowieszczego dla kieszeni kierowcy niż niemiecki policjant bez poczucia humoru z radarem w ciężkiej policyjnej łapie.

      Panie Ober, już dziś raz nas aresztowali

      Ale nie dane im było szybko zaznać rozkoszy kontaktu z polską drogówką. Bo ledwie ujechali paręnaście kilometrów - tym razem nie oznakowany ford zajechał drogę, a na tylnej szybie zabłysło: "Proszę jechać za nami".

      - Jak jesteście w Niemczech - radzi Manek - miejcie papiery. Najlepsze są takie z pieczątkami. Bo znów kazali nam zjechać na parking, a nam szczęki opadły. Jak okiem sięgnąć - zahaltowane samochody. I cóż za dziwny traf: same na polskich rejestracjach!

      - Panie Ober - zawołali literacką niemczyzną ze "Stawki większej niż życie": - Panie Ober! My już dziś byliśmy aresztowani!
      - Taaak? - nie okazał zaskoczenia, ale minimum zainteresowania jednak tak, facet w mundurze. - A papiery macie? Taaaaaa... No to jedźcie, jedźcie, znajdziemy sobie innych do aresztowania.

      Pić im się chciało i jeść, ale co mijali gospodę, widzieli już przed nimi tylko nie oznakowane samochody i podejrzanych ludzi wokół...
      Manek: - Dasz wiarę, że dopiero w byłym Enerdówku poczuliśmy się swobodniej? Choć jedzenie jak w całych Niemczech, do kitu.

      Teraz Manek nie rusza się z Polski. Kupił też sobie nowy nóż, ale mniejszy i w kroju takim, żeby go "chłopcy z miasta" od razu wyśmiali, gdyby im pokazał. No i nie wie tak do końca, czy jest w Niemczech przestępcą czy nie. Bo dostał powiadomienie z prokuratury w Hoff, że jego sprawa "z 08.07.2008 gemas par. 153 Abs. 1 Strafprozesordnung" jest... "eingestellt".

      Mecenas Kurcz też się nad tym biedzi. Bo czy to oznacza, że państwo niemieckie nie gniewa się już na Manka i mówi, że gniewanie się zawiesza, czy że w ogóle odpuszcza sobie gniewanie i nie zamierza do sprawy wracać?

      Wszyscy w nto chcielibyśmy to wiedzieć. Ostatecznie nie jest bez różnicy, czy dziennikarz jest wieziony w teren przez przestępcę nożownika na skalę międzynarodową, czy kolegę Manka, który lubi jeść konserwy zamiast kupić sobie żurek.

      O tym, jakie jeszcze pułapki prawne zastawili Niemcy na podróżujących po ich kraju, nie można się dowiedzieć, dzwoniąc do konsulatu generalnego w Monachium pod nr 0049894186080. Nie można, bo łączą z kimś, kto ponoć zna się na tych rzeczach, ale go wczoraj cały dzień nie było.
      • szwager_z_laband Re: Bayern = Hitlerland. 08.04.09, 18:08
        "ostrze nieduże - 10,5"

        :)


        czymu na tyj fotce niyma pokozane tyn noz???
      • seppel Re: Bayern = Hitlerland. 08.04.09, 20:51
        Herr Ober ;)tak do Kelnera pedziec idzie aber nicht zu dem Bullen ;)
        • szwager_z_laband Re: Bayern = Hitlerland. 08.04.09, 20:53
          cos mi sie zdo ize to niy bou zodyn Manek(Manfryd) ino Maniek:)))
    • szwager_z_laband Re: Brunatna Polska 08.04.09, 20:55
      Stix kozd Twoj wontek, ale to kozdy bez wyjontku, pokozuje nic ino
      brunatno Polska - niy kompromituj tego kraju, bo tam miyszko tysz
      duzo dopozondku ludzi!
      • gryfny Re: Brunatna Polska 09.04.09, 11:19
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/51,80708,6482859.html?i=1
        • kubiss Re: Brunatna Polska 10.04.09, 02:34
          Niedawno niemieckie GESTAPO - POLIZEI robilo akcje z nozyczkami .
          Obywatele Polscy mieli kontrolowane apteczki i a w nich dlugosc nozyczek .

          Stix !
          Tutaj nikt ci nie przyzna racji poniewaz potomkowie sierot pohitlerowskich
          niecierpia Polakow i ciesza sie z kazdego aktu upokazania , nawet tak durnego
          jak ten z nozyczkami ..... KubiSS
        • kubiss Re:Deutsche Polizei und alte methoden 10.04.09, 03:30
          Niemiecka Policja od nastu lat stosuje wszystkie chwyty zeby tylko upokorzyc
          Polakow . W wielu przypadkach postepuje poza prawem (ktore i tak jest rezimowe)
          . Niedawno mielismy LAPANKE NA KROTKIE NOZYCZKI u w polskich apteczkach .
          Apteczki pokazaly ze Niemcy zastosuja kazdy chwyt nawet ponizej pasa .

Pełna wersja