ballest
06.05.09, 09:32
"29 kwietnia, gdy "Boxer" w eskorcie czterech niemieckich okrętów
krążył po Oceanie Indyjskim, a oddział GSG-9 szykował się do ataku,
do urzędu kanclerskiego w Berlinie zadzwonił gen. James Jones,
doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.
Amerykanin oświadczył zdumionym Niemcom, że "Boxer" wraca do
Mombasy, gdzie wyładuje Niemców na ląd.
- Nie chcemy brać udziału w misji samobójczej - miał oświadczyć
Jones. Zdaniem jego i dowódców niemieckiej policji federalnej
(której podlega GSG-9) odbicie statku musiało oznaczać duże straty
wśród zakładników i komandosów. Niemcy z GSG-9 z niesmakiem wrócili
do domu. A ich zwierzchnicy mają teraz kłopoty.
"