stix
08.06.09, 15:22
wyborcza.pl/1,97737,6692441,Polska__kolonia_III_Rzeszy.html
Lektura książki "Okupacyjne sądownictwo niemieckie w G.G." wzbudza
narastające uczucie zgrozy.
Podczas inauguracji niemieckiego sądownictwa w Generalnym
Gubernatorstwie - kadłubowym skrawku ziem polskich, które w 1939 r.
ani nie zostały wcielone do Rzeszy, ani wchłonięte przez ZSRR -
gubernator Frank powiedział jasno, jak sobie wyobraża rządy prawa na
tym obszarze: "należy zbudować kolonialny system prawny". Ludność
polska miała żyć w przeświadczeniu o dominacji sądownictwa
niemieckiego nad polskim - i mieć "więcej zaufania do niemieckiego
niż do polskiego sędziego".
Tak powstał unikalny, podwójny, polsko-niemiecki system prawny. Jego
początki i ewolucję zrekonstruował Andrzej Wrzyszcz, historyk prawa
z lubelskiego UMCS. Za suchym językiem jego książki odnajdziemy
poruszające studium mechanizmów totalitarnego sądownictwa -
połączenia biurokracji godnej nowoczesnego państwa z całkowitym
brakiem poszanowania dla sprawiedliwości.
"Tryb postępowania przed policyjnymi sądami doraźnymi był bardzo
uproszczony - pisze Wrzyszcz o jednym z ważniejszych typów sądów w
G.G. - Konieczne było pisemne stwierdzenie nazwisk sędziów,
skazanego i świadków, a także daty: wydania i wykonania wyroku.
(...) Ewentualny sprawca czynu nazywany jest skazanym, a nie
oskarżonym".
Karę śmierci wymierzano prawie za wszystko, nawet za nielegalny ubój
zwierząt. Według rozporządzenia z 2 października 1943 r. - "O
zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w G.G." -
wykonywana natychmiast kara śmierci groziła za wszelkie
uchybienia "ustawom, rozporządzeniom, zarządzeniom i dyspozycjom
władz okupacyjnych, popełnione z zamiarem utrudniania lub
przeszkadzania w niemieckim dziele odbudowy". W lutym 1944 r.
wprowadzono karę śmierci dla tych, którzy naruszą rozporządzenie
policyjne o używaniu samochodów osobowych i motocykli w Warszawie...
Nic dziwnego, że szef SS Himmler musiał wydać okólnik zakazujący
mianowania prawników przewodniczącymi sądów policyjnych, bo - pisze
Wrzyszcz - zgodnie z panującą wśród władców III Rzeszy opinią byli
zbyt przywiązani do poszanowania formalnych zasad prawa.
Było to, mimo wszystko, bezprawie uregulowane przepisami. Wrzyszcz
drobiazgowo - opierając się na imponujących badaniach archiwalnych -
rekonstruuje system sądownictwa w G.G., gdzie obok siebie
funkcjonowały sądy niemieckie i polskie, a inne prawa obowiązywały
Niemców, Polaków i Żydów. Prawo polskie było nadal w mocy, o ile nie
wchodziło w kolizję z niemieckim, które zawsze miało pierwszeństwo.
Pracowali także sędziowie polscy - każdy musiał podpisać deklarację
lojalności wobec okupanta (uznaną za wymuszoną, a więc nieważną,
przez polskie państwo podziemne). Mieli bardzo ograniczone
kompetencje. Nie mogli np. zawieszać wyroków ani przesłuchiwać
Niemców. Sądownictwo administracyjne po prostu zniesiono: decyzje
niemieckiej administracji były niezaskarżalne.
W sprawach dotyczących Żydów rezygnowano często nawet z pozorów
rozprawy. W 1942 r. sądom wystarczało zeznanie do protokołu
albo "wypowiedź służbowa" niemieckiego funkcjonariusza. Wrzyszcz
streszcza prowadzoną latem 1942 r. dyskusję niemieckich prawników -
czy karać śmiercią osoby udzielające pomocy Żydom w sytuacji, w
której Żyd "opuścił miejsce pracy w domu znajdującym się poza gettem
i w tym samym budynku żebrał". Odpowiedź brzmiała: karać. Wkrótce
Niemcy przestali się zajmować takimi kwestiami - wątpliwości co do
przepisów odnoszących się do Żydów zalecono rozstrzygać poprzez
odwołanie się do "zdrowego poczucia narodowego".
Lektura tej książki wzbudza w czytelniku narastające uczucie zgrozy.
Dokumentuje bowiem całkowity upadek wypracowywanych przez stulecia w
świecie zachodnim ideałów prawa i sprawiedliwości.