stix
11.06.09, 17:07
sport.onet.pl/74456,1248770,1983140,wiadomosc.html
Co rozumie pan przez słowo "konsekwencje"?
- W Polsce wszyscy się mnie boją. Na dźwięk nazwiska "Szamotulski" trenerzy żegnają się nogą. A tak naprawdę ja nigdy nie miałem ze szkoleniowcami pod górkę, tylko wtedy z Majewskim. Za granicą wszyscy byli ze mnie zadowoleni, wręcz zachwyceni. Spytajcie w Szkocji Leveina, Paatalinena. Teraz w Hibernianie mówili na mnie, że jestem "synkiem" trenera. Bo faktycznie mnie lubi. Poza Polską tylko raz nie udawała mi się współpraca ze szkoleniowcem – pod koniec pobytu w Sturmie Graz, kiedy przyszedł Niemiec Franko Foda. Z klubu odszedł sponsor, mnie prezes chciał zmusić, żeby przedłużył umowę na niekorzystnych warunkach. Nie chciałem się zgodzić, więc wylądowałem w rezerwach. Grałem gdzieś między blokami, a ludzie z balkonów – bo znali mnie z telewizji – krzyczeli: "Arschloch!". Jak na Jana Rokitę w samolocie! Po dwóch miesiącach, gdy już miałem się uwolnić od Sturmu, siedzę w saunie i wchodzi Foda. Zapanowała cisza. W pewnym momencie Foda mówi: "Wiesz, Szamo. Sądziłem, że jak cię odstawię, to zaczniesz pić, przestaniesz trenować. A ty dalej trenujesz! Jesteś jednak profesjonalistą. Jak chcesz, to dam ci zagrać w ostatnich trzech czy czterech meczach".
I co pan na to?
- Mówię: "Wiesz Franco… Pocałuj mnie w dupę". Ale się oburzył. W Sturmie bywało śmiesznie. Na zimowe zgrupowanie drużyna poleciała beze mnie, bo prezes powiedział: "Nie przedłużysz umowy, nie lecisz…" No i Frank Verlaat w imieniu zespołu, już w Turcji, powiedział: "Jak 'Szamo' nie przyleci, to nie trenujemy". I musiałem dolecieć, najbliższym samolotem. Dobra, ale nie o tym mówiliśmy. Tylko o tym, że w Polsce Szamotulskiego się boją, a zagranicą nie. A ja powiem tak – tylko słabi trenerzy boją się zawodników, którzy mają swoje zdanie. Trzęsą się, że ktoś głośno powie prawdę o tych wszystkich głupotach, które czasami wymyślają, o układach. Ja mam to gdzieś – chcą mieć szaraczków, to niech grają szaraczkami. Ale potem niech się nie dziwią, że ich zespoły nie mają jaj.