Amerykańskie sierocińce z ciekłego azotu.

15.06.09, 16:26
Amerykańskie sierocińce z ciekłego azotu

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20090313&id=sw11.txt
Blisko 500 tys. embrionów ludzkich przechowywanych jest obecnie w zbiornikach
z ciekłym azotem w przychodniach leczenia niepłodności w Stanach
Zjednoczonych, co stanowi ilość porównywalną z populacją średniej wielkości
miasta jak Cleveland czy Tucson. Dla porównania, w całych Niemczech jest
znikoma liczba embrionów ludzkich, które zamrożono i poddano przechowywaniu w
zbiornikach.

Przyczyną tej niezwykłej różnicy jest fakt, że w Niemczech uchwalono w latach
90. ustawę o ochronie embrionów, zawierającą przepisy zabraniające zamrażania
embrionów ludzkich. We Włoszech obowiązują podobne przepisy. Oba te kraje
ściśle określają zasady wykonywania zabiegów sztucznego zapłodnienia in vitro,
pozwalając na powstanie najwyżej trzech embrionów w jednym cyklu, z których
wszystkie muszą być wszczepione ich matce. Oba te kraje zabraniają wytwarzania
dodatkowych embrionów, eksperymentowania na nich, klonowania czy też
wykonywania badań genetycznych z ich udziałem.
Stany Zjednoczone dotychczas nie wypracowały żadnych prawnych czy etycznych
ram regulujących przemysł tzw. leczenia niepłodności (tak zwanego, jako że
sztuczne zapłodnienie nie jest lekarstwem na bezpłodność), a którego obroty
sięgają kilku bilionów dolarów, zaś osiągnięcia w tym zakresie słusznie
nazwano "Dzikim Zachodem niepłodności" - obszarem, gdzie króluje bezprawie i
gdzie niemal wszystko jest dozwolone, włącznie z rutynowym zamrażaniem
dziesiątek istnień ludzkich, będących w embrionalnej fazie rozwoju. Działanie
to pozostaje jedną z ogromnych tragedii ludzkości naszych czasów.
Dostrzeżenie wielkiej niesprawiedliwości w procesie zamrażania istoty ludzkiej
wcale nie wymaga nie wiadomo jakich przemyśleń etycznych. Dla człowieka w
stadium embrionalnym procesy zamrażania i odtajania stwarzają duże ryzyko i
prawie 50 proc. embrionów może ich nie przeżyć. W wielu przypadkach
przechowywane embriony bywają porzucane przez pary, które je poczęły, skazane
na swego rodzaju dożywotni zastój i zawieszenie w czasie w surowym środowisku
sierocińców z ciekłego azotu. Niezliczeni rodzice borykają się z problemem, co
zrobić z potomstwem, którego los zatrzymano w kadrze. Krzywdy tej, na którą
skazano embriony ludzkie, używa się z kolei do popełnienia jeszcze gorszego
pogwałcenia ich godności, czyli szkodliwej eksploatacji embrionów w celu
pozyskania ich komórek macierzystych.
Argument, że embriony "i tak się wyrzuci", stał się skutecznym środkiem
przekonywania ustawodawców i polityków do stanięcia po stronie naukowców
pragnących niszczyć embriony ludzkie w ramach wykonywanych badań. Grając na
popularnym wśród Amerykanów uznaniu pragmatyzmu, w którym liczy się
"maksymalizacja dochodów z zainwestowanego kapitału", to zniewolenie embrionów
w oczach społeczeństwa można uznać za całkowite, bo ją lub jego traktuje się
po prostu jak przedmiot, rzecz, którą można manipulować i którą się ceni
jedynie w kategoriach tego, w jaki sposób mogą on czy ona przysłużyć się
interesom i pragnieniom innych osób.
Doktor Chi Dang, profesor medycyny na uniwersytecie Johns Hopkins University
School of Medicine, bazując na argumencie, iż zamrożone embriony i tak zostaną
wyrzucone, stwierdził w niedawnym wywiadzie, że: "Powstaje [więc] pytanie: czy
bardziej do przyjęcia z etycznego punktu widzenia jest zniszczenie embrionów
poprzez oblanie ich kwasem, czy też wykorzystanie tych skupisk komórek do
wytworzenia nowych komórek, które w przyszłości mogą okazać się nam pomocne?".
Tworzenie tego typu rozdźwięku i budowanie tym podobnych zamków z piasku
zakrawa na swoiste, moralnie niebezpieczne, przyzwolenie na zaniedbanie
obowiązków w stosunku do istot najsłabszych i najmniejszych.
Piszący dla gazety "New York Times" Gary Rosen zauważył kiedyś, że nawet
najbardziej podstawowy kurs etyki pozwoliłby nam na dostrzeżenie omawianego tu
problemu, a mianowicie, że nie powinniśmy traktować innych osób jako środków
do osiągnięcia własnych celów, lecz jako cele same w sobie. A jednak nawet te
najbardziej podstawowe zasady etyczne ciężko dopasować do wyrachowanych,
zimnych, klinicznych dyskusji, w których mowa o "pozyskiwaniu embrionów" i
"wykorzystywaniu skupisk komórek". Język naukowców pracujących w dziedzinie
komórek macierzystych oraz ich zwolenników brzmi co prawda bardzo
profesjonalnie, ale bije od niego, jak powiedział Rosen, "wyraźny swąd
kanibalizmu".
W dzisiejszych czasach w Stanach Zjednoczonych istnieje pilna potrzeba
stworzenia ustaw chroniących embriony. Pokusa odarcia z człowieczeństwa
naszych własnych braci i sióstr to odwieczny problem, znany już w USA w
czasach, kiedy to niewolników uznawano za trzy piąte osoby dla celów
zwiększenia reprezentacji w Kongresie. Traktowanie embrionów jako "zero" osoby
stanowi jeszcze bardziej karygodne pogwałcenie praw człowieka. Najmniejsi
członkowie naszej ludzkiej rodziny zasługują na ochronę prawną. Prawa podobne
do tych w Niemczech czy we Włoszech nie zahamują wszystkich rodzajów przemocy
w stosunku do embrionów, ale z pewnością pomogą powstrzymać niebezpieczną falę
i zapewnić, że dalsze formy laboratoryjnego barbarzyństwa i eksploatacji ludzi
nie będą tak powszechne.





Ksiądz doktor Tadeusz Pacholczyk otrzymał doktorat w dziedzinie neurologii na
Uniwersytecie Yale i kontynuował pracę naukową na Uniwersytecie Harwarda. Jest
kapłanem diecezji w Fall River (stan Massachusetts) oraz dyrektorem ds.
nauczania i oświaty w Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National
Catholic Bioethics Center) w Filadelfii
(zob. www.ncbcenter.org).

    • sloneczko1 Re: Amerykańskie sierocińce z ciekłego azotu. 15.06.09, 22:41
      okropne:(
Pełna wersja