cd... egipskim muzom ))) bo tam sie miejsce konczy

IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.02, 16:15
.. było durno ????, teraz poważnie ???.... no to może trochę ognia by się
przydało ))

tak od jakieś czasu postanowiłem pożyć sobie wygodnie, bo jakoś nigdzie się nie
doczytałem, że „twoim celem jest żyć w poczuciu odpowiedzialności za świat,
miasto, państwo, etc”, ( to znaczy są tacy co trąbią o tym na okrągło ale jakoś
mnie nie przekonali )... widocznie nie zdobyli w moich oczach uznania ))))..
ale to ich problem.
Żyję sobie w słodkim lenistwie ( no może to takie lenistwo inaczej ) i jakoś
wcale nie mam ochoty na przejmowanie się:
- kolejnym atakiem terrorystycznym / chyba żeby ktoś się chciał zamachnąć na
mój dom /
- brakiem denaturatu w sklepie
- śmiercią księżnej Diany czy innej „ważnej” osobistości tego świata
- tym że sąsiad leje żonę
- tym że koleżanka X przyprawia koledze rogi
- tym że W kocha B
- albo że C nie kocha P, choć P by życie za niego (nią) oddała (oddał)
- walentynkami
- 22 lipca
- 11 listopada
- swiętem konia
- dniem strażaka teksasu
- etc, etc, etc
Jeśli ktoś potrzebuje pomocy ... proszę bardzo i chętnie ... ale jakoś nie mam
zacięcia na zbawcę ludzkości, dobrą ciocie co z serdecznością patrzy na
wszystkie bolączki tego świata napomina, uczula, rozbudza ducha, wskazuję
słuszną drogę. Jak już coś stukam to tak jak odczuwam, chyba bardziej żeby
wzburzyć niż poprawić nastrój. Jakoś tak bliższe mi te bardziej przyziemne
problemy, wredna prywata jak: mój synek, dom i cała otoczką która z tym się
wiąże, Powalczyć z wiatrakami... ależ chętnie, fajna zabawa z tym że, za oknem
jest ich tyle ( co prawda o mniejszym znaczeniu strategicznym dla świata, ale
jakoś bliższe memu sercu )))))) I taka ta moja obojętność, nie mogę nic
poradzić że pada deszcz, że istnieją choroby, upadłe uczucia i wszystkie
podłości tego świata ( chociaż tylu już ludzi od tylu wieków za cel stawiało
sobie ich zdławienie ), mogę się tylko uśmiechnąć obojętnie i zająć się budową
mojego małego świata przeciwko światu. Zresztą nie żyję na pustyni, każdego
dnia spotykam tych wielkich ludzi w pracy, na ulicy i gdziekolwiek indziej, co
im będę robotę wyrywał, oni walczą każdego dnia, z głodem w afryce, zajmują się
biednymi dziećmi, walczą z niesprawiedliwością społeczną i dokonują jeszcze
setek wielkich czynów. No i nie omieszkają ci przy tym wytknąć że też
powinieneś, że jesteś małostkowy .
Tylko jak trzeba rzeczywiście otworzyć mordę, ruszyć dupę z miejsca i wystawić
ją na ewentualnego kopa... to jakoś im się słabo robi, gardło boli, albo akurat
nie mają czasu bo ... / wpisać dowolnie głupią wymówkę /... więc ))) „dziękuję
nie tańczę ...”
A może tak naprawdę świat – cesarz jest nagi, tylko nie wypada o tym mówić ?????
Jakoś tak wyrosłem z epoki rycerzy / znacznie bardziej mi odpowiada życie z
dala od stada / i jakoś nie wierzę w hasło „fur Keiser, Gott und Vatherland”,
Może i głupsze, może i okrutniejsze, ale niestety znacznie realniejsze stało
się „rozluźnij się weź pavulon” ... więc co sobie będę żałował rozluźnię się i
pożyję pełną piersią... jeszcze trochę życia mi zostało ))))))))))))))). No
dobra długo by jeszcze można ... ale i tak wystarczy rozpisałem się coś
ostatnio, czyżbym topniał ??? hehehe,.... ))))))))))))))).
... a teraz zeżryjcie mnie bigoci i wszelka chodząca słodyczy tego świata.
Ogień ogrzewa.... no i parzy )))))))))).
    • saqqara Re: cd... egipskim muzom ))) bo tam sie miejsce konczy 13.02.02, 16:40
      ha ha ha :)) ale power ;) i znowu sliczne zawijasy :)))
      i usmiech tez :)

      no prosze, jakos ta obojetnosc obca jest niektorym jak sie wsadzi patyk we
      wlasciwa dziurke. i tak wlasnie jest, wszystko opiera sie na tym konkretnym
      otworze, od ktorego wszystko sie zaczyna i na ktorym wszystko sie konczy
      prawie mialam te pewnosc a Twoje slowa sa na to dowodem..

      jako ze jakis palant zablokowal mnie na parkingu i nie moge wyjechac (znowu
      wlasciwa dziura, tym razem na parkingu) to mam czas zeby troche postukac.

      alez ja Cie doskonale rozumiem, obojetnosc, to slodkie lenistwo jest tak wspaniale
      ze ja tez wiekszosc swojego czasu spedzam na slodkim leniuchowaniu i
      patrzeniu z boku, jak innym sie pot po leckach leje...taki mily widok, szczegolnie jesli sa
      to meskie plecki, niezle umiesnione zreszta...hm..odbiegam od tematu ;)

      czasami jednak uwazam, ze nalezy wysunac leb ze skorupy i nawet narazajac sie
      na porzadny cios powiedziec to co mam do powiedzenia i juz. I nie zaprzeczam
      jako lojalny Polak, ze latwiej jest mi gardlowac niz dupsko ze stolka ruszyc. Ale jesli
      sie nawet nie zacznie gadac, to sie nawet nie pomysli, zeby cokolwiek zrobic.

      o juz jestem odblokowana na parkingu...hm..zostane :)

      wracajac do tematu....

      ja tez nie mam zamiaru zbawiac swiata, kiedys jeden probowal i jak to sie skonczylo?
      malo ciekawie, i nie mysle o swiecie...ale jedno jest pewne, czego nie zrobi jednostka
      zrobi grupa, ktora jesli mysli podobnie i podobnie czuje to jest w stanie zrobic cos,
      nie mowie o uzdrowieniu swiata, mowie o drobnostkach. Drobnostkach dla swiata
      dla nich o czyms waznym, co moze zmieni nie swiat, ale ich zycie...chociaz troche.
      Czy obojetnosc na wszystko to metoda na zycie? pewnie to jedna z wygodniejszych metod
      na zycie...mnie nie pociaga.

      Prywate ma kazdy z nas, ale moze warto od czasu do czasu wysunac nos za prog
      wlasnej wycieraczki i zobaczyc na jakim swiecie bedzie zyl Twoj syn. A moze nadal to
      bedzie prywata? a moze nieistotne? my umieramy, inni zostaja...to co zostaje zalezy
      rowniez od tego co my zrobilismy, albo od tego co nie chcialo nam sie zrobic bo bylismy
      obojetni.

      Jakbys tego nie nazywal jestes czescia tego stada, od ktorego zadna miara sie nie
      oderwiesz, to stado to czlowiek i koniec. Nie masz wyboru, chyba ze uda Ci sie znalezc
      planete tylko dla swojej prywaty...zycze szczescia. Szczerze.

      Tez uciekam, pozno jest
      egipska muza saqqara
      • Gość: oak Re: cd... muzom egiptu ))) pal się śnięty ogniu ?? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.02.02, 08:07
        Kij w otwór )))) ??? ...ależ )))) ..... no nie, nie mylmy obojętności z
        nihilizmem, w końcu skoro pyszczę to znaczy że coś tam jeszcze mnie rusza,
        nawet jeśli by to była jakże przyziemna chęć zrobienia sobie radochy ( a co )))
        są różne dewiacje ))))
        ....więc to ja zawijam ))) dobra, a kogo masz na myśli może zmieni się ich
        życie ??
        .. jak co ?? jak poudaję kogoś innego niż jestem ... a po za tym ... „my
        umieramy” ... sekunda .. ja jeszcze nie ... może nie jestem już jak czysta
        kartka, tylko jakaś zmięta gazeta, ale pomiędzy linijkami i na marginesie
        jeszcze co nieco popisać się da. I wcale nie sprawia mi przyjemności pot
        spływający, nawet po najsłodszych piersiach ( no z małymi wyjątkami )))) ). Bo
        takie zjawiska są mi właśnie OBOJĘTNE, wszyscy się pocimy, jeden mniej drugi
        więcej.... wszyscy kochamy .. kochaliśmy.. kochać będziemy... wszyscy znamy ból
        i ulgę gdy przechodzi, więc po co robić z tego heroizm ?....
        tylko z widzeniem u nas różnie i większości przypadków sięgamy wzrokiem daleko,
        a tych co blisko zwyczajnie mijamy lub rozdepczemy.. a potem larum grają „ o
        dzizusie jaki to ja sam jezdem”. Jakiś fajny gość powiedział „ człowiek to
        jedyny obiekt przeczący prawom perspektywy -– im dalej od nas tym wydaje nam
        się większy” i z poczuciem odpowiedzialności jest tak samo ... wszyscy by
        chcieli zabijać smoki, ratować dziewice i być podziwianymi, bla, bla bla, robić
        rzeczy wielkie .... i przy okazji nie docenić niczego na „swojej planecie” i tu
        jest to rozgraniczenie obojętność i obojętność, i tu jest moje poparcie dla
        Ru_rki,
        .... idzie para ulicą - mogę się do nich uśmiechnąć i się uśmiecham, a na jaką
        cholerę mi wiedzieć czy to związek szczery czy nie, legalny czy cudzołożny,
        stały czy przelotny, czy kupił(a) jej(jemu) sto serduszek na walentynki czy po
        prostu strzelili sobie w parku szato de jabol i poszli w tango, jakie to ma
        mieć dla mnie znaczenie, ma mi być od tego smutno ? żałośnie ? mam się unieść
        słusznym gniewem ( a nuż to jakiś związek kazirodczy, heheh )
        .... mam się wkurzyć że jakiś żałosny głosik w komórce nie da mi odsłuchać
        poczty tylko łapie mnie za rączkę i szepce „wyślij walentynkę komuś... za
        jedyne 3,2 + VAT )))) , ... gdy ma się komu wysłać to bez tego palanta też się
        o tym wie, i to może być nawet poniedziałek 5 listopada, wcale nie musi być
        dziś ))))
        .... ale właśnie !!! tak wielu czuje się odpowiedzialnych za twoją
        prawomyślność i słuszne postępowanie że można dostać obstrukcji. ...... „uwaga
        suwnica”, „strzeż się przeciągu”, „palenie albo zdrowie”, „kochaj albo
        rzuć” ))))), „bądź sobą, wybierz Y do senatu”, „żelatyna wzmacnia szkliwo i
        ujędrnia piersi”, „musisz pracować, dorabiać się i mnożyć, musisz już wiedzieć
        jak życie ułożyć”.... czyż te piękne teksty nie są tworem ludzi, którzy czują
        się za Ciebie, mnie i parę miliardów podobnych nam stworzeń –
        ODPOWIEDZIALNYMI, ... lubisz takie hasła ??? ))) ...
        ... ja wolę zobojętniałych i mniej „życzliwych”

        „czego nie zrobi jednostka, zrobi grupa” – wybacz )))) więcej jest w stanie
        zrobić jednostka dla grupy niż grupa dla kogokolwiek, Tyle tylko że, są
        przysługi tak wielkie że, można się za nie odpłacić jedynie niewdzięcznością,
        co też w takich przypadkach grupa skwapliwie czyni. Życie w grupie jest fajne,
        do czasu gdy pojawia się zagrożenie lub masz szansę na sukces )))) ....
        trzydzieści srebrników to nie współczesny wynalazek ale znacznie
        udoskonalony ))))))
        Grupa jedynie zapewnia anonimowość, rozmycie odpowiedzialności no i
        bezpieczeństwo ... może więc tu jest większa szansa na dolce far
        niente... ))))..... a „wśród pszczół panuje monarchia, a nie demokracja, gdyż
        pszczoły chcą mieć miód – a nie g..no”.. Jedynym zgranym i TRWAŁYM zespołem
        jaki znam to „zespół down’a” ))))) ... reszta jest chwilą.. czasem bardzo
        piękną ... ale wtedy bardziej śmierdzi gdy gnije
        Co do części stada - pewnie że jestem ... ale ludzie to nie barany jak jeden
        powie bee... to jakoś nie czuję się w obowiązku też tak „zaśpiewać” Na swoją
        małą planetę nie narzekam ... jest jaka jest, ale moja ... dzięki za życzenia
        szczęścia.... zapamiętam sobie .... może w końcu ta odmiana „szczęścia” co nie
        ma wielkich kropli potu na czole też mi się kiedyś trafi, )))) a jak nie to
        może komuś bardziej potrzebującemu.
        ... a mój syn będzie żył... w takim samym świecie jak ja... od tysiącleci nie
        ma nowych wad ani nowych cnót .... a nasze czasy są piękne, tylko musi upłynąć
        sto lat żeby ktoś tak o nich powiedział. No i ojciec to nie jest facet na
        którym można by się oprzeć, to ktoś kto powinien nauczyć jak żyć bez
        oparcia. ))))).

        ... to co Muzo Egiptu, palimy ten stos świętego waleriana ... takie walentynki
        w ogniu ???? ))))))))
        / znowu zawijasy ... cóż skoro nawet „prosta kobieta” potrafi je zrozumieć ...
        to może nie jestem takim wygiętym facetem ))))) / ... ale fajny ranek )))) wena
        jak diabli ... no ale muzy ponoć nastrajają ))))))),.. a teraz pójdę zrobić coś
        dla świata )))) jakiś mały przyczynek .. aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli
        dostatniej.... )))).... a że, for a few dollars more.... takie rzeczy się
        przemilcza ))))))))))))))))))

        • saqqara donkiszoteria....cd. 14.02.02, 11:47
          masochista? ;))

          zawijanie/pyszczenie bardzo lubie, znaczy sie "znieczulica" niewielka, ktora
          znika jesli podraznimy odpowiednie zmysly... a draznienie "dziurek" wydaje mi sie
          moze nieco swawolne ale i bardzo przyjemne..;)

          chetnie podpale to i owo, tylko dlaczego ogien ma byc sniety???
          lubisz patrzec na dogasajace ognisko, ktore ewidentnie oznacza
          ze cos sie konczy? ja wole patrzec na wysoko buchajacy plomien
          rozswietlajacy otaczajce nas ciemnosci...nie wszystkie, ale te najblizsze
          te tuz obok nas, ktore napawaja nas najwiekszym lekiem, bo prawie namacalne
          moze jednak warto zapalac ten wielki ogien? o tak sobie...zeby zobaczyc co jest dalej...
          a ze watroba nam bardziej gnije, kiedy zzymamy sie na szara codziennosc?
          tez zaczynam byc obojetna...na ludzka glupote.... coraz czesciej slysze w glowie:
          szkoda czasu...zdrowia...nerwow...niech ktos inny mu pokaze...
          czasem sie zdarza, ze rzuce...."...zeby Cie spotkalo to samo co mnie.." ale jesli tak sie
          nie zdarzy...? hm... no to co? nic....a ze kolejny raz masz uczucie zdeptania siebie....
          i to na wlasne zyczenie...niewazne ....
          a czy slusznie? chyba tak, jesli nie potrafiles zareagowac, bo nie lubisz sie meczyc...
          nawet w obronie samego siebie..

          nie ma osoby obojetnej na wszystko, zawsze znajdzie sie
          cos/ktos (to ta nasza "dziurka") co doprowadzi Cie do bialej goraczki....
          dla jednych bedzie to ich privata, ale dla innych ich wlasna privata oraz privata innych...
          to nie oznacza, ze ktos wpadnie z buciorami w Twoje zycie i zaczne ustawiac Wasze poglady
          wg wlasnego uznania, to oznacza, ze jesli bedziesz kogos potrzebowal, to ten ktos nie
          podniesie brwi i nie powie "sorka, jestem obojetny" ale bedzie wsparciem, ktorego potrzebujesz.
          To od Ciebie bedzie zalezalo, jak ktos bedzie obojetny wobec Ciebie... to my tworzymy
          nasze zycie, nasze rodziny, przyjaciol, znajomych.... to ta prosta zasada " jak Kuba Bogu..."
          i nic na to nie poradzisz...tak jest...nie wazne jak bardzo ktos Cie zapewnia, ze otrzymasz od
          niego pomoc, kiedy bedziesz potrzebowal; nie udzieli Ci jej, jesli bedzie mial pewnosc ze
          nie moze oczekiwac tego samego od Ciebie... ze jedyne co dostanie to obojetnosc...bo przeciez
          nie masz ochoty uzdrawiac, meczyc sie, pocic, tworzyc grup, stad...itd. Zyjesz sobie i dla
          rodziny, ale czy to oznacza, ze od wszystkich bedziesz oczekiwal tego samego?
          Oczywiscie da sie zyc bez tych "innych" ale jaka masz pewnosc, ze kiedys nie bedziesz ich
          potrzebowal?

          Ze zwrok za daleko siega? moze to glupie ze nie trzymam sie wlasnych czterech scian i nie
          twierdze, ze inne moze sie walic, wazne ze moje stoi.... donkiszoteria jest taka smieszna, ale
          w sumie dlaczego...ze czyjas wyobraznia/wrazliwosc jest wieksza niz nasza?
          zawsze ciagniemy do tego poziomu wspolnego dla wszystkich, badzmy tak samo szarzy, nudni,
          obojetni, zakochani.... ten co wyroznia sie "ponad" najczesciej zostaje doceniony dopiero po smierci..
          nie umierasz? jasne, ja tez nie...przede mna jeszcze troche zycia, ktorego mam nadzieje nie bede sie
          wstydzic...zycia, ktore nie umknie mi przez palce, gdzie kazdy dzien jest podobny do drugiego
          dzien, ktory mija a my nie mozemy sobie niczego przypomniec, bo w sumie nic nie bylo....pustka.

          A jednak...pewnie dobrze pamietasz dzien, kiedy Twoj syn pierwszy raz stanal na nogi
          hm...drobnostka...wszyscy to przezywaja...to dlaczego to tak pamietamy????
          bo to jest przezycie kazdego z nas, ale jednoczesnie tak indywidualne, Twoj syn,
          Wasz dzien, Twoje zycie, Jego zycie, ktore wlasnie rozpoczyna juz troche na wlasny rachunek
          chociaz trzymajc sie kurczowo ojcowskiej reki.... hm. gdzie miejsce na te obojetnosc?
          no tak...privata.....

          Cala dyskusja zaczela sie od walentynek (tego "durnego tematu", o ktorym wczesniej
          wspomnialam) i przez "powazne"? dyskusje na temat obojetnosci do tego "durnego"
          tematu wrocilismy...i dobrze ;)

          Mam do walentynek podejscie wlasciwe, jestem sama czy mam kogos, zawsze ten dzien obchodze
          tak jak nalezy...bez wielkich uniesien, euforii, prezentowych szalenstw.... zwykla codziennosc
          szarosc.... codziennne uczucie, privata... to dlaczego innym mam kazac zyc tego dnia swoim zyciem?
          dlaczego zmuszam aby inni (czyt. samotni, bo przeciez inni zakochani maja tego dnia
          ten sam punkt widzenia) musza glosno klaskac z radosci widzac moja milosc jak sztandar
          powiewajacy nad naszymi glowami...gdzie ta szarosc, privata, o ktorej mowisz?

          Ja dzisiaj, w dzien zakochanych, musze zlamac czyjes serce...tak wyszlo...
          i wiem ,ze bardzo dlugo ten dzien bedzie mu sie kojarzyl inaczej....
          licze ze nowa i lepsza, bardziej prawdziwa "milosc" pozwoli mu zapomniec
          ktos powie " no tak teraz wiemy dlaczego saqqara tak leje zolc na walentynki"
          i moze ma racje? moze mnie wkurza, ze inni maja te prawdziwa? milosc a ja nie?

          to moze by tak swieto dla samotnych? tylko kto z nas bedzie chcial sie nia pochwalic
          i po co? zeby zobaczyc politowanie, bo kto sie przyznaje do samotnosci?
          no wlasnie.... samotni kryja swoj bol po katach, zakochani dobijaja ich swoim szczesciem
          szczesciem, ktore tego dnia nie ma nic wspolnego ze szczeroscia, jest na pokaz...
          zeby udwodnic ! ze sie pamietalo o kupieniu kartki z glupim tekstem...

          hm... hasla? sa slogany typu "szanuj zielen", ktore zostaly nam wpojone do tego
          stopnia ze nasz pies biega bo milym trawniku a my zapieprzamy krzywym chodnikiem
          ale sa tez hasla, ktore uswiadamiaja, nie hasla z reklamy proszku do prania ;) ale
          " kobieto, sprawdz piersi, rak nie czeka, czas ucieka" i co? mam nie lubic tego hasla
          bo przypomina o smierci i w ten sposob moje szare obojetne zycie przestaje juz byc takie
          szare i zmusza mnie do skonczenia z obojetnoscia wobec siebie i wobec innych

          myslenie ze mnie to nie dotknie nic nie da, a dziwnym trafem osoby doswiadczone
          przez los np. choroba sa mniej obojetne na takie samo cierpienie u innych, nagle odkrywaja
          chec niesienia pomocy innym, charytatywnie, bo maja taka potrzebe serca...skad ta wrazliwosc?
          bo nagle wiemy ze ktos nam pomogl i wiemy, ze my tez pomozemy pomoc...nawet slowem
          ale jednak, podniesiesz na duchu..to malo czy duzo? i jak wytlumaczyc te cudowne
          uzdrowienia jesli nie sila ducha umierajacego czlowieka, z ktorym ktos porozmawial?

          Ludzie to nie barany, jasne, ale wszystkie jak jeden glupi baran becza 14-go lutego
          becza z radosci albo ze smutku...dlaczego? przeciez nie jestesmy grupa, stadem, kolektywem
          ale jednostkami myslacymi, mam nadzieje....wiec skad ten owczy ped do tego zamorskiego cudu?
          tak malo jestesmy nauczeni okazywania milosci na codzien, ze musimy miec w kalenadrzu
          specjalny dzien? dzien okazywania uczuc na rozkaz? smieszne...

          Wady i cnoty od wiekow te same, ale co sie teraz czesciej zdarza?
          wspolne wyjazdy na majowke czy napady na staruszkow? czasem mam wrazenie
          ze tylko bandyci jeszcze pamietaja, ze obok nich jest druga osoba, ktora moga poprosic o
          pomoc... nie masz oporow, jelsi chcesz pomocy sasiada? ja mam...bo on jest akurat zajety
          swoja obojetnoscia...woli tiwi bo sa skoki Malysza... swietnie, sport laczy ludzi...siedzacych
          przed telewizorem, kazdy we wlasnym domu.....

          Muza Egiptu? Saqqara to miasto umarlych, gdzie ludzie budowali swoje groby
          obok grobowca faraona, zeby byc blizej niego,w nowym zyciu po smierci, ktora
          jest jedynie kolejnymi drzwiami do przejscia.... a dalej juz wiecznosc... na egipskich
          polach elizejskich....mila perspektywa...tylko jeden problem...trzeba sobie bylo zasluzyc na
          ten zaszczyt...szare zycie obojetnego czlowieka to za malo zeby z krolem siac i zbierac...

          jesli jedak muza bylam chociaz w niewielkim procencie to ciesze sie bardzo :))
          widac moje gadanie nie takie puste skoro ktos chcial cos na nie odpowiedziec
          a milej mi jeszcze, ze z taka wena :))

          Stos jednak chetnie zapale, tak z przekory.... zobacze...moze to cos da?
          moze juz dalo? oak, taka fajna dyskusja powstala na podstawie glupiego swieta, ktorym
          jedno sie przejmuje a drugie troche mniej...;) w sumie kazdy
          • saqqara Re: donkiszoteria....cd. 14.02.02, 11:58
            kurna, w kawalkach poszlam...;)


            ................. w sumie kazdy pretekst jest dobry...

            he he, "prosta kobieta" potrafi czasem wytezyc mozgownice i zrozumiec zawijasy
            ale kto wie jak dlugo...moze obojetnosc to zabije.. bo w sumie.....po co sie meczyc? ;))
            jako ze ja jednak uparta jestem to chetnie sie zmecze, potu sie nie boje...jeszcze.
            a czy wazne z jakiego powodu to robie? wazne, ze zycie sie zmienia
            a ja po prostu to robie, bo nudy nie lubie...

            ps. Zycze Tobie i Twojej rodziniei spotkania na swojej drodze jak najmniejszej ilosci osob obojetnych lub malo
            zyczliwych... zycze spokojnej szarosci zycia.

            saqqara-donkiszot cala gembom ;)


            • Gość: oak Re: donkiszoteria....)))) na szaro )))) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.02.02, 15:18
              )))))))))
              ... najpierw w kwestii formalnej... nie „wszyscy beczą dziś ze szczęścia albo
              bólu” ... ja nie ))))... mam dobry humor, zresztą jak często, a związek z 14
              lutego ma to taki sam jak z 5 marca, .... żaden.. . Reszta wypowiedzi w tym
              temacie >> całkowita zgoda + podpis obyma recyma i lewom nogom )))))) / zresztą
              chyba wcześniej dałem temu wyraz / ))))).
              Masochista ???? powiem szczerze zdziwiony jestem – przecież dopiero co wiodłem
              spokojne, leniwe życie konika polnego. Przyjmijmy że, nie wiedziałem że Saqqara
              to miasto umarłych,a z tym Egiptem strzelałem )))))))... zresztą jak na
              umarlaka całkiem rześko piszesz ( taki sobie marny komplemencik z czystej
              obojetności )))))). I chyba lepiej muzo egipska niż mumio, to że wiele rzeczy
              mi powiewa... nie musi przecież oznaczać, że pałam żądzą plucia jadem po
              otoczeniu ... i zrażania do siebie innych ... ale do mnie nie kogoś
              wygładzonego, ulepszonego i poprawnego etycznie. Francuzi powiadają, że
              odpowiedzialna miłość zaczyna się od odpowiedzialnej miłości do samego siebie.
              Innymi słowy aby zaakceptować kogoś, najpierw trzeba zaakceptować siebie ....
              tylu tu ludzi, którzy czują się oszukani .... tylko czy pozwolili tej drugiej
              stronie pokochać siebie, czy ulepszona wizję ... ile można wytrzymać udając ...
              rok, dwa, ..... pięć ??
              A jak coś jest prywatne, tuż za progiem, pospolite to od razu musi być szare,
              gorsze ????... no tak najtrudniej docenić zwykły chleb .... aż zacznie go
              brakować )))))).
              Czy ja mam opory jeśli potrzebuję czyjejś pomocy ??? mam ... bo w
              najtrudniejszych momentach mego życia, nikt nie miał na to czasu ... więc
              wstałem sam ... i co ? ... i łatka przyklejona „jesteś silny poradzisz
              sobie” ... poradzę ))) dopóki serce bije, nawet dla paru innych starczy tej
              siły ... ale nie dlatego że to coś wielkiego... tylko dlatego że lubię żyć po
              swojemu i jeśli uważam że komuś warto pomóc – pomogę ... jeśli ktoś będzie mi
              mówił że tak jest, a ja będę miał inne w tej kwestii zdanie – nie pomogę i
              koniec ... bo jestem człowiekiem nie aniołem. ))))) ... i jeśli kogoś lubię to
              lubię, a jak nie to nie. Pomoc taka pospolita, z tym jakoś nie ma problemu ...
              a czy Ty prosisz o pomoc w sprawach, o których wiesz, że musisz sama stanąć z
              nimi twarzą w twarz ... nawet jeśli w pobliżu jest ktoś, kto akurat ma chwilę
              na taką pomoc ??. Nie wiem czy będę kiedyś tych innych potrzebował ... jakoś
              życie tak w ogóle opiera się ciągle o niepewność jutra .... to co położyć się
              na torach, czy uśmiechnąć się do przyszłości ?. Mogę przecież się rozchorować,
              wyć z bólu, upaść w beznadzieję ... to wszystko jest możliwe ale pomoc wtedy
              tak naprawdę tylko w rękach niebios ( tylko proszę nie mieszać w to żadnego
              administracyjnego związku wyznaniowego ... ok. ))))), ale mogę i trafić jeszcze
              jeden ślepy szczęśliwy los na swej drodze ... a życie często daje nam to czego
              od niego oczekujemy, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy )))))))), albo jest
              to w innej postaci i wymiarze, a my nie jesteśmy tego pojąć
              Jak dziś musisz cos zrobić coś co przyjemne i łatwe nie jest ... ale czy ? ...
              ktoś jest to wstanie zrobić za Ciebie.... podjęłaś decyzję Twoje święte prawo
              i mało ważne co kto pomyśli i co ludzie powiedzą ))))
              Grupa, zespół, społeczność. Ja wciąż nie wierzę w grupę ... i pewnie już nigdy
              nie uwierzę ... para a i owszem - grupa wybacz ))... pewnie znasz taki
              scenariusz >> idea > człowiek > drugi, trzeci, kolejny > one god, one thing,
              one true religion > one vision > poczucie wspólnego celu > związek >
              organizacja > hierarchia > lider > skarbnik > cel > zwycięstwo > nagroda /
              zwykle zbyt mała by się podzielić / > zawiść > podchody > podkładanie
              świń ..... wysiadam )))) mój przystanek był parę etapów wcześniej )))))))))))).
              Jakoś bardziej mi do utożsamiania się z własnymi odczuciami niż złowieszczym
              wyciem stad, a nawet najszlachetniejsze cele ( dajmy na to taka WOSP, super
              idea, super realizacja, super wykonanie, tylko dlaczego tak wielu uczyniło z
              niej czas reklamowy „szkoła im. Waldka Kiepskiego w Pycholandzie zebrała ....
              xxx złotków ( patrzcie buraki ze wsi obok )” wydają dźwięk, który po pewnym
              czasie przechodzi w jazgot co zagłusza każdy pojedynczy głos.
              Wsparcie kogoś w trudnych chwilach ? hm.. jak to szczytne brzmi a jak to sobie
              wyobrażasz ??? „.... oj bidulku, taki ten świat niedobry, jaki on(ona) wredny
              (a), ale nie martw się on(a) nie zasługiwał(a) na ciebie.... ??? aj jak tobie
              musi być ciężko bo .... jesteś chory, przygarbiony, biedny, samotny,
              opuszczony, zdradzony etc .... a tak naprawdę jesteś INNY. Myślisz że to
              pomaga ?? ... a może obojętnie rzucić „Część dobry człowieku jak leci” )))))) i
              udać że o niczym nie wiesz, zapytać o pogodę i pójść pogadać o doopie marynii,
              przy piwie, herbacie, winie, wódce /niepotrzebne skreślić/. Co do pomocy tym
              co już jedną nogą w Krainie wiecznych łowów... nie będę się wymądrzał... nie
              miałem wielu okazji do takich doznań ... zakładam więc że wiesz lepiej / znów
              obojętność – brak chęci podjęcia zagadnienia ))))/
              Jeśli chodzi o Kubę „co Bogu” ... hm jakoś bajki L’afontaine / pewnie się
              inaczej gość pisze ale słownika nie mam pod ręką )))) / bardziej mi przypadły
              do gustu niż to przysłowie ... szczególnie ta o facecie i żmiji ( takiej
              zoologicznej ... żeby było jasne że kobity nie mam na myśli ))))))
              Wiem że teraz łatwiej dostać po twarzy wychodząc w noc na ulice i mało kogo to
              w ogóle zainteresuje... Nie dziwi Cię że narasta to wprostproporcjonalnie do
              wzrostu ilości różnych „błogosławionych” organizacji kipiących słodyczą i
              dobrocią, komitetów obrony, ochrony praw i dóbr wszelakich. Ja pamiętam jeszcze
              takie wredne dni gdy włóczyłem się nocami i nawet nie myślałem że gdzieś ktoś
              może na mnie czyhać ... bo brakło mu na flaszkę. Przecież to teraz są te
              czasy: „dni zakochanych”, ogólnego zjednoczenia się, zaniku wzajemnych
              animozji, pojednania się narodów, dialogu szeroko rozumianego... no to co jest
              do cholery ??? ))))) teoria z mediów jakoś nie przechodzi w praktykę ))))))))).
              Ja tez nie lubię nudy ... pewnie nikt nie lubi .. no to idę pobujać się na
              jakimś małym, bliskim szarym wiatraczku.... choć dla Ciebie to pewnie tylko
              wentylator )))))))))))))))))))

              Trzymaj się zdrowo Muzo Egiptu ))))
Pełna wersja