Gość: katja
IP: *.bredband.comhem.se
28.02.04, 00:07
Oszukiwal mnie przez mniej wiecej caly rok, znalazl inna na internecie, gdy
wrocilam z urlopu ona do niego sie wprowadziala...nie moglam uwierzyc, bylam
w szoku, bolu etc etc..nie moglam z nim rozmawiac , napisalam list, zadzwonil
ale dopiero po 2 tygodniach..dobrze przemyslal co powiedziec, zrozumialam ,
ze juz mnie nie kocha , ze nie mam szans, nie chcialam sluchac jego klamstw i
kretactw, cos mu sie tam ubzduralo , ze ja kiedys na kogos spojrzalam,
smiechu warte..moje wszystkie osobiste rzeczy byly u niego, pisalam aby mi je
dostarczyl. Bez skutku, zadnej odpowiedzi. Nastepny list i nic. Zmienilam
styl , napisalam miekko , z uczuciem, ze zycze mu szczescia na nowej drodze.
Po tygodniu wracajac z pracy zobaczylam moje rzeczy pod drzwiami, szczescie z
enikt nie zabral, co za brak poszanaowania cudzej wlasnosci i brak respektu
dla mnie. Przeciez ja nie zawinilam, nigdy ze mna nie rozmawial , ze ma
inna , ze chce cos zmienic, mielismy cudowny kontakt tak mi sie zdawalo.
A on mnie nienawidzi, slyszalam od innych , ze opowiada jakies horrory z
naszego pozycia z palca wyssane.
Czy to jest prawda ,ze robiac komus krzywde zaczynamy ta osobe nienawidziec,
bo nie mamy argumentow, po prostu zrobilismy swinstwo.
Kilka miesiecy temu bylismy para zakochanych a teraz najgorszymi wrogami, czy
to mozliwe, bez pozegnania, bez jednego slowa odszedl odemnie...