luty mija, a ja niczyja...

18.02.02, 16:03
no właśnie, tak bym się zakochała w jakimś mężczyźnie...
    • mathildae Re: luty mija, a ja niczyja... 18.02.02, 16:22
      to jest kara za to, ze nie liczylas dzisiaj;o)
      btw - nie jestes niczyja ani czyjas, jestes swoja wlasna i kropka:)))
      • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja... 18.02.02, 16:30
        a co Ty jesteś wyrocznia, czy jak?
        • mathildae Re: luty mija, a ja niczyja... 18.02.02, 16:35
          skad wiedzialas, ze ja Pytia w oparach smogu unoszocego sie nad tym pieknym
          miastem pokonanym przez tlum, halas i spaliny? ;-)
          • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja... 18.02.02, 16:36
            to teraz biegnij na pocztę...
            • mathildae Re: luty mija, a ja niczyja...-kropce 18.02.02, 16:42
              --->>>

              to jest strzala milosci. wyslij ja szybko w ciagu 5 minut to 5 osob, a wkrotce
              ugodzi sie ta strzala i bedziesz czyja;o)))
    • japiszon2 Re: luty mija, a ja niczyja... 18.02.02, 18:05
      kropka! napisał(a):

      > no właśnie, tak bym się zakochała w jakimś mężczyźnie...

      No to w czym problem? Tylu ich wokół?

      • quickly Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 04:53
        Co ty kropka! Teraz faceci sa bardzo ostrozni. Boja sie.

        Kropka! a jak Ty pozniej zaczniesz brykac. Jeszcze podasz sprawe do sadu o
        podzial majatku, a moze jeszcze jakies alimenty przytrafia sie. A pozniej
        wysluchiwac narzekan o zlamanym sercu, o tym ze zatyranemu facetowi brakuje na
        dziewczyne/zone/kochanke/przyjaciolke czasu, klepania jezorem bez konca, ze juz
        jej facet nie kocha jak powinien ja kochac etc. etc.

        Az mnie ciarki przechodza jak o tym pomysle!!!
        • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 09:32
          skoro jesteś sam bojaźliwy, to nie znaczy, że większość facetów też i nie jest
          wcale powiedziane, że Ty sam nie zaczniesz brykać, czyż nie tak?
          ;))

          quickly napisał(a):

          > Co ty kropka! Teraz faceci sa bardzo ostrozni. Boja sie.
          >
          > Kropka! a jak Ty pozniej zaczniesz brykac. Jeszcze podasz sprawe do sadu o
          > podzial majatku, a moze jeszcze jakies alimenty przytrafia sie. A pozniej
          > wysluchiwac narzekan o zlamanym sercu, o tym ze zatyranemu facetowi brakuje na
          > dziewczyne/zone/kochanke/przyjaciolke czasu, klepania jezorem bez konca, ze juz
          >
          > jej facet nie kocha jak powinien ja kochac etc. etc.
          >
          > Az mnie ciarki przechodza jak o tym pomysle!!!

      • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 09:22
        no i właśnie dlatego tu napisałam...


        japiszon2 napisał(a):

        > kropka! napisał(a):
        >
        > > no właśnie, tak bym się zakochała w jakimś mężczyźnie...
        >
        > No to w czym problem? Tylu ich wokół?
        >

        • quickly Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 12:39
          Kropka!,
          dzidzia kochana, ja wcale nie jestem bojazliwy, o nie kochaniutka! Co to, to
          nie! Jestem raczej zdrowo poparzony na duszy. Do do tej pory zastanawiam sie
          dlaczego zostalem tak serdecznie olany przez moja ex (chodz minelo juz tyle
          lat, te mysli czasami jeszcze wracaja do mnie - znacznie rzadziej, ale zawsze).
          Teraz znacznie inaczej spogladam na swiat, tak na zupelnym luzie, bez zbytniego
          optymizmu. Po co mam sie samookaleczac? Szukac, starac sie, rozczarowac sie, a
          pozniej marudzic? Olal to, sa jeszcze inne rzeczy. Teraz, po latach, jestem
          daleki od narzekania - w koncu takie jest zycie i te wszystkie duperelki, w
          ktore kiedys swiecie wierzylem, tj. wiernosc, lojalnosc, zaufanie, szczerosc, a
          przede wszystkim POSWIECENIE dla drugiej osoby, to wszystko mozna sobie
          spokojnie i serdecznie rozbic o kant... (chyba wiesz czego?).
          A co do mojego brykania to raczej bylem zdecydowanym monogamista (do czasu az
          sie rozwiedlismy). Jedna w zupelnosci mi wystarczyla - moglbym ja kochac do
          konca zycia - zdziwisz sie, ale sa tez i tacy faceci.

          No ale nic. Zycze Ci udanych poszukiwan. Jak cos znajdziesz napisz -
          przynajmniej bede cieszyl sie razem z Toba.
          • motor Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 12:53
            Przyszła kryska na Kropeczkę - powodzenia - trzymam kciuki
            • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja...motor 19.02.02, 13:03
              to Ty żyjesz?
          • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 12:58
            świat jest okrutny i niesprawiedliwy, ale tak to juz jest, że jedni wychodząc z
            jedengo związku, od razu wchodzą w następny i są szczęśliwi, a inni szukają i
            znaleźć nie mogą.I ja właśnie należę do tej drugiej grupy, niestety :((
            I nawet nie chodzi tu o jakieś wygórowane wymagania, ale tak poprostu,
            najwyraźniej nie jest im pisane szczeście, miłość, ale zawsze warto szukać tej
            jedynej osoby, z która chciałoby się ułożyć życie, nie mam tu nawet na mysli od
            razu małżeństwa, ale związek partnerski.

            • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 13:05
              kropka! napisał(a):

              > świat jest okrutny i niesprawiedliwy, ale tak to juz jest, że jedni wychodząc z
              >
              > jedengo związku, od razu wchodzą w następny i są szczęśliwi, a inni szukają i
              > znaleźć nie mogą.I ja właśnie należę do tej drugiej grupy, niestety :((
              > I nawet nie chodzi tu o jakieś wygórowane wymagania, ale tak poprostu,
              > najwyraźniej nie jest im pisane szczeście, miłość, ale zawsze warto szukać tej
              > jedynej osoby, z która chciałoby się ułożyć życie, nie mam tu nawet na mysli od
              >
              > razu małżeństwa, ale związek partnerski.


              Sorry za okrucienstwo - KOWALEM SWEGO SZCZESCIA KAZDY BYWA SAM
              Masz to, na co zaslugujesz.
              Wiec moze nie zwalaj winy na pecha. Zrob cos ze soba. Zmien sie.

              To nie jest zlosliwosc, Kropeczko. Sama zauwazylas, ze inni przechodza ze zwiazku
              w zwiazek i sa happy. Ja dodam jeszcze, ze sa i tacy, ktorzy maja nadmiar
              uczucia. Widac maja w sobie cos, co przyciaga innych i utrzymuje na dlugo. Ty
              tego nie masz. Nie wiem dlaczego, nie znam Cie. Znajdz to cos. Powodzenia
              Kropeczko.
              I jeszcze raz przepraszam za te okrutne slowa
              >

              • ja_nek Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 13:44
                Przepraszam Kombinator2, ale upraszczasz. Nie jest tak, że ludzie łącząc się ze
                sobą, są siebie warci. Nie jest tak, że ludzie łącząc się są identyczni z
                charakteru. Jedno może być świnią, a drugie być porządnym człowiekiem.
                A potem mówi się głośno o dzieleniu winy na pół.

                Pozdrawiam
                Janek
                • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 13:50
                  Janek, ja upraszczam? A moze nie upraszczam tylko... umiem obserwowac i wciagac
                  wnioski?
                  Ja sie nauczylem pokory - jak mi partner daje w dupe, znaczy ze dalem mu powod.
                  Ja mnie zdradza, tez wiekszosc winy lezy po mojej stronie (akurat osobiscie mnie
                  to nie dotyczy). Jak sobie wybralem partnera, to tez moja wina. Bo to ja
                  wybralem. To moj wybor. I moja dopowiedzialnosc. I to ja sie musze liczyc z
                  konsekwencjami.
                  Jak sobie poscielesz.... - pamietasz takie przyslowie?
                  • mathildae Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 14:22
                    jak kombinator bedzie szedl ulica i tramwaj przejedzie i cos mu utnie (nie
                    zebym Ci kombinator zle zyczyla, o nie!) tzn. zes sobie zasluzyl, bo np. psu
                    jesc nie dales.
                    jak zlodzieje w samochodzie szyby powybijaja i radio ukradna i opony
                    poprzebijaja, to tez pewnie Twoja wina, bo trzeba bylo staruszce miejsca w
                    tramwaju ustapic albo nie zapomniec narzeczonej czy zonie kwiaty bez okazji
                    kupic, nie?
                    Egon, klawo jak cholera!;)))
                    • saqqara Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 14:45
                      mathildae ma racje, ciekawe jak to zostanie uproszczone?

                      a tak do tematu wracajac
                      co sie dzieje ze w lutym wszyscy tylko o milosci...
                      ten walenty jednak umie ludziom w glowach namieszac...

                      aha, jak ja mialabym sie zakochac w "jakims mezczyznie" to juz
                      wole w zadnym...to tak na marginesie.
                    • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 14:48
                      mathildae napisał(a):

                      > jak kombinator bedzie szedl ulica i tramwaj przejedzie i cos mu utnie (nie
                      > zebym Ci kombinator zle zyczyla, o nie!) tzn. zes sobie zasluzyl, bo np. psu
                      > jesc nie dales.

                      To moja wina, bo bylem dupa, nie uwazalem i pod tramwaj wpadlem. Ale jak dotad
                      nie wpadlem, bo od tego mam mozg, zeby myslec o tym, co mnie otacza.


                      > jak zlodzieje w samochodzie szyby powybijaja i radio ukradna i opony
                      > poprzebijaja, to tez pewnie Twoja wina, bo trzeba bylo staruszce miejsca w
                      > tramwaju ustapic albo nie zapomniec narzeczonej czy zonie kwiaty bez okazji
                      > kupic, nie?

                      To moja wina, bo postawilem samochod tam gdzie wybijaja, kradna i przebijaja. ak
                      do tej pory, raz zawalilem, faktycznie. Spieszac sie, jak ta dupa postawilem w
                      najciemniejszym zakatku ulicy auto. Efekt: brak radia, glosnikow i szyby.
                      Wniosek - stawiam gdzies indziej. Efekt: szyby, radio i glosniki sa od lat
                      nieruszane. Od tego mam mozg, zeby takie rzeczy przewidywac.

                      > Egon, klawo jak cholera!;)))

                      Jak sie mysli, przewiduje, to jest klawo.

                      Masz jeszcze jakies przyklady?
                      :-)
                      • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 14:53
                        PS: nie da sie przewidziec wielu rzeczy. Zgadzam sie. Ale co do wyboru partnera,
                        w 95 proc. decyduje czlowiek, nie przypadek.
                        Moze upraszczam, robie to specjalnie, dla prowokacji. Ale to, ze ktos jest
                        samotny, to JEGO problem, nie innych. W NIM tkwi przyczyna. Niech nie oskarza
                        swita, ze okrutny, losu, ze pecha przynosi. Najpierw niech zajrzy wglab siebie -
                        co ze mna jest nie tak, ze jestem samotny/tna ? Przeciez inni potrafia - gdzie we
                        mnie jest ten feler, ze ja tego nie umiem?
                        • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 14:58
                          PS2:
                          Wiesz? Mialem madrego przyjaciela. Kiedys, dawno temu powiedzial mi o
                          przewidywaniu. Zrozumialem.
                          Teraz, gdy ochlapie mnie samochod, nie mam pretensji do chama kierowcy, tylko do
                          siebie, ze nie zauwazylem kaluzy. I wiesz? Tylko RAZ w zyciu automnie ochlapalo.

                          Nie mam pretensji do swiata, ze jest taki, jaki jest. Nie zmieniam go.
                          Dostosowalem sie. Moze to konformizm - nazywaj to jak chcesz.
                          Ale wygodne. Dla mnie. I dla innych, bo nie zatruwam im zycia swoimi problemami.
                          • mathildae Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:10
                            odnosnie kaluz i kierowcow i samochodow;
                            Bozia kazdego w rozum wyposazyla, wiec i kierowce. jak palant jedzie ulica i
                            widzi, ze przy krawezniku jest kaluza, a obok przystanek autobusowy, to niech
                            zwolni, a nie wjezdza w brudna wode z predkoscia Senny czy Schumachera. bo ludzie
                            chca stac na przystanku, a nie za nim.
                            a do samochodu to moga Ci sie wlamac nawet jak postawisz pod centralna,
                            najjasniej swiecaca latarnia parkingowa;-)

                            kazdy kowalem wlasnego losu, ale przypadki chodza po ludziach, a Twoje
                            przeznaczenie gdzies jest zapisane. ja tez staram sie nie skarzyc na swoj los,
                            ale nie twierdze tez, ze wszystko da sie przewidziec, zmierzyc, z gory ustalic.

                            pozdr.- m.

                            • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:40
                              mathildae napisał(a):

                              > odnosnie kaluz i kierowcow i samochodow;
                              > Bozia kazdego w rozum wyposazyla, wiec i kierowce. jak palant jedzie ulica i
                              > widzi, ze przy krawezniku jest kaluza, a obok przystanek autobusowy, to niech
                              > zwolni, a nie wjezdza w brudna wode z predkoscia Senny czy Schumachera. bo ludz
                              > ie
                              > chca stac na przystanku, a nie za nim.

                              Masz absolutna racje. Zgadzam sie z toba w 100 proc. Ale... no wlasnie ale
                              JA jak stoje na przystanku, to przewiduje istnienie takich kierowcow. I nie daje
                              sie ochlapac.
                              Roznica miedzy tym, co byc powinno, a co jest - rozumiesz?

                              > a do samochodu to moga Ci sie wlamac nawet jak postawisz pod centralna,
                              > najjasniej swiecaca latarnia parkingowa;-)

                              Oczywiscie ze tak. Ale mnie chodzilo o prowokowanie zlodziei. Raz tak zrobielem,
                              dostalem po dup.., to juz nie prowokuje. I na razie sie udaje.

                              > kazdy kowalem wlasnego losu, ale przypadki chodza po ludziach, a Twoje
                              > przeznaczenie gdzies jest zapisane. ja tez staram sie nie skarzyc na swoj los,
                              > ale nie twierdze tez, ze wszystko da sie przewidziec, zmierzyc, z gory ustalic.

                              ABSOLUTNIE TAK! Ale przyznasz, ze WIELE, WIELE rzeczy da sie przewidziec?

                              > pozdr.- m.

                              Ja Ciebie tez. Bo sie nie obrazasz :-), tylko prowadzisz mertoryczna dyskusje

                        • offelia Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:00
                          kombinator2 napisał(a):

                          > PS: nie da sie przewidziec wielu rzeczy. Zgadzam sie. Ale co do wyboru partnera
                          > w 95 proc. decyduje czlowiek, nie przypadek.
                          > Moze upraszczam, robie to specjalnie, dla prowokacji. Ale to, ze ktos jest
                          > samotny, to JEGO problem, nie innych. W NIM tkwi przyczyna. Niech nie oskarza
                          > swita, ze okrutny, losu, ze pecha przynosi. Najpierw niech zajrzy wglab siebie
                          > co ze mna jest nie tak, ze jestem samotny/tna ? Przeciez inni potrafia - gdzie
                          > we > mnie jest ten feler, ze ja tego nie umiem?

                          Kombinator2 , bravo!
                          zgadzam sie z Tobą :)
                          różnie sie zdarza - ale każdy sam jest kowalem swego losu!

                        • saqqara Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:01
                          lubie uproszczenia to moze tak..
                          jak zagladam wglab siebie to widze otrzewna...moze byc?

                          a na powaznie...
                          zgodze sie ze samotnosc w duzym stopniu zalezy od nas, ale czy
                          jest to schemat bez wyjatkow???
                          czy kobieta zgwalcona jest sama z wyboru? a moze dlatego ze na
                          widok kazdego faceta odrzuca ja na kilometr? wg teorii uproszczenia
                          to jej wina...chociaz... no wlasnie to "chociaz" pojawia sie w
                          wielu przypadkach samotnych ludzi... moze nie tak dramatyczne, na mniejsza
                          skale ale jednak... i to "chociaz" zmienia zupelnie postac rzeczy,
                          samotnosc to nie tylko nasza wina, ile jest ludzi samotnych
                          z powodu braku akceptacji srodowiska? czyja wina?
                          jasne, mowimy o samotnosci w milosci, ale czyz brak akceptacji
                          ze strony osoby, ktora kochamy nie powoduje, ze uwazamy, iz nikt nas
                          nie akceptuje i zamykamy sie w sobie? i kolo sie zamyka...bledne kolo.
                          • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:05
                            saqqara napisał(a):

                            > lubie uproszczenia to moze tak..
                            > jak zagladam wglab siebie to widze otrzewna...moze byc?

                            Moze byc nawet pprzepona albo podroby.

                            > a na powaznie...
                            > zgodze sie ze samotnosc w duzym stopniu zalezy od nas, ale czy
                            > jest to schemat bez wyjatkow???
                            > czy kobieta zgwalcona jest sama z wyboru? a moze dlatego ze na
                            > widok kazdego faceta odrzuca ja na kilometr? wg teorii uproszczenia
                            > to jej wina...

                            Wedlug teorii uproszen (powtarzam - prowokacja!)... jej. Gdzie polazla? :-)

                            >chociaz... no wlasnie to "chociaz" pojawia sie w
                            > wielu przypadkach samotnych ludzi... moze nie tak dramatyczne, na mniejsza
                            > skale ale jednak... i to "chociaz" zmienia zupelnie postac rzeczy,
                            > samotnosc to nie tylko nasza wina, ile jest ludzi samotnych
                            > z powodu braku akceptacji srodowiska? czyja wina?

                            No wlasnie - czyja? O TO WLASNIE MI CHODZI! Czy to wona srodowiska, ze nie
                            akceptuje tej osoby czy wlasnie tej osoby?

                            > jasne, mowimy o samotnosci w milosci, ale czyz brak akceptacji
                            > ze strony osoby, ktora kochamy nie powoduje, ze uwazamy, iz nikt nas
                            > nie akceptuje i zamykamy sie w sobie? i kolo sie zamyka...bledne kolo.

                            A skad ten brak akceptacji danej osoby wynika? Polecam rozpatrzeniu przyczyn...
                            • saqqara Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:14
                              podroby?? ;))

                              hm, jak mi nastukasz ze to wina kobiety zgwalconej
                              bo miala krotka spodnice, to chyba wyjde z siebie i
                              stane obok i zapytam czy gwalt
                              na staruszcze to dlatego, ze miala sztuczna szczeke
                              a gwalciciel mial ochote na milosc francuska?
                              wiem ze prowokacja :)

                              czy prawdziwe jest stwierdzenie ze wina jest zawsze po jednej albo
                              po drugiej stronie? czarno-biale? i juz? a moze troche szarosci
                              i wina bedzie po obu stronach? do tego wlasnie daze...

                              Jasne, SN to powod dla ktorego wiele osob nie akceptuje
                              chorych na te wlasnie chorobe, o AIDS nie wspominam to inna bajka.

                              Skad brak akceptacji u osoby przez nas kochanej?
                              bo moze jej sie znudzilismy.... i co? to moja wina ze moj partner
                              lubi seks a'la skok na bandzi??? no wez przestan....smieszne to.
                              a moze woli milosc za pieniadze, taki afrodyzjak, a ja nie chcialam
                              placic... ? tez moja wina?
                              • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:24
                                saqqara napisał(a):

                                > podroby?? ;))

                                Ta, trzewia :-))))))0


                                > hm, jak mi nastukasz ze to wina kobiety zgwalconej
                                > bo miala krotka spodnice, to chyba wyjde z siebie i
                                > stane obok i zapytam czy gwalt
                                > na staruszcze to dlatego, ze miala sztuczna szczeke
                                > a gwalciciel mial ochote na milosc francuska?
                                > wiem ze prowokacja :)
                                Si, prowokacja :-)
                                Ale przyznasz, ze wiekszosc zgwalconych jest niejako na wlasne zyczenie.
                                Przynajmniej takie przypadki jak przechodzenie przez ciemny park, picie w nie do
                                konca znanym towarzystwie.... rozumiesz.



                                > czy prawdziwe jest stwierdzenie ze wina jest zawsze po jednej albo
                                > po drugiej stronie? czarno-biale? i juz? a moze troche szarosci
                                > i wina bedzie po obu stronach? do tego wlasnie daze...

                                Hi, hi. Akurat trafilas na czlowieka, ktory uwaza ze sa tylko odcienie szarosci,
                                a czarne i biale (np. haraktery) sa tylko w amerykanskich filmach.

                                > Jasne, SN to powod dla ktorego wiele osob nie akceptuje
                                > chorych na te wlasnie chorobe, o AIDS nie wspominam to inna bajka.

                                No, wreszcie trafilas na przyklad (SN), ktorym wytracilas mi orez z reki :-)
                                Faktycznie - choroby nie da sioe przewidziec!

                                > Skad brak akceptacji u osoby przez nas kochanej?
                                > bo moze jej sie znudzilismy.... i co? to moja wina ze moj partner
                                > lubi seks a'la skok na bandzi??? no wez przestan....smieszne to.
                                > a moze woli milosc za pieniadze, taki afrodyzjak, a ja nie chcialam
                                > placic... ? tez moja wina?

                                Tak - Twoja. Bo doprowadzilas do tego, ze Twoj partner jest Toba znudzony. Sorry -
                                to jest moja teoria i jej bede sie trzymal. Mam dowody na ta teorie. Np. ja i
                                moj zwiazek.
                                • saqqara Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 15:58
                                  trzewia? takie buchajace cieplem jeszcze? ;)

                                  prawda taka, ze niektore chodza do parku bo tam wlasnie gwalca;)
                                  ale uwazam, ze jesli nie mam innego wyjscia jak dotarcie do domu
                                  przez park i mnie zgwalca to nie moja to wina tylko Burmistrza
                                  i Inspektora ds srodowiska, ktory nie pozwolil na wyciecie drzew
                                  czyja wina? drzew? burmistrza? inspektora? nie...kobiety...
                                  mogla zanocowac na przystanku a nie isc przez park.
                                  a ze moglaby zostac zgwalcona na przystanku....

                                  tja, pachniesz ukochaniem dla szarosci na odleglosc..;)

                                  ok, dzieki za diagnoze, nastepnym razem jak partner bedzie chcial
                                  uprawiac skok na bandzi w moim lozku, co bedzie mi grozilo smiercia
                                  to sie zgodze, niewazne, ze zycie strace, wazne, ze sie partner
                                  nie znudzi...

                                  wybacz, ale nie wiem nic o Twoim zwiazku, wiec to dla mnie ani zadna teoria
                                  ani zaden argument na jej potwierdzenie.
    • samia Re: luty mija, a ja niczyja... 19.02.02, 14:49
      kropka! napisał(a):

      > no właśnie, tak bym się zakochała w jakimś mężczyźnie...

      Oj Kropko Kropko i po co Ci to.... jak bardzo byś chciała to dam namiary na
      takiego jednego w którym pewnie byś się mogła zakochać... ale niestety on
      niekoniecznie się zakochuje... i byłabyś nieszczęśliwa. TAk więc chyba lepiej
      jest tak jak jest...:-))
    • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja...do kombinatora 19.02.02, 15:24
      wiesz co Ci powiem, że chory jesteś wraz z tymi swoimi "mądrościami" i
      przewidywalnością.Nie zamierzam się przed Toba tłumaczyć, dlaczego zaczęłam ten
      temat.A tak swoja drogą nic o mnie nie wiesz i nie masz żadnych podstaw, aby
      sądzić, że coś jest we mnie nie tak, że jestem sama, nie znasz mojej sytuacji i
      motywu, jaki mną kierował rozpoczynając wątek.I nie zgodzę się z Tobą, że w
      100% jesteśmy sami sobie winni, że sami gotujemy sobie taki, a nie inny
      los.Czasami ludzie się bardzo dobrze maskują a jeśli dajmy na to, nie mieszkają
      ze sobą , nie jest możliwe dokładne poznanie siebie wzajemnie.Sorry, ale taka
      jest prawda.
      • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja...do kombinatora 19.02.02, 15:36
        kropka! napisał(a):

        > wiesz co Ci powiem, że chory jesteś wraz z tymi swoimi "mądrościami" i
        > przewidywalnością.Nie zamierzam się przed Toba tłumaczyć, dlaczego zaczęłam ten
        >
        > temat.A tak swoja drogą nic o mnie nie wiesz i nie masz żadnych podstaw, aby
        > sądzić, że coś jest we mnie nie tak, że jestem sama, nie znasz mojej sytuacji i
        >
        > motywu, jaki mną kierował rozpoczynając wątek.I nie zgodzę się z Tobą, że w
        > 100% jesteśmy sami sobie winni, że sami gotujemy sobie taki, a nie inny
        > los.Czasami ludzie się bardzo dobrze maskują a jeśli dajmy na to, nie mieszkają
        >
        > ze sobą , nie jest możliwe dokładne poznanie siebie wzajemnie.Sorry, ale taka
        > jest prawda.

        Po pierwsze - nie chcialem Cie Kropka obrazic.
        Po drugie - sadzac po tym, kim jestem i jak sie w tym calym swiecie trzymam,
        chyba jednak chory nie jestem. Poki co - czterdziecha na karku i wiekszosc
        problemow tu (na forum), poruszanych mnie smieszy, bo mnie jakos dziwnie w zyciu
        wychodzi.
        Po trzecie - nie chce Cie oceniac, nie znam Cie (zgadzam sie), nie znam
        motywow... Wszystko sie zgadza. I wcale nie chce Twoich tlumaczen. Ale fakt ze
        zaczynasz watek: chciala bym sie zakochac swiadczy, ze jakis problem masz. I to
        jest fakt.
        Po czwarte - ludzie sie maskuja, zgadza sie. Ale od tego masz oczy, rozum i CZAS
        do poznania kogos, zeby sie w g... nie pakowac. Dalej bede utrzymywal swoja
        teorie, ze jezeli sie wplaczesz w uklad, ktory okaze sie chybionym, to w 95 (a
        nie w 100, jak piszesz - po co ta przesada?) procentach bedzie Twoja wina. Ze nie
        zauwazylas, ze nie bylas ostrozna, ze nie przewidzialas. I wcale nie trzeba z
        taka osoba mieszkac. Uwierz mi, Kropeczko.
        Po piate - pisalem, ze to troche prowokacja. Mam jednak nadzieje, ze z tych
        postow cos Ci zapadnie w glowie....
        Pozdrawiam i nos do gory. Poznasz i pokochasz..... :-)
        • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja...do kombinatora 19.02.02, 15:54
          1.nie obraziłeś mnie, tym co napisałeś, każdy ma prawo do własnego zdania i
          opinii i do jego obrony
          2.nie miałam na myśli tego, że jesteś dosłownie "chory"!!, ale z wieloma
          poglądami, które sobą reprezentujesz nie moge się zgodzić.Ja do najmłodszych też
          nie należę.
          PS.cieszę się, że Ci się w życiu wszystko pozytywnie układa
          3.Co do problemu, to nie uważałabym tego za problem, czyż nie wolno kochać?
          przecież sam dobrze wiesz, że to wspaniałe uczucie.;)
          4.I tutaj się z Toba nie zgodzę, że możliwe jest dobre poznanie w momencie, gdy
          dwoje ludzi spotyka się od czasu do czasu, kilka razy w tygodniu, przez te, w
          najlepszym wypadku, kilka godzin.Owszem trzeba miec oczy i uszy otwarte, ale nie
          jest to tak do końca jasne.Wszystko można ukryć i nie mówm mi, że nie trzeba
          razem zamieszkać !!Właśnie wtedy wychodzą wszystkie wady/zalety i złe/dobre
          nawyki.
          pozdr


          • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja...do kombinatora 19.02.02, 16:00
            1. Cieszę się bardzo, Kropeczko :-))))))

            2. Masz prawo się nie zgadzać z moimi teoryjkami. Ale przemyśleć radzę :)
            ps: Dziękuję, układa. Pracuję nad tym. Ciężko.

            3. Wolno a nawet trzeba, bo życie bez miłości jest jak sucha kromka - z głodu się
            nie umrze, ale co to za jedzenie....
            I baaaaaaaaardzo Ci tej miłości Kropeczko życzę! I staraj się, żeby Ci wyszło! A
            ja za Ciebie trzymam kciuki!!!!
            4. Wiesz - może ja do tego inaczej podchodziłem. Nie spotykałem się tylko w
            knajpach czy na tańcach. Wyciągałem moje partnerki wszędzie, w każde ekstremum. I
            dużo, dużo gadałem. I nigdy mi się nie zdarzyło, żeby się naciąć. Nigdy.

            Ja też pozdrawiam.
            :-)
        • ja_nek Re: luty mija, a ja niczyja...do kombinatora 19.02.02, 16:03
          Kombinator2, widzę, że jesteś szczęśliwym człowiekiem, ale nie każdy natrafia na
          takie same przeszkody. Jednemu jest łatwiej innemu trudniej (inny kaliber
          problemu), inne osobowości.
          Jeżeli mówisz, że poruszane problemy na forum Cię śmieszą, to może dlatego, że
          masz tę czterdziechę, ale taki pewny siebie 20 lat wstecz, to chyba nie byłeś.
          Mało masz w sobie pokory. I nie obrażaj się.

          Ale w sumie cieszę się, że życie Cię nie skaleczyło. Może to Twoja zasługa, a
          może nie, a moze po prostu miałeś szczęście.

          Pozdrawiam i bez urazy
          janek
          • kombinator2 Re: luty mija, a ja niczyja...do kombinatora 19.02.02, 16:13
            ja_nek napisał(a):

            > Kombinator2, widzę, że jesteś szczęśliwym człowiekiem, ale nie każdy natrafia n
            > a
            > takie same przeszkody. Jednemu jest łatwiej innemu trudniej (inny kaliber
            > problemu), inne osobowości.

            Staram się być szczęśliwy. Samo nie przyjdzie - trzeba na to zapracować. A co do
            reszty - zgadzam się z Tobą.

            > Jeżeli mówisz, że poruszane problemy na forum Cię śmieszą, to może dlatego, że
            > masz tę czterdziechę, ale taki pewny siebie 20 lat wstecz, to chyba nie byłeś.
            > Mało masz w sobie pokory. I nie obrażaj się.

            Nie obrażam się. Ale pokorę mam, życie mnie tego nauczyło. A mając 20 lat nie
            byłem taki mądry, jak teraz, fakt. Ale wtedy też się starałe, uczyłem i
            słuchałem, co mi mądrzy ludzie powiedzą.
            >
            > Ale w sumie cieszę się, że życie Cię nie skaleczyło. Może to Twoja zasługa, a
            > może nie, a moze po prostu miałeś szczęście.

            Myślę (a nawet mam pewność) że i to i to.

            > Pozdrawiam i bez urazy
            > janek

            Bez urazy pozdrawiam też
            • Gość: Pom Re: luty mija, a ja niczyja...do Kropki! IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.02, 17:47
              Kropka? a Ty wiesz jak masz fajnie? Bo coś, ktoś, na Ciebie czeka, może tuż za
              rogiem! Mie myśl tyle, tylko ciesz się tym, że masz taki luz, wolna reke we
              wszystkim i zadnych skurczow w zołądku! :)))
              Ja to mam i wlaśnie zaczynam to baaardzo doceniać. A co będzie dalej? Ano nie
              wiem. W kazdym razie nie spedze tej mojej wolności, radości na czekaniu
              wzdychaniu do faceta! :))) Chodzę do kina z kim chce, wyglupiam sie z kim chce,
              jeden telefon i jestem w pubie na piwku albo koniaczku z taaaaką zgraja fajnych
              ludzi.
              Ja WIEM, ze go spotkam na swej drodze, chociaż nie teraz jeszcze.
              Cierpliwości Kropeczko Ci zycze:)
              • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja...do Kropki! 20.02.02, 09:54
                a kto powiedział, że dużo myślę o tym, że jestem sama? i oczywiście doceniam te
                wolność, ale zaczyna mi ona trochę przeszkadzać...znajomi, przyjaciele, to nie
                wszystko, z nimi oczywiście jest fajnie ale to nie to samo co z facetem.
                pozdr :-))


                • ja_nek Re: luty mija, a ja niczyja...do Kropki! 20.02.02, 10:56
                  Wolność potrafi uwierać...
                  Kropeczko zjawi się pewnego dnia ktoś, w najmniej spodziewanym momencie,
                  zobaczysz.

                  Pozdrowienia
                  Janek
                  • kropka! Re: luty mija, a ja niczyja...do Kropki! 20.02.02, 13:27
                    tego samego życzę też Tobie , Janku ;-)))

                    pozdr
Inne wątki na temat:
Pełna wersja