Gość: Toja
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
08.03.04, 23:29
Czesc!Oto krótka historia:poznalismy sie pół roku temu na wyjeździe.Juz w
pociągu czulam, że on zwraca na mnie uwagę. Przez pierwsze dni myślałam
sobie:" Jak to możliwe, żeby taki fajny chłopak zainteresował się właśnie mną?
To niemożliwe". W końcu wyraźnie dał mi do zrozumienia, że chciałby mnie
traktowac nie tylko jako koleżankę. MOMENTALNIE mi się odwidziało: myślałam
wtedy: jest generalnie miły i ciekawy, ale np. nieciekawy fizycznie-chyba w
ogóle mnie nie pociąga. Jakoś tak to było. Oczywiście miedzy nami zabrzmialo
tradycyjne: "zostańmy przyjaciómi" - jak najbardziej. Wracamy do domu i przez
kilka tygodni widzimy się parę razy (bo mamy wspólnych znajomych). Potem on
wyraźnie daje mi do zrozumienia, że nie ma dla mnie czsu - mial mi przesłać
coś mailem, ale "jesetm tak zabiegany...".Wkurzyłam się, bo w końcu mieliśmy
być przyjaciółmi - zależało na tym, aby nie tracić z nim kontaktu, chociaż
oczekiwałam tylko znajomości nic więcej (może takie przyjaźnie nie mają po
prostu racji bytu???)
Od tej pory prawie go nie widzialam. I zaczęlam tesknic. Pare razy nawet
zdarzylo mi się porzadnie zasmucic na wspomnienie tamtego wyjazdu i tego, że
np. nie wypadamy razem na piwo jak kumple - bo wiem, że sie do tego idealnie
nadaje. W Walentynki dowiedzialam się, że chyba ma kogoś. Zrobilo mi się
strasznie smutno i zaczęlłąm ryczec.
Trwało to tydzien - chodzilam jakas smutna - sama nie wiem dlaczego, ale
zaczelo mi sie chyba wydawac, że ja cos do niego czuje, tj. cos bardziej
emocjonalnego.
Spotkalismy się przez przypadek dwa tygodnie temu. byl b. mily, a ja .
przeżywałam tamta rozmowe b. emocjonalnie (wiecie:rumieńce i te sprawy - jak
nie ja)Chyba zazdrościlam tej panience, ktora z nim rzekomo jest. Potem
koniecznie musialam go zobaczyc, wiec pojechalam do niego na uczelnie i tam
go spotkalam-byl tak zaskoczony, że dosłownie nie wiedzial co powiedziec, no
i tam gdzies chyba byla ta jego dziewczyna. Kilka dni pozniej znow go
spotkalam i najpierw byl mily, a potem mnie splawil. A mi znow bylo smutno,
że tak mnie olal. No i dzis: spotkalismy sie (bo mamy wspolnych znajomych), i
powiedzial, ze nie ma kwiatka, ale może mnie (cytuje:"taki maly pretekst")
usciskac i pocalowac - tj. w policzek, nic konkretnego. Gdy rozmawialiśmy,
byl znowu taki nerwowy jak wtedy na wyjezdzie-nie wiem czy ma ta dziewczyne
czy jej nie ma, ale to osoba ktora powaznie trasktuje innych, wiec... jednego
jestem pewna:nie gra mi na uczuciach - jesli już coś robi to robi to celowo!
Natomiast ja... CHYBA MAM ZNOWU TO CO BYLO wtedy ns wyjezdzie- przez chwile
mi na nim zalezalo, a teraz chyba nie!!!!DLACZEGO tak sie dzieje????? Czy
komus z Was zdarzylo się coś podobnego? cO B.ISTOTNE-JESTEM OSOBA, KTORA
NIGDY NIE WIAŻE SIE Z KIMS z przyslowiowego "braku laku". Koleżanka mi
powiedziala, że wg niej to czysty egoizm:lubię rozkochiwać w sobie facetów, a
kiedy wiem, że im na mnie zależy - uciekam. Ale ja nie chce nikogo ranić. Co
mam zrobić???? Czuję się okropnie!!!