larix31
18.08.04, 08:13
Na czwartm roku mojego studiowania mieliśmy przyjemność mieć zajęcia z pewnym
doktorkiem, który słyną z bardzo monotonnego przekazywania wiedzy, kiepskiej
dykcji i wogóle miał przez studentów nadaną ksywę - "Zaklinacz węży". Podczas
zajęć wszyscy studenci sobie ucinali drzemkę, doktorek zadowolony, że jest
spokój,wszyscy są poważni, swoje powiedział i kończył zadowolony zajęcia. I
tak wszyscy z czasem do tak wyglądających zajęć się przyzwyczaili.
Pewnego ranka na wykładach, u wspomnianego doktorka, napisaliśmy z kumplem na
karteczce zdanie" Kto się dzisiaj onanizował niech się uśmiechnie.
Automatycznie, kto to przeczytał zaczynał się śmiać i puszczał karteczkę
dalej. Doktorek zauważył, że coś nie tak; cała sala się śmieje (co było wręcz
precedensem na skalę uczelni). Doktor spoważniał, podniósł groźnie palec
wskazujący do góry i powiedział: "Śmiejcie się, śmiejcie. Przyjdzie czas
kiedy ja się uśmiechnę". :)