apf
05.05.02, 12:34
Oczywiście, każdy z nas ma inną drogę życia, czasem są podobne i ten kto jest
bardziej „do przodu”, przeżył kolejną miłość i rozpad związku może udzielić
gorzkiej lub rozsądnej rady.
Zasadniczo ogarnia mnie smutek, gdy czytam kolejne wątki o bolesnych
zakończeniach związków – jest rzeczą znamienną, że osoba szczęśliwie zakochana,
nie opisuje swego szczęścia na forum !!!.
Samotność, wydaje się być przekleństwem, zaprzeczeniem naszych stadnych
instynktów, co więcej rodzina i znajomi z pracy – nie zastąpią bliskości. Z
drugiej strony „potrzeba kochania” jest formą uzależnienia i chemicznego
zniewolenia – dlaczego jako istota rozumna mam się z tym pogodzić?
Ha, ten wszechobecny idealizm, przerażająca natura kobiety, która sprawia, że w
oczach kobiet jestem „męską szowinistyczną świnią”, no bo nie można mną
manipulować. Co robić?