dzwoneczek4
09.05.02, 22:38
Bylo tak:
Nie pracuje, mam bardzo duzo czasu. Maz pracuje, ale bez przesady, mial zawsze
czas dla mnie i dla dzieci. Mimo to, sporo zarabia. Ogolnie mily facet, nie za
goracy, nie za zimny, bez szalenstw, taki ...cieply.
No, ale ja mialam duzo wiecej czasu. Poznalam kogos, krotki romans, troche
seksu. Przez chwile czulam sie taka niezwykla, wspaniala, ale potem mi
przeszlo. Zobaczylam (kilak roznych spraw) ze kochanek mezowi do piet nie
dorasta, praktycznie pod zadnym wzgledem. I ze kocham meza jak nigdy nikogo.
Maz sie jakims sposobem zorientowal. Byla ciezka rozmowa, rozplakalam sie, on
tez. Przysiegalam, ze go kocham. Blagalam, zeby mi wybaczyl, dal szanse, ze ja
juz nigdy! Upokorzylam sie jak nigdy przedtem. Pocalowal mnie i powiedzial, ze
sprobuje wybaczyc, ze zostanie.
Staralam sie byc wspaniala i slodka, mila, ale nie dzialalo. Jakby cos w nas
sie rozbilo. Niezpodziewanie, po czterech miesiacach, trzy dni temu,
powiedzial, ze on juz mnie nie potrafi kochac, ze zamiast dac druga szanse mi,
woli dac pierwsza szanse komus innemu.
Ze zaakceptowal oferte pracy na Zachodnim Wybrzezu (mieszkamy w USA) i
wyprowadza sie na zawsze. I ze skontaktuje sie ze mna przez adwokata.
Powiedzial jeszcze, ze wystapi o przyznanie mu opieki nad dziecmi (na razie sa
w domu, ze mna). Nawet nie potrafilam sie rozplakac, tak mnie zamurowalo.
Tak go kocham! Rycze od trzech dni prawie bez przerwy. Z milosci i tesknoty, z
zalu i ze strachu! Nic nie umiem, nie mam pracy, nie mam wyksztalcenia, ktore
by bylo tutaj cokolwiek warte, nie mam pieniedzy. Jestem samotna 35-letnia baba
z lekka nadwaga. Coraz wieksza, bo zre teraz bez opamietania.