Historia pewnego romansu

09.05.02, 22:38
Bylo tak:
Nie pracuje, mam bardzo duzo czasu. Maz pracuje, ale bez przesady, mial zawsze
czas dla mnie i dla dzieci. Mimo to, sporo zarabia. Ogolnie mily facet, nie za
goracy, nie za zimny, bez szalenstw, taki ...cieply.
No, ale ja mialam duzo wiecej czasu. Poznalam kogos, krotki romans, troche
seksu. Przez chwile czulam sie taka niezwykla, wspaniala, ale potem mi
przeszlo. Zobaczylam (kilak roznych spraw) ze kochanek mezowi do piet nie
dorasta, praktycznie pod zadnym wzgledem. I ze kocham meza jak nigdy nikogo.

Maz sie jakims sposobem zorientowal. Byla ciezka rozmowa, rozplakalam sie, on
tez. Przysiegalam, ze go kocham. Blagalam, zeby mi wybaczyl, dal szanse, ze ja
juz nigdy! Upokorzylam sie jak nigdy przedtem. Pocalowal mnie i powiedzial, ze
sprobuje wybaczyc, ze zostanie.

Staralam sie byc wspaniala i slodka, mila, ale nie dzialalo. Jakby cos w nas
sie rozbilo. Niezpodziewanie, po czterech miesiacach, trzy dni temu,
powiedzial, ze on juz mnie nie potrafi kochac, ze zamiast dac druga szanse mi,
woli dac pierwsza szanse komus innemu.
Ze zaakceptowal oferte pracy na Zachodnim Wybrzezu (mieszkamy w USA) i
wyprowadza sie na zawsze. I ze skontaktuje sie ze mna przez adwokata.
Powiedzial jeszcze, ze wystapi o przyznanie mu opieki nad dziecmi (na razie sa
w domu, ze mna). Nawet nie potrafilam sie rozplakac, tak mnie zamurowalo.

Tak go kocham! Rycze od trzech dni prawie bez przerwy. Z milosci i tesknoty, z
zalu i ze strachu! Nic nie umiem, nie mam pracy, nie mam wyksztalcenia, ktore
by bylo tutaj cokolwiek warte, nie mam pieniedzy. Jestem samotna 35-letnia baba
z lekka nadwaga. Coraz wieksza, bo zre teraz bez opamietania.

    • Gość: Tori Re: Historia pewnego romansu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.05.02, 22:50
      Niestety nie wszyscy potrafią zdradę wybaczyć. Sama jesteś sobie winna.Przykro
      mi, ale taka jest prawda. Musisz nauczyć się zyć sama. Będzie trudno, ale on
      już chyba nie wróci. Ja też bym zdrady nie potrafiła wybaczyć. Ale nie
      poddawaj się. Żyj dalej, ucz się martwić o siebie sama. Popełniłaś duży błąd,
      teraz czas na zapłatę. Myślisz, że mąż kochał cię naprawdę? Dleczego nie
      wybaczył?
      • Gość: zxc1973 Re: Historia pewnego romansu IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.05.02, 22:58
        Gość portalu: Tori napisał(a):

        > teraz czas na zapłatę. Myślisz, że mąż kochał cię
        naprawdę? Dleczego nie
        > wybaczył?

        Wiesz, czasem w facecie na skutek roznych wydazen cos
        peka i niezaleznie od tego jak bardzo kochal poprostu
        przestaje. Nie ma zalu ani pretensji. Jest mu przykro,
        ale nic nie czuje... Poprostu staje sie obojetny.
        Czasem to mija, a czasem nie.
        • Gość: Tori Re: Historia pewnego romansu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.05.02, 23:07
          Gość portalu: zxc1973 napisał(a):


          >
          > Wiesz, czasem w facecie na skutek roznych wydazen cos
          > peka i niezaleznie od tego jak bardzo kochal poprostu
          > przestaje. Nie ma zalu ani pretensji. Jest mu przykro,
          > ale nic nie czuje... Poprostu staje sie obojetny.

          ...Fajnie macie. Klik i nic nie czujecie. A my umieramy z rozpaczy...
          > Czasem to mija, a czasem nie.

          • Gość: zxc1973 Re: Historia pewnego romansu IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.05.02, 23:27
            Gość portalu: Tori napisał(a):

            > ...Fajnie macie. Klik i nic nie czujecie. A my
            umieramy z rozpaczy...

            Tak, ale najpierw umieramy z rozpaczy przez pare
            tygodni lub miesiecy. Jak dlugo mozna chodzic po
            scianach a potem po suficie? W koncu sie spada i
            bolesnie przy okazji tlucze.
            Spojrz na wspomnianego w tym watku faceta: zanim podjal
            decyzje o odejsciu, co najmniej miesiac, dwa lub wiecej
            czasu to trawil. Dopiero potem przedsiewziol dzialania.
            • ja_nek Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 00:37
              Dramat na własne życzenie.
              Szkoda tylko, że zostajesz na lodzie.

              Pozdrawiam
              Ja_nek
              • Gość: Miecio Re: Historia pewnego romansu IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 03:17
                A najlepsze w tym wszystkim jest to ze dzwoneczek potrzebowała romansu zeby sie
                przekonać jaki mąż jest kochany. I jeszcze pisze ze nie ma co wspominać
                właściwie. Żenująca postawa z normalnym zakończeniem. I wy mówicie ze
                potraficie kochać naprawde???
      • dzwoneczek4 Czy mnie kochal, nie wiem 10.05.02, 04:26
        Ale byl ze mna zawsze, kiedy go potrzebowalam. Opiekowal sie mna, byl
        wyrozumialy i czuly. I tak sie ladnie usmiechal. To chyba kochal.

        Ja go naprawde kocham. Denerwowalo mnie, ze zawsze ma dystans do wszystkiego,
        ze zawsze mial racje, ze jestem od niego zalezna. Nigdy nie dal tego odczuc, ma
        klase. Ale fakt byl faktem. Teraz tez zostawil mi pieniadze na zycie, nie
        jakies grosze.

        Nie oszukuje sie, ze to czyjas wina, nie moja. Skrzywdzilam i dostaje to, na co
        zasluzylam. Robie bilans mojego zycia - i jest niewesolo.
        Mialam wyjatkowego faceta, wiem to. Wymienilam go na kilka goracych chwil z
        bylejakim gosciem. Rozbilam moim dzieciom dom. Wyjatkowo udany dom, z troskliwa
        mama i tata. Teraz taty nie ma, a ja chlam w basemencie.

        Czuje sie, jak bym zyla w jakims cholernym wyciskaczu lez. I to ma byc moje
        zycie?!
        • Gość: DundeeGi Re: Czy mnie kochal, nie wiem IP: *.syd.connect.com.au / 210.9.62.* 10.05.02, 05:30
          Chyba troche przesadzasz z tym chlaniem, bo niby skad mialabys pieniadze na to?
          jesli Ci zostawil maz na zycie a nie masz pracy to madrzej by bylo zabrac sie
          do szukania jakiejs roboty.
          Mam znajoma w podobnej sytuacji, zostala z 3 dzieci bo kiedy maz wyjezdzal w
          delegacje (zarabia niezla kase) ona z "nudow" tez zaszalala z mlodszym facetem.
          Myslala ze maz sie nie dowie, mylila sie, jest sama z dziecmi, ktore maz ten
          chce zabrac od niej, nie ma wyksztalcenia i nigdy nie pracowala, dom w ktoryms
          kiedys razem mieszkali bedzie sprzedany i nastapi podzial kasy - prawdopodobnie
          ta kase musi wydac na adwokata, bo chce dzieci zatrzymac przy sobie. Ma na to
          nadzieje, bo oznacza to ze maz bedzie placil jej alimenty i nie musi myslec
          sama co ze soba zrobic. Piekna i zadbana kobieta, zmienila sie w radykalnie. na
          rzie sie obzera jak Ty pisalas wczesniej a pewnie by pila tylko nie ma na to
          pieniedzy. Kazdy dzien przeplakuje nad swoja glupota.

          Pozdrawiam
          • dzwoneczek4 Dzyn, dzyn 10.05.02, 17:13
            Masz racje Aussie Girl, troche przesadzam z tym 'chlaniem'. Zostalo w barku
            troszke Whiskey (ohyda, smierdzi deska), troszke wypilam, rozkleilam sie i
            zaczelam uzalac nad soba.
            Mam dokladnie taki sam plan, jak Twoja znajoma. Tylko ze nigdy nie myslalam, ze
            bede 'uzywac' moich dzieci, zeby sobie zapewnic byt. Jak o tym mysle, rzygac mi
            sie chce.

            Dzwonil, jak odprowadzalam dzieci na autobus, nagral, ze bedzie w Sobote, wziac
            dzieci na wycieczke. Co powiedziec, co zrobic, zeby zostal? Kocham i boje sie.
            Bylismy razem 12 lat. Cale moje dorosle zycie. Nie znam swiata 'samotnych
            kobiet'.

            Przepraszam, ze wam glowe zawracam. Dzyn, dzyn, nie bedzie juz chyba Dzwoneczka.
        • Gość: Krizia Re: Czy mnie kochal, nie wiem IP: *.ey.com.pl / 195.187.56.* 10.05.02, 16:07
          Ale i tak spokojnie i obiektywnie o tym piszesz. Mnie w Twojej sytuacji na
          pewno nie chcialoby sie paletac po internecie. Jestes silna. Twoje szczescie.

          pzdr
      • melanie Re: Historia pewnego romansu 16.05.02, 23:10
        Właśnie dlatego nie wybaczył,bo kochał naprawdę.
    • ozpol Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 06:00
      Zle zrobilas ale robisz jeszcze gorzej zapominajac ze masz dzieci ktorymi masz
      sie zajac a obalanie flaszki niczego nie zalatwi.
      Ja znam z autopsji takie przypadki i dowod na to jest ze nieznalas zwojego meza
      na tyle ze dalas taka plame i sadzilas ze on ci wybaczy. Sa faceci co wybaczaja
      albo udaja ze nic nie bylo, ale ty mialas pecha.
      Moze to cos ciebie nauczy, ale teraz biez sie w garsc i zacznij myslec jak
      zorganizowac sobie zycie a sprawach damsko - meskich zapomnij na jakis czas.
      Bo nastepny blad mozesz zrobic ze zaczniesz szukac nastepnego towarzysza zycia
      juz teraz.
      • kasiakassia Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 11:09
        Hmmmmmmmmm tak sobie mysle, ze to jest tak:)
        Każdy by chcial, aby mu wybaczono, ale nie wie, czy sam by wybaczyl:)
        • Gość: ata Re: Historia pewnego romansu IP: *.mpips.gov.pl 10.05.02, 15:43
          Ja wybaczyłam, i co? I znowu jestem za dobra, za łagodna, zbyt wyrozumiała! I
          też jest źle!!!!
          • matrek Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 15:53
            Napisałem Ci swoje zdanie, w założonym przez Ciebie wątku.
          • Gość: Tori Re: Historia pewnego romansu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.05.02, 16:56
            Tak sobie myślę, ze gdy jest nam za dobrze to zaczynamy się nudzić i
            przestajemy doceniać to co mamy, wtedy nietrudno o głupi czyn. Chodzi o to żeby
            nie zapopmnieć się. Nigdy. Pamiętać o przeszłości, ale i myśleć o przyszłości.
            Szkoda mi Ciebie dzwoneczku.
          • chrumpago Re: Historia pewnego romansu 11.05.02, 16:45
            Gość portalu: ata napisał(a):

            > Ja wybaczyłam, i co? I znowu jestem za dobra, za łagodna, zbyt wyrozumiała! I
            > też jest źle!!!!

            Dobra? Lagodna? Wyrozumiala?
            Toz to prawdziwy skarb z Ciebie!!!

    • ellen Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 15:45
      Wybacz, ale w ogóle się Twojemu mężowi nie dziwię. Trzeba było myśleć PRZED, a
      nie PO. Zrobiłaś to z głupoty i musiało się to głupio skończyć.
      • nola Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 18:08
        Ci wszyscy, ktorzy pisza tutaj tylko po to zeby powiedziec
        Dzwoneczkowi jak to zle zrobila i ze musi poniesc za to konsekwencje,
        powinni sie sami siebie spytac o co im chodzi. Piszecie to dla siebie?
        Chcecie pokazac jacy to madrzy jestescie? Madry Polak po szkodzie;
        toz mi filozofia. Jezeli nie masz nic konstruktywnego do napisania
        -zamknij sie, i juz. Dzwoneczek dokladnie powiedziala, ze zrobila
        glupstwo, ktorego zaluje. 90% respondetow pisze jej, ze zrobila
        glupstwo, ktorego pozaluje! Jak mozna byc tak glupim i okrutnym? Kazdy
        z nas popelnia jakies glupstwa.
        Dzwoneczek, nie daj sie. Zrobilas blad, przyznalas sie do niego,
        probowalas go naprawic, nic nie wyszlo. Teraz cierpisz. Gdyby jakis
        sad mial Cie sadzic za to co zrobilas, to wiekszej kary nie moglabys
        dostac niz to co juz dostalas.
        Teraz zostaje instynkt samozachowawczy i prztrwanie. Musisz walczyc!
        Masz dzieci i zrob to dla nich. Placz nic nie pomoze. Poszukaj pomocy
        prawnej. Tam gdzie jestes musi byc organizacja tzw. Legal Aid. Otworz
        ksiazke telefoniczna. Nie opowiadaj bajek o tym jaka jestes wtym
        wszystkim winna.
        Podzial majatku moze Ci dac troche miejsca na oddech. Poszukaj jakiejs
        prostej pracy. McDonalds itp. cokolwiek. Musisz miec prace bo inaczej
        moga Ci odebrac dzieci. Nie daj! Przestan plakac. Odleglosc i czas
        pomagaja czasami laczyc rozbite zwiazki. Mysl pozytywnie.
        Nola
        • Gość: Miecio Re: Historia pewnego romansu IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 18:20
          nola napisał(a):


          >Jak mozna byc tak glupim i okrutnym? Kazdy
          > z nas popelnia jakies glupstwa.

          Ale wlasnie o to chodzi ze nie kazdy popelnia glupstwa.
          Po to mamy bardziej wykrztałcone mozgi zeby nie zachowywac sie jak zwierzeta.
          To moze okrutne ale taka jest prawda.

          • nola Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 19:05
            Po co mowic okrutna prawde Mieciu?
            Mam raka, lekarz mowi ze umre za szesc miesiecy (powiedzmy).
            Ty piszesz do mnie wtedy, ze Tak masz raka i nie masz szans, umrzesz
            jak nic za szesc, moze cztery miesiace.
            Nie opowiadaj glupstw Mieciu. Z tym mozgiem jest jakos nie tak.
            Nie obrazaj zwierzat, Mieciu bez skazy.
            • melanie Re: Historia pewnego romansu 16.05.02, 23:18
              To,że ktoś ma raka,to nie jest jego wina. Nie mozna porównywać tych sytuacji.
              Ale jak ktoś z nudów zdradza najbliższą osobę, to jest jego wina. Nie dziwię
              się,że nie wybaczył. Gdyby on na tym forum opowiedział tę historię, że cięzko
              pracował,aby żonie zapewnic byt,a ona go zdradzała,to wszyscy by mu
              współczuli,i nie szczędzili epitetów pod jej adresem
          • Gość: jak Re: Historia pewnego romansu IP: *.krak.gazeta.pl 10.05.02, 19:08
            Wiesz Miecio,
            żal mi Ciebie. Ile Ty masz lat 25? Kiedyś myślałam, tak jak Ty . I siebie mi też żal. Przez 20 lat zyłam w
            związku, który krzywdził mnie każdego dnia i wiesz co? Za każdym razem kiedy, czułam rozpacz
            myślałam- on mnie kocha, to nie możliwe zeby mnie nie kochał, mowi ze mnie kocha i przecież wiem,
            ze tak jest . Problem w tym, ze emocje nie sa NICZYM RACJONALNYM, nie powstrzymasz wodosadu
            nawet gdybys budował tame na skale. I jeszcze jedno - nuda w zwiazku nie bierze sie z powietrza. jej
            mąz nie kochał jej od dawna a wiesz dlaczego tak twierdzę? Tylko wtedy potraficie być mili, grzeczni,
            ciepli po prostu NIJACY. Bez awantur, bez namietności, bez zaangażowania. To nie jest prawdziwy
            związek. Tylko wygoda, rutyna i wasze przyzwyczajenie.
            Ps nie bierz tego do sebie :-). Pozdrawiam
            • Gość: Miecio Re: Historia pewnego romansu IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 10.05.02, 22:45

              No cóż, po prostu nie miałaś szczęscia i nie trafiłaś na prawdziwą miłość. Szkoda
              tylko ze tyle rezygnacji w Twoich słowach. Jestem niewiele młodszy od Ciebie ale
              wiem ze mozna być szczęśliwym w związku!!! I uważam ze jest to jedyny cel w w
              zyciu: by był ktos z kim sie można zestarzeć- rodzice, dzieci, przyjaciele,
              wszyscy nas opuszczą. Ale ten KTOS- nigdy.
              Życzę powrotu wiary w miłość.
        • dzwoneczek4 Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 18:26
          Dziekuje za dobre slowo, Nola.
          Tylko ze ja nie umiem walczyc. I nie chce z Nim walczyc. Ja chce zeby bylo tak,
          jak dawniej. Wiem, ze to zabrzmi glupio i egzaltowanie, ale za TO oddalabym
          wszystko.
          Miec wszystko, o czym marzylam i skonczyc w McDonalds. Boze!
          • nola Re: Historia pewnego romansu 10.05.02, 19:02
            Ty nie walczysz z NIM. Ty wlaczysz o przetrwanie. Walczysz z systemem.
            Jak chcesz to zrobic, zeby bylo tak jak dawniej? Masz jakis plan?
            Nie umiesz walczyc. Musisz sie nauczyc. Moze wlasnie Twoja biernosc i
            brak inicjatywy odsunal od Ciebie czlowieka, na ktoreym Ci teraz tak
            bardzo zalezy. Rusz sie. Masz jakis plan? Chcesz tak po cichutku w
            kaciku przeczekac az wszystko ucichnie? Rozmawialas ostatnio z twoim
            mezem? Czy on zgodzilby sie na rozlake, zeby na wszystko jeszcze raz
            spojrzec z daleka?
            Jak sie nie ruszysz, to co teraz wydaje Ci sie takie straszne bedzie
            niczym w porownaniu z tym co cie jeszcze moze spotkac. McDonalds byl
            tylko przykladem, to nie musi byc cel.
            Kazdy lawyer da Ci pol godziny rozmowy za darmo. Zadzwon do ktoregos i
            porozmawiaj.
    • Gość: kamila Re: Historia pewnego romansu IP: *.man.polbox.pl 16.05.02, 22:44
      yak sobie mysle ze moze wlasnie o to chodzi zebys wreszcie byla samodzielna, i
      nauczyla sie polegac na sobie, zastanow sie, dopoki nie przezylas romansu nie
      docenailas meza, zaczelas go docenaic wtedy gdy sie rzestarszylas ze mozesz go
      stracic, pytanie czego sie przestraszylas, ze stracisz jego czy tez ze stracisz
      wygodne zycie? kochasz go czy po prostu boisz sie byc sama, 35 lat to nie jest
      duzo, wszystko przed toba, moze przed toba ez ktos kto wzbudzi w tobie wiecej
      emocji niz cieply maz. powodzenia,
    • melanie Re: Historia pewnego romansu 16.05.02, 23:38
      Miałam w rodzinie taki przypadek.Ciotka też z nudów zdradzała męża, bo same
      nudy. Nie pił,nie bił,bez przygód,ciężko pracował na kopalni, przynosił kasę,
      więc znalazła sobie rozrywkę, wdała się w romans ze swoim przełożonym. Wujek
      się dowiedział i też nie mógł wybaczyć. Odszedł. Po latach założył
      nową,szczęśliwą rodzinę. Ale dzieci nie wybaczyli matce,że rozbiła im
      rozdzinę.Mimo,że cały czas utrzymywali z ojcem kontakt,byli bardzo
      nieszczęśliwi. Ona co prwda wyszła później zamąż,ale ojczym był dla nich
      okrutny, dla niej zresztą też. To drugie małżeństwo też się rozpadło. Ale
      najbardziej ukarali ciotkę dzieci,może nazbyt okrutnie. Ona już nie żyje, ale
      syn nawet jej nie odwiedził,kiedy umierała, córka też odkąd wyszła z domu,nie
      chciała jej znać. Syn do dziś się nie ożenił,a ma już po 40,powiedział,że skoro
      matka jest k...,to pewnie wszystkie kobiety takie są.Pije. Córka natomiast
      nigdy jej nie wybaczyła,że przez nią straciła wspaniałego ojca. Taki romans z
      nudów, kto wtedy pamięta o dzieciach, a warto
      • Gość: A28 Re: Historia pewnego romansu IP: *.proxy.aol.com 17.05.02, 16:29
        Melanie, jak mozna tak myslec? jak mozna?? jak ten ojciec byl taki wspanialy,
        to czemu nie zabral dzieci od tej k....? Zostawil sowje ukochane dzieci na
        pastwe ojczyma i biedne zeszly na zla droge. Opamietaj sie kobieto i to predko!
        Tysiace malzenstw majacych dzieci sie rozpada i jest jeszcze wiecej samotnych
        alkoholikow ok 40-tki. Czy wszyscy ci pija, bo ich matka miala romas? Albo
        odwrotnie, czy wszystkie dzieci z rozbitych rodzin pija? I kiedys w zyciu
        przychodzi czas odpowiedzialnosci za samego siebie. I 40-letni mezczyzna
        odpowiada sam za siebie. I dla niego kazdy powod jest dobry, zeby pic. A corka?
        tez nie poszla do ojca. I to wcale nie jest chwalebne, ze nie odwiedziala matki
        do smierci. To tylko o jej chamstwie swiadczy. matka, jak kazdy czlowiek ma
        prawo do wlasnego zycia i decydowania o swoim losie. Daj tylko Boze, zeby ta
        corka nigdy nie przezyla romansu. Czego i tobie zycze. Myslalabys wtedy moze
        troche inaczej.
        • melanie Re: Historia pewnego romansu 17.05.02, 20:24
          Tysiace małżeństw się rozpadają,owszem, jak powiedział Tołstoj,wszystkie
          szczęsliwe rodziny są do siebie podobne,ale nieszczęśliwe każda jest inna. Nie
          omawiamy tu problemu rozwodu jako takiego,bo małżeństwo się nie udało. Mówimy o
          zdradzie dobrego męża, i to z nudów. I jak mają się czuć dzieci kobiety, która
          wg nich zdradziła dobrego ojca i skrzywdziła ich. Znam ich od dzieckam,bo są to
          moje cioteczni brat i siostra i wiem, co przeszli, i nie gadaj głupot w
          stylu,że ojciec nie wspaniały itd. ,bo nie zabrał dzieci. Nie o tym ten
          wątek.Tamten zdradzony przez dzwoneczka też nie zabrał, czyli co, oni są zli?
          Zanim się dało dupy obcemu facetowi, i skrzywdziło się męża,któremu się
          przysięgało wierność, trzeba było ruszyć głową, i pomyśleć o dzieciach
          • Gość: A28 Re: Historia pewnego romansu IP: *.proxy.aol.com 17.05.02, 22:01
            No, moze wlasnie ta twoja rodzinna zdrajczyni miala dosc dawania dupy wlasnemu
            mezowi i chciala zeby ja ktos pokochal? Widac takie dawanie dupy lezy u was w
            rodzine skoro tak sie o tym wyrazasz, Zycze ci, zeby twoj chlop mial raz dosc
            dawania mu dupy i mial ochote z inna na normalny sex. A ty sie potem martw.
            • melanie Re: Historia pewnego romansu 17.05.02, 22:17
              Znowu nie na temat, ale widzę,że cie poniosło. Bez komentarza.
    • seksuolog Znaki zapytania i refleksja 18.05.02, 11:46
      dzwoneczek4 napisał(a):

      > Bylo tak:
      > No, ale ja mialam duzo wiecej czasu. Poznalam kogos, krotki romans, troche
      > seksu. Przez chwile czulam sie taka niezwykla, wspaniala, ale potem mi
      > przeszlo. Zobaczylam (kilak roznych spraw) ze kochanek mezowi do piet nie
      > dorasta, praktycznie pod zadnym wzgledem. I ze kocham meza jak nigdy nikogo.

      Znak zapytania: czy w malzenstwie nie bylo jednak wczesniej oznak zobojetnienia?

      > Staralam sie byc wspaniala i slodka, mila, ale nie dzialalo. Jakby cos w nas
      > sie rozbilo. Niezpodziewanie, po czterech miesiacach, trzy dni temu,
      > powiedzial, ze on juz mnie nie potrafi kochac, ze zamiast dac druga szanse mi,
      > woli dac pierwsza szanse komus innemu.

      Znak zapytania: Wiec praktycznie od razu maz znalazl kogos innego. Czy
      rzeczywiscie stalo sie to po twojej zdradzie? Czy moze twoja zdrada przyspieszyla
      jakies sprawy?

      > Ze zaakceptowal oferte pracy na Zachodnim Wybrzezu (mieszkamy w USA) i
      > wyprowadza sie na zawsze. I ze skontaktuje sie ze mna przez adwokata.
      > Powiedzial jeszcze, ze wystapi o przyznanie mu opieki nad dziecmi (na razie sa
      > w domu, ze mna). Nawet nie potrafilam sie rozplakac, tak mnie zamurowalo.

      To bardzo drastyczne podejscie ze strony meza wyglada na dobrze przemyslany
      krok. Akt zemsty ktory ma na celu cie zniszczyc i chyba chodzi tez o sprawy
      materialne. Znak zapytania: Czy to 'tylko' wskutek urazu po twojej zdradzie czy
      tez sa za tym inne czynniki zwiazanie z ta trzecia osoba?


      > Tak go kocham! Rycze od trzech dni prawie bez przerwy. Z milosci i tesknoty, z
      > zalu i ze strachu! Nic nie umiem, nie mam pracy, nie mam wyksztalcenia, ktore
      > by bylo tutaj cokolwiek warte, nie mam pieniedzy. Jestem samotna 35-letnia baba
      > z lekka nadwaga. Coraz wieksza, bo zre teraz bez opamietania.

      Sytuacja jest rzeczywiscie nie do pozazdroszczenia. Znaki zapytania oczywiscie w
      niczym konkretnie nie pomoga.

      Co moze pomoc to nawiazanie kontaktow zewnetrznych, m.in. z osobami ktore
      przeszly przez takie rzeczy.

      Nastepnie bedzie niezwykle trudny proces przystosowania sie do nowej sytuacji.

      Pomoze w tym zdanie sobie sprawy z tego ze w kazdym momencie jest wokol pelno
      ludzi ktorych spotykaja najrozmaitsze ciosy. I wiekszosc ludzi z nich jakos
      wychodzi.

      Refleksja seksuologiczna: w dobie gdy jest pelno ogloszen par ktore dla rozrywki
      szukaja kogos na trzeciego postepowanie meza 'tylko' po jednej przygodzie zony
      wyglada na zbyt brutalne. W sensie formalno-prawnym jest w pelni uzasadnione
      a czy w sensie ludzkim?


    • dzwoneczek4 Juz prawie dwa tygodnie 18.05.02, 15:17
      Minely juz prawie dwa tygodnie, odkad sie wyprowadzil z domu. Nie jest wcale
      lepiej, choc troche sie ogarnelam. Tylko ze teraz dzieci juz wiedza, ze cos
      jest bardzo nie tak. Co im powiedziec?
      Widzielismy sie raz, w zeszla sobote, porozmawialismy chwilke. Prosilam go o
      to, co mi doradzilas, Nola. Odpowiedzial, ze nie widzi zadnej szansy na to, ze
      bedziemy znow razem. I ze happy-endy to raczej w filmach, a nie w zyciu.
      Poryczalam sie znowu. Nie potrafie w tych rozmowach zachowac pionu. A on zrobil
      sie taki zimny, daleki. Tesknie za tym, aby mnie dotknal, przytulil. Byl tak
      blisko, na dotkniecie reki.
      Z tego co wiem, nie ma nikogo, jest sam. I taki inny, smutny jak nigdy.

      Ale zgodzil sie odlozyc sam rozwod na moment. Bede musiala opuscic USA
      (jestesmy tu na jego wizie 'pracowniczej', dla kanadyjczykow) i wrocic do
      Kanady. Zreszta, to chyba jedyne wyjscie dla mnie, skoro tu nie moge podjac
      pracy.
      • dundee_girl Re: Juz prawie dwa tygodnie 19.05.02, 00:12
        A masz dokad pojsc w Kanadzie?
        Przestan wreszcie ryczec, zabierz sie do szukania jakiejs roboty. Teraz
        powinnas wedlug mnie skupic sie na dzieciach.
        A tak z drugiej strony, czy Twoj malzonek pozwala na to bys zabrala dzieci do
        innego kraju? jak on bedzie je widywal?
        Dzwoneczek, tak z cikawosci czy on jest Polakiem?

        Pozdrawiam
      • nola Re: Juz prawie dwa tygodnie 19.05.02, 00:15
        Dwa tygodnie to nie wiele. Daj mu jeszcze troche czasu. Mozesz mu powiedziec,
        ze cokolwiek zrobi niech nie robi tego na sile albo zeby Tobie cos tym
        udowodnic. To co robisz, robisz dobrze. Starasz sie walczyc o swoj zwiazek z
        tym czlowiekiem. On to widzi. Moze gdzies tam w srodku w nim wypelnia sie ten
        wielki dol jaki powstal po Twoim romansie z innym facetem. Proboj wygladac i
        zachowoj sie jak zrownowazona i w sumie pewna tego co chcesz od niego osoba.
        Nie wpadaj w histerie. Musisz byc teraz rzeczowa. On juz wie ze zalujesz tego
        co sie stalo. Happy end w prawdziwym zyciu jest mozliwy jezeli dwie strony tego
        chca. Moze on chce sobie pozwolic na jakis romans. Niech sprobuje jezeli mu to
        w czyms pomoze. Jego meska duma nie wie co z tym wszystkim zrobic. Atawistyczne
        poczucie wlasnosci jaka mezczyzna moze odczuwac do swojej kobiety jest czym
        niewytlumaczalnym.
        jezeli jestes z Kanady to nie jest tak zle. Wracaj jezeli mozesz i masz gdzie.
        Welfer w Kanadzie nie jest taki zly. Pomoga Ci stanac na nogi jako samotnej
        matce. Nie musi byc tak zle. Tak zyskasz troche czasu. Macie dzieci, ktore on
        predzej czy pozniej bedzie chcial widziec czy byc blizej. Zad kanadyjski nie
        pozwoli mu zabrac dzieci do Ameryki jezeli urodzily sie w Kanadzie i sa tam
        rezydentami. Zamilknij na pare miesiecy. Daj mu zlapac oddech i zastanowic sie
        jeszcze raz. Powodzenia.
        Nola
        • dzwoneczek4 Re: Juz prawie dwa tygodnie 19.05.02, 00:44
          Ten powrot to Kanady to jego pomysl. Gdybym przeprowadzila sie z dziecmi od
          wakacji do BC, to byloby mu latwiej nas odwiedzac i utrzymywac do rozwodu. No i
          ja moglabym szukac pracy. Zgodzilam sie, oczywiscie. Jedna rzecz mnie w tym
          wszystkim dziwi: 'opiekowal sie' mna zawsze, gdy bylismy razem i nawet teraz,
          gdy sie rozstajemy, nie moze przestac. Nie wiem, co o tym myslec.

          Moj zal nie wystarczy, zeby ze mna zostal. Czuje, ze musze mu jakos to
          wynagrodzic, wyrownac. Cos zrobic, zeby mi znow uwierzyl? Bo to powiedzial mi
          wprost: po prostu mi juz nie wierzy. W moja milosc, w moje obietnice, w nic.
          Czy TO sie wogole da naprawic?
          • nola Re: Juz prawie dwa tygodnie 19.05.02, 02:39
            Kazdy ma prawo zrobic blad. Ci, ktorzy umieja to zrozumiec mierza swoje
            czlowieczenstwo ludzka skala. Faceci chodza na baby i jak nikt o tym nie wie,
            potrafia dalej byc "normalnymi" mezami i ojcami. In jest to potrzebne i
            traktuja to w innych kategoriach niz zdrada malzenska. Kiedy kobieta zrobi cos
            podobnego to juz swiat sie wali. To koniec! Czy Twoj maz moze cos takiego
            zrozumiec? Facec idzie na babki, wraca i jest szczesliwym mezem i ojcem;
            kobieta robic podobna rzecz i jest niewierna dziwka. Cos tu nie tak, prawda?
            To, ze Cie ciagla wspomaga to dobry znak. prawdopodobnie kocha dzieci albo mu
            na nich zalezy. Wykozystaj to madrze. Wracaj do BC. Sprobuj zorganizowac
            porzadny dom. Zajmij sie dizecmi, zadbaj o nie. Tym go przekonasz, ze masz tak
            duzo do ofiarowania i ze kochasz jego przez jego dzieci. Znajdz sobie jakas
            prace. Pokazesz, ze jestes silna i zaradna. mozesz nawet pracowac w jakims
            polskim sklepie lub czyms podobnym na poczatek. Wez sobie jakies kursy.
            Sposobow jest wiele.
            Pozniej napisze wiecej. Glowa do gory.
            Nola
            • Gość: Bizon Re: Juz prawie dwa tygodnie IP: *.abo.wanadoo.fr 19.05.02, 15:02
              Dzwoneczku, nie napisze nic ponad to co wspaniale doradzila Ci Nola ( brawo
              Nola !). Chcialem tylko powiedziec Ci, ze jestes na pewno dzielna kobieta i
              poradzisz sobie (sluchajac rad Noli), nie bede natomiast prawil moralow bo, po
              pierwsze moralisci juz wypowiedzieli sie tu, po drugie zas jaki to ma sens ?
              Przeciez niczego to nie zmieni, do cholery ! Nie chce robic Ci falszywej
              nadziei ale pamietaj, ze powroty sie zdarzaja i sa mozliwe choc rzadkie. Przede
              wszystkim jednak musisz pokazac sile ducha, dla siebie ze zrozumialych
              wzgledow, ale glownie Twojemu mezowi bo :1. u partnera cenimy sobie sile a nie
              slabosc 2. powroty oparte na litosci (zalozmy, ze zalamujesz sie i jego rusza
              sumienie) nie prowadza do niczego. QED - NIE MASZ WYBORU I MUSISZ BYC SILNA !
              Uszy do gory, Dzwoneczku !
              P.S. oczywiscie jestem facetem :-)))))))))))))))
      • seksuolog Re: Juz prawie dwa tygodnie 19.05.02, 15:54
        dzwoneczek4 napisał(a):

        > to, co mi doradzilas, Nola. Odpowiedzial, ze nie widzi zadnej szansy na to, ze
        > bedziemy znow razem. I ze happy-endy to raczej w filmach, a nie w zyciu.
        > Poryczalam sie znowu. Nie potrafie w tych rozmowach zachowac pionu. A on zrobil
        > sie taki zimny, daleki. Tesknie za tym, aby mnie dotknal, przytulil. Byl tak
        > blisko, na dotkniecie reki.
        > Z tego co wiem, nie ma nikogo, jest sam. I taki inny, smutny jak nigdy.
        > Ale zgodzil sie odlozyc sam rozwod na moment. Bede musiala opuscic USA
        > (jestesmy tu na jego wizie 'pracowniczej', dla kanadyjczykow) i wrocic do
        > Kanady. Zreszta, to chyba jedyne wyjscie dla mnie, skoro tu nie moge podjac
        > pracy.

        Sprawa przybiera nieodwracalny obrot. Maz przemyslal i zaplanowal juz wszystko
        bardzo precyzyjnie, szczegolnie na linii Kanada-USA. Wrocisz do Kanady a on
        bedzie mial cie calkowicie z glowy. Fakt ze chce ci pomoc na poczatku moze
        wynikac z procedur rozwodowych. Pytanie do bardziej doswiadczonych: na ile
        skomplikuje sie (lub bedzie korzystny dla meza) rozwod i sprawy prawne jesli
        strony sa po obu stronach plotu?
    • Gość: ewa Re: Historia pewnego romansu IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 19.05.02, 19:17
      Za błedy trzeba płacic,ja tez bym nie wybaczyła.Kobiety jak mają za dobrze to
      zdradzają mężów.Nie miałaś problemóew,nudziło Ci sie to teraz masz ich
      nadto.Mimo wszystko Ci współczuje na nowej drodze życia,bo mąż nie wróci do
      Ciebie.Postaw sie na jego miejscu.Sama jakbyś została zdrazona a Ty sama nigdy
      nie zdradziła to byś nie wybaczyła.
      • Gość: Bizon Re: Historia pewnego romansu IP: *.abo.wanadoo.fr 19.05.02, 22:59
        Nie pieprz, Ewa ! Rzygac mi sie chce kiedy czytam takie wypociny, niezlomna sie
        znalazla, udrapowana w plaszcz cnoty ! Niezlomny byl Herbert i nie probuj
        rownac sie do niego. ZAWSZE, powtarzam ZAWSZE !!!! mozna wybaczyc i kazdemu,
        historia, literatura i nasze wlasne doswiadczenia dobitnie nam to pokazaly. No,
        chyba ze ma sie jakis tam miesien zamiast serca...
        • Gość: zxc1973 Re: Historia pewnego romansu IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.05.02, 23:18
          Gość portalu: Bizon napisał(a):

          > rownac sie do niego. ZAWSZE, powtarzam ZAWSZE !!!!
          mozna wybaczyc i kazdemu,

          Wybaczyc mozna zawsze i kazdemu. Ale to nie znaczy, ze
          z powrotem zacznie sie go kochac. Poprostu mozna nie
          czuc nienawisci, gniewu, zalu, mozna nie miec
          pretensji... ale milosc moze juz nie wrocic.
          • nola Re: Historia pewnego romansu 20.05.02, 07:10
            Wielokrotnie spotykam sie tutaj z tzw. Zyczliwymi Ludzmi. Kiedys podpisywali
            sie pod anonimami - Zyczliwy, teraz dzieki anonimowosci internetu robia ta soma
            wybierajac sobie jakies glupie imie. Intencja jest ciagle ta sama - jak komus
            spieprzyc, uprzykrzyc zycie. Brawo! Jak mozna cos takiego pisac, ze maz juz
            nigdy nie wroci, ze milosc jest juz stracona? Jak mozna byc tak glupim i
            okrutnym, zeby "bezinteresownie i zyczliwie" cos takiego wywalac z siebie?
            Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze czas leczy rany. Z dystansu czasu, odleglosci
            i doswiadczen, patrzymy na wiele rzeczy zupelnie inaczej. Znam kogos, kto
            kochal dziewczyne do szalenstwa; tak samo jak ona jego. Po malej klotni o
            blachostke, powiedzieli sobie wiecej niz tego oboje chcieli. Byli zmeczeni
            soba. Rozstali sie. Kazde cierpialo po swojemu, po cichu. Zadno nie chcialo sie
            przyznac do bolu w jakim sie sami postawili. Duma im nie pozwalala! Na sile
            poznali i zwiazali sie z innymi partnerami. Nigdy nie przestali o sobie myslec.
            Nigdy tez jedno drugiemu nie mialo odwagi o tym powiedziec. Duma!
            Lata minely. Wrosli w rozne zwiazki i rozne rodziny. Dalej nie moga przestac
            myslec o sobie. Juz teraz o tym wiedza. Juz sobie o tym powiedzieli. Teraz jest
            juz im bardzo trudno cofnac czas. Zbyt wiele ludzi jest zwiazamych z ich losem.
            Tzw. duma, czy urazony honor potrafia zamacic zycie. Milosc czesto zyje dluzej
            niz chcemy sie do tego przyznac.
            Nie trac wiary Dzwineczku i nie sluchaj zyczliwych idiotow.
            Dzieki Bizon za wsparcie. Dziekuje za rozwage i rozsadek w tym co piszesz, i o
            te odrobine otuchy, ktora jest jej potrzebna w tej chwili.
            Napisz mi Dzwoneczku, jezeli chcesz na prywatny adres, gdzie zamierzasz sie
            zatrzymac w BC. Czy gdzies w okolice Surrey?
            Nola
            • Gość: zxc1973 Re: Historia pewnego romansu IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.05.02, 10:03
              nola napisał(a):

              > Wielokrotnie spotykam sie tutaj z tzw. Zyczliwymi
              Ludzmi. Kiedys podpisywali
              > sie pod anonimami - Zyczliwy, teraz dzieki
              anonimowosci internetu robia ta soma

              Zawsze mozesz napisac do mnie na priw. Jak nie w tym
              watku, to w innym bylem zalogowany.

              > wybierajac sobie jakies glupie imie. Intencja jest
              ciagle ta sama - jak komus
              > spieprzyc, uprzykrzyc zycie. Brawo! Jak mozna cos

              Przepraszam, ale taki jest sens dzialania tego forum i
              kazdego innego. Kazdy moze powiedziec co sadzi. I kazdy
              kto tu stawia jakis problem musi zdawac sobie sprawe,
              ze analizujac skrajnie rozne wypowiedziedzi wielu osob
              dowie (prawie?) wszystkiego co mozliwe na dany temat.

              >takiego pisac, ze maz juz
              > nigdy nie wroci, ze milosc jest juz stracona? Jak
              mozna byc tak glupim i
              > okrutnym, zeby "bezinteresownie i zyczliwie" cos
              takiego wywalac z siebie?

              To jedna z alternatyw. Przeczytaj dokladnie wszystkie
              posty dzwoneczka4. Oczywiscie, ja jej ani jego nie
              osadzam, ale widze co jest tam napisane. Widze dramat
              tego faceta, widze jak probowal wybaczyc i zapomniec i
              widze jak przez pol roku nie dal sobie z tym rady. Nie
              wiedze slepej zemsty, ale chec ulozenia sobia "z tym"
              zycia. Gdyby sie mscil, to by nie wyjezdzal, nie
              zmienial pracy itp. - tylko wszystko zrobil na miejscu,
              aby moc sie "napawac" zemsta. Ogladac na co dzien jej
              cierpienie, wysluchiwac opowiadan znajomych jak ona
              cierpi. Nic z tych rzeczy facet sam sie wyprowadzil i
              nawet aby nie denerwowac nikogo postanowil przeniesc
              sie na drugi koniec kraju. Prawdopodobnie jak to robil,
              to sprawy wizowe dzwoneczka nawet nie przyszly mu do
              glowy.

              > Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze czas leczy rany. Z
              dystansu czasu, odleglosci

              Stad wniosek, ze malo wiesz. Czas leczy rany, ale nie
              zawsze. Oczywiscie, jak dwoje ludzi sie rozchodzi to
              jest to zawsze tragedia - w szczgolnosci jak do tego
              dochodza dzieci. Oczywiscie, wszyscy by chcieli, aby
              sie zeszli z powrotem. I oczywiscie jest na to jakas
              szansa. Ale wmawianie, ze wszystko sie na pewno ulozy i
              bedzie tak jak dawniej, to jest poprostu okrucienstwo.
              Malo tego pisanie "czas leczy rany" - dawanie nadzieji,
              ze moze za rok, dwa, piec, dziesiec lat sie spelni i on
              wroci... Nie... To jest dopiero glupota. Nawet jezeli
              czas zaleczy rany i on wroci (np. za pol roku), lub
              bedzie chcial wrocic (za 10 lat? - jaki to bedzie mialo
              sens), to nikt nie bedzie w stanie (tak jak Ty teraz)
              obiecac, ze bedzie tak jak dawniej. Ze bedzie OK, jakby
              nic sie nie stalo. NIKT.

              Dzwoneczku! Jest jakas szansa, ze on sie opamieta, ale
              nie czekaj na to cale swoje zycie jak radza Ci tu
              "zyczliwe nieanonimowe przyjaciolki"!!!! (o ich
              manierach nie wspomne).

              > Nie trac wiary Dzwineczku i nie sluchaj zyczliwych
              idiotow.

              Tez pozdrawiam szanowna kolezanke.

              zxc
              • nola Re: Historia pewnego romansu 21.05.02, 18:53
                Szanowny kolego xyc,

                Wziales do siebie to co napisalam o glupcach, chociaz
                nie mialam ciebie tak dokladnie na mysli. Wczesniej juz inni
                bardzo Zyczliwi, probowli powiedziec dzwoneczkowi tzw. prawde w oczy.
                Sens dzialania forum w Twoim pojeciu polega na tym, ze kazdy ma prawo
                robic i mowic co mu sie podoba. Nie mozna z tym sie nie zgodzic.
                Oczywiscie kazdy ma prawo. Zastanow sie jednak po co korzystasz
                z tego prawa. To jest wazne! W Arabii Saudyjskiej kazdy ma prawo
                rzucic kamieniem w niewierna zone (nieiwerny maz nigdy nie jest
                poddany tak okrutnej karze). Ty oczywiscie majac prawo skorzystalbys
                z niego. Podobnych przykladow jest duzo.
                Jak nie mozesz pomoc to nie przeszkadzaj tym, ktorzy probuja to robic,
                nawet jezeli inaczej myslisz. Nawet gdybys pisal po chinsku, odrazu
                widac by bylo ze to polskie forum.
                Gdzies Ty wymyslil zemste? Dlaczego maz dzwoneczka ma sie mscic?
                Ty myslisz takimi kategoriami. To jest taka mentalnosc.
                Anonimowosc Twojego nick'a jest taka sama na private czy public forum.
                " Zawsze mozesz napisac do mnie na priw". Czego to dowodzi? W ktorym
                miejscu ujawniasz swoja prawdziwa osobe?
                Jezeli piszesz do mnie, ze malo wiem, to znaczy, ze Ty wiele wiesz.
                Sam sobie tak wymysliles czy mama Ci powiedziala? Ty wiesz. Ja nie
                wiem. Nie, ze Ty sie nie zgadzasz ze mna czy z tym co pisze, ale ze ja
                nie wiem, no bo Ty wiesz. Czy to tylko jezyk polski, ktory tak dziwnie
                mi sie jawi czy to po prostu stare polskie chamstwo?
                szanowna kolezanka
                nola
                • Gość: zxc1973 Re: Historia pewnego romansu IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 19:17
                  Hi

                  Szanowna kolezanko!
                  Usilujsz postawic na swoim, uzywajac niewybredych arguentow i slownictwa. Ale
                  czy takie stawianie spraw naprawde przynosi Ci satysfakcje?? Biorac pod uwage
                  ciagla frustracje plynaca z Twojej wypowiedzi, to chyba jednak nie. Zauwaz, ze
                  z kazdym kolejnym Twoim listem, poprostu "brniesz w bagno", ukazujac zamiast
                  obiektywizmu i dobrych checi, co najwyzej gleboko zakorzeniuona nienawisc, a
                  moze nawet szowinizm, zreszta maskujacy najprawdopodobniej doznane w zyciu
                  krzywdy i upokorzenia.
                  Proponuje Ci w przyszlosci zmienic podejscie do swiata i zycia, bo obrzucajac
                  wszystkich dookola blotem napewno nikomu nie pomozesz - a napewno wiele osob do
                  siebie zrazisz - w tym takze te, ktorym chcesz pomoc.
                  Co do mojej wypowiedzi, to niezaleznie od tego, czy w Twoim odczuciu pomagala,
                  czy nie, to jednak byla szczera i zawierala duzy element prawdopodobienstwa.
                  Najlepsza pomoca jaka mozna dostac na tym forum nie jest falszywe zapewnienie,
                  ze wszystko bedzie ok, ale szczere wskazanie mozliwych alternatyw i kierunkow
                  rozwoju sytuacji.

                  Pozdrawiam

                  zxc

                  PS. EOT - nie chce mi sie juz wysluchiwac od Ciebie kolejnych obelg. Z tego
                  powodu moge nawet Ci przyznac racje - jaka sobie tylko zamarzysz. TYLKO Z TEGO
                  POWODU.
                  • nola Re: Historia pewnego romansu 21.05.02, 20:35
                    Nie przejmoj sie tak moim bagnem. Czlowiek tak zyczliwy innym jak Ty
                    zalamuje rece nad tym, ze mnie przyszlo mieszkac w bagnie.
                    Musze Cie uspokoic. Nad moim bagienkiem slonce
                    swieci prawie 333 dni w roku, lataja motylki i kwitna kwiaty, czasmi
                    zabka skoczy.
                    Betonowa podloga prosektorium, w ktorym Tobie przyszlo zyc, daje
                    poczucie stabilnosci gruntu i pewnosci siebie. Ty przecierz wiesz.
                    Jak ja nazywam rzeczy po imieniu, to dla Ciebie jest to bagno. Jak Ty
                    to robisz to jest mowienie prawdy w oczy.
                    Co nazywasz bagnem? To, ze probuje podtrzymac dzwoneczek na silach
                    i dodac jej odwagi? To, ze madrali mowiacych tzw. prawde w oczy,
                    probuje przywolac do porzadku? To, ze nie chce skorzystac z prawa
                    rzucenia kamieniem?
                    To, ze w moim bagnie kazdy ma prawo popelnic blad i prawo odkupienia
                    bledu? To, ze mezczyzna nie msci sie na kobiecie, mimo ze ma prawo?
                    Idz napawaj sie zemsta xyc. Krew tak latwo zmyc z betonowej podlogi
                    prosektorium.
                    Ja wracam do bagienka.
                    Szanowna kolezanka
                    nola
                    • Gość: messja Re: Historia pewnego romansu IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 22.05.02, 14:06
                      reagujesz zbyt ostro, 3literki nie rzucal kamieniem, ale probowal zrozumiec obie
                      strony dramatu i moim zdaniem nie ma w tym absolutnie nic zlego...
                      a pisanie na priv. rzeczywiscie prowadzi do zmniejszenia anonimowosci: napisz
                      czasami do kogos, a sie przekonasz:)))

                      nola napisał(a):

                      > Nie przejmoj sie tak moim bagnem. Czlowiek tak zyczliwy innym jak Ty
                      > zalamuje rece nad tym, ze mnie przyszlo mieszkac w bagnie.
                      > Musze Cie uspokoic. Nad moim bagienkiem slonce
                      > swieci prawie 333 dni w roku, lataja motylki i kwitna kwiaty, czasmi
                      > zabka skoczy.
                      > Betonowa podloga prosektorium, w ktorym Tobie przyszlo zyc, daje
                      > poczucie stabilnosci gruntu i pewnosci siebie. Ty przecierz wiesz.
                      > Jak ja nazywam rzeczy po imieniu, to dla Ciebie jest to bagno. Jak Ty
                      > to robisz to jest mowienie prawdy w oczy.
                      > Co nazywasz bagnem? To, ze probuje podtrzymac dzwoneczek na silach
                      > i dodac jej odwagi? To, ze madrali mowiacych tzw. prawde w oczy,
                      > probuje przywolac do porzadku? To, ze nie chce skorzystac z prawa
                      > rzucenia kamieniem?
                      > To, ze w moim bagnie kazdy ma prawo popelnic blad i prawo odkupienia
                      > bledu? To, ze mezczyzna nie msci sie na kobiecie, mimo ze ma prawo?
                      > Idz napawaj sie zemsta xyc. Krew tak latwo zmyc z betonowej podlogi
                      > prosektorium.
                      > Ja wracam do bagienka.
                      > Szanowna kolezanka
                      > nola
                      >

        • Gość: Ewa Re: Do bizona IP: *.chello.pl / *.chello.pl 22.05.02, 12:38
          Skoro tak mnie skrytykowałeś to gówno wiesz o życiu!A przede wszystkim o
          zdradzie,nie jestem aniołem,ale napewno rozsądniej myśle niż Ty.Może Ty też
          masz jakieś skoki w bok?Ciekawe jak byś Ty był zdradzany przez kobietę,której
          dajesz pieniądze,miłóść,a przede wszystkim wierność przez bagatela kilka
          lat,wierząc,że wszystko jest ok.Jak byś sie czuł potrafił byś dalej kochać?
    • Gość: Carl Re: Historia pewnego romansu IP: *.proxy.aol.com 22.05.02, 11:51
      Absolutnie popieram stanowisko i argumentacje Noli.
      Moze sie to na pierwszy rzut oka wydawac o tyle dziwne,
      ze jestem facetem, przy tym po podobnych przejsciach co
      maz Dzwoneczka (i na dodatek o wiele bardziej
      skomplikowanych), ale na "drugi rzut oka" rozumiem cala
      sytuacje o tyle lepiej, ze mieszkam w tym samym kraju
      co one kilkanascie dobrych lat i na dodatek na
      Zachodnim Wybrzezu:-) (A ma to dosyc istotne znaczenie).
      Znam sporo takich rodzin, jak rodzina Dzwoneczka. Nie
      jestem dzieciakiem, mam grubo wiecej niz 40 lat.
      Pracujacy i dobrze zarabiajacy lub majacy wlasna firme
      maz i zajmujaca sie dziecmi zona, beztroskie,
      szczesliwe zycie, "everything looks fine" - normalny
      obrazek tutejszej rzeczywistosci.
      Kiedys czesto sie zastanawialem, co by sie stalo z
      takimi kobietami, gdyby (odpukac) mezowi zdarzyl sie
      jakis nieszczesliwy wypadek i nie mogl dalej pracowac,
      albo prowadzic firmy. Nic nie umiejace, nie znajace
      praktycznie jezyka, przyzwyczajone do swego rodzaju
      luksusu - znalazlyby sie, mimo otrzymanych odszkodowan,
      na dluzsza mete w bardzo trudnej sytuacji.
      I niektorzy faceci niestety, maja tego pelna swiadomosc
      i nie omieszkuja z tego korzystac. Nie za bardzo
      chodzi w tej rzeczywistosci o idealy, milosc, cudownosc
      wspolnego uczuciowego zycia. To jest inny swiat -
      swiat, ktorego nie sposob zrozumiec jesli sie tu nie
      zyje, jezeli nie zna sie uwarunkowan.
      I dlatego i Nila i ja, wiemy z postow Dzwoneczka o
      wiele wiecej, niz najmadrzejsi nawet ludzie mieszkajacy
      w Polsce. Zaden miesieczny, czy paromiesieczny pobyt w
      USA nie pozwoli poznac prawdziwego tutaj zycia,
      rozniacego sie zreszta (i to bardzo) w zaleznosci od
      stanu w jakim sie bylo. Odwiedzajacy, turysci,
      funkcjonuja na zupelnie innych zasadach i sa - niemal z
      premedytacja - utrzymywani w innej swiadomosci. Kto
      tutaj zyje, wie, co mam na mysli.
      Znam mezczyzn, "glowy rodzin", ktorzy nie kryja sie
      nawet z kochankami, wyskokami na boki, itp. Im
      praktycznie nic nie grozi. Ze zona sie dowie, oburzy,
      bedzie rozpaczac??? Jak sie jej nie podoba niech
      odejdzie. I gdzie taka kobieta odejdzie? Co zrobi?
      Wyjedzie z powrotem do Polski, gdzie cala rodzina
      napadnie na nia, ze idiotka? Zostawi dzieci? Itd?
      Sama sobie przeciez tutaj nie poradzi, a na pewno juz,
      nie utrzyma tego standartu zycia, jaki miala. A trudno
      sie od tego oderwac, odzwyczaic sie.
      Facet pracuje i dobrze zarabia. OK. Zeby tak sie
      dzialo, nie ma go w domu 12 - 14 godzin na dobe lacznie
      z sobotami. Na kontakt z rodzina zostaje niedziela.
      Wtedy kosciol, jezeli sa praktykujacy, wizyty u
      znajomych lub wyjazd poza miejsce zamieszkania. Raz w
      roku 2-tygodniowe wakacje - wizyta w Polsce lub
      Hawaje, W-py Bahama, albo cos blizej - zalezy, gdzie
      mieszkaja. Trudno, bardzo trudno utrzymac "uczuciowa
      rownowage" w malzenstwie. Kobieta, mimo, ze pozornie
      ma wszystko czego potrzebuje, moze odczuwac brak
      zwyklego uczucia, bezposredniej troski, bliskosci
      ukochanego czlowieka. I to jest wlasnie ta pulapka.
      Ja tez w nia wpadlem. Wydawalo sie, ze zapewniam
      wszystko, ale nie dawalem, jak sie okazalo, tego ciepla
      na co dzien, czulosci, przeswiadczenia, ze ona jest
      najwspanialsza, najdrozsza, najlepsza.
      No i znalazla sobie innego pana. Duzo mlodszego i co
      najgorsza - majacego wiecej pieniedzy:) I nie chodzilo
      nawet o te ilosc, ale sposob ich uzytkowania. Gdy ja
      wszystko inwestowalem w dom, rodzine - on w atrakcje,
      wyjazdy, hotele, rozrywki. Zapewnial ekscytacje,
      uniesienia, przygody, inny nie tak zwyczajny swiat.
      Moja zona w pewnym momencie powiedziala mi, ze ma kogos
      innego. Zawalil sie wtedy caly moj swiat. Nie bylem w
      stanie w pierwszych dniach po tym, nawet prowadzic
      samochodu, a i nieco pozniej spowodowalem niegrozny na
      szczescie wypadek. Zawalalem prace, nie moglem spac.
      Zaczalem chodzic do pani psycholog, bo nie mialem z kim
      o tym porozmawiac. Srodowisko polonijne jest bardzo
      pruderyjne, ciekawskie i plotkarskie, nie ma mowy o
      zwierzaniu sie znajomym. Jakos doszedlem do siebie, na
      tyle, by w miare funkcjonowac. Ale rozstalismy sie
      wewnetrznie. Zamieszkalem w osobnym pokoju - bylem
      lokatorem w swoim domu. Mialem nadzieje, ze z czasem
      ona sie ustatkuje, ze jej przejdzie. Ale ona sie
      zakochala. Wytrzymalem tak rok i sie wyprowadzilem.
      Mieszkalem osobno przez dwa lata utrzymujac kontakt ze
      wzgledu na dziecko i wciaz majac nadzieje, ze ona sie
      opamieta. Po tym okresie wrocilem, z nowymi nadziejami,
      przebaczajac, zdajac sobie sprawe, ze duzo zawinilem w
      dotychczasowym zyciu. Uwazam teraz, ze wlasnie
      zaniedbujac te uczuciowa strone malzenstwa,
      przyczynilem sie do jej zdrady i odejscia. Zaczalem od
      nowa pamietajac o zaniedbaniach, chcialem sie
      zrehabilitowac. Ale po jakims czasie zauwazylem, ze
      ona znowu "odchodzi" - zaczela sie spotykac z tym jej
      czlowiekiem ponownie. Wyprowadzilem sie wiec drugi raz
      i tak to trwa do dzisiaj. Widuje sie z nia, rozmawiamy
      o swoich sprawach, o dziecku, o przyszlosci i
      przeszlosci. Wiele sobie wyjasnilismy, wielu spraw
      wciaz jednak nie rozwiazalismy. Ona zdaje sobie
      sprawe, ze ow mlody czlowiek (10 lat mlodszy od niej)
      nie zwiaze sie z nia na przyszlosc, ale w miedzyczasie
      ona zrobila takie zyciowe postepy, ze nie jest od niego
      zalezna. Ani ode mnie:) Moze zyc samodzielnie.
      Daje mi teraz do zrozumienia, ze moze moglibysmy zaczac
      po raz trzeci, ale ja w tej chwili nie moge na razie
      zdeklarowac sie na tak. Niemniej, nie potrafie
      powiedziec zdecydowanie - nie. A sytuacja ta trwa juz
      ok. 7 lat! Wciaz czuje, ze chyba jednak jakos kocham
      te kobiete, ale ta wspomniana prawdopodobnie przez Nile
      "meska duma" nie pozwala mi sie do tego przyznac.
      Po co to napisalem? Dlatego, ze "wykroczenie"
      Dzwoneczka to taki z polska mowiac "pikus" przy tym, co
      bylo z moja zona i dlatego mysle, ze czlowiek, ktory
      jest wciaz jej mezem (mysmy tez nie wzieli rozwodu),
      mimo bardzo nieprzejednanej na zewnatrz postawy, jesli
      ja kochal i czul sie zwiazany z domem i dziecmi, moze,
      przy jej pozytywnej postawie, wrocic do tego zwiazku.
      Ona po prostu musi mu caly czas okazywac, ze tego chce.
      Nie musi sie plaszczyc, ani kajac - on prawdopodobnie
      wie, ze on tez ma jakis udzial w tej jej zdradzie -
      chyba, ze rzeczywiscie, zadzialo sie juz cos wczesniej
      w jego zyciu. Ale w tym kraju, w tym srodowisku i przy
      tych uwarunkowaniach, bardziej wydaje mi sie, ze wciaz
      zmusza sie do bycia zimnym i nieczulym, moze, by dac
      jej odczuc wine (z ktorej ona i tak zdaje sobie
      sprawe), a w rzeczywistosci, przy jej odpowiednich
      zabiegach i prawdziwym uczuciu z jej strony, moze
      wewnetrznie sie przekonac, ze jednak warto wybaczyc.
      Ja wybaczylbym. (Nawet swojej zonie, ale to
      niepotrzebnie juz chyba pisze, bo wynika z tego, co
      wczesniej:))
      W kazdym razie, na miejscu Dzwoneczka nie dawalbym za
      wygrana, tylko zachowywal sie pozytywnie i okazywak, ze
      bardzo mi wciaz na naszym zwiazku zalezy.
      Dlatego popieram Nole.
      I pozdrawiam:))
      • nola Re: Historia pewnego romansu 22.05.02, 15:15
        Carl,
        Dziekuje za wsparcie i pokazanie jeszcze jednego aspektu sprawy
        Dzwoneczka, ktory dopelnia obraz wirnoscii niewiernosci w stosunkach
        malzenskich. Nie sa to proste sprawy. Nie mozna jednak odbierac
        zyczliwie nadziei tym, ktorzy ja potrzebuja zeby walczyc.
        Nola, tez z zachodniego wybrzeza
        • Gość: Bizon Re: Historia.. do Ewy :-))))) IP: *.abo.wanadoo.fr 22.05.02, 19:33
          Nie unos sie, prosze. Moja reakcja na Twoj post byla, przyznaje, zbyt ostra. A
          przeciez nie chodzi o to abysmy klocili sie miedzy soba tylko pomogli
          Dzwoneczkowi, ktora, mam nadzieje, czyta jeszcze swoj watek...
          Zapewniam Cie tylko, ze wiem o zyciu sporo ( choc wiedze te poszerzam kazdego
          dnia) bo ostro dostalem od niego w dupe i jesli nauczylem sie czegos to wlasnie
          WYBACZAC. Po chrzescijansku i zwyczajnie po ludzku...
          Pozdrawiam Cie cieplutko oraz tzw. Wszystkich a przede wszystkim mojego Gosika,
          ktory czyta ale nic nie pisze :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
          • Gość: Ewa Re: Historia.. do Bizona IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 23.05.02, 10:02
            Zasiadam dziś przed kompem,myśle sobie że znowu dostane ostre słowa krytyki a
            tu mnie po prostu wgieło.
            • Gość: Bizon Re: Historia.. do Ewy :-))))) IP: *.abo.wanadoo.fr 23.05.02, 22:57
              ... to niech Cie wreszcie odegnie, mila Ewuniu :-)))))))))))))))))))
              Pozdrofka paryskie cieple jak bulka...
              Bizon
Inne wątki na temat:
Pełna wersja