Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką

IP: *.one.pl 30.05.02, 15:13
czy jest jakieś wyjście z sytuacji bez wielkiej burzy?? Uczucie jest
odwzajemnione a ja nie moge juz normalnie zyc ze swoją zoną stła sie dla mnie
obcą kobietą, do której oprócz przywiązania i przyzwyczajenia nic nie czuje
ciekawe czy jest wyjście z tej sytuacji.??
    • apf Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką 30.05.02, 15:29
      Gość portalu: Lineker napisał(a):

      > czy jest jakieś wyjście z sytuacji bez wielkiej burzy?? Uczucie jest
      > odwzajemnione a ja nie moge juz normalnie zyc ze swoją zoną stła sie dla mnie
      > obcą kobietą, do której oprócz przywiązania i przyzwyczajenia nic nie czuje
      > ciekawe czy jest wyjście z tej sytuacji.??

      Posłuchaj chłopcze,
      Nie narzekaj na swój los !!!


    • Gość: Pom Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 15:33
      Szukasz recepty, jak się odkochać, czy jak odejść od żony? A może jak pociągnąć
      dwa wątki naraz? Nie ma w tym cynizmu, tylko chcę powiedzieć, że musisz sam
      zdecydować. Masz pata, którego nikt Ci chyba nie pomoże usunąć z życia. Możesz
      liczyć na czas.
      • Gość: mysia Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: *.krak.gazeta.pl 31.05.02, 10:54
        Wiesz, cokolwiek zrobisz - burza i tak sie odbędzie. Wszystko wydaje sie OK. Miłość jest piekna i dla ludzi, tylko
        ciekawe czy pomyślałeś choć przez moment co czuje Twoja żona albo co czuje mąż Twojej ukochanej? Może
        Twoja żona kocha Cie nadal? I Ty chcesz załatwić wszystko bez burzy? To sie nie uda. Ja miałam poważne
        powody żeby odejść od mojego męża. Chciałam to zrobić i prawie zrobiłam i uwierzmi prawdziwa burza zaczyna
        sie nie wtedy kiedy podejmiesz jakąś decyzje tylko wtedy kiedy tamta osoba sie do niej ustosunkuje...Tak wiec
        "burza" sama w sobie nie zależy od Ciebie...Przypuśćmy, że Ty pewnego dnia zupełnie spokojnie oświadczysz
        żonie - nie, kocham już Ciebie, poznałem inną( ja powiedziałam - nie kocham, było mi b. źle chce rozwodu..) A ona
        powie - no dobrze ale ja kocham Ciebie, przeżyła z Tobą ile lat? Ile razy w ciągu tych lat siedziała z herbatą przy
        Twoim łóżku kiedy byłeś chory? Ile razy wypłkiwałeś sie jej do rękawa, ile Twoich koszul w życiu
        wyprasowała? Ile obiadów ugotowała? I sadzisz, że to takie proste? Poprostu zakochałem sie? No to współczuję
        Ci z góry, nie mówiąc o tym, że prawdę o tym jak wygląda rozstanie i co dla Ciebie oznacza utrata domu -
        poznasz dopiero po albo w trakcie burzy... No cóż może Twoja żona Ciebie nie kocha albo Ty jesteś b. odporny
        psychicznie? Ja, nie byłam w stanie zlekceważyć bólu mojego męża i jego miłości do mnie, chociaż - o paradoksie
        życia- to ze mnie kocha i ze zależy mu na mnie odkrył...dopiero po naszym rozstaniu....Byłam tak nieszczęśliwa i
        na dodatek kogoś poznałam, kogo pokochałam bardzo - zapłaciłam za to poważną depresją, skończyła sie u
        psychiatry.... Ale tak czy innaczej, to nie ma znaczenia. Chcę Ci tylko uświadomić, ze niestety nic nie jest proste.
        NIE licz na to. Wszystkiego dobrego, wam obojgu. Może tylko ja zyję samymi skrupułami?:-)
        • Gość: lisiczka Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: *.man.polbox.pl 31.05.02, 12:03
          zgadzam sie z Mysia.
          do tego wszystkiego sama ta burza, to nie wszystko.
          kiedy juz przetrwasz burze i zaczynasz nowe zycie zaczynasz
          sie zastanawiac czy dobrze postapiles, zaczynasz wspominac
          (wspomnienia sa chyba najgorsze), poznasz kogos to zaczynasz
          porownywac.
          ja tez myslalam, ze jak przetrwam burze to juz bedzie lepiej.
          ale okazalo sie, ze dopiero wtedy sie zaczelo.
          a najgorsze sa wspomnienia... czlowiek nie chce a i tak przychodza w najmniej
          oczekiwanych momentach...
          • Gość: randia Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: 195.205.73.* 31.05.02, 12:18
            Tak naprawdę to po burzy nie wyjdzie słonko, uwierz mi, przeszłam to.Zaczęły
            się konplikacje,wymówki i w końcu sie rozstaniecie.Moje rada skończ to puki
            czas teraz będzie mnij boleć!!!
            • ja_nek Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką 31.05.02, 13:41
              Ile osób, które kochasz czy kochałaś, tyle burz.
              I NIE UCIEKNIESZ przed nimi. ZAWSZE przemokniesz, ZAWSZE zaboli.
              Ale trzeba podjąć tę decyzję
              Zawsze zostają wspomnienia, porównania, wiemy jak może być, jak jest, jak powinno
              być. Czego chcemy, a co dostajemy, a co dajemy.
              Co moglibyśmy dostać i co dać.

              Może wzejdzie Słońce, tylko dlaczego tak ciężko znów jest zacząć marzyć...
              DLACZEGO?

              Pozdrawiam smutnie
              Janek
              • Gość: messja Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: *.proxy.aol.com 31.05.02, 14:18
                ja_nek co tak smutno? jakies klopoty?
                a do autora watku: a wlasciwie to czego bys chcial? odejsc od zony? a co ona do
                ciebie czuje? myslisz, ze jakby zareagowala? a jak sie uklada w malzenstwie
                kobiecie, w ktorej jestes zakochany?

                > Ile osób, które kochasz czy kochałaś, tyle burz.
                > I NIE UCIEKNIESZ przed nimi. ZAWSZE przemokniesz, ZAWSZE zaboli.
                > Ale trzeba podjąć tę decyzję
                > Zawsze zostają wspomnienia, porównania, wiemy jak może być, jak jest, jak powin
                > no
                > być. Czego chcemy, a co dostajemy, a co dajemy.
                > Co moglibyśmy dostać i co dać.
                >
                > Może wzejdzie Słońce, tylko dlaczego tak ciężko znów jest zacząć marzyć...
                > DLACZEGO?
                >
                > Pozdrawiam smutnie
                > Janek

                • ja_nek Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką 31.05.02, 14:36
                  Nic, tylko czasem coś ściska gardło.
                  Znienacka.
                  • Gość: messja Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: *.proxy.aol.com 31.05.02, 14:40
                    ja_nek napisał(a):

                    > Nic, tylko czasem coś ściska gardło.
                    > Znienacka.

                    hmmm...ciebie tez?
                    • ja_nek Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką 31.05.02, 15:31
                      Tak. Oczy wtedy bolą.
                      • Gość: messja Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: *.proxy.aol.com 31.05.02, 15:52
                        ja_nek napisał(a):

                        > Tak. Oczy wtedy bolą.

                        czesto tak ostatnio?
                        • ja_nek Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką 31.05.02, 21:36
                          Czasem...
                          • malina123 Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką 02.06.02, 00:10
                            Chcialam napisac cos do Mysi: z jednej strony rozumiem Twoja decyzje a z
                            drugiej zastanawia mnie jednak.......bo Ty zostalas z mezem z litosci, inaczej
                            nie potrafie tego nazwac.Czy to jest rozwiazanie???Jezeli chcialas od niego
                            odejsc to znaczy,ze mialas powod. Pewnie, ze takie decyzje nie sa latwe sa
                            bardzo trudne.I wydaje mi sie rowniez juz sam fakt takiej mysli swiadczy
                            chociazby o tym , ze tego drugiego czlowieka sie nie kocha. A zostaje sie z nim
                            z innych powodow : dzieci , zaleznosci finansowe...itp.Wiele osob nie chce sie
                            do tego przyznac ale tak niestety jest.Jestem w podobnej sytuacji i dlatego
                            pozwalam sobie na takie stwierdzenia. I wydaje mi sie , ze prowadzi to tylko
                            do "nieszczescia" bo nie sadze abym mogla znowu "zakochac sie w swoim mezu ".A
                            to , ze z nim zostaje to wygoda.Bo mimo wszystko boimy sie "niewiadomej
                            przyszlosci"....czy bedzie lepiej?...czy moze jeszcze gorzej?.....wiec lepiej
                            niech bedzie jak jest.I to tez nie jest rozwiazanie.Co zrobic? Wlasnie....to
                            jest TO czego nie wiemy. Dlatego nie sadze by mozna jednoznacznie odpowiedziec
                            na pytanie Linekera. Bez burzy sie nie obedzie , ale wyjscie jest zawsze
                            jakies...





                            • Gość: mysia Redo maliny IP: *.krak.gazeta.pl 10.06.02, 19:30
                              No cóż, powody mojego odejscia sa oczywiście i to poważne, decyzję podjęłam po roku borykania sie z pytaniem
                              czy ja dla mniego jeszcze cokolwiek znaczę? Ale zostałam z moim mężęm, a raczej wróciłam do niego tylko dla
                              jego wielkiej miłości do mnie. Kiedy odeszłam szalał, błagał, przez 6 tygodni nie spał i nie jadł. to nie wszystko - ja
                              byłam w poważnej depresji - tylko dzięki jego pomocy jeszcze żyje. Nie jestem z nim z litośći, poprostu musielismy
                              znaleść litość dla siebie nawzajem. On nie potrafi żyć beze mnie, ja bez niego także....Czy to jest miłość?
                              Skrzywdził mnie w życiu tak bardzo, ze jedyne o czym czasem marze to być kimś innym, ale także zrobił dla mnie
                              coś niemożliwego, ZMIENIŁ SIĘ - całkowicie, zupełnie. Pomógł mi - jest jedynym prawdziwym przyjacielem jakiego
                              mam. Bez wzgledu na to co sie jeszcze stanie - wiemy oboje, ze to co nas łaczyło było czyste, głebokie i
                              autentyczne. Nie umiał tego szanować, nie umiał zyć ale nigdy juz oboje nie znajdziemy takiego uczucia jakie
                              łaczyło nas. Może dlatego jesteśmy znowu razem? Zachować naszą przyjaźń, ciepło które nas obecnie łaczy - to
                              wszystko czego chcemy oboje. Nawet jeśli osttatecznie nie zostaniemy razem.
                              Pozdrawiam Malina, jedyne co moge Ci powiedziec - kazda z nas musi życ tak jak potrafi. Mamy jedno życie, jeden
                              los nic sie nie zdarzy dwa razy.Ja moje zycie staram sie prowadzić jak umię najlepiej.... Nic wiecej nie mogę:-)))
    • Gość: Magxxx Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: 212.160.155.* 10.06.02, 22:38
      Jak znajdziesz jakąś receptę to do mnie napisz. Ja kocham mojego byłego
      chłopaka, który teraz jest żonaty i ma dziecko. Sytuację dopełnia fakt, że ja
      też jestem mężatką. I tyle. Aż tyle. Czekam, nie robię żadnego kroku, może się
      samo jakoś poukłada? Wiem, że to jest mało dojrzałe. Ale o silnych uczuciach
      ciężko jest myśleć racjonalnie. Pociesza mnie fakt, że w historii świata pełno
      jest takich historyjek... I tak warto żyć, dla listu, spojrzenia tej drugiej
      osoby. Czasami takie rozstanie mogłoby zabić uczucie, nawet silne. Może warto
      się cieszyć i żyć tym, co jest teraz, nigdy nie wiemy co jest za zakrętem.
    • Gość: darkowaw Re: Zakochałem sie jestem zonaty a ona jest mężatką IP: *.warszawa.ec.pl 11.06.02, 09:06
      Stary gratuluje!!!
      Zyje sie raz. Sam decydujesz o tym jak przezyjesz swoje dni. Ja moge Ci
      doradzic tylko jedno. Najpierw zastanow sie czy to napewno jest ta kobieta z
      ktora chcialbys spedzic reszte zycia. Zebys nie mial takiej sytuacji ze z
      jednego szamba, zaraz wpadniesz w jeszcze wieksze. A jesli jest ta kobieta, to
      jak przystalo na faceta powiedz swojej aktualnej pani jak wyglada sytuacja i
      czas na zmiany. Powodzenia w dokonaniu wyborow, bo latwo nie bedzie.
      • vena111 LINEKER!!!!!! 11.06.02, 11:28
        Lineker!!!!!!!!!

        Byłam kiedyś z facetem, który miał żone i dziecko. Wiesz taki olbrzymi romans,
        olbrzymie zakochanie z jego strony, planowanie wspólnej przyszłosci równiez z
        jego strony.
        W pewnym momencie jego żona wyczuła, że on się od niej oddala, że chce rozmawiać
        o rozstaniu, o rozstaniu aby byc ze mna. Powiedziała mu że jest w ciaży, to była
        oczywiscie fikcja. Po 2 miesiacach niby poroniła, a my sie spotkalismy i wiesz co
        on mi wtedy powiedział:
        ŻE ZROBIŁAM DLA NIEGO CHOLERNIE WIELKA RZECZ, ZE POKAZAŁAM MU JAK NA NOWO
        ZAKOCHAC SIE W SWOJEJ ZONIE, JAK MOZE BYC PIEKNIE!!!
        To były najwspanialsze słowa, jedyne, jakie chciałam wtedy usłyszec( przeciez ja
        nie traktowałam jego tak na zawsze)

        Chiała bym, abys zrozumiał pewną rzecz, ze to co teraz tak wyglada,
        moze miłosć- tak mówisz ( ja jednak mysle ze to nie jest to uczucie)może byc
        mylne.

        Mysia ma całkowita racje, własciwie proponuje , abys jeszcze raz przeczytał jej
        wypowiedz i po prostu sie zastanowi, bo łaczy Was zbyt wiele.

        ps.jezeli chcesz na nowo poczuc to cos do swojej zony, to daj znac , a może
        zdradze ci ten sekret

        pozdrawiam wszystkich ciepło
Pełna wersja