małżeństwo - po 8 latach razem...

IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 16:41
Proszę o komentarz do tego co piszę przede wszystkim facetów (nie mam znajomych
płci męskiej, z którymi mogłabym szczerze pogadać a doświadczenia kobiet znam -
są często podobne do moich). Słuchajcie co czuje, co myśli facet - mój wąż
o.k., który: jest ze mną ponad 12 lat, mamy dwójkę wspaniałych synów, z którym
zawsze walczyłam - myślę że o dominację - jest wyjątkowo przemądrzały i
wygadany, kawał choleryka ale za to był super mądry, czuły, wesoły i przystojny
bardzo. Zawsze się kłóciliśmy, ale większość to były okresy dobre, jesteśmy dla
siebie pierszymi partnerami, razem dorastaliśmy, dużo razem przeżyliśmy -
głównie ciężkie chwile - on w wieku 18 lat przwlekle zachorował, kłopoty
mieszkaniowe, finansowe, z jego strony kłopoty z pracą. Ale teraz wychodzimy na
prostą: dzieci już nie chorują, ja mam dobrą pracę, mąż też nie najgorszą (on
ma inne zdanie), skończyłam studia zaocznie, mąż też powoli kończy, pieniędzy
na wiele nie starcza ale inni mają gorzej. Spełniło się nasze marzenie -
kupiliśmy samochód (wycieczki, wolność itd) mamy teraz nawet dwa (mój
służbowy). Mąż twierdził zawsze, że b. mu się podobam, jestem w ogóle super i
wiem, że dalej mu się podobam - tu nie ma problemu. On się całkowicie jakby
zwinął, cofnął w rozwoju, nie rozmawiamy, tylko się kłócimy, olewa dzieci,
olewa mnie, nic mu się nie chce, tylko komputer go kręci. Odżywa gdy organizuje
game party z kumplami - wtedy widzę w nim energię. Ale jest mi wtedy tak
przykro, on od nas ciągle ucieka - i to teraz gdy może być nam dobrze. On
twierdzi, że ja wszystko to tworzę - wymyślam, że jest ok. A ja już sama nie
wiem, ja po prostu tęsknię za męską energią, uśmiechem a nie skwaszoną miną że
dziecko o coś pyta, za opiekuńczym ramieniem, za figlarnością, za męskim
zdecydowaniem, za miłościa okazywaną do coraz większych synów a nie mówieniem o
tej miłości. Dzieci ciągle mówią:" nie kłóćcie się" nawet jak tylko rozmawiamy.
Ja chcę żyć!!! a nie uciekać z domu. Chcę mu gotować, kochać się z nim i czuć
się ważna, że mnie zauważa. Ostatnio zauważa mnie kiedy mu wejdę w kadr w
pończochach - kiedyś to b. lubiłam ale teraz jest mi wtedy tak przykro, że
dopiero wtedy mnie widzi że wszystkiego mi się odechciewa. Pomóżcie, może
czuliście to samo i jakoś się obudziliście do życia? Zaczyna mi się śnić kolega
z pracy, marzę o jego ramionach, torsie - jak z kiepskiego romansu - nigdy nie
myślałam, że będzie mi się śnił obcy facet. Ostatnio mój mąż uciekł ze szpitala
bo kumple czekali na granie, przyjechałam z dziećmi mi do domu późnym wieczorem
a on przy komputerze - zero rozmowy z dziećmi, które się o niego martwiły. No i
dostałam amoku - zaczelam wylaczac te wszystkie cholerne wtyczki. Skonczylo sie
na duzej szarpaninie - przy dzieciach. Wiem ze powinnam odpuscic ale juz nie
jestem w stanie. Poradzcie cos!
    • Gość: NX Re: małżeństwo - po 8 latach razem... IP: 64.107.182.* 31.05.02, 21:28
      Mysle,ze cos mu brakuje,albo ma kryzys swojego wieku.Sprawdz czy nie ma innej
      na boku.Nie awanturuj sie,przemilcz wiele rzeczy.Moze sproboj metode,ze
      zaczniesz tak samo jak On,nie wchodz mu w kadr,niech On sie postara,badz
      obojetna,zacznij wychodzic z domu,chocby wystawyb poogladac,a On niech sie
      zastanawia co robisz.Zacznij byc tajemnicza,szczypta zazdrosci dobrze zrobi,ale
      badz cierpliwa,nie oczekuj,ze po jednym dniu On bedzie zabiegal o Ciebie.Nie
      rob awantur,przestan na niego zwracac uwage.Powodzenia.
    • apf Re: małżeństwo - po 8 latach razem... 03.06.02, 08:39
      Pamiętam podobne "piekiełko", bo tak to wygląda z jego punktu widzenia.
      Fascynacja i ucieczka - wreszcie "życie z wirtualnymi przyjaciółmi" to już nie
      początki kryzysu to jego kulminacja.

      Nie martw się, masz jeszcze szansę, uratować małżeństwo i żyć szczęśliwie. Po
      pierwsze udaj się SAMA do specjalisty od rozwiązywania problemów małżeńskich,
      nawet nie próbuj go na to namawiać, bo będziesz upokorzona.

      Tolerancja i akceptacja "jego świata", a nie próba podgrywania dziećmi. Poza
      tym ponieważ "niewierność jest wpisana w geny" - nie bój się tego, tylko broń
      boże nie z kolegą z pracy !!!.
      • ja_nek Re: małżeństwo - po 8 latach razem... 03.06.02, 12:38
        Myślę, że pomysł, aby iść na razie samej do specjalisty od problemów małżeńskich
        to dobry pomysł.
        Zadbaj o siebie, miej trochę własnego życia, dobrze się ubieraj, zrób z siebie
        bóstwo i idź spotkaj się z koleżankami. Niech on Cię dostrzeże w ten sposób. Ale
        żeby nie miał powodów do zazdrości.
        Nie dawaj powodów do zazdrości bliższą znajomością z tym mężczyzną z pracy. To
        nie wyjście.
        Masz za mało kłopotów?

        A może Twqój mąż po prostu przestaje się starać, bo ma kompleks, że ty sobie dużo
        lepiej radzisz i cierpi jego ego? Moze w pewnym sensie czuje się mniej potrzebny?
        Wy kobiety potraficie jedną rzecz: sprawić, że facet o wielu rzeczach decyduje,
        podczas gdy naprawdę jest odwrotnie, spróbuj czegoś takiego? Zacznij pytać go o
        radę, udaj że nie wiesz jak postąpić w tym czy w tamtym.
        Może się facet "przebudzi"?
        Tylko ostrożnie, nie zrób z siebie nagle ofiary, bo to wyczuje.

        Pozdrawiam i nie trać nadziei
        Janek
        • Gość: marta Re: małżeństwo - kolejne starcie... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 03.06.02, 15:35
          B. Wam wszystkim dziękuję, myślałam, że zostanę zjechana, szczególnie przez
          męską część forumowiczów... Wszyscy macie sporo racji - ale jak się jest w
          środku tego piekiełka i to z przyprawionymi rogami to traci się trzeźwość
          umysłu. Trochę mu się poprawiło - na ile trwale to nie wiem. Przede wszystkim
          zaraz mnie odbiera z pracy, rano zrobił mi śniadanie, dużo czasu spędził z
          dziećmi. Ale zafundowałam mu ostrą jazdę na otrzeźwienie - instynktownie:).
          Tylko wchodziłam i wychodziłam z domu, byłam wieczorem b. zaczytana, nie
          rozmawiałam, nie bez znaczenia była też niezbyt czysta zagrywka z jego mamą -
          dałam jej dokładnie do zrozumienia że mam dość, a że sporo wyjeżdżam to jej
          myśli podążyły w kierunku mojej zaawansowanej alienacji od małżonka i wezwała
          go na rozmowę interwencyjną - ja nie zrobiłam tego specjalnie ale o dziwo na
          razie działa. Będę tu zaglądała częściej - pozdrawiam i dzięki.
          • apf Re: małżeństwo - kolejne starcie... 03.06.02, 17:01
            wow.. zaraz pogubiłem się, to ty już mu rogi przyprawiłaś?. Czy może to on
            uprawiał wirtualne gry miłosne?

            Widzę, że kobieto walczysz o swoje, używanie mamusi, skuteczne, nie ładne i na
            dłuszą metę nic nie da. Problemy są gdzie indziej.
            • Gość: Marta Re: małżeństwo - kolejne starcie... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.06.02, 07:56
              Nie używam mamusi, ona umówiła się z mężem, że ma przyjechać na działkę i
              zaprosiła mnie - a ja się zaparłam że nie przyjadę. Nie jestem typem udawaczki
              i nie mam zamiaru udawać przed mamusią że jest cacy - jest wojna i ona po
              prostu to zauważyła. To na tyle, nie upatruj w kobietach zimnych wyrachowanych
              przeciwników bo one przede wszystkim czują, obojętnie czy piękne czy brzydkie,
              wykształcone czy proste potrzebują zazwyczaj zaspokojenia prostych potrzeb -
              podstawowej bezpieczeństwa, a potem akceptacji. Pozdrowienia, Marta.
              • apf Re: małżeństwo - kolejne starcie... 04.06.02, 09:05
                a co z tymi rogami?
                • magdandt Re: małżeństwo - kolejne starcie... 04.06.02, 10:09
                  Poniosło mnie (przerost sił twórczych nad opanowaniem języka), po prostu któryś
                  z facetów napisał, że zna takie piekiełko z autopsji. No to ja porównałam się z
                  diablicą w takim piekiełku bo przecież to ja mam ciągle P R E T E N S J E do
                  mojego męża i ja mu to piekiełko organizuję. I stąd te rogi. Nie przyszło mi do
                  głowy najprostsze skojarzenie z rogaczem i zdradą. Aha no i nie wiem czy
                  diablice mają rogi? chyba tak...
                • Gość: marta Re: małżeństwo - kolejne starcie... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.06.02, 10:15
                  upss, jakiś magdandt odpowiada zamiast mnie ale w zasadzie to się zgadzam z tą
                  wypowiedzią w 100 pc. Pozdrawiam i miłej roboty.
    • Gość: bratek Re: małżeństwo - po 8 latach razem... IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 04.06.02, 10:18
      Ze mna było podobnie. Ale dzisiaj się wszystko sypie. Po pewnym przykrym
      wydarzeniu powiedziała, ze chce odejść (po 13 latach małżeństwa). Nie mieściło
      mi sie to w głowie. Wpadałem stopniowo w depresję, po kilkiu miesiącach
      przyszło u niej opamiętanie, bliskość, czułosci, seks który sama proponowała,
      (wcześniej mieliśmy kilkumiesięczne przerwy, a jeżeli dochodziło do czegoś to z
      mojej desperacji, w końcu nie mogłem znieść upokorzenia), ratunkiem okazała się
      koleżanka z pracy. Była blisko mnie chyba czuła co się dzieje, dawała
      mi "siebie", nie mogłem przyjąć ani jej uczuć ani jej ciała, bardzo ją lubiłem
      i szanowałem (była mężatką). Niestety żonie przeszły amory po pół roku.
      Psycholog uswiadomił mi że niestety "wszystkich nie uszczęśliwię" poradził by
      myślec o sobie. Złamałem się uległem koleżance (po niecałym roku) , to był
      wspaniały okres w moim życiu, uświadomiłem sobie czego brakowało w moim związku
      przez te kilkanaście lat, niczego nie żałuje. No może tego ze wczesniej ONA-
      (koleżanka) chciała zmienić swoje i moje życie, dzisiaj jest odwrotnie, to mi
      trochę dokucza. Pozdrawiam
Pełna wersja