Dlaczego jestes sam...?

IP: *.cn.com.pl 13.02.05, 15:22
Dlaczego tak ciezko bylo Ci wykrztusic: jestes fantastycznym czlowiekiem...?
Dlaczego mimo to nie byles gotowy, by sprobowac mnie poznac...?
Dlaczego nie bylo Ci zal nieszczesliwie zakochanej, tylko okazalales niechec,
impertynencje, zlosliwosc...?
Dlaczego tyle lat jestes nieszczesliwy z jakiegos powodu i nie probujesz tego
zmienic...z ktoras z setek zainteresowanych Toba...?
Dlaczego jestes sam ?
    • Gość: aniołek Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.udn.pl 13.02.05, 15:48
      widocznie jeszcze nie dojrzał do związku
      • Gość: ona Re: Aniołek IP: *.cn.com.pl 13.02.05, 20:23
        do zwiazku ze mna czy w ogole.....?
        • Gość: aniolek Re: Aniołek IP: *.udn.pl 14.02.05, 15:57
          wogóle
    • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 13.02.05, 16:10
      Ale pytania....z tych powalających...

      > Dlaczego tak ciezko bylo Ci wykrztusic: jestes fantastycznym czlowiekiem...?

      Co za problem, powiedzieć komuś, że jest fantastyczny...każdy z nas taki jest.
      Może nie znał tego słowa i okazywał to jakoś inaczej? Może to Ty nie znasz jego
      "języka"?

      > Dlaczego mimo to nie byles gotowy, by sprobowac mnie poznac...?

      Nie wiem, ile masz lat, ale w pewnym wieku wiadomo już, że o zaskoczenia trudno.

      > Dlaczego nie bylo Ci zal nieszczesliwie zakochanej, tylko okazalales niechec,
      > impertynencje, zlosliwosc...?

      Oczekiwałaś żalu czy miłości, przyjaźni? Do tych uczuć nie dochodzi się poprzez
      litość.

      > Dlaczego tyle lat jestes nieszczesliwy z jakiegos powodu i nie probujesz tego
      > zmienic...z ktoras z setek zainteresowanych Toba...?

      Interesujący wniosek i chyba błędny...samotność (bycie samemu) to nie
      nieszczęście. Z dwojga złego wolę to, niż przebywanie z kimś, kto mnie zupełnie
      nie rozumie.

      > Dlaczego jestes sam ?

      Może nie spotkał noikogo tak interesującego, jak on :D
      • Gość: a. Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.05, 16:21
        Złośliwiec jeden się znalazł.
        Nie widzisz, że dziewczyna jest zauroczona i pisze do kogoś?
        Nie to jest ważne czy odczyta to jakiś jej znajomy czy nie, ale to,że "Ona"
        będzie hodować w sobie nadzieję.
        Mnie osobiście podoba się post "Onej".
        pzdr,
        a.
        • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 13.02.05, 16:47
          > Złośliwiec jeden się znalazł.

          Dobrze, że jeden a nie kilku. :D

          > Nie widzisz, że dziewczyna jest zauroczona i pisze do kogoś?

          Czasem mały kubeczek zimnej wody jest bardzo przydatny w zauroczeniach.

          > Nie to jest ważne czy odczyta to jakiś jej znajomy czy nie, ale to,że "Ona"
          > będzie hodować w sobie nadzieję.

          A na co?

          > Mnie osobiście podoba się post "Onej".

          Tak, taki z głebi targanego wichrami serca płynący.
          • Gość: a. Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.05, 17:00
            Gość portalu: gb napisał(a):

            > > Mnie osobiście podoba się post "Onej".
            >
            > Tak, taki z głebi targanego wichrami serca płynący.

            Masz coś przeciwko takim postom ?
            Moim zdaniem wyróżniają się one prawdziwością wzruszeń.
            Poza tym wpis "Onej" jest jak najbardziej na czasie.



            • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 13.02.05, 17:16
              Nie mam absolutnie nic przeciw takim postom i zgadzam się, że stan zauroczenia
              jest bardzo piękny i tworzy się wtedy ladne myśli. Pobijesz mnie czy już
              zaniechałeś/łaś?
        • Gość: ona Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.cn.com.pl 13.02.05, 21:47
          Hoduje , hoduje i hodowac bedzie dopoki wybrany on tego nie przerwie... I
          niestety nawet GB nie ma na to wplywu...;)
          Dziekuje A. za zrozumienie i slowa sympatii:)
          Rowniez pozdrawiam i milego jutrzejszego zwlaszcza zycze...
      • Gość: ona Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.cn.com.pl 13.02.05, 21:20
        "Ale pytania....z tych powalających..."
        Hmmm, skoro z podlogi musiales sie zebrac na odpowiedzi...juz rozumiem srednia
        ich adekwatnosc...
        "Co za problem, powiedzieć komuś, że jest fantastyczny...każdy z nas taki jest.
        > Może nie znał tego słowa i okazywał to jakoś inaczej? Może to Ty nie znasz
        jego
        > "języka"?"
        A jesli nie sugerowalam oczekiwan? Jesli zapytalam tylko, co o mnie mysli?
        Jesli sam sobie wybral to slowo? I jesli tak mysli to czemu cedzil je przez
        zeby, skoro to faktycznie zaden problem sypnac komus komplementem?
        "Nie wiem, ile masz lat, ale w pewnym wieku wiadomo już, że o zaskoczenia trudno
        > ."
        Ano wlasnie: czy po usłyszeniu:"jestes fantastycznym czlowiekiem" nie mozna
        ulec nadziei na happy end i zapytac: czy to znaczy, ze chcesz mnie blizej
        poznac? I....po odpowiedzi: nie jestem jeszcze gotowy...wlasnie jednak byc po
        cichu takze zaskoczona i brakiem logiki i ...jego metryka wlasnie...
        "Oczekiwałaś żalu czy miłości, przyjaźni? Do tych uczuć nie dochodzi się poprzez
        > litość."
        Wiec nalezy taka nie-kandydatke na blizsze poznanie zdeptac arogancja?
        Oczekiwalam ludzkiego podejscia...:uczciwego wyjasnienia, ktore nie
        padlo...jesli to za duzo, okazania choc troche sympatii, zrozumienia i
        pokojowego zakonczenia rozmowy.
        A .....zal wobec kajajacej sie, zazenowanej, zawiedzionej...bylyby chyba
        ludzkim odruchem w strone przyjazni...
        • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 13.02.05, 21:55

          > "Ale pytania....z tych powalających..."
          > Hmmm, skoro z podlogi musiales sie zebrac na odpowiedzi...juz rozumiem srednia
          > ich adekwatnosc...

          Nie miałam na mysli podłogi...pytania są bezpośrednie.

          > "Co za problem, powiedzieć komuś, że jest fantastyczny...każdy z nas taki jest.
          > > Może nie znał tego słowa i okazywał to jakoś inaczej? Może to Ty nie znas
          > z
          > jego
          > > "języka"?"
          > A jesli nie sugerowalam oczekiwan? Jesli zapytalam tylko, co o mnie mysli?

          Powiem Ci co ja myślę, możesz wziąc to pod uwagę, jeśli chcesz...nie umiałabym
          odpowiedziec na pytanie zadane wprost..."co o mnie myślisz?" Nie rozumiem takich
          pytań. Nie wiesz, co o Tobie myśli? Przecież jakoś się do Ciebie odnosi, w
          konkretny sposób traktuje, patrzy na Ciebie...nic Ci to nie mówi?

          > "Nie wiem, ile masz lat, ale w pewnym wieku wiadomo już, że o zaskoczenia trudno

          > Ano wlasnie: czy po usłyszeniu:"jestes fantastycznym czlowiekiem" nie mozna
          > ulec nadziei na happy end i zapytac: czy to znaczy, ze chcesz mnie blizej
          > poznac? I....po odpowiedzi: nie jestem jeszcze gotowy...wlasnie jednak byc po
          > cichu takze zaskoczona i brakiem logiki i ...jego metryka wlasnie...

          Oczekiwałaś deklaracji. To zależy w jakim kontekście było to powiedziane...ta
          wymiana zdań.


          > Wiec nalezy taka nie-kandydatke na blizsze poznanie zdeptac arogancja?
          > Oczekiwalam ludzkiego podejscia...:uczciwego wyjasnienia, ktore nie
          > padlo...jesli to za duzo, okazania choc troche sympatii, zrozumienia i
          > pokojowego zakonczenia rozmowy.
          > A .....zal wobec kajajacej sie, zazenowanej, zawiedzionej...bylyby chyba
          > ludzkim odruchem w strone przyjazni...

          No cóż...może to on był zażenowany lub zaskoczony rozwojem sytuacji, moze nie
          oczekiwał takiej gotowości z Twojej strony. Gdy pomyślę o swoich reakcjach, gdy
          mnie ktoś zachwyci, to też mogłyby one byc odebrane jako deklaracja dalszego
          ciągu a to jest tylko reakcja na daną sytuację. Nie znam Was, więc nie przejmuj
          się tym, co napisałam, patrze przez pryzmat swoich doświadczeń, które zupełnie
          mogą nie przystawac do Twojej sytuacji.
          • aniolek82 Re: Dlaczego jestes sam...? 14.02.05, 16:39
            Gość portalu: gb napisał(a):

            >
            Nie wiesz, co o Tobie myśli? Przecież jakoś się do Ciebie odnosi, w
            > konkretny sposób traktuje, patrzy na Ciebie...nic Ci to nie mówi?
            >
            nie wystarczy przeanalizowac sposób w jaki on cie traktuje. Są osoby ktore
            wszystkich naokoło tratują w sposób miły, są czarujące, rzucają komplementami,
            flirtują... Ze wszystkimi , niezaleznie od tego czy cos czują do drugiej osoby
            czy nie...
            • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 14.02.05, 19:12
              Nie o czarujący sposób bycia mi chodzi, ale o taką szczególną troskliwość,
              uwagę, której nie okazuje się komuś innemu...to widać, gołym okiem.
              • aniolek82 Re: Dlaczego jestes sam...? 14.02.05, 19:46
                nie wiadomo czy on przejawia taką szczególną troskliwość... to wie tylko ona...
                i chyba lepiej ze go zapytala co o niej mysli
                • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 14.02.05, 20:35
                  Może ona nie potrafi dostrzec gestów i spojrzeń przeznaczonych tylko dla niej.
                  Oczywiście może tak być albo nie, ale raczej nie zadalabym pytania dotyczącego
                  mojej osoby, dobre wychowanie uczy nas klamstwa. A moze po prostu na takie
                  pytanie bylo za wczesnie? Dla mnie sytuacja i rozżalenie na jej tle, są dziwne.
                  • aniolek82 Re: Dlaczego jestes sam...? 14.02.05, 21:51
                    czsaami takie gesty trudno jest rozpoznać , a na pewno - łatwo jest je żle
                    zinterpretować. A czy na takie pytania było za wczesnie? hmm być może... ale
                    nawet gdy było to za wcześnie - druga osoba powinna odpowiedzieć szczerze,
                    nawet gdy do końca nie rozumiala swoich uczuć. I nie ma w tym rozżaleniu nic
                    dziwnego... ona nastawiła sie na coś innego...i rozczarowała sie...
                    • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 14.02.05, 22:29

                      > czsaami takie gesty trudno jest rozpoznać ,

                      Troszkę sie tu uprę...nie sadzę by trudno je było rozpoznać, to po prostu widać.

                      a na pewno - łatwo jest je żle
                      > zinterpretować.

                      To owszem, mozna puścic wodze wyobraźni i sie zagalopować, ale...zawsze tez
                      można wrócic do poprzedniego miejsca.

                      A czy na takie pytania było za wczesnie? hmm być może... ale
                      > nawet gdy było to za wcześnie - druga osoba powinna odpowiedzieć szczerze,
                      > nawet gdy do końca nie rozumiala swoich uczuć.

                      Nie zgadzam się. Wyobrazilam sobie sytuację, kiedy jest mi z kimś sympatycznie i
                      miło i raptem pada pytanie o uczucia. Przyznam, ze bym zdębiala troszkę. Nie
                      jestem zwolenniczka deklaracji.

                      I nie ma w tym rozżaleniu nic
                      > dziwnego... ona nastawiła sie na coś innego...i rozczarowała sie...

                      Dlaczego się rozczarowała? Jeżeli jest jej dobrze z tym człowiekiem, to niech
                      tak będzie. Nikt nikomu przecież nie jest w stanie dac gwarancji na uczucia. Ot
                      tak sobie prosto myślę.
                      • aniolek82 Re: Dlaczego jestes sam...? 14.02.05, 22:41
                        owszem , mozna wrócić do poprzedniego miejsca, pod warunkiem ,ze wiemy że nasze
                        uczucia są nieodwzajemnione. A żeby sie o tym dowiedzieć, trzeba o to drugą
                        osobe zapytać. A życie w niepewności jest jeszcze gorsze niż życie w iluzji,
                        wyobrażając sobie że ten ktoś może jednak mnie kocha... ale nie będąc pewnym
                        • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 14.02.05, 22:53
                          W tym własnie problem, ze nasze uczucia są trudne do określenia. Pytanie nic
                          tutaj nie da...jeżeli nam z kimś jest dobrze, to po co pytać? Piszesz, zycie w
                          niepewności? Nigdy nie żyłam w pewności :) Ty wiesz, jakie to byłoby okropne?
      • Gość: ona Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.cn.com.pl 13.02.05, 21:39
        i c.d:

        "Interesujący wniosek i chyba błędny...samotność (bycie samemu) to nie
        > nieszczęście. Z dwojga złego wolę to, niż przebywanie z kimś, kto mnie
        zupełnie
        > nie rozumie"
        Typowe objawy podlego nastroju na codzien plus zazdrosne spojrzenia na pary i
        determinacja w poszerzaniu kregu znajomych...przy znajomosci jego zapatrywan na
        szczeliswe zycie...chyab jednak sugeruja, ze samotnosc jednak moze
        unieszczesliwic...Skoro tlumy kobitek chca to zlamac, czemu brak prob z jego
        strony? Moze jakas jednak zrozumie, gdy dostanie na to szanse?
        "Może nie spotkał noikogo tak interesującego, jak on :D"
        Rzeczywiscie sporo w nim narcyza...Ale tego uroslego na kompleksach raczej niz
        swym uwielbieniu...wiec jednak mam nadzieje,ze potrzeba bliskosci sie
        przebije...
        • Gość: gb Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.toya.net.pl 13.02.05, 22:32
          "Interesujący wniosek i chyba błędny...samotność (bycie samemu) to nie
          > > nieszczęście. Z dwojga złego wolę to, niż przebywanie z kimś, kto mnie
          > zupełnie
          > > nie rozumie"
          > Typowe objawy podlego nastroju na codzien plus zazdrosne spojrzenia na pary i
          > determinacja w poszerzaniu kregu znajomych...przy znajomosci jego zapatrywan na
          >
          > szczeliswe zycie...chyab jednak sugeruja, ze samotnosc jednak moze
          > unieszczesliwic...Skoro tlumy kobitek chca to zlamac, czemu brak prob z jego
          > strony? Moze jakas jednak zrozumie, gdy dostanie na to szanse?

          Do ciekawych wniosków doszłaś. Jezeli jesteś tak spostrzegawcza i potrafisz tak
          analizować, to nie widzę problemu ze znalezieniem recepty na tę szansę dla siebie.

          > "Może nie spotkał noikogo tak interesującego, jak on :D"
          > Rzeczywiscie sporo w nim narcyza...Ale tego uroslego na kompleksach raczej niz
          > swym uwielbieniu...wiec jednak mam nadzieje,ze potrzeba bliskosci sie
          > przebije...

          Tego Ci zycze. Każdy z nas tej bliskości potrzebuje i wcale nie jest trudno ją
          osiągnąć, gorzej z utrzymaniem. Jesteś rozsądna i myślisz, więc będzie dobrze,
          na pewno :-) Moze uciekać, ale jeżeli dostrzeże Twoje konsekwentne działania, z
          pewnością dojdzie do wniosku, że nie chcesz go osaczyć.
          Mam nadzieję, że nie uraził Cię żartobliwy ton mojej poprzedniej odpowiedzi?
          • Gość: ona Re: GB IP: *.cn.com.pl 15.02.05, 22:59
            jasne, ze nie urazil - dziekuje za zaangazowanie w odp.Ale myslenie....to chyba
            ostatnie, co angazuje w zwiazku z ww sytuacja...Znaczy.....co ma decydujacy
            glos...niestety
    • Gość: nikt Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.cable.ubr05.dals.blueyonder.co.uk 14.02.05, 23:55
      samotnosc wcale jest okrutna i nie sadze, aby ktokolwiek wybieral ja swiadomie;
      czasami czlowiek czuje sie kompletnie do niczego, brak mu poczucia wlasnej
      wartosci, az w koncu dochdzi do krawedzi.. sam jestem w tym miejscu, z ktorego
      nie widac prostego wyjscia;
      chcesz krzyczec i boli cie to, ze ranisz ta druga osobe, ale wydaje ci sie, ze
      nie potrafisz postepowac inaczej jak tylko uciekac od ludzi; pragnienie
      dzielenia siebie z innymi ludzmi i strach przed..?(czym) sprowadzaja cie na
      granice wyczerpania emocjonalnego;
      czy jest na to lekarstwo?/
      • Gość: a. Re: Dlaczego jestes sam...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 00:05
        Po pierwsze zaprzestań walki ze samym sobą.
      • Gość: ona Re: Nikt IP: *.cn.com.pl 15.02.05, 23:45
        dokladnie tak sie czuje...
        malo tego...mysle, ze on czuje sie podobnie....
        mnie pomogloby szczere wyznanie z jego strony: zapewnienie o akceptacji,
        sympatii, okazanie ciepla...mysle, ze pozwoliloby pokonac te cala niewdzieczna
        reszte we mnie...
        myslalam, ze moze on tez tego potrzebuje...probowalam przekazac, jaki jest dla
        mnie wazny...i albo zbyt nieudolnie, albo on tego nie potrzebowal( ode mnie? w
        ogole?)...bo w efekcie oddalilismy sie od siebie...
        drogi Nikt'osiu: nie sadzisz, ze sila czyjejs milosci bylaby lekiem.......?
        spokojnej nocy...
        • Gość: hahaha Re: Nikt IP: *.chello.pl 17.02.05, 16:09
          hahahahaha
Inne wątki na temat:
Pełna wersja