Gość: kokaina
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
16.06.02, 17:35
czesc,
Postanowiłam dorzucić pare moich przemyśleń do tego wirtualnego światka. A
moze po prostu chce wykrzyczec to, co tak mnie boli!
Mianowicie: ta cholerna męska niedojrzałość, niemożność podjęcia oczywistych
decyzji...Tak, same banały!
Pewnie wszyscy o tym dokladnie wiemy, bo takie dupki (sorry) spotyka się na
kazdym kroku.
Piszę tutaj, bo ON to czasami czytuje. Moze sie natknie na moj desperacki
liscik i odpowie w tej samej formie.....zobaczymy...
Coż...zycie kreci się dalej, a ja wciąz tkwie w martwym punkcie.
POznalam najwiekszą milość mojego zycia. Hm....to takie uczucie, ktore dodaje
energii, kiedy sie czuje, ze nie stąpa sie po Ziemi tylko unosi ponad nią. Dla
NIEGO było chyba to samo. Mowił, że nie może beze mnie zyć, że jest uzalezniony
jak od kokainy:)) Ze to własnie ja...i masę podobnych bzdur.
To była i nadal jest OGROMNA MIŁOŚC. Tylko jest mały, naprawdę malutki problem:
jest nas czworo. ON, ja, jego narzeczona, mój narzeczony. Zapytacie o co w tym
wszystkim chodzi...
Odpowiedz jest bardzo prosta: z obydwu stron wieloletnie, nieudane zwiazki.
Zero emocji, tylko wspolne sprawy i pare razem przezytych lat.Zero zobowiązań.
Czy to mozna polozyc na wagę razem z nieprzecietnym uczuciem??? Z całkowitym
dopasowaniem na wszystkich płaszczyznach??
Przeciez ludzie są ze sobą, odchodzą. Ja odeszłam, chciałam, zeby wiedział, że
to co czuję do NIEGO nie jest tylko zwyklym oczarowaniem. Tamta tez odeszła,
albo raczej odtracił ją.
I bylismy razem. To była najfajniejsza zima w moim zyciu. Wszystko nabrało
niesamowitych kolorów, zapachów. Bylo nieprzecietnie!! Nie chciało nam się
pracować, nic robić. Liczyłam kazdą sekundę do spotkania z nim. Były jakies tam
wspolne plany...a moze tak mi się tylko wydawało???
I zaczęła się walka. Tamta za wszelką cenę chciała wrócic, ja, jak zostałam
odrzucona, zaręczyłam się z moim byłym/aktualnym narzeczonym.
I zapadla martwa cisza miedzy nami. Tylko ukradkowe spojrzenia i odpowiedzi
połsłowkami.
Az do pewnej soboty, kiedy znow mielismy okazje pogadac, przytulic sie do
siebie.
I ZNOW WSZYSTKO WROCILO!!!
Nie tylko z mojej strony!! Znów te deklaracje, ze tylko TY, ze jestem od ciebie
uzalezniony, bez ciebie wegetuję...itd
Znow jakies plany.....slub??????
I znow rozczarowanie, wątpliwosci.
" bo nie mozemy krzywdzic tamtych, bo to pomyłka, bo nie jestem na tyle silny,
aby zakonczyc wieloletni związek"
NIE JESTES???? A MYŚLISZ, ZE JA JESTEM NA TYLE SILNA, ZEBY PO RAZ KOLEJNY
PRZEBUDOWAC SOBIE ZYCIE, ZMIENIC MOJE ZASADY, SCHOWAC DO KIESZENI AMBICJE I
ZAPOMNIEC O TEJ MIŁOŚCI???
PRZEJŚC Z TYM DO PORZĄDKU DZIENNEGO I PATRZEC NA CIEBIE JAKBY NIGDY NIC SIE NIE
STAŁO??
NIE ROZUMIESZ, ZE W TEN SPOSOB CIERPIA CZTERY OSOBY???
DOBRZE WIESZ, ZE NIE MOZNA POSWIECAC SIĘ DLA UTOPII.
Hm.............to było do niego!!!
Nie wiem czy ON to przeczyta, a jesli, to czy to zrozumie.
Nic juz nie wiem. Co ja mam mu jeszcze powiedziec, czy moze dac sobie spokoj i
nie patrzec nawet w JEGO stronę....A moze cały czas powinnam walczyc, walczyc o
cos, co naprawde warte jest kazdego poswiecenia...
"Miłośc jest jak drobny deszcz. Kiedy w nim idziesz, nie wiesz, że pada. Gdy
przychodzisz do domu jestes przemoczony do samego serca"
Pamiętasz??
U mnie ciągle pada....