mock
23.06.02, 15:17
Wczoraj przez pięć godzin słuchałem opowieści, jak wyglądał ostatni tydzień jej
życia. Z najdrobniejszymi szczegółami i praktycznie bez przerwy. Gdzieś koło
trzeciej godziny padło tylko pytanie „Czy ja Cię nie zanudzam? Prawie nie daję
Ci dojśc do słowa”. I wszystko zaczęło się od nowa.....
Z dziewczyną, z którą poprzednio się umówiłem było tak samo. Co gorsza, byliśmy
wtedy na imprezie z kilkunastoma osobami z jej studiów, więc ich opowieści o
swoich zaliczeniach i kolokwiach były po prostu straszne i razem ze mną nudziła
się cała reszta ludzi z zewnątrz. Jak mi się już udało usiąść z nią na
osobności, to dalej nawijała tylko o swoich pracach zaliczeniowych. W sumie
około 4 godzin.
Nie wiem, jak Wam, ale mnie to odbiera ochotę do wszystkiego i po jakimś czasie
powoduje tylko bierne potakiwanie, odprowadzenie do domu,
powiedzenie „dobranoc” i zaśnięcie w swoim łóżku po długim ziewaniu. A może ja
mam za duże wymagania? A może mi się tylko wydaje, że to jest nudne? A w ogóle,
to co to oznacza, gdy kobieta tak mówi i mówi bez przerwy?????