Gość: mlemoniada
IP: *.MAN.atcom.net.pl
17.07.02, 11:32
chciałabym opowiedzieć wam historię pewnej znajomości... a własciwie jej
koniec.
dwa tygodnie temu zostałam prawie zgwałcona przez moją
koleżankę. ona była ze swoim chłopakiem u nas (tzn u mnie i mojego mężczyzny)
na imprezie... . z braku łóżek no i dlatego, że była moja siostra spałyśmy we
trzy. ja w środku... ta koleżanka, nazwijmy ją M... nawet sobie nie
wyobrażacie
co wyprawiała. nagle stała się bardzo silna, zaczęła mnie całować, wkładać
rękę
w majtki. sapać mi prosto do ucha, to było obrzydliwe. ohydne. straszne. może
nie uwierzycie, ale nie mogłam się ruszyć. leżałam jak sparaliżowana. nie
byłam
w stanie nic zrobić. ktoś z was może powiedzieć, że przesadzam, że zawsze
można
powiedzieć "nie". otóz nie! to nie jest takie proste.
wcześniej wydawało mi sie, ze seks z dziewczyną mógłby być całkiem ok. nie
ciągnęło mnie do tego, ale czasem
żartowałam sobie, ze jestem bi. dopiero jednak kiedy doświadczyłam tego na
własnym ciele (w przenośni i dosłownie) jestem pewna, że juz nigdy na coś
takiego nie pozwolę. i nie pozwolę też na głupie żarty ani sobie ani moim
znajomym.
a co z M.?
wątpię, żebyś utrzymały tę znajomość. ja chyba tego nie chcę. poza tym, nie
umiałabym spojrzeć w oczy jej chłopakowi... czy on o tym wie? to pytanie
dręczy
mnie do dziś dnia. tamten wieczór i noc na zawsze zapamiętam.
czy myślicie, że milczenie załatwi cokolwiek?
nie wiem co robic. może powinnam jej pomóc? może ona ma naprawdę wielki
problem? pamiętam, jak jakiś czas temu mówiła mi , że pomiędzy nia i
chłopakiem nie układa się, nie chciała mi jednak powiedziec, o co konkretnie
chodzi. może juz wtedy dawała mi do zrozumienia, że ona jest lesbijką?
co o tym myślicie.
help.
pozdrowka