sam78
28.09.05, 22:59
Wiem, pytanie postawione w tytule jest trywialne, ale ciekawi mnie, co
poradzilibyście samotnemu dwudziestosiedmiolatkowi, któremu coraz bardziej
zaczyna doskwierać samotność.
Zamieszkały w Warszawie, po studiach (w trybie dziennym, na państwowej
uczelni), w trakcie studiów doktoranckich (w międzyczasie odbyty zagraniczny
staż stypendialny), średnio zarabiający. Niestroniący od imprez, unikający
jednak jak diabeł święconej wody uważających się za "trendy" "plastikowych"
panienek (z kolei zbyt staroświeckie, surowo wychowane panny też raczej
odpadają). Niepalący, ale bynajmniej niewylewający za kołnierz. Uwielbiający
dobrą książkę, czasami film, ale niechodzący częściej niż raz w roku (albo i
rzadziej...) do teatru (czyżbym jedak był prymitywnym chamem?). Średnio
(czytaj: chyba niezbyt) przystojny, grubawy (ale nie spasiony!), średniego
wzrostu (180 cm), średnio wysportowany. Lubiący bliższą i dalszą turystykę.
Błagam, tylko nie piszcie, żebym szukał w bibliotece;)