I co ja mam zrobić?

07.10.05, 10:52
Cześć, może mi ktoś coś mądrego doradzi.

Związek w którym tkwię trwa już 7 lat. Na początku było spontanicznie,
fajnie, a potem nagle okazało się, że zaczynamy się powoli rozmijać.
zasadniczo czasu dla siebie mieliśmy jakoś mniej. Trzy lata temu kupiłem
mieszkanie do którego wprowadziliśmy się będąc wolnym związkiem. Ja od
początku chciałem założyć rodzinę, mieć dzieci i wszelkie takie sprawy - 27
wiosen już mam no i czuję z każdą chwilą coraz większą potrzebę zostania
tatusiem i wszystkiego co się z tym wiąże. Problem w tym, że o ile z czasem u
mnie takie potrzeby narastały, o tyle u Niej - malały. Po pójściu do pracy
wszystko poza pracą zeszło na drugi plan - kariera, kariera i jeszcze raz
kariera. No a przy tym też kasa - to się stało okropnie ważne. Rok temu
dostała dobrą propozycję pracy we Francji. Umówiliśmy się, że ją przyjmie i
pojedzie, ale na nie więcej niż rok. Rok mija, a ja włąśnie u niej niedawno
byłęm. No i dowiedziałem się, że zaczęło Jej się naprawdę podobać, że rozważa
czy tam dłużej nie zostać. ZERO pytania co ja o tym myślę... No i potem
zaczęł się rozmowa, z której wynikało mniej więcej tyle, że Ona nie czuje się
szczęśliwa, że ma wątpliwości i gdyby teraz miała się np. ze mną "mężyć" to
nie byłaby przekonana... Na moje konkretne pytanie "zatem co?" w zasadzie
dostałem odpowiedź z któej wynikło, że może ja sobie w tej Polsce a ona w tej
Francji jakoś zaczniemy żyć osobno. Wróciłem. No i kolejny tydzień, a nawet
już prawie dwa, dostaję SMSy, telefony i maile takie jakby nigdy nic.
Wreszcie zadałem konkretne pytanie o co chodzi, dowiedziawszy się, że Ona
planuje przyjechać do Polski żeby pogadać. No więc zmieniła zdanie i chce
rozmawiać o problemach w naszym związku. W jakimś tam kolejnym, nie wiem
któym, mailu zaproponowałem żebyśmy może wyjaśnili sobie co dla nas jest
problemem i jak widzimy swoją przysżłość - może coś się da w tych kwestiach
ustalić. Może jestem niedobry, ale dla mnie podstawową kwestią jest to, że
związek nie polega na współegzystencji w odległości kilku tysięcy kilometrów
od siebie i jest przynajmniej o milimetr ważniejszy od kariery zawodowej. A
ona - po długich wyciąganiach - że nie chce teraz stamtąd wracać jeszcze, bo
dopiero zaczęło jej iść, zaczyna coś w tej cholernej pracy osiągać...

No i nie wiem co mam zrobić. Czuję się trochę oszukany - od ZAWSZE mówiłe, że
ja z Polski nigdy nie planuję wyjechać, Ona wiedziała o tym od początku.
Nadarzyła się okazja takiej pracy - ustaliliśmy (choć nie byłem z tym
szczęśliwy), że rok. A tu nagle się okazauje, że może dłużej... a jaką ja mam
gwarancję, że potem się nie okaże, że jeszcze dłużej? I tak mi to życie
ucieknie, a boję się, że nawet jak Ona wróci, to materiał z niej na żonę i
matkę może być oporny, bo kariera jest dla Niej numer jeden. Ja nie chcę żony
kucharki czy rozpłodowej krowy, jak to niektórzy określają, ale trudno mi
sobie wyobrazić nie mieć normalnej rodziny i jakoś nie pojmuję jak to jest,
że prawie nigdy Jej nie zdarzy się np. zrobić z własnej woli obiadu czy
sprzątnąć, bo jest wiecznie zmęczona. Ja rozumiem, ale jak się siedzi po
kilkanaście godzin w pracy to się z definicji jest zmęczonym... Wakacje - tak
samo: większa aktywność = opór materii ("nie chcę zmęczona wracać z
wakacji"). Czy takie coś można jakoś zwalczyć? Bo nie jest dla mnei problemem
zrobić samemu obiad czy nawet iść na miasto coś zjeść - żaden kłopot. Ale
chodzi o sam fakt, a nie o cholernego kotleta!

No to doradźcie mi proszę: co ja mam zorbić? Powiedzieć "nie dziękuję"?
Namawiać do powrotu? Poszukać kogoś innego? A jeśli kogoś innego, to czy
istnieją na tym świecie jeszcze kobiety, które są w wieku zbliżonym (jakieś
do 28), gdzieś tam pracują, ale praca nie jest dla nich (tak jak i dla mnie)
fetyszem, są inteligentne, czasu nie spędzają tylko na gniciu przed
telewizorem, a wakacji tylko na leżeniu na plaży albo piciu kolejnej kawki, a
do tego jeszcze są wolne i niebrzydkie (=nie koniecznie bardzo piękne, ale
nie pozostające w samotności tylko z uwagi na swoją fizyczność?). Czy też
może już wszystkie kobiety w tym wieku, które są jakoś wykształcone i jakoś
wyglądają (przepraszam, nie chcę nikogo urazić, ale jakoś nie sklada mi się
ładniej) nie widzą świata poza pracą?

Pozdrawiam wszystkich wątpiących (i niewątpiących też),
toytoyek
    • pistolett Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 11:01
      Kto z gory we wszystko wierzy,ten sie zazwyczaj dopiero z dołu o wszystkim
      przekonuje.....Jeśli czas jest lekarstwem na wszystko ,to trzeba je brac
      systematycznie......poczekasz zobaczysz nie panikuj daj sobie czas na
      przemyslenie za i przeciw.
    • fankaksiegowego Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 11:02
      SĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄ !!!!!!!!!!!!!!

      NA PRZYKŁAD JA, ALE TY CHYBA JESTEŚ W GŁĘBI DUSZY BARDZIEJ KOBIETĄ... A ONE
      MNIE NIE POCIAGAJĄ....

      SORY, ALE CZYTAJĄC TWOJEGO POSTA, MIAŁAM WRAŻENIE, CHOĆ BARDZO MI SIĘ PODOBAŁ,
      ŻE NAPISAŁA GO KOBIETKA !!!

      BEZ URAZY, MOŻE TO WINA OBECNYCH CZASÓW.....
      • tapatik Możesz to rozwinąć? 29.11.05, 09:24
        Czy jeśli facet jest wrażliwy to jest kobietą?
    • bestyika Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 11:08
      kachasz ją?
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:04
        Hmmm...

        Co do tego, że w głębi duszy jestem kobietą to może tak: jeśli to, że chce się
        założyć rodzinę i fakt, że robienie kasy nie jest najważniejsze określa płeć
        jednostki to pewnie jestem kobietą. Jeśli natomiast decydują o tym inne cechy,
        jak choćby konstrukcja anatomiczna, to pewnie nie jestem. Tak mi się
        przynajmniej wydaje - profilaktycznie właśnie sprawdziłem organoleptycznie, że
        tak powiem. Hm, nie jestem. Jeśli jednak jestem to z pewnością lesbijką, z
        uwagi na zainteresowanie płcią żeńską (przeciwną?) nie zaś męską, z którą
        chętnie konsumuję różne rzeczy, ale nie związki. Ale frapuje mnie co dokładnie
        jest powodem domniemań w tej akurat kwestii?

        A co do tego czy kocham... No i w tym problem, że się zaczałem zastanawiać w
        jakim stopniu to miłość, a w jakim przywiązanie po tylu latach związku. I nie
        bardzo wiem po czym to poznać, bo takich doświadczeń jeszcze nie miałEM (z
        podkreślnikiem na EM, nie AM - chyba...)
        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:09
          Ha, właśnie przeczytałem jeszcze raz mojego posta (tego z którego wynika, że w
          głębi duszy jestem kobietą) i pokrzepiony spożytym właśnie piwem w ilości
          większej od 1 stwierdzam, że faktycznie jakiś niemęski wyszedł. No ale nic to -
          jaki wyszedł, taki wyszedł. Chyba dość wiernie opisuje problem.
          • kassiasty Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:14
            toytoyek napisał:

            > Ha, właśnie przeczytałem jeszcze raz mojego posta (tego z którego wynika, że
            w
            > głębi duszy jestem kobietą) i pokrzepiony spożytym właśnie piwem w ilości
            > większej od 1 stwierdzam, że faktycznie jakiś niemęski wyszedł. No ale nic
            to -
            >
            > jaki wyszedł, taki wyszedł. Chyba dość wiernie opisuje problem.

            Znam ten problem z moja byla. Jej tez spodobal sie "Zachod"
            A ja nie chcialem wyjezdzac. I rozstalismy sie.
            Potem ja "dojrzalem " do wyjazdu, dostalem dobra propozycje i zostalem...
            A ona wyszla za pierwszego lepszego, potem sie rozwiodla i obgryza paznokcie...
            po powrocie do kraju.
            Cos mi sie wydaje, ze i dla tej Twojej, zycie na Zachodzie wazniejsze jest,
            niz Ty.

            Ale jesli ja bardzo kochasz, to nie masz wyjscia, jedz do niej, lub zostaw,
            jesli kraju opuscic nie chcesz.
            • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:22
              > Ale jesli ja bardzo kochasz, to nie masz wyjscia, jedz do niej, lub zostaw,
              > jesli kraju opuscic nie chcesz.

              Oj nie chcę. Ale nawet nie w tym rzecz. Cechy męskie (tak tak,
              fanko_księgowego) objawiają się u mnie daleko posuniętą upartością w pewnych
              kwestiach. I bardzo uparcie nie chcę z Polski wyjechać, dopóki prezydentem nie
              zostanie Lepper, bo to już by było za wiele. Do tego czasu nie chcę, bo: 1) tu
              mam niezłą pracę, tam pewnie zająłbym się serwowaniem frytek albo czymś tego
              typu - pomimo wyższego wykszałcenia i biegłej znajomości języków takich jak ja
              to akurat tam nie potrzebują, ja ich zresztą też nie, 2) tu mam znajomych,
              rodzinę, wszystko co mnie wiąże, poza kobietą oczywiście, 3) nie wiem czy mogę
              być pewien, że jeśli wszystko tu zostawię i tam pojadę niemałym naprawdę
              kosztem (w sensie i finansowym i ogólnym) to wszystko się ustawi jak powinno -
              ot choćby tak jak w Twoim przykładzie... A problem w tym, że o ile przy jej
              zawodzie pracę znajdzie prawie wszędzie bez wielkich problemów (jeśli tylko
              barierą nie będzie język), o tyle w moim przypadku podstawą są kontakty, które
              niestety traci się wyjeżdżając gdzieś na dłużej...

              No właśnie, pytanie czy bardzo kocham - jeśli nie mogę odpowiedzieć twierdząco
              z pełnym przekonaniem to znaczy że nie?
              • kassiasty Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:35
                Ja zostalem "na Zachodzie", tylko dlatego, ze moge tu pracowac w zawodzie
                i zrobilem tu rzeczy, ktorych w kraju nie bylbym w stanie.
                Inaczej, tez w trymiga wracalbym do kraju.
                Wiec i Tobie odradzam taki wyjazd, by zaczynac od sprzedawania frytek.
                Szkoda tracic to, co masz w kraju. Zapewniam Cie - nie oplaca sie.


                Inna psrawa, to ta Twoja kobieta. Gdyby bardzo Cie kochala i potrzebowala,
                to przeciez powiedziala by: przyjezdzaj, ja bede pracowac, a Ty doszkolisz sie
                zawodowo i jezykowo i po 2-3 latach zaczniesz szukac pracy na poziomie.

                Mam przeczucie, ze nie jestes dla niej tym "naj".
                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:47
                  > Inna psrawa, to ta Twoja kobieta. Gdyby bardzo Cie kochala i potrzebowala,
                  > to przeciez powiedziala by: przyjezdzaj, ja bede pracowac, a Ty doszkolisz
                  sie
                  > zawodowo i jezykowo i po 2-3 latach zaczniesz szukac pracy na poziomie.
                  >
                  > Mam przeczucie, ze nie jestes dla niej tym "naj".

                  Kurde, też się nad tym zastanawiam i odnoszę wrażenie, że tak właśnie jest.

                  A tak już zupełnie na marginesie: utrzymać to pewnie ona by mogła i siebie i
                  mnie i jeszcze z pól rodziny za tyle co tam tłucze (a co ja zasadniczo olewam),
                  aczkolwiek językowo to ja się nie mam co doszkalać (znam chyba wystarczająco),
                  a zawodowo - chyba po prostu nie chcę. Jestem chyba nie najgorszy w tym co
                  robię tutaj. Ona kiedyś mnie próbowała namówić żebym tam pojechał na stałe, a
                  przynajmniej na dłużej. Tyle że jak się kończy najpierw kilka lat studiów, a
                  potem przez kilka lat pracuje w danym zawodzie i wyrabia nazwisko i układy
                  (taka praca...) to czy po to, żeby pojechać gdzieś na Zachód i zaczynać od
                  zera? Jasne, że można na to patrzeć tak, że to ja jestem nie fair, bo chcę
                  ograniczyć Jej możliwości rozwoju. Ale można też patrzeć dokładnie w druga
                  stronę. Ja tam się starałem - nie powiedziałem "tu albo wcale" tylko - za
                  obopólną zgodą - ustaliliśmy: rok. No i rok mija...

                  Może to i brzmi jak marudzenie baby, ale faceci miewają te same problemy, tyle
                  tylko że rzadziej o nich mówią.

                  Kassiasty, a znalazłeś tam kogoś na Zachodzie? Czy żyjesz pracą?
                  • kassiasty Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:57
                    toytoyek napisał:

                    Kassiasty, a znalazłeś tam kogoś na Zachodzie? Czy żyjesz pracą?

                    Od poczatku pracuje w zawodzie, ale wiem, ze jestem raczej wyjatkiem wsrod
                    Polakow tutaj.

                    Opisuje Ci ten problem, bo znam fascynacje kobiet "Zachodem"
                    (tu sie zyje duzo w wygodniej, co zwlaszcza dla kobiet jest wazne).
                    Zarowno tamta kobieta, jak i moja obecna zona sa zafascynowane Zachodem.
                    Kilka lat temu mialem znowu dobra propozycje pracy, tylko tym razem w "druga
                    strone" w Polsce. Zona stanowczo odmowila powrotu do kraju, sugerujac ,ze moge
                    jechac sam. Dla dobra rodziny zostalem tu wiec. Ale dlatego Cie ostrzegam.
                    jezeli ta kobieta nie jest Twoim zyciowym przeznaczeniem, to szkoda zostawiac
                    to wszystko, co sobie zbudowales w Polsce.

                    Ale jasne , z pewne sprawy musza dojrzec, zwlaszcza tak skomplikowane.
                    Nie namawiam do podejmowania pochopnych decyzji.
            • robaczek1806 Re: I co ja mam zrobić? 04.11.05, 21:25
              ja moze jestem młoda(17)ale dla mnie już rodzina jest wazna i nie wyobrażam
              sobie zycia bez dzieci. I mnie sie wydaję ze powinieneś sprawę postawić wprost.
              Bo nawet jesli ona wybierze kariera to jest wiele kobiet ktorym zalezy nie
              tylko na pracy. Życze pomyslnego wyjasnienia sparawy. pozdrawiam
        • fankaksiegowego Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:02
          co do Twojej płci - po prostu odniosłam wrażenie, że to jakby domena kobiet
          (przynajmniej do niedawna) chcieć męża, dzieci, rodziny a nie kariery, a Twój
          post to tak, jakby łkanie kolejnej panienki, że jej facet jest pracoholikiem,
          choć u Was zdaje się trochę odwrócone role...

          bez urazy, pozdrawiam i życzę powodzenia
        • Gość: Ania Re: I co ja mam zrobić? IP: 62.233.201.* 10.10.05, 13:11
          Wiesz, ja mam podobne odczucia do Twoich - tyle tylko, że ja jestem kobietą i w
          moim przypadku to Jemu nie bardzo się spieszy ....
          I tak naprawdę to już nie bardzo mi się chce na Niego czekać - ilez można ?
    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:48
      Zrób sobie listę: wszystko to co Was łączy,co dzieli,czego pragniecie od życia?
      Potem ją poczytaj-i odpowiesz sobie na pytanie czy warto wbijać się w lata.
      Nie jest łatwo-i wiem co mówię z własnego doświadczenia tyle że u mnie to mój
      mężczyzna zaplanował mi życie tylko zapomniał mnie zapytać co o tym sądzę.
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:51
        > Zrób sobie listę: wszystko to co Was łączy,co dzieli,czego pragniecie od
        życia?
        > Potem ją poczytaj-i odpowiesz sobie na pytanie czy warto wbijać się w lata.
        > Nie jest łatwo-i wiem co mówię z własnego doświadczenia tyle że u mnie to mój
        > mężczyzna zaplanował mi życie tylko zapomniał mnie zapytać co o tym sądzę.
        >
        I jak: jesteś z nim?

        A co do listy to kiedyś tam, 7 lat temu, zrobiłem sobie taką właśnie listę z
        moją byłą. I jak już ją zrobiłem to podarłem i wywaliłem do kosza, bo
        stwierdziłem, że skoro robię już taką listę, to znaczy że coś jest bardzo nie
        teges i chyba trzeba sobie dać spokój. No i tak się stało.
        • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 13:55
          Oczywiście że nie jestem. Nie można być z kimś komu nigdy już nie zaufam-poza
          tym więcej było tych różnic niż wspólnych cech: pojęcie
          pracy,materializm,jednostronne podejmowanie decyzji-no właściwie podobniej jak
          u Ciebie tyle że mój "ex"był pracoholikiem w Polsce.

          No więc sam widzisz-trzeba było się zastanowić już 7 lat tamu,teraz był byś
          (prawdopodobnie)szczęśliwym człowiekiem...
          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:29
            A, jeśli mogę spytać, po ilu latach (?) związku do tego doszło, ile miałaś
            wtedy lat i co było dalej (z Tobą, nie z nim oczywiście)?

            A co do zastanawiania 7 lat temu - człowiek młody to i nie myśli, zwłaszcza
            studencik...
            • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:45
              Związek trwał tylko jakiś rok tyle że były daleko posunięte plany związania się
              na stałe.Rzecz miała miejsce całkiem niedawno więc ...mam nadal 23
              lata.Pozbierałam się i żyję dalej-bliscy tacy jak rodzina i przyjeciele pomogli
              i jakoś jest...Daleko mi do prób samobójczych i przestałam nagminnie o tym
              myśleć więc można uznać że silna ze mnie osoba i odchodzi w niepamięć(od maja
              do października to nie tak wiele czasu).

              Teraz tylko zastanawiam się czy warto obdarzać zaufaniem bezgranicznie...
              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 14:50
                >
                > Teraz tylko zastanawiam się czy warto obdarzać zaufaniem bezgranicznie...
                >
                NO PEWNIE ŻE WARTO! Niezależnie od wszystkiego. No bo inaczej to co - z
                rozsądku się hajtać??? Albo w ogóle związku nie zakładać żadnego? Albo
                intercyzy spisywać i inne takie?

                Oj, musiał Ci zaleźć za skórę ostro ten facet. Ale nie on jeden na świecie, no
                nie? A plus całej sytuacji polega na tym, że już wiesz że to nie on, a to
                całkiem sporo jak na mój gust.
                • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:05
                  Nie wiem czy z rozsądku-do tej pory wydawało mi się że z miłości(powinno).
                  No chyba że zostanę 40-letnią panną to wtedy zdecydowanie z rozsądku:)

                  A tak na marginesie to nie uważam intercyzy czy ustroju rodzielności majątkowej
                  za nic złego-no ale to już temat na dłuższy "wywód"

                  Cały czas sobie powtarzam że tego kwiatu jest poł światu,ale jakoś kiepsko
                  przemawia to do zranionej duszy.
                  Jasne że za jakiś czas(prędzej czy później) trafi się jakiś miły "klin" i
                  zapomnę całkiem.
                  Wiem już napewno że on to nie on-i nigdy o tym nie zapomnę:)

                  A nie wiem czy zauważyłeś ale z roli pośrednio ofiary(wybacz ale tak najlepiej
                  to nazwać) tego forum stałeś się pocieszycielem-optymistą dla mnie.A to już
                  duży plus...:)
                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:14
                    > A nie wiem czy zauważyłeś ale z roli pośrednio ofiary(wybacz ale tak
                    najlepiej
                    > to nazwać) tego forum stałeś się pocieszycielem-optymistą dla mnie.A to już
                    > duży plus...:)
                    >
                    Heh, dzięki:-) Bo ja taka straszna ofiara to chyba aż nie jestem - ja chyba
                    taki typowy facet w miarę jestem, którego targają czasem wątpliwości i wtedy
                    jest jak ostatnia ofiara. Tylko typowy facet rzadko się z nimi ujawnia, no a ja
                    się właśnie ujawniłem. No przynajmniej tak sobie wmawiam.
                    No i fajnie, bo przynajmniej usłyszałem coś mądrego na temat (a nie "zrób se
                    skok w bok to Ci pomoże" - cytat z kumpla, nota bene wykształcenie wyższe,
                    nauczyciel), a przy okazji dowiedziałem się że jestem kobietą.

                    Ale że warto zaufać bezgranicznie to nie mam wątpliwości. No bezgraniczie to
                    może na razie trudno po jakimś apodyktycznym typie, ale po "klinie" jak mówisz
                    na pewno trafi się jakiś mnieja apodyktyczny i Ci przejdzie - jak moja ex
                    chciała napuścić na mnie swojego kolegę żeby mi dał w szczękę (tak tak - to ja
                    przerwałem ten związek i miała mnie spotkać kara) to też jakoś tak zwątpiłem w
                    potencjał płci przeciwnej, ale potem przeszło.
                    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:19
                      A nie wiesz że posiadanie cech kobiecych(nie podejrzewam Cię z zniewieścienie
                      ale to tak na zapas) to plus u faceta?
                      Bo bo w końcu kto tak dobrze zrozumie kobietę jak nie druga kobieta?...:)
                      Przecież związek dwojga ludzi to układ czysto partnerski-więc zrozumienie to
                      podstawa(i nie mówię tu o zrozumieniu wykrętu"boli mnie główa")
                      A typków którzy prezentują typowo męskie cechy(tylko i wyłącznie)
                      nazywamy ...macho(osobiście uważam że ten typ trąci tandetą):)
                      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:26
                        > A nie wiesz że posiadanie cech kobiecych(nie podejrzewam Cię z zniewieścienie
                        > ale to tak na zapas) to plus u faceta?
                        > Bo bo w końcu kto tak dobrze zrozumie kobietę jak nie druga kobieta?...:)

                        No to fakt, oczywiście zakłądając niezmężnienie dzisiejszych kobiet, co może
                        być pewnym ogranicznikiem. Bo przy zmężnieniu wracamy do punktu wyjścia.

                        > A typków którzy prezentują typowo męskie cechy(tylko i wyłącznie)
                        > nazywamy ...macho(osobiście uważam że ten typ trąci tandetą):)
                        >
                        Przykład Bogusia Lindy jako ideału mężczyzny z Psów i dalszych, jakże świetnych
                        i wiekopomnych dzieł światowej kinematografii, pokazuje, że nie wszyscy
                        (wszystkie) tak uważają...
                        • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:33
                          Generalizowałam a nie powinnam-przepraszam.
                          Ale wiesz co...Boguś L. może i był w 100% facetem ale żeby tak jeszcze "mięsem
                          nie sypał"hehe

                          No właśnie...zmężnienie kobiet-a może ta Twoje kobietka poprostu
                          przejęła "pałeczkę" i chciała wieść prym w domu? No wiesz...ona
                          zarabia,utrzymuje... Znałam takie pary-urodziła mu dziecko bo marudził,ale to
                          on był na wychowawczym,bo musiała wrocić do pracy...

                          Ja niby jestem stereotypowa(w kwestii tego kto zarabia na dom a kto siedzi na
                          wychowawczym)ale zrobienia z siebie kury domowej jak widać nie zniosłam.
                          Uważam że zawsze można wypośrodkować-kobieta powinna pracować co nie znaczy że
                          rodzina cierpi na tym!
                          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:49
                            wiesz, co do pałeczki - no raczej finansowo to chyba nie bardzo tak bylo żeby
                            ona pałeczkę przejęła. Organizacyjnie - jak ja nie będę pamiętał o popłaceniu
                            rachunków czy dokupieniu popsutej żarówki to będziemy siedzieć w ciemności
                            (żarówki padną, prąd wyłączą). A prymu to ona chyba w domu wieść nie chciała-
                            po prostu rozchodziło się o karierę zawodową i zaspokojanie własnych ambicji -
                            rzecz w tym, że chyba tylko własnych...

                            A w kwestii kury domowej to osobiście takiej nie szukam - gosposię można
                            przecież zatrudnić jak się ma za mało czasu i za dużo kasy. Bardziej niż o
                            robienie obiadków chodzi o samo zaangażowanie w istnienie jakiegoś domu. Myślę,
                            że sam gotuję całkiem nieźle (jak na standard męski przynajmniej:-)) i z głodu
                            nie umrę, nie jestem też zainteresowany by moja miłość naprzemiennie gotowała,
                            prała i oglądała meksykańskie seriale, w przerwach karmiąc dzieciaka. Jasne że
                            jakiś złoty środek. Zresztą w pracy widzę sporo koleżanek, które mają normalne,
                            fajne rodziny (a czasem i gromadkę dzieci, choć nie wszytskie), a kariery robią
                            też, tyle że nie po trupach i nie od razu, pewnie podobnie jak i ich faceci.

                            Czy siedzenie codziennie po kilkanaście godzin w pracy (nie wspomnę już że na
                            drugim końcu Europy) jest złotym środkiem?
                            • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:02
                              Zdecydowanie nie.

                              Skoro duża ilość ludzi potrafi połączyć zaspokajanie ambicji a życiem rodzinnym
                              to chcąc można to zrobić.No ale trzeba chcieć...inaczej klapa.
                              Mój serdeczny przyjaciel miał podobnie-kobieta wyjechała do Francji,miała być
                              rok-była 3-rozstali się bo miał dość po czym wróciła bo coś tam się nie udało i
                              miało byc już "cacy"-razem itd itp.Efekt?Drugi rok jest w Polsce i nadal nie są
                              razem bo teraz dla odmiany musi znaleźć pracę tutaj i nie może
                              mieć "obciążenia" bo nie znajdzie...

                              Reasumując:no nie zazdroszczę Ci sytuacji w której jesteś. Ja przyjemniej
                              pozbyłam się złudzeń i nie tkwię w zawieszeniu.

                              A póki co weekend się zbliża więc niedługo trzeba będzie zebrać się z pracy
                              (zdrowe podejście-8 godzin i nie więcej)i udać odpocząć:)
                              Mam niesamowitą ochotę na piwo od dwóch dni... no coś jak zachcianka kobiety w
                              stanie błogosławionym:)
                              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:19
                                Eeee tam - w stanie błogosławionym to byś kiszonego ogórka albo śledzia
                                pożądała najchętniej a nie piwo.

                                A z Wawy jesteś? To jak kiedyś będziesz miała znów wielką ochotę na piwo to daj
                                znać:-)

                                Tia, weekend za pasem - wreszcie:-) Wszystkim o zdrowym podejściu życzę miłego
                                weekenda.
                                • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:30
                                  Dziękuje za zaproszenie ale niestety jestem z Łodzi więc w Warszawie bywam
                                  raczej gościem.

                                  J
                                  • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:31
                                    Oj coś się poprzedni post nie udał.:)

                                    Chciałam tylko dodać że również życzę wszystkim miłego weekendu i do...
                                    zobaczenia na tym forum:)

                                    Pozdrawiam
                                    A.
                                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:32
                                    No to wpadnij kiedyś do Wwy na piwo:-)
                                    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:37
                                      Napewno kiedyś wpadnę(i nie tylko na piwo;))


                                      pa
                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 15:08
                  No i drzewiasta struktura mnie zgubiła - nie zauważyłem, że w międzyczasie
                  pojawiły się odpowiedzi na poprzednie posty i bynajmniej nie wyświetlają się na
                  samym końcu...

                  Kassiasty, to jak tak sobie czytam Twoje posty to stwierdzam, że chyba jakiś
                  bardzo szczęśliwy nie jesteś - tak to przynajmniej brzmi. Coś ten wyjazd na
                  Zachód to nie bardzo ludziom służy. Wyjechać nie wyjadę, na pewno:-)

                  A co do cech kobiecych i męskich, czyli wypowiedzi fankiksięgowego. Ja bardzo
                  sznuję poglądy innych ludzi, ale stwierdzenia, że "mąż jest pracoholikiem" nie
                  uważam bynajmniej za domenę panienek. A CO TU MA PŁEĆ DO RZECZY? To jak facet
                  jest pracoholikiem to kobieta może na nieo narzekać i jest OK, natomiast jak
                  facet się wkurza, że jego kobieta ma ten problem (sorry, dla mnie to jest
                  problem i to nie tylko "współmałżonka", ale i samego nieszczęśnka) to ma cechy
                  kobiece? Toż to jakieś nienormalne chyba. Ja nic na to nie poradzę, że to nie
                  faceci niewieścieją tylko kobiety "mężnieją" - tak przynajmniej ja to widzę. I
                  oczywiście może być tak, że w głębi duszy jestem kobietą, ale raczej fakt, że
                  wnerwia mnie pęd do kariery włącznie z odwiedzaniem biura w niedzielę (i to
                  wcale nie z przymusu) o tym chyba nie świadczy. Dodam profilaktycznie, że o
                  owych wizytach wiem z opowiadań telefonicznych - podczas pobytu w Polsce tego
                  nie było, a piszę o tym żeby uniknąć dywagacji o posiadaniu kochanka czy innego
                  tam kolesia: podejrzewam, że nie posiada, a jeśli nawet to z pobytem w biurze
                  to nie ma nic wspólnego.

                  No i jeśli to tylko o to chodzi w temacie "kobiecości" mojego posta to ja wolę
                  być w głębi duszy kobietą niż pracoholikiem płci męskiej - zwłaszcza, że znam
                  parę przypadków kobiet-pracoholiczek i ich życie wygląda w każdym przypadku tak
                  samo: raczej niefajnie. Tylko one często to kumają dopiero jak już mają dość
                  sporo lat, a wtedy owa niefajność jest jeszcze większa - tak mi się
                  przynajmniej wydaje jak je obserwuję...

                  To ja inaczej sforumłuję pytanie: czy istnieją jeszcze kobiety spełniające opis
                  z pierwszego posta i nieuważające opisanych tu poglądów za
                  niemęskie/nienormalne?

                  Aha, gdyby coś: nie chodzi o szukanie żony. Tak pytam dla zaspokojenia
                  ciekawości, więc będę wdzięczny za odpowiedzi w wymienionej kwestii zwłaszcza.



                  (No chyba, że jakaś żona chce mnie bardzo znaleźć:-))))
                  • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 07.10.05, 16:09
                    Toytoyek, nie uważam, że Twój post brzmiał niemęsko i że w głębi duszy jesteś
                    kobietą. Nie odważyłabym się tak pochopnie oceniać człowieka po jednym liście
                    na forum. NIezależnie od płci każdy ma jakieś marzenia/ wyobrażenia o związku
                    dwojga kochających się ludzi. Jedni chcą małżeństwa, inni wolą wolny związek,
                    jedni chcą dzieci, inni nie, itd., itp.

                    Z moich obserwacji, a także z autopsji wynika, że nasze poglądy zmieniają z
                    czasem - zwłaszcza te dotyczące rodziny. Ja na przykład, będąc bardzo zakochaną
                    kobietą, pod koniec studiów wyszłam za mąż i oczywiście myślałam, ze kiedyś
                    będziemy mieć dzieci, ale od początku stawiałam sprawę jasno, że dopiero za
                    kilka lat, czyli po trzydziestce. Ówczesny mąż niby mi przytakiwał i rozumiał,
                    że zaczynam pracę, na której mi zależy, ale tak naprawdę miał inny schemat
                    naszego małżeństwa w głowie - od razu chciał dziecka i właściwie to zaczął
                    spoglądać zazdrosnym okiem na moją rozwijającą się karierę. I cóż...rozstaliśy
                    się, na szczęście w zgodzie. Nasze priorytety zasadniczo się rozmijały.

                    A wracając do Ciebie, to wydaje mi się, że Wasz związek nie ma sznas na
                    przetrwanie. Już od roku jesteście daleko od siebie i to nie tylko w sensie
                    odległości na mapie. Wiem, że nie jest łatwo i lekko "odpuścić" tych 7 lat, ale
                    zastanówcie się, czy to naprawdę ma sens. W moim odczucie macie zupełnie inne
                    oczekiwania.
                    Czasem tak już jest, że w naszym życiu pojawiają się pewne osoby i odchodzą
                    (nie mówię tu o śmierci) i w danym momencie naszego życia mieliście wspólny
                    cel, poglądy, priorytety. A teraz jesteście na, nazwijmy to, innych poziomach
                    energetycznych.

                    P.S.
                    Dla jasności dodam, że nie pisze tego karierowiczka, tylko kobieta, która
                    osiągnęła sukces zawodowy i teraz ma wspaniałego męża i dziecko, i myślimy o
                    powiększeniu rodziny:-).
                    Lepiej coś przeżyć i wyciągnąć wnioski niż tkwić w związku, który nie zadowala
                    obu stron.
                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 16:25
                      No to jedyna różnica między mną a Twoim byłym mężem polega na tym, że ja tam
                      nigdy na nic nie przytakiwałem i od zawsze mówiłem jakie mam poglądy w temacie
                      rodzina, dzieci itd. No i metoda kompromisów te kilka lat temu ustaliliśmy, że
                      dzieci owszem nie od razu po studiach tylko kiedyś tam - po kilku latach. No i
                      ten okres właśnie niedługo mija... No i może nie chodzi o straszną upierdliwość
                      z mojej strony na zasadzie 2 lata = 2 lata, a nie 2 lata i 1 miesiąc, ale to
                      jakoś tak się w ogóle nie zanosi na zmianę poglądów w tej sprawie z Jej strony
                      w najbliższym czasie.

                      Eh, dobrze Ci - kobieta sukcesu ze szczęśliwą rodziną. a jeszcze lepiej Twojemu
                      mężowi, bo zdaje się że o ile kobieta rodzinna jest gatunkiem ginącym, o tyle
                      kobieta rodzinna i do tego jeszcze z sukcesami zawodowymi - to prawie jak
                      mamut. Albo może ja jakieś takie dziwne osoby naokoło spotykam...
                      • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 07.10.05, 16:44
                        Eeeee tam zaraz mamut;))))
                        A tak poważnie, to jest nas całkiem sporo. Tylko widzisz, panuje jakaś taka
                        nagonka na kobiety, które odnoszą sukces zawodowy, to znaczy ludzie upraszczają
                        sukces(kariera)=zimna lala, kóra nie chce mieć rodziny i myśli tylko o kasie.
                        I niektóre z nas po prostu się do tego nie przyznają, ot co. Owszem, muszę
                        przyznać,że czasem trudno jest pogodzić sukces zawodowy z udanym życiem
                        rodzinnym, ale trzeba znaleźć złoty środek - indywidualny dla każdej pary.

                        Wiesz, niejedna babka chciałaby takiego mężczyzny jak Ty, bo ja z kolei
                        spotykam w pracy (a pracuję w ogromnej firmie, większość pracowników przed
                        trzydziestką) samych "chłopców" około trzydziestki, którym do głowy nie
                        przychodzi żeniaczka i dzieci, a moje fantastyczne, mądre i ładne koleżanki są
                        singlami...Smutne jest to, że niby mieszkamy w dużym mieście pełnym ludzi,
                        którzy marzą o miłości, ale oni jakimś dziwnym trafem nie mogą na siebie trafić
                        tylko się mijają...
                        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 07.10.05, 20:15
                          Dodajesz mi wiary w ludzi, żona_i_mama! A tak ściślej to wiary w kobiety.
                          Wiesz, ja naprawdę nie mam nic naprzeciwko karierze zawodowej, tylko - jak sama
                          napisałaś - złoty środek... Rzecz w tym, że jakoś tak nie widzę za bardzo
                          tych "złotośrodkowych". Albo kariera na całego (domena kobiet inteligentnych),
                          albo w drugą stronę - kury domowe nadające się tylko do prania, sprzątania itp.
                          A kobieta odnosząca sukces zawodowy wcale nie koniecznie oznacza zimną lalę
                          moim zdaniem. Szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić związanie się z kobietą
                          niepracującą w ogóle, nie wspomnę o takiej, hm, inteligentnej inaczej. I tu
                          zaczyna się problem, bo takich rodzinnych+inteligentnych+pracujących ale nie do
                          przesady (=nie kur domowych ani nie dziewczynek tatusia)+wyglądających
                          niezniechęcająco+wolnych+w wieku odpowiednim (=od jakichś 24 do jakichś 28)
                          +normalnych (=nadających się do wypicia piwa, pojechania w góry, pójścia na
                          przyjęcie do cioci, na spotkanie ze znajomymi, na kulturny wieczór,pogadania na
                          każdy temat, powylegiwania się w łózku, poskakania po tapczanie bez wyraźnego
                          powodu, pojechania czasem autobusem nocnym a nie koniecznie taksówką i ogólnie,
                          no wiadomo) to za bardzo nie widzę. Może źle patrzę? Fakt faktem, że do tej
                          pory nie patrzyłem, wierząc w świetlaną przyszłość mojego związku. Ale,
                          choroba, jakoś zaczyna to nie wyglądać najlepiej...

                          Co to za firma gdzie pracujesz - może się przejdę? :-)
                          • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 10.10.05, 10:42
                            Witam w poniedziałek:)
                            Gdzie pracuję nie zdradzę;), a mówiąc serio sam przyznałeś, że do tej pory się
                            nie rozglądałeś, bo jesteś w związku. Jeśli jednak dojdzie do rozstania, to po
                            jakimś czasie pewnie zaczniesz się rozglądać i spotkasz normalną kobietę.
                            Ale jest jednen warunek (moim zdaniem): trzeba mieć głowę i serce otwarte. Co
                            mam na myśli? Otóż, czasami ludzie poszukujący swej połówki za bardzo
                            koncentrują się na spotkaniu swojego wymarzonego ideału i każdą napotkaną osobę
                            do takiego "skrojonego na miarę" partnera porównują...niestety nikt do tej
                            matrycy nie pasuje.
                            Innymi słowy, lubię obserwować innych ludzi i zauważyłam, że osoba poszukują
                            zakładają pewne zbyt sztywne ramy "potencjalnego pratnera/partnerki". Na
                            przykład nie rozumiem kobiet, które zakładają, że mężczyzna musi być starszy i
                            mieć magistra, koniec kropka. A przepraszam, czy troszkę młodszy i z
                            licencjatem czymś się różni. Przecież kultura osobista i IQ nie musza być
                            potwierdozne żadnymi papierkami.
                            Trochą zawile, ale i tak wiesz o co mi chodzi.
                            • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 11:26
                              Witaj w poniedziałkowy słoneczny dzień
                              W całej rozciągłości popieram to co napisałaś powyżej:)
                              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 13:48
                                Witajcie w poniedziałek:-)

                                Co do postów - no, ja też się zgadzam. Inna sprawa, że z reguły wprowadzenie w
                                czyn nawet najsłuszniejszych założeń bywa trudne, ale pewnie możliwe - fakt
                                jest faktem, że się nie rozglądałem jako lojalny i wierny w sumie facet.

                                A co do wieku - mam nadzieję, że z tymi kobietami co zawsze chcą żeby facet był
                                starszy od nich to nie zawsze tak jest, bo osobiście chyba wolę takie w moim
                                wieku albo odrobinę starsze - jak się tak zacząłem zastanawiać teraz to w
                                gruncie rzeczy 99% moich znajomych stanowią kobiety starsze ode mnie o 1-3
                                lata, a jeśli chodzi o zgodność charakterów to najlepiej rozumieliśmy się chyba
                                z moją ex (sprzed 7 lat), która była ode mnie 1,5 roku starsza (tam się pojawił
                                nieco inny problem niż zgodność charakteru, ale to inna historia). Tak więc mam
                                nadzieję, że to akurat nie będzie jakimś poważnym ogranicznikiem.

                                A z innej beczki to uświadomiłem sobie, że w sumie peien problem natury
                                praktycznej ze znajdowanem kobiety/faceta w tym wieku jest dość niebanalny, no
                                bo gdzie szukać? Większość zajęta, a poza tym wszyscy pracują to i okazji do
                                spotykania nowych ludzi jakby mniej, na imprezach zawsze te same twarze...
                                Internet? Trochę mnie przerażają serwisy randkowe (przerażają hipotetycznie, bo
                                jak wcześniej pisałem wszystko jest dość świeże i nigdy się po nich też nie
                                rozglądałem),bo trochę mi to wionie bazarem... Mylę się?
                                • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 13:59
                                  No więc właśnie.Jak szukać?
                                  Internet banalny-i w większości tych wspomnianych serwisów(choć oczywiście to
                                  nie reguła)lepiej chyba sobie dać spokój.
                                  Znajomi-no przynajmniej moje otoczenie jest już "zajęte" lub totalnie
                                  nie "iskrzy".
                                  Imprezy-nie przepadam więc mam zmuszać siebie do biegania po klubach w sobotni
                                  wieczór?Niee..!
                                  Oczywiście większośc powie" to jak siedzisz w dom u to jak chcesz kogoś
                                  poznać?"-no i poradzą zapisanie się na jogę,chiński w biznesie,kurs origami czy
                                  Bóg jeden wie co jeszcze(podobno ma być oryginalnie).
                                  I co dalej?Bo ja już nie mam pomysłu.
                                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:16
                                    > No więc właśnie.Jak szukać?
                                    > Internet banalny-i w większości tych wspomnianych serwisów(choć oczywiście to
                                    > nie reguła)lepiej chyba sobie dać spokój.

                                    Hm, chyba właśnie niebanalny - jak dla mnie te serwisy są wręcz zbyt
                                    niebanalne...

                                    > Znajomi-no przynajmniej moje otoczenie jest już "zajęte" lub totalnie
                                    > nie "iskrzy".

                                    Dokłądnie. Żonaci (zamężne), dzieciate i w ogóle. Zaraz, ale Ty chyba pisałaś,
                                    że masz 23 lata - to u Was w Łodzi już wszyscy tacy na stałe powiązani w wieku
                                    lat 23?

                                    > Imprezy-nie przepadam więc mam zmuszać siebie do biegania po klubach w
                                    sobotni
                                    > wieczór?Niee..!

                                    Znam problem dokładnie. Jakoś bardziej mi pasuje popływać kajakiem albo połazić
                                    po górach, a jak do knajpy to na piweczko ze znajomymi (patrz poprzedni punkt)

                                    > Oczywiście większośc powie" to jak siedzisz w dom u to jak chcesz kogoś
                                    > poznać?"-no i poradzą zapisanie się na jogę,chiński w biznesie,kurs origami

                                    Heh, albo powiedzą, że miłość można spotkać choćby w autobusie. Co gorsza, sam
                                    udzielałem do niedawna takich popapranych rad kumplowi

                                    > I co dalej?Bo ja już nie mam pomysłu.

                                    Z dogłębnej analizy wynika, że można albo liczyć na szczęście, albo wziąć się
                                    za ów nieszczęsny internet. Inne koncepcje ktoś ma?
                                    • iiskierkaa Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:18
                                      sprawdz poczte :)
                                      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:32
                                        > sprawdz poczte :)

                                        Ty też:-)
                                        • iiskierkaa Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:38
                                          nie mogę sie połaczyc z serwerem :(
                                          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:51
                                            A teraz? Jeszcze raz puściłem.
                                            • iiskierkaa Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 15:42
                                              odpisałam :)
                                              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 16:13
                                                ja też:-)
                                    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:44


                                      > Dokłądnie. Żonaci (zamężne), dzieciate i w ogóle. Zaraz, ale Ty chyba
                                      pisałaś,
                                      > że masz 23 lata - to u Was w Łodzi już wszyscy tacy na stałe powiązani w
                                      wieku
                                      > lat 23?
                                      Małe wyjaśnienie: najczęściej znam osoby starsze od siebie,no i znam zaledwie
                                      odsetek mieszkańców naszego miasta,no i akurat owa część jest już zajęta.




                                      > Znam problem dokładnie. Jakoś bardziej mi pasuje popływać kajakiem albo
                                      połazić po górach, a jak do knajpy to na piweczko ze znajomymi (patrz poprzedni
                                      punkt)

                                      No więc właśnie...Jak mam siedzieć z małolatami w śmierdzącej dyskotece wolę
                                      pojechać gdzieś(nart zimą,jezioro latem) albo spotkać się ze znajomymi w
                                      nietuzinkowym miejscu(w praktyce: najczęsciej we wlasnym ogrodzie)

                                      > Heh, albo powiedzą, że miłość można spotkać choćby w autobusie. Co gorsza,
                                      sam udzielałem do niedawna takich popapranych rad kumplowi

                                      To ja dziękuje za takie rady:)

                                      > Z dogłębnej analizy wynika, że można albo liczyć na szczęście, albo wziąć
                                      się za ów nieszczęsny internet. Inne koncepcje ktoś ma?

                                      Wstyd się przyznać ale "ex"to wynik znajomości internetowej...
                                  • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 10.10.05, 14:18
                                    Wyobraźcie sobie, ze ja mojego męża spotkałam w pracy:))) Tak więc nie bardzo
                                    wiem, jak szukać. Ale jak sięgam pamięcią tych kilka lat wstecz, to naprawdę
                                    zastanawiałam się, gdzie mozna kogoś fajnego spotkać, bo było z takimi fajnymi
                                    mężczyznami marnie...
                                    Dla mnie internet odpada, bo z natury jestem nieufna, więc bałabym się, że ktoś
                                    po drugiej stronie nie do końca jest szczery - jakoś mam nieodparte wrażenie,
                                    że ludzie randkujący w internecie kreują się na kogoś innego niż są w
                                    rzeczywistości. Oczywiście uogólniam, ale w większości przypadków chyba tak
                                    jest.
                                    Aha, tak w ogóle to w moim przypadku sprawdziła się zasada, że jak nie szukasz
                                    to samo się znajdzie:). Wydaje mi się, że osoby poszukujące swojej połówki
                                    (niezależnie od płci) wysyłają takie dziwne niewerbalne, ale bardzo silne
                                    sygnały "jestem poszukujący/poszukująca" i to najnormalniej w świecie zraża
                                    potencjalnych zainteresowanych. A kiedy człowiek sobie odpuści, to zaczyna
                                    emanowac pozytywną i przyciągającą energią, i nagle spada na nas ten cud
                                    miłości jak grom z jasnego nieba.

                                    Poza tym jak się już jest około trzydziectki to większość ludzi jest zajęta
                                    albo z tak zwanego odzysku. Może więc warto się zastanowić, czy koniecznie to
                                    musi być panna/kawaler? Ja wiem, że dla niektórych to jest ogormnie ważne (np.
                                    chcę tylko i wyłącznie ślub kościelny, więc rozwodnik odpada), ale być może
                                    przez to, że nie daje się szansy komuś naprawdę wartościowemu można przegapić
                                    tę jedną jedyną...
                                    Zresztą z odzysku są nie tylko ludzie po rozwodzie, ale też samodzielnie
                                    wychowujacy dziecko (głównie kobiety). Znam osobiście kilka fantastycznych
                                    kobiet, które mają kilkuletnie dzieci i niestety niewielu jest chętnych.
                                    Odstrasza ich dziecko, a szkoda...

                                    A co Wy sądzicie o tych z odzysku i dawaniu im szansy?
                                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:48
                                      No więc o randkach z Internetu ja mogę powiedzieć jedno: mój przyjaciel włąśnie
                                      w ten sposób poznał niedawno kobietę i jest super szczęśliwy - to raptem kilka
                                      tygodni, ale zawsze jakiś pozytywny prognostyk dla Niego. Nie wiem, czy ludzie
                                      się kreują w sieci - Ci co liczą na ochotną panienkę / jurnego chłopca to
                                      pewnie tak. Ale jeśli szuka się czegoś poważniejszego niż pojedynczy stosunek
                                      to jaki to ma sens? Ale może ja jakiś dziwny jestem... W każdym razie ponieważ
                                      nie próbowałem to nie wiem...

                                      A co do "odzysku"... Wiesz, ja myślę tak, że problem nie polega na samym
                                      dziecku, bo to nie w tym rzecz - z mojego punktu widzenia młoda wdowa albo
                                      panna z dzieckiem bez ojca (bez ojca = nie wiadomo kto nim jest i nie będzie
                                      wiadomo, albo ojciec umarła albo cokolwiek tego typu) to tak jak panna bez
                                      dziecka. Natomiast po rozwodzie z dzieckiem (albo i bez rozwodu, ale ojciec
                                      gdzieś istnieje i co gorsza interesuje się nim) to już pewien problem - w
                                      pewnym stopniu wchodzisz w rodzinę i troszkę skazujesz się na wieczną
                                      rywalizację z "rodzonym"... I tylko to mogłoby mnie przerażać, a nie dziecko
                                      samo w sobie. Chociaż pewnie z drugiej strony gdybym się w takiej kobiecie
                                      naprawdę zakochał to co mi tam jakiś facet...
                                    • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 14:49
                                      Wiesz co...jeśli komuś przeszkadza przeszłość Twoich znajomych to nie jest
                                      nawet wart ich zainteresowania.
                                      To co?Te wszystkie wdowy,rozwódki,rozwodnicy,ludzie z dziećmi powinni pozmaykać
                                      się w klasztorach albo do końca życia siedzieć w domu??
                                      Uważam że tak samo im się należy szczęście w związku jak ludziom wolnym-tylko
                                      że stereotypy... A że mają jakąś "przeszłość"?Ona ma to do siebie że jest już
                                      poza nimi...
                                      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 15:07
                                        > A że mają jakąś "przeszłość"?Ona ma to do siebie że jest już
                                        > poza nimi...
                                        >
                                        No właśnie: i tu moim zdaniem dotykamy sedna. Bo jeśli to jest tylko
                                        przeszłość, to też uważam, że jak to komu przeszkadza to niech idzie precz.
                                        Gorzej jeśli to też częściowo przyszłość, a wchodząc w związek z kobietą, która
                                        ma dzieci z innym gościem, zaś ów gość tymi dziećmi się żywotnie interesuje po
                                        prostu troszkę komplikuje się sobie życie.

                                        I dlatego też moja teza jest taka, że z tym jest troszkę tak jak z mniej
                                        atrakcyjnymi kobietami/mężczyznami. Łatwiej poznawać kogoś będąc atrakcyjnym,
                                        ale to nie znaczy, że jak się atrakcyjnym nie jest to koniec, prawda?
                                        • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 15:46
                                          Święta prawda toytoyku:)

                                          A tak swoją drogą ciekawa jestem skąd pomysł na ten login?Czyżby siędząc
                                          w ...?:)
                                          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 10.10.05, 16:13
                                            > A tak swoją drogą ciekawa jestem skąd pomysł na ten login?Czyżby siędząc
                                            > w ...?:)

                                            Hihi, nie absolutnie. To chyba właśnie z lęku przed... Szczerze mówiąc
                                            ekologiczny to ja może za bardzo z tym nie jestem, ale wolę na łonie natury niż
                                            w niebieskiej budce. Staram się wszakże nie zostawiać po sobie zbyt namacalnych
                                            śladów w różnych lasach i innych tam...
                                            • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 12.10.05, 11:32
                                              Witaj toytoyku, a jak się teraz sprawy mają - jeśli można zapytać?
                                              • analityczka Re: I co ja mam zrobić? 12.10.05, 12:39
                                                Toyek wymieniał korespondencję z jakąś uroczą przedstawicielką płci pięknej i
                                                ostatnimi czasy zniknął.Być może to efekt własnie owej krespondencji...;)
                                                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 12.10.05, 13:19
                                                  Cześć,
                                                  Nie nie, to nie tak - z tą przedstawicielką płci pięknej przesympatyczie się
                                                  gada, ale związku z tego z wielu przyczyn nie będzie:-)

                                                  Ale za to problem się poniekąd rozwiązał - muszę niestety lecieć zaraz do
                                                  pilnej roboty, ale wieczorkiem, tak pewnie koło 19., szczegóły relacji zdam:-)

                                                  Trzymajcie się wszyscy,
                                                  T
                                                  • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? IP: *.eranet.pl 12.10.05, 14:22
                                                    W takim razie poczytam jutro w pracy, bo po powrocie do domku nie zaglądam do
                                                    internetu - ten czas jest święty - dla rodziny.
    • harriet_makepeace moim zdaniem nic już z tego nie będzie 12.10.05, 13:14
      i to ani źle ani dobrze, ot po prostu zmieniliście się i poszliście w dwóch
      różnych kierunkach. Uważam, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby rozstanie
      się w, na ile to możliwe, przyjacielski sposób. A co będzie dalej to poczekasz
      i zobaczysz.
      Natomiast wcale nie powiedziane czy cię oszukiwała czy po prostu sama nie
      wiedziała jeszcze co dla niej w życiu jest ważne... ot i tyle moich "mądrości"
      • toytoyek A oto ciąg dalszy 12.10.05, 19:32
        Cześć wszystkim,

        No i mniej więcej, harriet_makepeace, tak się stało. A mówiąc ściślej to było
        tak, że mieliśmy poważnie porozmawiać, więc postanowiłem troszkę
        przygotować "grunt" pod tę rozmowę. To znaczy ustalić tak naprawdę co jest
        problemem. Bo myślę sobie, że takie sytuacje nigdy nie są winą jednej strony -
        nie po takim czasie przynajmniej (nie mówię o przypadku s..nów, którzy rwą ufne
        panienki na nockę), więc-co zresztą pewne-ja też coś robiłem nie tak. Pytanie:
        co i jak to zmienić. No więc zaproponowałem wymianę poglądów w tej właśnie
        kwestii: czego oczekujemy tak naprawdę od siebie wzajemnie, od życia... I
        sformułowałem taką listę czego ja bym pragnął, a w skrócie sprowadza się to do
        tego co już kiedyś tam pisałem. Przez ładnych kilka dni nie mogłem od Niej
        wyciągnąć tego samego,Ona cały czas że pogadamy jak przyjedzie do Polski,
        zresztą niedługo. Tylko że fundamentalne pytanie dla mnie czy ma zamiar wrócić
        wkrótce na stałe spotkało się z właściwie brakiem odpowiedzi... Więc zdobyłem
        się na jeszcze jedną próbę wyjaśnienia poszczególnych spraw. No i w zasadzie
        się wyjaśniło:pomijając szczegóły jednak uznała, że w obecnej chwili chyba ta
        praca tam jest dla niej ważniejsza i że mam "wolną rękę" - to cytat.

        Wiecie, przykro mi, ale mam pod jednym względem pewną małą pocieszałkę:
        przynajmniej wyjaśniliśmy sobie jak sprawy się mają. Bez jakichś kłótni,
        durnych wyrzutów (no może nie zupełnie bez wyrzutów, ale z rzeczowymi
        wyrzutami) i tylko szkoda, że wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy tak późno - nie
        żebym żałował tylu lat w tym związku, absolutnie. Tylko gdybyśmy pewne kwestie
        wyjaśnili wcześniej... Chociaż jakieś 2 lata temu już podobną rozmowę odbyliśmy
        i jakoś widać wiele nie pomogło...

        Morał z tego taki, że na obecną chwilę jestem właściwie sam, innymi słowy nie
        będę miał wyrzutów sumienia jeśli skusi mnie jakiś urok niewieści. Nie to żeby
        to było fajne, ale jako ohydnemu racjonaliście trochę mi ulżyło-przynajmniej
        wiem co jest grane.

        Ot i cała historia-happy endu póki co nie było, ale pewnie dla czytających
        wcześniejszą część wątku specjalnego zaskoczenia też nie?...

        Pozdrowionka pół-optymistyczno-pół-pesymistyczne (bo już wiemco jest grane, ale
        nie bardzo mi się to podoba).

        Aha, ja tam nigdy nie twierdziłem, że Ona oszukuje- myślę że masz rację
        harriet:-)
        • Gość: żona_i_mama Re: A oto ciąg dalszy IP: *.eranet.pl 13.10.05, 16:26
          Toytoyku, cieszę się, że wiesz na czym stoisz.
          Trzymam kciuki za powrót dobrego nastroju i spotkanie połówki.
          • toytoyek Re: A oto ciąg dalszy 13.10.05, 17:38
            Dzięki, będę zdawał relacje w miarę na bieżąco:-)
            T
            • Gość: wieza10 Re: A oto ciąg dalszy IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 14.10.05, 10:48
              Witam, i pozwalam sobie włączyć się do dyskusji.

              ...tym bardziej, że świat pęka w szwach od kobiet pięknych mądrych,
              wykształconych, a do tego przepełnionych chęcią sprawdzenia się w roli matki i
              żony. Życzę zatem również powodzenia, bo przekonana jestem, że to już tuż tuż...
              Żyjemy w tak sfeminizowanym świecie, że mężczyzna Taki jak Ty, nie "uchowawa
              się" długo sam.
              Serdecznie pozdrawiam
              M.

              Ps. a kiedys na forum rozpoczniesz watek" jak dobrze zrobiem"....:-)
              • toytoyek Re: A oto ciąg dalszy 14.10.05, 12:32
                Cześć tajemnicza M. :-)

                Tak myślisz? Bo jak do tej pory to jak patrzę wokół to stwierdzam, że
                znalezienie takiej, która łączyłaby w sobie wszystkie wymienione cechy może nie
                być aż tak banalne, bo istotnie - pojedyncze z nich tak, ale wszystkie na
                raz... No i jeszcze jeden problem: jak już się taka znajdzie, to jeszcze do
                tego wszystkiego ona musi mnie zechcieć:-)

                A za optymizm i dibre życzenia pięknie dziękuję, wierząc nieustająco w ich
                spełnienie w czasie krótkim, o czym szanownych forumowiczów poinformować nie
                omieszkam :-)))

                T. (z wyraźnym napływem iście kobiecej radości, jak przystało na mężczyznę o
                duszy kobiety)
                • Gość: wieza10 Re: A oto ciąg dalszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 23:55
                  Drogi T, bardzo proszę:-)
                  I dodatkowo jeszcze: jak to nie wierzysz, że w innym wątku- dotyczącym
                  pulchności ciała- nie pisałam o sobie;-)
                  Ech:-)
                  Pozdrawiam
                  M.
                  • toytoyek Re: A oto ciąg dalszy 15.10.05, 15:55
                    > I dodatkowo jeszcze: jak to nie wierzysz, że w innym wątku- dotyczącym
                    > pulchności ciała- nie pisałam o sobie;-)

                    No wierzę, wierzę:-) Wiesz, bo to jest tak, że ludzie często pytając o radę
                    kogoś (nie że na forum, tylko tak ogólnie) mówią tak na przykład: "bo wiesz,
                    mój kupel ma taki problem, że go ciągle boli brzuch jak się naje orzechów. Co
                    byś zrobił na jego miejscu, bo wiesz, chciałbym mu coś doradzić...",
                    jednocześnie zanosząc się od bólu brzucha w rezultacie konsumpcji zbyt wielu
                    orzechów:-)))

                    Ale wierzę, że nie jesteś ten przypadek częsty (ja bywam, na przykład:-), droga
                    M.!

                    I serdecznie przepraszam za insynuacje wszelkie, jednocześnie życząc miłego
                    dalszego ciągu tak pięknie rozpoczętego weekendu:-)
                    T.
        • harriet_makepeace Re: A oto ciąg dalszy 14.10.05, 14:05
          :-))))) jak to mawia samowolny lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć
    • Gość: ---yna Re: I co ja mam zrobić? IP: *.l / *.internetdsl.tpnet.pl 15.10.05, 21:37
      Chłopcze,jesteś unikatem na dzisiejsze czasy.Zmykaj z tego związku,zapomnij o
      niej,szanuj swe wartościowe życie.Gratuluję Twoim rodzicom,że wychowali takiego
      syna.
      Nie szukaj znajomości w dyskotekach,pubach,tam znajdziesz inną odmianę
      dziewcząt,które zabiorą Twój czas i marzenia.Są biblioteki,czytelnie pełne
      fajnych samotnych dziewcząt; tematu do rozmowy też nie zabraknie.Powodzenia...
      • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 15.10.05, 21:57
        Masz racje, ze powinien sobie poszukac innej dziewczyny. Wyglada, ze ta obecna
        jego dziewczyna juz sobie cos znalazla(faceta) w Francii, ale jeszcze sie on
        jej nie oswiadczyl. Co jest super ciezko, jak rodzinni znajomi z Francii
        twierdza. Ich corka lekarka ladna szczupla blondynk tam urodzona wyszla za maz
        dopiero w wieki 50 majac dwoje dzieci, ale nie zdecydowanego faceta. Faceci
        (powiedzieli nam nawet jak ich rozpoznac) sa mistrzami uwodzenia i niedbaja co
        bedzie z dziewczyna za pare lat i pewnie jego dziewczyna o tym wie. Biblioteki,
        nawet jakies kursy na uniwersytecie i mozna zanlesz szobie bardziej odana
        dziewczyne. W koncu jest w Polsce, a tam Polek pelno.
        • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.05, 22:19
          Szkoda toytoyek, że nie jesteś Amerykaninem...choćby farbowanym...może zmienię
          moje aspiracje i bede poszukiwac bardziej regionalnie i swojsko? Trzeba wybadac
          sytuację...
    • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 00:54
      I dlaczego ja się nie dziwię? Wiesz, Toytoyku, fajnym ludziom to zawsze wiatr
      między oczy wieje. Ale pozostaje tylko mieć nadzieję, że i na Twojej ulicy
      kiedyś uśmiechnie się słoneczko. Grunt to w jego istnienie nie wątpić. :-)
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 07:10
        Dzięęęęki wszystkim:-)

        Ja myślę, jeśli chodzi o Twoją sugestię, Toni, że to akurat chyba nie ten
        motyw. No mogę się mylić, ale akurat wydaje mi się, że bym się o tym
        dowiedział. No ale może nie mam racji.

        A fajnych dziewczyn... no mam nadzieję, że jest masa. A właściwie to mam
        nadzieję, że chociaż jedna i że na nią trafię jakimś cudem. A słoneczko - no
        chyba jak pisałem pierwszego posta w tym wątku to przyblakło, ale potem
        wróciło, bo niezależnie od wszystkiego ja tam widzę zawsze to pełne pół
        szklanki. Prawie zawsze.

        Iza, i co - przerzucasz się na Polaków? Tylko Ty chyba coś pisałaś o biednych i
        niewykształconych, to wypadam;-)
        • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 15:54
          Zabawny jestes toytoyku zgodnie z nickiem;-)))
          Tamten wątek jeśli go śledzisz był żartem ...sfabrykowanym specjalnie dla
          Toniego..;-)Jeśli o mnie chodzi...nie mam zadnych preferencji...facet musi miec
          to "cos" i to wszystko;-))Chłopaaaaaki !!! Śmiało!;-))).Sorry to chyba przez ta
          pogode bierze mnie jakas głupawka... Toni miał racje: jestem rozczochrana i
          chodze w wyciagniętym swetrze...co za intuicja...
          A co do szukania dziewczyn ... to nie polecam internetu...szkoda czasu...
          • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 16:05
            Ale zawsze można urządzić fajną zabawę i rozśmieszyć parę osób. :-) No i jak
            to, Izo, gdzie poza internetem poznałybyśmy takiego Toniego na przykład z całym
            bagażem jego wiedzy, przemyśleń i frapujących spostrzeżeń? Chyba przyznasz, że
            takich ludzi, jak on codziennie nie spotyka się. ;-)
            • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:22
              Ech Toni wywołuje tutaj mase emocji, wypieków na twarzy, zacisnietych pięsci,
              refleksji religijnych, jest przysłowiowym "kijem w mrowisko" ciekawe czy tez
              nie jest przypadkiem sfabrykowany jak moja wczorajsza oferta?;-))) Tasuje nasze
              wartości jak wytrawny gracz pokerowy...a potem udaje, że nic nie rozumie , bo
              język polski jest baaaardzo trudnym....;-))
              • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 23:17
                Ja sądzę, że on jest jak najbardziej prawdziwy i przez to właśnie wywołuje tyle
                emocji. On poprostu pisze to, co myśli. Z tym jego rozumieniem to często bywa
                tak, że on rzeczywiście czegoś nie rozumie. Jeśli uwzględnić tą opcję, to
                zrozumieć Toniego w jego niezrozumieniu i zaskakujących wnioskach jest o wiele
                łatwiej. We wszelkim wypadku jest ciekawie, bo do narzekań i poszukiwań wszyscy
                w miarę przyzwyczaili się, a tu taki człowiek znalazł się. :-)
          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 16:07
            No ba!

            A co do wątku dla Toniego - no co Ty? A ja byłem przekonany, że to zupełnie
            serio. Hm... popatrz,jak to kobiety potrafią zaskoczyć... No i po cichu
            zacząłem się martwić, że nie jestem Amerykaninem, ale tak sobie liczyłem, że
            jak Amerykanin się nie znajdzie to może poprzeczka się obniży i ktoś ze starego
            kontynentu też będzie OK...

            Iza, ale jak to że nie polecasz Internetu a sama tu siedzisz? Normalnie
            samokrytyka obywatelska! Ale weź coś rozwiń w tej kwestii, bo wątek ewoluuje w
            ciekawym kierunku.
            T.
            • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 16:10
              Ha, ostatni post znowu się wrył gdzie nie trzeba, po powstał po poście Izy i to
              się zasadniczo do niej odnosiło, jak mawia Toni.

              Ale musze powiedzieć white_flacon, że istotnie: takich gości jak Toni jak żyje
              jeszcze nie spotkałem gdzie indziej. No może dlatego, że nie byłem w USA? Ale w
              sumie to fajny z niego herbatnik, wesoło jest i w ogóle...
              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 16:11
                > white_flacon,

                Ale wtopa.... miało być "white.falcon". Przepraszaaaaaaam serdecznieeeeee.

                Tttttttttttttt.
                • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 16.10.05, 23:24
                  Toytoyek, zgadzam się z Tobą w pełni. Człowiek z niego zaskakujący i wesoły.
                  Takiego tu chyba dawno nie było. Ja sama najpierw wkurzałam się na Toniego,
                  kłóciłam się, a potem zaczęłam się zastanawiać, z której choinki on nam tu
                  spadł, no i zaczęłam cierpliwie dyskutować. Okazało się, że z nim i pogadać
                  można i dowiedzieć się - hmmm... arcyciekawych rzeczy. A spojrzenie na świat to
                  on ma bardzo oryginalne. ;-)

                  Co zaś dotyczy pomyłki w nicku - nie przejmuj się. Dla ułatwienia może pisz
                  sokółka i ujdzie. Już mnie różnie nazywali, komuś nawet kiedyś pomyliło sie i
                  nazwał mnie białym straszydłem. Oprychałam ze śmiechu monitor, jak taki zwrot
                  do mnie przeczytałam. :-)
            • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:33
              Toni herbatniczek słodki wie co robi...pół Ameryki uwiódł i teraz ruszył na
              biedne Polki...;-))Alez jestem kontenta, że moja oferta matrymonialna była
              wziena na serio...chyba mam dar przekonywania;-)) Jednak kobieta zmienna jest i
              teraz juz moja oferta jest ze skrajnie innej strony: zero wymagań, niech bedzie
              poprostu facet, każdego do piersi przytulę - tylko kto jest w stanie do mnie
              dotrzeć? Ciekawe czy mnie docenia tutaj? (hihih ale nie wiedza z jaką zołzą
              mają do czynienia..."bita smietana" poprostu...;-))))Mam nadzieję, że
              poprzeczki nie sa potrzebne przecież to net.
              A nie polecam netu, bo tutaj można miec 1001 twarzy, kto sie w nich połapie?
              Ja tutaj jestem po to, aby Wam o tym powiedziec....drogie herbatniczki, żuczki
              i biedronki...;-))
              • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 20:05
                Ależ mam powodzenie, nie moge sie opędzic...;-)) Toni pewnie śpi ze wzgledu na
                róznice czasu albo jest w pracy i obmysla plany strategiczne...albo zaniemógł
                na wieśc o mojej niecodziennej ofercie... Toytoyek pewnie szuka zabawek albo
                czytelni wypchanych madrymi dziewczynami, albo odbiera liczne maile i jest
                dopiero w połowie dzisiejszej poczty.Inni zaś tęsknią na odległośc 8 tysiecy
                kilometrów do swoich połówek...i co ja tutaj właściwie robię? Net to przeciez
                tylko kabelek, literki i wrażenie straconego czasu....czy to opadające
                liście...czy zaduszki w perspektywie...(?)
                • white.falcon Czekasz na Toniego i Toytoyka, Izo ;-) 16.10.05, 23:28
                  Jak to co, Izo, robisz? Czekasz na dwóch ciasteczkowych - forumowych
                  dżentelmenów. Przyjdą i rozweselą, wywołają uśmiech na buzi. I świat dookoła -
                  ten realny - zrobi się milszy i sympatyczniejszy, bo będziesz miała świadomość,
                  że tych dwóch pierniczkowych dżentelmenów istnieje gdzieś tam na świecie i
                  nieważnie, jakie mają buzie. ;-)
                  • Gość: Iza Re: Czekasz na Toniego i Toytoyka, Izo ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 08:39
                    Może ktos mi podpowie jak odpowiadac na trzy posty jednoczesnie?
                    Biała falo...;-)))cóz jesień mimozami nadchodzi i refleksyjnie sie robi.
                    Dobrze, że sa chociaz netowe duszyczki...które potrafią wprawic w dobry
                    nastrój...A buzia rzeczywiscie nie ma znaczenia...dusza ma.-)))
                    • white.falcon Re: Czekasz na Toniego i Toytoyka, Izo ;-) 17.10.05, 09:47
                      Można oddzielnie lub wszystkim razem. I tak każdy zrozumie, co jest skierowane
                      do kogo, a szczególnie - ciasteczkowi dżentelmeni. Najwyżej pokłócą się, które
                      miłe zdanie któremu należy się, ale to już ich zmartwienie. :-)
                      • white.falcon Izo, zobacz, co pisze Toni i tym, co robi ;-) 17.10.05, 10:01
                        Dyskretnie przemyca informację o tym, że jak przypadkiem będziemy mieć potop,
                        to przybędzie Rycerz spoza Wielkiej Wody i nas uratuje tak, jak teraz swoich
                        sąsiadów. ;-)
                • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 17.10.05, 00:46
                  Ja wiem, ze to w koncu dzial "Romantica", ale oniesmielasz mnie jak sie tak
                  romantycznie nastawiasz z mojego powodu. To jest zupelnie inne jak nas
                  osobiscie dotyczy. W przypadku Twojej e-poczty do mnie, bede musial poprosic
                  kogos zaufanego, aby Ciebie odpytal kim jestes(ja traktuje cala oferte
                  powaznie), bo nawet sam bym, po tym wszystkim nie potrafil. Juz wyobrazam sobie
                  co by bylo, jak bym spojaw w Twoje oczy.
                  Och, ale by byla cisza. Hmmmmmmmmmmmmm.
                  Dobrej Nocy Zycze.

                  P.S. Mielismy powodz w naszej okolicy i musze pomagac znajomym dzisiaj i jutro
                  przy sprzataniu. Chyba wracam w nadchodzacy wtorek.
                  • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 08:44
                    Toni nie zamierzałam Ciebie oniesmielać, a która moja ofertę traktujesz
                    powaznie? Bo ja chyba żadnej tak naprawdę...nie wiem czy jestem tak naprawde
                    do "zagospodarowania", za duzo koslawych mysli, doświadczeń i nie ten przedział
                    wiekowy...no i potargane włosy....
                    • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 17:42
                      Droga Izo. To co teraz, bedziesz sie wymawiac, ze jestes dorosla(18lat) i masz
                      rozczochrana fryzura? Co bedie pozniej Twoja wymowka? Ze masz falde i duzy
                      numer stanika?
                      Pozdrawiam.
                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 01:15
                  Hej, dopiero teraz piszę, bo jak wróciłem do domu (tak Iza, z czytelni, dobrze
                  kombinujesz) to była 22.00, a jak zacząłem sprawdzać liczną korespondencję (90%
                  maili od dziewczyn z USA, bo tam ponoć jacyś dziwni faceci są) to się zeszło.

                  Ha! Ktoś tu sobie ze mnie jajca za przeproszeniem robi, co karygodnym jest -
                  jak można sobie robić jajca z założyciela wątku, no jak? No i to jeszcze z
                  założyciela, który jeszcze niedawno miał całkiem pesymistyczne spojrzenie na
                  świat i całkiem mu nie do śmiechu było, ha?

                  Ale wiele się zmieniło. Na serio. Bo nagle się okazało, że - czego nie miałem
                  do tej pory świadomości - prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i ni
                  stąd ni z owąd nagle bardzo zapracowani znajomi ludzie mają dla mnie kupę czasu
                  (i nie tylko czasu, ale dla zainteresowanych o tym może kiedyś) i jakoś tak
                  moje kontakty towarzyskie po 7 latach zaczęły się odradzać w tempie szybkim -
                  tak trochę się czuję jak 18-latek w niektórych sytuacjach.

                  Ale w zaistniałej sytuacji wykorzystam fakt, że Toni daleko za oceanem i tym
                  sposobem z przyczyn terytorialnych stanowi mniejszą konkurencję dla mnie i
                  wystąpię ze śmiałą namową podążając za wzorem innych na tym forum, jakże często
                  zamieszczających tu ogłoszenia o treści wiadomej. Droga Izo, jeśli masz ochotę
                  to stawiam piwo celem ustalenia kwestii wyższości Amerykanów nad nie-
                  Amerykanami, bo widziałem w innym wątku, że masz co do tego wątpliwości. W
                  Warszawie stawiam, nie w USA, bo tak się durnie złożyło, że ja z Warszawy
                  jestem, za co z góry przepraszam. I to nawet na serio, bo lubię pić piwo w
                  towarzystwie kobiet nieuczesanych a zarazem inteligentnych (choć wrednyych
                  niestety, o czym w innym wątku miałem okazję się przekonać i nad czym boleję
                  okrutnie...).

                  PS. Toni też jesteś zaproszony, tylko daj znać kiedy będziesz w Warszawie. I
                  oczywiście Sokółka też!
                  • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 08:50
                    No widzisz jak miło zrobiło sie w tym wątku choc nie przypomina on w niczym
                    tematu. Ale zasada jest taka, że jak ktos chce ci cos powiedziec to zaglada
                    tutaj, a skoro watek sie wydłuża tzn., że masz wzięcie;-))) Jakie sa te
                    dziewczyny z USA? chetnie posłucham wywodów na temat wyzszosci Nieamerykanów
                    nad Amerykanami zapewne podobnej jak o wyższosci Świat Wielkiej nocy nad
                    świetami Bożego Narodzenia...Fryzura ciagle mi sie tarmosi i masz to
                    zagwarantowane zas co do mojej inteligencji - iscie sezonowa;-)))tak samo jak
                    wrednośc moja pospolita...ja tez nad tym boleje i gryze się w język...a raczej
                    w palce...ale Warszawa? hm.... troche daleko, choc nigdy nie wiadomo..;-))
                    Pozdrawiam ciepło wszystkich.
                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:01
                      No zrobiło się miło, to fakt jest absolutnie niepodważalny. Tylko mniej miło,
                      bo poniedziałek znowu:-( , ale co tam :-)

                      Co do wzięcia, to niestety zauważyłem, iż, sądząc po długości wątku, nieco
                      większe wzięcie ma Toni. Uprasza się zatem wszystkich narodowców nawet nie
                      zainteresowanych mą osobą o patriotyczne dopisywanie tutaj kolejnych postów w
                      celu stworzenia iluzji przewagi Nie-amerykanina (nie mam pojęcia czy tak to się
                      pisze?) nad Amerykaninem. W tej materii płeć i stopień rozczocharania -
                      nieistotne.

                      No jak Warszawa daleko to niedobrze, bo oferta aktualna tylko w Warszawie -
                      koszt powrotu do domu taksówką po spożyciu odpowiedniej ilości piwa na przykład
                      w Białymstoku mógłby finansowo znacznie osłabić moje szanse w walce o prymat do
                      serc niewieścich, jako że spowodowałby niemożność zapraszania na kolene piwo w
                      dość długim okresie, co podrywacze z zagranicy mogliby skrzętnie wykorzystać.
                      A szkoda, bo wywody na temat wyższości Nie-Amerykanów nad Amerykanami, choć w
                      treści istotnie mogą nie być mądrzejsze od tworów Stanisławskiego, o tyle w
                      formie całkiem atrakcyjne być mogą;-)
                      • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:14
                        toytoyek napisał:

                        > Co do wzięcia, to niestety zauważyłem, iż, sądząc po długości wątku, nieco
                        > większe wzięcie ma Toni. Uprasza się zatem wszystkich narodowców nawet nie
                        > zainteresowanych mą osobą o patriotyczne dopisywanie tutaj kolejnych postów

                        Mnie nawet nie chodzi o patriotyzm - wpisze sie tu, bo Toni mnie zameczyl ;-PPP


                        > No jak Warszawa daleko to niedobrze, bo oferta aktualna tylko w Warszawie -
                        > koszt powrotu do domu taksówką po spożyciu odpowiedniej ilości piwa na
                        przykład
                        >
                        > w Białymstoku mógłby finansowo znacznie osłabić moje szanse w walce o prymat
                        do
                        >
                        > serc niewieścich,

                        Hmmmm, szkoda, ze tylko Warszawa wchodzi w gre...
                        Jakby do mnie ktos z daleka przyjechal to bym nie kazala wracac do domu
                        taksowka. Na wycieraczce moglby przenocowac (mam w koncu Boga w sercu) ;-PPP

                        A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twych
                        blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
                        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:24
                          > Hmmmm, szkoda, ze tylko Warszawa wchodzi w gre...
                          > Jakby do mnie ktos z daleka przyjechal to bym nie kazala wracac do domu
                          > taksowka. Na wycieraczce moglby przenocowac (mam w koncu Boga w sercu) ;-PPP

                          Oj, zaczynasz kusić... A z jakiego tworzywa jest wycieraczka? Bo jak z gumy i
                          ma takie podłużne paski to odpada, bo się mogą odciski orobić takie
                          nieprzyjemne.
                          >
                          > A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twych
                          > blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
                          >
                          Wiesz, ja myślę, że nie jestem na pewno typem pana, który akurat na kasę mógłby
                          kogoś wyrywać, bo takiej ilości kasy to ja nie mam żeby zrobić akurat tym
                          wrażenie. Natomiast nie oszukujmy się, że nie mając w ogóle pieniędzy (ale tak
                          w ogóle w ogóle) to się specjalnego wrażenia zrobić nie da, bo to nawet do kina
                          czy na piwo się nie pójdzie, kwiatka się nie kupi itd. Tak więc lepiej w tym
                          Białegostoku to nie...
                          • meduza4 Kasa i wycieraczka ;-) 17.10.05, 10:37
                            toytoyek napisał:

                            > Oj, zaczynasz kusić... A z jakiego tworzywa jest wycieraczka? Bo jak z gumy i
                            > ma takie podłużne paski to odpada, bo się mogą odciski orobić takie
                            > nieprzyjemne.

                            Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
                            kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???

                            > > A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twy
                            > ch
                            > > blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
                            > >
                            > Wiesz, ja myślę, że nie jestem na pewno typem pana, który akurat na kasę
                            mógłby
                            >
                            > kogoś wyrywać, bo takiej ilości kasy to ja nie mam żeby zrobić akurat tym
                            > wrażenie.

                            Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie mam na
                            tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i inne
                            gadzety.


                            > Natomiast nie oszukujmy się, że nie mając w ogóle pieniędzy (ale tak
                            > w ogóle w ogóle) to się specjalnego wrażenia zrobić nie da, bo to nawet do
                            kina
                            >
                            > czy na piwo się nie pójdzie, kwiatka się nie kupi itd. Tak więc lepiej w tym
                            > Białegostoku to nie...

                            No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku.
                            Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
                            margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)

                            Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne propozycje
                            jak ma byc tylko Warszawa...
                            • toytoyek Re: Kasa i wycieraczka ;-) 17.10.05, 10:43
                              > Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
                              > kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???

                              No jak pleciona to powinnaś - w końcu jak się umie jaśki haftować, że tak
                              nawiążę do innego wątku...
                              >
                              > Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie mam na
                              > tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i inne
                              > gadzety.

                              No ale tu to na pewno żartujesz, co? Bo jeśłi serio to naprawdę na jakichś
                              dziwnych panów byś musiala trafiać, gdyby właśnie to miało ich zniechęcać.
                              >
                              > No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku.
                              > Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
                              > margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)

                              No tak tak, tylko wątek Białegostoku pojawił sie z przyczyn czysto
                              technicznych, jako miejsce do którego dość daleko na piwo. A okolice
                              Białegostoku (bo może nie koniecznie sam Białystok)bardzo ładne i o wiele
                              ciekawsze niż Warszawy, to to ja wiem.
                              >
                              > Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne
                              propozycje jak ma byc tylko Warszawa...

                              Ale jakichś biznesów w Warszawie nie masz? Bo jeśli to może jednak? W razie
                              czego -moja wycieraczka też pleciona i odciski się nie robią :-))
                              • meduza4 Re: Kasa i wycieraczka ;-) 17.10.05, 10:59
                                toytoyek napisał:

                                > > Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
                                >
                                > > kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???
                                >
                                > No jak pleciona to powinnaś - w końcu jak się umie jaśki haftować, że tak
                                > nawiążę do innego wątku...

                                No tak, ale ta wycieraczka nie jest haftowana a moje jaski nie sa plecione.
                                To juz powazny problem techniczny, ktorego rozwiazanie wymagaloby ode mnie
                                znacznie glebszej wiedzy ;-)

                                > >
                                > > Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie ma
                                > m na
                                > > tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i i
                                > nne
                                > > gadzety.
                                >
                                > No ale tu to na pewno żartujesz, co? Bo jeśłi serio to naprawdę na jakichś
                                > dziwnych panów byś musiala trafiać, gdyby właśnie to miało ich zniechęcać.
                                > >
                                Ha! Tu nie chodzi tylko o buciki. Jak kobieta nie ma na takie buciki to na
                                pewno nie stac jej na wiele innych rzeczy (samochod, mieszkanie, itd...),
                                a zdarzylo sie chyba ze dwa razy, ze swiezo poznany facet pytal ile zarabiam
                                i czy mam wlasne mieszkanie. Niestety nie mam, pomimo iz mieszkam sama :-(
                                To, ze mieszkam sama ich zmylilo...


                                > > No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku
                                > .
                                > > Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
                                > > margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)
                                >
                                > No tak tak, tylko wątek Białegostoku pojawił sie z przyczyn czysto
                                > technicznych, jako miejsce do którego dość daleko na piwo. A okolice
                                > Białegostoku (bo może nie koniecznie sam Białystok)bardzo ładne i o wiele
                                > ciekawsze niż Warszawy, to to ja wiem.
                                > >
                                Niemam mapy, ale ode mnie do Warszawy wcale nie blizej :-(((

                                > > Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne
                                > propozycje jak ma byc tylko Warszawa...
                                >
                                > Ale jakichś biznesów w Warszawie nie masz? Bo jeśli to może jednak? W razie
                                > czego -moja wycieraczka też pleciona i odciski się nie robią :-))

                                Lo matko, na razie biznesow w Warszawie nie mam. A poza tym piwo tam drogie,
                                u mnie jest tansze :-)
                      • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:35
                        Rozumiem jak panowie bija sie o białogłowe ale o długośc wątku???;-)))
                        A musi to piwo być w Warszawie? bo ja jestem jakies 250 kilosków dalej...tutaj
                        tez piwa dostatek...a musi być piwo, słyszałam, że niektórzy preferuja
                        wycieraczki z gatunku tkanych. Ale dlaczego nie pracujecie przeciez dzisiaj
                        jest poniedziałek skąd weźmiecie kase na piwo jak Was szef wyrzuci za okradanie
                        czasu pracy dyskusja na forum?
                        Toytoyku....plissss nieco rabka uchyl o atrakcyjności formy Twoich rozwazań o
                        wyższości Nie-Amerykanów.-)))
                  • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 09:59
                    Ja akurat jestem z Warszawy i tu siedzę i piwo też lubię, ale tak wpraszać się
                    na czwartego, tudzież trzeciego do tego piwa? Mam wątpliwości jakoweś i tak
                    podejrzliwie na to patrzę, niezbyt wiedząc, czy się pchać w towarzystwo, bo i
                    tak wetknęłam się w dyskusję nieproszona, ciesząc się, że jeszcze nikt mi za tą
                    wtrącalskość dzioba nie przytrzasnął. No chyba że Toni przyleciałby do Polski
                    (Okęcie blisko), to pokusa byłaby wielka osobiście poznać tę osobę (nie mylić z
                    osobliwością, jak by co!). ;-)

                    Pozdrawiam poniedziałkowo, życząc smacznych kaw, herbat, soczków. :-)
                    Sokoliczka
                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 10:28
                      > Ja akurat jestem z Warszawy i tu siedzę i piwo też lubię, ale tak wpraszać
                      się
                      > na czwartego, tudzież trzeciego do tego piwa?

                      Ależ ja nie widzę przeciwskazań. Odkryłem nawet takie miejsce na Polach
                      Mokotowskich, gdzie w miarę sympatycznie i ciepło nawet, a za to niedrogo. Ale
                      nazwy nie podam, bo mi zaraz Admin wytnie posta.

                      Mam wątpliwości jakoweś i tak
                      > podejrzliwie na to patrzę, niezbyt wiedząc, czy się pchać w towarzystwo, bo i
                      > tak wetknęłam się w dyskusję nieproszona, ciesząc się, że jeszcze nikt mi za
                      tą wtrącalskość dzioba nie przytrzasnął.

                      O tam zaraz przytrzasnął dzioba! A poza tym dyskusja jest otwarta. A poza tym
                      to walczymy o złotą patelnię w konkurencji długość wątku - na razie Toni
                      wygrywa, ale przewaga topnieje!

                      No chyba że Toni przyleciałby do Polski
                      > (Okęcie blisko), to pokusa byłaby wielka osobiście poznać tę osobę (nie mylić
                      z osobliwością, jak by co!). ;-)

                      Zupełnie nie wiem skąd ten złośliwy dopisek o osobliwości - no nie wiem
                      naprawdę. Ale Toni - też jesteś zaproszony. Taksówkę z Okęcia mogę zafundować -
                      a co tam. A tak z ciekawości jak Toni to czytasz, to skąd jesteś ze Stanów?
                      Typuję Utah.
                      • agniecha1979 Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 11:07
                        Wpadłam Wam poprzeszkadzać... Toytoyek wpisał mi się do mojego posta więc
                        postanowiłam zobaczyć co się kryje pod jego historią:) Ale tu u Was wesoło:)
                        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 11:43
                          No witamy nowego przeszkadzacza! Wątek istotnie z nieco przygnębiającego
                          przeszedł ewolucyjnie do form komediowych.

                          Iza 250 kilosków od Warszawy - no nie no, bez sensu. To z Meduzą chyba możecie
                          iść na piwo, bo za taksę za 250km bulić to okrutne, a na wycieraczkach sypiać
                          nie chcę, bo się łatwo w nocy przeziębiam, ot co.

                          A co do uchylenia tajemnicy odnośnie formy: zabawnie choć z lekką nutką
                          dekadencji, elegancko choć z cieniem zaniedbania, urokliwie choć z podcieniem
                          męskiej chropowatości...

                          A szef mnie z pracy nie wyrzuci, bo ja mam szefową:-))))
                          • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:52
                            alez tutaj sie tłoczno zrobiło, a mnie praca goni i bede musiała Was zostawić
                            na pastwe netu...na jakis czas...
                            Wiedziałam, że 250 km to bez sensu, więc pewnie 8 tys. ze stanu Utah tez bez
                            sensu...wiec co ja tutaj robię, jak na piwo nawet nie mam szansy,buuuuu
                            Nie wiem co z tymi wycieraczkami, ale ktoś tutaj pytał z czego sa jakby
                            szczególnie się w nich specjalizował...znaczy się na rowkach w
                            wycieraczkach...;-)Ale mam wrażenie, że jestes niedogrzany...albo przegrzany
                            jesli nawet wycieraczki sobie nie podkładasz spiąc w gosciach...;-)

                            zabawnie choć z lekką nutką
                            > dekadencji, elegancko choć z cieniem zaniedbania, urokliwie choć z podcieniem
                            > męskiej chropowatości...

                            dalej proszę, dalej robi sie ciekawie...lubię takie zaprzeczenia w kontraście:
                            elegancja kontra meska chropowatośc...bedzie o czym myslec u klienta. Pozdrówka
                            • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:01
                              > Wiedziałam, że 250 km to bez sensu, więc pewnie 8 tys. ze stanu Utah tez bez
                              > sensu...wiec co ja tutaj robię, jak na piwo nawet nie mam szansy,buuuuu

                              Przyyyyyjedź do nas na piiiiiwo. Dołożę się do tej taksówki, niech będzie.

                              > Nie wiem co z tymi wycieraczkami, ale ktoś tutaj pytał z czego sa jakby
                              > szczególnie się w nich specjalizował...znaczy się na rowkach w
                              > wycieraczkach...;-)Ale mam wrażenie, że jestes niedogrzany...albo przegrzany
                              > jesli nawet wycieraczki sobie nie podkładasz spiąc w gosciach...;-)
                              >
                              No, wycieraczki to moja specjalność. Nie wiem, ale chyba nie napisałem nawet,
                              że po ukończeniu Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Kutrzycach Małych zająłem się
                              zawodowo wytłaczaniem rowków w wycieraczkach z PCV, a jak te przestały być
                              modne to się przerzuciłem na gumowe.

                              > dalej proszę, dalej robi sie ciekawie...lubię takie zaprzeczenia w
                              kontraście:
                              > elegancja kontra meska chropowatośc...bedzie o czym myslec u klienta.

                              Hehe, jak chodzi o elegancję to tyczy się to formy wypowiedzi bardziej niż
                              formy wypowiadającego, bo wypowiadający, choć nie rozczochrany (co związane
                              jest ze stosunkowo krótkim owłosieniem), w tym kierunku nie wyróżnia się
                              zbytnio.

                              A dalsze kontrasty? Hmm... to jak przyjedziesz na piwo... Bo czymże jest 250km -
                              u progu zmian w swoim życiu przed lotem do Utah czas zacząć się hartować na
                              krótszych dystansach...
                              • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:12
                                hahahah ale jestem rozbawiona twoim zawodem wyniesionym ze szkoły w Kutrzycach
                                Małych... a plecione tez? Tylko prosze mnie nie swatać z Utahem bo ja jestem za
                                bardzo rozczochrana...i jak pisałam nie do wzięcia matrymonialnego PPP
                                • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:24
                                  > hahahah ale jestem rozbawiona twoim zawodem wyniesionym ze szkoły w
                                  Kutrzycach Małych... a plecione tez?

                                  Wiedziałem, że moje szczere wyznanie nie spotka się ze zrozumieniem, a ironia
                                  to jedyne co może nastąpić. To boli. I jak dziś natłoczę krzywe roki to będzie
                                  to też Twoja wina. O.

                                  A plecionych nie produkuję, bo majster miał kiedyś taką maszynę do robienia
                                  plecionych, ale od czasu jak kumpel skądś skitrał trochę borygo i jak żeśmy
                                  podpili to Antek podłożył łapę pod pleciarkę i nie dość że mu oderwało to
                                  jeszcze maszyna się popsuła już ich nie robimy. Zresztą zbytu na to nie było,
                                  bo na Ukrainie dużo tego robią i są tańsze. A podobno latem zaleje nas fala
                                  plecionych wycieraczek z Chin, bo jak im narobili tych afer z truskawkami to
                                  się przerzucili na wycieraczki. No i szef powiedział, że będziemy wchodzić
                                  raczej w sektor gumowych z tłoczonymi rowkami.

                                  > Tylko prosze mnie nie swatać z Utahem bo ja jestem zabardzo rozczochrana...i
                                  jak pisałam nie do wzięcia matrymonialnego PPP

                                  Zaraz, a czy on pisał, że szuka nierozczochranych?
                                  • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:35
                                    No przyssało mnie dzisiaj do kompa jak nie wiem chyba z głodu umrę...ale zaraz
                                    Was zostawię choćby była powódź ...przecież Toni musi miec powód aby tutaj
                                    uratowac jakies niewieście dusze, choćby dryfowały na gumowych wycieraczkach...
                                    Toytoek wiesz ja się smiałam, bo to ciekawy zbieg okolicznoci ja kiedys
                                    specjalizowałam się w takich makatkach ze sznurka od snopowiazałek, makrama czy
                                    jakos tak to sie nazywało, więc spotkali sie raczej fachowcy. Własnie zbieram
                                    oferty pracy nakładczej na forum biznes pod nickiem duszka2. A ten Antek to
                                    chociaz przystojny? Wiesz gumowe na deszczowa pogode chyba niezbyt trafione,
                                    powiny być dwustronne...z drugiej strony z plecionki...
                                    Pan ze stanu Utah pisał kiedyś, że jego zona nie może być rozczochrana, w
                                    wyciągnietym swetrze, obwisłych rajtuzach( hihih ciekawe co by na to powiedział
                                    Robin Hood) i koslawych kapciach, ze spieprzonym obiadem nie na czas...Odsyłam
                                    do lektury;-)))
                                    • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:44
                                      Widać nie śledziłem dosć dokładnie wynurzeń kolegi z Utah. Eh, starość,
                                      trudności z koncentracją...

                                      A Antek super. Taki trochę w typie Robin Hooda, tylko trochę durnie teraz
                                      wygląda bez ręki jednej. Na szczęście lewej, więc podpisać się na liście
                                      obecności w pośredniaku może. Tylko jak browara otwiera to jest kłopot, no bo
                                      jedną ręką to pewne utrudnienie...
                          • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:19
                            toytoyek napisał:

                            >
                            > Iza 250 kilosków od Warszawy - no nie no, bez sensu. To z Meduzą chyba
                            możecie
                            > iść na piwo,

                            Hmmm, zostalysmy odprawione z kwitkiem ;-PPPPPPPPP
                            • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:23
                              meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
                              wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudziez inne
                              frykasy znane tylko wtajemniczonym....
                              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:26
                                > meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
                                > wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudziez
                                > inne frykasy znane tylko wtajemniczonym....

                                No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te frykasy
                                znane tylko wtajemniczonym?
                                • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:31
                                  toytoyek napisał:

                                  > > meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
                                  > > wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudzie
                                  > z
                                  > > inne frykasy znane tylko wtajemniczonym....
                                  >
                                  > No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te
                                  frykasy
                                  >
                                  > znane tylko wtajemniczonym?


                                  To piwko w Toruniu byloby realne (pierniki tez) gdyby sie na mnie rodzona
                                  siostra nie obrazila (kompletnie nie wiem o co). Dwa razy bylam tam odwiedzic
                                  siostre i szwagra :-)
                                • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:38
                                  No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te frykasy
                                  >
                                  > znane tylko wtajemniczonym?

                                  Blisko, blisko...pierniczki, katarzynki, serca w czekoladzie, karety ze
                                  złota...czego dusza zapragnie...
                                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 12:45
                                    > Blisko, blisko...pierniczki, katarzynki, serca w czekoladzie, karety ze
                                    > złota...czego dusza zapragnie...

                                    No i chcąc nie chcąc znów zbliżamy się do herbatników, pierniczkowych
                                    dżentlmenów... Rozmarzyłem się...
                        • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 11:49
                          Zapraszamy. Butów można nie zdejmować. Jak Ci podoba się, to baw się razem z
                          nami. :-)
                      • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:41
                        mój ostatni post-jubileuszowy w tym watku, bo nr. 100 chyba zobowiazuje autora
                        do piwa nie w Warszawie i ciekawych rozważań o wyższości piwa z nie-Warszawy
                        nad piwem w Warszawie...;-)))
                        I tym samym rozpoczynam druga setke postów i masz kolejny powód toytoyku na
                        kolejne piwo dla mnie...
                        • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 17.10.05, 11:49
                          Izo, jak tak zaczniesz przed spotkaniem te obiecane kufelki wychylać, to
                          istnieje obawa, że na samym spotkaniu zobaczysz wszystkich podwójnie. ;-)
                          • Gość: Iza Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:55
                            szczerze mówiąc wole winko...;-)
                            a do spotkania za daleko mam 250 km....;-(
                      • white.falcon O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 11:47
                        Pola Mokotowkie, mawiasz? To prawie moje klimaty i jak mi podrzucisz nazwę
                        czegoś w okolicy, to mogę znać, choć z jakichś tajemniczych powodów ciągle
                        skłaniam się w stronę Puławskiej i Racławickiej (może dlatego, że to okolice
                        mojej pracy?).

                        Złota patelnia? A co na niej będziemy piec? Czy też ma posłużyć do puszczania
                        zajączków, gdy Toni wysiądzie z samolotu? Takie niekonwencjonalne zajączki
                        powitalne.

                        Na temat dzioba uspokoiłam się. Ufff. Wolę go mieć nieprzytrzaśniętego, bo taki
                        sokół z przytrzaśniętym dziobem to porażka. ;-)
                        • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:06
                          > Pola Mokotowkie, mawiasz? To prawie moje klimaty i jak mi podrzucisz nazwę
                          > czegoś w okolicy, to mogę znać, choć z jakichś tajemniczych powodów ciągle
                          > skłaniam się w stronę Puławskiej i Racławickiej (może dlatego, że to okolice
                          > mojej pracy?).

                          To ja może powiem tak, celem uniknięcia podejrzeń o kryptoreklamę: nazwa jest
                          taka jak nazwa ptaka kojarzącego się z oboma kandydatami na prezydenta.

                          Ale zaszalałem normalnie - rebus że hej. Ale fakt faktem, że gdzie indziej piwa
                          za 4PLN (Warka) czy 5PLN (Żywiec) to ja w centrum Wwy nie widziałem...

                          >
                          > Złota patelnia? A co na niej będziemy piec? Czy też ma posłużyć do puszczania
                          > zajączków, gdy Toni wysiądzie z samolotu? Takie niekonwencjonalne zajączki
                          > powitalne.

                          Będziemy robić dżambalaję - słyszałem, że to tradycyjne amerykańskie (coś dla
                          Izy, znaczy się kontrast: tradycyjne amerykańskie). Zajączki też możemy ale
                          puszczać, bo za miłe żeby je piec. A poza tym kto to pamięta:

                          -Kawa i wuzetka i co jeszcze?
                          -Ale ja nie zamawiałem...
                          -Kawa i wuzetka jest obowiązkowa. Bijemy się o ZŁOTĄ PATELNIĘ.

                          (może trochę zmieniłem). kto pamięta, ha?
                          >
                          > Na temat dzioba uspokoiłam się. Ufff. Wolę go mieć nieprzytrzaśniętego, bo
                          taki sokół z przytrzaśniętym dziobem to porażka. ;-)

                          No beznadziejny. Całe szczęście, że nikt Ci nie przytrzasnął, bo by było...
                          • agniecha1979 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:31
                            hihih czytam czytam i nie moge się w tym wszystkim połapac;))) Kurcze 250 km to
                            nie jest wiele... Mój kolega z Wawy ma dziewczyne w Białymstoku i sa
                            najszczęśliwsza para jaką znam:) Nio i on nie sypia na wycieraczce!!! Miłość
                            nie zna granic hehe i cóż to jest 250 km wobec wieczności:)))))
                            • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:38
                              No pewnie 250 kilometrów to jest nic wobec wieczności, ba: nawet nic w stosunku
                              do 8 tysięcy km dzielących nas od Utah! Ale nie zmienia to faktu, że w obliczu
                              miłości może i niedużo, ale w obliczu wieczora przy piwie - nieco więcej.

                              No a z wycieraczką... Cóż: widać Meduza nei kocha mnie miłością na tyle silną,
                              żeby wpuścić mnie do środka, żebym mógł przekroczyć ową niewidzialną granicę,
                              której wycieraczka jest jedynie symbolem...
                              • agniecha1979 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:45
                                Może za słabo się starasz....;)
                              • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:47
                                toytoyek napisał:

                                >
                                > No a z wycieraczką... Cóż: widać Meduza nei kocha mnie miłością na tyle
                                silną,
                                > żeby wpuścić mnie do środka, żebym mógł przekroczyć ową niewidzialną granicę,
                                > której wycieraczka jest jedynie symbolem...


                                Wrrrr, teraz to jestem zla jak Gorgona :-(
                                Ja zaproponowalam wycieraczke, ale Ty jako mezczyzna mogles sie zapytac, czy
                                za jakis jesienny kwiatuszek, listek czy garsc kasztanow nie wpuszcze do
                                srodka...
                                No co to, od razu miejsce pod moja koldra mialam proponowac czy jak??? ;-PPP

                                Kobiete trzeba zdobywac, robic male kroczki od tej wycieraczki az do........
                                A ten pol kroku nie zrobil, a juz mi brak milosci zarzucil, choc mu wlasna
                                wycieraczke zaoferowalam. Skandal!!! ;-)
                                • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 12:50
                                  Kajam się, Meduzo droga! Istotnie, moja nieaktywna postawa jest przyczyną tych
                                  nieporozumień...

                                  Ale czy ewentualnie ten jesienny kwiatek to mógłby być liść jakiś czy coś
                                  zastępczego? Bo jak już na tę taksę do Białegostoku się zwydatkuję to mi nie
                                  zostanie na kwiat prawdziwy...
                                  • agniecha1979 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:04
                                    Meduza4 ja na Twoim miejscu kazałabym mu pieszo albo stopem do Białegostoku
                                    przyjechać...hehe za tą całą gadaninę forsę z taksy niech przeznaczy na piękny
                                    bukiecik... wtedy może wpuść go do przedpokoju chociaż co???:)
                                    • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:07
                                      No i takie są kobiety... Za piękny bukiecik to może by chociaż do kuchni, co?
                                      Albo do salonu?
                                    • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:09
                                      agniecha1979 napisała:

                                      > Meduza4 ja na Twoim miejscu kazałabym mu pieszo albo stopem do Białegostoku

                                      Ale przeciez mowie, ze ja nie z Bialegostoku. Tak nam sie tylko ta miejscowosc
                                      "przyplatala" do rozmowy.

                                      > przyjechać...hehe za tą całą gadaninę forsę z taksy niech przeznaczy na
                                      piękny
                                      > bukiecik... wtedy może wpuść go do przedpokoju chociaż co???:)

                                      Wiesz co, tak mnie pesymistycznie nastawilas do sprawy. Bo jak facet nie chce
                                      przyjechac to czy wart chociaz tego wpuszczania do przedpokoju???
                                  • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:07
                                    toytoyek napisał:

                                    > Kajam się, Meduzo droga! Istotnie, moja nieaktywna postawa jest przyczyną
                                    tych
                                    > nieporozumień...

                                    No wlasnie. Ja sie nie moge do Ciebie wprosic, bo wyjdzie, ze taki chlop
                                    w spodnicy jestem i ze przeze mnie mezczyzna czuje sie niepotrzebny.

                                    > Ale czy ewentualnie ten jesienny kwiatek to mógłby być liść jakiś czy coś
                                    > zastępczego? Bo jak już na tę taksę do Białegostoku się zwydatkuję to mi nie
                                    > zostanie na kwiat prawdziwy...

                                    Moga byc trzy liscie: czerwozny, zielony i zlocisty. Beda ladnie wygladac.
                                    Tylko ten Bialystok to troche nie ten kierunek. Do mnie trzeba z Warszawy
                                    na zachod. Polozenie geograficzne jak na dzien dzisiejszy... bo kilka razy juz
                                    zmienialam. Jutro moze byc znowu w inna strone :-)
                                    • agniecha1979 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:09
                                      hehe i skąd ten biedny chłopak ma wiedzieć jak się przemieszczać... siedz na
                                      razie w jednym miejscu niech się nie gubi;)
                                      • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:11
                                        agniecha1979 napisała:

                                        > hehe i skąd ten biedny chłopak ma wiedzieć jak się przemieszczać... siedz na
                                        > razie w jednym miejscu niech się nie gubi;)

                                        Jak z Warszawy skieruje sie na Gubin to sie nie zgubi i po drodze mnie odwiedzi
                                        (jakies 60-70 km od zachodniej granicy).
                                      • white.falcon Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:22
                                        ... taka bardziej hurtowa odpowiedź. ;-)

                                        Toytoyek, czy to ma być jakaś "Złota kaczka", czy coś z upierzenia? Nie
                                        kojarzę, ale rebus znakomity - poszukam w spisie knajp i będę wiedzieć.

                                        Co zaś dotyczy puszczania zajączków jako powitania dla Toniego przy pomocy
                                        złotej patelni (hiiiii, znam tą kwestię ze starej polskiej komedii - tylko
                                        muszę przypomnieć, czy nie pomieszało mi się z "Ewa wzywa 007" - bo ostatnio
                                        oglądałam odcinek o fiatach), to może przerzucimy się na lusterka? Primo, skoro
                                        na złotej patelni mamy przygotować przekąskę, to jestem "za", no i jest druga
                                        przyczyna: Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
                                        patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

                                        Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
                                        kawałek szmatki lub jakaś kratka. O, naiwni, Meduza nie posiada takich nędznych
                                        sprzętów w meduzowym pałacu. ;-D

                                        Iza, no tak, to trzeba w jakiś sposób wymyślić rekompensatę dla tych 250 km. :-)

                                        Czy Sokółka zapomniała o czymś? Nie wiem. :-)
                                        • meduza4 Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:28
                                          white.falcon napisała:

                                          > Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
                                          > patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

                                          W zasadzie powinnam... bo dal mi ku temu powody. Ale ja juz nie wytrzymuje
                                          tej dyskusji. Oslablam w walce i zgalerecialam kompletnie :-(

                                          > Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
                                          > kawałek szmatki lub jakaś kratka.

                                          No tak, a to przeciez plecionka... Ale za plecionkowa wycieraczka i za drzwiami
                                          swiat Meduzy wyglada ciekawiej :-)
                                          • white.falcon Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:33
                                            Meduzko, galareta galaretą, a te macki - to co, od macochy? I do tego z
                                            trującymi czółkami. ;-D

                                            O widzisz, na temat kratki właśnie wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
                                            OPierniczkowi dżentelmeni miast starać się, to już na wstępie wybrzydzają. Może
                                            odechcieć się takim pokazywać rąbek meduzkowego świata. ;-D
                                            • toytoyek Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:38
                                              > O widzisz, na temat kratki właśnie wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
                                              > OPierniczkowi dżentelmeni miast starać się, to już na wstępie wybrzydzają.

                                              To ja się zatem postaram. Co z tym piwem? Wszystkie miłe pierniczkowe panie
                                              zachęcam serdecznie. Pierniczkowych panów też, tyle tylko że wychodzi na to że
                                              to Toni i ja, no a Toni tam tę powódź sprząta to pewnie nie wpadnie do nas na
                                              Pola Mokotowskie.

                                              To co, jakieś pierniczkowe towarzystwo chętne na piwko na Polach?
                                              • white.falcon Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:41
                                                Ja to bym się wybrała chętnie poznać resztę pierniczkowego towarzystwa. Trzeba
                                                jeszcze Meduzę skusić. :-)
                                                • toytoyek Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:43
                                                  > Ja to bym się wybrała chętnie poznać resztę pierniczkowego towarzystwa.
                                                  Trzeba jeszcze Meduzę skusić. :-)

                                                  No więc jak, pierniczkowe towarzystwo: przyjedziecie do nas na Pola
                                                  Mokotowskie? Z Centralnego przyjezdnych mogę odebrać. Łatwo mnie rozpoznać -
                                                  jako toytoyek jestem duży, niebieski, w kształcie prostopadłoscianu i stoję na
                                                  czwartym peronie hahaha.
                                                  • meduza4 Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:58
                                                    toytoyek napisał:

                                                    > > Ja to bym się wybrała chętnie poznać resztę pierniczkowego towarzystwa.
                                                    > Trzeba jeszcze Meduzę skusić. :-)
                                                    >
                                                    A czemu do mnie nie przyjedziecie? Mam do zaoferowania czyste powietrze,
                                                    piekne krajobrazy, grzyby w lesie... A nocleg gdzies sie tanio da zalatwic i to
                                                    wcale nie na wycieraczce :-D

                                                  • white.falcon Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 14:05
                                                    A nie można po kolei? Toytoyek z piwem na Polach jest pierwszy. Nocleg tez
                                                    mozna tanio załatwić. Powietrze? Hmmm - powietrze to może i niezbyt, ale za to
                                                    jakie towarzystwo!!! :-)
                                                  • toytoyek Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 14:10
                                                    O właśnie, święte slowa. Zresztą my chcieliśmy Meduzo, żebyś zwiedziła Warszawę
                                                    wreszcie też i poza dworcem PKP, a kto lepiej Ci ją pokaże niż autochtoni?

                                                    T.
                                                  • white.falcon Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 14:17
                                                    A jak będziemy złośliwi, to będziemy ją kolejny raz włóczyć po Pałacu Nauki i
                                                    Kultury. Ale to wtedy, jak będzie niegrzeczna i nie będzie chciała
                                                    przyjechać. ;-D
                                                  • meduza4 Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 14:25
                                                    white.falcon napisała:

                                                    > A jak będziemy złośliwi, to będziemy ją kolejny raz włóczyć po Pałacu Nauki i
                                                    > Kultury. Ale to wtedy, jak będzie niegrzeczna i nie będzie chciała
                                                    > przyjechać. ;-D

                                                    No to po co mam przyjezdzac, skoro chcecie mnie torturowac psychicznie,
                                                    bhuuuuuuuuu :-(
                                                    A Warszawiakow to sie chyba nie da wyciagnac nigdzie z ich nory???
                                                  • white.falcon Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 16:48
                                                    Toż i napisałam, że jak nie przyjedziesz, to kara sroga w postaci pałacu Cię
                                                    czeka, bo przyjedziemy i wysupłamy Ciebie z Twojej ciepłej meduzowej
                                                    kryjówki. ;-D
                                                  • meduza4 Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 19.10.05, 09:11
                                                    No ja nie wiem czy jak przybedziecie do mojej kryjowki to bedzie sie wam
                                                    chcialo mnie stamtad wysuplywac ;-)))))
                                                  • white.falcon Czwarty peron... :-) 17.10.05, 14:14
                                                    toytoyek napisał:

                                                    > No więc jak, pierniczkowe towarzystwo: przyjedziecie do nas na Pola
                                                    > Mokotowskie? Z Centralnego przyjezdnych mogę odebrać. Łatwo mnie rozpoznać -
                                                    > jako toytoyek jestem duży, niebieski, w kształcie prostopadłoscianu i stoję
                                                    na czwartym peronie hahaha.

                                                    Mógłbyś trochę ruszać się. Tak stojąc w jednym miejscu możesz zmarznąć. Tam są
                                                    przeciągi. ;-D Tyle że gdybyś zaczął we wcieleniu toytoyka uprawiać biegi po
                                                    peronie, to zostałbyś sławny, opisaliby Ciebie w gazetach i zaprosili
                                                    do "Baru", no i nici byłyby z picia piwa, bo miałbyś ciekawsze zajęcia niż
                                                    pierniczkowe towarzystwo. ;-)
                                                  • toytoyek Re: Czwarty peron... :-) 17.10.05, 14:18
                                                    > Mógłbyś trochę ruszać się. Tak stojąc w jednym miejscu możesz zmarznąć. Tam

                                                    > przeciągi. ;-D Tyle że gdybyś zaczął we wcieleniu toytoyka uprawiać biegi po
                                                    > peronie, to zostałbyś sławny, opisaliby Ciebie w gazetach i zaprosili
                                                    > do "Baru", no i nici byłyby z picia piwa, bo miałbyś ciekawsze zajęcia niż
                                                    > pierniczkowe towarzystwo. ;-)
                                                    >
                                                    Otóż powiem Ci, że byłem kiedyś w "Barze". Przejazdem. Byłem we Wrocławiu i tam
                                                    wlazłem przez ciekawość. Jeszcze bardziej żałosne niż w TV. Więc myślę że pobyt
                                                    tam na dłużej raczej zachęciłby a nie zniechęciłby mnie do obcowania z
                                                    pierniczkową spółką...
                                                  • white.falcon Re: Czwarty peron... :-) 17.10.05, 16:46
                                                    A to miło to słyszeć, że przedkładsz pierniczkowe towarzystwo nad pogawędki z
                                                    Frytkami takimi n.p.. :-) Mnie też jakieś "Bary", czy nie wiem, ale coś napewno
                                                    ostatnio podobnego leci nie zainteresowały. Niedzisiejszam jakaś. Zaraz tu
                                                    znajdzie się ktoś, kto mnie bedzie potępiać, bo mam dziwne poglądy: "Baru" nie
                                                    oglądam, ale "Klanu" też nie. Kiedyś bowiem obejrzałam te dwa programy jeden po
                                                    drugim i przez dobre pół godziny nie umiałam przyporządkować odpowiednio
                                                    postaci. A w nocy miałam koszmary senne - taki mix "Baru" z "Klanem" mi
                                                    powstał. Never! Było to okropne doświadczenie. :-)
                                        • toytoyek Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:29
                                          > Toytoyek, czy to ma być jakaś "Złota kaczka", czy coś z upierzenia? Nie
                                          > kojarzę, ale rebus znakomity - poszukam w spisie knajp i będę wiedzieć.

                                          Prościej. Prozaicznie "Kaczka" się to nazywa i żadnać to elegancka knajpa -
                                          zwykły pub na polach. Ale w miarę miło, tanio jak barszcz (Merlin nawet
                                          droższy, a każdy bywalec Pól Mokotowskich, nawet tak sędziwy i nieczęsty jak ja
                                          wie, że nigdy na Polach nie było knajpy tańszej od Merlina) i w ogóle.
                                          >
                                          Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
                                          > patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

                                          Meduza na pewno by tego nie zrobiła. Meduzo: zrobiłabyś?
                                          >
                                          > Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
                                          > kawałek szmatki lub jakaś kratka. O, naiwni, Meduza nie posiada takich
                                          nędznych sprzętów w meduzowym pałacu. ;-D

                                          No fakt że nie wiem jaką wycieraczkę ma Meduza - ja to się tylko znam na
                                          gumowych z tłoczonymi rowkami, ale to już pisałem wcześniej.
                                          >
                                          > Iza, no tak, to trzeba w jakiś sposób wymyślić rekompensatę dla tych 250
                                          km. :-
                                          > )
                                          >
                                          > Czy Sokółka zapomniała o czymś? Nie wiem. :-)

                                          Na obecną chwilę chyba nie, ale zapomniałaś pozdrowić Toni'ego. Masz jeszcze
                                          trochę czasu, bo napisał, że jedzie likwidować skutki powodzi i że będzie jutro.
                                          • meduza4 Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:32
                                            toytoyek napisał:

                                            >
                                            > Prościej. Prozaicznie "Kaczka" się to nazywa i żadnać to elegancka knajpa -
                                            > zwykły pub na polach.

                                            Kurtka na wacie, moze "Kaczor Donald" sie to nazywa??? ;-PPP

                                            > >
                                            > Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
                                            > > patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)
                                            >
                                            > Meduza na pewno by tego nie zrobiła. Meduzo: zrobiłabyś?
                                            >
                                            Zrobilabym ;-PPPP
                                          • white.falcon Re: Sokółka dorwała się do kompa, czyli... :-) 17.10.05, 13:39
                                            toytoyek napisał:

                                            > Prościej. Prozaicznie "Kaczka" się to nazywa i żadnać to elegancka knajpa -
                                            > zwykły pub na polach. Ale w miarę miło, tanio jak barszcz (Merlin nawet
                                            > droższy, a każdy bywalec Pól Mokotowskich, nawet tak sędziwy i nieczęsty jak
                                            ja wie, że nigdy na Polach nie było knajpy tańszej od Merlina) i w ogóle.

                                            No teraz już wiem, gdzie w razie poszukiwań udać się. Tylko mogą mnie
                                            zrozumieć opacznbie, gdy spytam się: "Czy nie widziano tutaj Toytoyka?" ;-)

                                            > Meduza na pewno by tego nie zrobiła. Meduzo: zrobiłabyś?

                                            A myślisz, że Meduza to plazma? Pewno, że zrobiłaby - to Dziewczyna z krwi i
                                            kości.

                                            > No fakt że nie wiem jaką wycieraczkę ma Meduza - ja to się tylko znam na
                                            > gumowych z tłoczonymi rowkami, ale to już pisałem wcześniej.

                                            O wycieraczce i jej tajemnicach Meduza napisała już poniżej. :-)

                                            > Na obecną chwilę chyba nie, ale zapomniałaś pozdrowić Toni'ego. Masz jeszcze
                                            > trochę czasu, bo napisał, że jedzie likwidować skutki powodzi i że będzie
                                            jutro.

                                            No to na zaś pozdrawiam dzielnego antypowodziowego Toniego i wesołe grono
                                            Koleżanek i Kolegów nie-powodziowych. :-)
                                    • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:11
                                      > No wlasnie. Ja sie nie moge do Ciebie wprosic, bo wyjdzie, ze taki chlop
                                      > w spodnicy jestem i ze przeze mnie mezczyzna czuje sie niepotrzebny.
                                      >
                                      No nie! Asz to złośliwa meduza jesteś - ja z dobrego serca w tamtym wątku o tym
                                      napisałem no... Bo chyba do tego pijesz, ha?

                                      > Moga byc trzy liscie: czerwozny, zielony i zlocisty. Beda ladnie wygladac.

                                      No to problem, bo zielonych to tu u mnie już nie widzę za dużo, ale w
                                      najgorszym razie może być pokolorowany trochę?

                                      > Tylko ten Bialystok to troche nie ten kierunek. Do mnie trzeba z Warszawy
                                      > na zachod. Polozenie geograficzne jak na dzien dzisiejszy... bo kilka razy
                                      juz
                                      > zmienialam. Jutro moze byc znowu w inna strone :-)

                                      No nie no, okaże się, że przyjechałem, Ty znów zmieniłaś położenie i nawet może
                                      nikt mnie na wycieraczkę nie przyjmie...
                                      • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:16
                                        toytoyek napisał:

                                        > > No wlasnie. Ja sie nie moge do Ciebie wprosic, bo wyjdzie, ze taki chlop
                                        > > w spodnicy jestem i ze przeze mnie mezczyzna czuje sie niepotrzebny.
                                        > >
                                        > No nie! Asz to złośliwa meduza jesteś - ja z dobrego serca w tamtym wątku o
                                        tym
                                        >
                                        > napisałem no... Bo chyba do tego pijesz, ha?

                                        Tia, zlosliwa, zlosliwa... Mowie jak jest. Najpierw mnie bidulke z problemem
                                        zostawiaja na pastwe losu a jak juz ten problem Meduzka rozwiaze, to be, bo
                                        sie jak facet zachowala. O Niebiosa, ze tez nie grzmicie!!! :-(


                                        > > Moga byc trzy liscie: czerwozny, zielony i zlocisty. Beda ladnie wygladac
                                        > .
                                        >
                                        > No to problem, bo zielonych to tu u mnie już nie widzę za dużo, ale w
                                        > najgorszym razie może być pokolorowany trochę?

                                        No niech juz bedzie pokolorowany. Ale jakby dobrze po parku poszukac to sie
                                        znajda takie zielonkawe.


                                        > > Tylko ten Bialystok to troche nie ten kierunek. Do mnie trzeba z Warszawy
                                        >
                                        > > na zachod. Polozenie geograficzne jak na dzien dzisiejszy... bo kilka raz
                                        > y
                                        > juz
                                        > > zmienialam. Jutro moze byc znowu w inna strone :-)
                                        >
                                        > No nie no, okaże się, że przyjechałem, Ty znów zmieniłaś położenie i nawet
                                        może
                                        >
                                        > nikt mnie na wycieraczkę nie przyjmie...

                                        No nie, umowe o prace mam aktualna jeszcze przez 11,5 miesiaca :-D
                                        Do tego czasu sie nie ruszam, a potem podobno przedluzaja bez problemu.
                                        • white.falcon Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:26
                                          Nie bój żaby, będzie dobrze. :-) Meduzo, pomyśl, o jaką knajpę Toytoykowi
                                          chodzi tematem taniego piwa w W-wie. Na Polach Mokotowskich i mająca wspólny
                                          drobiowy mianownik z kandydatami na prezydenta? Co to może być? :-)
                                          • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:30
                                            A czy ja znam Warszawe? Moze ze 20 razy w zyciu tam bylam... na dworcu PKP :-(
                                            • white.falcon Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 13:42
                                              To może najwyższy czas ją od tej strony poznać? Najwyżej patelnia pójdzie w
                                              ruch. ;-D
                                              • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:01
                                                No ale ja nie wiem, kiedy znowu bede w Warszawie... na dworcu PKP.

                                                A, raz w zyciu w Palacu Kultury bylam, a dwa nastepne pod Palacem (a tak w
                                                ogole to go jeszcze chyba nie rozebrali?) no i gdzies jeszcze generalnie mnie
                                                ciagali na jakichs szkolnych wycieczkach...
                                                • white.falcon Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:08
                                                  No to trzeba obligatoryjnie obejrzeć to, co zostało ze stolicy, bo niedługo
                                                  wszystkie wolne powierzchnie zajmą szklane biurowce i oglądać nie będzie
                                                  czego. :-)
                                                  • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:12
                                                    Dokładnie. Co gorsza, prostaki już zabudowują kawałki Pól Mokotowskich
                                                    niestety. Ostatnie wsiowe kawałki miasta w okolicach Czerniakowa też... No i
                                                    jak jeszcze trochę poczekasz Meduzo to faktycznie jak przyjedziesz doWwy to nie
                                                    wyjdziesz poza dworzec, bo ona będzie jednym wielkim dworcem...
                                                  • white.falcon Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:15
                                                    Dodam od siebie, Meduzo, a jak już nie kusi Ciebie stolica, to przynajmniej
                                                    obejrzałabgyś pierniczkowe towarzystwo. Zapewne nie stanowimy gorszego od
                                                    Warszawy widoku i nas póki co w nic nie przekształcają. :-)
                                                  • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:22
                                                    > Dodam od siebie, Meduzo, a jak już nie kusi Ciebie stolica, to przynajmniej
                                                    > obejrzałabgyś pierniczkowe towarzystwo. Zapewne nie stanowimy gorszego od
                                                    > Warszawy widoku i nas póki co w nic nie przekształcają. :-)

                                                    Sokółka, mieliśmy Ją zachęcać. Napisz że niedługo nas będą przekształcać, to
                                                    będzie miała lepszy bodziec żeby szybko przyjechać!
                                                  • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:28
                                                    A to dopiero!!!
                                                    Ale dlaczego ja mam jechac do Warszawy ogladac biurowce, kiedy u mnie ladniej?
                                                    I czemu do mnie nikt nie chce przyjechac, bhuuuuuuuu :-(((
                                                  • toytoyek Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:29
                                                    No przyjedziemy, przyjedziemy! Ale najpierw Ty do nas. Demokrację mamy, nas
                                                    więcej, więc większość zdecydowała, że droga Meduzo przyjeżdżasz do nas.
                                                  • meduza4 Re: O wszystkim po ociupince :-) 17.10.05, 14:38
                                                    Od paru lat ta demokracja forumowa tak decyduje... a ja i tak nie przyjechalam.
                                                    No bo niby gdzie ja bede spac? Na wycieraczce???
                                                    A poza tym warszawskie piwo jest za drogie dla mnie, bo mi placa prowincjonalna
                                                    pensje :-(
                                                  • Gość: Iza Re: O co tutaj chodzi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 16:40
                                                    No ja nie moge...zostawic Was na kilka godzin i co sie dzieje...
                                                    Dziewczyny wzięły sie za toytoyka i przeciagają jego gentlemańską
                                                    pierniczkowośc pomiedzy Gubinem a Pałacem kultury i czegos tam jeszcze,
                                                    zakrapiając piwem, meduzami, wycieraczkami i kolorowymi listkami. Sama juz sie
                                                    nie łapie w tym drzewku. I ani Toni nie pospieszy na ratunek, bo powodzianie sa
                                                    w potrzebie wiekszej pewnie, ani żaden inny nie-kobieta i nawet nie-
                                                    Amerykanin...hm... a moja myśl o toruńskich piernikach w polewie i złotej
                                                    karecie i makatki ze sznurka gdzies sie zgubiła w biegu... Bo kobiety trzeba
                                                    zdobywac jak mówiła meduza a tu tyle kobiet stoi pod drzwiami jednego...
                                                    I panowie nie piwo i kurczaki na polach jakis tam, czy w stogu siana ale
                                                    kolacja przy swiecach albo wytrawny obiad z aperitiwem...;-))Rzeczywiscie same
                                                    kontrasty: elegancja z niedbałością, dekadencja z wariacjami i meska
                                                    chropowatośc z babska wrednoscia sie mieszają...ciekawy watek....;-)))))
                                                  • white.falcon Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) 17.10.05, 16:58
                                                    Izo, Ty nie narzekaj, tylko pisz, bo zaraz jakiś moralizator się znajdzie i nam
                                                    kota popędzi za niepoważne traktowanie FR i problematów z dylematami trapiących
                                                    tu obecne inne istoty. Co zaś dotyczy kontrastów - one są piękne, bo powstają
                                                    żywiołowo, wynikają lub nie jedne z drugich lub też komuś z czymś kojarzą
                                                    się. :-)

                                                    A streszczając dalsze dzieje w czasie, gdy nas opuściłaś: Meduza wyjaśniła
                                                    tajemnice wycieraczki, do produkcji której użyto wyjątkowo ekskluzywnego
                                                    materiału; Toytoyek stwierdził, że nie ma zamiaru biegać po peronie we
                                                    wcieleniu toytoyka, bo nie chce do "Baru" (nie podoba mu się tam) - czyli
                                                    bedzie stał grzecznie na czwartym peronie; namawiamy Meduze na odwiedziny
                                                    Warszawy i konsumpcję piwa w pierniczkowym towarzystwie, strasząc ją
                                                    zwiedzaniem Pałacu Kultury po raz "fafnasty" (tak dziecko koleżanki
                                                    wymawia "szesnaście", co nie oznacza szesnaście, tylko byle jaką liczbę). No
                                                    stęskniliśmy się za Tobą, już nie wspominając o o-błędnym Rycerzu Tonim,
                                                    ratującym świat z potopu. :-)
                                                  • toytoyek Re: Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) 17.10.05, 17:24
                                                    wuhahahahahaha!

                                                    Ja nie mogę, ten wątek po prostu rozwinął się w kierunku, którego nijak się
                                                    spodziewać nie mogłem. A streszczenie jest boskie, po prostu boskie.

                                                    Chciałem tylko dodać, że tyle pierniczkowych kobiet to nie do jednego lecz do
                                                    dwóch gentemanów, no bo zegarmistrz światła Toni - to numer jeden, no i skromny
                                                    ja - jako numer drugi. No chyba żeby trzymać się definicji, że jak ktoś jest w
                                                    głębi duszy kobietą to nie jest gentlemanem. I wtedy faktycznie na placu boju
                                                    pozostaje tylko Toni...
                                                  • Gość: Iza Re: Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 17:45
                                                    Skąd słowo zegarmistrz się wzięło wobec Pana z Utah?
                                                    a gentlemen to przeciez nie maczo więc ma wiecej wspólnego z kobietą....
                                                    Wątek zawzięcie prowadzi tt(taki nowy skrót;-) wiec to on gra pierwsze
                                                    skrzypce, nie ma tutaj placu broni to nie chłopcy przecież tylko ciasteczkowe
                                                    potworki, hihihi
                                                    proponuje załozyc nowy pokój na forum: towarzyski pierniczkowy lub podobnie, sa
                                                    jakies propozycje?
                                                    a co do piwa jesli sie upieracie to musi byc po srodku między Gubinem a Wazą
                                                    czyli w Toruniu, ale jeśli dołozymy Utach do tej średniej do wyjdzie gdzies na
                                                    Wyspach Kanaryjskich...lub w paszczy rekinabo dobrze nie zmierzyłam. I nie
                                                    powołujcie sie na demokrację, bo ważne jest kto tutaj przewodniczy stadu i czy
                                                    wybory nie były sfałszowane...;-)
                                                  • white.falcon O skarpetkach i dżentelmenach pierniczkowych ;-) 17.10.05, 18:13
                                                    Ejże, Toytoyku. Toni to jest Toni, a Toytoyek to Toytoyek i obaj są
                                                    niepowtarzalnie różni i obaj są pierniczkowymi gentlemanami niezleżnie od tego,
                                                    czy któryś z nich pije piwo na Polu Mokotowskim i wolnych chwilach wystaje na
                                                    czwartym peronie we wcieleniu prostopadłościanowej bławatkowej budki, czy też
                                                    walczy z kłębiącym się żywiołem, dostając przy okazji czkawki, jeszcze nie
                                                    wiedząc, że to dlatego, iż go tu wspominają życzliwie.

                                                    Co zaś dotyczy sprawy, co komu gra w duszy. Lesiowi z Chmielewskiej w duszy
                                                    grały skarpetki. Nie oznaczało to jednak, że był kimś innym, niż Lesio. I na
                                                    tym polega urok danej osoby, że ma w sobie różne cechy, które jacyś tam bliżej
                                                    nieokreśleni "wszyscy" lubią przypisać jakiejś jednej płci. Koniecznie trzeba
                                                    wszystko układać na półeczki? Nie można mieć trochę uroczego bałaganiku choćby
                                                    w duszy? :-)
                                                  • Gość: Iza Re: Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 17:38
                                                    Serdeczne dzięki za streszczonko...ja nie narzekam jedynie, że praca mnie goni
                                                    i rujnuje sobie zycie w ogóle przez to bicie piany, acz sympatyczne,
                                                    błyskotliwe i wymyslne, że hoho;-)) Po co nowe wątki zakładac jak tutaj mozna
                                                    każdy temat rozwinac jak sie podoba;-) a co do "Wazy", (bo tak Warszawę nazywał
                                                    mój syn gdy miał 1,5 roku i do dzisiaj uwielbia dworce i pociagi) to jestem
                                                    ciekawa gdzie mozna spotkac wcielenie toytoyka nigdy takiego tam nie
                                                    widziałam...chyba dawno nie byłam...
                                                    Błędny Rycerz nawet nie wie co go czeka jak sie pojawi...nie nadazy odpierać
                                                    naszych postów...az dojdziemy do liczby 200
                                                  • white.falcon Re: Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) 17.10.05, 18:18
                                                    No odrazu taka tam ruina w życiu! Ciężkie słowo - jak kamień. Nie uważam, że to
                                                    jest bicie piany. Jeśli chociaż raz uśmiechnęłaś się podczas pisania lub
                                                    czytania - to cel osiągnięty. Poprawiłaś sobie humor. Miło jest pisać o czymś
                                                    wesołym i zabawnym, bo smutku i siąpiących łezek w zyciu nie brak.

                                                    Masz bardzo mądre dziecko - słusznie lubi dworce i pociągi. Jak nic intuicja mu
                                                    podpowiada, że Mam wybierze się w podróż. ;-)

                                                    A Toni ma zapewne czkawkę i nie wie, dlaczego. Ale się zdziwi, jak tu umęczony
                                                    żywiołem, zajrzy. ;-)
                                                  • Gość: Iza Re: wyjaśnienie dla WF IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 18:56
                                                    Ruina jakie tam cięzkie słowo...;-) w końcu dobrowolna - to raczej moja
                                                    wina...odkad tutaj wsadziłam nos, bo tak naprawde zajrzałam na forum kilka dni
                                                    temu ale na biznes a wolnych chwilach zaglądałam tutaj.Teraz jest odwrotna
                                                    tendencja...tam przy okazji a tutaj czesciej...;-)
                                                    Masz rację" bicie piany" zostało niewłasciwie uzyte i kalam sie za to...
                                                    Nie raz sie uśmiechnęłam, ale nawet uhahałam...;-)
                                                  • white.falcon Re: wyjaśnienie dla WF 17.10.05, 18:59
                                                    Et tam - żadna wina, raczej zasługa. No gdzie byś natrafiła na pierniczkowe (z
                                                    Twojej ręki) towarzystwo? Wyciągnęłaś nas ze smutku, marazmu, kałuż
                                                    poniszczonych uczuć i rozbitych w drzazgi marzeń. I dobrze jest. :-)
                                                  • Gość: Iza Re: wyjaśnienie dla WF IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 19:07
                                                    Ja sama nie wyciągnęłabym...poza tym zbyt często jestem w tej beznadzieji...to
                                                    taka kraina w Piernikowie, nieopodal lasu, gdzie mnie czesto ciagnie...bo
                                                    przeciez kompa na plecach nie noszę...
                                                  • white.falcon Re: wyjaśnienie dla WF 17.10.05, 19:12
                                                    A kto nie bywa w takim stanie? Każdy ma taki zakątek w Piernikowej krainie,
                                                    gdzie chowa swoje małe smutki, ale im dłużej ich nie wyciąga, tym bardziej
                                                    usychają i nie pasożytują na nas. Czasem komp nie jest potrzebny, bo ma się
                                                    świadomość, że w kompiku na ekraniku po powrocie zastanie się symaptyczne
                                                    słowa, które ułożą się w rozbrajające smutki zdania. :-)
                                                  • Gość: Iza Re: wyjaśnienie dla WF IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 19:15
                                                    Świeta racja...
                                                    " w kompiku na ekraniku"...:-)
                                                    To ja schowam sie teraz w papierzyskach...zajrze tutaj za kilka godzin
                                                    sprawdzic jak sie macie.
                                                  • white.falcon Re: wyjaśnienie dla WF 17.10.05, 19:17
                                                    Tylko przełącz się z powrotem z tych papierzysk i uważaj, byś w nich nie
                                                    ponawypisywała o wycieraczce Meduzy, Toytoyku na dworcu i ptaku w błazeńskiej
                                                    czapce na łebku. :-)
                                                  • toytoyek Re: Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) 17.10.05, 18:22
                                                    Oj tak tak, Toniemu współczuć tylko mogę, bo domyślam się jak wiele cennego
                                                    czasu będzie musiał poświęcić na dociekania kto i co miał na myśli aluzje
                                                    stosując wszak nie płytkie w niektórych elementach tego wątku. A że struktura
                                                    drzewiasta wprowadza dodatkowy zamęt to mam nadzieję, że przed kolejną powodzią
                                                    Toni zdąży rozkodować wszystkie jakże głębokie i treściwe kierunki, w jakich
                                                    się rozwinęliśmy. I obawiam się, że i przed 300. postem wciąż nie wszystko
                                                    będzie dlań jasne...

                                                    A co do bałaganiku - ależ oczywiście można go mieć wszędzie. W głowie, w duszy,
                                                    na peronie, pod wycieraczką... I cały w tym urok pierniczkowego towarzystwa, że
                                                    pełni kontrastów nie zwracamy uwagi większej na ład przestrzenny, także w swych
                                                    duszach...

                                                    Matko, zaczynam chrzanić coraz bardziej. Może trzeba się opanować, bo Toni
                                                    będzie bez szans... Postuluję nie zmieniać wątku, bo ten jest na tyle długi, że
                                                    już nikt poza nami go nie czyta i może to lepiej.
                                                  • toytoyek Re: Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) 17.10.05, 18:23
                                                    Ja tylko mam takie pytanko:czy któraś z udzielających się tu osób jest jakimś
                                                    filologiem, poetą, redaktorem, czy też innym kimś o zacięciu językowym? Bo
                                                    palce sobie oblizuję jak niektóre (bynajmniej nie swoje) teksty czytam:-)))
                                                  • white.falcon Re: Małe streszczonko dla Izy i nie tylko ;-) 17.10.05, 18:50
                                                    Bylebyś paznokci nie obgryzał. Widziałam reklamę jakiegoś środka (nie pamiętam,
                                                    jakiego) na złośliwego stworka wkrętka. On obgryzał paznokcie i wrednie gapił
                                                    się. Stworka zapamiętałam, bo ponoć urzęduje na obgryzanych paznokciach. ;-)

                                                    Co do zapytanka. A jak Ci się wydaje być? Tu w pierniczkowym towarzystwie każdy
                                                    jest według potrzeby literatem, poetą, poważnym redaktorem, rymiarzem i czym
                                                    tam jeszcze. A w życiu - no nie każdy może zostać szczęśliwym stolarzem, gdy
                                                    np. ma takie powołanie, bo akurat musi robić coś innego. ;-D
                                                  • white.falcon Jak zapobiec kłopotom Toniego ;-) 17.10.05, 18:56
                                                    toytoyek napisał:

                                                    > Oj tak tak, Toniemu współczuć tylko mogę, bo domyślam się jak wiele cennego
                                                    > czasu będzie musiał poświęcić na dociekania kto i co miał na myśli aluzje
                                                    > stosując wszak nie płytkie w niektórych elementach tego wątku. A że struktura
                                                    > drzewiasta wprowadza dodatkowy zamęt to mam nadzieję, że przed kolejną
                                                    powodzią Toni zdąży rozkodować wszystkie jakże głębokie i treściwe kierunki, w
                                                    jakich się rozwinęliśmy. I obawiam się, że i przed 300. postem wciąż nie
                                                    wszystko będzie dlań jasne...

                                                    Ależ przecież będzie mógł zadawać pytania, a my mu na nie odpowiemy zgodnie z
                                                    prawdą i poczuciem rzeczywistej nierzeczywistości oraz aktualnym stanem ducha
                                                    odpowiadającego. ;-)

                                                    > A co do bałaganiku - ależ oczywiście można go mieć wszędzie. W głowie, w
                                                    duszy, na peronie, pod wycieraczką... I cały w tym urok pierniczkowego
                                                    towarzystwa, że - pełni kontrastów nie zwracamy uwagi większej na ład
                                                    przestrzenny, także w swych duszach...
                                                    >
                                                    > Matko, zaczynam chrzanić coraz bardziej. Może trzeba się opanować, bo Toni
                                                    > będzie bez szans... Postuluję nie zmieniać wątku, bo ten jest na tyle długi,
                                                    że już nikt poza nami go nie czyta i może to lepiej.

                                                    Ja nie chcę Ciebie rozczarowywać, ale niektórzy czytają. Nie wiem, jak Wy, ale
                                                    mogę robić za forumowego błazna. Sokołowi w czapce z dzwoneczkami byłoby do
                                                    twarzy... tfuj - dzioba chyba. ;-) Zas Toni nie będzie miał wyjścia, tylko
                                                    będzie musiał zadawać pytania, by dowiedzieć się, co tu się dzieje bez jego
                                                    udziału. :-)
                                                  • toytoyek Re: Jak zapobiec kłopotom Toniego ;-) 17.10.05, 19:33
                                                    > Ależ przecież będzie mógł zadawać pytania, a my mu na nie odpowiemy zgodnie z
                                                    > prawdą i poczuciem rzeczywistej nierzeczywistości oraz aktualnym stanem ducha
                                                    > odpowiadającego. ;-)

                                                    NIe no, oczywiście. Ja chętnie odpowiem, jeśli tylko zrozumiem pytanie.
                                                    >
                                                    > Ja nie chcę Ciebie rozczarowywać, ale niektórzy czytają. Nie wiem, jak Wy,
                                                    ale
                                                    > mogę robić za forumowego błazna. Sokołowi w czapce z dzwoneczkami byłoby do
                                                    > twarzy... tfuj - dzioba chyba. ;-) Zas Toni nie będzie miał wyjścia, tylko
                                                    > będzie musiał zadawać pytania, by dowiedzieć się, co tu się dzieje bez jego
                                                    > udziału. :-)
                                                    >
                                                    Och tak, robienie za forumowego błazna jest ciekawym doświadczeniem, czy to w
                                                    czapce z dzwoneczkami na głowie, czy to tamując powódź własną zbroją, czy to
                                                    dziergając na drutach mackami na wycieraczce, czy to swe rozczochrane kosmyki
                                                    plącząc w sweter, czy wreszcie bezdusznie stojąc na czwartym peronie w
                                                    kształcie prostopadłościennym...

                                                    A myślisz, że ktoś to jeszcze czyta? To gupi normalnie jakiś musi być, że czyta
                                                    a się nie włącza do taaaaakiej fajnej rozmowy.

                                                    Ale ale, my tu gadu gadu, a czy tam przypadkiem w USA to już nie wtorek? Bo ja
                                                    się na tych zmianach czasu to nie znam, ale we wtorek tu podobno miało być o
                                                    jedną osobę więcej...
                                                  • white.falcon Czekając na Toniego i o Zahedanie ;-) 17.10.05, 20:02
                                                    toytoyek napisał:

                                                    > NIe no, oczywiście. Ja chętnie odpowiem, jeśli tylko zrozumiem pytanie.

                                                    Ja odpowiem, jak nawet nie zrozumiem. Życzliwa jestem wobec naszego
                                                    Rodaka ... ;-)

                                                    > Och tak, robienie za forumowego błazna jest ciekawym doświadczeniem, czy to w
                                                    > czapce z dzwoneczkami na głowie, czy to tamując powódź własną zbroją, czy to
                                                    > dziergając na drutach mackami na wycieraczce, czy to swe rozczochrane kosmyki
                                                    > plącząc w sweter, czy wreszcie bezdusznie stojąc na czwartym peronie w
                                                    > kształcie prostopadłościennym...

                                                    Dlaczego bezdusznie stojąc. Możesz stać z duszą (np. taką od piecyka
                                                    gazowego). ;-)

                                                    > To gupi normalnie jakiś musi być, że czyta a się nie włącza do taaaaakiej
                                                    fajnej rozmowy.

                                                    Może się wstydzi? I tak ścichapęk obserwuje? Kiedyś zaglądał tu Zahedan (też
                                                    Rodak, jak Toni, tylko gorzej znał język, ale rozumiał lepiej). Pisał w języku
                                                    zachedańskim (tak określiłam tę mowę), posiadał kilimek i mole, które mu go
                                                    atakowały. mam jednak wątpliwość, czy Toni zrozumiałby Zahedana. Ale Zahedan do
                                                    pierniczkowego świata by się nadał. A może trzeba zaprosić innych do udziału w
                                                    twórczym marazmie? ;-)

                                                    > Ale ale, my tu gadu gadu, a czy tam przypadkiem w USA to już nie wtorek? Bo ja
                                                    > się na tych zmianach czasu to nie znam, ale we wtorek tu podobno miało być o
                                                    > jedną osobę więcej...

                                                    Poczekamy cierpliwie zatem. Napewno chcemy wiedzieć, jak poszło Toniemu. :-)
                                                  • toytoyek Re: Czekając na Toniego i o Zahedanie ;-) 17.10.05, 21:48
                                                    > Ja odpowiem, jak nawet nie zrozumiem. Życzliwa jestem wobec naszego
                                                    > Rodaka ... ;-)

                                                    Ja też życzliwy, ale odpowiadanie na pytanie,którego się nie zrozumiało zawsze
                                                    niesie za sobą ryzyko, że udzieli się niesłusznej, a być może wręcz krzywdzącej
                                                    odpowiedzi...

                                                    >
                                                    bezdusznie stojąc na czwartym peronie w
                                                    > > kształcie prostopadłościennym...
                                                    >
                                                    > Dlaczego bezdusznie stojąc. Możesz stać z duszą (np. taką od piecyka
                                                    > gazowego). ;-)

                                                    Ależ to jest pomysł znakomity! Zatem od dziś będę stał dusznie. Jednocześnie
                                                    tłocząc rowki w wycieraczkach...
                                                    >
                                                    > Może się wstydzi? I tak ścichapęk obserwuje? Kiedyś zaglądał tu Zahedan (też
                                                    > Rodak, jak Toni, tylko gorzej znał język, ale rozumiał lepiej). Pisał w
                                                    języku
                                                    > zachedańskim (tak określiłam tę mowę), posiadał kilimek i mole, które mu go
                                                    > atakowały. mam jednak wątpliwość, czy Toni zrozumiałby Zahedana. Ale Zahedan
                                                    do pierniczkowego świata by się nadał. A może trzeba zaprosić innych do udziału
                                                    w twórczym marazmie? ;-)

                                                    No trzeba! A ten kolega, choć go nie znam, już mi się podoba! Czemu, ach czemu,
                                                    odszedł był z forum...
                                                    >
                                                    > Poczekamy cierpliwie zatem. Napewno chcemy wiedzieć, jak poszło Toniemu. :-)
                                                    >
                                                    Nie wiem jak inni, ale ja chcę bardzo. Toni, czy u Was już wtorek? Z
                                                    niecierpliwością powrócę jutro na to forum...
                                                  • white.falcon Re: Czekając na Toniego i o Zahedanie ;-) 17.10.05, 21:57
                                                    toytoyek napisał:


                                                    > Ja też życzliwy, ale odpowiadanie na pytanie,którego się nie zrozumiało
                                                    zawsze niesie za sobą ryzyko, że udzieli się niesłusznej, a być może wręcz
                                                    krzywdzącej odpowiedzi...

                                                    Każdą odpowiedź można przy braku życzliwości zinterpretować mylnie. Ale znając
                                                    Toniego i naszą życzliwość wobec niego zostaniemy po małym zamieszaniu
                                                    zrozumiani odpowiednio przez Toniego (co nie oznacza, że zrozumiani tak, jak
                                                    chcemy to przekazać). ;-)

                                                    > Ależ to jest pomysł znakomity! Zatem od dziś będę stał dusznie. Jednocześnie
                                                    > tłocząc rowki w wycieraczkach...

                                                    I buchając parą (wszak to dusza od piecyka). A jak dobrze pójdzie, to mozna
                                                    strawę gotować dla znużonych podróżnych. ;-D

                                                    > No trzeba! A ten kolega, choć go nie znam, już mi się podoba! Czemu, ach
                                                    czemu, odszedł był z forum...

                                                    Może jeszcze znajdzie się z powrotem. Zawsze, gdy widział swoje imię,
                                                    odnajdywał się. Byleby tylko dowiedział się, że go ludziki z pierniczkowego
                                                    świata poszukują. :-)


                                                    > Nie wiem jak inni, ale ja chcę bardzo. Toni, czy u Was już wtorek? Z
                                                    > niecierpliwością powrócę jutro na to forum...

                                                    Też będę zerkać, oczekując relacji Toniego z jego pomocnego ratowania innych.
                                                    Życzę zatem spokojnego dobranockowania wszystkim pozdrawiając i machając
                                                    błazeńską czapeczką,
                                                    Sokółka
                                                  • meduza4 Niech mi ktos wyjasni... 18.10.05, 08:54
                                                    Jak mozna zakrapiac meduzami???
                                                    Piwem to ja rozumiem, ale meduzami? Zdaje sie, ze juz po mnie :-(


                                                    Gość portalu: Iza napisał(a):

                                                    > zakrapiając piwem, meduzami, wycieraczkami i kolorowymi listkami. Sama juz
                                                    sie
                                                    > nie łapie w tym drzewku.


                                                  • white.falcon Temat miłości fatalnej :-) 17.10.05, 21:58
                                                    Czy w pierniczkowym świecie istnieje miłość fatalna i z czym ją się je? Ma
                                                    pestki? Czy może ją najpierw trzeba w czymś wymoczyć, by pozbawić fatalności? ;-
                                                    D
                                                  • toytoyek Re: Temat miłości fatalnej :-) 17.10.05, 22:06
                                                    W pierniczkowym świecie każda miłość jest czysta i nieskalana fatalnością, ani
                                                    tym bardziej fatalizmem. A cech owych przyziemnych pozbawia się sama, ot tak po
                                                    prostu, jak to miłość...

                                                    Wszelkich fatalnych zapraszamy serdecznie celem odfatalnienia swych więzów,
                                                    dzwoniąc czapeczką i puszczając parę z duszy (tej od żelazka).

                                                    Czy ja jużmówiłem, że coraz większe gupoty tu sobie piszemy?
                                                  • white.falcon Re: Temat miłości fatalnej :-) 17.10.05, 22:44
                                                    Sądzę, że ponownie masz rację, Toytoyek. Pierniczkowy świat musi należec do
                                                    tych lepszych światów. :-)

                                                    Czapeczką mam dzwonić ja! To sokołkowa czapeczka. Ty masz duszę (od żelazka) i
                                                    masz pufać parą. ;-)

                                                    Co zaś dotyczy głupot. Bardziej można zgłupieć od powagi, niż od sympatycznych
                                                    głupot (tak na poważnie - to jest to swojego rodzaju odskocznia i w jakiś
                                                    sposób korzystnie wpływa na ludzi).

                                                    Iza obiecała wygrzebać się z papierów (puśćmy je z dymem, to ją zwabi!) i jej
                                                    nie ma. Toni zaginął za tym swoim modrym oceanem. Meduza nakryła się
                                                    wycieraczką i chyba śpi... Licze na to, że pojawią się jutro. :-)
                      • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 18:01
                        ToyToyek. Typojesz Utah? Hmmmmm. Ja niemam nic wspulnego z Mormonami, czy
                        SSociety, poza tym ze "nasza"(gdzie pracuje) firmowa sekretarka wyszla za
                        Mormona, ale nawet obecnie juz nie praktykuje i jest na drodze do
                        chrzescianstwa. Juz pisalem, ze jestem z Nowej Anglii(nie Massachussetts),
                        gdzie jest wszystko "pod reka".
                        Pozdrowienia.
                      • Gość: Dumna feministka Re: I co ja mam zrobić? IP: *.nd.e / *.kk.e-wro.pl 19.10.05, 22:05
                        No, no . Panowie to zawsze o długośc walczą. To jakieś kompleksy? Nawet nie
                        wiem o co chodzi ale dla długości się poświęcę i nawet sama sobie zacznę
                        odpisywać :)
                        Na pociechę. Walcząc z negacją internetowych znajomości. Mój bram ma żonę, z
                        którą się poznał w ten sposób. I żyją sobie (na razie szczęśliwie).
                        A czy Ty wiesz Toyotoyku, że ponoć najszczęśliwsze małżeństwa są wtedy kiedy
                        mężczyzna jest starszy od kobiety o 12 lat? Może ta Twoja ma dopiero 15 lat?
                        Musisz poczekać bo z nieletnimi.... nie uchodzi.
                    • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 17:52
                      White.falcon. No nie wiesz, ze jak niesmialy, a ty przeciez ladna kobieta
                      jestes. Do teg takie chuczne powitania mnie pesza. Uwielbiam sie zgubic w
                      tlumie i byc nierozpoznanym. Ale przypadkowe spotkanie przyjaciela jest mile
                      widziane.
                      Pozdrowienia.
                      • white.falcon Piękna cecha charakteru Toniego :-) 18.10.05, 17:54
                        I dodatkowo, Toni, jesteś skromny. To sympatyczna cecha. Natomiast dlaczego
                        mielibyśmy nie hucznie witać Znajomego, szczególnie gdybyśmy ucieszyli się? To
                        przecież miłe. :-)
                  • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 17:22
                    ToyToyek, Dzieki za zaproszenie, ale do Polski sie ostatnio nie wybieram. Nie
                    mam az tyle czasu. Ale jak Ci sie nudzi w Warszawie to moze skoczysz do Nowej
                    Angli. Tu tez mamy piwo i ciemne mroczne knajpki, co nikt nie widzi co sie "pod
                    stolem" dzieje. Przy okazji pytanie. Teraz ostatnio mozecie tutaj przyjezdzac
                    turystycznie slyszalem. Czy to jest drogi wyjazd dla was i czy musicie podac
                    miejsce pobytu w USA, Konsulowi?
                    Pozdrowienia.
                    • white.falcon Do Toniego :-) 18.10.05, 17:52
                      Może ja odpowiem, bo jak zajrzysz na następną stronę wpisów, to tam Toytoyek
                      już odpowiedział. My potrzebujemy wiz, a nie każdemu te wizy dają. Wiele osób
                      tego nie rozumie, bo nie każdy przecież jedzie pracować, są tacy, co chcą
                      znajomych odwiedzić, pozwiedzać inny kraj. No i te wizy drogo kosztują,
                      niestety.

                      Opowiedz lepiej, jak Ci poszło pomaganie sąsiadom? Czy ten potop to było coś
                      poważnego?

                      Cieszę się, że Cię widzę w dobrym zdrowiu. Zobacz, tęskniliśmy tu wszyscy za
                      Tobą. Nawet Meduza. :-)
                      Pozdrawiam,
                      Sokoliczka
                      • Gość: toni Re: Do: White.falcon. IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 21:30
                        Dzieki wam Wszystkim za Pamiec. Ta cala powodz to nic wielkiego. Tak troszke
                        puscili wody na niby pola, ale ze stejt maly to poszlo troszke na domy i
                        biznesy. Szybko przyszla i szybko poszla ta woda. To stalo sie w niedziele o 4
                        rano, ale nawet znajomi nie wiedzieli nic, ze ich biznes zalalo jak popoludnu i
                        dopiero w tedy dzwonili, zeby im pomoc. Tylko duzo sprzatania zostalo. Jeszcze
                        bede im pomagal w srode caly dzien. Wszystko musi byc odkazone i splukane
                        czysta woda. Jak ni, to zacznie gnic szybko. Cziagle jest nadzwyczaj cieplo
                        (tak jak na wiosne tutaj). W czwartek i piatek juz mnie wolali do przystani
                        jachtowej, bo tam ich rowniez ponioslo. Tak znajomym sie pomaga, ale oni za
                        wszystko placa ekstra "pod stolem". Placa i musze wziasc zplate, bo jak nie
                        wezme, to nastepnym razem jak cos beda potrzebowac, to sie beda wstydzic(bo nie
                        wziolem uprzednio)i nie zawolaja. Nprawde. I to niema znaczenia, ze oni nawet
                        nie maja ubespieczenia od powodzi(juz dawno nie bylo powodzi). Dobrze, ze ma
                        duzo personalnych dni z mojej stalej pracy. Pozdrowienia.
    • white.falcon Bajka na dobranoc ;-) 17.10.05, 22:52
      Skoro mamy Pierniczkowy świat, to prezentuję Wam bajeczkę na dobranoc w
      kontekście rozmów o Pierniczkowym świecie:

      "- Ależ dajcie spokój, - powiedziała Mysz, - przecież to wszystko bzdury. Świat
      jest okrągły - to znaczy kulisty jak piłka.

      - Nasz świat taki jest, - rzekł Ryczypisk, - Ale czy ten również?

      - Czy mam przez to rozumieć, - powiedział Kaspian, - że wy troje pochodzicie z
      okrągłego świata - okrągłego jak piłka?
      I nigdy mi o tym nie powiedzieliście?
      Zastanawiamy się, dlaczego wy możecie dostać się do naszego świata, a my nie
      możemy wejść do waszego?
      To musi być niesamowite, żyć na takiej piłce.
      Czy byliście kiedykolwiek w tej jej części, gdzie ludzie chodzą głowami w dół?

      Ryczypisk potrząsnął głową.

      - To wcale tak nie jest, - powiedział, - Mało jest rzeczy szczególnych w
      kulistym świecie, jeśli się tam jest."

      Dobranoc. :-)
      • toytoyek Re: Bajka na dobranoc ;-) 17.10.05, 23:25
        Bardzo ładna bajeczka:-) Mam nadzieję, że jutro (och, jutro niestety mam sporo
        pracy i wpadać będę bardzo okazjonalnie...) powrócą ci, którzy zawiedli nas w
        ten październikowy wieczór swą nieobecnością. I może nowe pierniczki do nas
        dołączą celem bezkarnego popisania głupot - tak, anonimowe tworzenie
        pierniczkowego świata to jest to... W końcu nawet Toni będąc zapewne prezesem w
        jakiejś ważnej instytucji tu nie musi obawiać się docinków i uwag o swym braku
        powagi. A jeśli nawet to przecież nikt się nie dowie, że Bill Gates i Toni to
        ta sama osoba, a my nikomu nie powiemy. Obawiam się tylko żeby nie przyleciał
        do nas na piwo na Pola z ochroną, bo jakoś bym się czuł nieswojo...
        • white.falcon Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 08:02
          Jak widzę, to ja zaczynam jako pierwsza dzień w pierniczkowym świecie. Hej,
          hej - smacznej kawy, herbaty!!! :-) Izo, nie zasnęłaś na papierami? Meduzko,
          przetrzyj śliczne oczęta mackami. Toytoyku, dzień się zaczął!:-)

          Oooo, sądzisz Toytoyku, że Toni jest aż tak ważny, że przyleci ze smutnymi
          Panami. Ja chyba nie czułabym się nieswojo - tylko zaciekawiona i spróbowałabym
          któregoś uszczypnąć, by sprawdzić, czy
          a) jest prawdziwy i nie jest balonikiem;
          b) by upewnić się, że to mi się nie śni (przecież nie będę szczypać siebie, by
          mówić "auuu" lub też kogoś z pierniczkowego świata, bo niby po co macie
          mówić "auuu". Niech obcy mówią "auuu").
          No i w otoczeniu smutnych Panów na Polu Mokotowskim zrobilibyśmy furorę, a
          jakie wieści rozpełzłyby się po stolycy. ;-)
          • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 10:58
            Ja dziś przywalony pracą, ale widzę że nie tylko ja. Toni wciąż ratuje
            topielców, meduzie zaplątał się sweterek w wycieraczkę, a Iza pewnie zaczęła
            się czesać na powrót Toniego, a to może być proces długotrwały.

            > Oooo, sądzisz Toytoyku, że Toni jest aż tak ważny, że przyleci ze smutnymi
            > Panami.

            No nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Czyżbyś Ty miała droga Sokółko?

            > No i w otoczeniu smutnych Panów na Polu Mokotowskim zrobilibyśmy furorę, a
            > jakie wieści rozpełzłyby się po stolycy. ;-)

            Oj taaaaak, zawsze chciałem kogoś ważnego poznać. Tylko w dzisiejszych czasach
            to się robi niebezpieczne - ten ma dziadka w Wehrmahcie, tamten to nie wiem co
            jeszcze... Aż boję się trochę takich ważnych person...
            • meduza4 Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 11:04
              toytoyek napisał:

              > Ja dziś przywalony pracą, ale widzę że nie tylko ja. Toni wciąż ratuje
              > topielców, meduzie zaplątał się sweterek w wycieraczkę, a Iza pewnie zaczęła
              > się czesać na powrót Toniego, a to może być proces długotrwały.

              Sprostowanie: meduze omotano kilkoma sprawami do pilnego zrobienia :-)
              Jednakze nie ma to nic wspolnego ze sweterkiem i wycieraczka.
              W sprawe jednak zamieszany jest jej przystojny szef o pieknych brazowych
              oczach...

              "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
              swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
              • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 11:17
                > Sprostowanie: meduze omotano kilkoma sprawami do pilnego zrobienia :-)
                > Jednakze nie ma to nic wspolnego ze sweterkiem i wycieraczka.
                > W sprawe jednak zamieszany jest jej przystojny szef o pieknych brazowych
                > oczach...
                >
                Ach, to pewnie ten słynny szef z konkurencyjnego wątku, co powoduje, że Meduzka
                rzadziej ma czas zawitać do naszego świata z cukru!
                • white.falcon Czy Toni jesat zaginionym bratem milionera? ;-) 18.10.05, 11:38
                  Nie wiem, czy nie powinniśmy zrobić się zazdrośni o tego szefa - każdy z innych
                  względów, ale zazdrośni i już. ;-)

                  Swoją drogą, Toytoyku, sądzisz, że Toni kogoś tam może gdzieś nie tam, gdzie
                  powinien mieć? I kto to może być? Chociaż może okazać się nie tragicznie, a
                  romantycznie, bo może Toni być zagubionym bratem multimilionera. Nie miałam
                  okazji znać multimilionerów, ani jakichś ich braci czy pociotków, a byłoby to
                  ciekawe. Co sądzisz na temat tego przypuszczenia? :-)
                  • meduza4 Re: Czy Toni jesat zaginionym bratem milionera? ; 18.10.05, 13:23
                    white.falcon napisała:

                    > Nie wiem, czy nie powinniśmy zrobić się zazdrośni o tego szefa - każdy z
                    innych
                    >
                    > względów, ale zazdrośni i już. ;-)

                    Nic tu zazdrość nie pomoże i nic nie zmieni ;-)
                • meduza4 Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 13:22
                  toytoyek napisał:

                  > Ach, to pewnie ten słynny szef z konkurencyjnego wątku, co powoduje, że
                  Meduzka
                  >
                  > rzadziej ma czas zawitać do naszego świata z cukru!

                  No bo mój szef jest taki fajny i słodziutki, że aż szkoda się gdzieś w necie
                  błąkać mając go pod ręką :-)
                  • Gość: żona_i_mama Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.eranet.pl 18.10.05, 13:44
                    Witam wąteczek:)
                    Tu stara fanka toytoyka:))))). Nie zaglądałam tu wczoraj, a tu proszę - tyle
                    nowych postów, a nie mam niestety czasu wszystkich przeczytać. Chyżbyście
                    tęsknili za uroczym Tonim z hameryki;)?
                    • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 14:59
                      > Witam wąteczek:)
                      > Tu stara fanka toytoyka:))))).

                      Och jak mi miło! Witam jedną z pierwszych i jakże skuteczną pocieszycielkę!

                      Nie zaglądałam tu wczoraj, a tu proszę - tyle
                      > nowych postów, a nie mam niestety czasu wszystkich przeczytać. Chyżbyście
                      > tęsknili za uroczym Tonim z hameryki;)?

                      Oj chyżbyśmy, chyżbyśmy...

                      A Sokółka takie ciekawe przypuszczenie zmontowała odnośnie powiązań familijnych
                      Toniego z bogatymi mieszkańcami USA. No Sokółko myślę, że to całkiem
                      niewykluczone. Ja kiedyś usłyszałem takie mądre zdanie, że najbardziej drażni
                      nas w innych taka cecha, jaką sami mamy. No a ponieważ Toni szuka biednej
                      dziewczyny, czyli drażnią go bogate. Ot i cała sprawa... No spójność logiczna
                      tylko tu wątpliwa o tyle, że ja mam dość pracoholizmu drugich połówek (w tym
                      przekonaniu tkwię od początku wątku), więc by wychodziło że sam też jestem
                      pracoholikiem, a tu nic z tego... Nawet czasem żałuję, ale zmusić się do
                      pracoholizmu nijak nie mogę...

                      Meduzko zostaw szefa! Wróć do nas, do słodkich pierniczków!
                      • meduza4 Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 15:08
                        toytoyek napisał:

                        >
                        > Meduzko zostaw szefa! Wróć do nas, do słodkich pierniczków!

                        Nie mogę. On jeden jest realny :-DDD
                      • white.falcon Kwestia ugorów ;-) 18.10.05, 17:36
                        toytoyek napisał:

                        > Toniego z bogatymi mieszkańcami USA. No Sokółko myślę, że to całkiem
                        > niewykluczone. Ja kiedyś usłyszałem takie mądre zdanie, że najbardziej drażni
                        > nas w innych taka cecha, jaką sami mamy. No a ponieważ Toni szuka biednej
                        > dziewczyny, czyli drażnią go bogate. Ot i cała sprawa... No spójność logiczna
                        > tylko tu wątpliwa o tyle, że ja mam dość pracoholizmu drugich połówek (w tym
                        > przekonaniu tkwię od początku wątku), więc by wychodziło że sam też jestem
                        > pracoholikiem, a tu nic z tego... Nawet czasem żałuję, ale zmusić się do
                        > pracoholizmu nijak nie mogę...

                        A może ta logiczna spójność jest tradycjonalistką i trzyma się wyłącznie uczuć?
                        Wszak uczucia istnieją od wieków, a pracocholizm to rzecz nabyta prawdopodobnie
                        w ostatnim stuleciu. Nie słyszałam bowiem, by w średniowieczu jakiś chłop był
                        pracocholikiem i orał wszystkie pola i ugory, które mu się napatoczyły w zasięg
                        ręki lub też patrycjusze rzymscy świata nie widzieli poza pracą, zaniedbując
                        żony, niewolnice, nałożnice i kogo tam jeszcze.

                        A w powyższym kontekście powstaje pytanie pierniczkowe: co robi taki ugór, by
                        nie popaść w zaoranie? Ucieka, mężnie się broni? A jeżeli tak, to czym? ;-)

                        > Meduzko zostaw szefa! Wróć do nas, do słodkich pierniczków!

                        Popieram, szef nie zając, chyba że ma tak na nazwisko, ale i tak nie ucieknie.
                        Znajdź, Meduzko, jakiś mankament w nim, bo zadurzysz się na amen. Poobserwuj,
                        może on np. liże swoje odbicie w lusterku, gdy nikt nie patrzy, albo każe
                        sekretarce brać leki na przeczyszczenie, by zawsze była zgrabna, wmawiając, że
                        podziwia, że mieści się w garsoneczkach o rozmiarze 35? ;-)
                  • white.falcon Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 14:54
                    Zawszeć lepiej podpilnować, niż puścić samopas. Jeszcze się zgubi lub go ktoś
                    ukradnie. Dobzi szefowie teraz w cenie. ;-)
                    • meduza4 Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 15:09
                      No tak, pierwszy raz w życiu mam normalnego szefa...
                      To jakieś podejrzane...
                      • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 15:11
                        A czy on ma cokolwiek pierniczkowo-cukierkowego? Chociaż odrobinę miodu w
                        uszkach albo cukierkowy uśmiech?

                        A my tak...
                        • Gość: Iza Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 16:05
                          ...a dzińdoberek wątkowiczom...wyjrzałam na chwilke zza papierów, które mnie
                          niemiłosiernie przywalają i końca nie widać...wyjątkowo goracy okres...nawwet
                          nie mam czasu czesać czupryny raz dziennie, co by na to Toni powiedział tam
                          przecież w powodzi nawet kobiety maja pod reka prostownice do włosów i
                          zgrzebadła...Ale w jakims poście przeczytałam, że tutaj można odfatalnić swoją
                          miłośc czy jakos tak. A czy mozna tez tutaj odpapierzyc swoja prace albo
                          odkłopocić? Pracy bedzie sporo wiec pewnie utone w powodzi papierów,
                          paragrafów, aneksów ...czasami przegryzając jednak jakimś pierniczkiem;-)
                          • white.falcon Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 17:26
                            Witaj, Izo. Skoro Toytoyek zasugerował, że przebywanie w pierniczkowym świecie
                            odfatalnia miłość (szczególnie, ale to dodam ja, nieudaną, taką, która "ni w
                            pięć ni w dziewięć trafia" i kuleje wstrętnie piszcząc "pi, pi, pi" i do
                            niczego nie prowadzi), to papiery odpapierzyć można chyba też. Izo, a nie
                            łatwiej je puścić z dymem, a potem zwalić wszystko na siłę nieczystą?;-)
                            • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 17:31
                              O właśnie, Izo: z dymem je, z dymem!

                              A nie wiem czy zauważyliście, drogie pierniczki, że gdzieś w 83% poprzedniej
                              strony (tej 101-200) pojawił się Toni. Jego też zgubiła struktura drzewiasta,
                              tak jak mnie niegdyś, i jego posta pojawił się w jakimś dziwnym miejscu.

                              Toni, może jednak do Polski byś się wybrał, bo my żeby jechać do USA
                              potrzebujemy wizy cały czas i wcale nas tam nie chcą... A za wizę od nas Twoi
                              Rodacy kasują niemiłosiernie w twardej walucie. Próbowaliśmy wyrabiać sobie
                              wizy i płacić za nie pierniczkami, ale nie chcieli...

                              No a dla tych co nie zwrócili uwagi: Toni jest z Nowej Anglii i napisał, że
                              mają tam knajpki ciemne, gdzie można robić różne rzeczy pod stołem i nikt nie
                              widzi. No i musze powiedzieć, że Toni bardzo się wyrabiasz! Naprawdę mógłbyś do
                              nas przyjechać, bo czuję, że by było fajnie w którejś z ciemnych knajp na
                              Polach Mokotowskich, a już by na pewno Sokółka zadbała, żeby się tam działo...
                              Znaczy się tam, gdzie nie widać... Prawda Sokółko? Bo Iza z Meduzką w tym swoim
                              hehehehe Białymstoku siedzą i nie chcą do nas przyjechać...
                              • white.falcon Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 17:45
                                toytoyek napisał:

                                > No a dla tych co nie zwrócili uwagi: Toni jest z Nowej Anglii i napisał, że
                                > mają tam knajpki ciemne, gdzie można robić różne rzeczy pod stołem i nikt nie
                                > widzi. No i musze powiedzieć, że Toni bardzo się wyrabiasz! Naprawdę mógłbyś
                                do nas przyjechać, bo czuję, że by było fajnie w którejś z ciemnych knajp na
                                > Polach Mokotowskich, a już by na pewno Sokółka zadbała, żeby się tam
                                działo... Znaczy się tam, gdzie nie widać... Prawda Sokółko? Bo Iza z Meduzką w
                                tym swoim hehehehe Białymstoku siedzą i nie chcą do nas przyjechać...

                                Sokół łypie podejrzliwie okiem. A co niby miałby sokół zmajstrować? Skąd wiesz,
                                może sokół ubrałby się w stroik świąteczny (pożyczę z tych - na choinkę),
                                łepetynę rozwichrzoną by jakoś uczesał, pudrem dziób maznął i taki świecący
                                niewinnością nabytą siedziałby jak ta lala (ciekawa jestem, jak długo bym
                                wytrzymała - hiiii). O, a na tę to okazję może by wbił się zamiast dżinsów - w
                                spódnicę. Byłoby to jakoś, jak mi się wydaje, bardziej grzecznie chyba. Bo
                                sokół jest skromny, dobrze, wychowany, pełen cnót wszelakich, zalet.... O Mamo,
                                co ja plotę - hiiiii. ;-)

                                Mam nadzieję, ze Toni dołączy do nas w końcu na końcu postów. Doganiaj nas,
                                Toni, doganiaj. :-)
                            • Gość: żona_i_mama Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.eranet.pl 18.10.05, 17:32
                              qurcze, ja też mam ostatnio kupę roboty i włąśnie zbieram się do domu. Tak więc
                              nic nie wyszło dzisiaj z udzielania się na wątku. Uff, może jutro się uda.
                              Pozdrawiam pracusiów, odfatalniaczy miłości:) i cała resztę. Toniego nie śmiem
                              pozdrawiać, bo nie jestem biedną Polką i nie wiem czy jestem wredna, czy też
                              nie;)
                              Dobranoc
                              • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 17:34
                                Toniego nie śmiem
                                > pozdrawiać, bo nie jestem biedną Polką i nie wiem czy jestem wredna, czy też
                                > nie;)
                                > Dobranoc

                                No co Ty, smutno mu będzie. A poza tym się wyrobił i myślę, że już by
                                zaakceptował Cię z Twoją burżuazyjną pensją...
                              • white.falcon Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 17:47
                                Gość portalu: żona_i_mama napisał(a):


                                > Pozdrawiam pracusiów, odfatalniaczy miłości:) i cała resztę. Toniego nie
                                śmiem pozdrawiać, bo nie jestem biedną Polką i nie wiem czy jestem wredna, czy
                                też nie;)
                                > Dobranoc

                                Ośmiel się jutro, co Ci szkodzi. Toni to człek wyrozumiały i ucieszy się, że go
                                pozdrawiają, a nie - jak niegdyś - psy na nim wieszają. :-)
                                • toytoyek Toni i Mormoni 18.10.05, 18:06
                                  Nawet mi się tytuł zrymował!

                                  Zdecydowanie postuluję dopisywanie na końcu wątku, bo się gubię!

                                  Toni, to a propos stanu z którego pochodzisz. Wiesz, ja typowałem Utah z powodu
                                  katolikó a nie mormonów! Z tego co słyszałem to bardzo chrześcijański stan, ale
                                  mogę się mylić.

                                  A co do sekretarki w firmie i mormona jej męża to o ile mi wiadomo ludzie
                                  niesłusznie psy wieszają na nich, bo u nich wielożeństwo wyklęto już podobno
                                  pod koniec XIX wieku, a to był główny punkt krytyki tej wiary, no nie?

                                  Gwoli rozjaśnienia: mormonem nie jestem, nie to że swoich bronie, o!

                                  Aha, Sokółeczko kochana, no oczywiście że założyłabyś spódnicę na przyjazd
                                  Toniego i wcale nie sugeruję że Ty coś byś tam pod stołem nieładnego robiła,
                                  ale przecież moglibyście się za ręce tam trzymać: ładny gest a czasem ludzie
                                  się krępują... A Ty od razu na mnie z podejrzeniami, oj brzydko...
                                  • white.falcon Re: Toni i Mormoni 18.10.05, 18:16
                                    Toytoyku, a widziałeś kiedyś Sokoła z rękami? Sokoły mają skrzydełka. ;-)
                                    Dzisiaj mało nie zabulgotałam ze śmiechu na basenie, bo akurat w połowie jego
                                    długości przypomniałam sobie o forumowych wpisach. ;-)

                                    A Toniego chciałabym się zapytać o taka miejscowość "Cape Fear". Czy ona
                                    rzeczywiście istnieje, czy też to był wymysł screenplayer'a w jednym z moich
                                    ulubionych filmów?

                                    Już nie wiem, czy wypada pytać o Przylądek Gatteras. I o historię, a raczej
                                    niektóre interesujące mnie jej szczegóły, Nowej Anglii. Bo pytań miałabym wiele.
                                    • Gość: toni Re: Toni i Mormoni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 20:51
                                      Dzieki Wam Wszystkim za Mile Pozdrowienia. "Pod stolem" bylo w cuzdzyslowie i
                                      niema nic z polskim realnym znaczeniem. Hahaha. Ma to tyle jak praca na czarno
                                      (lub inne nie zupelnie legalne nasze dzialania). Z tlumaczenia wychodzi
                                      praca "pod stolem". Smieszne ale prawdiwe. Tak ze niema znaczenia czy ma sie
                                      dzinsy lub nie. ToyToyek, moze masz racje, ze sa tam chrzesciane w Utah. Sami
                                      Mormoni pozuja za nich. No nie? Sokolku, nie widzalem zadnego z tych filmow.
                                      Ale mysle, ze "Cape Fear" jest wszedzie tam gdzie sie czegos boimy. Moze to byc
                                      w Warszawie na Marszalkowskiej jak boisz sie np. czegos za nastepnym
                                      skrzyzowaniem. Moze to byc wyjazd z Polski, czy strach przed oceanem na malej
                                      zaglowce itd. There is nothing in the dark that isn't there in the light.
                                      Except fear.
                                      Mamy tutaj w USA Cape Hatteras i tam latarnie o imieniu Gatteras. Ale to nie
                                      Nowa Anglia. To jest w North Carolina. Rowniez super ciekawy region jak ktos
                                      lubi wode, jak ja. Z natury bardzo sztormowy region, bo spotykaja sie tam dwa
                                      prady. Jeden cieply "Gulf Stream" z poludnia i zimny "Labrador Stream" z
                                      polnocy. Pelno rozbitych starych statkow pod woda(z srebrem i zlotem, moze?).
                                      Teraz mozna plynac kanalami w ladzie i ominac ten przyladek. Czy o to Tobie
                                      chodzilo White Falcon? Ja tam wszystkiego nie wiem. Zdaje sie ze byla ksiazka
                                      dla dzieci w tym temacie(moze napisana przez science fiction pisarza Jules
                                      Verue). Pozdrowienia.
                                      • white.falcon Tajemnice morskich katastrof :-) 18.10.05, 23:55
                                        Dziękuję ogromnie, Toni. Wiesz, powiedziałeś coś dla mnie magicznego, bo magia
                                        mogą być nawet ciekawe wieści. Ucieszyłam się, że wreszcie ktoś to zna - Cape
                                        Hatteras, latarnię i historię z tym miejscem związaną. Mianowicie przeczytałam
                                        przypadkiem bardzo naukową, ale tez bardzo ciekawą książke pt. "Tajemnice
                                        morskich katastrof", w której autor opisywał własnie to miejsce, podliczając,
                                        ile tam zatonęło statków od momentu, gdy ludzie zaczęli oswajać morskie
                                        głębiny. Napisał o tym, że tam zatonęło m.in. wiele statków Wielkiej Armady
                                        (wiozły one ogromne skarby), w późniejszych wiekach akurat ten Cape opanowali
                                        piraci (więc znalazłam książkę, tez naukową, bo historyczną i poczytałam o
                                        nich), a później stale tam tonęły statki. Historia lezy na dnie morza, a w
                                        związku z tym, że akurat warunki klimatyczne są zmienne, to po wielkich
                                        sztormach różne rzeczy tam ludzie znajdują, a z piasków nagle wyłaniają się
                                        korpusy statków, które zatonęły dawno temu i nikt nie wiedział, gdzie. Autor
                                        napisał, że do momentu powstania latarni morskiej (ją kilka razy odbudowywano,
                                        bo akurat ten kawałek suszy jest ruchomy i zmienia kształt) na przylądku Sable
                                        ciągle tam zdarzały się katastrofy. Ostatnia poważne, to była katastrofa
                                        statku "Silvia Mosher" (sierpień 1926 r.) i norweskiego towarowego
                                        statku "Spek" (1935 r.). Książkę czytałam dawno, ale wiele z niej pamiętam.

                                        Kiedyś z koleżankami zastanawiałysmy się, kto gdzie chciałby pojechać, gdyby
                                        nagle wzbogacił się ogromnie. I moim marzeniem - takim nie do spełnienia - jest
                                        podróż w to miejsce. Poprostu marzę, by zobaczyć, czy tam jest tak, jak sądzę,
                                        że jest. Ale marzenia, przynajmniej niektóre, nie powinny spełniać się, by nie
                                        rozczarować. Ale będę wdzięczna, Toni, jak mi napiszesz, jak tam jest.

                                        A by tak posmiać się, nie wiem, po co, ale zapamiętałam zasady, według których
                                        oblicza się wyporność statków w wodzie morskiej (słonej), słodkiej i w wodach
                                        tropikalnych. Było to poprostu napisane bardzo przystępnym językiem.

                                        Co zaś dotyczy morza, to mam w rodzinie Wuja, który jest ichtiologiem (zna się
                                        na rybach - jest specjalistą od ryb) i pływa na statkach dalekomorskich, ale
                                        pływa w stronę Japonii, badając ryby morskie.

                                        Pozdrawiam,
                                        Sokoliczka
                                        • Gość: toni Re: Tajemnice morskich katastrof :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 19.10.05, 01:11
                                          Jak plywamy z polnocy na poludnie i spowrotem, na wszchodnim wybrzezu, to
                                          omijamy ten przyladel, nawet jak na radio mowia, ze pogoda jest OK na kilka dni
                                          do przodu. Wejscie do kanaluw(sa dwa, stary-malowniczy i nowy-praktyczny) jest
                                          w Norfolk VA i mozna byc w kanalach, rzekach i zalewach, zawsze przy brzegu az
                                          do Florida(wazne dla motorowek). Zaglowki z Nowej Anglii plyna czasto przez
                                          Bermuda do Florida czy West Indies. Jest szybciej i taniej. Jak sie wraca
                                          spowrotem, to jest wygodnie przez ten przytadek(kanalami). W okolicach
                                          przyladka jest tysiace rozlewisk, moczar, rezerwaty przyrody, inne zwiezeta(jak
                                          piszesz) itd. Nie da sie tego zobaczyc z samochodu i trzeba miec lodke(zaglowke
                                          najlepiej i mala ciagniona ludeczke, bo nie potrzeba duzo paliwa). Jest tam
                                          duzo ludzi zyjacych na lodkach specjalnie zrobionych do tego i podobnych
                                          regionow. Plaskie dno, niskie zanuzenie, niskie burty i domek na tym, podobny
                                          do autobusu lub kampingu na kolach. Bardzo przyjacielscy ludzie. Pelno starych
                                          miasteczek i wiosek. Raczej niema tam przemyslu i zyje sie tam tanio. Lowi sie
                                          ryby na okraglo, ktorych jest pelno. Raczej slodka woda umozliwa kapanie sie w
                                          niej. Kazdy nawet biedy lub bogaty znajdzie miejsce dla siebie tam. Na powrot
                                          do Polski sie tam nie zarobi, chyba ze w Virginia, co jest w sumie blizutko.
                                          Wejdz na www.yahoo.com i wpisz do wyszukiwania Cape Hatteras lub North Carolina
                                          i znajdziesz z pewnoscia duzo tych oficjalnych wiadomosci z zdjeciami. Musis
                                          kiedys przyplynac tutaj i tyle. To sie nieda opisac. Probuja tutaj szukac tych
                                          starych statkow, ale sa gleboko i przykryte od lat piaskiem. Statki z IIWS (U-
                                          Boats) sa nawet ciezko do znalezienia, a sa cale metalowe i metal dedektor
                                          chodzi na nie. Ale kilka znaleziono dokladna sada do glebokosci/dna. Jeden
                                          nawet ostatnio(U-Boat). Niemiecki rzad sie czepia, ze sie zakluca wieczny
                                          spoczynek, wiec legalnie nic nie mozna z nich wziasc. Enigma z 3 kolkami(ta
                                          piersza, ostani model_- wiecej) kosztuje obecnie ok. US$70 000. Nie macie
                                          gdzies takiej maszyny w Polsce na sprzedaz? Pozdrowienia.
                                          • white.falcon Re: Tajemnice morskich katastrof :-) 19.10.05, 10:52
                                            Dziękuję za bardzo ciekawy opis, Toni.:-) Skorzystam z wyszukiwarki, bo ten
                                            temat mnie fascynuje, a okazuje się, że jest to dodatkowo takie atrakcyjne
                                            turystycznie miejsce. O U-bootach też było napisane w książce. Jak jesteś
                                            ciekaw, to w książce były podane przybliżone miejsca zatonięcia U-bootów, mogę
                                            podać tą informację, bo mam ją zanotowaną w jednym z zeszytów z notatkami o
                                            książkach.

                                            Zapytam o jeszcze inne miejsce - o miasto Little Hope. O ile nie mylę się, to
                                            jest to właśnie Nowa Anglia. Czy jest to znana miejscowość? Może wiesz, jak to
                                            miasto wygląda w rzeczywistości? Znam je z filmu i sekwencje przyrody były
                                            cudowne. :-)

                                            Pozdrawiam,
                                            Sokoliczka
                          • Gość: toni Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 18:21
                            Iza. Poczekaj na powodz lub ja sama sobie zrob. Tutaj mialo zalac zaklad
                            oczyszczania sciekow i zeby sie to nie stalo, otworzyli jedna z tam(ostatnia
                            powodz byla tutaj ok. 1954 - wybudowano nowe tamy) i oczywiscie zalalo miedzy
                            innymi pare biur(to tam czyscilem po powodzi). No i oczywiscie zniszczylo pelno
                            dokumentow i biurowej makulatury. Kiedys byly to bardzo wazne dokumety, ale jak
                            mokre, to poszly do smieci, razem z komputerami, w ktorych tylko niszczylem
                            hard drivy mlotkiem. Naturalne fryzury i nie wymalowane twarze kobiet, sa
                            najpiekniejsze. Ja uwielbiam. Zesy moga byc troszke poczernione. Pozdrowienia.
                            • Gość: Iza Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 21:06
                              Witam Toniego zaległego wątkowca;-)) Tyle postów bez Ciebie...i tyle
                              zwiątpienia było czy sie pojawisz jeszcze tutaj...ale nie opuszczasz nas
                              pierników w pogaduchach, bo te pogaduchy to jak powódź słów wszelkich i
                              dowolnych w dowolnych kierunkach dośc zwariowanych. Zastanawiam się czy to nie
                              moja wina, z głupkowatymi wywodami i dowcipasami słownymi, inni podchwycili i
                              masz...co za mikstrura sie zrobiła;-)
                              Moje papiery lepiej nie puszczać w dym ani nie zalewać, bo strace pracę i nie
                              tylko...częśc z nich jest w mieszkaniu. Toni jak poczerniam rzęsy to płaczę, bo
                              mam uczulenie na tusz;-)
                              Wygląda na to, że wątek na dzisiaj pustoszeje, albo bedzie nocna zmiana:
                              ciekawe kto wystąpi, bo ja znikam kurowac się...strasznie zimno sie zrobiło i
                              kicham, a psiiiik! aaaaaa...
                              • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 21:20
                                Iza! Tyle czasu bez Ciebie... A czy nie szczęśliwsza byś była spaliwszy te
                                papiery (uważając wszakże na mury domu) i rzuciwszy pracę? Mogłabyś przerzucić
                                się choćby na handel pierniczkami...
                                • Gość: Iza Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 21:26
                                  jeszcze szybciutko odpiszę...nie byłabym szcześliwsza bo ze spalonych papierów
                                  nie da sie przezyc...;-) a pierników ci u nas dostatek...bo mieszkam w Toriniu
                                  przecież, to nikt nie kupi;-)
                                  Życzę Ci spotkania TEJ osoby, chocbs miał szukac za Wielką Woda jak Toni Twój
                                  rodak niestrudzony...dobranoc
                              • Gość: toni Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 21:48
                                Iza. Ty sie zastanawiasz czy to nie Twoja wina? Ja sie zastanawiam tak samo. Bo
                                wiesz, te "lanie wody" zasze sie zle konczy(powodzia). Hahahaha.
                                To szkoda, ze musisz plakac tyle, jak sobie oko poczernisz. A chciaz masz
                                smaczne te lezki? Wiesz takie dobre do calowania? Takie pocalunki prosto na oko
                                najlepiej pocieszaja(to nie wazne, ze sie wychodzi na muztna). Pozdrowienia.
                                • toytoyek Re: Dzieńdoberek ;-) 18.10.05, 21:52
                                  Toni, świntuszek z Ciebie!

                                  No nie spodziewałem się... Jutro już Ci Sokóka powie dopiero... Najpierw pod
                                  jakimś stołem, teraz o pocałunkach w łezki... No no no...
                                  • Gość: toni Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 22:14
                                    Juz pisalem dzisiaj, ze "pod stolem" w cudzyslowie ma inne znaczenie.
                                    Ale prawda jest, ze podejrzewalem, ze nie zauwazycie cudzyslowa. Hahaha.
                                    A z tymi zartami, to juz moge teraz(na odleglosc 8 tysiecy km), jak wiem, ze
                                    Iza jest nie osiagalna matrymonialnie(moja niesmialos prysnela). Pozdrowienia.
                                    • white.falcon Toni może nie rezygnuj ;-) 18.10.05, 22:42
                                      Dlaczego uważasz, że Iza jest nieosiągalna matrymonialnie, Toni? Może się
                                      krępuje, albo chce być zdobywana. Myślisz, że to ot tak - pstryknąć palcami -
                                      zdobyć czyjąś przychylność serca? Trzeba się starać. ;-)
                                      • Gość: toni Re: Toni może nie rezygnuj ;-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 22:58
                                        Nie, ja coraz badziej wierze, ze to tylko internet i tylko na zabawie sie musi
                                        zawsze skonczyc. W koncu nikt jej nie odpytal kim jest, zeby bylo widomo
                                        chociaz tyle co w pierwszej chwili poznania sie widzi. Dzieki mimowszystko za
                                        budowanie nadzieji, ze kiedysc kogos znajde tutaj(na tym forum). Z Usmiechem.
                                        • white.falcon Nigdy nic nikt nie wie ;-) 18.10.05, 23:59
                                          Toni, nie zakładaj ani tak, ani tak. Tu, jak w życiu - różnie może być. Nikt
                                          nie wie, gdzie mu przyjdzie poznać inną bliską mu osobę, a Internet tez jest
                                          dobrym miejscem, jeśli go rozsądnie traktować. A jeśli nawet? To pozna się
                                          innych ludzi, których bez internetu nie poznałoby się, zawsze można znaleźć
                                          Przyjaciół, a to już bardzo dużo. Nie rezygnuj, Toni, tylko nie zakładaj, że
                                          coś się wydarzy. Wydarzy sie, albo nie, albo jeszcze coś innego wydarzy się.
                                          Kto to wie. :-)
                                  • white.falcon Romantyczny Toni całuję Izę. ;-) I o podkówce. :-( 18.10.05, 22:40
                                    toytoyek napisał:

                                    > Toni, świntuszek z Ciebie!
                                    >
                                    > No nie spodziewałem się... Jutro już Ci Sokóka powie dopiero... Najpierw pod
                                    > jakimś stołem, teraz o pocałunkach w łezki... No no no...

                                    No i proszę, proszę, Toni już Izę obcałowuje wirtualnie. Pełna romantyka. Gdyby
                                    ludziska z innych wątków zobaczyli, że z wypisywania głupot i śmiesznostek tak
                                    romantyczne rzeczy wynikają, to może przestaliby płakać, narzekać, tylko
                                    zaczęliby się bawić na całego choćby wirtualnie. :-)

                                    Toytoyku, czemu straszysz Toniego Sokółką? Takim zamordystą wydaję się, czy też
                                    aż na tak konserwatywną wyglądam? Z jednej strony - ciekawie, a zdrugiej -
                                    szkoda gadać, smutna podkówka na dziobie zagościła. I w związku z tym dziś nie
                                    będzie bajeczki dobranockowej.

                                    Pa, pa. :-)
                                    • toytoyek Re: Romantyczny Toni całuję Izę. ;-) I o podkówce 18.10.05, 22:45
                                      O ja durny... Przeze mnie bez bajeczki dziś:-((((

                                      A wszystko przez to, że chciałem jakoś sprowadzić Toniego na dobrą drogę no i
                                      tylko monogamiczne acz wirtualne zobowiązania wobec Ciebie, droga Sokoliczko,
                                      przyszły mi do głowy nieszczęsnemu...

                                      Tak czy owak, czas na spoczynek już dziś. Dobranoc pierniki, hihi (ale
                                      zabrzmiało)
                                      T.
                                      • Gość: toni Re:Bajeczka na dobranoc. IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 23:16
                                        Drogi ToyToyku. Za gorami za lasami, zyla sobie piekna smukla dziewczyna(biedna
                                        Polka). Chodzila po miastach, po polach i "zapadlych dziurach". Wszedzie gdzie
                                        byla rozjasniala wszystkim samopoczucie. Przyprawiala wiele radosci wszystkim
                                        napotkanym ludzia: swoja gzecznoscia i dowcipem. Jednak sama byla BARDZO,
                                        BARDZO nieszczesliwa. A, ze byla zaradna madra dziewczyna, postanowila to
                                        zmienic, przez wedruwke przez bardzo ciemny bor, ktory byl jeszcze nie zdobytym
                                        przez nawet najdzielniejszych rycerzy. I przeszla ten wielki las, spotkala
                                        Ciebie i oboje zyliscie dlugo i szczesliwe.
                                        • toytoyek Re:Bajeczka na dobranoc. 19.10.05, 07:53
                                          Toni, i ja po raz kolejny stwierdzam, że bardzo fajny z Ciebie herbatnik. Jak
                                          już ona była taka mądra, dobra, ładna i zaradna to mogła sobie być bardzo
                                          biedna, nie przeszkadza mi to.

                                          No póki co bajka, ale chyab możliwe tak w ogóle, no nie?
                                          • white.falcon Bogate i biedne Dziewczyny. 19.10.05, 10:41
                                            Isttonie, Toni napisał ładną bajeczkę. Ale tak myślę, że dedykcja dla Toytoyka
                                            jest niewystarczająca. Ja bym ją rozwinęła na "... dla Toniego także." :-)

                                            Toytoyku, wiesz, co, bogata dziewczyna to nie problem - zawsze możesz przecież
                                            jej pomóc zbiednieć. Nic prostszego. W drugą stronę już trudniej. ;-)
                                            • toytoyek Re: Bogate i biedne Dziewczyny. 19.10.05, 10:43
                                              A wiesz co, Sokółko? Mnie bogactwo jednej byłej bokiem wylazło...
                                              • white.falcon Re: Bogate i biedne Dziewczyny. 19.10.05, 10:53
                                                Bo nie zdefraudowałeś tego bogactwa, to i polazło sobie dalej, szukać
                                                defraudantów. Tego można było po bogactwie spodziewać się. Nie chciałeś go, to
                                                sobie poszło. ;-)
                                                • toytoyek Re: Bogate i biedne Dziewczyny. 19.10.05, 10:58
                                                  choroba, ono się samo defraudowało bez mojego udziału to i nie miało co sobie
                                                  pójść. To była taka samodefraudacja, mówiąc w skrócie
                                                  • white.falcon Re: Bogate i biedne Dziewczyny. 19.10.05, 11:01
                                                    No to nie przejmuj się samodefraudującym się bogactwem. Nie warto liczyć nie
                                                    swojego i dzielić niezdobytego, choćby to była nawet niezdobyta mysia skórka.
                                                    Nie dotyczy to jednak marzeń - je nawet niespełnione warto mieć. :-)
                                                  • toytoyek Re: Bogate i biedne Dziewczyny. 19.10.05, 11:03
                                                    Oj warto. A moje się do tej pory zawsze spełniały, więc myślę, że dalej się
                                                    będą spełniać.

                                                    A to samodefraudujące się to myślę, żee będzie miało z tą samodefraudacją pewne
                                                    kłopoty w niedługim stosunkowo czasie, ale to nie temat na forum...
                                                  • white.falcon Marzenia 19.10.05, 11:13
                                                    uważaj, Toytoyku, na marzenia. One są niebezpieczne, a mówię właśnie o
                                                    spełniających się. Wyobraź sobie, że kiedyś usiadłam sobie, a było to po zdanym
                                                    egzamienie na studia i napisałam, o czym marzę. A że jestem realistką, to nie
                                                    było tam nic o wielkich miłościach księcia z bajki, czy zostawaniu słynną
                                                    piosenkarką (mogę robić za syrenę alarmową z moim muzycznym słuchem) - tylko
                                                    same możliwe rzeczy. Zgłupiałam, gdy po siedmiu latach te marzenia z kartki...
                                                    spełniły się. I teraz jestem w głupiej sytuacji, bo spełnione marzenia nie
                                                    smakują tak, jak spodziewamy się, że powinny. I nie mam marzeń. A żyć, nie
                                                    marząc o niczym (niemożliwe marzenie mam, a jakże - o nim wyżej napisałam) jest
                                                    ciężko, nawet jak jest się Sokółką. Traci się wiarę w to, że następny dzień
                                                    będzie weselszy, traci się nadzieję w to, że coś odmieni życie. A to są istotne
                                                    rzeczy, które są potrzebne, by żyć. Bez nich człowiek tylko istnieje. :-(

                                                    Dlatego postaraj się, by pozostało choć jedno marzenie, które Ci pozostaje do
                                                    spełnienia. :-)
                                                  • toytoyek Re: Marzenia 19.10.05, 11:21
                                                    Ależ Sokółko droga! Ja jak perpetuum mobile: jak mi sie jedno spełni to zaraz
                                                    mam kolejne. Jak marzyłem o tym żeby zostać "dusznym toytoykiem" to sobie
                                                    sprawilem duszę od żelazka i teraz nią bucham buch buch. I teraz marzę o
                                                    podgrzewaniu elektrycznym. A potem na pewno zamarzę żeby mnie na przykład
                                                    przestawili na szósty peron, bo tam spokojniej... i tak dalej...
                                                  • white.falcon Re: Marzenia 19.10.05, 11:25
                                                    Możesz jeszcze zamarzyć o kółkach - łatwiej się turlać będziesz z peronu na
                                                    peron. ;-)
                                                  • toytoyek Re: Marzenia 19.10.05, 11:26
                                                    O, kółka dobra rzecz. Ale na kółkach można się "przejechać", to ja nie wiem czy
                                                    chcę...
                                                  • white.falcon Re: Marzenia 19.10.05, 11:27
                                                    No to płozy, takie, jak mają saneczki. Można będzie slizgać się po peronie. ;-)
                                                  • toytoyek Re: Marzenia 19.10.05, 11:41
                                                    O, lepiej!
                                                  • white.falcon Re: Marzenia 19.10.05, 15:04
                                                    Co mianowicie lepiej? :-) W jakim sensie, zakresie i na ile? :-)
                                • Gość: Iza Re: Dzieńdoberek ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 14:28
                                  Jak zwykle jestem do tyłu z faktami. Zdębiałam, że Toni ma apetyt na całowanie
                                  moich łezek;-)Toni!!Wywiadów udzielam tylko w trzeci wtorek miesiąca w
                                  godzinach: 12,00-12,15, reszte informacji na mój temat udzieli Ci mój rzecznik
                                  prasowy albo osobisty manager. Póki co jestem nie w Twoim typie: za wysoko
                                  wykształcona, wredna, gruba i stara... Facetów łapie jednak nie na intelekt
                                  lecz na moje zabójcze piernikowe oczy, pomimo tego, że bez tuszu;-) Moi klienci
                                  zas łapią mnie na swoje, zwłaszcza posiadacze niewiarygodnie jasnych brązowych
                                  oczu i zmysłowego głosu ...echhhh. No to na razie lece do klienta...;-)))
                                  • white.falcon Iza, nie martw się na zapas ;-) 19.10.05, 15:06
                                    Iza, Toni postanowił skorygować wymagania, więc nie wiem, jakie ma teraz, ale
                                    skoro chce całować Twoje łezki, to domniemywać pozwolę, że pierniczkowy
                                    dżentelmen dla pierniczkowej damy rezygnuje z pewnych wygórowanych żądań. :-)
                                    • Gość: Iza Re: Iza, nie martw się na zapas ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 19:13
                                      Hej, Sokole...czy ja wiem... Ja domniemuję, że on tylko wirtualnie sie zgrywa,
                                      Jak wydawało mu się, że jestem do wzięcia to nawet rumieńcem sie oblewał, teraz
                                      choć rzeczywiście nie jestem do wzięcia, bo nikt nie podniesie mojego "bagażu";-
                                      ) to ucieka...hihihi. Ale po co ma chłopak sobie robic nadzieję, tam gdzie jej
                                      nie ma...;-)Co do żądań myśle że jakies jednak trzeba mieć...w końcu nie
                                      oszukujmy sie wszyscy nas nie "kręcą" i nie chodzi tutaj o poprzeczke tylko o
                                      wpasowanie się w gusta, zainteresowania i uzupełnianie cech charakteru, bo nie
                                      ma nic gorszego jak w zwiazku mija namietnośc, uczucie ledwo zipie i tak
                                      naprawde nie ma niczego co łączy, nie ma wspólnych pasji,
                                      wspólnych "kierunków", wspólnych inspiracji...tak se dumam troche nie z tej
                                      bajki...
                                      • white.falcon Pierniczkowy bigos, czyli poważnie mówiąc... 19.10.05, 21:00
                                        Zgadzam się z tym, co napisałaś o związku i cechach, które powinny zaistnieć,
                                        by tenże udał się. Poprostu nic na siłę, bo ładowanie się w związek tylko z
                                        przyczyny "byle ten/ta był/a" wogóle nie wróży żadnej trwałości. Kiedyś ludzi
                                        wiązała opinia społeczna i tak sobie przędli w czymś, co tak naprawdę nie było
                                        związkiem, choć na zewnątrz za taki byli uważani. Dzięki wielu zmianom
                                        społecznym ludzie już nie muszą męczyć siebie i tej drugiej osoby. To jest
                                        dobre i pozytywne. Możemy wybierać podług gustu i swoich oczekiwań, mając
                                        alternatywę przez dłuższy lub krótszy (nikt nie wie, co mu los zgotował) czas
                                        będąc singlem.

                                        Bycie singlem, tak, jak i bycie w związku ma swoje plusy i minusy. Nie trzeba
                                        akurat tego stanu demonizować, choć prawdą jest, że wiele osób, myślących
                                        standardami będzie użalało się, bo "jaka ta/en nieszczęśliwa/y, bo samotna/y".
                                        Guzik prawda, bo np. ja nie odczuwam tego stanu jako dopustu Bożego i na siłę
                                        nie upieram się przy jedo zmianie. Doskonale daję sobie radę sama (szczęśliwie
                                        nie należę do bezradnych dziecinnych osób, które zawsze muszą opierać się a to
                                        na mamie, a to na drugiej połówce, nie robiąc we własnym zakresie nic, także
                                        nie umiejąc znaleźć czegoś, co ich, jako ludzi interesuje, bawi), mam swoje
                                        zainteresowania, Przyjaciół. Nie jest tak źle, choć czasem chciałoby się mieć
                                        obok człowieka, który wie, jakie "skarpetki w duszy nam grają" (cytat z "Lesia"
                                        Chmielewskiej), a my wiemy też to samo.

                                        Nie zgodzę się, Izo, w jednym, że nikt nie podniesie razem z Tobą
                                        Twojego "bagażu". Nie zakładaj tak, bo wtedy rzeczywiście może tak się stać.
                                        Raczej załóż, że nie wiesz, czy będzie tak, czy inaczej. Tak naprawdę, nie jest
                                        to żaden straszny "bagaż", a raczej - dobre świadectwo o Tobie z wielu
                                        względów. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto zainteresuje się Tobą (!), to "bagaż"
                                        nie będzie "bagażem", tylko dalszym rozwinieciem Twojego świata. To niezły
                                        probierz, tak, jak ja mam swój probierz, choć nie będący "bagażem" - wszyscy
                                        myślący ludzie te probierze mają, tylko inne.

                                        Uważam, że to, czy los nas z drugą połówką zetknie w parku na ławce, czy w
                                        necie jest nieistotne. Znam ludzi, którzy przypadkiem się poznali przez to
                                        medium i wogóle nie na "Randkach", czy innych serwisach, tylko na forum. Takim
                                        niedawnim przykładem poznania się w necie z drugą połówką jest
                                        HarriettMakepeace (czasem tu pisuje). Jak dalej dbać o to, by świeża znajomość
                                        netowa rozwinęła się w udaną znajomość w realu zalezy od ludzi. Napewno udane
                                        związki nie powstają tylko wirtualnie, ale znajomości, nawet jak to pikanie
                                        serca się nie włączy, mogą pozostać dobre i wnieść wiele w Twoje życie. To
                                        gwoli wywodu nt. "pierniczkowego bigosu".

                                        No wiesz, jak Toni oblewa się rumieńcem tam za oceanem i chce cmokać Cię w
                                        łezki, to Sokół uważa, że to coś .... hmmm - ciekawego się szykuje. Ja bym tak
                                        po Sokolemu podpytała Toniego tak na początek, czy nigdzie więcej na forum
                                        nikomu łezek nie wyciera. Tak gwoli pewności. ;-D Uważaj też, Meduza już
                                        czółkami macha, że ona by też chciała, by, jak domyślam się, ktoś chusteczką
                                        koronkową modre oczęta z mmorskich łezek wycierał. ;-D Tylko nie napłaczcie tu
                                        kałuży, bo pierniczkowi dżentelmeni rozmokną i rozciapciają sie, jak to
                                        pierniki. ;-D
                                        • duszka2 Re: Pierniczkowy bigos, czyli poważnie mówiąc... 20.10.05, 08:26
                                          Witam w nowych szatach, to ja Iza...zwykle nie chciało mi sie logowac teraz nie
                                          chciało sie wylogowac i tak wyszło...
                                          Sokólko masz niespozytą werwę pisarską i jak widzisz wszyscy przy Tobie
                                          wymiękamy i z pewnościa nie dorównamy.
                                          Podobał mi sie tekst z Lesia: o skarpetkach w duszy;-)
                                          Co do mojego bagażu i nastawienia to swoje wiem i raczej nie opisze dokładnie o
                                          co chodzi tutaj na forum.Trudno powiedziec gdzie lezy granica pomiędzy ciagła
                                          nadzieją a naiwnościa zyciową i nieumiejętnością wyciagania wniosków z ciagle
                                          powtarzających sie zdarzeń...;-)Czasami trzeba sie obudzić i inaczej spojrzec
                                          na siebie i swoje dotychczasowe zycie. Ja chyba jestem w takim punkcie, w
                                          którym pewne sprawy sie przewartościują, nawet dośc zasadnicze. Oczywiscie
                                          kazdy swiat sie rozwija, nawet ten z pozoru stagnacyjny, ale lepiej gdy rozwija
                                          się w świadomym kierunku i dostosowanym do naszych możliwości i potrzeb. To tak
                                          jak marzenia...troche trzeba wziąc pod uwagę realne możliwości i swoje siły.
                                          Oczywiście, że nie rozmawiałabym tutaj gdybym nie miała przekonania, że to mi
                                          cos daje;-) Spotkałam w necie ciekawe osoby, z którymi mam kontakt w realu,
                                          pomimo znacznej odległości.
                                          Toni myślę, że troche był zbity z tropu, po moich poszukiwaniach biednego
                                          feceta ze Stanów;-)Mam nadzieję, że zdał sobie sprawę, że jego nastawienie do
                                          przyszłej połówki nie grzeszy do niej szcunkiem juz za nim ją spotka...
                                          Meduza macha czółkami...ale do swojego szefa;-)
                                          Zatem miłego pierniczenia dzisiaj wszystkim piernikom;-)))
                                          • white.falcon Re: Pierniczkowy bigos, czyli poważnie mówiąc... 20.10.05, 09:20
                                            Hej, Izo, miło Ciebie widzieć w nowym wdzianku logowym. :-)

                                            Mam wrażenie, nie obraź się, że przemawia przez Ciebie nie tylko rozsądne
                                            podejcie do postrzegania świata, ale i rezygnacja. I w tym nie jesteś
                                            osamotniona. Ja już doświadczałam na własnej skórce rezygnacji w różnych jej
                                            postaciach i raczej nie nastawiam się na jakieś szokujące wydarzenia w swoim
                                            życiu. Raczej podchodzę do wszystkiego na zasadzie: "przydarzy się, to dobrze,
                                            nie - też dobrze". Skutecznie wyleczyłam się z żalu wobec światu, losu, czy
                                            ludzi, nie wiem - może zaakceptowałam to, że jest, jak jest, co nie oznacza, że
                                            nie staram się zmieniać rzeczy, które zmienić mogę. Doceniłam luksus mówienia
                                            przemyślanego "nie", unikania sytuacji, które po nic mi nie są potrzebne i
                                            polubiłam to życie w takiej postaci, w jakiej je mam. Co nie oznacza, że nie
                                            będę jak uparty osiołek zmieniała go. Wszystko może się zdarzyć, lub nie.

                                            Na temat wyciągania wniosków. One nie zawsze wyciągają się natychmiast. Czasem
                                            potrzebują czasu, bo są niesubordynowane, a czasem natrafia się na nie
                                            przypadkiem - odkrywa się coś, co już było w nas. A niektóre mają to do siebie,
                                            że trzeba roku - dwóch lat, by dorosły i nam ujawniły się. Tak więc nawet jeśli
                                            Ci się wydaje, że ich nie widać, to one gdzieś są i sobie kiełkują, by potem
                                            zasygnalizować, że już są gotowe do odbioru.

                                            A pisanie. Dziękuję za komplement, na który nie zasługuję jednak. Lubię pisanie
                                            i zabawę słowem, choć czasem mi ilość napisanego nie przechodzi w jakość. :-)

                                            Pozdrawiam,
                                            Sokółka, która zastanawia się, czy będzie miała katar, bo kichnęła cztery razy
                                            podczas pisania
                                            • duszka2 Re: Mój nowy image i reszta bigosu... 20.10.05, 10:31
                                              No niestety gdy za duzo marzycielstwa nie przynosi dobrych rezultatów trzeba
                                              byc realistą, ale nie pozbawionym odrobiny szaleństwa czy nawet głupawki,
                                              hihihi;-)))Niezły bigos ;-)Na pewno nie mozna sie zamykac to jest żelazna
                                              zasada i staram sie tego trzymac, ale trzymam sie też bardziej niż kiedyś mojej
                                              wspaniałej, niezawodnej intuicji, zwłaszcza w spotkaniach z ludźmi (co zreszta
                                              bezwzglednie wykorzystuje w pracy również). Żal wobec swiata i ludzi obraca sie
                                              tak naprawdę przeciwko nam... siegam myśla własnie do któregos
                                              numeru "Zwierciadła", w którym czytałam o mocy wybaczania, także wobec siebie...
                                              Moje wnioski często opieraja sie na kilkuletnich obserwacjach i na pewno nie są
                                              krótkowzroczne...Ale wiem, że jest taka tendencja, że wszystko trzeba oceniać,
                                              wyrabiac sobie zdanie, często bez żadnych podstaw, opierając sie jedynie na
                                              poszlakach, "wróżeniu z fusów"...a czasem trzeba poczekać, przespać sie z
                                              czymś, by potem bez emocji pomyslec jeszcze raz...
                                              Sokółko weśże sie za pisanie, choćby do szuflady... Kiedys odkryłam, że
                                              spisywanie swoich mysli, przelewanie ich na papier i ubieranie w słowa to
                                              ciekawe doświadczenie. Można sie o sobie dużo dowiedziec, odblokowac emocje...i
                                              sprawic aby mysli nabrały mocy sprawczej...;-) Bo słowa jak myśli maja swoją
                                              moc.
                                              pozdr. Iza czyli Duszka
                                              • white.falcon Re: Mój nowy image i reszta bigosu... 20.10.05, 10:44
                                                Duszko, ponownie zgadzam się z tym, co powiedziałaś. Jeszcze tylko dodam takie
                                                ziarenko przyprawy do tego bigosu - los lubi płatać figle i dobrze, gdy z jego
                                                strony jest to żart przyjemny, gorzej, jeżeli nam coś daje, by potem odebrać i
                                                to z nawiązką. Mściwa bestyjka z tego losu i zazdrosna chyba.

                                                Zdradzę tajemnicę - pisanie to mój wyuczony zawód. Koleje losu rzuciły mnie
                                                gdzie indziej - do innej pracy, bo chlebek sam do domciu nie przyturla się, ale
                                                kilka lat temu poczułam, że duszę się bez słowa pisanego i znalazłam forum
                                                gazety, grzęznąc na Romantice. Nawet nie wiem, czemu. Samo wyszło. Czasem
                                                wypiszę się i mam spokój z "genialnymi" pomysłami, które kłębią mi się w
                                                głowie, a napewno - spokój z wyobraźnią, którą "usypiam" tym to sposobem. Nie
                                                zawsze takie zapobieganie daje skutki pozytywne. Wyprodukowałam jeden utwór
                                                radosny, który od niechcenia zaczełam pisać bezpośrednio na jednym z forów
                                                zamkniętych. Ludziom się podobało, bo ich rozśmieszało, a co na to wydawnictwa -
                                                nie wiem. Zaryzykowałam i wysłałam twór sokolej wyobraźni na konkurs
                                                (rozstrzygnięcie w grudniu) i tak sobie siedzę, czekając, czy zamkną mnie w
                                                związku z tym w domku bez klamek, czy też raczej nie zwrócą uwagi. Nie
                                                przeceniam tego, że lubię pisać. Wielu ludzi lubi. A w większym wymiarze zbyt
                                                małe i mikre mam doświadczenie, by coś mieć do powiedzenia szczególnego lub
                                                osobliwego.

                                                Mierzę chyba siły na zamiary. :-)
                                                • duszka2 Re: Mój nowy image i reszta bigosu... 20.10.05, 10:51
                                                  Znam osobę która czasami wysyła swoje opowiadania na pewnien portal, jeśli
                                                  przejdzie się przez sito jest opublikowane, potem sa opinie czytających itp. Ma
                                                  z tego nie małą satysfakcję. Z wykształcenia jest po politechnice i pisze
                                                  opowiadania fantastyczno-naukowe z gatunku Lema. Portal to chyba fabrica czy
                                                  jakos tak... dokładnie nie pamiętam, ale daje pole do wyżycia i możliwośc oceny
                                                  innych co dla piszacego ma na pewno nie małe znaczenie. Pomysl o tym.
                                                  • white.falcon Gramofański bigoś... ;-) 20.10.05, 12:50
                                                    Dziękuję za sympatyczną wiadomość. To piękna sprawa - takie pisanie. Jednakże
                                                    by pisać - trzeba mieć coś do powiedzenia, a sókółka nie ma, więc trudno -
                                                    obejdzie się świat bez grafomana, a forum wytrzyma, skoro dotąd nikt mnie stąd
                                                    nie wypędził. Tamta opowieść powstała właściwie dlatego, że ludzie, których ona
                                                    śmieszyła, domagali się kolejnych rozdziałów. Ja sama nie lubię, gdy w książce
                                                    brakuje zakończenia, więc z uwagi na innych dopisałam rzecz do końca. Dla
                                                    siebie nie miałabym ani chęci, ani cierpliwości pisać.
                                                  • Gość: Duszka czyli iza;- Re: Gramofański bigoś... ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 12:54
                                                    No to proponuję opowiadanko w odcinkach, w których kierunki akcji beda
                                                    nieobliczalne, może proponowane przez czytających...jesli na tym forum to musi
                                                    byc jakies romansidło...
                                                  • white.falcon Re: Gramofański bigoś... ;-) 20.10.05, 13:05
                                                    A pierniczkowe pogawędki to mało? ;-D I za romansidło wystarczą i za horror
                                                    (wyobraź sobie budkę koloru błękitnego z duszą od żelazka, pchającą się do
                                                    pociągu na Małkinię), i za dom wariatów w ciasteczkową kratkę i za bezpłatny
                                                    cyrk i... Uuuu - i za wiele czego. :-)
    • atiw Re: I co ja mam zrobić? 18.10.05, 21:08
      spawa prosta, choc brutalna moze byc prawda; ja zrobiłam dokładnie tak samo,
      tez sie nie chcialam mezyc (9 lat), najlepiej mi było samej, praca jest moją
      obsesją no i ze zwyczajnego barku odwagi do poważnej rozmowy poddałam się i
      wyjechałam; fakt, ja wrócę, ale prawda jest taka, że ja już po prostu nie
      kocham, nie tak jak to powinno wyglądać, nie bezwarunkowo;i po prostu NIE MAM
      PRAWA 'zawracac' komus glowy, bo on ciagle czekal zanim ja dojrzeje, a mi jakos
      co raz trudniej dojrzec; do smierci podejrzewam bedzie jedna z blizszych mi
      osob, ale tak po prostu wyszlo; w ogole myslalam,ze moj byly to przezytek
      iwyjatek, a tu prosze, taki Ci urodzaj;-) niestety slonko, ona Cie nie kocha i
      kazdy ruch z jej strony to bedzie proba zagluszenia wyrzutow sumienia, wiem z
      autopsji (a myslalam, ze to tylko ja taka malpa jestem); odpusc; pelno jest
      wolnych, inteliugntnych, niebrzydkich kobiet w stsownym wieku, osobiscie znam
      przynajmniej jedna (oczywiscie nie o mnie chodzi); 3m sie
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 18.10.05, 21:18
        Hej atiw, hej wszystkie pierniki,

        A bo widzisz, jak popatrzysz na datę tamtego posta i na ciąg dalszy tego wątku
        (oj, trochę tego się porobiło), to zobaczysz, że ton wypowiedzi się zminił, oj
        zmienił. No i owszem, dojrzałem do tego, że jest dokładnie tak jak piszesz. Nie
        wiem, czy "dojrzałem" to najlepsze słowo, ale przynajmniej "dotarło" do mnie. I
        już. No, może różnica polega na tym, że nie wiem czy do śmierci będzie to dla
        mnie bliska osoba, ale nie robię scen, tragedii itd. Po prostu żyję dalej i
        zaczynam dostrzegać uroki świata, dużą liczbę kobiet, którym, dokładnie tak jak
        piszesz, nic nie brakuje, przypomniałem sobie, że mam sporo znajomych
        przyjaciół z którymi spędzam więcej czasu niż kiedykolwiek...

        No i póki co czekam na spotkanie TEJ kobiety i myślę, że spotkam:-)

        • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? IP: *.chello.pl 19.10.05, 10:49
          Bardzo dobrze robisz. I coś mam przeczucie, że gdy Ty zaczniesz sobie powoli
          układać życie bez Tamtej Pani, w zasadzie będziesz juz o niej wspominał bardzo
          rzadko to wtedy Ona niespodziewanie się pojawi się ze słodkim uśmieszkiem i
          powie : " Kochanie, wróciłam"
          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 19.10.05, 11:00
            > Bardzo dobrze robisz. I coś mam przeczucie, że gdy Ty zaczniesz sobie powoli
            > układać życie bez Tamtej Pani, w zasadzie będziesz juz o niej wspominał bardzo
            > rzadko to wtedy Ona niespodziewanie się pojawi się ze słodkim uśmieszkiem i
            > powie : " Kochanie, wróciłam"

            Ach, między wierszami tamta Pani prawie to juz powiedziała, tylko że ja jakoś
            nie kupiłem... A ja już sobie powoli zaczynam układać - na razie jeszcze sam,
            ale kto wie jak dlugo... Może do jutra, może przez tydzień, rok...
            • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:03
              A nie boisz się tego, że jeżeli Ona jednak zdecyduje się wrócić naprawdę i na
              stałe to jednak zdecydujesz się jej zaufać? Wiesz Toytoyku to w końcu 7 lat a
              nie kilka miesięcy...
              • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 19.10.05, 11:09
                Wiesz, nie boję się. Fakt, lata robią swoje, ale fundamentalną kwestią w każdym
                związku jest zaufanie, a moje zostało bezpowrotnie zawiedzione... A dodam, że
                to nie jest pierwszy moment zwrotny...
                • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:18
                  no to jak nie pierwszy to co tu jeszcze dumać... Tej Pani Dziękujemy :-))))))))
                  • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 19.10.05, 11:21
                    podziękowaliśmy:-)))))))
                    • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:23
                      Czy już wie?
                      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 19.10.05, 11:25
                        Wie wie... Bo ona sama tak do końca nie wiedziała czego ona chce, ale
                        wyjaśniliśmy sobie jak rzecz wygląda. Zresztą: w końcu to nie ja wyszedłem z
                        inicjatywą więc chyba od początku powinna była wiedzieć
                        • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:31
                          No to nie pozostaje rzeczywiście nic innego jak korzystać z życia ile się da
                          :-))Z całego serducha powodzenia Ci życzę
                          • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 19.10.05, 11:43
                            > No to nie pozostaje rzeczywiście nic innego jak korzystać z życia ile się da
                            > :-))Z całego serducha powodzenia Ci życzę

                            Z całego serducha dziękuję:-) Z tym że w moim przypadku korzystanie z życia na
                            całość nie ogranicza się do tego o czym jakiś dziwny koleś w innym wątku pisał -
                            jak mu było? SZybki_wylew? Wolny_wtrysk? Czy jakoś tak...
                            • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:54
                              Absolutnie o tym nie pomyslałam. Pan Szybki czy może inaczej: Pan Ogier jest
                              wyjątkiem jak sądzę ... :-)
    • atiw Re: I co ja mam zrobić? 19.10.05, 13:23
      odpusc; ja zrobilam dokladnie to samo co Twoja kobieta (9 lat zwiazku, a teraz
      jestem we Frazncji), bo po prostu nie kochalam go tak jak on by tego chcial, a
      nikt NIE MA PRAWA w nieskonczonosc zwodzic drugiej osoby, to nie jest 2
      miesieczny zwiazek 17latkow; prawde jet tak ze brak mi bylo odwagi na szczera
      rozmowe i po prostu odpuscilam, on jest swietny, ja do niczego, wiec niech
      sobie ulozy zycie; i wcale sie nie uzalam, tak po prostu jest; cokolwiek by
      powiedziala druga strona, to chodzi tylko o zagluszenie wyrzutow sumienia,
      wiem z autopsji; to przykre jednak, ze coraz wiecej ujest fajnych facetow,
      takich jak Ty i wrednych bab takich jak ja; swiat sie wali;-) znam mnostwo
      wolnych kobiet w Twoim typie, wiec sie nie lam, znajdziesz kogos;
      • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? 19.10.05, 13:53
        atiw napisała:

        > znam mnostwo
        > wolnych kobiet w Twoim typie, wiec sie nie lam, znajdziesz kogos;

        Może już znalazł??? Bo nawet ja go podrywałam... i wcale nie zauważył...
        ;-PPP

    • atiw Re: I co ja mam zrobić? czyli mam plecy 19.10.05, 14:50
      no tak, jak zwykle sie nie polapalam w zmiane tematu, moj stary zwyczaj; tak
      czy inaczej: oby sie Ci wiodlo
      • Gość: żona_i_mama Re: I co ja mam zrobić? czyli mam plecy IP: *.era.pl 19.10.05, 14:57
        No pięknie, znowu nie miałam czasu do Was zajrzeć z rana (ciagle jestem
        zarobiona), a teraz to na pewno nie uda mi się wszystkiego przeczytać...
        pozdrawiam wąteczek:)
        • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? czyli mam plecy 19.10.05, 15:03
          I właśnie dlatego, że ja też nie mam czasu siedzieć na tym wątku od świtu do
          zmroku to mi się nie udało Autora poderwać. Ale na brak damsko-forumowego
          towarzystwa chłopak chyba nie narzeka, echhhhhhhh...
          • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? czyli mam plecy IP: *.chello.pl 19.10.05, 16:22
            Meduzko, nie martw się, jeszcze nic straconego daj mu czas...
            • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? czyli mam plecy 19.10.05, 16:25
              Eeee, co to pomoże? Tu na forum to albo się trzeba kolegom pod nogi rzucać
              (i przy okazji uważać żeby na śmierć nie zadeptali) albo cały czas z nosem
              w monitorze siedzieć, żeby zauważyli. A na to nie mam czasu... więc tegoż czasu
              chyba również dać nikomu nie mogę?
              • Gość: dorotkin Re: I co ja mam zrobić? czyli mam plecy IP: *.chello.pl 19.10.05, 16:31
                oj, uszka do góry! Jeszcze się znajdzie taki, który będzie cię poszukiwał i nie
                bedziesz mogła się opędzić od niego... :-)
                • meduza4 Re: I co ja mam zrobić? czyli mam plecy 20.10.05, 10:33
                  Eeeee, od poprzedniego szefa się opędzić nie mogłam, ale to z powodów
                  zawodowych.
                  A z powodów osobisatych nikt za mną nie lata :-(
        • white.falcon Do Żony i Mamy i innych spóźnionych :-) 19.10.05, 15:09
          Wieczorkiem wrzucę streszczenie ogólne od dnia wczorajszego do dziś, no chyba
          że ktoś mnie uprzedzi w tym czynie społecznym. Będzie to tekst bardzo ogólny,
          więc zainteresowani szczegółami będą musieli poszukać detali w wątkach. :-)
          • white.falcon Streszczonko drugie - do odwracania o 180 st. :-) 19.10.05, 21:11
            Oj, moi Drodzy, oj - nuda zapanowała w pierniczkowym świecie, jak nie wiem. od
            niechcenia wszyscy od wczoraj piszą, tak na byle odwalić ten przykry obowiązek.

            Nie wierzycie? A otóż - Toniego zagryzły wyrzuty sumienia, że nie spełnia
            obowiązku pisania i, nudziarz jeden, zaczął marudzić, zawracając głowę Izie, aż
            ta poryczała się ze smutku i tylko to, że musiała papiery przeglądać, ją
            uratowało od zalania łzami klawiatury. Toni - jako że coś trzeba zrobić, bo to
            wstyd tak płakać - od niechcenia zaproponował wytrzeć te łzy, rozmazując tusz.
            Iza tylko ręka machnęła.

            Sokół wspomniał Toniemu o jakiejś nic nie wartej czytania nudnej książce i
            potem nudzili o widoczkach i nudzie powszechnej i braku jakichś atrakcji
            turystycznych na przylądku Hatteras.

            Toytoyek narzekał, że musi marzyć o przeniesieniu się na peron szósty z
            czwartego, narzekał na trudności lokomocyjne. Sama bym narzekała, gdybym w
            postaci budki musiałabym z peronu na peron gramolić się.

            Potem Wam nas szkoda zrobiło się i postanowiliście - tez niechcący - z żalem i
            wstrętem patrząc na nasze wpisy pogadać z nami. Wszyscy sugerowaliście niesmak
            związany z tym, że tak piszemy i piszemy te nudne i nic nie warte wpisy,
            zapewne mając nadzieję, że przestaniemy ględzić..... ;-D

            A teraz upraszam Szanownych Czytelników o odwrócenie wymowy treści i samej
            treści o 180 stopni i odczytanie tego, co w rzeczywistości się działo we
            wpisach. Zaś tych, którzy chcą wiedzieć więcej o dniach poprzednich odsyłam do
            poprzedniego streszczonka - jest wyżej. :-)

            I zapraszam w imieniu pierniczkowego świata i pierniczkowych dam i dżentelmenów
            do dołączenia do nas w naszych pogawędkach w pierniczkowym świecie na innej
            planecie. :-)
            Pozdrawiam,
            Sokoliczka
            • white.falcon Co ja z tym 180 stopni?!!! 19.10.05, 21:14
              O 90 stopni, oczywiście! Pomerdało mi się z tego pracowania nad tekstem. Hiiii.
              Durny Sokół, oj durny. ;-)
    • white.falcon Druga bajka falkonikowa na dobranoc :-) 19.10.05, 23:44
      Druga, a w kolejności - trzecia, bo wczoraj Toni napisał śliczną bajkę. Może
      niech każdy z nas jakąś bajkę napisze, co tylko Sokółka ma uprawiać grafomanię
      dobranockową? ;-D

      "Ona sobie żyła spokojnie, miała swoje marzenia, cieszyły ją uroki wschodów
      słońca i zachodów. Radowała ją wiosna ożywiająca ducha, cieszyły ją smutki
      jesieni. Zima otulała szczelnym kołnierzem iskrzących się sniegów, a lato
      rozbawiało szczebiotem ptactwa płochliwego.

      On uważał siebie za silnego, nie kłaniał się wichrom dziejowym, uważał się za
      doskonałego, bo często służył oparciem ludziom. Darzył ich sympatią wielką,
      zwierzeń nasłuchał się i nie rzadko - łkania. Był powiernikiem ludzi, takim
      wymarzonym, bo chował wszystkie ich tajemnice w sercu swoim.

      Kiedyś zadumany późną jesienią wzrok swój zwrócił na pobocze drogi i tam
      dostrzegł Ją. Piękną, urokliwą i niepowtarzalną, miłą, usmiechającą się
      skromnie. "Marzenie, jak mogłem jej nie zauważyć wczesniej, - zdumiał się, -
      Tyle lat znam tę drogę, widuję ją codziennie, a jakbym nie widział." "Cud, - w
      tej samej chwili pomyślała Ona, rozświetlając otoczenie uśmiechem, zalotnie
      kiwając gałązką. Odtąd wymieniali ukradkowe spojrzenia, gesty, wiedzieli, choć
      ani słowa nie zamienili ze sobą o tym, co w ich sercach się dzieje. Dobrze im z
      tym było, choć tęsknili za ukradkowym dotykiem, za przytuleniem, za łaską. Nie
      mogli tego zrobić, nie umieli pokonac przeszkody, ich dzielącej. Więc
      pozostawały im marzenia i wymiana tęsknych spojrzeń, myśli na odległość, sercem
      odczytywane.

      Aż nadeszła chwila bolesna. Ona widziała, jak człowiek zły i popędliwy bez
      przyczyny, bez powodu podniósł ręke na Jej Ukochanego. Ukochany walczył
      dzielnie, nie godził się z losem, ale przegrał. I już nie było z kim wymieniać
      spojrzeń, nie było do kogo uśmiechać się. Posmutniała, świat stracił barwy i
      nawet skrzydła wiosennych motyli nie potrafiły przywrócić jej radości. Nawet
      ucieszyła się, gdy ten człowiek zły stanął przed nią i skrzywdził ją. "Nic to, -
      myślała, - Lepiej to, niż oglądanie szarości i mgły."

      Jakież było zdziwienie wkrótce dla nich obojga, gdy rozpoznali się i wreszcie
      nie dzieliło ich nic. Spotkali się, bo los tak zarządził. Spotkali się w innym,
      a tym samym życiu - w misternie wykonanej obudowie ściennego zegara. Teraz
      mogli dotknąć się nawzajem, cieszyć się sobą i żyją długo i szczęśliwie,
      ciesząc ludzi swoją zaklętą w obudowie ściennego zegara radością. Oboje bowiem
      byli drzewami, rosnącymi przy polnej drodze.

      Morał z bajeczki: Nikt nie wie, co go w życiu czeka, co los przyniesie. Czasem
      nieszczęścia przekładają się na późniejsze szczęście. Nic nie jest jednoznaczne
      w życiu, zarówno dobro, jak i zło."

      Pozdrawiam,
      Sokoliczka
      • toytoyek Re: Druga bajka falkonikowa na dobranoc :-) 20.10.05, 00:42
        Cześć Kochane Pierniczki i przyjaciele,
        Oj, dziś najpierw miałem pracy dużo, a potem poszedłem pić z kumplem i trochę
        wyszło tego, tak że dopiero co wróciłem no i naprędcę piszę przed pójściem do
        łóżeczka, ale jutro pierniczkowy świat wzbogacę nowymi refleksjami na pewno!

        > Morał z bajeczki: Nikt nie wie, co go w życiu czeka, co los przyniesie.
        Czasem nieszczęścia przekładają się na późniejsze szczęście. Nic nie jest
        jednoznaczne w życiu, zarówno dobro, jak i zło."

        Oj, Sokoliczko, wieszcze to słowa, nikt nie wie, a w szczególności ja nie
        wiem... Ale może dobrze nas czeka i to może niedługo, co?
        T.
        • duszka2 Re: Druga bajka falkonikowa na dobranoc :-) 20.10.05, 08:31
          Nie znasz dnia ani godziny swoich spotkań...;-)
          Tak samo nic nie jest jednoznaczne jak biełe i czarne...same szarości - byleby
          nie popaśc za bardzo w ten relatywizm i wzglednośc wszystkiego...
          Poczytam Wasze pierniczenie w refleksjach wieczorkiem. Iza
          • toytoyek Re: Druga bajka falkonikowa na dobranoc :-) 20.10.05, 08:42
            Cześć Pierniczki z rana. N a w szczególności cześć Izo - no patrzę, już
            myślałem, że ktoś nowy dołączył do świata cukierków, a to poczciwa Iza
            (normalnie to się mówi stara dobra Iza, ale nie wiem czemu kobiety się obrażają
            za takie określenia?)...

            Chciałem powiedzieć, Meduzko droga, że azaliż nie narzekam na brak towarzystwa
            kobiecego. Na forum znaczy się. Ale nie ma to bynajmniej związku z faktem
            niepoderwania Cię przeze mnie, który to fakt wynika z domniewywanej przez
            Ciebie wyższości Twego brązowookiego szefa nade mną. Który facet słysząc pean
            na cześć szefa podejmie się rozkochać w sobie nawet tak słodką Meduzę? Pytam
            retorycznie, bo odpowiedź znam: tylko brązowooki szef. Nie dajesz więc szans
            naszej miłości.
            A poza tym czy ja już kiedyś nie pisałem o tych taksówkach na dalekie trasy i
            coś tam jeszcze? No a jak się jest Toytoykiem to bagażówką trzeba jechać, a to
            już w ogóle. No niby można też pociągiem. Problem w tym, że z peronu na którym
            stoję pociągi odjeżdżają tylko do Małkini, a to chyba nie ten kierunek, Meduzko
            droga. Same kłody pod nogi jak widzisz...
            • white.falcon Dobry dzionek, tylko zimny :-) 20.10.05, 09:05
              Hej, - hiii - chciałam napisać Stare Pierniki (no bo nowych nie ma póki co),
              ale napiszę Ciasteczka. :-)

              Toytoyku, nie utrudniaj. Zawsze możesz jechać z przesiadką w Małkini - zapewne
              parę pociągów przez Małkinie jeździ. Faktem jest, że brak tam osłony przed
              wiatrami na peronie, ale chyba przeżyć można, szczególnie poświęcając się
              szczególnemu celowi - podróży do Meduzy. :-)

              O, Iza, postanowiłaś odtajnić się, jakże mi miło. Jak tam minął dzień, bo
              piszesz, że wieczorem zajrzyj do pierniczkowego wątku.

              Meduzko, czy ten Szef aby nie zmusza Ciebie do pracocholizmu stosując niecną
              metodę wyglądania ładnie i patrzenia na Ciebie ślicznymi oczami?

              Smacznej kawko-herbatki życzę. Toytoyku, mam nadzieję, że nie masz kaca po
              wczorajszym. ;-)
            • duszka2 Re: Mój nowy image 20.10.05, 10:44
              Azaliz ( choroba nawet nie wiem kiedy używa sie tego słowa, tutaj jestem na
              poziomie podstawówki;-) dziękuję za te szczególności w powitaniu - stary, dobry
              cukierku...;-)))
              Meduzka nawet nie czyta postów, bo szefa oczy ja przyszpiliły i siedzi
              nieruchomo, nawet paluszkiem o klawiaturke nie może kliknac...;-))) I ja sie
              wcale to a wcale nie dziwie Toytoykowi, że przestał konkurować z nim: bo szef
              jest rzeczywisty i w zasiegu ręki...poza tym nie musi płacic na taryfę z peronu
              9 i 3/4 do Białegostoku. A dysza i rózne bagaże oraz tona pierniczków pewnie
              zmuszałyby go do zapakowania sie w ...tira. Realnośc tego świata sama
              rozwiązuje nasze rozterki.
              Toni pewnie za 100 postów sie pojawi i zaskoczy nas jakims nowym romantycznym
              gestem albo przyniesie garśc złotych monet z jakiegos wraku.
            • meduza4 Chwila prawdy... 20.10.05, 11:03
              toytoyek napisał:

              > Ale nie ma to bynajmniej związku z faktem
              > niepoderwania Cię przeze mnie, który to fakt wynika z domniewywanej przez
              > Ciebie wyższości Twego brązowookiego szefa nade mną. Który facet słysząc pean
              > na cześć szefa podejmie się rozkochać w sobie nawet tak słodką Meduzę? Pytam
              > retorycznie, bo odpowiedź znam: tylko brązowooki szef. Nie dajesz więc szans
              > naszej miłości.

              Tu muszę powiedzieć jedno zdanie: szef jest żonaty. Niestety!!!!!
              Ja się gapię w jego słodkie, piernikowe oczy a ten ani drgnie...
              Sprawa tragicznie przegrana :-(

              Ale mężczyzna słysząc pean na cześć nieosiągalnego szefa powinien od
              razu przejść do ofensyfy: opisać kolor własnych oczu i obiecać, że przyjedzie
              z nimi w celu bezpośrednich oględzin...
              Od razu mówię, że moje są takie zielonkawe z odcieniem szarości.

              A do Falkoniastej tyle tylko powiem, że nowy szef nie zmusza mnie do
              pracoholizmu. To ja z własnej inicjatywy udaję, że pracuję, kiedy jest w
              pobliżu.


              • duszka2 Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 11:38
                Moja nieomylna intuicja piernikowa podpowiada, że tutaj iskry lecą...;-)
                A wszystko przez te oczy...
                Meduza ja mam takiego klienta z niewyobrażalnie jasno-brazowymi oczami, ale
                tysz zajęty i beznadzieja ;-( Lecz jestem tak przecudnej urody, że czasem
                pozwala mi popatrzeć pod byle pretekstem.
                A tak w ogóle co ma kolor oczu do tego bigosu? Czy to jakis afrodyzjak albo
                wędka?
                Meduzko czy ty w ogóle tam pracujesz?
                • meduza4 Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 12:53
                  duszka2 napisała:

                  > A tak w ogóle co ma kolor oczu do tego bigosu? Czy to jakis afrodyzjak albo
                  > wędka?

                  Kolor oczu to tylko pretekst aby w nie patrzeć :-D
                  Jak są ciemne to zgłębiasz ową ciemność w nich zawartą a jak są jasne to
                  zgłębiasz ich jasność. Byleby nie były czerwone...

                  > Meduzko czy ty w ogóle tam pracujesz?

                  Pracuję i dlatego nie mogę siedzieć bez przerwy na forum. A do tego szef mi
                  uciekł :-( Trzy razy już pukałam a jego nie ma. Pochwalić się chciałam jedną
                  rzeczą, którą dzisiaj załatwiłam :-)
                  • Gość: Duszka czyli Iza Re: Chwila prawdy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 12:58
                    A jasnoczerwone nie moga być ? Taki lilaróż? hihihi ( np po bójce w knajpie,
                    której powodem była kłótnia na temat wyższości jasności oczu nad ich ciemnym
                    odcieniem...;-))
                    • meduza4 Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 13:08
                      Nie no, takie jasnoróżowe to nie bardzo...

                  • white.falcon Kolor oczu... 20.10.05, 13:01
                    meduza4 napisała:

                    > Kolor oczu to tylko pretekst aby w nie patrzeć :-D
                    > Jak są ciemne to zgłębiasz ową ciemność w nich zawartą a jak są jasne to
                    > zgłębiasz ich jasność. Byleby nie były czerwone...

                    Jak by były czerwone, to natychmiast należy upewnić się, czy nikt przypadkiem
                    nie podetknął nam królika, albo... obudzić się, bo śnienie takich horrorów to
                    okrutnie męcząca sprawa. ;-)

                    O to już wiem, jakiego koloru oczy ma Iza i Meduza. Tylko co mam zrobić z tą
                    wiedzą? Ja wolę Panom w oczy zaglądać, a nie Paniom, nawet pierniczkowym. Gwoli
                    ścisłości, wiem też, jakiego koloru ma oczy szef Meduzy. Też informacja z którą
                    nie zrobię nic. A pierniczkowi dżentelmeni pary do ust nabrali i nic o sobie
                    nie mówią: jak wyglądają, z jakiego pierniczka są - z miodowego, czy
                    prostego. ;-)
                    • duszka2 Re: Kolor oczu... 20.10.05, 13:04
                      pierniczkowi...tylko szukają a sami nie pozwalają sie znajeśc..może jakas
                      wyszukiwarka wg koloru oczu?;-)
                      • white.falcon Re: Kolor oczu... 20.10.05, 13:05
                        Dobry pomysł. I rozmiar uszu i nosa - jako elementy dodatkowe. ;-)
                        • duszka2 Re: Kolor oczu... 20.10.05, 13:09
                          white.falcon napisała:

                          > Dobry pomysł. I rozmiar uszu i nosa - jako elementy dodatkowe. ;-)

                          dodam jeszcze: stopień wredności od 0 do 10, stopień konserwatyzmu tudzież
                          stopień piernikowatości w bigosie od 0-300 postów;-)
                          • white.falcon Chyba ankietka przydałaby się ;-) 20.10.05, 18:09
                            Sporządzić to-to i dać im do wypełnienia należałoby. Tylko jakie pytania tam
                            zawrzeć, by nie obrazić, nie urazić czy psychicznie nie zniweczyć, a dowiedzieć
                            się prawd podstawowych o oczkach, kołnierzykach, miejscu porzucania brudnych
                            skarpet pierniczkowych. Jak zadać pytania, które by były podchwytliwe i
                            niewinne niby, a odpowiedź stanowiłaby istotną dla nas informację. Jakoś mi się
                            wydaje, że trzeba zadawać pytania w sposób dyplomatyczny - np. coś w rodzaju:

                            "Jeśli rura zwisająca z sufitu jest umocowana na wysokości 180 cm, to czy
                            zaczepisz o nią głową, przechodząc i nie schylając się pod rurą? A jesli nie -
                            to czy bez podskakiwania dosięgniesz jej ręką?" I będziemy mieli informację,
                            czy osobnik jest wysokiego wzrostu, czy też nie. ;-)
                        • meduza4 Re: Kolor oczu... 20.10.05, 13:10
                          white.falcon napisała:

                          > Dobry pomysł. I rozmiar uszu i nosa - jako elementy dodatkowe. ;-)

                          A inne rozmiary??? ;-))) Na przykład koszuli :-)

                          • white.falcon O koszulach w ankiecie ;-) 20.10.05, 18:12
                            Z koszulą proponuję tak: "Gdyby w Mac Donaldzie przypadkiem powalałbyś się
                            sosem, to od którego kolegi pożyczyłbyś koszulę - A. rozmiar kołnierzyka 56-58,
                            B - rozmiar 68 - 70, C - rozmiar 78 - 80?" Meduzko, to próbka, wymyśl coś
                            innego. ;-)
                            • meduza4 Re: O koszulach w ankiecie ;-) 21.10.05, 09:34
                              Jakoś nie mam głowy do myślenia. Dzisiaj mnie pewien stary problem dopadł :-(
                              • white.falcon Wyganianie problemu ;-) 21.10.05, 10:08
                                To pogoń tego starca-problema. Po co nim się zajmujesz? Jest wredny, złośliwy i
                                ma sklerozę, bo powtarza w kółko to samo i nudzi. Nie jest ani Twoim krewnym,
                                ani znajomym, więc nie masz, Meduzko, wobec niego żadnych zobowiązań. Pogoń go,
                                po co ma Ci głowę zawraćać? ;-)
                                • meduza4 Re: Wyganianie problemu ;-) 24.10.05, 10:34
                                  Ale ten problem dotyczy pewnego mojego znajomego, z którym mi się urwał
                                  kontakt kilka miesięcy temu, a wszelkich informacji udzielono mi w tak
                                  lakoniczny sposób, że nawet nie wiem czy ten znajomy jeszcze żyje :-(
                                  Ale to nie temat na forum :-(
              • white.falcon Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 12:55
                Meduza, może nie powinnaś właśnie wtedy pracować. Szef widzi, że pracujesz,
                więc nie zawraca Ci głowy. Zrób coś! Może gdy wejdzie, wskocz na stół i zacznij
                radośnie wymachiwać mackami, uśmiechając się wesoło i śpiewając "Przyszedł
                szef, dobry szef, co mi w żyłach burzy krew." Ciekawa jestem efektu końcowego
                takiej scenki. ;-D

                Z tego, co pamiętam, Toni dalej odpotapia sąsiadów, biorąc za to kasę "pod
                stołem". Dlaczego to jest tajemnica i dlaczego "pod stołem" wie tylko Toni.
                Meduza, poproś go o jakąś niespodziankę może, bo dla pięknych oczu zrobi
                wszystko. Izie już łezki wycierał. :-)
                • meduza4 Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 13:13
                  white.falcon napisała:

                  > Ciekawa jestem efektu końcowego
                  > takiej scenki. ;-D
                  >
                  Koleżanka i kolega z pokoju chyba by się poryczeli ze śmiechu. Szef zapewne
                  też, bo to wesoły facet :-D

                  > Meduza, poproś go o jakąś niespodziankę może, bo dla pięknych oczu zrobi
                  > wszystko. Izie już łezki wycierał. :-)

                  Nieeeeeeeeee!!! Żadnych niespodzianek od Toniego. Nie będę wyjaśniać czemu.
                  Powiem tylko, że już mnie zadręczył psychicznie ;-)
                  • Gość: Duszka Re: Chwila prawdy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 14:32
                    I tak sie nam watek ...nadwątlił a to wszystko wina wątłych ostatnio
                    pierników...
                    • meduza4 Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 15:01
                      Wątek się nie nadwątlił... tylko temat rozpierniczył ;-PPPPPPPPP
                      • toytoyek Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 15:12
                        Oj, jak to niedobrze jest pracować, powiem Wam kochane pierniczki szczerze...
                        Chodzę sobie do tej pracy, lubię ją niby, fakt, ale czasu nawet nie miałem za
                        dnia żeby popierniczyc troszkę lub choćby popierniczkować. Toni pewnie też nie,
                        bo zamilkł był ostatnimi czasy...

                        Spieszę udzielić się w dyskusji na temat kolorytu poszczególnych części ciała
                        dżentelmenów z piernika. ako toytoyek nie mam wszekże dużo do powiedzenia w
                        tych kwestiach: jestem sobie koloru toytoykowego, taki toytoykowy błękit. A
                        właściwie byłem, bo od kiedy na anszym szóstym peronie puszczają pociągi
                        spalinowe to mnie od tych spalin nieco przyblakło się zrobiłem taki nieco
                        sinawo-toytoykowobłękitny. Ale w niedziele przychodzi pani Kazia i czyści
                        wszystkie części mej toytoykowej postury i znów staję się błękitny na powrót,
                        aby w ciągu tygodnia znów blaknąć... I tak toczy się to odkąd pamiętam, odkąd
                        na nasz peron wpuścili pierwszy pociąg do Małkini...

                        A właśnie, czy ktoś mógłby dla mnie sprawdzić rozkłąd jazdy pociągów z Małkini,
                        bo chętnie bym udał się do Meduzki z przesiadką w Małkini, czy to aby rozkochać
                        ją w mej toytoykowej osobowości, czy to przynajmniej żeby skłonić do zmiany
                        obiektu zainteresowań z owego brązowookiego żonatego szefa, dla którego nasza
                        Meduzka zatraca się w niewolniczej pracy, a niewola ta straszna podówjna, jako
                        że Meduzka jest niewolnicą własnego uczucia do szefa...

                        T.
                        • Gość: Duszka Re: Chwila prawdy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 15:23
                          Toytoyku masz duże tyły...nadrabiaj zatem całe drzewko. Co do rozkładu jazdy,
                          wiem, że są na peronach..dla chcącego nic trudnego. Myślę, że kolor toytoykowy
                          spodoba sie Meduzce, bo podobny do jej zywiołu...morza. Zresztą Pani kazia
                          pokładowa może zaświadczenie wypisac dla Meduzy jakby co. Bo Meduza jest
                          czupurna i złości sie szybko to i możesz nie zdazyc dojechać i zmieni zdanie,
                          że przyjmuje w innym terminie do oględzin..więc lepiej jej poślij małą
                          fotkę...niekoniecznie swoją, byleby Pani Kazia poswiadczyła ( ale o tym ciii bo
                          jak sie dowie to dostaniesz po dyszy i nici ze spania w rowkach jej wycieraczki
                          nowej.... - nowa, bo poprzednik za długo lezał i rowki sie wytarły;-))
                          • meduza4 Re: Chwila prawdy... 20.10.05, 15:57
                            Gość portalu: Duszka napisał(a):

                            > Bo Meduza jest
                            > czupurna i złości sie szybko to i możesz nie zdazyc dojechać i zmieni
                            zdanie,
                            > że przyjmuje w innym terminie do oględzin..

                            Meduza jest bardzo stała w swych uczuciach i podjętych postnowieniach.
                            No i do oględzin przyjmuje w każdym terminie, zwłaszcza jak ktoś ma oczy
                            (niekoniecznie brązowe). Jak jeszcze ktoś się z różyczką zamelduje to przyjęty
                            jest bez kolejki :-)

                            A co do rozkładu jazdy to można znaleźć na www.pkp.pl -szczególnie polecam,
                            zwłaszcza, że potrafi sobie bestia wykombinować połączenie np. z Zielonej Góry
                            do Katowic przez Poznań ;-PPPPPP
                            • white.falcon Czy kolej przewozi Toytoyki? ;-) 20.10.05, 18:21
                              Mianowicie jestem ciekawa, gdzie by Toytoyka umieścili. Chyba nie przypięliby z
                              tyłu pociagu z czerwoną chorągiewka ostrzegającą na czuprynie, bo go by
                              przewiało.

                              Co zaś dotyczy połączeń - może jechać na Małkinię, potem towarowym - przez
                              Andraszków i Babice Małe oraz Trubuty do Olsztyna, stamtąd rzut beretem do
                              Olsztynka, skąd znów towarowym może skierować się na Sierpc przez Stary Tomyśl
                              i Łuczków. Tam przesiądzie się na express do Krakowa, no a z Krakowa ma kilka
                              ładnych połączeń, czy to towarowych, czy expressowych, a nawet IC. ;-D
                  • white.falcon Alert - Meduzę dręczą! ;-) 20.10.05, 18:15
                    meduza4 napisała:

                    > Nieeeeeeeeee!!! Żadnych niespodzianek od Toniego. Nie będę wyjaśniać czemu.
                    > Powiem tylko, że już mnie zadręczył psychicznie ;-)

                    Toni Cię zadręczył? Trzeba do Animalsów lecieć w te pędy! Meduzę nam dręczą! ;-
                    )
                    • meduza4 Re: Alert - Meduzę dręczą! ;-) 21.10.05, 09:36
                      white.falcon napisała:

                      > meduza4 napisała:
                      >
                      > > Nieeeeeeeeee!!! Żadnych niespodzianek od Toniego. Nie będę wyjaśniać czem
                      > u.
                      > > Powiem tylko, że już mnie zadręczył psychicznie ;-)
                      >
                      > Toni Cię zadręczył? Trzeba do Animalsów lecieć w te pędy! Meduzę nam
                      dręczą! ;-
                      > )

                      Zadręczył... ale to już sprawa prywatna więc nie ma o czym gadać...
                      • white.falcon Re: Alert - Meduzę dręczą! ;-) 21.10.05, 10:09
                        A to sorry. :-) Nie mieszam się. Odwołuję alert - hau, hau. :-)
                        • meduza4 Re: Alert - Meduzę dręczą! ;-) 21.10.05, 12:15
                          I słusznie (że się nie mieszasz). Wystarczy, że ja zostałam w bzdurną dyskusję
                          zamieszana ;-)
                          • white.falcon Szklanka w burzy wody ;-) 21.10.05, 18:00
                            Szklanka w burzy wody, jednym słowem. Nie burzyć zatem. ;-)
    • Gość: duszka Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 20:40
      Jak to "co masz zrobic" - kontynuowac wątek;-)
      zaniedbany przez własciciela...a fe nieładnie.
      • white.falcon Konkluzja... 20.10.05, 20:54
        Wcięło właściciela. :-((( Nawet "do widzenia" nie powiedział. Trudno.

        Wniosek z tego taki:
        nietrwałe te pierniczkowe chłopaki. :-(
        • toytoyek Re: Konkluzja... 21.10.05, 01:22
          Nie dziewczyny... Nie wcięło, tylko nastąpiła pewna nieprzewidziana
          okoliczność - niezakładana w świecie pierniczkowym. Właściwie trudno
          powiedzieć, że nastąpiła, bo być może tylko w muszli swej tak założył sobie
          właściciel wątku, skąd inąd niesłusznie. A okoliczności czasem łudzące są, bo
          nie zawsze to co wydaje się tak mało inteligentnemu tworowi jak niebieski
          Toytoyek jest prawdą i rzeczywistością. Ot chociażby w zeszłym roku jeden pan
          już wydawało się, że bardzo chce i wejdzie zaraz do budki bezdusznej (jeszcze
          wtedy bez duszy, Sokółko) by skorzystać z usług toytoykowych, a on jednak
          obojętnie przeszedł obok, pozostawiając prostopadłościenny, niebieski domek
          samemu sobie, bez niczego tak... A Toytoyek nie mógł mieć do niego pretensji,
          bo tylko ubzdurał sobie, że on chciał w istocie doń wejść, co złudą było
          jedynie tam na szóstym peronie.

          Ma zatem niebieski toytoyek do myślenia wiele, wróciwszy dopiero co do domu (na
          szósty peron), skąd serdecznie pierniczki wszystkie i przyjaciół wątku
          pozdrawia bardzo zamyślony i zafrapowany.
          T.
          • white.falcon Krewniak Toytoyka ;-) 21.10.05, 10:16
            Postanowiłeś być tajemniczy? Owszem, ładnie to wszystko opisałeś, ale smutnie,
            że taj wyrażę się - z nutką melancholii i rezygnacji chyba. Czyżby Ciebie też
            handra jesienna nawiedziła? Czy to tylko refleksyjne refleksje dopadły?

            Nie wiem, czy informować w obliczu tak pesymistycznych nastrojów o moim
            ostatnim odkryciu. Ale zaryzykuję. Dziś, przebijając się przez mgłę na ul.
            Puławskiej natknęłam się na Twojego brata, Toytoyku. Był jasnozielony i miał
            brązowe drzwi. Chyba tak z zimna zzieleniał, stercząc samotnie w pewnym
            oddaleniu od ulicy. I duszy nie miał. Ty ciesz się, że masz peron szósty i
            Kazię, co o Ciebie jednak dba. O Twojego krewniaka chyba nie dba nikt, bo i
            zimno mu i ze wszech stron wieje i Kazi jak na lekarstwo. ;-)
            • toytoyek Re: Krewniak Toytoyka ;-) 21.10.05, 10:25
              Cześć Sokółko, cześć pierniczki!

              Tajemniczy? A czyż bezmiar koloru mych drzwi przednich nie jest tajemniczy? Tak
              i mój charakter i dusza (ta od żelazka) tajemnicze być muszą. Melancholijny? Po
              stokroć, niczym błękit mych drzwi przednich. Smutny? Ani trochę. Wręcz
              przeciwnie. Ale taki... zaskoczony sytuacją. Są rzeczy, których po sobie nie
              spodziewa się budka niebieska. Po sobie, po rzeczywistości... To tak jakby
              nagle na peron przyjechał pociąg z Radomia, a zawsze tylko te z Małkini -
              zaskoczenie me granic by nie miało. I tak właśnie się stało - zaskoczenie, miła
              Sokółko, zaskoczenie onieśmielające prostego Toytoyka, odbierające mu
              umiejętność racjonalnego funkcjonowania.

              A smutku w tym ni grosza...
              • toytoyek Re: Krewniak Toytoyka ;-) 21.10.05, 10:26
                ..Ach, co do krewniaka: no to pędzę go odwiedzić! Właśnie przyszła Kazia
                oczyścić spaliny z Małkiniowego pociągu - poproszę, może przepchnie na Puławską
                lub choćby do bagażówki wstawi... Albo autobusu miejskiej komunikacji...
                • white.falcon Krewniak się ucieszy... ;-) 21.10.05, 10:33
                  bo on stał wyraźnie nieswój. Nawet daszek miał pokryty czymś w rodzaju
                  mgiełkowej skorupki. Napewno ucieszy się, widząc Krewniaka, któremu lepiej
                  powodzi się. A może mu załatwisz po znajomości jakąś fuchę? Nie mówię, że
                  akurat atrakcję stania na sąsiednim peronie, ale może chociaż w przejściach
                  podziemnych Dworca. Nie tak mokro i zimno. Co Ty na to? Pomyśl, wszak masz
                  duszę. ;-D
              • white.falcon Re: Krewniak Toytoyka ;-) 21.10.05, 10:29
                Ach, radosne zaskoczenie - no to trzeba było tak i mówić, budko
                niebieskodrzwiowa, a nie mącić. Gratuluję zatem, zawszeć to przyjemnie zostać
                radośnie zaskoczonym. Nie wiem, jakie to odczucie, bo nic już mnie nie
                zaskakuje ani radośnie, ani wręcz przeciwnie, ale wierzę na słowo, że może to
                być przyjemne. Gratuluję raz jeszcze. :-)
                • toytoyek Re: Krewniak Toytoyka ;-) 21.10.05, 11:00
                  Mącę, mącę, bo sam nie wiem - zaskoczenia takie mają to do siebie, że potrzebne
                  jest jeszcze spełnienie owego miłego zaskoczenia. I fakt, że nagle na peron
                  zamiat kolejnego, jakże znudzonego już i ciągle oglądanego kolejnego pociągu do
                  Małkini podjeżdża pociąg choćby do Olsztynka, czy Iławy, złudnym być może, bo
                  pociąg ów może nagle podjechać na peron sąsiedni, pozostawiając budkę
                  niebieskodrzwiową wciąż w tym samym towarzystwie nudnych pociągów do Małkini...
                  I choćby dusza padała już rozgrzana nadmiernie (wszak typ jej jest stary, jak i
                  stare żelazko z którego pochodzi), okazać się może, że niczemu niewinien wszak
                  pociąg odjedzie z sąsiedniego peronu, nie zahaczywszy o szósty...

                  A co do krewniaka: pogadałem z Kazią. Ona zna pana Mietka, tego który zamiata w
                  przejściach. I on ma pogadać z panią Hanką, ta która zna pana Zdzisia, który te
                  fuchy załatwia, więc są szanse żeby ulżyć kuzynowi gdy wokół jesienna słota,a
                  i na zimę idzie nieuchronnie...
                  • white.falcon Telefon do krewniaka Toytoyka ;-) 21.10.05, 11:15
                    To już raczej nie zaskoczenie. To chyba nadzieja jakowaś - hiiii. Dobre i to.
                    Lubię, jak coś się komuś układa dobrze, choć nie mam pojęcia, czego to
                    układanie dotyczy, ale dobrze i tak, że pozytywne. :-)

                    Toytoyku, a nie możesz do krewniaka zadzwonić z peronu? Tam obok niego budka
                    telefoniczna jest. Ucieszyłby się na radosną wieść atrakcyjnego stania w
                    przejściu podziemnym. ;-)
                    • toytoyek Re: Telefon do krewniaka Toytoyka ;-) 21.10.05, 12:51
                      Wiesz co, Sokółko droga, do krewniaka z peronu to ja chętnie bym zadzwonił, ale
                      wandale pourywali znowu słuchawki w automacie na szóstym...

                      Ale Kazia obiecała właśnie, że następnym razem jak jej stary za dużo wypije to
                      mu podbierze komórkę (stary na jakieś praty lajn, czy keks telefon dzwoni - nie
                      wiem, coś Kazia w obcych językach mówiła) to mi przyniesie na chwilkę to
                      zadzwonię. A Kazia powiedziała, że nie musze jej płacić za impulsy tylko będzie
                      mogła korzystać bez płacenia, tak wiesz, jakby bilet sieciowy na miesiąc.
                      • white.falcon Re: Telefon do krewniaka Toytoyka ;-) 21.10.05, 17:42
                        No to cierpliwie poczekam na efekty rozmowy Toytoyka z Krewniakiem. Mam
                        nadzieję, że podzielisz się wrażeniami z nawiązania kontaktu. ;-) Tylko nie
                        dzwoń na "keks telefony i praty lajny", bo Kazia Ci więcej telefonu nie da. ;-)
                • duszka2 Re: Krewniak Toytoyka ;-) 21.10.05, 11:00
                  O raju co tu sie dzieje od rana?
                  Nastroje weekendowe już? A mnie kichawka wzięła na dobre, lecz zamiast iśc do
                  doktora ( w domyśle baba) ide do klienta choc on nie doktor;-)
                  A propos duszy Toytoyku czy nie wydaje ci się, że mamy cos wspólnego?;-)))
                  Sokółko skąd u Ciebie taka zawrotna znajomośc toytologii;-)))hihihi
                  A Meduza zapewne dzisiaj planuje weekend, zastanawiając sie czyje oczy sa warte
                  wiekszego zgłebiania czy szefuncia czy Toytoyka?
                  Toni zas za wielką wodą nam odpłynął z powodu powodzi (ciekawe czy to była
                  powódź niewiast chętnych do żeniaczki) Jak myślicie?
                  • white.falcon Przedweekendowo ;-) 21.10.05, 11:24
                    Co się dzieje? A staramy się pomagać bliźnim, rozwiązując problem marznięcia
                    krewniaka naszego modrego Toytoyka - dla odmiany zielonego Toytoyka. Chłopina
                    biedna marznie na ul. Puławskiej i go zobaczyłam rano takiego smutnego,
                    bliskiego chyba płaczu. W te pędy powiadomiłam naszego niebieskobudkowego
                    Toytoyka o tym stojącym zielonym nieszczęściu, no i zastanawiamy się, jak mu
                    zaradzić w ciężkim życiu.

                    Jak się miwasz Ty, Duszko? Masz już nastrój weekendowy? :-)

                    Meduza zapewne chce nasycić się dowoli widokiem oczu szefa. Wszak przez dwa dni
                    będzie pozbawiona uroku ich oglądania. ;-)

                    Toni zapewne pomaga z dobrego serca znajomych w kwestiach wodnych,
                    otrzymując "pod stołem" zapłatę za to. Jakoś mi to brzmi niespójnie, ale Toni
                    tak powiedział, więc chyba wie lepiej. Może uzbiera na podróż do Polski w ten
                    sposób, tylko z tym się nam nie zdradza? ;-)

                    A Sokół? Sokół pesymistycznie spoziera na świat nie tak z jakiegoś powodu. Nie.
                    Sokół powodu nie ma, tylko tak sobie patrzy, wie, co będzie jutro, pojutrze, w
                    przyszłym tygodniu. Będzie to samo. I nie chce o tym myśleć, a czasem myśli i
                    wtedy mu smutno. Bywa i tak.

                    Pozdrawiam Cię Duszko i Toytoyku. :-)
                    • toytoyek Re: Przedweekendowo ;-) 21.10.05, 12:57
                      No to i ja przedweekendowo, bo wyjeżdżam sobie w świat daleki (do Małkini na
                      razie, a dalej zobaczymy) i wracam we wtorek dopiero. No i rzec muszę, że
                      owszem Izo, duszkę mamy wspólną, choć moje niekomunistyczne podejście do świata
                      nakazuje mi egoistycznie zapragnąć posiadania swojej własnej.

                      A co do nadziei Sokoliczko - przede wszystkim nie mogę zrozumieć jakoś Twych
                      pesymistyczno-deterministycznych obaw. Skąd one? Ale gdybyśmy tak się na to
                      piwko wybrali w gronie pierniczkowym, ewentualnie pierniczkowym uszczuplonym
                      (Toni wciąż pewnie kolejne zniszczenia żywiołu naprawia, Meduzka wciąż podziwia
                      oczy szefa, w Duszce nadzieja że może przyjedzie aby na zakąskę trochę
                      pierników toruńskich nam przywieźć) to może udałoby nam się trochę piernikowego
                      optymizmu wlać w twe sokole wnętrze?

                      T.
                      • white.falcon O "marchewkach" i Podróżach w tym Sokoła:-) 21.10.05, 17:57
                        To jest dobry pomysł - zwabić Duszkę do zwiedzania stolicy. Byłoby miło spotkać
                        się. No i poprosiłabym nieśmiało o przywiezienie mi domku z pierniczkami. Lubię
                        je, a te domki tylko w Toruniu dostać można. :-)

                        Co zaś do Sokołkowego pesymizmu - staram się być realistką, ale pokusę
                        pesymistycznego postrzegania świata mam wielką. Świat nie podsuwa pierniczków
                        pod dziób, nagradzając choćby za miałkie drobiazgi, a sokół zawsze reagował
                        żywiołowo, doceniając metodę "marchewki", niźli "kijka". No i tych "marchewek"
                        od dłuższego czasu ni śladu ni popiołku. Najpierw sokół starał się na wszelakie
                        sposoby ubarwiać sobie życie, robi to dalej, ale jakoś bez przekonania, nie
                        zaniedbuje jednak niczego - ot tak sobie żyje, tylko szuka sensu życia
                        wszędzie, zaglądając to tu to tam, analizując. Ostatnio zajrzał do księgarni,
                        ale sensu tam nie było, tylko poradniki głupie, przeglądając które sokół mało
                        nie pękł ze śmiechu. No i gdzie ten Sens podział się? Gdzie go Sokół ma szukać?

                        Toytoyku, życzę Ci udanej podróży do Małkini. Jak nie sekret, to co tam takiego
                        ważnego dla Toytoyków? Czyżby tam mieścił się renomowany zakład renowacji
                        toytoyków i postanowiłeś zmienić image? ;-D

                        A sokół też do podróży szykuje się, będzie pucował się, kredą posypywał, by
                        lśniąco-czyściutko wyglądać. Musi piórka wytrzepać, pazurki przyciąć, a
                        wszystko w celu służbowej podróży zagranicznej. Sokół we wtorek z rana
                        powojażuje na Litwę, by z naszymi sąsiadami po sokołkowemu gaworzyć.
                        Pierniczkiem zapewne nie poczęstują, ale może jakaś tłusta mysz dla sokoła się
                        znajdzie? Jak myślicie? I wróci zapewne bardzo późno w czwartek. Tylko ciekawa
                        jestem, czy też tak, jak Toni będę musiała pierniczkowe drzewko nadrabiać? Mam
                        nadzieję, że tak. :-)
                  • meduza4 Hmmmmmmm.... 21.10.05, 13:01
                    duszka2 napisała:


                    > A Meduza zapewne dzisiaj planuje weekend, zastanawiając sie czyje oczy sa
                    warte
                    > wiekszego zgłebiania czy szefuncia czy Toytoyka?


                    Meduzka Synabę wypełnia (cokolwiek by to nie było).
                    Szefa dzisiaj widziała raz na korytarzu: nawet ładnie się uśmiechnął i umknął...
                    No ale gonić go nie wypadało. I w zasadzie Meduzka to zamyśliła się nad
                    brązowymi oczami innej osoby, ale to smutna historia i chyba nie ma rozsądnego
                    rozwiązania.

                    A Toytoyek? Ani nie przyjechał, ani się nie zapowiedział z wizytą, ani nie
                    pokazał mi swoich oczu, ani swojej duszy (choćby była od żelazka). Nawet fotki
                    nie przysłał, choćby takiej z satelity robionej, żeby łatwiej było mi go
                    namierzyć. Zawracanie głowy :-(((
                    • toytoyek Re: Hmmmmmmm.... 21.10.05, 13:39
                      I tu Ci zdradzę, droga Meduzko, że wiem co to Synaba i zawsze bardzo się bronię
                      przed wypełnianiem. Ale o tym sza.

                      A nie przyjechałem bo jednak te pociągi to tylko do Małkini od nas cały czas.

                      A fotki nie przysłałem, bo ja taki wstydliwy Toytoy jestem i zawsze jakmichcą
                      zrobić zdjęcie to ja się chowam gdzieś za filarkiem. No to co: zdjęcie filarka
                      Cimiałem przesłać...
                      • meduza4 Re: Hmmmmmmm.... 21.10.05, 13:50
                        toytoyek napisał:

                        > I tu Ci zdradzę, droga Meduzko, że wiem co to Synaba i zawsze bardzo się
                        bronię
                        >
                        > przed wypełnianiem. Ale o tym sza.

                        Nie mogę się wybronić, bo dopóki nie wypełnię to mi papierów o nadaniu stopnia
                        doktora nie wydadzą :-(((

                        >
                        > A nie przyjechałem bo jednak te pociągi to tylko do Małkini od nas cały czas.

                        Nie no, a przesiąść się w tej Małkini nie możesz? A może jakiś PKS jeździ???

                        > A fotki nie przysłałem, bo ja taki wstydliwy Toytoy jestem i zawsze jakmichcą
                        > zrobić zdjęcie to ja się chowam gdzieś za filarkiem. No to co: zdjęcie
                        filarka
                        > Cimiałem przesłać...

                        Nie no, to jest jakaś paskudna wymówka. Toytoyka zawsze choćby częściowo widać
                        zza filarka :-(
                        • white.falcon Re: Hmmmmmmm.... 21.10.05, 17:59
                          Meduzko, skoro Toytoyek jest nieśmiały, to poproś może o zdjęcie filarka, za
                          którym kryje się Toytoyek. Toytoyka będzie widać (tu masz, Meduzo, rację, bo
                          nie jest sławojką, tylko Toytoykiem), a nie będzie się peszył, bo przecież Ci o
                          filarek chodzi, prawda? ;-D
                          • meduza4 Re: Hmmmmmmm.... 24.10.05, 10:37
                            Ale jak go mam poprosić o to zdjęcie? Przecież mailem nie wyśle bo toytoyki
                            nie są chyba podłączone do sieci :-(
    • Gość: Cynio Re: I co ja mam zrobić? IP: *.net / 82.160.62.* 21.10.05, 15:03
      przeczytalem wiekszosc postow i musze napisac o sobie..jestem w gorszej sytuacji
      kobieta z ktora bylem pojechala i znalazla tam wszystko chyba lacznie z miloscia
      ja dolaczylem do niej po 3 tyg i bylo juz za pozno powiedziala ze chce przerwy i
      czasu..minelo juz 2,5 m-ca gdy nie rozmawiamy..ja mysle o niej duzo ciagle wiem
      ze ja kocham ale ona nie chce wracac..napisala mi z 2 m-ce temu ze na pewno da
      nam szanse ze chce sprobowac wszystko jeszcze raz..ale czy ja dam rade??bardzo
      chcialbym bo zalezy mi na niej ale czy ten czas mnie nie oszukuje my nie
      jestesmy dziecmi i za dlugo zwlekac nie nalezy..nie umiem przestac o niej
      myslec..naprawde chcialbym jej znowu zaufac i ja pokochac ale czy ona dzwignie
      ten ciezar po tym co mi zrobila czy ona wogole bedzie tego chciala..kurde
      beznadzieja wiem ze czas mi pomoze bo juz wiele zrozumialem i wiem ze to
      nieproste moze nawet niemozliwe ,moze sie ludze ze ona bedzie chciala
      wrocic..powiedzcie co ja mam robic ..
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 21.10.05, 15:54
        Oj Cynio,

        Jako założyciel wątku czuję obowiązek się wypowiedzieć jako pierwszy. Z góry
        przepraszam: nie będę miły, ale za to szczery.

        Pewnie przeczytałeś mojego posta na samym początku tego wątku. Od tamtego czasu
        minęły ze dwa tygodnie - popatrz na jakieś posty mego autorstwa pod koniec,
        albo w drugiej połowie wątku. Miałem podobny problem do Ciebie, wbrew pozorom
        prawie taki sam, bo czy to za przyczyną pracy, czy to za przyczyną innego
        faceta... Niestety na jedno wychodzi: między Wami się popsuło tak jak i między
        nami.

        Tylko jest między nami, to znaczy Tobą a mną, jedna różnica. Ale może ona
        wkrótce zniknie. Wszyscy znajomi, z którymi o tym gadałem jak i ludzie na forum
        powiedzieli mi jedno: wszelakie uczucia mają sens w momencie, kiedy idą z dwóch
        stron. A w jedną? Szkoda młodości... Między nami od dłuższego czasu coś się
        psuło, co w sumie uświadomiłem sobie dopiero po wszystkim, ale zastanów się czy
        i tak nie było w Waszym przypadku? Czy to co teraz czujesz to nie jest po
        prostu przyzwyczajenie i pewien niesmak nie że przegrałeś walkę o te kobietę,
        ale że przegrałeś z innym facetem? I ta różnica to to, że Ty jeszcze do końca
        nie wiesz jak jest, ja już wiem.

        Jedno co mogę Ci doradzić: ustal konkrety. Porozmawiaj i zapytaj, czy chce
        wrócić, a jeśli to kiedy. Jeśli nie będzie chciała odpowiedzieć konkretnie -
        odpuść.

        Wiesz co, ja tak zrobiłem. Bardzo niedługo po założeniu wątku. I jest mi z tym
        po prostu rewelacyjnie. I jeszcze jedno: zacząłem dostrzegać, że istnieją też
        inne kobiety i przy odrobinie szczęścia można trafić na taką, że Ci oczy wyjdą
        z orbit... A jeszcze jak będziesz miał szczęście to może i Ona coś takiego
        pomyśli o Tobie... No i zaczniesz się durnie zastanawiać co robiłeś przez
        ostatni czas i dlaczego tak się upierałeś na tamtą, ktora zachowała się wobec
        Ciebie nie fair, a to najgorsze co można zrobić - potraktować kogoś nie fair w
        związku...

        Ot i wszystko. Ja powoli zaczynam wierzyć w szczęście i Ty tez uwierzysz -
        zobaczysz. Tylko konkretnie: nie ma się co mazać. Konkretne pytanie, konkretna
        odpowiedź. Miłość to jest miłość - albo Cię kocha albo nie, formy pośrednie nie
        istnieją. A im prędzej się o tym przekonasz tym lepiej...

        Powodzenia!
        T.
        • Gość: Cynio Re: I co ja mam zrobić? IP: *.net / 82.160.62.* 21.10.05, 17:05
          dzieki za odpowiedz wiesz ja probowalem moze zbyt nawet nachalnie ale rozumiesz
          jak to jest jak ktos ci da takiego kopniaka..pytalem probowalem cos ustalic bo
          przeciez wiem ze Ona tak kogos poznala..chcialem od niej odpowiedzi czy tak czy
          nie..za kazdym razem slyszalem nie wiem,czas pokaze i jeszcze gadki o umocnieniu
          uczucia..wiesz ja mam tez swoj rozum i z czasem wiele zrozumialem i nie jest mi
          latwo bo nie wiem czy ten czas nam rzeczywiscie pomoze czy on mnie
          oszukuje..chyba po prostu za malo go minelo..wiem ze ciezko jest sie pozbierac
          wiem jaka ja droge przechodze bo wiesz serce co innego rozum co innego..sam juz
          nie wiem za co ja ja ciagle kocham i czy rzeczywiscie ja kocham czy tylko sobie
          wmawiam-mętlik..co do psucia..miedzy nami wlasnie wszystko bylo pieknie wiesz
          big love praktycznie zero konfliktow..mozliwe ze bylo za za pieknie za bajkowo
          bo sami sie temu dziwilismy ze tak nam dobrze ze soba..wiesz my bylismy z
          roznych swiatow ale dawalismy rade..odleglosc niestety w niej cos zmienila nowy
          piekny swiat mozliwosci i pyk banka pekla..chcialbym ciagle o nia walczyc starac
          ale jak??slowami to bez sensu juz to przerobilem tylko wieksza krzywde sobie
          robilem..teraz nie wiem co robic moze dojde do tego co Ty..
          • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 21.10.05, 17:37
            Sorki, że włączę się w męską rozmowę, ale taka ze mnie forumowa niedojda, że
            wtykam dzioba w wątki, gdzie mam coś do powiedzenia ze swojego punktu widzenia.

            Wiesz, Cynio, nie ma sensu najczęściej naprawiać czegoś, jeśli nie ma ku temu
            chęci dwóch stron. Inną bajką byłoby, gdybyście oboje doszli do wniosku, że
            jednak można spróbować od nowa i inną jest, że nie doszliście do takiego
            wniosku wzajemnie. Boleć będzie, bo człowiek nie jest z żelaza, ale po każdym
            jakimkolwiek uczuciu boli. Grunt to przejść przez to doświadczenie w miarę
            rozsądnie, nie zaprzepaszczając po drodze reszty - nie doprowadzić do tego, że
            wyrzucą Cię z pracy, dalej płacić rachunki, kontynuować coś, co zacząłeś -
            studia, kursy, nie popaść w alkoholizm. Pułapek jest wiele i jak się sypie
            sprawa uczuciowa można bardzo łatwo naprodukować sobie takich problemów, że
            ten - z uczuciami po czasie zaczyna wyglądać co najmniej żałośnie w porównaniu
            z tym, z czym trzeba będzie borykać się. Każdy z nas nosi w sobie ziarenko
            samozniszczenia. Owszem, zrozumiałym jest, jak ktoś świeżo po rozstaniu - w
            ciężkim szoku wezmie i z kolegą upije się do nieprzytomności. Różni ludzie
            różnie reagują, byle ta reakcja nie weszła nam w przyzwyczajenie.

            A oprócz chęci samounicestwienia siebie jako osobowości może nastąpić inna
            reakcja - poszukiwanie "klina". Tylko pomyśl o jednym - taki "klin" jest żywą
            osobą i co zrobisz, jak dojdziesz do wniosku, że ten "klin" tak naprawdę nie
            pasuje do Ciebie i to było chwilowe nieporozumienie? Skrzywdzisz tego kogoś.
            Nie zakładaj, że ten "klin" też Ciebie napewno potraktuje jako chwilową
            rozrywkę. Wystarczy, że Ciebie skrzywdzono, nie twórz dalszego ciągu "łańcuszka
            ludzi nieszczęśliwych", bo ludzie na to nie zasługują.

            Zobaczysz, nacierpisz się, przemyślisz i za jakiś czas znajdziesz kogoś, w kim
            warto będzie ze wzajemnością ulokować swoje uczucia. A teraz nie wmawiaj sobie,
            nie utwierdzaj siebie w przekonaniu, że to była osoba dla Ciebie. Jak widać -
            nie. zachowaj dobre wspomnienia, przemyśl momenty w których związek posypał
            się, oceń na spokojnie i więcej nie powtarzaj błędów, czego Ci życzy
            pozdrawiając
            Sokoliczka
            • Gość: Cynio Re: I co ja mam zrobić? IP: *.net / 82.160.62.* 21.10.05, 18:47
              wiem ze masz racje bo po tym czasie co teraz minal sam wiele zrozumialem wiele
              przemyslalem juz i ciagle mysle o tym..sam sie zastanawiam dlaczego chcialbym
              drugi raz wejsc do tej samej rzeki.. rozumiem ze takie zycie i poza mna nikt na
              tym nie ucierpial tylko jesli juz dochodzi do takich sytuacji nalezy mi sie choc
              szczere powiedzenie ze to koniec zebym o niej zapomnial a tu sa tylko slowa
              nadzieji..po co??zebym lepiej to zniosl..wiesz w swieta zamierzamy sie spotkac i
              co wtedy?? ja jej powiem ze chcialbym nawet pewnie juz bez przekonania a moze
              jeszcze z..nie wiem czas pokaze w kazdym badz razie wiele jeszcze chyba w mojej
              glowie mysli przebiegnie zobaczymy w ktora strone ten czas mna pokieruje..a co
              do zycia codziennego to juz wrocilem w miare do obowiazkow bo wiem ze to co sie
              stalo to nie koniec swiata i zyc trzeba..
              • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 21.10.05, 21:09
                Jest taki rodzaj ludzi, którym przez gardło nie przejdzie powiedzenie "to już
                koniec, nic z tego nie będzie". Nie dlatego, że są źli, chcą drugą osobę
                łudzić. Oni nie potrafią tego przeskoczyć z różnych względów, m.in. dlatego, że
                wewnętrznie czują, ze mówiąc te ostre słowa skrzywdzą osobe, wobec której mają
                szacunek, którą lubia, ale nie czują do niej większych uczuć i nie chcą
                krzywdzić siebie, z nią będąc "na siłę". Nie wiem, zauważyłam taką tendencję
                ostatnio - jakoś tak od roku. Rozpadają się związki, które nie były złe. Druga
                połówka poprostu doszła do wniosku, że "to nie jest to" i postanawia
                zrezygnować bez burd, karczemnych awantur lub oszukiwania. Rezygnuje i już. A
                potem na forum czytam wpisy o tym, jak ludzie są tym wszystkim zaskoczeni, jak
                ich boli, jak mają nadzieję. lepiej nie mieć, tylko przyjąc do wiadomości, że
                są tacy, których nie stać na powiedzenie w oczy drugiej osobie, że "to już
                koniec". Nadal mają wobec nas nić sympatii, ale nic więcej, dalej nas szanują,
                ale nic więcej, nie są naszymi wrogami, chcą znać nas, przyjaźnić się, ale nic
                więcej. Przykre? Owszem, przykre, ale prawdziwe.

                Cynio, pomyśl, czy Ty przypadkiem nie znalazłeś się w takiej sytuacji. Ciesze
                się, że dajesz sobie z tym wszystkim jakoś radę. :-)
                • Gość: Cynio Re: I co ja mam zrobić? IP: *.net / 82.160.62.* 21.10.05, 22:14
                  moze masz racje moze tak jest tylko co ja mam teraz myslec o Niej..przeciez znam
                  Ja bardzo dobrze i jesli mnie naprawde szanuje to moze jednak nalezy mi sie
                  prawda..ja moze chcialbym sie z nia przyjaznic nie wiem nawet tego bo szanowalem
                  ja wlasnie miedzy innymi za to ze byla szczera..a teraz musze o niej zmienic
                  zdanie bo wszystko w co wierzylem w zwiazku z nia okazalo sie klamstwem..wiesz
                  spotkam sie z nia w swieta i co ..gdy uslysze prawde po tym czasie to bedzie mi
                  latwiej??bo ona przeciez mi obiecala ze zaczniemy wszystko jeszcze raz..ja
                  potrafie zrozumiec ze jest szczesliwa i chce tam byc..ok sam do tego
                  doszedlem..ale jesli przyjedzie i powie mi ze nie, ze nie da rady to zaboli
                  znowu..a jesli jest przekonana do tego co czuje to moglaby to chyba zrobic nawet
                  przez telefon albo mailem przynajmniej nie bede sie łudzil..bo ja marze o niej
                  ciagle i uwierzylem w ten czas..bo w glowie na spacer ciagle z Nia chodze..
                  • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 21.10.05, 22:48
                    Tak sobie myślę, że jest to szczera, uczuciowa i dobra osoba. Nikt z nas nie
                    jest bez wad i może (nie musi!) tak być, że pewne rzeczy ją przerastają i nie
                    potrafi powiedzieć tego, co przyniosłoby ulgę i Tobie i jej. Nie każdy jest
                    odważny aż na tyle, by sprawić ból osobie bliskiej, z którą jednak nie widzi
                    się przyszłości. Dlaczego? Bo jesteśmy tak skonstruowani, że jesteśmy egoistami
                    i dążymy do swojego dobra - do tego, by wybierać to, co dla nas dobre. To, że
                    ktoś jest dobrym człowiekiem często na nim się mści w ten sposób, że albo
                    poświęca się dla tej drugiej osoby kosztem swoich dążeń i wewnętrznie jest
                    rozdarty i nieszczęśliwy, albo wybiera siebie niejako i nie umie powiedzieć, że
                    dokonał takiego, a nie innego wyboru, bo mu wstyd przyznać się do tego swojego
                    egoizmu. Wtedy ucieka do posrednich wymówek, licząc, że ta druga osoba sama
                    domysli się, sama wycofa się na niewypowiedzianą pozycję. Mam wrażenie, że
                    zaklopsowaliście się w tej sytuacji. Wiem, że to nie jest pocieszenie żadne,
                    ale nie Ty pierwszy piszesz o takiej sytuacji. Jakbyś przejrzał uważnie nawet
                    wpisy z ostatnich miesięcy, to znalazłbyś bardzo podobne sytuacje, o których
                    piszą i kobiety i mężczyźni na tym forum. Nie wiem, znak czasów jakis, wynik
                    jakichś zmian obyczajowych, czy społecznych. We wszelkim wypadku kiedyś takiego
                    zjawiska - na taką skalę nie było i nie wiem, co spowodowało to, że normalne,
                    udane związki zaczynają w tak schematyczny sposób (bo jak poczytasz, zobaczysz,
                    że to jakiś schemat) rozpadają się. Z pamięci - wrzuć w wyszukiwarkę
                    nick "thehighwaystar", a resztę - przejrzyj, to zobaczysz sam. Z mojej strony
                    życzę Ci, byś dał sobie radę, bo nijak w inny sposób nie umiem pocieszyć, czy
                    doradzić.

                    Pozdrawiam,
                    Sokoliczka
                    • Gość: Cynio Re: I co ja mam zrobić? IP: *.net / 82.160.62.* 22.10.05, 09:43
                      masz racje Ona taka jest..szkoda ze nie wyszlo,szkoda ze w taki sposob mnie
                      zostawalo ja myslalem ze jak jest 1500 km to moze troche zwariowala ale ona
                      chyba wie co robi..nie wiem zadzwonie do niej porozmawiam szczerze czy mamy
                      jakas przyszlosc..ech zycie
                      • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 22.10.05, 14:44
                        Poprostu ktoś z Was powinien zadać drugiej osobie to pytanie. Chociaż, jak
                        sądzę, jeżeli zadasz je wprost, to możesz znów usłyszeć tę samą odpowiedź. Nie
                        próbowałeś napisać maila? Bo SMS-y odpadają - to jest dobry sposób komunikacji
                        na przekazanie informacji z rodzaju "chcesz pójść do kina?" lub sympatyczne
                        przypomnienie komuś, że tego kogoś się kocha, ale nic więcej. Może też być i
                        tak, że Twoja Dziewczyna nie chce uświadomić sama sobie, że tak naprawdę to już
                        podjęła decyzję, może nie chce "palić mostów'. Tak gdybam, ale to takie
                        gdybanie, jak wróżenie z fusów kawy. Ty ją lepiej znasz i napewno znajdziesz
                        taką formę otrzymania odpowiedzi, która będzie dla niej najłatwiejszą z
                        możliwych. Są ludzie, którym jest łatwiej coś napisać, a są tacy, którym
                        łatwiej coś powiedzieć "w cztery oczy". Pomyśl, jaka forma by jej odpowiadała,
                        nie Tobie. Każdy z nas jest inny.

                        I nie martw się, Cynio, życiem. Ono pisze czasem tak dziwne scenariusze, że
                        wyobraźnia przy nich wysiada.

                        Pozdrawiam,
                        Sokoliczka
                        • Gość: Cynio Re: I co ja mam zrobić? IP: *.net / 82.160.62.* 22.10.05, 17:08
                          tak mysle o tym zeby napisac maila nawet juz go w glowie ukladam..ciezko jest w
                          napisac bo duzo mysli strasznie mam w glowie..bo w sumie to nie wiem moze warto
                          uwierzyc w ten czas mozliwe ze taka przerwa ma jakis sens kazde z nas moze sbie
                          wiele przemyslec nawet jesli stalo sie tak jak sie stalo mozliwe ze wdarla sie
                          rutyna, ja przedewszystkim mysle o sobie wiesz dostrzegam wiele rzeczy na ktore
                          chyba wczesniej nie zwracalem uwagi..postaram sie jakos pozbierac to wszystko i
                          spisac..potrzebuje troche czasu na to
                          • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 22.10.05, 17:57
                            Domyślam się, że masz pokusę, by odwlec rozmowę i wyjaśnienie całej sytuacji.
                            Ale w ten sposób nie rozwiązesz problemu. On będzie wisiał Tobie nad głową i
                            będziesz męczyć się. Nie lepiej wiedzieć, niż łudzić się? Jeśli będziesz
                            wiedział, to będziesz mógł zaplanować to, co będziesz robił dalej, będziesz
                            mógł zacząć "leczyć" serce. A tak możesz zmarnować trochę (bo do Świąt jeszcze
                            trochę zostało) czasu. Nie żal Ci go? Cóż, myśl, może wymyślisz jakieś
                            sensowniejsze rozwiązanie, bo nic innego, jak napisanie maila mi do głowy nie
                            przychodzi.
                            • thecynio Re: I co ja mam zrobić? 23.10.05, 02:06
                              no i jestem:(poskladam tegomaila napisze co mi w sercu i duszy gra..nie jest
                              latwo ..nie jest latwo bo zalezy mi na niej bo chcialbym zebysmy dali
                              rade..dziwne to..potrafiie zrozumiec nawet rozumiem ze wypalilo sie miedzy Nami
                              cos, ze ona chce przerwy ktora oznacza chyba tylko jedno a mimo to wciaz ja
                              kocham ciagle mi zalezy..tysiac kilometrow od siebie nie rozmawiamy nie
                              istniejemy dla siebie a ja wierze..wierze ze damy rade na przekór wszystkiemu i
                              przeciwko wszystkim..tylko czemu tak mysle..moze sie łudze moze rzeczywiscie taj
                              jest ze udzwigniemy ten ciezar..bo przeciez kochalismy sie..ech trudno to
                              wytlumaczyc ..sobie to trudno wytlumaczyc bo chyba boli tak ze trace
                              rozsadek..ale zyje nie zalamuje sie i nie zalewam obowiazkow i spraw ktore wiem
                              ze musze zrobic..tylko ta milosc bolesna ..tak niby czas wyleczy..ale chlera
                              moze ja naprawde kocham moze ja wiem ze podolam bo najwazniejsza jest Ona..bo
                              Ona jest osoba ktora porwala moje serce i mimo ze stalo jak sie stalo to serce
                              moe dalej za Nia goni..nie potrafie zatrzymac serca, ono nie slyszy gdy mowie
                              STOP to juz koniec..ono pedzi ciagle za Nia..ale ch..nia ale boli..kurna nie
                              pije juz chyba wiecej zrozumcie..
                              • white.falcon Pięć pytań. Iza, Meduzo, Toytoyek - a Wy co? :-( 23.10.05, 12:47
                                Oj, Cynio, Cynio, może rzeczywiście nie pij, bo tylko pogłębiasz swój ból. Nic
                                to Ci nie da poza złym samopoczuciem dnia następnego. Sercowych rozterek nie
                                utopisz - te paskudy doskonale pływają. To poprostu trzeba przezyć - jak
                                chorobę na którą nie ma złotego środka, a łudzenie się w niczym Ci nie pomoże.
                                Owszem, chce sie wierzyć, że to czasowe, że to tylko taka przerwa w kontaktach,
                                ale sokółka z własnego doświadczenia Ci mówi - najprawdopodobniej nic z tego
                                nie będzie. Trzeba przemęczyć się, potem cichutko nosa wytknąć do ludzi,
                                poszukać sobie nowego życia, nie kłębiącego się dookoła tej jednej osoby i
                                dalej żyć. A serce? A wziąć je w garść i przemówić do niego, jak do
                                przyjaciela, by nie robiło Ci przykrości, nie katowało Ciebie. Przecież
                                jesteście sobie potrzebni i powinniście jedno drugiego wspomóc, a nie jątrzyć.

                                Piszesz, Cynio, że nie rozmawiacie, nie kontaktujecie się od dłuższego czasu.
                                Odpowiedz sobie na takie małe pytanie, jakie reakcje wzbudzałeś, gdy np.
                                dzwoniłeś do niej? Zapewne była grzeczna, ale:
                                1) czy dzieliła się z Tobą różnymi drobnymi wydarzeniami z jej życia,
                                śmiesznymi sytuacjami np. z pracy?
                                2) czy unikała odpowiedzi na pytania, przy tym reagując drażliwie, "zbywając"
                                Ciebie?
                                3) czy odpowiadała monosylabami, panowało dłuższe milczenie, sprawiające
                                wrażenie, że tylko przez grzeczność nie przerywa połączenia?
                                4) czy to Ty inicjowałeś nawiązanie kontaktu, a z jej strony to następowało już
                                rzadko i na krótko - na zasadzie grzecznościowego telefonu?
                                5) czy np. gdy dzwoniłeś i jej nie było, a potem z nią rozmawiałeś, mówiąc, że
                                dzwoniłeś, odpowiadała mniej więcej tak: "byłam zajęta, nie było mnie". gdy
                                próbowałeś dowiedzieć się, co robiła, nie mówiła Ci lub zbywała odpowiedzią?

                                Jeśli na te pięć pytań uczciwie sobie odpowiedziałeś "tak", to już niczego nie
                                naprawisz prawdopodobnie, chocby serduszko Twoje roztłukło się w mak.

                                Trzymaj się, Cynio.
                                Pozdrawiam,
                                Sokoliczka
                                P.S. Izo, Meduzo, Toytoyku, no gdzie jesteście? Pierniczkowy ludek Cynio
                                potrzebuje Waszych głosów, a Wy nic? Gdzie inne pierniczkowe ludki się
                                podziały? :-(
                                • Gość: Cynio Re: Pięć pytań. Iza, Meduzo, Toytoyek - a Wy co? IP: *.net / 82.160.62.* 23.10.05, 16:06
                                  no nie wiem nasze rozmowy raczej inaczej sie toczyly ciezko opisac wiesz ja
                                  cierpialem wiec domyslasz sie co czlowiek gada..zaprzestalem kontaktu bo po
                                  prostu czulem ze nie ma sensu na razie gadac ale potrafilismy rozmawiac
                                  normalnie jesli nie szalalem..teraz nie szaleja ale nie chce z nia tez rozmawiac
                                  bo jesli dajemy sobie czas to ja chce go dla siebie tylko wkurza mnie to ze
                                  chcialbym zebysmy dali rade zebrac ten zakret..moze to lepiej teraz ze nie
                                  utrzymujemy kontaktu nie bede siebie krzywdzil i gadal z nia ze jest ok jak nie
                                  jest u mnie ciagle ok wystarczy mito co mnie rozpieprza..ale maila napisalem
                                  wysle go lada dzien i zobaczymy czy mi odpowie..wiesz ogarniajac ten caly mlyn
                                  jaki sie robi w glowie to nawet sens sie znajdzie w tej beznadzieji i tej
                                  przerwie..tylko czy to nauczka na przyszlosc jak kochac czy rzeczywiscie proba
                                  uczuc pomiedzy nami..cholera wie teraz jest kiepsko i nie zanosi sie na poprawe
                                  ..a nadzieja?..matka głupich jestem wsrod nich
                                  • white.falcon O nauczkach lub tez próbach 23.10.05, 17:20
                                    Czy to nauczka, czy tylko próba uczuć - i tak wyjdzie Ci na dobre, bo
                                    zastanawiasz się nad tym, coś wraz z myśleniem w Tobie się zmienia, choć możesz
                                    tego nie zauważać. Postaraj się nie rozklejać, ale też uświadom sobie, że nie
                                    można, by jedna osoba stanowiła cały Twój świat. Swój świat trzeba mieć
                                    niezależnie od tego, czy jesteś sam, czy z kimś. Z drugą osobą buduje się
                                    wspólny świat - taki składający się z dwóch nawzajem przenikających się
                                    światów. Gdy popełniamy błąd i jedna osoba zastępuje nam wszystko - jej
                                    zniknięcie doprowadza do tego, że lądujemy w pustce. A nadzieja? Ją trzeba mieć
                                    niezależnie od okoliczności, czasem zaś starać się ją mieć. Czas pokaże, co z
                                    tego wszystkiego wyniknie. Nie nastawiaj się ani tak, ani tak - zobaczysz, jak
                                    będzie naprawdę.
                                    • thecynio Re: O nauczkach lub tez próbach 23.10.05, 21:57
                                      masz duzo racji wiele mozna sie o sobie dowiedziec..fakt jest to pozytywne choc
                                      bolesny jest powod tej lekcji..wiem ze swiat sie nie skonczyl bo trzeba jakos
                                      sobie radzic nie wiem ile potrwa ten bol bo ciezko zapomniec o krolewnie pewnie
                                      ze chcialbym zeby ta bajka trwala i wogole wiesz..no ale slepy przeciez nie
                                      jestem i widze ze jej nie ma i mozliwe ze juz nie bedzie..probuje sobie jakos z
                                      tym radzic czasem sie na siebie wpieprzam ze tak sobie tym glowe mecze czasem
                                      sie wpieprzam ze mam ta zlude ze pomimo wszystko staram sie jej wierzyc..czasem
                                      czuje sie jak pies ktory siedzi i czeka az w koncu dostanie obiecana
                                      kosc..narazie staram sie nic nie wyrokowac i jakos uciagac codziennie i pisac na
                                      tym forum co mi w duszy siedzi..a co bedzie czas pokaze wkurza mnie tez moja
                                      bezsilnosc w tej kwestii bo przeciez ja bardzo chcialbym o nia walczyc i sie
                                      starac a tu trzeba jakos wierzyc w ten czas ze pokieruje nami w dobrym
                                      kierunku..na razie jest tak ze sytuacja jest beznadziejna wszystko chyba
                                      przemawia przeciwko mnie katastrofa jest chyba nieunikniona a ja na razie jakos
                                      nie mam specialnie wewnetrznej odwagi sam napisac zakonczenia tej bajki bo
                                      wolalbym do niej dopisywac kolejne rozdzialy..na razie musze ja odlozyc na polke
                                      i starac sie po nia jaknajrzadziej siegac..cholera ciagle nielatwo no ale coz
                                      nikt nie mowil ze bedzie latwo byleby trzymac sie jakos bo czasem to nie chce mi
                                      sie wstac z lozka tak mnie to łamie:(
                                      • white.falcon Re: O nauczkach lub tez próbach 23.10.05, 23:16
                                        Nie odbieraj tego wszystkiego w kategoriach katastrofy, Cynio. Z tym można żyć
                                        i właśnie po to, by żyć, trzeba wstawać codziennie z łóżka, chodzić do pracy,
                                        załatwiać mniejsze lub większe sprawy, rozmawiać z ludźmi. Jeśli nie chce się,
                                        to siebie zmuś do tego na zasadzie podsumowania przeżytego dnia: "zrobiłem to i
                                        to, załatwiłem to i tamto". Postaraj się patrzeć na to w kategoriach małych
                                        osiągnięć, skoro większa sprawa, sprawa serduszkowa na razie nie daje się
                                        uporządkować. Ja kiedyś posługiwałam się metodą notesu, w którym robiłam plany
                                        na kilka dni, spisując nawet drobiazgi i pod koniec dnia "odchaczałam" rzeczy
                                        załatwione. Przynajmniej nie "rozsypałam się".

                                        Właściwie jak dobrze przyjrzysz się ludziom na tym forum i na tym wątku, to
                                        każde z nas ma coś, co tę osobę trapi i z czym każdy sam i razem "walczymy".
                                        Piszemy śmieszne głupoty lub mądrzejsze rzeczy, by nie mówić o tym, że jednak
                                        gdzieś tam mamy tą jedną strunę napiętą do granic wytrzymałości, nadszarpniętą.
                                        Ktoś kiedyś mądrze powiedział: "Kto przeszedł ogień zrozumie błękit". Kiedyś
                                        nie rozumiałam tego zdania, a teraz i owszem. Błękitny kolor ognia to ta jego
                                        część, która spala, inne jego kolory potrafią tylko sparzyć. Jest tu sporo
                                        ludzi, którzy bez słów rozumieją o co chodzi, bo takiego, czy innego błękitu
                                        doświadczyli lub doświadczają. Co chcę przez to powiedzieć? Nie jesteś sam w
                                        Twoim doświadczeniu życiowym, Cynio, i pomyśl, że są tu - na tym forum -
                                        ludzie, którzy sa Tobie życzliwi. Nawet Ci, którzy tylko czytają te wpisy, nie
                                        dopisując swoich słów.

                                        Witam w Świecie Pierniczków, że tak powiem. :-)
                                        Pozdrawiam,
                                        Sokoliczka
                                • meduza4 Re: Pięć pytań. Iza, Meduzo, Toytoyek - a Wy co? 24.10.05, 10:44
                                  white.falcon napisała:

                                  > P.S. Izo, Meduzo, Toytoyku, no gdzie jesteście? Pierniczkowy ludek Cynio
                                  > potrzebuje Waszych głosów, a Wy nic? Gdzie inne pierniczkowe ludki się
                                  > podziały? :-(

                                  Ja przez weekend bajzel w moim nowym lokum sprzątałam. Między innymi okna myłam
                                  i firanki wieszałam. Wszystko mnie teraz boli :-(

                                  A co do problemu Cynia: nie mnie radzić w takiej sprawie.

                                  Kilka razy w życiu zranili mnie mężczyźni, którzy ciągle lamentowali i
                                  wzdychali do tej która odeszła, znalazła innego albo w ogóle nigdy nie
                                  zwróciła uwagi na nieszczęsnego adoratora a on już piąty rok cierpiał...
                                  A tymczasem ci sami mężczyźni nigdy nie zauważyli, że jestem obok i słucham
                                  cierpliwie.

                                  W końcu przestałam się interesować tego typu problemami. Wyszło mi to tylko na
                                  zdrowie i zmniejszyło odsetek moich rozczarowań.
                                  • white.falcon Re: Pięć pytań. Iza, Meduzo, Toytoyek - a Wy co? 24.10.05, 11:10
                                    Z jednej strony masz rację, Meduzko. Ale w przypadku Cynia nie jest on obiektem
                                    uczuć żadnej z nas - najwyżej sympatii, tylko człowiekiem z problemem do
                                    rozwiązania. Doradzić zawsze coś można. Im więcej głów, tym więcej myśli, a co
                                    za tym idzie - możliwości wymyślenia wyjścia z sytuacji.

                                    Ja do przedstawianych na forum problemów podchodzę właśnie na zasadzie zagadki,
                                    do której trzeba znaleźć "kluczyk", przydatny i do zastosowania w życiu
                                    realnym. :-)
                                    • meduza4 Re: Pięć pytań. Iza, Meduzo, Toytoyek - a Wy co? 24.10.05, 13:19
                                      white.falcon napisała:

                                      > Z jednej strony masz rację, Meduzko. Ale w przypadku Cynia nie jest on
                                      obiektem
                                      >
                                      > uczuć żadnej z nas - najwyżej sympatii, tylko człowiekiem z problemem do
                                      > rozwiązania.

                                      To może ujmę sprawę inaczej: dla mnie największym problemem do rozwiązania
                                      jestem ja sama. I trochę siebie już znam. Więc lepiej żebym ja się w cudze
                                      problemy nie zaczynała angażować, bo diabli wiedzą kiedy mi odbije żeby
                                      upatrywać w osobie poznanej czy to realnie czy przez internet kogoś
                                      interesującego. A jako osoba wolna i po pewnych przejściach bardzo łatwo
                                      zaczynam szukać wspólnego gruntu z drugim człowiekiem, zwłaszcza płci
                                      przeciwnej. Zresztą co tu można zrobić w tej sprawie? Chyba tylko zażądać od
                                      dziewczyny jasnej i definitywnej odpowiedzi. Wszelkie odpowiedzi pokrętne
                                      i gdybanie należy uznać za wynik negatywny...

                                      > Doradzić zawsze coś można. Im więcej głów, tym więcej myśli, a co
                                      > za tym idzie - możliwości wymyślenia wyjścia z sytuacji.

                                      Ilość głów tu się chyba nie przekłada na ilość wyjść, które są tylko dwa:
                                      albo przestać się łudzić i ułożyć sobie życie "po nowemu" albo łudzić się
                                      dalej.

                                      > Ja do przedstawianych na forum problemów podchodzę właśnie na zasadzie
                                      zagadki,
                                      >
                                      > do której trzeba znaleźć "kluczyk", przydatny i do zastosowania w życiu
                                      > realnym. :-)

                                      A w życiu realnym Cynio (z kluczykiem czy bez) i tak postąpi jak uzna sam za
                                      słuszne i wskazane...
                                      • thecynio poniedzialek 24.10.05, 16:49
                                        witam wszystkich piernikowych ludkow,dzis kolejny dzien kiedy staram sie nie
                                        myslec i nie dramatyzowac ale w glowie ciagle Ona..codziennie nie jest latwo
                                        codziennie mysle ze ja kocham juz sam nie wiem tak naprawde dlaczego i czy sobie
                                        tego nie wmawiam,napisalem do niej maila ale jeszcze nie wyslalem jeszcze nie
                                        wiem czy wszystko w nim zawarlem co chcialem ale wiem ze musze chyba wykonac
                                        jakis ruch bo zwariuje,dzis przyznam nie udal mi sie dzien troche sie zawiesilem
                                        ale jutro mam nadzieje ze bedzie lepiej chyba kupie ten notes i bede sobie robil
                                        plan dnia,tylko za duzo tego bujania w oblokach cholera:(
                                        • white.falcon Poniedziałkowe brawa dla Cynia :-) 24.10.05, 17:26
                                          Brawo, Cynio, starasz się, a to już dużo. Tego maila pochopnie nie wysyłaj.
                                          Może skopiuj go do odrębnego pliku, nie zaglądaj tam przez kilka dni i zajrzyj
                                          około czwartku - piątku, przeczytaj i zobaczysz, czy napisałeś wszystko tak,
                                          jak chcesz. Możesz przecież robić notatki na temat tego, co by jeszcze dopisać
                                          ewentualnie.

                                          Z tym bujaniem w obłokach - nie odleć przypadkiem na tym obłoku gdzieś, gdzie
                                          nie trzeba. Meduza w swoim wpisie zawarła słuszną myśl, że musisz postarać się
                                          zacząć stąpać nóżkami po ziemi. A notes - to dobra sprawa - tylko z nim trzeba
                                          byc konsekwentnym, nie odpuszczać sobie. Skoro mi taki "pomagacz" przydał się i
                                          zorganizował w swoim czasie, to dlaczego miałby nie pomóc Tobie? :-)

                                          Trzymaj się dzielnie,
                                          Pozdrawiam,
                                          Sokoliczka - jeden z piernikowych ludków :-)
                                      • white.falcon Meduzkowo-falkonikowe zastanawiania :-) 24.10.05, 17:19
                                        Szanuję Twoje zdanie Meduzko, skoro tak mówisz, znaczy, że znasz siebie. :-)
                                        Jako "drugą" stronę przedstawię swoje. Ja dla siebie nie stanowię problemu, bo
                                        siebie nauczyłam się po ciężkich bojach lubić, co nie oznacza, że lubię
                                        bezkrytycznie. Sama sobie potrafię lepiej niż otoczenie "dać w kość", zbesztać,
                                        być niezadowolona sama z siebie. Bardzo ładnie mi to wychodzi i ten krytycyzm
                                        wewnętrzny ma na mnie wpływ pozytywny, bo "naprawiam" to, z czego jestem
                                        niezadowolona, czasem wręcz siebie zmuszam do takiej naprawy, choć taki
                                        prawdziwy sokołek wewnątrz mnie zapiera się łapami i nie chce.

                                        Lubiąc siebie nie można nie lubić innych i robi się przykro, gdy ktoś popada w
                                        jakieś tarapaty. A skoro pisze o tym, co go boli, to nie wystarczy, że
                                        pogłaszczemy go po głowie, utrzemy łezki. Skoro coś napisał, skierowanego do
                                        ludzi, to można mu zaproponować swój punkt widzenia sprawy, przedstawiając
                                        rozwiązania podług siebie. Nie musi z nich korzystać, ale czasem "widzenie z
                                        boku" daje inną perspektywę postrzegania tej innej osobie, zaczyna ona myśleć.
                                        Owszem, postępuje tak, jak wybierze, ale może równie dobrze wpaśc na jakiś nowy
                                        pomysł rozwiązania swojego problemu. Nazywam to "inspiracją".

                                        Ludzie przywykli do prostych rozwiązań, a niektóre sprawy nie nadają się do
                                        tego i jeśli już ktoś odważy się z mętlikiem w duszy i w sercu pójść z tym do
                                        ludzi, to dlaczego nie pomóc mu w jakiś sposób? Wbrew pozorom takie
                                        zastanawianie się jest inspirujące także dla "inspirującego", bo zaczyna
                                        analizować swoje błędy i potknięcia i dochodzi do ciekawych wniosków. Taka
                                        wzajemna wymiana myśli wychodzi. Nie liczy się efekt końcowy, bo ten jest
                                        całkowicie zależny od danej osoby, a ułatwienie jej przejścia drogi. Po co ma
                                        poświęcać czas na to, co można tej osobie uświadomić, korzystając z jakiegoś
                                        własnego doświadczenia?

                                        Wiem, czego nie lubię - bezradności, ślepego muru, w który utyka się człowiek
                                        nosem. Siła człowieka polega na działaniu, na szukaniu w tym murze cegiełki,
                                        która albo naruszy jego konstrukcję tak, że mur rozsypie się, albo pomoże nam
                                        zrobić w nim dziurę i przepchać się na drugą stronę. Owszem, nasz wewnętrzny
                                        egoizm sugeruje, byśmy ograniczali sie do siebie, ale wtedy nasze problemy
                                        urastają do horrendalnych rozmiarów i przesłaniają cały świat. Wtedy z nimi
                                        ciężko walczy się, a tak - inaczej - lżej. :-)

                                        Pozdrawiam,
                                        Sokoliczka
                                        • meduza4 Re: Meduzkowo-falkonikowe zastanawiania :-) 25.10.05, 15:12
                                          white.falcon napisała:

                                          > Lubiąc siebie nie można nie lubić innych i robi się przykro, gdy ktoś popada
                                          w
                                          > jakieś tarapaty.

                                          Nigdzie nie napisałam, że nie lubię siebie i nigdzie nie napisałam, że nie
                                          potrafię lubić innych. Napisałam coś przeciwnego: że świadomie unikam ostatnio
                                          przywiązywania się do ludzi, bo to zazwyczaj pozostaje nieodwzajemnione.
                                          A najlepszą metodą, żeby sobie narobić kłopotu (znaczy przywiązać się do
                                          drugiej osoby) jest zabawa w empatię. Może gdy ma się do czynienia z osobą,
                                          która nie ma aktualnie większych problemów to nie prowadzi do nieporozumień.

                                          Ale teraz weźmy taki przykład: zaczynasz przywiązywać się do osoby, której
                                          chcesz pomóc. Zazwyczaj ta osoba traktuje Cię jako guru i opokę, nie jako
                                          równego sobie człowieka. I siłą rzeczy nie jest w stanie odwzajemnić takiego
                                          a nie innego rodzaju Twojej sympatii. Powiesz pewnie: nie należy się w to
                                          angażować. Zapewne tak, ale do tego potrzeba pewnych predyspozycji
                                          psychicznych, których z całą pewnością nie posiadam. No więc skoro wiem, że
                                          nie potrafię być opoką i guru, skoro wiem, że automatycznie staram się budować
                                          typ relacji niemożliwy do zrealizowania w takich warunkach... to po co szykować
                                          sobie samej kubeł zimnej wody na głowę? Mało sama sobie ich wylałam?

                                          > A skoro pisze o tym, co go boli, to nie wystarczy, że
                                          > pogłaszczemy go po głowie, utrzemy łezki. Skoro coś napisał, skierowanego do
                                          > ludzi, to można mu zaproponować swój punkt widzenia sprawy, przedstawiając
                                          > rozwiązania podług siebie.

                                          Przedstawiłam. Nic nie poradzę na to, że mój punkt widzenia zawarł się w kilku
                                          słowach.


                                          > Ludzie przywykli do prostych rozwiązań, a niektóre sprawy nie nadają się do
                                          > tego i jeśli już ktoś odważy się z mętlikiem w duszy i w sercu pójść z tym do
                                          > ludzi, to dlaczego nie pomóc mu w jakiś sposób?

                                          No ale co tu zrobić, jak tu pomóc? Przecież nie jestem w stanie przyłożyć tej
                                          kobiecie pistoletu do głowy i nakazać jej aby kochała Autora. Wóz albo przewóz:
                                          trzeba albo postawić krzyżyk na tej znajomości albo żyć dalej w swoim świecie
                                          iluzji.
                                          Jak ktoś potrafi żyć marzeniami i nadziejami to przecież nikomu nie bronię.
                                          Całymi latami marzyłam o czymś na płaszczyźnie zawodowej i oto się stało a
                                          wręcz stanie się więcej, ale na własny rozwój zawodowy mamy wpływ a na drugą
                                          osobę i jej uczucia raczej tego wpływu nie mamy.


                                          Wbrew pozorom takie
                                          > zastanawianie się jest inspirujące także dla "inspirującego", bo zaczyna
                                          > analizować swoje błędy i potknięcia i dochodzi do ciekawych wniosków.

                                          A mnie się wydaje, że ta "inspiracja" ogranicza się do tego, że większość ludzi
                                          w nieskończoność rozdrapuje rany i niczego konstruktywnego tu nie widzę.
                                          Moim zdaniem mail o którym wspomniał Autor powinien zostać jak najszybciej
                                          wysłany niezależnie od tego czy jest dobrze przemyślany czy nie. A po co męczyć
                                          się nad nim i w nieskończoność dobierać słowa? Niech zadecyduje jedna chwila
                                          odwagi, niech zadecyuje przypadek a tym samym Bóg. Słowa człowieka nic nie
                                          znaczą, zwłaszcza skoro owa ukochana Autora i bez jego maila zna stan jego
                                          uczuć. Co ten mail wnosi nowego do sprawy? Co mogą zmienić najlepiej dobrane
                                          słowa?


                                          >
                                          > Wiem, czego nie lubię - bezradności, ślepego muru, w który utyka się człowiek
                                          > nosem.

                                          A kto lubi???


                                          > Siła człowieka polega na działaniu, na szukaniu w tym murze cegiełki,
                                          > która albo naruszy jego konstrukcję tak, że mur rozsypie się, albo pomoże nam
                                          > zrobić w nim dziurę i przepchać się na drugą stronę.

                                          Nieprawda. Siła polega na akceptacji własnej bezradności. Wiele jest murów z
                                          których nie ruszysz ani ziarenka. I świadomość tego faktu pozwala Ci odejść od
                                          tego muru i zapomnieć od nim. Tak długo jak długo każesz Autorowi rozwiązywać
                                          problem nie do rozwiązania on cierpi. On nie może zrobić nic. Decyzja należy do
                                          innej osoby, a ona w zasadzie nawet nie musi chcieć jej podjąć. W tej sytuacji
                                          "olanie" sprawy i poszukanie innej miłości (czyli zostawienie muru
                                          nietkniętego) jest rozwiązaniem i to całkiem sensownym.


    • Gość: oeste Re: I co ja mam zrobić? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.10.05, 18:19
      toytoyku - ciekawe co ofiarujesz takiej kobiecie jak juz ja znajdziesz - wlasne
      rozzalenie - czy moze troche gruzu z nieudanego zwiazku, eh.
      • white.falcon Re: I co ja mam zrobić? 21.10.05, 21:01
        Wiesz, Oeste, to, co ofiarowuje się komukolwiek po rozpadzie wcześniejszego
        związku jest sprawą bardzo indywidualną. I to nie banał - to prawda. Niektórzy
        popadają w gorycz, każdy inny związek traktują tak, jakby właśnie kończył się,
        są skłonni do porównywania innej osoby do tamtego kogoś, kto nas skrzywdził.
        Ich serduszko nie zostało uleczone - rana została tylko przysypana i nadal jest
        raną. Sztuką jest zaleczyć serce tak, by inny związek traktować tak, jak mu
        należy się z mądrościa, która nabyliśmy w poprzednim. Tak więc śmiem twierdzić,
        że także w przypadku Toytoyka - "pozyjemy - zobaczymy". On chyba sam jeszcze
        nie zna odpowiedzi prawdziwej na to pytanie. :-)
        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 22.10.05, 01:20
          > Sztuką jest zaleczyć serce tak, by inny związek traktować tak, jak mu
          > należy się z mądrościa, która nabyliśmy w poprzednim. Tak więc śmiem
          > twierdzić, że także w przypadku Toytoyka - "pozyjemy - zobaczymy". On chyba
          > sam jeszcze nie zna odpowiedzi prawdziwej na to pytanie. :-)

          Sokółka ma miła, niby nie znam, ale jakbym znał... Wiele o tym rozmawiałem z
          Kazią i ona też tak mówi: chyba znam...
    • Gość: gloksy Re: I co ja mam zrobić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 21:18
      W tym miejscu gratuluję Toytoykowi jego wątku:)
      Tym bardziej gratuluję, że niech będzie - wydaje mi się - wzbudza zazdrość!
      Brawo Toytoyek:)
      • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 22.10.05, 01:07
        Cześć Kochani Pierniczkowicze i Stowarzyszeni:-)

        Ja chciałbym kilka kwestii wyjaśnić. Co do wzbudzania zazdrości - no wąteczek
        nam się rozrósł, bo takich tu mamy fajnych pierniczkowych ludków, którym się do
        tego jeszcze chce popierniczyć nieco, za przeproszeniem... I pomyśleć jak się
        wątek założył...

        Cyniu, ja mogę dodać tylko jedno i powtórzyć za Sokółką. Są tacy, którzy nie
        umieją, nie bójmy się tego: często boją się powiedzieć takie trudne zdania
        jak "zakończmy to, bo to nie ma sensu". I może w przypadku Twojej kobiety tak
        było? Może i tak nie było, ale naprawdę za pewien sukces uważam, że udało mi
        się uzyskać konkretną odpowiedź, choć łatwo nie było. Nie. Teraz nie będę
        wracać. No i to chyba było jasne co to oznacza. Naprawdę dla samego siebie i
        swojego spokoju: zapytaj czy i kiedy ma zamiar wrócić, ale nie przyjmuj
        odpowiedzi typu "nie wiem" albo "kiedyś tak". Konkretnie. Boli, ja wiem, ale
        daje wiele.

        Co do pytania Oeste co jestem w stanie oferować kobiecie jak już ją znajdę?
        Myślę, że całkiem sporo, rzekłbym że więcej niż może to wyglądać po
        opowieściach niebieskiej budki... Zbyt mało o mnie wiesz, drogi(a) Oeste by to
        ocenić... Pozwolę sobie zachować w słodkiej tajemnicy co obejmuje moja
        oferta...
        Gruz z dawnego związku? Dlaczego gruz? To było, minęło, gruzu nie ma. Było
        kilka lat w trakcie których przeżyłem wiele fajnych chwil, przeżyłem też trochę
        tych niefajnych. Umiem się otrząsnąć, znam swoją jakąś-tam wartość... I nie
        widze żadnego powodu, dla którego miałbym się zamartwiać, maltretować
        psychicznie albo dotrzymywać ascezy przez lat pięć. Czy fakt spotkania kogoś, w
        kim nie dostrzeżesz wad nie jest dostatecznie dobrym powodem do radości albo
        czegoś więcej?
        • toytoyek Re: I co ja mam zrobić? 22.10.05, 01:18
          A teraz, drodzy pierniczkowicze, życze Wam miłej nocki.

          Meduzko, niech Ci się przyśni filarek, za którym stoję na szóstym peronie, ten
          który jest na zdjęciu, które prześlę Ci niedługo. Dosłownie za dni kilka jak
          Kazia znów przyjdzie mnie przeczyścić, bo dziś już kilka spalinowych
          przejechało i powróciłem do dawnej niesławy, odbarwion lekko...

          Sokółko, śnij o niedalekiej przyszłości, w której na pewno coś Cię zaskoczy.
          zapomnij o Diderot i jego Kubusiu - przyszłość nigdy nie jest do końca
          przewidywalna i śnij o tym, że właśnie się przekonujesz o jej
          nieprzewidywalności...

          Duszko, niech Ci się przyśni grzebień ogromny, tak wielki, że po jednym
          uczesaniu nie będziesz już musiała nigdy więcej się czesać, a mimo to wrażenie
          wielkie na rycerzach płci odmiennej będziesz sprawiać...

          Toni, piernikowy Mistrzu Hydraulików, niech Ci się przyśni wielka fala, tak
          wielka i tak potężna, że do końca życia będziesz miał kogo ratować z jej
          jarzma. I nikt nie będzie wmuszał w Ciebie zapłaty za niesioną światu pomoc...

          Wszystkim przyjaciołom wątku: tym starszym i nowszym, tym bardziej i mniej
          pesymistycznym oraz tym, którzy jeszcze tu trafią (choć przewidzieć nie sposób
          kto to będzie, wbrew Sokółkowym czarnowidztwom) kolorowych snów o świecie, w
          którym nigdy nie zabraknie toalet przenośnych, skutki powodzi gromić będą
          zaciekli honorowi rycerze, każdy szef litościwie spoglądać będzie swymi
          głębokimi brązowymi oczami znad wycieraczki w której wytłoczone rowki
          pielęgnują kobiety rozczochrane tak, że grzywy ich bujne splatają się nibu
          sweter, a Kazia wraz z Sokółką roztaczają ochronę nad każdym - mniej i bardziej
          żywym - stworzeniem.

          A sobie... Sobie życzę spokojnych snów, nie zakłóconych wątpliwościami które
          rozmywają się tak szybko jak pociąg jadący do Małkini, albo i dalej, hen do
          Białegostoku...
          • Gość: toni Re: I co ja mam zrobić? IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 17:26
            Drogi ToyToyek. Dzieki za zyczenia Dobrej Nocy. Skozystam z nich w tej
            nadchodzacej wlasnie. No coz, odwiedzam was i ocza nie wierze, ze dzieki Twojej
            wspanialej uprzejmosci, Twoj post rozwiaj sie wspaniale. Cziesze sie drogi
            Kolego, ze masz wspaniale poczucie chumoru i jestes optymistycznie nastawiony
            na Twoja najbizsza przyszlosc. Oczywiscie zycze Tobie aby ona byla jak
            najlepsza dla Ciebie.
            Pozdrowienia.
            • white.falcon Witaj, Toni! 23.10.05, 17:48
              Świetnie, że odnalazłeś się! Co u Ciebie słychać? czy już opanowałeś powodziowe
              skutki? Jak nastrój przed rozpoczęciem nowego tygodnia?

              Dobrego udanego tygodnia życzę!
              Sokoliczka
              • Gość: toni Re: Witaj, Toni! IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 21:09
                A jakos sie wszystko prawie "samo opanowalo". Wszystko jest dobrze i wszyscy
                zdrowi. Ja strat powodziowych na szczescie nie mam. Duzo ludzi chodzi tutaj w
                zaskoczenu, ze te niby zawsze dbajace media o obywatela, ktore to informuja o
                wszystkim, a my sami decydujemy co jest wazne, nie wspomnialy slowkiem co sie
                stalo tutaj. Nie wspomniano tutaj, kto i dlaczego otwozyl sobie tame przeciw
                powodziowa. Ciekawe, co? Ta same media oczywiscie "szczerze" informuja o
                ptasiej grypie. A Wy wierzycie swoim media?
                Droga White, falkon, zanim przeczytam tego calego posta, to zajmie czasu. Wiec
                moze bys zreferowala te ostatnia nowine: kto i dal kogo sie romantycznie
                nastroil? Pozdrowienia.
                • white.falcon Re: Witaj, Toni! 23.10.05, 21:18
                  Ja tam mediom nie wierzę, Toni. TV ogladam wtedy, gdy są jakieś fajne filmy lub
                  Discovery - o wynalazkach, czy zwierzętach. Ale przykro słyszeć o tym, że i u
                  Ciebie w kraju dzieją się rzeczy niedopuszczalne, jak otworzenie tej tamy. A
                  ludziom przeciez nalezy się wytłumaczenie, dlaczego tak się stało i dlaczego
                  ich dobytek został zniszczony. Czy dostaną odszkodowanie chociaż za straty? Mam
                  nadzieję, że nikt nie utonął, bo byłoby to naprawdę ogromnie smutne.

                  Prosisz o streszczenie? Oto ono: wszystkie pierniczkowe Panie zostały
                  opuszczone przez Toytoyka, który pojechał w tajemniczych celach do Małkini.
                  Meduzka i Iza (okazało się, że tak naprawdę, to Duszka) oraz Sokół rozważają
                  różne kwestie, w tym romantyczne, czas od czasu wspominając Ciebie i
                  zastanawiając się, gdzie podziałeś się. No i pojawił się Cynio - Kolega,
                  którego trapi nieszczęście, podobne do opisanego przez Toytoyka (wpisy z góry)
                  w tytule wpisu. Też ma smutną historię.

                  Pozdrawiam,
                  Sokoliczka
                  • Gość: toni Re: Witaj, Toni! IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 21:36
                    No przykro mi, ze musze was opuszczac od casu do czasu. Jakos tak zawsze cos
                    wyskoczy. To Ci dopiero spryciara, ta nasza Meduza, ze sie tak nickowo
                    rozdwoila i przy okazji pare serc podbila. Nie slyszalem zeby sie komus cos
                    stalo, ale ubespieczenia to prawie nikt przeciw powodziowemu niema tutaj, bo
                    jak wybudowali nowe tamy po strasznej powodzi w latach 50-ch, to tu bylo zawsze
                    bespiecznie. Nawet te filmy fabularne i dokumentalne sa z silny dodatkiem
                    propagandy dla nowego pozadku swiatowego. #1. Ze swiat sie ociepla z powodu
                    zanieczyszczen. #2. Ze czlowiek powstal z jednokomurkowca. #3. Ze publiczana TV
                    jest oplacana przez widzuw. #4. Ze jest zaduzo ludzi na swiecie. #5. Ze wszyscy
                    ludzie sa rowni sobie. #6. Ze nowy pozadek swiatowy jest normalna ewolucja
                    ludzkosci itd. Pozdrowienia.
                    • white.falcon Re: Witaj, Toni! 23.10.05, 21:53
                      I dodałabym wiele innych rzeczy. Ale jak ktos potrafi rozróżniać i odsiewać
                      potrzebne od niepotrzebnego, to może cieszyć się dobrze zrobionym filmem. :-)
    • white.falcon Niedziela :-) 22.10.05, 18:00
      Wszyscy gdzieś poszli... No nie gdzieś - Toytoyek wyjechał do Małkini zmieniać
      image, bo chce być nowoczesną budką, spełniającą standardy rozporządzeń
      Unijnych. Nikogo nie ma... Ale i tak Was pozdrawiam sokołkowo, życząc dobrego
      wieczorku sobotniego i następnego dzionka. :-)
      • duszka2 Re: Niedziela :-) 23.10.05, 18:13
        Nie wszyscy poszli niektórzy czaja sia w zakładkach...;-)albo na innych
        portalach, inni redaguja swoje oferty na portalach randkowych i tam szukają
        swojej połówki, a nawet nie wiedza, że połówka może być ...sąsiadem albo
        klientem....;-) Dalej nie znaczy przecież lepiej.
        Toytoyku dzięki za grzebyczek, na moja niesforną czuprynkę wolę chyba jednak
        troche hm..."testosteronu";-))
        Jak tam pierniki w niedzielny wieczór?
        • white.falcon Re: Niedziela :-) 23.10.05, 18:31
          Hej, Duszko, miło Cię widzieć. :-)

          Piernik sokołkowy miewa się nieźle, zaraz sobie kolacje przyszykuje: kawałeczki
          kiełbaski, smażone na masełku z kawałeczkami papryki i cebulka, wszystko w
          sosie pomidorowym z bazylią. Mniam. Potem sokół będzie oblizywał się. ;-)

          Duszko, potop się skończył i tam powyżej Toni zawitał, ale tajemniczo nie mówi
          nic o tym, jak mu poszło. Może skromny jest? :-)
          • Gość: Duszka Re: Niedziela :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 20:04
            Ano witaj miałam podobną kolację: jajka smażone z pomidorami i cebulką, do tego
            zioła i kawka... a teraz kotek siedzi mi na kolanach i wzdycha...nie chciał to
            nie. A widziałam Toniego, widziałam, pewnie anonsuje sie gdzies indziej ;-)
            stąd nie ma czasu na watek i nie przyznaje sie do pierników...ja mam nadzieję,
            że Toytoyek zwabi tutaj jakieś męskie pierniki.
            • white.falcon Re: Niedziela :-) 23.10.05, 20:15
              Kotek wzdycha? Powinien nazywać się Wzdychulec, a nie kotek. Ciamajda, nie
              chciał takiej smacznej jajecznicy, to ma za swoje. :-)

              A pierniki przyjdą, nie martw się. One tylko takie nieśmiałe, boją się, że my
              je pokruszymy. A tak to skruszeją sami i pojawią się. ;-)

              Nie mam pod ręką mapy, więc nie wiem, czy ta Wilma zachaczy o Nową Anglię. A
              może Toni udaje się właśnie w tamtym kierunku, by jak to rycerz, ratować innych
              potopieńców? ;-)
              • Gość: Duszka Re: Niedziela :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 20:32
                ano gamoń...woli psią kiełbasę;-))
                Wilma ta z jaskiniowców?
                • white.falcon Re: Niedziela :-) 23.10.05, 21:06
                  Bo gamoń. Czemu jada psią kiełbasę? A marchewkę gotowaną (mój kot uwielbiał)
                  nie próbował? :-)

                  Wilma z Jaskiniowców - no tak, ten huragan do niej podobny. :-)
                  • Gość: duszka Re: Niedziela :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 21:12
                    jada psią bo tańsza;-) a marchewki nie próbował bo nie dawałam, tylko groszek
                    ale na pewno spróbuje jak sie ja robi?
                    • Gość: toni Re: Niedziela :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 21:19
                      Och, slotkie pierniczki, apertyt na wsze kolacje mi robicie. Pozdrowienia.
                      • white.falcon Kolacja dla Toniego :-) 23.10.05, 21:22
                        Bo myśmy juz po kolacji, ale dla Ciebie, Toni, ugotować coś dobrego możemy. Co
                        byś życzył sobie? :-)
                        • Gość: toni Re: Kolacja dla Toniego :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 21:45
                          Wlasciwe, to nie jestem wybredny, ale smarze na oliwie z oliwek i pomidoruw nie
                          jadam, choc je lubie, ale szkodza faceta na ich prostate. A przeciez nie mozna
                          pozwolic, zeby sie, to cos zatkalo. Do kolacji jest takze dobrze, popatrzec
                          kobiecie w oczy, po wachac jej zapach wlosuw i to wszystko wzmocnic czerwonym
                          wine mieszanym w lewo. Pozdrowienia.
                          • white.falcon Re: Kolacja dla Toniego :-) 23.10.05, 21:50
                            Miłe. :-) Do wina mogłyby być koreczki z serem i oliwkami. Jak sądzisz, Toni?
                            Albo lepiej - awokado z krewetkami z łagodnym sosem vinegreite. A do tego ładne
                            przybranie stołu i świece w świeczniku. Romantycznie wygląda. :-)
                            • Gość: toni Re: Kolacja dla Toniego :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 21:58
                              Och, Ty umiesz gotowas(lepiej cos zjem) i od zoladka serca zdobywac, ale do
                              czego potrzebne sa Tobie swiece? Pozdrowienia.
                              • white.falcon Re: Kolacja dla Toniego :-) 23.10.05, 22:02
                                Smacznego, Toni. A świece po to, by romantycznie świeciły na stole. Przecież
                                przy elektryczności nie jest tak romantycznie, jak przy świecach. :-)
                                • Gość: toni Re: Kolacja dla Toniego :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 22:34
                                  Dziekuje i Tobie rowniesz Zycze Smacznego. Wiesz, ze tutaj nie znaj tego slowa?
                                  Swiece sa nie praktyczne. Lepiej uzywac niskie a szerokie lampioniki z
                                  hartowanego szkla i oczywiscie wypelnione woskiem(kiedys tylko z wieloryba i z
                                  Nowej Anglii). Maj one tutaj wiele roznych zapachuw do wyboru i dzialaj na
                                  kobiece zmysly naprwde dobrze. Pozdrowienia.
                                  • white.falcon O jedzeniu :-) 23.10.05, 22:41
                                    Ludzie nie życzą sobie smacznego? To czego sobie życzą przy dobrym jedzeniu?

                                    Lampioniki są niezłym pomysłem, szczególnie jak są ładne i kolorem dobrane do
                                    ubioru stołu - zastawy, serwetek. Ładny bukiet tez pięknie wygląda. Stół ma
                                    zachęcać do tego, by przy nim usiąść, tak, jak i potrawy muszą ładnie wyglądać,
                                    by zachęcić do próbowania jedzenia. Nie sztuka zjeść coś tylko dlatego, że jest
                                    się głodnym, sztuką jest, by miło było posiedzieć i porozmawiać o minionym dniu
                                    przy smacznym posiłku. :-)

                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: toni Re: O jedzeniu :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 23:25
                                      No, nie zycza sobie Smacznego. Kiedys byla modlitwa i ona z swoimi zyczeniami
                                      pomyslnosci, byla rodzajem powiedzenia "smacznego". Ale ostatnio juz nie jest
                                      to powszechne. W latach 60-ch przestano uczyc religi w wiekszosci szkol. W
                                      ostatnich latach religia jednak wrac. Wiec jest brdzo prawdopodobne, ze
                                      modlitwa przed jedzeniem bedzie spowrotem powszechna. Pozdrowienia.
                                  • duszka2 Re: Kolacja dla Toniego :-) 24.10.05, 08:02
                                    Toni tutaj są specjalne sklepy z lampionami, robionymi ręcznie, zapachowymi...
                                    Tobie ciagle wydaje się, że tutaj koniec swiata. Powinienes przyjechac napierw
                                    do kraju w którym szukasz kobiety, bo nie masz pojecia jak tutaj sie żyje.
                                    • white.falcon Re: Kolacja dla Toniego :-) 24.10.05, 11:10
                                      Bardzo dużo czego Toni nie wie, ale przy odrobinie dobrych chęci może od nas
                                      się dowiedzieć. :-)
                                      • Gość: toni Re: Kolacja dla Toniego :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 24.10.05, 14:56
                                        A wiedzieliscie, ze kiedys swieczki i te lampiny pochodzily tylko z Nowej
                                        Anglii, gdzie zrobiono fortuny na nich i ze byly zrobione z tluszczu
                                        wielorybuw? Wiem, ze wszystko macie i moze nawet wiecej niz my tutaj, ale nie
                                        wiele mozecie kupic i raczej "kupujecie" przez szklane okna. U nas taka
                                        swieczka zapachowa twojego wyboru 6" x 6" kosztuje ok. $US 3.00 (1" = 27mmm).
                                        Wczoraj kupilem uzywany Racal Dana 9087 sygnal generator ktory kosztowal $USD
                                        45 000 jeszcze pare lat temu, za jedyne $412.46 razem z przesylka na ebay.com z
                                        zamknietej fabryki elektronicznej. Czy mozesz wogle cos takiego znales w
                                        Polsce? Pozdrowienia.
                                        • white.falcon Co to jest Racal Dana 9087? :-) 24.10.05, 17:34
                                          O historii lampionów nie wiedziałam. To jest ciekawe. dzięki, Toni. :-)

                                          I, niestety, to prawda, że sporo rzeczy ja - przykładowo - "kupuje przez
                                          szybkę". Czasem mi się robi przykro, bo to nie są jakieś super ekskluzywne
                                          rzeczy, ale wiesz, ja sobie radze, bo wiem, że mam pilniejsze zakupy, jakies
                                          pilniejsze wydatki. Nie chodze głodna, mogę pozwolić sobie na różne
                                          przyjemności, ale to fakt, nie na wszystko mnie stać i musze wybierać, czy to,
                                          czy to kupić. Dokonuje wyborów zastanawiając się, czy to coś mi jest niezbędne
                                          do życia, czy tez mogę się obejść.

                                          Niestety, z Polski nie da się kupowac na amerykańskim E-bay. Widziałam tam
                                          śliczne głośniki do komputera "Dell" (ja mam "Della" - i monitor i sam
                                          komputer), ale przeszukałam całe nasze polskie Allegro (to taki odpowiednik
                                          Waszego E-bay i nie sprowadzają ich tutaj). Owszem, na Waszym E-bay jest wiele
                                          rzeczy, które są tańsze u nas, ale Racal Dana nie widziałam. Do czego on służy?
                                          Wiem, głupie pytanie Ci się wyda, ale na technice nie znam się. gdybyś np.
                                          podał cenę kosmetyków, to wiedziałabym, ile na naszym Allegro kosztują.

                                          Pozdrawiam,
                                          Sokoliczka
                                          • Gość: toni Re: Co to jest Racal Dana 9087? :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 24.10.05, 23:06
                                            Cen kosmetykow niestety nie znam. Moja mama nawet ich nie uzywa, poza bardzo
                                            podstawowym jednym kremem i farba do wlosuw. Ojciec nie lubi. Ja rowniesz nie
                                            moge wszystkiego kupic, a nawet jak bym mugl kupic, to gdzie bym to wszystko
                                            trzymal? Hahaha. Ja rowniesz dbam zeby moje pienidze kupowaly jak najwiecej i
                                            dawaly kozysci, bo inaczej bede musial pracowac wiecej, a doba ma tylko 24
                                            godziny tutaj. Hahaha. Allegro to ja znam. Sprawdzam sobie co kupujecie i
                                            szprzedajecie. Dzialki budowlane sa tanie czasmi, ale trzeba, jak dla mnie
                                            kupowac za gotowke i wymyslec co sie bedzie robilo w Polsce z ta posiadloscia,
                                            a ja wogle nie jestem przygotowany do zycia u was. Nawet nie wiem jak, to sie
                                            stalo, zeby Polak(ja) nie wiedzial jak zyc w wlasnym kraju. Czy spotkaliscie
                                            sie juz z tym? Pozdrowienia.
                                            • white.falcon Re: Co to jest Racal Dana 9087? :-) 24.10.05, 23:41
                                              Toni, a tak mi i nie powiedziałeś, co to jest to urządzenie w tytule i do czego
                                              jest potrzebne. ;-)

                                              Ja domyślam się, jak to się stało, że nie wiesz, jak żyć w kraju ojczystym. Ty
                                              poprostu nie byłeś tu od bardzo bardzo długo. Wszystko, co wiesz - wiesz od
                                              Rodziców, z lektur, z Internetu ale to, jak jest naprawdę to nie do końca wiesz
                                              i Ciebie to często dziwi i powoduje nieporozumienia. Musiałbyś naprawdę
                                              przyjechać, by zobaczyć wszystko, wyrobić sobie własne zdanie. Tylko musiałbyś
                                              nie jechać z wycieczką (to nic nie da - zakwaterują wycieczkę w dobrym hotelu i
                                              będa pokazywać tylko najlepsze miejsca, a najwyżej pozwolą kupić pamiątki w
                                              jakimś wybranym sklepie) - tylko prywatnie, do ludzi, którzy pokazaliby, co i
                                              jak, zaprowadzili np. na taki bazarek na osiedlu, gdzie wiele osób kupuje, bo
                                              taniej, pokazaliby i te miejsca piękne, historyczne i to, jak żyjemy. Wiele byś
                                              zrozumiał i zdziwiłoby Ciebie nie jedno. Ale widziałbyś to na własne oczy i nie
                                              mówiłbys, że to nie zdarza się i jest to niemożliwe. No a przy okazji może
                                              jakąś miłą Polkę byś poznał - spełniającą Twoje wymagania, a nie tylko nas -
                                              pierniczkowych ludzików: Meduzę, Duszkę, Toytoyka, mnie, którzy są Ci życzliwi,
                                              ale wymagań nie spełniają z różnych względów (Toytoyek to wiadomo z jakich -
                                              jest budką! ;-)), ale z którymi przeciez można zaprzyjaźnić się. :-)

                                              Co zaś dotyczy działek. Kupić to nie problem. Trzeba wiedzieć, co z tym robić,
                                              jak zainwestować pieniądze, w co, czym się zająć. Ale tego na odległość nie
                                              wymyślisz - to trzeba najpierw Polskę zobaczyć, a potem myśleć o działce i pt.

                                              Pozdrawiam,
                                              Sokoliczka
                                          • Gość: toni Re: Co to jest Racal Dana 9087? :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 24.10.05, 23:48
                                            Cd. Co poza kosmetykami jest tansze w Polsce? Co to jest sygnal generator?
                                            Produkuje on rozne wybrane przez uzytkownika BARDZO DOKLDNE czestotliwosci. Te
                                            czestotliwosci sie wpuszcza w naprawiane uzadzenie i rejestruje co wyszlo na
                                            wyjscu. Jak jest cos nie tak, to mozna poprawic, bo ma sie dokldna
                                            czestotliwosc wzorcowa z tego generatora. Ten potrzebuje do naprawiania: SSB HF
                                            radios(odbiornik i nadajnik) i do naprawiania radaruw uzywanych na malych
                                            prywatnych lodkach tutaj w USA. Ale ten generator ma bardzo rozne szerokie
                                            zastosowanie. Pozdrowienia.
                                            • white.falcon Re: Co to jest Racal Dana 9087? :-) 24.10.05, 23:56
                                              Napewno jest tańsze jedzenie - spytaj się Rodziców, oni napewno pamiętają
                                              smaczne szynki i dobre kiełbaski z prywatnych wtedy sklepów. Dużo jest warzyw
                                              zdrowych, bo rolników nie stać na chemię. Szkoda, że Unia swoje dyrektywy
                                              wprowadza i każe nam rezygnować ze smacznych rzeczy i zdrowych, bo nie
                                              chemicznych, ale i tak zdrowe jedzenie mozna dostać. Chleb mamy smaczny
                                              jeszcze, bułki z piekarni, pączki. U Izy w jej rodzinnym mieście pieką
                                              przepyszne pierniki. Wiele dobrego do jedzenia jest. :-)

                                              O, to ciekawe urządzenie. Nie pisałeś, że masz łódkę. czy łowisz może ryby i
                                              jakie u Was one są?

                                              Pozdrawiam,
                                              Sokoliczka
                                              • Gość: toni Re: Co to jest Racal Dana 9087? :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 25.10.05, 00:10
                                                Czy ja mam lodke, czy nie to inna historia. Ja chce naprawiac za pieniadze te
                                                uzadzenia. U mnie nic sie nie psuje. Pisalas, ze mozesz mi dac pozycje
                                                zatopionych statkuw. Ja napewno nie nurkuje, bo przyzwyczailem sie do moich
                                                konczyn i niechce, zeby mi rybki je obgryzaly. Ryb nie lowie. Jak ta wspominana
                                                ksiazke pisano to jeszcze nie bylo GPS do nawigacji i bledy sa duze. Jedna
                                                minuta to jedna mila morska, a pomylka nawet pare minut z skstansem jest
                                                normalka. Tak ze Dzieki. Jeszcze pytalas o jakis przyladek. Zapomnialem o ktory
                                                pytalas. Jak bys mogla go jeszcze raz nazwac. Dzieki, Pozdrowienia.
                                              • Gość: toni Re: Co to jest Racal Dana 9087? :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 25.10.05, 00:32
                                                Pisze na raty bo dzwonek do dzwi byl. Jakie sa ceny w Polsce na jedzenie to
                                                zeczywiscie nie wiem. Ale mozesz przywies polska szynke/wedline do USA(nie
                                                wolno legalnie), ale ona nie bedzie tak smakowac ja w kraju. Jest inne
                                                powietrze tutaj i raczej trzeba sie zachwycac amerykanskim jedzeniem, ktore
                                                jest OK, jak sie nie kupuje importowanego z Meksyko, czy Poludniowej Ameryki.
                                                Tam jako nawoz uzywaja ludzkie odchody. W USA mozna kupic zywonosc uprawiana
                                                bez nawozow sztucznych i ludzkich, ale jest drozsza. Pozatym zawsze mozna
                                                polowac samemu tutaj w sezonie lowieckim, bo jest zaduzo duzej zwierzyny tutaj
                                                i krecic swoje kielbaski mozna. Problem tylko ile czasu sie zmarnuje na to. Ale
                                                ludzie sobie chwala i nawet twierdza, ze robia to dla zabicia czasu. Czy w
                                                Polsce jest na co polowac, co wazy wiecej jak 25Kg? Czy wogle wolno misc bron
                                                palna dluga bez nalezenia do klubu lowieckiego, tak dla zabawy do strzelania do
                                                puszek lub ochrony walsnej rodziny, tak zgodnie z prawem Boskim nakazujacym
                                                obrone wlasnego zycia i rodziny? Pozdrowienia.
                                                • Gość: toni Re: jedzenie IP: *.ct.gemini.ntplx.com 25.10.05, 00:51
                                                  Tutaj natera dala nam indyka, ktorego mozna kupic juz za 69 centuw za 0.5 kg.
                                                  Jak zdolna kucharka takiego ptaszka dostanie, to ma on najsmaczniejsze mieso.
                                                  Nie wiem jak to jest, ale ono sie nigdy nie nudzi. Jedno moge podpowiedziec, ze
                                                  nie piecze sie go w calosci jak to zalecaja tutejsze media. Piersiki sa
                                                  oczywiscie suche i nadaja sie tylko na kotlety. Reszte mozna gotowac, smazyc
                                                  itd. Przyprawy jak kto woli. Smakuje we wszystkim i z czym kolwiek. Swieczki mu
                                                  nie wadza. Przy kosci jest soczysty, co z winem jest super. Smacznego.
                                                  • white.falcon Indyki w Polsce :-) 29.10.05, 17:33
                                                    O tu zgodzę się z Tonim. Indyk jest smaczny, a do tego zdrowy. W całości nie ma
                                                    sensu go piec, no chyba że ktoś robi huczne przyjęcie na 20 osób. Dodatkowo
                                                    może powiem, że udka indyka można przyrządzić tak, jak golonkę (tu tajemnica,
                                                    jak - przepisu nie podam, chyba, że komuś na priv. - niech zada sobie trud
                                                    zapytać i ładnie poprosić). Kotlety z piersi indyka też są dobre i tez mam swój
                                                    sekret, jak je przyrządzić, by były miękkie i soczyste. Bardzo proste, ale
                                                    ponoć wszystko, co genialne, jest proste.

                                                    Kurczaki polskie nie są najlepsze. Ja za nimi nie przepadam, bo w pamięci mi
                                                    pozostały kurki mojej Babci, które biegały sobie po podwórku i jadły różne
                                                    smaczne dla nich rzeczy. Z takich kur rosół był prawdziwym rosołem, a smażony
                                                    kurczak był prawdziwym kurczakiem, a nie watą, którą smakuja terażniejsze
                                                    kurczaki ze sklepu. Mam zaprzyjaźnioną Babcię na bazarku, która czas od czasu
                                                    zbiera zamówienie na wiejskie kury (jajka od niej też kupuję, bo smaczne) i
                                                    wtedy robię sobie "święto kurczaka".

                                                    Toni chyba wiedział o co zapytać, bo gotować lubię i umiem. :-)
                                                • white.falcon Re: Co to jest Racal Dana 9087? :-) 29.10.05, 17:45
                                                  Gość portalu: toni napisał(a):

                                                  > Pisze na raty bo dzwonek do dzwi byl. Jakie sa ceny w Polsce na jedzenie to
                                                  > zeczywiscie nie wiem. Ale mozesz przywies polska szynke/wedline do USA(nie
                                                  > wolno legalnie), ale ona nie bedzie tak smakowac ja w kraju. Jest inne
                                                  > powietrze tutaj i raczej trzeba sie zachwycac amerykanskim jedzeniem, ktore
                                                  > jest OK, jak sie nie kupuje importowanego z Meksyko, czy Poludniowej Ameryki.
                                                  > Tam jako nawoz uzywaja ludzkie odchody. W USA mozna kupic zywonosc uprawiana
                                                  > bez nawozow sztucznych i ludzkich, ale jest drozsza. Pozatym zawsze mozna
                                                  > polowac samemu tutaj w sezonie lowieckim, bo jest zaduzo duzej zwierzyny
                                                  tutaj i krecic swoje kielbaski mozna. Problem tylko ile czasu sie zmarnuje na
                                                  to. Ale ludzie sobie chwala i nawet twierdza, ze robia to dla zabicia czasu.
                                                  Czy w Polsce jest na co polowac, co wazy wiecej jak 25Kg? Czy wogle wolno misc
                                                  bron palna dluga bez nalezenia do klubu lowieckiego, tak dla zabawy do
                                                  strzelania do puszek lub ochrony walsnej rodziny, tak zgodnie z prawem Boskim
                                                  nakazujacym obrone wlasnego zycia i rodziny? Pozdrowienia.

                                                  W Polsce, Toni, owszem, z grubszego zwierza do polowań są dziki, łosie, ale by
                                                  na nie polować trzeba należeć do Związku Łowiectwa. Są też zające i sarny. Na
                                                  broń trzeba mieć pozwolenie, które wyrabia się na policji, bo broń jest
                                                  ewidencjowana. Tu nie mówię o jakichś bandytach, którzy kupują broń
                                                  nielegalnie, tylko o zwykłych ludziach. Ale posiadając broń i zezwolenie na nią
                                                  nie oznacza, że możesz polować. Musisz zapisać się do Związku Łowieckiego lub
                                                  Klubu. Wtedy są organizowane polowania, bo zwierzyny nie mamy w Polsce dużo i
                                                  część jest pod ochroną. Czasem urządzają kontrolowane odstrzały, gdy np. wilków
                                                  zrobi się zbyt dużo i zagrażają one stadom owiec.

                                                  Tez pewien kłopot jest z zabitą zwierzyną. Obowiązkowo jej mięso musi zbadać
                                                  weterynarz, by ludzie nie złapali np. nicieni (takie robaki, które u dzikich
                                                  zwierząt żyją w mięsie czasem i są groźne dla ludzi). Moja koleżanka wraz z
                                                  mężem polują i czasem dostaję od nich zająca, z którego robię pyszny pasztet
                                                  lub kaczkę, którą piekę w brytfance z jabłkami lub śliwką. Pycha. Akurat pod
                                                  dobre winko. :-)
                    • white.falcon Re: Niedziela :-) 23.10.05, 21:21
                      Marchewkę gotuje się, dokłada się odrobinkę masełka, a pod koniec ciupkę
                      śmietany, tak by zagotowało się to-to. Potem nawet nie musiałam wołać Żbikusia,
                      bo sam już wiedział, co się święci, tylko musiałam to wystudzić i pilnować, by
                      się nie wepchał do gorącego i nie poparzył się. Jemu smakowało. Kolega ma
                      kotkę, która lubi podobnie robiony groszek. Koty mają dziwne gusta. Może Twój
                      też zasmakuje w takim półjarskim daniu. :-)
                      • Gość: duszka Re: Niedziela :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 21:25
                        może zasmakuje, ale póki co poszedł na nocne łowy...podziwiam w taka
                        pogode...ot kocia natura
                        • white.falcon Kocie preferencje kulinarne :-) 23.10.05, 21:51
                          A może udał się w odwiedziny do jakiejś kociej Damy? Hmm - na podwieczorek,
                          składający się z wytwornych Kitekatów, skoro wzgardził jajecznicą. ;-)
                          • Gość: duszka Re: Kocie preferencje kulinarne :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.05, 21:54
                            albo do pana na kolacje bo mój kotek to kotka;-)) pewnie rano zapiszczy pod
                            balkonem, miaaaaał zamiast budzika
                            • white.falcon Re: Kocie preferencje kulinarne :-) 23.10.05, 21:57
                              Skoro Pani Kocinka, to do Pana Kotka. teraz już wiesz, czemu nie chciała
                              jajecznicy. W planach miała bardziej uroczyste menu. ;-)
    • white.falcon Życzenia na od jutra (dla Cynia też) :-) 23.10.05, 22:25
      Z okazji nadchodzącego nowego tygodnia życzę wszystkim peiniczkom i
      Pierniczkowym Sympatykom pogodnego nastroju, a każdemu z osobna:

      Duszce (vel Izie) - trzymania "uszków w górze" i nie poddawania się jesiennej
      handrze, ciepełka w serduszku i uśmiechu; :-)

      Meduzce - napawania się dalszego urokiem oczu Szefa, przy jednoczesnym
      niezapominaniu o nas - Pierniczkach; :-)

      Toniemu - odpoczynku zasłuzonego po ciężkiej pracy i zadowolenia z małych
      radości życia; :-)

      Toytoykowi - niespodzianek, które cieszą, no i zadowolenia z nowego, uzyskanego
      w czasie podróży, imageu, który zapewne wzbudzi zachwyt Kazi i jej Przyjaciół,
      Pierniczków - zapewne tym bardziej. :-)

      A ponadto, Cyniowi życzę byś trzymał się dzielnie, dał sobie radę z męczącą Cię
      sytuacją i nie padał duchem. :-)

      A sobie - sobie życzę, by mi się udał wyjazd służbowy i bym zaglądając tu w
      czwartek późnym wieczorem odnalazła Was wszystkich w dobrym nastroju i zdrowiu
      i pouśmiechała się, widząc Wasze pierniczkowe wpisy. :-)
      • thecynio Re: Życzenia na od jutra (dla Cynia też) :-) 23.10.05, 23:06
        dziekuje.. ja tez wszystkim zycze wszystkiego dobrego na caly tydzien i nie
        tylko..Pozdrawiam
      • Gość: toni Re: Życzenia na od jutra (dla Cynia też) :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 23.10.05, 23:17
        Milej podrozy i szybkiego powrotu. Czwartek bedzie z pewnoscia super, jak sie
        tu na nowo pojawisz. Pozdrowienia.
      • meduza4 Re: Życzenia na od jutra (dla Cynia też) :-) 24.10.05, 10:56
        white.falcon napisała:

        >
        > Meduzce - napawania się dalszego urokiem oczu Szefa, przy jednoczesnym
        > niezapominaniu o nas - Pierniczkach; :-)
        >
        Już znalazłam pretekst, żeby się na szefa pogapić od samego rana. Sprawę
        niecierpiącą zwłoki sobie wymyśliłam ;-PPP
        • white.falcon O Meduzy szefa oczach :-) 24.10.05, 11:01
          I jak? Czy szef ma oczka zaspane, czy też węcz przeciwnie? A może ten urok - to
          szkła kontaktowe? ;-)
          • meduza4 Re: O Meduzy szefa oczach :-) 24.10.05, 11:04
            Szef ma oczy piękne i wesołe. Przyłapałam go na aktywnej pracy przy komputerze,
            co w przypadku poprzedniego szefa byłoby absolutnie niemożliwe :-)
            • white.falcon Re: O Meduzy szefa oczach :-) 24.10.05, 11:05
              A może on też udziela się na forum? I może jeszcze na FR? I cichuteńko śmieje
              się w kułak, bo domyśla się, kto zacz o jego brązowych oczach pisze. ;-)
              • meduza4 Re: O Meduzy szefa oczach :-) 24.10.05, 11:14
                Eeeee, nad poważną robotą go przyłapałam :-)
                • white.falcon Re: O Meduzy szefa oczach :-) 24.10.05, 11:25
                  Eeee, kamufluje się. Głuchy nie jest, słyszał tupotanie małych zgrabnych macek,
                  obutych w eleganckie buciki. ;-)
                  • meduza4 Re: O Meduzy szefa oczach :-) 24.10.05, 13:10
                    Moje macki zgrabne nie są :-(
                    Meduzka nieduża a buciora 39-40 nosi. Taki już mój meduzkowaty los :-(
                    • white.falcon Re: O Meduzy szefa oczach :-) 24.10.05, 16:55
                      Meduzko, poprostu nie wiesz, jakiś łobuz bez gustu Ci wmówił, że niezgrabne.
                      Nie powielaj głupoty niektórych niedowidzących - okulary powinni kupić, a nie
                      mówić, że macki niezgrabne. :-)

                      A rozmiar bucika -
                      toż to urok wielki,
                      można pić szampana
                      z Meduzki pantofelka. :-)

                      Taki meduzkowaty los? A ja mam dziobowy nos. I go lubię, bo nigdy mi nie
                      zafundował ani zapalenia zatok, ani innego świństwa. Ot tam, małe katarki -
                      zdarzają się w najlepszych domach. Lubię go, no i pozwala wtykać się w ciekawe
                      sprawy. :-)

                      Ktoś mawiał, przekuj coś, co uważasz za niedociągnięcia (każda z nas którąś
                      część z nas za taką uważa) w korzyść. I taka jest prawda. Sokół powiedział to z
                      miną takiego, co to rozumki pozjadał. ;-)
                      • toytoyek Wielki powrót Toytoyka 24.10.05, 22:04
                        Cześć Pierniczki Kochane,

                        Ale się stęskniłem za Wami wszystkimi. Ma tęsknota była nawet większa niż
                        gorycz po ogłoszeniu wyników wyborów. No bo nam, toytoykom, ten wybór nie
                        zrobił najlepiej. Teraz, kiedy Polacy po zwycięstwie Jedynie Słusznego
                        Kandydata staną się społeczeństwem szczęśliwych, zamożnych ludzi, z pewnością
                        więcej osób zacznie jeździć pociągami, także i tymi z szóstego peronu do
                        Małkini. A wtedy przyjdzie mi więcej pracować niestety - drzwiczki otwierać się
                        będą i zamykać bez przerwy, woda w spłuczce szumieć... I Kazia więcej będzie
                        miała do sprzątania, a Kazia nie bardzo lubi dużo sprzątać. A ja lubię Kazię,
                        więc nie chciałbym, żeby Kazia miała to czego nie lubi. No, to wyjaśniłem.

                        Ale stęskniłem się za Wami tak bardzo, że jak tylko się udało wróciłem
                        pierwszym pociągiem. A podróż ta nie była banalna. Pierwszy raz odkąd pamiętam
                        pojechałem tak daleko - no, zdarzało się, że mnie kiedyś na zastępstwo
                        przestawili chwilowo na drugi peron (straszne to było, bo tam okropnie śmierdzi
                        bo jest grill-bar), ale żebym do samej Małkini pojechał to jeszcze się nie
                        zdarzyło. A Małkinia jesienią jest piękna... Pełno liści spadających, żółtych,
                        pomarańczowych... A peron na dworcu otwarty to i popatrzec sobie można i
                        pomarzyć, że oto takie widoki mam przez cały rok. Tylko noca było troszkę zimno
                        przez ten otwarty peron, więc troszkę katarku podłapałem - jutro jak Kazia
                        przyjdzie to znowu będzie krzyczeć, że o siebie nie dbam wystarczająco, ale
                        Kazia jest dobra: pokrzyczy i przestanie.

                        To tyle u mnie. A w międzyczasie widze, że wąteczek kieruje się na nowe,
                        nieodkryte dotąd tory (jako że nieodkryte to wniosek z tego że nie do Małkini,
                        bo te już są odkryte). I z radością zauważyłem, że powrócił do nas Toni,
                        zwalczywszy zapewne żywioł powodzi, co Toni? Jak to z tym jest? Ale skoro już
                        mowa o Tonim to musze powiedzieć, że odważna teza Toniego omedycznych
                        przeciwwskazaniach do konsumpcji pomidorów przez mężczyzn chyba nie jest do
                        końca prawdziwa, bo z tego co słyszałem to pomidory zawierają jakies
                        przeciwutleniacze czy coś tego typu, a i na potencję też są ponoć niezłe...
                        Więc ja do końca nie wiem. Osobiście w pomidorach całkiem gustuję.

                        No, czas by już tego posta kończyć, co by wszystkich nie zanudzić do reszty. Ja
                        też dołączam się do życzeń miłego tygodnia dla wszystkich - mało pracy Wam
                        życzę a dużo miłych niespodzianek:-) Sobie zresztą tego samego.

                        T.
                        • white.falcon No i proszę - witam jako pierwsza! :-) 24.10.05, 22:23
                          Cześć, Pierniczku Toytoyku!

                          Nie powiem, tęskniliśmy za modrą budką, a i pomoc niejaka jest potrzebna (mam
                          na myśli nowego pierniczkowego ludka Cynia i jego rozterki). Z racji płci
                          bowiem możesz mieć jakieś lepsze rady i pomysły, niż te - podsuwane przez
                          Sokółkę.

                          Jeśli mówić o wielkim świecie polityki, którym Sokółka pocichu gardzi, to
                          oznajmia, że nie ma nic wspólnego z tego rodzaju politycznym ptactwem i uważa
                          za błąd, by ptactwo pchało się do wysokiego gniazda, gdy nie potrafiło na małym
                          podwórku zrobic porządku. Tyle w tym temacie smutnym (tu Sokółka posmutniała
                          lekko, nie przypominając Sokółki wizytówkowej).

                          Nie powiedziałeś, Toytoyku, czy w tej Małkini zmieniłeś image w tym zakładzie
                          nowoczesnym renowacji Toytoyków według eurostandardów. I czy ta podróż była
                          korzystna z różnych względów? Mam nadzieję, że tak jest. :-)

                          A tak na marginesie - uwielbiam dworce kolejowe w mniejszych miejscowościach. W
                          dzieciństwie podróżowałam z takiej stacji wraz z Mama pociągiem i zawsze, gdy
                          zasypiałam wyobrażałam sobie, że to nie lokomotywa ciągnie wagoniki, a ciagnie
                          je w zastępstwie lokomotywy sympatyczny smok w podkutych butach - bo tak
                          tupocze. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa jak pachną nad ranem trawa, liście,
                          ziemia i ten niepowtarzalny zapach kolei - węgla, spalin. Dziwne, ale takie
                          drobiazgi zostają gdzieś w pamięci, a nie miałam wtedy więcej, niż osiem lat.
                          Piękna jest jesień w tym roku, widzę to po parku za oknem i po jarzębinach
                          (Toni napewno takich drzewek nie ma). A jutro będę mogła z okna samochodu
                          podziwiać krajobraz jesienny, kierując się w stronę granicy.

                          Aaa, Sokółka ma raise fiber! Aaaa! Taki strach przed podróżą, który łachocze w
                          pięty. Wiem, że głupie, ale na to nie umiem sobie poradzić. Już jestem
                          spakowana, upchałam wszystko do takiej torby na kółkach, którą dostałam w
                          prezencie od koleżanki, która lata, ale nie ma skrzydeł (jest stewardessą). no
                          i tak Sokółka z jednej strony cieszy się, że trzy dni spędzi pracowicie i
                          ciekawie, ale z drugiej strony - aż do późnych godzin w czwartek tu nie zajrzy.
                          Ale ma nadzieję, że pierniczkowe ludziki napiszą wiele ciekawych rzeczy.

                          Pozdrawiam,
                          Sokoliczka
                          • toytoyek Żegnaj Sokółko!!! 25.10.05, 08:16
                            Ach, no i przecież! Serdecznie musze odwzajemnić pozdrowienia i powitania
                            Sokółki, która pewnie już siedzi gdzieś w pociągu albo i samolocie na Zachód.
                            Na zachód to znaczy, że nie do Małkini i że się tym razem nie spotkamy...

                            Mam nadzieję, że ludek pierniczkowy Cynio zagości tu u nas na stałe w
                            pierniczkowym świecie, gdzie bezboleśnie i szybko leczymy wszelkie duszne
                            kłopoty, bo na duszach to my się tu znamy jak nikt inny. Ale Cynio jak widze na
                            razie jeszcze jest troszkę smutnym piernicziem. Wszystko przed nami.

                            Och Sokółko, jakże cieszy mnie, że także i poza moim peronem istnieją jednostki
                            świadome w temacie politycznym, choć równie mało nim zainteresowane jak ja. No
                            i mimo wszystko jakoś tak powychodziło... No Ty, drogi Sokole, dzięki
                            posiadaniu skrzydeł to chociaż w każdej chwili możesz się gdzieś przemieścić, a
                            cóż powiedziećmoże biedna budka, co to nawet płóz nie ma...

                            Podróż moja korzystan była ze względów turystyczno-krajoznawczych, czyli
                            właśnie z tych względó z których miała być korzystna. A absolutnie odmówiłem
                            wizyty w zakładzie tym co to przerabiają budki według eurostandardów.
                            Okropność. To tak jak kotlety schabowe co to za kilka lat nie będą jadalne, bo
                            według eurostandardów świnki muszą jeść takie ohydztwa, że się robią
                            niesmaczne. Brutalne to, ale prawdziwe, o czym Toytoyek wie bardzo dobrze mając
                            doświadczenia w zakresie przebywania przez pewien czas w krajach zachodnich i
                            karmienia się tamtejszymi świnkami i kurkami. Brrrrr. No i dlatego też,
                            ponieważ Toytoyek okropny być nie chce i nieprzyjazny, tylko taki miły i
                            swojski, postanowił w żadne eurostandardy się nie bawić.
                            >
                            No Sokółko, to tym razem my czekamy na Twój wielki powrót i jak będziesz się
                            stresować przed wystąpieniem to im jakąś bajeczkę powiedz. Na pewno się
                            spodoba:-)

                            T.
                            • white.falcon Sokółka wróciła! Do wszystkich Ludków :-) 27.10.05, 23:17
                              Dziękuję za miłe pożegnania, ale powroty bywają o wiele milsze i ciekawsze.:-)

                              Najpierw gwoli ścisłości - nie leciałam, nie jechałam pociągiem i nie na
                              Zachód. Podróżowałam samochodem służbowym (fordem transitem) w stronę wschodnią
                              i jak z reguły bywa, podstępem wepchnęłam dyrektora na tylne siedzenie naszego
                              domku na kółkach, trzy inne uczestniczki delegacji też tam usadziłam, a sama -
                              jak nie przymierzając pasza - rozsiadłam się obok kierowcy. Nie jestem
                              zamordysta, ale uruchamia się we mnie wielkie sokołkowe kombinatorstwo, gdy
                              zalezy mi na jakiejś konkretnej rzeczy, która innych mało albo wcale nie
                              obchodzi. A ja uwielbiam patrzeć na drogę i to nie w boczną szybkę, a przed
                              siebie.

                              To, w czym uczestniczyłam nawet pokazali w TV (rosyjskiej i litewskiej) pod
                              koniec podpisania dokumentów i Sokółka jest w jakimś stopniu dumna, że
                              uczestniczyła w dość istotnej sprawie od jej początku i do końca. Sokółka nie
                              wie, czy jej dziob znalazł się na szklanym ekranie, ale mogła być, bo Sokółka
                              służbowo pałętała się przy podpisywaniu, a potem grzecznie stała z koleżankami
                              za Panem Dyrektorem z przyjemnym wyrazem dzioba.

                              Jesień jest przecudna - jeszcze prawie wszystkie drzewa mają kolorowe liście i
                              gdy świeci słoneczko jest miło. Sokółka mało nie wróciła jako posiadaczka
                              małego kotka, który na postoju wlazł do samochodu. Nie był zabiedzony, tylko
                              młody (taki podrosnięty kotek), więc jednak uznaliśmy, że to czyjś kociak i
                              pozwoliliśmy, by samodzielnie zrezygnował z podróży. A szkoda - nalezy bowiem
                              do rodzaju kotów, które lubię: inteligentne, przedsiębiorcze i sympatyczne.
                              Ale, ale, ja tu o swoim, a co u Was?

                              Zacznę od Ciebie, Cynio. Jak się miewasz, jak sprawy? Czy kupiłeś może notes?
                              Czy chociaż trochę jest Ci spokojniej w serduszku? Mam nadzieję, że tak. Nawet
                              tak ociupinkę.

                              Toni, miło Ciebie widzieć. Hmm, ostatnio pisałeś o tym, że pomidory są
                              szkodliwe. Pozwolę niezgodzić się. Nie wiem, jakie są tam w Nowej Angliii
                              pomidory, ale nasze są pyszne, świetne, a ja - jako pomidorowa Sokółka - jem je
                              w ogromnych ilościach, szczególnie gdy jest sezon i pochodzą z normalnego
                              ogródka. Uwielbiam je, lubię sok pomidorowy, bo to jest naturalne źródło potasu
                              i paru innych mikroelementów. Owszem, można byłoby je zastapić chemicznymi
                              witaminami, ale po co? Mało chemii łykamy bezwiednie, do tego, czytałam
                              artykuł, że witaminy nie są tak dobre dla zdrowia w postaci chemicznej, jak
                              naturalne ich źródło. Może u Was macie jakieś niedobre pomidory - od kiepskiego
                              producenta, który je chemią faszeruje. Może trzeba poszukać innych - zdrowszych?

                              Duszko vel Izo, jak się miewasz? Dopiero jutro zagłebię się w nowe wątki, ale
                              ciekawam, jak się miewają toruńskie pierniczki. Mam nadzieję, że jesteś zdrowa
                              i nie masz kataru. Dlaczego tak piszę, bo mi się przyśniło, że na forum
                              napisałaś, że przeziębiłaś się. Mam nadzieję, że nie.

                              Toytoyku, modra budko, jak nastrój? Chyba jesteś bardzo zaganiany w swojej
                              pracy. A może spokojniej trochę? Piątek się zbliża, obiecują piękną pogodę -
                              letnią. Może znów do Małkini wybierasz się, a my tu nic nie wiemy? Jak tam
                              szanowna Kazia? ;-)

                              Meduzko, jak tam szef i jego piekne oczy, którymi Cię zauroczył? Mam nadzieję,
                              że nie pochłonęła Cię do reszty kontemplacja ich piękna. ;-) Może zadam
                              niedyskretne pytanie, o co chodzi z wątkiem, w którym jego Autorka ma do Ciebie
                              pretensje. O co chodzi? Zerknęłam, poczytałam i ni w pień nie rozumiem,
                              dlaczego to, że Ty masz takie zdanie, a nie inne ma być napiętnowane. Mozna nie
                              zgadzać się, mozna dyskutować, ale piętnować? Coś jest nie tak. Sokół nie
                              będzie w gorącej wodzie kąpany, tylko przyjrzy się temu zjawisku. A Ty się nie
                              martw, bo są ludzie, którzy lubią Cię właśnie za Twoje zdanie. :-)

                              Pozdrawiam Was serdecznie, Pierniczkowe Ludzki i piszcie, bo Sokół stęsknił się
                              za Waszymi wiadomościami. :-)
                              Sokoliczka
                        • Gość: toni Re: Wielki powrót Toytoyka IP: *.ct.gemini.ntplx.com 25.10.05, 02:27
                          Drogi ToyToyku. Tak za bardzo to sie niemartw tymi pomidorami. Ja je jadlem od
                          dziecka, ale kiedys moj ojcie znalazl gdzies, ze to szkodzi i mi to powiedzial.
                          Ja tu czlowiek juz dorosly go zignorowalem i dalej wcinalem moje pomidorowe
                          przysmaki. A tu od jakiegos czasu moje suski zaczely zwalniac i musialem
                          chodzic co godzine i nawet czesciej do ubikacji. Pewnej nocy zatkalo sie
                          kapletnie. Biore antybiotyk i oczywiscie nic nie dzial, bo trzeba jakis dwie
                          godziny zeby chociaz troszeczke zadzialalo. Wiec jak m. ojciec powiedzial mi,
                          ze mam wejsc do cieplej wody w wanie to usluchalem jak maly chlopaczek. I tak
                          sobie siedzimy i gadamy w WC. Ja we wanie on na przykrytej taoalecie. Po czasie
                          bul ustal i jakies suski sie wydostaly. Po dobrym snie wszystko wrucilo do
                          wzglednej normy. Zkonczylem dawke antybiotykuw i przestalem jest pomidory. Od
                          tego czasu(jakies 2 lata)jest lepiej i lepiej. Ja nie wiem co jest w tych
                          pomidorach, ale ponoc jest tam jakas plesn i ona powoduje zapalenie prostaty
                          oczywiscie tylko u nas facetuw. Niesprawiedliwosc jakas. Pozdrowienia.
                          • toytoyek Re: Wielki powrót Toytoyka 25.10.05, 08:03
                            Wiesz co Toni? Może to jakiś specyficzny gatunek pomidorów, bo u nas trąbią
                            wszędzie wokół, że pomidory bardzo zdrowe, że jak najwięcej itd. A może też po
                            prostu to był zbiego okoiczności: chyba przerostu prostaty tak po prostu nie
                            wyleczy się farmakologicznie i gdyby to było to no to raczej bez cięcia by Ci
                            ten problem wracał?

                            Eh, ja właśnie wstaję powoli i chyba mimo wszystkojakąś kanapkę z pomidorkiem
                            sobie strzelę - a co tam, raz się żyje...
                            • toytoyek Re: Wielki powrót Toytoyka 25.10.05, 08:07
                              Zapomniałem dodać: jakie to szczęście, że toytoyki nie mają gruczołu krokowego.
                              Nikomu nie przyszło do głowy żeby nas w to ustrojstwo wyposażyć! No, fakt, mamy
                              odpływ, który czasem bywa zapchany i wtedy Kazie strasznie klnie, bo przepychać
                              go musi a nie za bardzo to lubi. Ale tak poza tym to problemu nie mam z tymi
                              sprawami to i pomidorków można sobie pojeść...

                              Ale ale. Czas coś sobie wyjaśnić. Toni, czy Ty tak naprawdę wiesz co to jest
                              Toytoy? Bo my tu tak sobie piszemy, piszemy i każdy w Polsce wie co to, ale tam
                              u Was w Nowej Anglii wynalazek ten może nie być znany...

                              T.
                              • Gość: żona_i_mama Re: Wielki powrót Toytoyka IP: *.era.pl 25.10.05, 10:02
                                Witaj Toytoyku,
                                widzę, że Twój wąteczek żyje sobie całkiem przyjemnym życiem, a i po Twoich
                                postach wnioskuję, że masz się dobrze. Bardzo mnie to cieszy, bo dawno, dawno
                                temu ;) było troszkę inaczej.
                                Jeśli chodzi o pomidory, to są przepyszne i pierwsze słyszę żeby były
                                niezdrowe. W każdym razie ja nadal mamzamiar objadać się nimi na maxa:))))

                                Jak widzisz rzadko tu teraz zaglądam, bo niestety zarobiona jestem w pracy
                                okrutnie, a po pracy szybko pędzę do domku do mojego dzieciaczka:). Ale
                                zaglądam do Was od czasu do czasu i jak kiedyś będe mieć więcej czasu, to co
                                nieco naskrobię.
                                A tymczasem pozdrawiam jesiennie....
                                • Gość: Cynio a ja ciagle swoje:( IP: *.net / 82.160.62.* 25.10.05, 13:01
                                  witam wszystkich piernikowcow..na pewno zagoszcze na dlugo u Was,jak
                                  wnioskujecie po tytule ja ciagle sie zmagam z moimi rozterkami dotyczacymi uczuc
                                  ktore mna targaja,ciagle we mnie to siedzi chociaz widze ze z dnia na dzien
                                  jakos spokojniej ,probuje to wszystko jakos ogarnac,skladam tez maila czuje ze
                                  potrwa to jakis czas bo gdy czytam to co pisze do Niej to chyba ciagle nie o to
                                  mi chodzi choc stawiam w nim sprawe jasno tylko chyba jeszcze we mnie za duzo
                                  nadzieji i wiary w Nia..w Nas troche to bezsensu musze chyba dolozyc sobie
                                  troche czasu na te moje wszystkie rozwazania..byleby nie wariowac ale z tym juz
                                  chyba w miare..co ma byc to bedzie a jak zlapie dola to bede pisal do Was
                                  kochani, pozdrowienia dla sokolki niech wraca szybciutko dla ciebie toytoyku i
                                  reszty piernikow:)
                                  • toytoyek Re: a ja ciagle swoje:( 25.10.05, 22:25
                                    Cześć Cyniu,

                                    No cóż - ja myślę sobie tak. Przede wszystkim napisz tego maila jak najprędzej -
                                    to po pierwsze. Każdy dzień zwłoki to strata jednego dnia z Twojego życia. Z
                                    kimkolwiek by ono nie było: może z tą kobietą, jeśli zechce i jeśli Ty zdania
                                    nie zmienisz co do swoich uczuć, a być może z kimś zupełnie innym, kto Cię
                                    uszczęśliwi w zupełnie inny, nieznany sposób, być może wcale nie gorszy...

                                    Jakiś malkontent napisał tutaj takie zdanie, a właściwie pytanie, co taki
                                    toytoyek jak ja może zaoferować innej kobiecie. Innej w sensie innej niż ta
                                    dotychczasowa. Że pewnie tylko gruzy ze starego związku. Każdy jest inny i
                                    odkrywanie tej inności to fantastyczne przeżycie i jeśli to na co teraz liczysz
                                    Ci się nie powiedzie - nie ma naprawdę powodu do zmartwień. Widac tak miało
                                    być. I bądź pewien, że całkiem niedługo spotkasz wóczas kogoś innego, kogo
                                    będziesz mógł odkrywać i komu zaoferujesz dużo więcej niż gruzy starego
                                    związku, bo ów związek przestanie Cię w ogóle obchodzić, pod warunkiem, że
                                    spotkasz kogoś odpowiedniego, a nie prostą odskocznię od przeszłości.

                                    Cyniu: jak najprędzej. Mail, aby konkretny. Forma nic tu nie zmieni - liczy się
                                    treść. Jasne pytanie, jasna odpowiedź. Kliknąć na "wyślij" i już. Chłopie,
                                    szkoda nieprzespanych nocy, bo jeśli ma Cię spotkać radość to niech to się
                                    stanie jak najprędzej, a jeśli dowiesz się tego, czego byś się dowiedzieć nie
                                    chciał, to im szybciej się dowiesz tym prędzej nastąpi po jakimś czasie -
                                    krótszym bądź dłuższym - pierwszy dzień z Twojego nowego, szczęśliwego,
                                    Cyniowego życia!

                                    Pozdro,
                                    T.
                                    • Gość: Cynio Re: a ja ciagle swoje:( IP: *.net / 82.160.62.* 26.10.05, 18:05
                                      witam masz wiele racji musze ci to przyznac moze nalezalo by tak ciach i to
                                      zrobic tylko musze ci powiedziec ze juz wersji tego maila mam z 5 w kazdym
                                      wiele sie powtarza i w kazdym kolejnym jest cos nowego..co do marnowania dni to
                                      nie boj nic chyba nie marnuje zyje sobie w miare odzyskuje rownowage i ogolnie
                                      jest w ok fakt duzo myslenia jeszcze o Niej ale coz..bedzie tak niezaleznie od
                                      tego co bede robil jeszcze chyba dlugo ale juz sie nie nastawiam na to ze
                                      ta"przerwa"rzeczywiscie nam pomoze raczej Nas wykonczy..tylko zebym ja sie nie
                                      wykonczyl dlatego head up i do przodu a maila jak napisze to wysle..i na randke
                                      dzis ide hehe no i musze do was pisac tez o czyms innym bo kurde znudze was juz
                                      i mnie wykluczycie z piernik klubu..
                                      • white.falcon Re: a ja ciagle swoje:( 27.10.05, 23:24
                                        Cynio, usmiechnij się, nie popadaj w stan trwałej melancholii. Rozejrzyj się,
                                        napewno zauważysz drobiazgi, które Ciebie ucieszą. A jak nie zauważysz odrazu,
                                        to poszukaj ich, gdzieś się ukryły, ale są. Trzymaj uszka na sztorc, nie dawaj
                                        się!

                                        Chyba żartujesz z tym wykluczaniem z pierniczkowego klubu. Jakim prawem? Nie
                                        żartuj tak okrutnie, bo przynajmniej Sokółce będzie smutno, że możesz tak
                                        mniemać.
                              • Gość: toni Re: Wielki powrót Toytoyka IP: *.ct.gemini.ntplx.com 26.10.05, 00:04
                                Jak tak pytasz, to pewnie nie wiem, co to jest: "toytoy". Dla mnie to zabawka
                                (toy). A co to znaczy dla Was?
                                Pozdrowienia.
                                • toytoyek Re: Wielki powrót Toytoyka 26.10.05, 00:07
                                  A, i tu Cię mam, Toni... To taka budka przestawna w której się robi siusiu...
                                  Po prostu taki kibelek, który można przestawić z miejsca na miejsce.
                                  Ekologiczny zresztą, bo siusie się rozpuszcza takim niebieskim płynem, który
                                  pachnie jak ocean i nie zanieczyszcza:-)

                                  Tak więc jak widzisz, jest to pewnego rodzaju zabawka, ale do zabaw dość
                                  specyficznych...

                                  No to dobranoc - u nas już późno i trza iść spać.
                                  • Gość: toni Re: Wielki powrót Toytoyka IP: *.ct.gemini.ntplx.com 26.10.05, 02:20
                                    Co ci przyszlo do glowy, zeby wybrac takiego nicka? Tak sie nisko cenisz, czy z
                                    zasady lubisz sie ponizac? Pozdrowienia.
                                    • toytoyek Re: Wielki powrót Toytoyka 26.10.05, 07:58
                                      Ani jedno ani drugie. Nie nick świadczy o człowieku lecz człowiek o nicku...
                                      • Gość: Cynio Re: Wielki powrót Toytoyka IP: *.net / 82.160.62.* 27.10.05, 18:59
                                        wszyscy dzis zagonieni chyba nie zaglada nikt...u mnie jakos leci dla wszystkich
                                        pzdr
                                        • toytoyek Re: Wielki powrót Toytoyka 27.10.05, 19:25
                                          No to gratulacje Cyniu. Udało Ci się już zadziałać coś konkretniej?

                                          T.
    • white.falcon Szkoda zmarnować taki wątek. 28.10.05, 17:32
      Wszyscy gdzieś zapodzieli się, wydorośleli, spoważnieli. Aj, Sokół kreci
      łebkiem, aj. Skądinąd - wiele fajnych rzeczy się marnuje - ot ulotność.
      Pozostają sympatyczne wspomnienia, a potem - zaglądanie do archiwum i nostalgia
      jesienna, przetykana nowymi wspomnieniami...
      • toytoyek Re: Szkoda zmarnować taki wątek. 28.10.05, 18:26
        Nie nie nie. Wątek zmarnować się nie może, Sokół rację ma.

        A więc celem odświeżenia toytoyek kilka najświeższych relacji tu przekaże z
        ostatnich wydarzeń. Przede wszystkim chciałem zdementować podane w innym wątku
        przez kogoś podszywającego się pod toytoyka rewelacje, jakoby był on (toytoyek)
        Piotrem Gembarowskim i wyrywał panienki za filarkiem na peronie. Owszem,
        wyrywanie to specjalność toytoyka, z tym że to toytoykowi wyrywają i to papier,
        a nie to toytoyek wyrywa. Owszem, prawdą jest, że na naszym peronie bywał Piotr
        Gembarowski, ale związne to było z jego służbową podróżą do Małkini. Owszem,
        miał on na naszym peronie kontakt z kobietami, ale tak naprawdę to była to
        jedna kobieta, a konkretnie Kazia, która pogoniła Gembarowskiego z pomocą
        ścierki, jako że w sposób nieodpowiedni skorzystał on z toytoyka, a szczegóły
        już tu pomińmy.

        No cóż, właściwie więcej nic się nowego nie dzieje. Pociągi sobie przyjeżdżają
        i odjeżdżają, my sobie stoimy i obsługujemy coraz to kolejnych klientów.
        Ostatnio ciszej na peronie, bo kampania wyborcza się skończyła to i ludzie się
        mniej przemieszczają, ale to akurat toytoyek przyjmuje jako naturalną kolej
        rzeczy. A ostatnio ktoś bardzo rozczochrany wysiadł z pociągu i nawet
        pomyślałem, że to Iza zwana Duszką, ale chyba nie, bo nie była w swetrze.

        Sokół powrócił z wyjazdu to może i bajki będą na dobranoc?

        A niepokoi mnie ustawiczna ostatnio nieobecność Toniego. Mam nawet poważne
        obawy, że w rezultacie ostatnich wydarzeń Toni postanowił zbojkotować swoje
        polskie korzenie, żeby go przez przypadek nie objęło obowiązkowe ubezpieczenie
        od bezrobocia, czy coś takiego. Ale to już inna sprawa.

        No to toytoyek póki co tyle. No a co u reszty pierniczków? Jeden przyzwoity
        Sokół na bieżąco relacje zdaje chociaż...

        T.
        • white.falcon Rewelacje Toytoyka i gdzie jest Toni? ;-) 28.10.05, 18:52
          Żałość ogarnia niezmierna, że Toytoyek nie posiada kamerki video, bo by
          nakręcił film o ganianiu ścierką Gembarowskiego przez Kazię, przez którego
          Toytoyek ma kłopoty, bo jest podejrzewany. Gembarowski mógłby przeprosić,
          dementi jakieś wystosować.

          Toni znikł. :-( Może go pomidor zaatakował i teraz Toni dzielnie walczy (wszak
          walkę ma w naturze) z pomidorowym zywiołem. A może... znalazł swoją Księżniczkę
          zalet wszelakich i teraz zajmuje się wiciem gniazdka? ;-)

          Nie mówię o tu nieobecnych Duszce i Meduzie, o której z kolei wiadomo, że ma
          weloniaste macki (reszty wyglądu nie zdradziła). Gdzie się podziałyście? A
          Cynio gdzież? :-)

          Pozdrawiam i zapewniam, że bajka będzie, tylko ją muszę wpierw wymyslić. ;-)
          • Gość: Cynio Re:Jestem jestem IP: *.net / 82.160.62.* 28.10.05, 19:53
            witam wszystkich i pzdr no jakos nie bylo czasu cos napisac dluzszego bo kurde
            troche zajety bylem ale dzis piatek czas odpoczynku i jakiegos pivka:)u mnie
            powiem Wam drodzy w miare jakos odzywam codziennie i juz jakos strasznie nie
            cierpie co ma byc to bedzie a ja nie bede sie juz tym katowal bo chyba nie ma to
            sensu po prostu, jutro wyruszam w podroz do swietego miasta Czestochowy na
            impreze no i ogolnie jakos sie toczy..co do mej lubej ktora sie do mnie nie
            odzywa ciagle, to napisalem maila odpowiedzi predkiej nie oczekuje ale coz cos
            trzeba bylo w koncu zrobic..nie skonczyl sie swiat nie skonczylem sie ja, poki
            co pzdr dla wszystkich i niech watek sie nie konczy
            • Gość: Cynio Re:special 4 Sokółka IP: *.net / 82.160.62.* 28.10.05, 19:59
              musze powiedziec Tobie ze jestes fantastyczna hehe bardzo mnie ciekawi ogolnie
              kim jestes i czym sie zajmujesz ale pytal o nic nie bede:)duze usciski jestes
              świetna
              • white.falcon Merci od Sokółki :-) 28.10.05, 20:34
                Aż się zarumieniłam, bo Sokoły i to potrafią. Dzięki, Cynio, za miłe słowo.
                Krygować się nie potrafię, więc powiem, że miło, że tak mnie oceniasz. :-)

                Kim jestem? Napisałam w wizytówce. Natomiast co porabiam i czym się zajmuję.
                Hmmm - odpowiedź jest dość skomplikowana i powstała z moim skromnym udziałem na
                zasadzie ciągutki (takiego cukierka), bo w moim wariackim i bardzo niebanalnym
                jak nawet na nasze czasy życiorysie jedno wynika z poprzedniego i bez tego
                poprzedniego nie jest zrozumiałe. Niektórym los daje prosty i przewidywalny
                życiorys, a innym tak go zmajstrowuje, że człowiek nieraz zastanawia się, jak
                to się w nim zmieściło w tak krótkim czasie. Skomplikowane pytanie i byłaby też
                skomplikowana odpowiedź. Może wystarczy, że sokół nie z jednego pieca chleb
                jadł, naoglądał sie życia od różnych jego stron i dalej rzeźbi w tej materii
                niebanalnej. Może kiedyś książke o tym napisze? Kto wie. Tyle że nikt by nie
                uwierzył, że nie zmyślam.

                Wierzę w życie i chyba ono też w jakiś tam sposób we mnie wierzy, bo Sokół cały
                i zdrów chodzi nadal po tym świecie, czasem bujając w przestworzach.

                Pozdrawiam,
                Sokoliczka
            • white.falcon Dotyczy Cyniowej podróży :-) 28.10.05, 20:37
              Gość portalu: Cynio napisał(a):

              > witam wszystkich i pzdr no jakos nie bylo czasu cos napisac dluzszego bo kurde
              > troche zajety bylem ale dzis piatek czas odpoczynku i jakiegos pivka:)u mnie
              > powiem Wam drodzy w miare jakos odzywam codziennie i juz jakos strasznie nie
              > cierpie co ma byc to bedzie a ja nie bede sie juz tym katowal bo chyba nie ma
              to sensu po prostu, jutro wyruszam w podroz do swietego miasta Czestochowy na
              > impreze no i ogolnie jakos sie toczy..co do mej lubej ktora sie do mnie nie
              > odzywa ciagle, to napisalem maila odpowiedzi predkiej nie oczekuje ale coz cos
              > trzeba bylo w koncu zrobic..nie skonczyl sie swiat nie skonczylem sie ja, poki
              > co pzdr dla wszystkich i niech watek sie nie konczy

              Cieszę się, Cynio, że w miarę wszystko w porządku. Tak trzymaj dalej. :-)

              A cóż to za tajemnicza impreza w Częstochowie ma się odbyć? We wszelkim wypadku
              życzę, by była ona dla Ciebie ze wszech miar udana. :-)

              Ciekawa jestem, co Toni by powiedział na temat imprezy w Częstochowie i z czym
              by mu się to skojarzyło, bo skojarzenia ma niebanalne. ;-)
              • toytoyek Re: Dotyczy Cyniowej podróży :-) 28.10.05, 20:47
                Huhuhu, no bardzo ciekawe z czym by się Toniemu skojarzyła impreza w
                Częstochowie, no ciekawe...

                Cyniu, nie pij tylko krwawej Mary na tej imprezie, bo zawiera sok z pomidorów!

                T.
                • white.falcon Re: Dotyczy Cyniowej podróży :-) 28.10.05, 20:49
                  I zapewne Toni by Ci wykład na ich temat zrobił. Bardzo naukowy i hmmm...
                  obrazowy z własnym doświadczeniem w tle. ;-D
                  • toytoyek Re: Dotyczy Cyniowej podróży :-) 28.10.05, 20:53
                    Oj Sokółko, nie przesadź aby, bo Cynio będzie miał koszmary na tej imprezie!
                    • white.falcon Re: Dotyczy Cyniowej podróży :-) 28.10.05, 20:56
                      Gorzej, gdyby miał koszmary po lub w trakcie. Cynio nie strachliwy chyba. ;-)
                      • toytoyek Re: Dotyczy Cyniowej podróży :-) 28.10.05, 20:58
                        No mam nadzieję, że Cynio moim śladem poszedł i strachy wszelki eoraz
                        uprzedzenia odrzucił i się będzie bawił szampańsko, choć bez krwawej Mary mimo
                        wszystko...
                        • white.falcon Myszy :-) 28.10.05, 21:07
                          Ja o tym wiem, że zabawę będzie miał super. :-) Mam nadzieję, że o tym nam
                          napisze.

                          Swoją drogą, co z myszami, takimi krągłymi, tłuściutkimi, nieparchatymi? ;-)
                          • toytoyek Re: Myszy :-) 28.10.05, 21:11
                            Z myszami? A, jestem w trakcie negocjacji z Kazią! A co, chciałaś jakąś odpalić
                            Cyniowi na zagrychę?
                            • toytoyek Re: Myszy :-) 28.10.05, 21:17
                              Sokole drogi, czyżby ten kretyn tatko coś znowu napisał, bo widziałem, że chyba
                              admini usunęli - czy widziałaś co napisał i czy jest to cokolwiek godnego
                              uwagi, czy tak jak myślę, że takie dyrdymały jak poprzednio?
                              • white.falcon Margines :-( 28.10.05, 21:20
                                toytoyek napisał:

                                > Sokole drogi, czyżby ten kretyn tatko coś znowu napisał, bo widziałem, że
                                chyba admini usunęli - czy widziałaś co napisał i czy jest to cokolwiek godnego
                                > uwagi, czy tak jak myślę, że takie dyrdymały jak poprzednio?

                                Widziałam, zgłosiłam. Napisał kropka w kropkę to samo. Napisałam coś, co może
                                pomoże w wątku Kobiety. Tam tez był wpis tego idioty.
                                • toytoyek Re: Margines :-( 28.10.05, 21:23
                                  Nie żeby mnie to bardzo interesowało, co ów pajac tatko ma do powiedzenia.
                                  Myślę, że w pierniczkowym świecie możemy to pominąć cichym milczeniem.
                                  • white.falcon Re: Margines :-( 28.10.05, 21:29
                                    Jestem za. :-)
                            • white.falcon Re: Myszy :-) 28.10.05, 21:18
                              Wątpię, czy Cynio by się skusił na mysz. To nie Toni, który kto go wie, co
                              jada. ;-)

                              Natomiast kiedyś miałam zdarzenie, gdy po powrocie do akademika zastałam
                              kilkudniową korytarzową imprezę przed wejściem do pokoju. Na środku korytarza
                              stał stół, towarzystwo już mocno poniewierało się, a jeden z kolegów dziabał
                              coś nożem na stole ze słowami; "Dobra żmija nie jest zła". Wrócili z wyjazdu
                              sąsiedzi - studenci z archeologii i przywieźli od groma żmijówki. Cały domek
                              zaprosili do konsumpcji. Póki wszyscy mieli trzeźwe spojrzenie na życie, to
                              żmij nie tykali, a potem - potem rano zastałam widoczek, obrazujący konsumpcję
                              żmii jako zagrychy. Mało nie padłam z sokolego rechociku. Gdy doszli wszyscy do
                              siebie, to każdy wzbraniał się, że żmij nie jedli. To kto je zjadł? Sokół nie,
                              bo Sokoła nie było i nie uczestniczył w realizacji projektu pt. "konsumpcja
                              żmijówek". :-)
                              • toytoyek Re: Myszy :-) 28.10.05, 21:21
                                Ależ Sokole drogi, było to tak, że kiedyś udałem się na pewną imprezę mając po
                                poprzedniej niechęć do wódki. Jedynie piwo spożywać mogłem, szczegółów
                                oszczędzę. No ale niestety skrzętnie przyniesione butelki się stłukły i tak
                                pozostałem jedyną trzeźwą osobą, która z radością obserwowała jak rano chłopcy
                                sobie Whiskasa zajadali, bo im się wydawało,że to ciastka i jeszcze mówili
                                jakie dobre...

                                A bajeczka bardzo ładna... Jak zwykle... Dzieci Sokoła, jeśli takowe on
                                posiada, to najszczęśliwsze dzieci pod słońcem...
                                • white.falcon Re: Myszy :-) 28.10.05, 21:30
                                  Jak widać każdy ma podobne doświadczenia eksperymentów kulinarnych
                                  zaobserwowane. :-)

                                  Co zaś do bajek. Sokół dzieci nie posiada, więc uszczęśliwiać radosną
                                  twórczością nie ma kogo oprócz forumowego towarzystwa. Ale bywa i tak.
                                  • toytoyek Re: Myszy :-) 28.10.05, 21:32
                                    Zatem, Sokole drogi, narzekał nie będę i czekam na kolejny wieczór, bo ja jak
                                    dziecko.
                                    • white.falcon O bajkach :-) 28.10.05, 21:35
                                      Każdy jest jak dziecko, ale bajki ponoc nalezy stopniować, by się nie
                                      przejadły. ;-)
    • white.falcon Bajka sokołkowa bardzo wczesna :-) 28.10.05, 20:58
      Bajka nie oznacza,że Sokółka udaje się spać, ale ktoś może udawać się, więc to
      na zaś.

      Spisane u Germanusa.

      Wieloryb znał tę nieco zatroskaną, a nieco przygnębioną minę Śledzia. Bardziej
      więc z potrzeby wspomożenia go, niż z potrzeby rozmowy zagadał:
      – Znowu coś?
      Śledź był całkowicie pewny, że szczere żale tylko pogorszą jego samopoczucie i
      zapragnął zignorować Wieloryba. Jednakże Ryba wymądrzył się niespodzianie:
      – Tak to bywa w interesach.
      – I z rodziną – dodał Wieloryb.
      – I z kobietami – domądrzył się Ryba i tego Śledź nie mógł zmilczeć.
      – Nie odpisał – przyznał szczerze i smutno jednocześnie.
      – Szczupak? – Wieloryb od razu musiał wszystko wiedzieć.
      – Miałem rację, choć marna to satysfakcja – ciągnął delikatnie Ryba – tak to
      bywa w interesach.
      – Ano bywa – zgodził się cicho Śledź.
      – Choć nie pytasz o radę, myślę, że możesz zacząć od analizy tego, co
      napisałeś – spokojnie dodał Ryba.
      – Na pewno czymś go uraziłeś – wskoczył ze swoim jedynie słusznym zdaniem
      Wieloryb.
      – Zignoruj Wieloryba – powiedział Ryba – Szczupak jest na to za mądry. To
      inteligetna bestia.
      – I ma własne zdanie – niespodziewanie rozsądnie wtrącił się Wieloryb, może w
      obawie przed zignorowaniem.
      – To jeden z filarów mądrości Szczupaka – Ryba dalej traktował Śledzia
      poważnie – powiedz lepiej, co napisałeś.
      – Przedstawiłem swoją wizję… – zaczął ciężko Śledź.
      – Czyli wymądrzyłeś się – Wieloryb wrócił do poprzedniego tonu. Ale Ryba był
      spokojniejszy:
      – Wizję druku czy tekstów?
      – Wizję druku moich tekstów…
      – I źle, i dobrze. – ocenił Ryba, ciągle bardzo spokojnie – Dobrze, bo teksty
      twoje i masz prawo przedstawić swoje zdanie, a źle, bo druk Szczupaka. Po co od
      razu pchać się z wizjami?
      – Bo wizja, to prawie nawiedzenie – próbował śmieszyć Wieloryb, ale nikt się
      nie roześmiał. A Śledź znów rzekł smutno:
      – Nie odpisał…
      – Choć zamówił teksty? – zapytał Ryba.
      – Nie – przyznał Śledź – ale…
      – Choć obiecał? – kontynuował Ryba.
      – Nie… – szczerze przyznawał Śledź – ale dobre wychowanie…
      – No, niestety, miałem rację – Ryba podsumował Śledzia ostatecznie – tak to
      bywa w interesach.
      • Gość: Cynio Re dotyczy mojej podrozy:) IP: *.net / 82.160.62.* 28.10.05, 21:19
        bal na jaki sie wybieram to parapetowka mej przyjaciolki ktora zakupila sobie
        mieszkanie w Cz-wie..co do krwawej Mary to nie przepadam wole wsciekle psy
        ktorych sobie oszczedzal nie bede:)pomidory sa ok ale juz sezon na nie minal i
        nie siegam specialnie..no i trzeba by jakies kolezanki popodrywac ale one mowia
        ze ja jestem oszust matrymonialny,cholera nie wiem czemu przeciez we mnie tyle
        pieknych uczuc drzemie..sokółko napisz ta ksiazke pierwszy kupie:)no i relacje z
        zabawy zdam napewno
        • Gość: Cynio Re: jaką mysz??!! IP: *.net / 82.160.62.* 28.10.05, 21:23
          na jaka mysz niby mam sie skusic do stu tysiecy sliwek węgierek...nie sadze ..o
          co loto??
          • toytoyek Re: jaką mysz??!! 28.10.05, 21:27
            A to taki tam sąsiedni wąteczek. W skrócie: chodzi o myszy, które Kazia będzie
            wyłapywać dla Sokoła na peronie.

            I wszystko jasne, hehehehehehe
          • white.falcon Re: jaką mysz??!! 28.10.05, 21:28
            Gość portalu: Cynio napisał(a):

            > na jaka mysz niby mam sie skusic do stu tysiecy sliwek węgierek...nie
            sadze ..o co loto??

            Toytoyek - modra budka powiedział na innym wątku, że myszy mu biegają, więc
            odpowiedziałam, że Sokół może je zeżreć, jak je razem z Kazią złapią. A tu
            Toytoyek chce Ci myszy, obiecane Sokołowi dawać na zapas jako zagrychę na
            imprezę. Rozumiem, że z dobrego serca to czyni, ale myszy do zeżarcia obiecał
            Sokołowi. Więc jak to jest w Pierniczkowym Świecie? ;-D
            • toytoyek Re: jaką mysz??!! 28.10.05, 21:30
              W pierniczkowym świecie, drogi Sokole, wszyscy się wszystkim ze wszystkimi
              dzielą, a poza tym myszów Ci u nas dostatek i starczy dla obojga!

              A poza tym po ostatnich wyborach już żadne lodówki znikać nie będą i myszów
              tłustych będzie że ho ho!
              • white.falcon Re: jaką mysz??!! 28.10.05, 21:34
                To się uspokoiłam co do myszy, choć te znikające lodówki mnie nastrajały
                optymistycznie. Miałam starą rozpadającą się spadkową szafę i chciałam kupić
                nową i myślałam, że po wyborach mi ten staroć zniknie sam. A tu - niestety -
                musiałam sama ją demontować. Sokół wyglądał jak kupka nieszczęścia w tej ruinie
                szafy, rozwalonej własnoręcznie: potargany, zły, skaleczył się, bo młotek nie
                jest najdogodniejszym sprzętem do rozwalania szafy ze sklejki, drzazgę sobie
                wbił. Pfuj - zawód przez te wybory mnie spotkał, bo szafa nie znikła. :-(
        • white.falcon Re: Re dotyczy mojej podrozy:) 28.10.05, 21:25
          A które wściekłe psy wolisz? Czarne, czy białe? Bo ja wolę wbrew obiegowej
          opinii, że niesmaczne - czarne. Nie lubię słodkich alkoholi poprostu. A wogóle
          wolę zwykłe piwo z pianką. Wtedy mam wąsy. :-)

          Życze raz jeszcze powodzenia na imprezie i nie zważaj na niecne podejrzenia o
          bycie oszustem matrymonialnym. Ta prawdziwa o oszustwo nie będzie podejrzewac
          tak odrazu bez dania racji. Czekamy zatem na relacje. :-)
        • toytoyek Re: Re dotyczy mojej podrozy:) 28.10.05, 21:26
          Cyniu, no liczymy na relację. A co do wściekłych psów to chyba się musimy
          wybrać na jakieś małe coś do spożycia, bo ja też nie wzgardzę, choć to
          niebezpieczny bardzo drink jest, bo się nic nie czuje, a zwala jak nie wiem...

          A pewnego rodzaju złotym środkiem byłyby wściekłe psy z sokiem pomidorowym
          zamiast malinowego czy wiśniowego wedle gustu, co? Pomidory po sezonie
          najsłodsze, do wściekłego psa w sam raz...

          A jak koleżanki Ci mówią, żeś oszust matrymonialny to dobry znak, że żeś
          wyszedł już z tego poprzedniego. Widzisz, maila nie ma - a nie mówiłem, że nie
          należy się przejmować? Jak słowo daję, zupełnie jak moja historia... A moja się
          dalej toczyła już znacznie lepiej, Cyniu... :-)

          Tylko wiesz, uważaj tam w tej Częstochowie, święte mury na Ciebie patrzeć będą
          to nie wypada tam ten... no...
          • Gość: Cynio Re: Re dotyczy mojej podrozy:) IP: *.net / 82.160.62.* 28.10.05, 21:35
            Toytoyku mozemy sie umowic ja mam caly tydzien teraz wolny:)kolor psa nie ma
            znaczenia byleby niezle pogryzł mozdzek:)bajeczka sokolki robi wrazenie tez
            jakas poskladam kiedys..sok pomidorowy w psach to chyba lekka przesada nie
            uciagnal bym chyba zreszta kto wie jesli chcesz toytoyku to razem to mozemy
            sprawdzic sokolke tez zapraszam:)
            • white.falcon Re: Re dotyczy mojej podrozy:) 28.10.05, 21:37
              Chętnie przyjmę zaproszenie, bo dawno nie miałam okazji się śmiać. Dziękuję z
              góry. :-)
            • toytoyek Re: Re dotyczy mojej podrozy:) 28.10.05, 21:39
              Cyniu, druhu mój, chętnie, aby po środzie, bo toytoyek wybywa na groby rodzinne
              na początku tygodnia. A potem, po środzie znaczy się, bardzo chętnie. A gdyby
              Sokół zechciał się też wybrać to ja obiecuję jakąś mysz własnoręcznie złapać -
              jak będę demontował tę lodówkę, co to po wyborach niestety sama nie zniknie,
              jak to Sokół słusznie zauważył, to może jakaś mysz się za nią znajdzie, a jak
              nie to cóś od sąsiada zgarnę.
              • white.falcon Re: Re dotyczy mojej podrozy:) 28.10.05, 21:48
                Zamawiam mysz z chrupiącym ogonkiem, by go można było maczać w musztardzie. ;-)

                A na poważnie. Ja groby rodzinne mam naćkane w Warszawie, więc liczę, że pogoda
                dopisze i zdążę wszędzie. Widać to mam rodzinne, że wszyscy rozłażą się po
                różnych zakątkach i krajach i jeszcze mają czelność tam umierać. Choć tych
                warszawskich odwiedzę.
                • toytoyek konkrety 28.10.05, 21:52
                  A zatem jeśli nikt nie protestuje to ja proponuję w środę na tym wątku konkrety
                  poustalać, jak już Cynio po weekendzie powróci, Sokół groby zwiedzi i ja też, a
                  wszelkie inne pierniki też są mile widziane, ale zakładam, że nie ostatnie to
                  będzie pierniczkowe spotkanie i tak!

                  No a ja na dziś powoli się zbierał będę, za to będę jutro i pojutrze pewnie też
                  wpadał. Póki co Cyniu dobrej imprezy!

                  Ale trochę się niepokoję, bo pierniczki nam poginęły - meduza może się gdzieś
                  zakamuflowała z szefem o brązowych oczach, Toniego dopadł pomidor, a Iza
                  potknęła się o własne zapuszczone włosy, że nie wspomnę o dawno tu i rzadko
                  bywających innych pierniczkowych gościach...
                  • toytoyek DO CYNIA 28.10.05, 21:52
                    Tylko Cyniu, wrzuć się tu potem choć raz po zalogowaniu żeby się dało jakoś
                    zmailować!
                    • white.falcon Re: DO CYNIA 28.10.05, 22:10
                      toytoyek napisał:

                      > Tylko Cyniu, wrzuć się tu potem choć raz po zalogowaniu żeby się dało jakoś
                      > zmailować!

                      Cynio w jednym z wpisów na tym wątku logował się. Tam ma adres. :-)
                  • white.falcon Re: konkrety 28.10.05, 21:55
                    To miłego odpoczynku zatem. :-)

                    Swoją drogą, jakby odpowiednio wczesniej huknęło się w odrębnym wątku o miejscu
                    i godzinie spotkania i wyznaczyło jakąś knajpkę w Centrum, to mogłoby więcej
                    piernikowych ludzków dołączyć. Piątek mógłby być dobry, bo większość po pracy
                    lub sobota, bo Panie zdążyłyby wypięknić się. Co Wy na to? :-)
                • Gość: Cynio Re: Re dotyczy mojej podrozy:) IP: *.net / 82.160.62.* 28.10.05, 21:56
                  Jak pisalem mam caly tydzien wolny wiec moze byc po srodzie..myszki tez jakies
                  postaram sie zabrac ze soba podobno gdzies po piwnicy mi biegaja..i soku
                  p[omidorowego tez moge wziasc ze soba ile trzeba..no i palmy swiece we wtorek ja
                  na pewno poje zaplakac nad grobem mojego maluskiego siostrzenca ktory zginal 7
                  miesiecy temu temu majac zaledwie 2,5 roku..ech to byl wiekszy dramat niz
                  zlamane serce:(
                  • white.falcon Re: Re dotyczy mojej podrozy:) 28.10.05, 21:59
                    Świetnie Cyniu. :-)

                    Przykro mi z powodu Siostrzeńca. Taki mały. Wścieka mnie, gdy to trafia się
                    dzieciom. :-( Ale śmierć nie wybiera - to poprostu kosiarz i może każdego
                    zaczepić. Nikt nie ma gwarancji nijakich na następny dzień oprócz spodziewania
                    się, wiary w to, że on będzie.
                    • thecynio Re: Re dotyczy mojej podrozy:) 28.10.05, 22:12
                      No coz tak bywa wiem nic sie na to nie poradzi..wracajac do tematu to chyba
                      siezalogowalem wiec pisz toytoyku a i ty sokolko pomysl o spotkaniu przy
                      pomidiorowych pieskach..i myszkach pieczonych na jodlowym ogniu
                      • thecynio Re:dobranoc 28.10.05, 22:41
                        dobranioc drodzy juz dzis widze ze wszyscy odpadli wiec zycze milej noicki i do
                        zas..bede w ponioedzialek zaraz zdam raport z podbojow hehe
                        • white.falcon Re:dobranoc 28.10.05, 23:16
                          Także dobranoc. :-) I udanej imprezy. :-) Raporty z podbojów mile widziane. :-)
    • white.falcon Słoneczkowa sobota :-) 29.10.05, 13:35
      No ciekawa jestem, jak się miewacie, Drogie Pierniczki?!

      Ja sobie wróciłam ze spacerku i mało mnie wiatr nie porwał. Owszem, słoneczkowo
      jest i ładnie, powietrze przyjemne, gdyby nie to wietrzysko. Przed wejściem do
      windy sąsiad - Dziadek 80-letni - popatrzył na mnie ze zgrozą i zapytał: "Co
      się Pani stało?" Sokół obejrzał siebie, czy przypadkiem w szlafroczku nie
      wylazł na ten spacer, czy paputkach, ale nie - normalnie odziany był. Dopiero w
      domu, gdy zerknęłam w lusto, zaczęłam się śmiać. Wiatr mi na głowie zrobił
      irokeza artystycznego i tak do domu wróciłam.

      Ciekawa jestem, jak tam Cynio i czy udała się impreza. Dziewczyny nam zginęły i
      nie pisza nic. Modra budka zapewne zajęta jest sprawami natury służbowej. A
      Toni? Toni pokazał się na sąsiednim wątku, bo chyba uznał, że towarzystwo,
      jadające pomidory, nie jest dla niego odpowiednie. Inna sprawa, gdybyśmy jadali
      papaję i przegryzali wędzonymi ośmiorniczkami...

      Pozdrawiam,
      Sokoliczka
      • Gość: toni Re: Słoneczkowa sobota :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 29.10.05, 14:26
        No, Ciebie Sokolku, takze rozczochralo. Z daje sie, ze teraz sezon na cos
        takiego. Chcialem sie kolega Cynio i Toytoyek(kolejnosc alfabetyczna) zapytac:
        jak oni rozrozniaja ladnie ubrane, wyksztalcone itd. prostytutki od normalnych,
        skoro ostatnio wypuscili sie na "lowy". Czy wolicie to tutaj, czy moze bedzie
        lepiej w nowy watek? Sokolu pod Twoja nieobecnosc rozpisalem sie tytaj troszke
        wyzej(ale w tej samej setce, czyli po 400) i nie zauwazylas tego. Czy mogla bys
        Prosze napisac swoja odpowiedz. Z Usmiechem.
        • toytoyek Re: Słoneczkowa sobota :-) 29.10.05, 16:31
          Ja co prawda pojawiam się dziś sporadycznie i nieco chwilowo (na peronie
          ruch...), ale muszę Cię, Toni, poprosić o sprecyzowanie pytania, bo chyba nie
          zrozumiałem. No bo na łowy to ja się zasadniczo nie wybrałem - owszem, nie
          stronę od towarzystwa miłych dam, ale czemu zaraz łowy?
          A o jakich prostytutkach mówimy, bo ja chyba coś przegapiłem?

          A co do spacerku Sokoła - och, jak Sokołowi dobrze... A czy jakieś myszy może
          gdzieś tam biegały i Sokół się wybrał na łowy, czy tak tylko rekreacyjnie?
          • white.falcon Sokołkowe łowy :-) 29.10.05, 17:25
            Na temat prostytutek Sokół woli nie wypowiadać się, bo nie zna osobiście tych
            Pań i w swoim gronie nie posiada Przyjaciółek, trudniących się tym fachem.

            A Sokół sobie dreptał rekreacyjnie, choć miał swój cel - poszukiwał dla
            koleżanki śmiesznej rzeczy - wyciskarki do czosnku, przy czym produkcji
            wschodniej (tam produkowali wiele rzeczy nie do zdarcia, będących widocznie
            produkcją uboczną fabryk, produkujących czołgi ;-)). Sokół przyglądał się
            straganom na bazarku, gawędził sobie ze sprzedającym i ma ją obiecaną w
            niesprecyzowanej najbliższej przyszłości. A poza tym - brodził w liściach w
            parku, zbierał kasztany, żonglował nimi, póki nie pogubił.

            I tu powstaje pytanie. Czy u Toniego są wyciskarki do czosnku i czy wie, co to
            jest bazarek i taka wyciskarka, czy tez nie ma pojęcia, o czym mowa. ;-)

            Pozdrawiam,
            Sokoliczka
            P.S. Zaraz się udam zmajstrować sałatkę wielowarzywną z majonezikiem. Mniam.
            Ktoś ma ochotę spróbować? :-)
            • toytoyek Re: Sokołkowe łowy :-) 29.10.05, 17:29
              Czy ktośma ochotę spróbować sałatki??? Hmmmm... No ale jak Toni się doczyta, że
              tu prawda takie kontakty kulinarno-towarzyskie powstają to już w ogóle dobre
              zdanie o Polkach straci...

              A bazarki z pewnością mają i w Stanach, no bo w końcu gdzie by kupowali kiszone
              ogórki?
              T.
              • white.falcon Re: Sokołkowe łowy :-) 29.10.05, 17:35
                Dlaczego straci? A może jest łasuchem? Zresztą tylko proponuję, a nie każę Wam
                jeść. ;-)

                Coś mi kojarzy się, że w Stanach te ogórki oni kupują w sklepach polskich i
                zresztą kto to wie, czy Toni takie coś jada?
                • toytoyek Re: Sokołkowe łowy :-) 29.10.05, 17:38
                  No nie no, bo j zasadniczo bardzo chętnie. A gdyby Sokół jeszcze jakieś piwko
                  do tej sałatki oferował... Tylko ja mam nadzieję, że sałatka nie zawiera
                  domieszki mysich ogonków?
                  • white.falcon Re: Sokołkowe łowy :-) 29.10.05, 17:47
                    A piwko mam - "Tyskie" i przywiozłam sobie zagraniczne - lokalne litewskie.
                    Napewno sobie wieczorkiem spróbuję. :-)

                    Nie, w tej sałatce mysie ogonki nie są przewidziane. Ale za to mam smakołyk do
                    piwka, który brzmi nieco odstręczająco, ale sam w sobie jest smaczny - taki do
                    chrupania - wędzone paski świńskich uszków (też sobie nabyłam zagranicą). :-)
              • Gość: toni Re: Sokołkowe łowy :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 29.10.05, 17:53
                Tak wiem Sokolko o jakiej wiciskarce piszesz. Mamy je tutaj, ale ja mam z
                starego ZSSR jeszcze i mas racje jest bardzo mocna. Hahaha. Toytoyku, to nic
                nie szkodzi, ze kontakty macie, przy saladce. My tutaj takze sie spotykamy,
                przy roznosciach i jest to calkiem normalne w swiecie. A z bazarami to roznie
                tutaj, ale raczej sa. Kiszone ogorki kupuje sie w sloikach. Maja one zatrzymany
                proces kiszenia sie. W sumie maja zawsze taki sam smak jak by byly tylko jakies
                3tygodnie od zakiszenia. Jak sa, to sa bazary rolnkuw i tam kupuje sie
                roznosci. Ale czesciej po swierze jedzenie jedzie sie prosto do rolnika
                domu/gospodarstwa. Kupuje sie zwiezeta po uboju lub wazywa, czy owoce. Tutaj
                rolnicy uwielbiaja tak sprzedawac swoje produkty, bo nie musza placic podatkouw
                od sprzedazy, za miejsce na bazarze i tracic czasu na dojazdy. Ale chyba
                najwiecej sie zamawia tutaj telefonicznie lub przez komputer i oni chetnie
                przysla. Przesylki sa w sumie tanie i jest to najlepsza forma kupowania, bo
                jest przy tym tania(omija sie koszty posiadania sklepu). Ale ja dzisiaj
                nawijam. Co??????????? Pozdrowienia.
                • white.falcon Re: Sokołkowe łowy :-) 29.10.05, 17:57
                  A to Toni zaskoczyłeś mnie pozytywnie. :-)

                  U nas też można co nie co kupić u rolników, ale z reguły to są znajomi rolnicy.
                  Wielu z nich przyjeżdża samochodami dostawczymi i sprzedaje na bazarkach, ale
                  by sprzedawać mięso już muszą mieć zezwolenie sanitarne i odpowiednio
                  przygotowaną budke (musi tam być bieżąca woda, lodówki, lady). No i muszą
                  płacić za zajęte miejsce, mieć pozwolenie na handel. Tam wyżej napisałam Ci już
                  o polowaniach i indykach. :-)

                  Bardzo ciekawie piszesz, Toni. Jednak okazuje się, że nie we wszystkim są
                  różnice. :-)
                  • Gość: toni Re: Sokołkowe łowy :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 29.10.05, 18:33
                    Ja nie poluje, ale zawsze moge. A z zezwoleniami, to jest roznie i jest to
                    zalezne od stejtu. Tutaj najczesciej zostawia sie do badania laboratoryjnego
                    glowe zwiezecia w skrzynkach do tego celu przeznaczonych(zachodnie stejty), z
                    napisanym adresem gdzie maja przeslac wyniki. Robia to raczej za darmo i do 2
                    tygodni. Czyli trzeba zdobycz trzymac w lodowce i nie wolno jestc w tym czasie.
                    Jak odpowiedz nie przyjdzie w 2 tygodnie, to jest OK i mozna spozywac.

                    Indyki sprzedawane tutaj nie maja stupek. Ja musze gotowac czasami i lubie to
                    robic poza domem, sposobami umozliwiajacym nie mysie garuw. Hahaha. Ja Poprosze
                    o te przepisy na e-poczcie. Pozdrowienia
                    • white.falcon O jedzeniu i datkach :-) 29.10.05, 18:50
                      No proszę, nie wiedziałam, że tak załatwia się sprawę z weterynarzem w USA.
                      Napewno przekażę tę ciekawostkę moim znajomym. Zawsze warto wiedzieć różne
                      ciekawe rzeczy. :-)

                      A co do indyka, to masz na myśli chyba indyka bez łapek (takie łapki z
                      pazurkami), bo udziki to jest wyżej - ta górna część nogi indyka, czy kurczaka.
                      U nas też łapki można kupić i z nich wygotować galaretę do zrobienia mięsa na
                      zimno. Łapki też, niestety, ale kupują biedniejsi ludzie, bo ich nie stać na
                      dobre mięso, a tak to na nich gotują sobie zupę lub kaszę. Już kilka razy
                      starsza Pani mnie poprosiła przy ladzie, bym jej kupiła takie łapki, bo jej nie
                      było stać. Wogóle czasem w sklepie starsi ludzie mnie proszą o kupienie dla
                      nich mleka, makaronu, czy ryżu. Nie wiem, jak u Was, Toni, jest z biednymi, ale
                      u nas sporo jest takich ubogich.

                      Ja nie daję datków żebrakom na ulicy, bo nigdy niewiadomo, czy taki ktoś
                      przypadkiem nie oszukuje. Ale jak w sklepie mnie ktoś poprosi o kupienie
                      konkretnej rzeczy do jedzenia, to nie odmawiam - poprostu wiem, że rzeczywiście
                      potrzebuje. No i dodatkowo, jak mam możliwość, to wysyłam datki na konkretne
                      organizacje pomocowe - np. na hospicjum dla chorych dzieci. Wiem, że takie
                      datki nie pójdą na marne. A jak u Was z tym jest? :-)
                      • toytoyek Re: O jedzeniu i datkach :-) 29.10.05, 19:27
                        Sokole drogi, ja nie wiem jak to jest, ale jakbym w myślach moich czytał jak
                        widzę to co piszesz o dawaniu pieniędzy - dokładnie tak samo mam. Tyle że u nas
                        w stolycy niestety rzadko się zdarza żeby ktoś prosił o kupienie mu jedzenia a
                        zazwyczaj jak komuś oferujesz bułkę czy paczkę makaronu zamiast tych 2 złotych
                        o które sępi to jakoś nie wygląda na szczęśliwego... Zauważyłaś?
                        • white.falcon Re: O jedzeniu i datkach :-) 29.10.05, 19:45
                          Mnie nauczyło jedno zdarzenie. Na Dworcu żebrała Rumunka z dzieckiem, prosiła o
                          parę złotych na jedzenie dla córeczki. Gdy jej zaproponowałam kupienie gorącego
                          posiłku w barku, to usłyszałam chyba dziesięciopiętrowe przekleństwo. Nie umiem
                          powtórzyć nawet i nie do końca zrozumiałam. Po tym wszystkim kupuję coś dla
                          kogos, gdy zwróci się z tym do mnie. I w takich sytuacjach ani razu nie
                          spotkała mnie jakaś przykrość, raczej mi samej było przykro, że sa tacy ludzie
                          wśród nas, którym brakuje na tak podstawowe rzeczy, jak paczka ryżu lub
                          kartonik mleka. :-(

                          Zbaczamy chyba na tematy polityczne, Toytoyku. Jak zaczniemy gadać o polityce,
                          to przestraszymy Toniego. ;-)
                          • toytoyek Re: O jedzeniu i datkach :-) 29.10.05, 19:54
                            Nie nie, na polityczne nie zbaczamy, absolutnie. Obyczajowe jedynie! No więc ja
                            jak ktoś prosi o jedzenie to kupuję, chyba że nie mam czasu absolutnie. A szlag
                            mnie już trafia jak sobie wystawią chłopcy taką niby "uczciwą" tabliczkę, że
                            zbierają na piwo. Uczciwość dziś w cenie, ale...

                            A na organizacje nie wysyłąm raczej. Za to mam inne sposoby na "pomaganie
                            społeczeństwu". Ale to też taki nietopikowy temat, więc zarzucam, choć akurat
                            tu jestem pewien, że i z Ciebie, Sokole drogi i ze mnie Toni byłby dumny, nawet
                            pomimo moich poglądów rewolucyjnych o konieczności pomieszkania wspólnego przed
                            ślubem...
                            • white.falcon Nietopikowy temat :-) 29.10.05, 20:03
                              A tu jestem ciekawa, co wymyśliłeś w temacie nietopikowym. Bo hispicjum na
                              rzecz którego wysyłam datki, to akurat to, gdzie trafiła w swoim czasie
                              córeczka sąsiadki. :-( Wiem, że tam akurat uczciwie obchodzą się z pieniędzmi.

                              Czegoś nie rozumiem. Dlaczego przed ślubem masz zamieszkać z Tonim? Czyżbym coś
                              przegapiła raptem? :-)
                              • toytoyek Re: Nietopikowy temat :-) 29.10.05, 21:00
                                Zaraz zaraz, przed ślubem nie mam zamiaru zamieszkać z Tonim tylko z tą panią,
                                z którą ewentualnie miałbym brać ślub. A z Tonim chętnie, ale nie mogę, bo
                                twarde zasady Toniego zabraniają...

                                A w temacie nietopikowym to mało istotne w sumie, prawdaż? Z datkami miałem
                                kiedyś niemiłą okoliczność, ale to już przy piwku jak Cynio wróci ze świętego
                                miasta, o tym temacie nietopikowym też jak będzie Sokół zainteresowany.
                                • white.falcon Re: Nietopikowy temat :-) 29.10.05, 21:09
                                  Aha, rozumiem. Uważam to za sensowne podejście do życia, bo bliżej się pozna tę
                                  osobę i może zaoszczędzić nietrafności wyboru, bo widzi się z kim ma się do
                                  czynienia, że tak powiem, w szczegółach. Specjalnie dla Toniego: nie mam na
                                  myśli, że ktoś ma mieszkać z każdą dopiero co poznaną Panią. Jeśli ludzie
                                  dochodzą wspólnie do wniosku po jakimś czasie znajomości, że z tego może być
                                  coś więcej, to jest to, moim zdaniem, kolejny etap w ich wspólnym życiu.

                                  Uff. Toytoyek, ja już wyobraziłam sobie modrą budkę, mieszkającą ze względu na
                                  jakieś oszczędności z Tonim. Ciekawy obrazek mi wyszedł, oj ciekawy. ;-D
                                  • toytoyek Re: Nietopikowy temat :-) 29.10.05, 21:15
                                    Sokółko droga, ze względów oszczędnościowych mieszkanie Toniego wraz z
                                    niebieską budką wcale nie jest takie głupie. A w budce - jeszcze lepiej i
                                    oszczędniej. A w razie gdyby coś się komuś zachciało to blisko od razu ma... No
                                    i czynszu płacić nie trzeba, tylko czasem ustąpić miejsca wśrodku jak już ktoś
                                    tak musi, że na sąsiedni peron nie dobiegnie, a i z Kazią pogadać z rana można
                                    jak przychodzi do pracy i jeszcze jej się chce, bo potem jak ścierą się namacha
                                    to już jej się nie bardzo chce gadać...
                                    • white.falcon Re: Nietopikowy temat :-) 29.10.05, 21:35
                                      No same superlatywy. :-) I jeszcze tłuściutkie myszki biegają, więc dla Sokoła,
                                      jak komuś by się nudziło, można ich nałapać. No i pociąg do Małkini pod ręką -
                                      zawsze mozna skok na weekend wykonać (by tylko weekend nie odwzajemnił skoku ;-
                                      )). :-)
                              • Gość: toni Re: Nietopikowy temat :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 29.10.05, 21:04
                                On ma zemna zamieszkac, bo ma zaroibic na wszystkich biednych w Polsce.
                                Hahaha. A ze pracowity jest(nie pochwalil sie jeszcze swoim zawodem), to mu
                                sie z pewnoscia to uda.
                                Kiedys Sokolku to dawalo sie na kosciol w USA i on pomagal biednym(tutaj
                                wszystkie koscioly byly niezalezne kiedys od panstwa). Ale po IIWS jak nam sie
                                zainstalowali komunisci w waznych uzedach, to zaczeto walczyc z bieda(teraz
                                jest wiecej biednych niz przedtem). Wykozystali zabujstwo Kenedego do
                                nastraszana politykow, straszac ich, ze jak "nie", to im sie cos........
                                Od tego czasu powstaly pomoce socjalne i one sa rozne w stejtach. Najwiekszym
                                problemem jest, ze duzo ludzi niechce mieszkac w stalym mieszkanu, ktore by
                                mogli otrzymac od stejtu i w tedy niemaoga dostac pomocy, bo jest podejrzenie,
                                ze pobieraja ja w innych stejtach. Ale sa nawet domy opieki spolecznej, gdzie
                                daje sie im jedzenie i rzeczy za darmo(nie rozdaje sie jeszcze pieniedzy,
                                niestety, bo bym sie ustawil w kolejke, hahaha). Naprwde umzec tutaj z glodu
                                lub braku odziezy, bylo by trudno. Szpitale sa rozne, ale tylko te
                                chrzescianskie(pod nazwa jakiegos SW)przyjmuja wszystkich, a puzniej pytaja o
                                pieniadze, ktore najczesciej sa w formie pomocy dla biednych, od ludzi
                                zostawione w spatku lub pomocy stejtu. Slyszalem jednak, ze zamknieto w
                                Kaliforni szpital, bo zaduzo biednych sie zglosilo, a RZAD ZMUSIL ICH DO
                                PRZYJMOWANIA NIE LEGALNYCH Meksykan. Ich sie tutaj pojawia rocznie wiecej niz
                                milion i wlasnie do tego stejtu najwiecej. Pozdrowienia.
                                • toytoyek Re: Nietopikowy temat :-) 29.10.05, 21:10
                                  > A ze pracowity jest(nie pochwalil sie jeszcze swoim zawodem)

                                  Pracowity... No Toytoyek pracowity jest w normie. A zawodem się może chwalił
                                  nie będzie. Nie żeby się wstydził, ale w sumie mało kto by się chwalił, że stoi
                                  na peronie jakobudka niebieska służąc do celów wiadomych...
                                • white.falcon Nielegalni imigranci 29.10.05, 23:02
                                  Gość portalu: toni napisał(a):

                                  Slyszalem jednak, ze zamknieto w Kaliforni szpital, bo zaduzo biednych sie
                                  zglosilo, a RZAD ZMUSIL ICH DO PRZYJMOWANIA NIE LEGALNYCH Meksykan. Ich sie
                                  tutaj pojawia rocznie wiecej niz milion i wlasnie do tego stejtu najwiecej.
                                  Pozdrowienia.

                                  Toni, napisałeś o nielegalnych imigrantach. Jak to z nimi u Was jest? U nas
                                  jest dużo uchodźców z Czeczenii - z Rosji. Niby wszystko mogłoby być ok, ale Ci
                                  ludzie tak naprawdę nie chcą integrować się z nami, tylko chcą coraz większej
                                  pomocy, nic nie robiąc. Bardzo często traktują nasz kraj jako kraj tranzytowy,
                                  nielegalnie przedostając sie dalej - do innych bogatszych krajów europejskich.
                                  Francja, Niemcy, Holandia ich nam zwracają, bo u nas przekraczali granice i my
                                  jesteśmy tym krajem pierwszym, który ich przyjął. Ciekawa jestem, co Ty myślisz
                                  na ten temat, na temat takich ludzi, którzy nie szanują kogoś, kto chciał im z
                                  pomocą przyjść. Ja w związku z nimi mam poważne obawy innego rodzaju,
                                  mianowicie, że powstaną u nas (tak naprawdę, już powstają) enklawy muzułmańskie
                                  i będziemy, jak nie my, to nasze dzieci mieli podobny problem co np. Francja z
                                  ich emigrantami z Algerii i innych byłych kolonii.

                                  Pozdrawiam,
                                  Sokoliczka
                                  • Gość: toni Re: Nielegalni imigranci IP: *.ct.gemini.ntplx.com 30.10.05, 00:29
                                    W czasie IIWS weszli Niemcy do Polski. Oczywiscie wprowadzili swoje prawa,
                                    sadownictwo, religie itd. Poprostu wprowadzili swoja kulture. Mozna uznac, ze
                                    zdobyli ten nasz kraj, bo go katrolowali. Mieli wszystkie kozysci z posiadania
                                    Polski. Zasoby materialne i slile robocza. Obecnie masz podobnie(dzialanie jest
                                    wolniejsze, wiec trudno jest zauwaztc). Liberalkowie/komunisci zmieniaja nasza
                                    kulture i otwieraja granice, aby ja kompletnie "rozcieczyc". Kaza sie nam
                                    mieszac z innymi kulturami. Kaza pracowac Polaka za grosze, bo jak nie, to
                                    emigrant wezmie ta jego prace. Sprzedaja za nic zasoby Polski. Szkoly nie ucza
                                    niczego poza gramatyka i czyms na pracach recznych. Reszta to strata czasu.
                                    Przez niszczenie naszej kultury ktos zdobywa ten kraj(Europe, USA), bez zadnej
                                    walki i emigranci sluza im do tego celu, bo upadek wlasnej kultury, przez
                                    mieszanie, prowadzi zawsze do jednego. To jest do upadku cywilizacji(w tym
                                    przypadku, bialego czlowieka). Walka jest o nasza cywilizacje w Europie i USA.
                                    Walczy sie o wlasciwe informacje o nasze czywilizacji i naszej religii, bez
                                    ktorej jestesmy "slepi". Celem jest zmiana postawy bialych, z obecnie
                                    zawstydzonego, na spowrotem dumnego twurczego czlowieka. Przez lata uczono nas
                                    tylko jacy jestesmy zli i ze musimy byc katrolowani, co jest kapletna bzdura.
                                    Pozdrowienia.
          • Gość: toni Re: Słoneczkowa sobota :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 29.10.05, 17:30
            Zdaza sie to u dziewczyn wlasnie w naszym wieku, ze zaczynaja rezygnowac z
            luznego zycia i probuja sie zalapac na czyjas zone. Oczywiscie sa one
            wyksztalcone lub nie, ale zaczynaja sie zachowywac kulturalnie, z manierami i
            wogle ladnie skormnie wygladaj. I tu jest "haczyk", bo jak taka postawisz kolo
            tej poszukiwanej normalnej dziewczyny, ktora chcemy za nasza zona, to niema
            zadnej widocznej roznicy. Pytalem, poczym wy rozrozniacie takie panienki, bo
            jest latwo sie pomylic, szczegulnie jak sie taka, do nas dobierze(naco one
            licza oczywiscie, ze im sie uda dobrac do nas) i uczucia pomieszane z pociagiem
            do czegos, zaczna dzialac. Z hormonami, to jak z wiatrakami oczywiscie, ciezko
            sie walczy. Teraz tak mysle, wlasciwie, moze nie powinenem pytac tutaj na
            publicznym forum, tylko napisac(Cynio tekze moze do Ciebie pisac) na prywatna e-
            poczte do Ciebie, bo moze bylby to instuktaz jak maja sie w/w "panienki"
            zachowywac. Co myslisz o tym? Pozdrowienia.
            • toytoyek Re: Słoneczkowa sobota :-) 29.10.05, 17:44
              Oj Toni, Ja mam na to stosunkowo prostą metodę.

              Należy pomieszkać razem przed ślubem przez czas jakiś - wszystko wychodzi A
              poza tym tak zwane desperatki są stosunkowo łatwe do rozpoznania. Wystarczy
              popatrzeć jak dziewczyna z Tobą na początku rozmawia. Fajnej dziewczyny, która
              chce fajnego faceta nie zainteresuje stan Twoich finansów, wysokość Twojej
              pensji, rozmiar Twojego mieszkania, wiek Twojego samochodu i różne takie.
              Natomiast zainteresuje ją czy lubisz lody czekoladowe, co sądzisz o tym filmie
              co właśnie leci w kinie czy takie tam. A dopiero potem może kiedyś zaintryguje
              ją czy Twój tata jest prawnikiem czy tylko hodowcą pomidorów, a może w ogóle
              jej to nie zainteresuje...

              Aczkolwiek nie wiem czy określenie dziewczyn polujących na męża mianem
              prostytutek jest najbardziej adekwatne, Toni...
              • Gość: toni Re: Słoneczkowa sobota :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 29.10.05, 18:06
                Jak jestes chrzescianinem, to niepowinienes zyc z dziewczyna przed slubem(sa
                rozne formy slubuw, w ktorym jedna jest, ze bieze sie go samemu, bez ksiedza
                lub uzednika panstwowego, pod warunkiem, ze oboje sa wiernymi Bogu), wiec ten
                test wogle nie powinie sie odbyc. Powinno sie brac dziewczyne na zone z domu
                jej rodzicuw, co oczywiscie denerwuje duzo kobiet tutaj, bo zatracily
                zrozumienie slowa "powinno", wiec beda myslaly, ze to znaczy "musi". A reszta,
                to jest dla mnie rowniesz nie tak, bo wlasciwie po tym kim sa rodzice, jakie
                sie ktos gospodazy z pieniedzmi, to jest wazna sprawa, bo osoba
                najprawdopodobniej bedzie nasladowala swoje tradycje. A jakie lubisz lody, to u
                mnie sie zmienia i wlasciwe niema znaczenia. Wiec jak inaczej mozna poznac?
                Pozdrowienia.
                • toytoyek Re: Słoneczkowa sobota :-) 29.10.05, 18:19
                  Oj Toni, z tymi lodami to była taka przenośnia. Pytałeś jak rozpoznać czy
                  dziewczyna desperacko szuka męża, czy może po prostu jej się spodobałeś i
                  ewentualnie zainteresowana jest Tobą, a nie byle mężem, aby mieć. No to Ci
                  napisałem. Że po pierwsze widać, co ją interesuje w Tobie - to co jest ważne
                  kiedy ludzie się poznają i w sobie zakochują czy też to, na co zwracasz uwagę
                  stawiając ostatni krok przed ślubem. Jasne, że ważne jest z jakiego ktoś
                  pochodzi domu (wierz mi, że naprawde wiem o tym akurat bardzo dobrze) i wiele
                  innych rzeczy. Ale nie od tego zaczynasz znajomość, prawda? Chyba że jesteś
                  deperatem czy też desperatką szukającym/szukającą szybkiego i pierwszego
                  lepszego (aby bogatszego i bardziej perspektywicznego) męża, względnie żony.
                  Wtedy przecież nie będzie Cię obchodzić czy Twoja potencjalna wybranka lubi
                  takie filmy jak Ty, bo jakie to ma znaczenie, prawda? Nie będzie Cię obchodzić
                  czy lubi biegać po deszczu wczesną wiosną, bo to nieważne. I kobiety chyba tak
                  samo - ten typ o którym piszesz będzie po prostu interesował się określonymi
                  Twoimi przymiotami. I już. Tak mi się wydaje przynajmniej. I jeśli pytasz o
                  sposób na uniknięcie "takich" kobiet to Ci mówię: to się rzuca w oczy między
                  innym po takich sprawach.

                  A co do mieszkania razem. No cóż Toni, może to grzech, ale hmmm... z pewnością
                  nigdy nie wezmę ślubu z dziewczyną, z którą nie pomieszkam wcześniej razem
                  chociaż ze 3 miesiące. I nie chodzi tu w ogóle o seks, bo to akurat nie wymaga
                  mieszkania razem. Chodzi o rozsądek, Toni, którego niestety nie przewiduje
                  Kościół. Rozsądek, bo kiedy mieszka się razem zaczyna się okazywać, że nagle
                  problemem potrafi stać się taki detal, o jakim byś w życiu wcześniej nie
                  pomyślał. A potem niestety całe życie przed Tobą. Otóż nadmiar takich detali
                  potrafi obrzydzić życie każdemu, więc ja z pewnością bez mieszkania razem przed
                  ślubem nigdy takowego nie wezmę. A żeby było w zgodzie z wiarą to mogę na
                  przykład przyrzec, że seksu przed ślubem w tym domu w którym razem będę z kimś
                  mieszkał uprawiać nie będę, skoro w domu przed ślubem nie można ;-)
                  • toytoyek jubileusz!!!! 29.10.05, 18:20
                    A tak w ogóle: stuknęło nam 500 postów!!! Hurrrrraaaaaa!!!!!
                  • toytoyek jubileusz!!!!!! 29.10.05, 18:21
                    500 postów nam stuknęło!!! Hurrraaaa!!!!
                    • white.falcon Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 18:42
                      A szampan gdzie? Hurra!!! :-)
                      • toytoyek Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 19:27
                        Uwaga, otwieram winko. Zamiast szampana, bo nie mam!
                        • white.falcon Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 19:46
                          Nadstawiam kieliszek i częstuję sałatką oraz sardynkami z cytrynką na
                          tostach. :-)
                          • toytoyek Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 19:55
                            Uprzejmie polewam, podkradając w niezauważalny sposób jednego tosta...
                            • white.falcon Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 20:04
                              Zauważyłam, ale przez grzeczność przymykam sokole oko. Jeszcze jest awokado w
                              sosie jogurtowym z krewetkami. :-)
                              • toytoyek Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 20:42
                                A przepraszam, jakiegoś pomidorka może plastereczek...
                                • white.falcon Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 20:50
                                  Tylko tak pod stolikiem podam, bo nas Toni operniczy. ;-)
                                  • toytoyek Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 20:51
                                    Dzięki, mniam:-) Włączyłem muzyczkę, no bo co w końcu...
                                    • white.falcon Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 20:58
                                      Miło ma być, z przyjemnością posłucham, a jaka to muzyka? Tylko ja nie tańczę,
                                      bo nie chcę byście ze mnie się śmieli. Nie naumiałam się. :-(
                                      • toytoyek Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 21:08
                                        Muzyczka łądna, melancholijna taka, zupełnie jak wąteczek - ładny,
                                        melancholijny, gładki, choć lekko chropowaty, radosny, choć i z nutką jesiennej
                                        zadumy...
                                        • white.falcon Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 21:18
                                          A to miło jest rzeczywiście. Mozna świece lub lichtarzyki zapalić, by wszystkim
                                          było jeszcze milej. :-)
                    • Gość: smutasek Re: jubileusz!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 18:45
                      Witaj Toytoyku!Nie Ośmielę się udzielać Ci rad,ponieważ to życie i Ty sam
                      zdecydujesz co dalej z tym związkiem.Jeżeli pozwoliłam sobie na ten oto wpis,to
                      tylko dlatego,że wydajesz się być całkiem sympatycznym i do tego NORMALNYM (!!!)
                      i dlatego złość mnie bierze,że nie znajdujesz w sobie chęci,aby poszukać kogoś
                      z kim będziesz mógł zrealizować swoją wizję przyszłości.Gołym okiem widać,że
                      źle lokujesz swoje uczucia.Może dziewczyna,o której piszesz jest naprawdę
                      fajna,ale każde z Was ma swój model życia,a pech chce,że mają się one nijak do
                      siebie...I na koniec powiem Ci,że znam podobną parę.Trwają ze sobą podobno z
                      miłości,ale żadne z nich nie jest szczęśliwe-on jest nieszczęśliwy,bo marzenie
                      o dziecku i rodzinie coraz bardziej się oddala,a ona ma mu za złe,że on nie
                      jest tym samym mężczyzną,który niegdyś z ufnością patrzył na ich
                      związek.Toytoyku rozejrzyj się wokół,jest mnóstwo
                      wspaniałych,ładnych,inteligentnych i...ciepłych dziewczyn,a jedna z nich
                      przeznaczona jest dla Ciebie.Naprawdę.
                      • toytoyek Re: jubileusz!!!!!! 29.10.05, 19:24
                        Cześć Smutasku, a chyba raczej Smutasko:-)

                        Otóż przede wszystkim dzięki za komplementy:-) Powiem Ci, że ten wąteczek już
                        troszkę trwa - tak na oko z miesiąc. I o ile na początku jeszcze miałem
                        wątpliwości o tyle potem dzięki ludziom z forum i dzięki znajomym powoli
                        zacząłem dochodzić do tego właśnie wniosku o którym piszesz. To znaczy nie do
                        tego, że jestem normalny (oj, zły to wniosek - jestem zupełnie
                        nienormalny:-))), ale do tego, że istotnie fajne dziewczyny są wkoło i są i
                        takie, które mają podejście do życia podobne do mojego a nie do mojej już w tym
                        momencie byłej.
                        I powiem Ci, droga Smutasko, że znalazłem w sobie te chęci, oj znalazłem... A
                        jak już je znalazłem to, dokładnie tak jak piszesz, doszedłem do wniosku, że
                        dziewczyna fajna, ale... nie dla mnie, a ja nie dla niej, bo jednym imponuje
                        wielka kariera, której Toytoyek nigdy nie zrobi, a dla innych pewne inne sprawy
                        są ważniejsze. Swoją drogą ja Ją o tyle rozumiem, że chęć robienia wielkiej
                        kariery w życiu też przeszedłem, tyle że jakieś 8 lat temu. I chęć sobie
                        poszła... A od tej pory jestem sobie takim nienormalnym Toytoykiem, co ma takie
                        przyziemne potrzeby:-)

                        No i postanowiłem ulokować swoje uczucia gdzie indziej... Ale to już inna
                        historia o której kiedyś tam może:-)...

                        Aha, co do udzielania rad. A ja myślę, że jak ktoś tu coś pisze to właśnie po
                        to, żeby takich rad posłuchać, a osobiście jak ktokolwiek mi cokolwiek doradza
                        to się z tego cieszę, bo mierzę ludzi swoją miarą (niestety), a ja tak mam, że
                        jak kogoś uważam za durnia to nie mam z nim o czym gadać, a jak już komuś coś
                        doradzam to tylko wtedy, kiedy myślę, że mam coś do powiedzenia, a on może z
                        tego skorzystać. Więc jeśli ktoś uważa, że warto mi cokolwiek doradzić, to dla
                        mnie naprawdę duuuży komplement:-)

                        Smutasko droga, mam nadzieję, że nick jest tylko przypadkowy (tak jak mój), co?
                        • toytoyek A tak na jubileusz mi się pomyślało... 29.10.05, 20:04
                          Tak mi się pomyślało, na ten jubileusz wątku, że doprawdy... To naprawdę ja
                          napisałem jakieś 23 dni temu? Uwierzyć nie mogę... Nie żebym się czegokolwiek
                          wstydził, wymawiał, zaprzeczał czy cokolwiek, ale jakoś uwierzyć nie mogę, jak
                          tak sobie patrzę wokół i myślę nad życiem...

                          A z drugiej strony jeśli w ciągu 23 dni można zmienić się z pełnego wątpliwości
                          faceta poprzez producenta wycieraczek po zasadniczej szkole zawodowej w
                          niebieską budkę stojącą na peronie szóstym drogą dziwnej ewolucji...
                          • white.falcon Cuda, cuda na jubileusz ... :-) 29.10.05, 20:11
                            I jak tu w cuda nie wierzyć? Szczególnie w cuda transformacji, bynajmniej nie
                            ustrojowej. :-)

                            W co się zmieniają modre budki? Może w słonecznika? ;-D
                        • Gość: smutasek Re: jubileusz!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 20:17
                          Toytoyku wyczuwam w tym co piszesz,że zajaśniało nowe światło,nowa gwiazda
                          wzeszła na Twoje niebo:)Dzięki za Twoją odpowiedź,utwierdza mnie w
                          przekonaniu,że wszystko co dobre w Twoim życiu,to dopiero przed Tobą.Życzę Ci
                          tego-Smutasek podobnie nienormalny do Ciebie.
                          • white.falcon Dla Smutaska :-) 29.10.05, 20:21
                            Smutasku, modra budka - Toytoyek zapomniał o czymś. O zaproszeniu. Dołącz do
                            naszego Pierniczkowego towarzystwa i pisz z nami. Trochę nas jest, gawędzimy na
                            różne tematy i lubimy, gdy Pierniczkowych Ludków przybywa. Jest tu miło, więc
                            rozgość się i powiedz, co u Ciebie słychać. Jak minął dzień?

                            Toytoyku, poproszę podac Smutaskowi kieliszek i nalać pysznego winka. :-)
                            • toytoyek Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 20:39
                              Ależ Smutasku oczywiście, niniejszym zapraszam do konsumpcji winka
                              jubileuszowego i dołączenia do świata pierniczków:-) "Nienormalny smutasek" to
                              brzmi dumnie, ja tam lubię nienormalnych, choć to zawsze zależy od typu
                              skrzywienia. Na przykład Sokół ciągle pisze o swoim zakrzywionym nosie
                              (kłamliwie zresztą, co widać na zdjęciu w wizytówce, lecz to kłamstwo
                              wspaniałomyślnie Sokołowi wybaczamy), i ten typ zakrzywienia, czy też
                              skrzywienia, bardzo nam tu odpowiada. Ja na przykład, czyli Toytoyek, różne
                              rzeczy skrzywione miałem po drodze (choć te co powinny pozostać proste na
                              szczęście pozostały) i też nikomu to w świecie pierniczków nie przeszkadza...
                              Toni tylko wszystko ma proste, zwłaszcza zasady proste i logiczne, czego mu
                              zresztą zazdrościmy, czyż nie, Sokole?

                              Ale, Smutasku, zapraszamy serdecznie. A co do światełka w moim życiu - no
                              wszystko przede mną, perspektywy są w każdym razie, a jak się perspektywy
                              skończą, czas pokaże... Tak czy owak jedno jest pewne - wiem czego chcę od
                              życia i na pewno nie tego co kiedyś miałem. O.

                              I bardzo też chcę pomidorów, tak z innej beczki, tylko Toni nam zabrania jeść
                              pomidory...
                              • Gość: duszka2 Re: Dla Smutaska :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 20:51
                                Ja chetnie dostarczę pierniczków lukrowanych, katet szczerozłotych, czasem
                                księcia na koniu...;-) potem serce w czekoladzie ... też z piernika ;-)))
                                • white.falcon Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 20:57
                                  Gość portalu: duszka2 napisał(a):

                                  > Ja chetnie dostarczę pierniczków lukrowanych, katet szczerozłotych, czasem
                                  > księcia na koniu...;-) potem serce w czekoladzie ... też z piernika ;-)))

                                  Duszko, jak rada jestem, że tu jesteś. Toytoyku, bardzo proszę o następny
                                  kieliszek i winko. Pierniczki są pyszne, Duszko. :-)

                                  Jak Ci minął dzionek, Duszko? Jak kocinka się miewa? :-)
                                  • duszka2 Re: Dla Pierników 29.10.05, 21:04
                                    a dziekuję juz ok. Byłam chora po wczorajszej wichurze i dzisiaj pól dnia
                                    spedziłam w łożku...bez kotki, bo ona sobie biegała . Pewnie długo nie zabawię
                                    bo kotka trzeba nakarmic. Bawcie sie dobrze.
                                    • white.falcon Re: Dla Pierników 29.10.05, 21:16
                                      Ale cieszę się, że już dobrze się czujesz. Zaglądaj do nas. :-) I dobrego
                                      wieczorku życzę, a kocince smacznego. :-)
                              • white.falcon Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 20:55
                                No pomidory to Toni zabronił jeść Tobie - płci jesteście jednakiej, a ja -
                                damskiej, więc wskazówka Toniego mnie nie dotyczy. Ale nie martw się, Toni i mi
                                czegoś zapewne zabroni - to tylko kwestia czasu. ;-)

                                Mi się podoba to określenie "nienormalny Smutasek". Pasujesz do nas, bo my w
                                tej naszej nienormalności jacyś normalni jesteśmy, czy to nam się tak wydaje
                                tylko? Ciekawa jestem, co by na to Ryczypisk z mojej pierwszej bajki
                                powiedział. Istotnie, Toni tu ma jako jedyny proste, logiczne i rozsądne
                                zasady, czasem resztę wprawiając w zdumienie, bo nie wpadlibyśmy na to
                                samodzielnie. Zresztą Toniemu zazdrościmy wiele czego, ale tak po koleżańsku. :-
                                )

                                A z tymi pomidorami, to kryć się przyjdzie chyba. ;-D
                                • toytoyek Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:04
                                  Właśnie, tak się refleksyjnie zrobiło (jak ktoś chce to mogę podesłać
                                  refleksyjną mp3, śliczna jest), że aż wyznać muszę, iż nasza normalna
                                  nienormalność też mi się podoba bardzo. Bo taki na przykład szybki_wtrysk (czy
                                  jakoś tak) z innych wątków to jest taki niby normalny, a przy tym jakiś taki za
                                  normalny. A my tu tacy trochę nienormali i bardzo nam z tym dobrze.

                                  A jeszcze lepiej, że się odnalazła Iza zwana Duszką, no bo już się niepokoiłem,
                                  droga Duszko, że się gdzieś Twoje nieujarzmione włosie zaplątało na przykład w
                                  jakieś drzwi i do klawiatury nie możesz dojść...

                                  A Toni, drogi Sokole, Tobie na przykład zabrania, jak i wszystkim, mieszkania z
                                  kimś przed ślubem. Tak piszę, żebyś się nie czuła pokrzywdzona, że niby nic Ci
                                  nie zabraniają. Ale pomidory szczęściaro jeść możesz...
                                  • toytoyek Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:06
                                    ...A kieliszek dla Duszki już napełniam, profilaktycznie jeden jeszcze
                                    dodatkowo też, dla niespodziewanego gościa. Niestety już tylko wino marki wino
                                    zostało, mam nadzieję, że się nie obrazicie...
                                    • white.falcon Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:15
                                      Ja jeszcze mam butelkę białego winka. Nie martwcie się. :-)

                                      Oj, Toytoyek, ja przecież zamąż nie wydaję się, bo nie mam za kogo, więc sobie
                                      spokojnie słucham, co Toni opowiada na zaś. Potem kiedyś ewentualnie mogę
                                      negocjować z Tonim na temat tego poglądu, jak by co Sokołowi do łebka
                                      przyszło. :-)
                                • Gość: smutasek Re: Dla Smutaska :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 21:08
                                  Hej Miłe Pierniczki!Nawet nie wiecie jak cieszę się z Waszego zaproszeni i
                                  chętnie korzystam:)Winko,pierniki i świetne towarzystwo,to jest to za co mogę
                                  sprzedać moją zwichrowaną duszę!!!Kieliszeczek za Was,za spotkanie i za
                                  wszystkie światełka w tunelu,które w końcu nas gdzieś doprowadzą!!!
                                  • white.falcon Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:11
                                    Hej, Smutasku, niech Twa buzia się rozwesela. Smacznego! Częstuj się i baw się
                                    z nami! :-)
                                  • toytoyek Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:13
                                    No doprowadzą, doprowadzą, mam tylko nadzieję, że Smutasek od nas nie odpadnie
                                    jak to bywa z użytkownikami Neostrady z uwagi na hmmm... oryginalność rozwiązań
                                    konstrukcyjnych...

                                    Dodatkowo Smutasku jako kobieta możesz jeść do woli pomidorki, Sokół się na
                                    pewno podzieli. Bo mężczyźni nie powinni, przynajmniej amerykańskich pomidoró,
                                    jak wieść niesie.
                                    • white.falcon Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:17
                                      Smutasku, ależ oczywiście, że pomidorkami się podzielę. Toytoyku, to nie
                                      myszy. ;-)
                                      • toytoyek Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:30
                                        No to dobrze, bo już się obawiałem czy aby Sokół nie pożałuje pomidorka, ale
                                        całe szczęście, że nie...

                                        My tu sobie balujemy, a Toytoyek powoli zaczyna rozmyślać czy by się nie
                                        położyć do łóżeczka i sobie jakiejś książeczki nie poczytać a potem pójść
                                        pochrapać nieco, bo senny już trochę,dużo klientów dziś było...
                                        • white.falcon Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:37
                                          Bo Sokół jest życzliwy i ostatnie ziarenko odda, a jak dobrze zastanowi się, to
                                          i myszkę z zanadrza wyciągnie. :-)

                                          Miłej lektury zatem Toytoyku (co czytasz akurat?).

                                          To modra budka ma łóżeczko? Nie widziałam nigdy budki w łóżeczku, a dodatkowo -
                                          chrapiącej. ;-D
                                          • toytoyek Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:47
                                            Ano zakupiłem sobie stosunkowo niedawno historię życia niejakiego Alberta
                                            Speera spisaną przez Joachima Festa. Dla tych co niezainteresowani i nie
                                            wiedzą - Speer był architektem Hitlera i w gruncie rzeczy historia życia Speera
                                            to historia życia Hitlera widziana inaczej.

                                            Tylko Toytoyek nie wie czy jeszcze dziś się do tego zbierze, bo jakiś senny się
                                            robi, co go niepokoi, bo o tej godzinie raczej senny nie bywa...

                                            No nic, miłej nocy pierniczkom wszystkim - tym starszym, tym nowszym...
                                            • white.falcon Re: Dla Smutaska :-) 29.10.05, 21:58
                                              A to ciekawa rzecz. Ja czytałam nie tak dawno biografię Leni - znanej za czasów
                                              Hitlera i uwielbianej utalentowanej reżyserki. Ciekawe życie miała po wojnie i
                                              zmarła całkiem niedawno w bardzo jesiennym wieku. Imaginujcie, że parę lat
                                              przed śmiercią nauczyła się nurkować, by nakręcić film pod wodą. Wogóle lubie
                                              biografie...

                                              Miłej nocy, Toytoyku. Pożyczę Ci kocyk cieplutki, by milej się spało. :-)
    • white.falcon Bajeczka na dzień dobry :-) 30.10.05, 00:10
      W związku z jubileuszowaniem omsknęła się bajeczka, więc naprawiam tę
      niedogodność i spodziewam się, że inne Pierniczkowe Ludki też napiszą bajeczki.

      Jajko

      Turysta wybrał się na pieszą wędrówkę po pięknych, aczkolwiek dzikich górach.
      Urocze zbocza ich, ocienione dostojnymi drzewami kusiły go coraz bardziej do
      dalszej drogi, a cudne widoki, czekające za każdym nowym zakrętem niosły jego
      nogi coraz dalej i dalej. Strudzony około południa dotarł do na wpół
      zrujnowanego białego klasztoru, gdzie staruszek mnich podał mu wiaderko
      krzystałowej zimnej wody, pachnącej miętą i limonką. Wędrowiec skosztował wody
      i pełen zapału postanowił iść dalej, o czym radośnie powiedział mnichowi.

      Siwiutki mnich przez chwilę brązowymi gruzłowatymi palcami, przypominającymi
      korzenie drzew, przebierał paciorki różańca, po czym rzekł: - Wiesz, Synu, nie
      będziesz miał możności powrotu do swojego świata, jeśli nie pozostaniesz na noc
      w klasztorze. Piękno dnia jest krótkotrwałe i nawet nie dostrzeżesz, jak
      zapadnie zmrok, a wraz z nim przyjdą te obawy, które są w Tobie. Przyjdą pod
      postacią, której się nie spodziewasz. Będą to Twoje demony, a gdybyś został,
      powiedziałbym Ci, jak z nimi walczyć, bo przyszłyby tu.

      Wędrowiec grzecznie podziękował mnichowi za troskę, ale stanowczo odmówił
      noclegu i ochoczo ruszył w drogę to zbiegając kwiecistym zboczem, to znów
      podejmując trud wspinaczki górska ścieżką. Istotnie, zmrok zapadał szybko, więc
      wędrowiec zapalił pochodnię i szedł dalej już nie tak szybko, ale naprzód. Czuł
      w sobie nadludzkie siły, żadnego zmęczenia.

      Nagle za kolejnym zakrętem dostrzegł płaczącą postać niewieścią, przycupłą na
      kamieniu przydrożnym. Twarz owa niewiasta zasłaniała uroczymi rączynami, gęste
      jasnozłote włosy opadały na jej twarz. Mimo łkań, które nią wstrząsały, było w
      niej tyle uroku i piękna, że wędrowiec, choć pomny wskazówek mnicha, zblizył
      się do niej, dotknął ramienia, gdy dziewczę nie przestawało płakać, objął
      ramieniem i przytulił.

      - Co Ci się stało?, - zapytał stroskany.
      - Dziewczyna uniosła twarz i wędrowiec zobaczył najpiękniejszą twarz, jaką
      dotąd widział na świecie.

      Piękna nieznajoma wysunęła mu się z objęć, stanęła na ścieżce, olśniona
      promieniami księżyca, wyglądając jak cud nie z tej ziemi i kiwnęła na wędrowca
      ręką.

      Ruszył za nią, zauroczony, zaczarowany, a ona biegła, biegła ku przepaści.
      Przerażony dogonił ją na krawędzi, złapał za ramię, a ona odwróciła się do
      niego i przeciągnęła dłonią po swojej twarzy. W jednej chwili wędrowiec
      przeraził sie, bo w miejsce uroczej twarzy zobaczył białą skorupke jajka bez
      oczu, ust, brwi, nosa. Krzycząc głośno odwrócił się od urwiska, gdzie jeszcze
      chwila, a wpadł by i pobiegł, przerażony ścieżka, goniony dzikim śmiechem,
      zwielokrotnionym górskim echem.

      Biegł długo i za kolejnym zakrętem dostrzegł ognisko, dookoła którego siedzieli
      jacyś ludzie, wyglądający na pasterzy bydła. Dobiegł ich, usiadł. Pasterze
      poczęstowali go winem i kozim serem, a gdy odsapnął, uprzejmie zapytali o powód
      tak ogromnej paniki i lęku. Wędrowiec opowiedział o dziewczynie i o jej zmianie
      twarzy w skorupkę jajka.

      - Czy zrobiła to w ten sposób? - uprzejmie zapytał najbliżej siedzący pasterz i
      przeciągnął ręką po twarzy tak, jak wczesniej zrobiła to dziewczyna,
      odsłaniając białą skorupkę jajka bez oczu, ust, brwi, nosa. Wędrowiec krzyknął
      krótko i padł martwy. Takiej tragedii jego serce nie zniosło.

      Nad ranem konni pocztylioni przywieźli jego ciało do białego klasztoru, gdzie
      staruszek mnich smutnie kiwając głową pochował je na cmentarzysku za
      klasztorem, dodając świeżą mogiłke do wielu innych, w których spoczywali
      wędrowcy podobni do tego, o którym mowa.

      Morał bajeczki: Może warto najpierw poznać osobę jako człowieka, niż ufać
      ludziom tylko w oparciu o wygląd lub pierwsze wrażenie? I może warto wysłuchac
      ludzi życzliwych, niż polegać wyłącznie na sobie?

      Jak się Wam podoba bajeczka?
      Pozdrawiam,
      Sokoliczka
      • Gość: toni Re: Bajeczka na dzień dobry :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 30.10.05, 00:47
        Wiec Biblia nie zaprzecza, ze istnieja chary, demony, weze-diably, zli ludzie i
        tym podobne inne bustwa z innych religi, walczacych z nasza. Ale jak jestesmy
        prawdziwymi chrzescianami, to absolutnie mamy opieke Boza i NIE MOZEMY sie nimi
        przejmowac, bo z chwila ich akceptowania podwazamy wiare w naszego Boga i tym
        samym niechcacy oddajemy im czesc. Spodziewam sie, ze jest to jedna z bajek dla
        nszych dzieci, bo slyszalem, ze propaganda w szkolach jest 10 razy
        wieksza/silniejsza niz na TV. Poprostu zabieraja nam dzieci, przez zmiane
        kultury/wierzen z naszej na ich wlasna/wierzenia. To co tutaj pisze, nie jest
        bajka niestety. Choc bardzo bym chcial. Pozdrowienia.
        • Gość: toni Re: Bajeczka na dzień dobry :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 30.10.05, 01:02
          CD. Oczywiscie w poniedzialek jest tutaj Halloween. To ich swieto. Nie nasze i
          bylo zakazane przez lata tutaj w USA przez koscioly. Jeden z sluchaczy
          zadzwonil do radia tutaj i powiedzial z absolutna racja, ze jest czas abysmy
          sie nie bali(nie uczyli dzieci strachow) z powodu tego swieta i przez brak jego
          akceptacji, postraszyc tym jego organizatorow.
          • white.falcon Re: Bajeczka na dzień dobry :-) 30.10.05, 01:44
            Gość portalu: toni napisał(a):

            > CD. Oczywiscie w poniedzialek jest tutaj Halloween. To ich swieto. Nie nasze
            i bylo zakazane przez lata tutaj w USA przez koscioly. Jeden z sluchaczy
            > zadzwonil do radia tutaj i powiedzial z absolutna racja, ze jest czas abysmy
            > sie nie bali(nie uczyli dzieci strachow) z powodu tego swieta i przez brak
            jego akceptacji, postraszyc tym jego organizatorow.

            U nas nie ma Halloween - u nas jest porządne Święto Zmarłych, a raczej
            Wszystkich Świętych (tak jest w kalendarzu katolickim) - 1 listopada.
            Odwiedzamy groby bliskich naszych zmarłych i znajomych, zapalamy tam znicze i
            świeczki, stawiamy doniczki z chryzantemami. Chodzimy na Msze Św. za zmarłych,
            modlimy się za spokój ich dusz. Na niektórych cmentarzach są organizowane tzw.
            chodzone Msze Św. - ksiądz modli się na cmentarzu, a przy każdym grobie stoją
            ludzie i w modlitwie uczestniczą. Jest bardzo uroczyście i podniośle, wszyscy
            myślą o ulotności ziemskiego życia.

            Pieknie wyglądają cmentarze - wieczorem widać tysiące światełek, ludzie mijają
            się w zadumie. tak więc, Toni, nasze Świeto Zmarłych to nie amerykański
            Halloween.

            Pozdrawiam,
            Sokoliczka
            • Gość: toni Re: Bajeczka na dzień dobry :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 30.10.05, 01:54
              To dobrze, ze nie jest takim swietem zlych duchow/strachow. Musialem zle
              slyszec, ze u was sie je propaguje. Ale dlaczego nazywa sie Wszystkich
              Swietych? Kto jest swietym? Z godnie z pierwszym przykazaniem wiesz kto jest
              swietym(Thou shalt have no other Gods before me), czy to przykaznaie jest u was
              inne?
        • white.falcon Re: Bajeczka na dzień dobry :-) 30.10.05, 01:04
          Dziękuję, Toni, za komentarz. Jak widzisz, wędrowiec nie chciał posłuchać
          dobrego mnicha z klasztoru, odrzucił - tak można pojąć bajkę - radę, by
          uwierzył w opiekę Boga i wędrowiec poszedł dalej sam, wystawiając się na
          niebezpieczeństwo i dostał smutną nauczkę od losu.
          • Gość: toni Re: Bajeczka na dzień dobry :-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 30.10.05, 01:44
            Tak, dostal nauczke w tej bajce i o to wlasnie im chodzilo. Jego Bog i niby
            nasz nic nie znaczy, tylko ich demony. To nie jest poparcie naszego Boga, ale
            wierzen z Kabol(Kabol-ksiega czarow i czesci Talmod). Co, nie rozumiesz tej
            bajki? Pozdrowienia.
            • white.falcon Re: Bajeczka na dzień dobry :-) 30.10.05, 01:53
              Bajki trzeba interpretować w oparciu o jej przesłanie, Toni, o to, czego bajka
              uczy. A ta mówi o tym, by nie wierzyć tylko własnym siłom, bo inaczej te złe
              strony naszej osoby (o nich mowa jako o demonach, czy strachach) biorą wierzch
              nad tym, co w nas dobre. Dużo jest bajek o wikołakach, upiorach, powstałych
              także w bardzo religijnym Średniowieczu i te wymyślone postacie właśnie służyły
              przekazaniu idei, a nie przekazaniu wiary w coś tam. Dlatego bajki są bajkami,
              nie opowieściami.

              W bajkach używa się symboli, a takie postacie, jak diabły, czy duchy są
              symbolami, zrozumiałymi dla każdego. Symbolizują zło. Tak, jak postaci mnichów,
              aniołów, madrych Staruszków - dobro i wiedzę. Symbolika to wogóle ciekawa
              rzecz. Zauważ, Toni, jak komuś powiesz słowo "diabeł", to nikt tego słowa nie
              będzie kojarzył z postacią, tylko odrazu Ci powie, co mu kojarzy się - zło. A
              jak powiesz "anioł" - to dobro. To jest symbolika. Nie inaczej w bajkach - tam
              trzeba użyć symboli zrozumiałych dla wszystkich, by przekazać ogólną myśl, czy
              to zabawną, czy pouczającą. :-)

              Toni, nie czytałeś polskich bajek ludowych? Ojej, nie wierzę.
      • duszka2 Re: Bajeczka na dzień dobry :-) 30.10.05, 13:39
        bajeczka bardzo mądra... i na czasie naszych forumowych sporów ;-)
        Nie mów nic o kims dopóki go nie poznasz, nie poznasz jego intencji, zamiarów,
        jego zycia...Czasami nawet wyrabiamy sobie o kims zdanie na podstawie opinii
        innych...
        Tutaj jednak jesteśmy zbyt anonimowi aby mówic o kims cokolwiek, co nie jest
        widoczne w jego słowie pisanym.
        • white.falcon Re: Bajeczka na dzień dobry :-) 30.10.05, 14:15
          Zgadzam się, Duszko. :-) Dodam może, że słowo pisane, o ile nie są to jakieś
          deklaracje, czy obiecanki, może dużo powiedzieć o osobowości człowieka, o tym,
          czym żyje, jak postrzega świat. Jeżeli osoba wypowiada się na różne tematy i
          powstaje w nas spójny obraz osobowości, to świadczy to, że człowiek raczej nie
          oszukuje, bo wtedy niespójności :wyłaziłyby" jak pierze z rozprutej poduszki.
    • white.falcon Czy już słoninkę wieszać? :-) 30.10.05, 10:26
      Słoninkę mam w zamrażarce - są to cienkie nieosolone paseczki, które wcześniej
      przygotowuję dla mniejszych sokołkowych braci i wywieszam na sznurku za okno.
      Nic to, że przychodzi ciepełko i wtedy wiater, bawiąc sie nią, zapaćkuje mi
      kawałeczek szyby, ale słoninka cieszy, bo przylatują mali skrzydlaci goście -
      łakomczuchy.

      Mam to szczęście, że w środku stolicy za oknem rozlokował mi się park. Pod
      samym oknem mam akację, a dalej rośnie topola, na której już teraz widzę koszyk
      gniazda srok. W tym roku lęg im się udał i małe sroczki lubiały z rana mościć
      się na moim parapecie, zaglądając przez otwarte okno. Jedna nawet odważyła się
      wejść i usiąść na chwilkę na regale. Teraz już wyrosły, a w ich miejsce
      oczekuję zimowych gości. Sa to żwawe sikoreczki, czupurne kłębuszki-wróbelki i
      w ubiegłym roku odwiedzały mnie dwa rzadkie ptaszki - goście Północy -
      krzyżodzioby. Wiecie, jak wyglądają? Są ślicznie kolorowe - przewaga czerwieni
      i zieleni w umaszczeniu piórek i dostojeństwa im dodaje śmieszny dziob. Dla
      nich wieszałam szyszki. Jak domyślam się, na którejś jodle w parku lub też za
      ogrodzeniem pobliskiej szkoły (tam jodełek rosnie dużo) miały swoje gniazdko.
      Zrobiło się chłodno i zastanawiam się, czy wyciągać słoninke, czy jeszcze
      poczekać.

      Jak myślicie?
      Pozdrawiam,
      Sokoliczka
      • duszka2 Re: Czy już słoninkę wieszać? :-) 30.10.05, 13:33
        Może powieś na próbę, a tak w ogóle to dzieńdobry nareeeezcie sie wyspałam i
        wcale nie było późno jak wstałam.
        Toni mnie tez zamęcza dyskusją która zeszła na temat religii i polityki:
        ciekawy zlepek informacji i interpretacji - na innym wątku. Chłopak ma duzo
        uprzedzeń do ludzi, którzy nie sa jego wyznania. A mnie jest szkoda dnia na
        takie wywody, nie mam cierpliwości na udowadnianie czy tłumaczenie...w końcu to
        jego swiat. Czy jest dobrze ukształtowany samo życie pokaże.
        Zreszta ostatnio jestem chyba zbyt powazna aby tutaj powygłupiac się, bo jak
        jestem poważna to diabelnie poważnie mówie...;-)
        Ale miło jak jest takie miejsce, gdzie można przy tej pogodzie i jesiennej
        depresji, która chyba juz mnie wziena (!) troszke sie ogrzać i odprezyć. Miłego
        dzionka wszystkim i miłego odpręzonka.
        • white.falcon Re: Czy już słoninkę wieszać? :-) 30.10.05, 14:34
          Gratulacje, Duszko, wyspaaaaaania się! :-) Też wstałam wcześnie.

          Toni jest ciekawy własnie poprzez jego inne postrzeganie świata. Nigdy też
          niewiadomo, jaką odpowiedź dostaniesz na swój wcześniejszy wpis. Czasem
          informacje, które podaje w odpowiedzi, są ciekawe, a czasem tak niespodziewane,
          że człowiek za głowę się łapie...

          Ja lubię być i poważna i niezbyt. Lubię ten Toytoykowy wątek, bo można sobie
          dziabnąć pierniczka, pogawędzić, poprychać ze smiechu w komputer. Nie wiem, jak
          to się dzieje, ale zawsze uśmiecham się, gdy do wąteczka zaglądam.

          A ze słoninką jest tak, że trzeba wyczuć moment. Jeśli ją wywiesisz zbyt
          wcześnie to skrzydlate bractwo rozbestwi się i potraktuje słoninkę jak darmową
          stołówkę, odzwyczajając sie od szukania jedzenia. Słoninka to pomoc w
          przetrwaniu, a nie dokarmianie ciągłe. W ubiegłym roku mi o tym, że słoninka
          potrzebna przypomniał druh wróbel. Pojawił się na parapecie kilka razy,
          dziobiąc w szybkę. Widocznie dokarmiałam go dwa lata wcześniej i pamiętał o
          tym, skubany. Nie wiem, jak długo żyją wróble, ale teraz zastanawiam sie, jak
          to ze słoninką ma być. Dwa lata wcześniej - wtedy zaczęłam wieszać słoninkę -
          powiesiłam ją w tygodniu mroźnym, gdy powstała taka lodowa skorupka, że ptakom
          ciężko było ją przebić. Zwróciłam na to uwagę obserwując gołębia, który
          próbował dostać się do wmrożonej w ziemię skórki chleba i mu nie wyszło. Teraz
          sygnałów nie mam i tak sobie zastanawiam się. :-)
    • thecynio oszust matrymonialny 30.10.05, 15:09
      witam wszystkich widze ze przez te 2 dni niezle sie rozpisaliscie no jeszcze nie
      zdazylem przeczytac o czym ale nadrobie..ja sobie juz dzis w domku na
      parapetowce bylo ok tylko niestety etykieta oszusta matrymonialnego trzyma sie
      mnie dosc mocno przynajmniej wsrod moich przyjaciolek nuie wiem czemu
      kurde..historia tak wyglada ze z kazda z moich przyjaciolek mialem jakis epizod
      milosny niezobowiazujacy no i one teraz chyba sie mnie boja normalnie ja tu sie
      staram a one non stop sie bronia i jeszcze miedzy soba opowiadaja sobie o tym co
      miedzy nami kiedys zaszlo i jedna druga przestrzega przedemna hehe mnie to w
      sumie bawi bo to moje przyjaciolki i kocham je chyba wszystkie hehe one to chyba
      jakis zwiazek zalozyly przeciwko mnie zenby nie dac sie p[odejsc..wiec
      zachowalem sie po gentelmensku i bylem grzeczny..no a sama impreza byla
      ok..wesolutko..no musze poczytac co w piernikowie piszczy pzdr
      • white.falcon Re: oszust matrymonialny 30.10.05, 15:24
        Hej, hej, Cynio!

        Nie znasz zasady, że "do tej samej kałuży nie wchodzi się po raz drugi"? One
        nie zawiązały spisku - te Przyjaciółki - one Cię poznały dogłębnie, jak tą
        kałużę z powiedzonka i wolą widzieć w Twojej osobie Przyjaciela, niż coś
        więcej. Poprostu zbyt dobrze sprawdzasz się w tej roli i szkoda byłoby takie
        cos stracić. ;-)

        A w Piernikowie piszczy, że hej. Wczoraj dla przykładu imprezowaliśmy, opijając
        jubileusz 500-ego wpisu. Potem bajkę opowiedziałam, a nasz gość zamorski Toni
        uznał, że przemycam w niej treści ewangelizujące inaczej. Potem Święci nam
        napatoczyli się. Teraz Toytoyek poszedł na peron do Kazi... Wesoło było. I jest
        i będzie. :-)

        Pozdrawiam Cię, Cynio i ciesze się, że o nas pamietasz. :-)
        Sokoliczka
      • toytoyek Re: oszust matrymonialny 30.10.05, 15:26
        No, Cynio wrócił ze świętego miasta!!! Ale ja dostrzegam przede wszystkim
        pozytywny aspekt weekendowej wizyty Cynia w postaci jego smutków nad
        niemożliwością zawierania, czy też raczej odświeżania dawnych jednorazowych,
        rzekłbym wręcz epizodycznych, kontaktów z płcią przeciwną. Znaczy to, że Cynio
        wyleczon już z nieszczęśliwej miłości do kobiety, co Cyniowych uczuć warta nie
        była. Jest to jeszcze jeden powód coby jakieś psy wściekłe barwy dowolnej w
        najbliższy piątek spożyć.

        A Toytoyek zdążył do pracy na swój peron, nawet Kazia nie krzyczała. Co prawda
        kierowca w autobusie co Toytoyka wiózł na dworzec coś gadał, że budek nie
        przewozi, ale puścił to Toytoyek pomimo uszu, bo jak wiadomo uszu nie ma.

        A co do bajeczek to ja myślę, że żeby uniknąć sytuacji tyleż niezręcznych co
        dwuznacznych, należałoby po prostu bajeczki o treściach mniej ideologicznych
        tworzyć i wtedy wszyscy niezależnie od korzeni będą szczęśliwi. No i nie może
        być też w bajeczce o pomidorach. I najlepiej żeby wszystkie bogate dziewczyny
        nie były zbyt dobre, bo one nie są zbyt dobre. Właściwie najlepiej też, jeśli
        te bogate będą niedobre. Tak więc Sokole drogi tutaj najlepiej dwuznaczności
        się wystrzegać. Bo we wczorajszej bajeczce na przykład był sobie ten wędrowiec,
        co to nie wiadomo czy był biedny czy bogaty i jakiego był wyznania. A to już
        prowokuje do dopisywania różnych treści, także takich treści, których dopisywać
        nie należy. No a tego nie chcemy.
        • white.falcon O bajkach ;-) 30.10.05, 15:35
          Nie lepiej napchać do bajeczki atrybutów religijnych, które jednoznacznie,
          prosto, logicznie i praworządnie wszystko wytłumaczą? Ale podejrzewam, że przy
          takiej opcji poza wstęp nie wylazłabym nigdy, a opisami przyrody sprawy bajki
          załatwić się nie da. Nie wiem, kogo w dzisiejszej obsadzić. I dobrze, że
          wspomniałeś o pomidorach. Pomidor nie może być bohaterem, chyba że negatywnym,
          którego spotyka słuszna kara. No i Świętych ma nie być, bo nie prawomyślni są.
          Oj, kłopot wielki ma Sokółka, oj ma. ;-D
          • toytoyek Bajeczka popołudniowa, zwłaszcza dla Cynia 30.10.05, 15:44
            To może Sokółko na dobry początek ja taką bajeczkę popołudniową zmajstrowałem.
            Ze specjalnymi pozdrowieniami dla Cynia też:-)




            O RYBAKU I PSTRĄGU

            Siadł raz sobie rybak nad modrym potokiem.
            Udało mu pstrąga się złapać.
            Ów łypnął na niego pod spod łba wściekłym okiem:
            „Uważaj, bo mogę podrapać!

            I chociaż z pozoru miła ze mnie ryba,
            ja ostre pazurki mam jeszcze!
            Zastanów się dobrze, bo tuszę, że chyba
            dla Ciebie to lepsze są leszcze.

            Bo pstrąga dziś złapać – nietrudna to sprawa
            z pozoru, bo pstrągi wszak liczne.
            Ty pomyśl. Ze mną niebezpieczna zabawa!
            Sardynki też mogą być śliczne!

            Pokąsać, podrapać rybaka ja mogę,
            co zechciał na wędkę mnie złapać.
            Więc może i lepiej nie wchodzić mi w drogę,
            niż potem nad losem swym płakać?”

            Pstrąg ucichł wydawszy swój pean finalny,
            a rybak tu popadł w karpiele,
            czy pstrąg ten faktycznie dlań będzie jadalny,
            a łapiąc go zyska tak wiele...

            Choć pstrąg ów swą łuską gładko pobłyskuje,
            już morał czas poznać. Więc, dzieci,
            nie każdy dziś z pstrągów tak dobrze smakuje.
            Nie wszystko jest pstrąg, co się świeci.

            Bo złapać dziś rybkę tak piękną i słodką,
            która wędki będzie się imać,
            nietrudno. Lecz czasem upiorne to złotko
            rybaka na wędce chce trzymać.

            Więc rybak po cichu przypatrzył się wędce
            i rybie. Nie trwało chwil paru,
            gdy puścił ją znowu do rzeki naprędce,
            na obiad zaś poszedł... do baru.
            • white.falcon Re: Bajeczka popołudniowa, zwłaszcza dla Cynia 30.10.05, 15:52
              Super bajeczka. :-))) Cudeńko. :-)))

              Tylko uważaj z tym chodzeniem do baru, Toytoyku, bo jeszcze wyjdzie coś
              takiego, jak twierdzenie kolegi nam znanego, że Panie szukające męża to
              prostytutki. Nie mogłam wtedy pojąć, o co w tym chodzi. ;-)
              • toytoyek Re: Bajeczka popołudniowa, zwłaszcza dla Cynia 30.10.05, 15:58
                Bardzo dziękuję:-) Ale do tego baru to nie ja, to rybak ino.... :-)))
                • white.falcon Re: Bajeczka popołudniowa, zwłaszcza dla Cynia 30.10.05, 16:05
                  Ale zapomniałeś, Drogi Toytoyku, że oświecałeś mnie na temat wędrowca. Czy ten
                  rybak jest odpowiedniego wyznania, czy bogaty, czy biedny? No i czy te ryby nie
                  skojarzą się komuś z nie wiem już czym, ale z czymś mogą. ;-D
                  • toytoyek Re: Bajeczka popołudniowa, zwłaszcza dla Cynia 30.10.05, 16:14
                    Otóż rybak najpierw był taki niezdefiniowany, a na końcu bajeczki postąpił
                    rozsądnie, ale moralnie niesłusznie. W związku z tym jest zapewne wykształcony,
                    ale jego kręgosłup moralny jest wątpliwy, zatem i wyznanie też niepewne. A
                    ryba? Ryba to już na pewno z bogatego niekatolickiego domu...
                    • white.falcon Re: Bajeczka popołudniowa, zwłaszcza dla Cynia 30.10.05, 16:25
                      Podpadniesz, jednym słowem, pod krytykę moralną zamorskiego ładu i porządku.
                      Dynię by trza kupić na obronę, by odwrócić uwagę. Krytyka dyni byłaby
                      znośniejsza, niż krytyka takiego fajnego wierszyka. :-)
          • toytoyek Re: O bajkach ;-) 30.10.05, 15:46
            A bajeczkę popołudniową pisał dziś Toytoyek stojąc na peronie dość samotnie, bo
            wszyscy pojechali na cmentarze, a w Małkini mały cmentarz to mały ruch w tamtą
            stronę no i Toytoyek miał czasu troszkę.
            • white.falcon Re: O bajkach ;-) 30.10.05, 15:54
              Sokółka już mówiła, że śliczne. Ale, ale, a co Kazia na tę bajęczkę
              powiedziała? Wszak trza ubarwiać życie steranej sprzątaniem szmatą osobie. ;-)
              • toytoyek Re: O bajkach ;-) 30.10.05, 15:59
                Kazia jakoś nie doceniła brzmienia rymów częstochowskich... Ale Cynio może
                doceni, wszak z Częstochowy?
                • white.falcon Cynio jak Ci podoba się wiersz? ;-) 30.10.05, 16:06
                  Zapytałam się więc wprost. A co mi tam . :-)
                  • toytoyek Re: Cynio jak Ci podoba się wiersz? ;-) 30.10.05, 16:15
                    Cyni zniknął. Pewnie poszedł do baru, hihihih:-)
                    • white.falcon Cynio poszedł na randkę z ... ;-) 30.10.05, 16:18
                      z Rybami pod rękę, raczej - pod płetwę. Z jednej strony z Panią Pstrąg, z
                      drugiej - z Panią Sardynką. Obie Panie, oczywiście, w godnych jako nakrycie
                      głowy - kapeluszach. Skoro Przyjaciółki Cynia zignorowały, bo go znają, to
                      zabrał Toytoykowe ryby. ;-)
          • Gość: toni Re: O bajkach ;-) IP: *.ct.gemini.ntplx.com 30.10.05, 17:06
            Moze nic nie jest zle z osobami, ktorych nazywasz swietymi, ale sam fakt, ze
            ten przymiotnik dodajesz do osoby zyjacej kiedys lub obecnie na ziemi, jest nie
            wporzadku(Biblijnie, pierwsze przykaznie), bo wedlug nie, tak powinno sie tylko
            nazywac naszego Boga, czego z jakis dziwnych wzglendow nie uczy K. Katolicki.
            Ja logocznie nie moge sobie tego wytlumaczyc, jak mozna ignorowac PS i w jego
            miejsce wstawiac interpretacje jakiejs glowy kosciola, bo ona wie lepiej, czyli
            za jakis czas bedzie wiedziec nawet lepiej i zmieni opinie na nowo(dla KK jest
            to najczesciej ca 50 lat). Rozumiesz? To jest zabawne dla mnie, ale oczywiscie
            nie mozna sie smiac, bo wierzenia ludzkie sa ........
            • duszka2 Re: O bajkach ;-) 30.10.05, 17:10
              hihihhi ale torcik;-))))
              Toni: asretywnośc do powtórki marsz!!!
        • white.falcon Jeżdżenie na gapę, czy nie ;-D 30.10.05, 15:45
          Istotne zagadnienie. Czy Toytoyki jako, że są budkami pracującymi, mają za
          darmo przejazd autobusem, czy też kasuja bilet, a może jeżdżą na gapę? A jak na
          gapę, to chyba nieprawomyslne są? ;-D
          • toytoyek Re: Jeżdżenie na gapę, czy nie ;-D 30.10.05, 15:53
            Toytoyki podchodzą pod kategorię "bagaż podróżnego nieutrudniający podróżowania
            innym osobom" i jako takie nie podlegają opłacie. Wcześniej było 2,40 i treba
            było kasować:-)
            • white.falcon Re: Jeżdżenie na gapę, czy nie ;-D 30.10.05, 15:57
              Nieutrudniający - to rozumiem, ale chyba ułatwiający to podróżowanie. Jakaś
              zniżka by się należała, dopłata ze strony pasażerów, tym bardziej, że Toytoyki
              mają duszę (od żelazka).
              • toytoyek Re: Jeżdżenie na gapę, czy nie ;-D 30.10.05, 16:00
                No więc właśnie coś w tej sprawie próbowałem negocjować w ZTMie, ale jakoś nie
                chcieli ze mną gadać... No teraz na szczęście chociaż przejazd darmowy, ale
                dawniej to też byłem zdania, że nieładnie - nie dość że korzystają, to jeszcze
                płacić musiałem...
                • white.falcon Re: Jeżdżenie na gapę, czy nie ;-D 30.10.05, 16:08
                  Nie dziwię się, że nie chcieli gadać. Gdyby do mnie na ulicy słup ogłoszeniowy
                  raptem się odezwał też bym nie gadała, a uciekłabym. Nie uciekali przed Tobą,
                  modra budko? ;-)

                  P.S. Przed modrą budka nie uciekałabym - nie ładnie by było, wszak znajomy. :-)
                  • toytoyek Re: Jeżdżenie na gapę, czy nie ;-D 30.10.05, 16:17
                    No i widzisz Sokole drogi, pozory mylą. Ja modra budka a gadam. I słupy czasem
                    też. A taki jeden co stoi na Marszałkowskiej to mój kuzyn. Rzadko gada, ale
                    czasem coś powie, to gdyby coś to się Sokole nie bój, on swój.
                    • white.falcon Gadające słupy ;-D 30.10.05, 16:24
                      A skąd Sokół ma wiedzieć, który ten "swój"? Jak odróżnić swojaka od nie-
                      swojaka? Bo z obcymi Sokółki nie będą zadawać się, bo jeszcze im piórka z ogona
                      powydzierają. ;-)
Pełna wersja