per.aspera.ad.astra
13.12.05, 11:54
Jakiś czas temu odszedł ode mnie ktoś,
z kim byłam zaledwie parę tygodni.
Byłam szczęśliwa ale nie zakochana.
Co on czuł? Nie wiem.
Był to bardzo wrażliwy człowiek...
Może nadal jest...
O decyzji rozstania poinformował mnie...
telefonicznie.
Wcześniej nastąpiło parę dni milczenia
i unikania kontaktu.
Zabolało.
Najbardziej zabolał brak szczerości i
prawa do uczciwej rozmowy.
Od rozstania minęło już trochę czasu.
Nie kochałam i nie kocham Go.
Żeby było jasne-
nie chciałabym być z Nim znowu.
Jednak nie potrafię zacząć żyć...
Nie umiem zapomnieć o sposobie,
w jaki rozstał się ze mną.
Straciłam wiarę w ludzi.
To, że jest wrażliwy może go trochę tłumaczyć-
nie chciał ranić mnie w cztery oczy...
Odezwałam się do Niego telefonicznie i
zaproponowałam spotkanie-
miałam bilety w pewne ciekawe miejsce.
Pomyślałam- że wspólne wyjście będzie dobrym pretekstem,
ale też ratunkiem (jeśli atmosfera byłaby nieciekawa między nami-
zawsze moglibyśmy rozpocząć rozmowę od komentowania wieczoru).
Powiedział, że da znać.
Nie dał znać...
Milczał...
Po kilku dniach napisałam szczerego e-maila...
Napisałam prawdę-
Że propozycja wspólnego wyjścia była poniekąd pretekstem.
Że nie miałam odwagi prosić wprost o spotkanie przy kawie i rozmowę.
Że to spotkanie było mi potrzebne do tego,
by zmienić to okrutne zakończenie,
które mi zafundował.
Chciałam mieć ładne wspomnienia.
Chcę otworzyć się na nowe znajomości...
Niczego bardziej nie pragnę.
Nie chcę pielęgnować w sobie złych uczuć.
Obecnie wydaje mi się, że każdy następny facet
któremu pozwolę się do siebie zbliżyć-
zachowa się tak jak on...
Jak tchórz...
Trudno mi zaufać komukolwiek...
Boję się zaangażować...
Napisałam mu w tym e-mailu, że potrzebuję normalnego,
miłego spotkania, bez wywlekania przeszłości
i tłumaczenia się co do niej.
Napisałam, że nie musi się obawiać tego spotkania.
Nie miałam już żadnych oczekiwań wobec niego poza tym jednym
- spotkaniem ostatnim.
Odpowiedział e-mailem.
Napisał, że nie rozumie mojej potrzeby spotkania
ale jeśli mi na tym tak zależy
to postara się wygospodarować trochę czasu...
Nie chcę litości.
Nie musi robić mi łaski.
Przemilczałam tego maila.
I przemilczę.
Nie chcę już tego spotkania,
choć wiem, że go wciąż potrzebuję...
Skoro on jednak nie rozumie mojej potrzeby do spotkania-
To uważam, że spotkanie się z Nim nie ma sensu.
Nie chcę spotkania z kimś, komu jestem totalnie obojętna...
Z kimś, kto milczeniem chciał dać mi znać,
że nie skorzysta z mojego zaproszenia.
Z kimś, kto nie dotrzymuje słowa...
Dlaczego nie mogliśmy się ładnie rozstać?
Dlaczego nie moglibyśmy od czasu do czasu iść gdzieś razem??
Dlaczego nie moglibyśmy wysyłać sobie życzeń świątecznych?
Urodzinowych i imieninowych??
Dlaczego wyrzucił mnie z pamięci???
Przez kilka tygodni byłam kimś ważnym, a teraz jestem NIKIM.
To boli.
Nie potrafię go znienawidzić.
Spotkamy się gdzieś przypadkiem i co?
Miniemy się w milczeniu bez słów???
Okropne...
On wrażliwy.. ja wrażliwa... ale sentymentów nie ma.
Dlaczego faceci kłamią?
Powiedział przez tel, ze da znać, a nie dał.
(w sprawie mojej propozycji)
Dlaczego chciał znów wybrać milczenie?
Okrutne, raniące milczenie???
To mnie boli.
Byłam ważna, już nie jestem. Rozumiem.
Pogodziłam się z tym.
Też Go nie pokochałam.
Ale przyzwyczaiłam się do Niego...
I brakuje mi jego obecności...
Odezwałam się do niego po kilku tyg.,
bo potrzebowałam zmienić zakończenie.
Zranił mnie ponownie...
Swoim milczeniem, a potem niemiłym e-mailem
dał odczuć, że nic nie znaczyło to co było między nami...
Tak bardzo pragnę mieć piękne wspomnienia...
Potrzebowałam zakończenia normalnego...
Takiego, na jakie zasłużyłam.
Bo zasłużyłam.
Po co piszę tutaj?
Chciałabym zrozumieć dlaczego mężczyźni wybierają milczenie?
Co w tym jest takiego, że milczenie jest lepsze od szczerej rozmowy?
Czy dlatego, że brakuje im odwagi?
Dużo pytań zadałam.. przepraszam za nie...
Widzę, że są na tym forum mądre osoby,
Może ktoś z Was napisze coś, co pomoże mi zacząć żyć,
bo bardzo tego potrzebuję i pragnę...