a co z nim?

29.12.05, 21:07
taka moze typowa, moze nietypowa sytuacje opisze, z ktorej nie wiem jak wybrnac...
otoz jestesmy ze soba juz 4 lata, jak w kazdym zwiazku bywaly z nami wzloty i upadki, jednakze ostatnio juz lekko sie pokrecilo...
W nagrode za dobre efekty pracy moj zaklad zafundowal nam 2dniowa wycieczke nad morze, jednakze moj mezczyzna powiedzial, ze byloby mu przykro gdybym pojechala, wiec probowalam sie grzecznie wymigac, okazalo sie jednak ze jest to wyjazd obowiazkowy.
Wymigac wiec sie nie da.
Moj mezczyzna nie jest w stanie tego zrozumiec, kiedy mu to powiedzialam, po prostu przestal sie odzywac.
Nie odzywa sie od wtorku, kompletne zero kontaktu, nie odpowiada rowniez na moje telefony i maile.
Napisalam mu juz, ze jesli nie chce ze mna byc przez to ze musze jechac, to moze niech skonczy ten zwiazek, ale oczywiscie na to rowniez nie odpisal...
Nie wiem wiec, czy on nie chce odpisac, bo ma to w glebokim powazaniu, czy sa jakies inne powody jego milczenia.
Mielismy spedzic razem sylwestra, a teraz chyba bedziemy w jednym miejscu ale osobno ;(
Nie wiem co robic, oczywiscie zalezy mi na nim strasznie, to dlugi i dobry zwiazek, ale po prostu juz nie mam sily i nie chce tez robic nic wbrew jemu.
Macie jakies rady?
    • ax82 Re: a co z nim? 29.12.05, 21:21
      Jeśli mu na Tobie zależy to sie odezwie. Może potrzebuje więcej czasu by dojść do jakiegoś wniosku.
      ---------
      Asia
    • white.falcon Re: a co z nim? 29.12.05, 21:39
      Dla mnie byłby to sygnał o tym, że ta druga osoba mi nie ufa. Jeśli nie dałaś
      nigdy powodów do braku zaufania (piszesz, że jest to długi związek), to
      zastanowiłabym się, czy tkwić dalej w nim. Poczekałabym na wyjaśnienie
      powstałej sytuacji przez Twoją połówkę i gdyby okazało sie, że takie, a nie
      inne zachowanie wynika tylko z obawy przed utratą nad Tobą jakiejś jego
      kontroli, to darowałabym sobie ten związek. Nie potrafiłabym funkcjonować w
      związku, w którym ktoś mi nie ufa bez żadnego powodu, bo "pachniałoby" mi to
      życiem z zegarkiem w ręku i bezsensownymi tłumaczeniami się z każdej minuty
      spóźnienia w drodze z pracy do domu i pt.

      Koleżanka dwa lata temu zakończyła swój związek właśnie z powodu bezsensownej
      podejrzliwości drugiej strony. Mało, że doszło do tego, że musiała tłumaczyć
      się, dlaczego w pracy nie było jej przy biurku, gdy dzwonił, to jeszcze musiała
      znosić dziwne awantury o to, dlaczego odezwała się do listonosza, czy
      sprzedawcy prasy w kiosku, bo druga strona odrazu sugerowała, że wszyscy
      panowie płci męskiej, łącznie z przełożonymi i kolegami w pracy są jej
      kochankami. Moim zdaniem, koleżanka zrobiła ze wszech miar słusznie, kończąc
      tak wyniszczające i bezsensowne "coś", w czym nie było nawet krzty zaufania z
      drugiej strony.

      Carlitko, sama oceń, o co chodzi i jeśli twoja sytuacja w czymś przypomina Ci
      opisany przykład, to może zastanów się, czy stać Cię na bycie z kimś, kto
      najchętniej to by Cię za nogę do stołu przywiązał i zakazał jakichkolwiek
      kontaktów ze światem i ludźmi, a nawet w takiej sytuacji podejrzewałby, że
      jedyną Twoją myślą jest zdradzenie tego człowieka.

      Pozdrawiam,
      Sokółka
      • carlitka Re: a co z nim? 30.12.05, 09:44
        No wlasnie nigdy nie dalam mu powodu do utraty zaufania. Staram sie byc w porzadku bo wiernosc jest dla mnie jedna z rzeczy najwazniejszych w zwiazku.
        On jednakze nadal sie nie odzywa. To juz 4 dzien, bez slowa wyjasnienia.
        Napisalam mu zeby w takim razie moze ze mna zerwal jak nie ma ochoty rozmawiac, ale nawet na to nie odpisal.
        Dlaczego????
    • carlitka Re: a co z nim? 30.12.05, 10:22
      no i mam odpowiedz.
      zerwal ze mna
      ;(
      bo tak.
      • ax82 Re: a co z nim? 30.12.05, 10:40
        Przykro mi. Ja po dwóch tygodniach milczenia z Jego strony usłyszałam tylko: "Nie wyszło".
        Wiem co czyjesz.
        ----------
        Asia
Pełna wersja