List otwarty do Boga :)

25.01.06, 01:02
Dobry Boże,

Prosiłem Cię w modlitwach, abyś mi zesłał kogoś, kogo pokochałbym, o kogo
mógłbym się troszczyć i z kim być na dobre i na złe.
I zesłałeś mi aniołka :) Spotkałem kobietę, dzięki której poznałem, co to
znaczy 'żyć dla kogoś'. Pokochałem ją całym sercem - za to jaka jest i za to
że jest.

Krótko mi jednak dane było cieszyć się jej towarzystwem. Strasznie mi jej
brakuje. Ale nie mam żalu, że tak się stało.

Proszę Cię Boże, daj jej zdrowie i szczęście. Spraw by ktoś - kogo pokocha -
pokochał ją tak bardzo jak ja ją kocham. Niech jej nigdy nie skrzywdzi i
niech jej da wszystko na co zasłguje. Niech życie się łagodnie już z nią
obchodzi.

A mi... daj Boże znak, jeśliby kiedyś potrzebowała mojej pomocy, abym nie
przegapił tego momentu.
    • aaaangelina Re: List otwarty do Boga :) 25.01.06, 01:11
      czysta forma miłości, pozwolić być szczęśliwym Jej, nawet jeśli to nie my
      jesteśmy tym szczęściem. POdziwiam
      • lisowa2 Re: List otwarty do Boga :) 25.01.06, 01:55

        piekne.....
        Wergili jestes wspanialym czlowiekiem, napewno spotka Cie bardzo mila niespodzianka od Boga. Napewno.
        Zaslugujesz...
        • Gość: . Re: List otwarty do Boga :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.06, 06:42
          Najlepiej wszystko na Boga zwalić i uspokoić sumienie... może ona jednak Cię już
          teraz potrzebuje...
          • Gość: . Re: List otwarty do Boga :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.06, 15:32
            Gość portalu: . napisał(a):

            > Najlepiej wszystko na Boga zwalić i uspokoić sumienie... może ona jednak Cię >już
            > teraz potrzebuje...


            Przepraszam Cię,przeczytałam Twoja historię i widzę,ze nie miałam racji;)

    • quickly List otwarty do Boga :) - moja interpretacja... 25.01.06, 08:28
      wergili napisał:

      > Dobry Boże,
      >
      > Prosiłem Cię w modlitwach, abyś mi zesłał kogoś, kogo pokochałbym, o kogo
      > mógłbym się troszczyć i z kim być na dobre i na złe.
      > I zesłałeś mi aniołka :) Spotkałem kobietę, dzięki której poznałem, co to
      > znaczy 'żyć dla kogoś'. Pokochałem ją całym sercem - za to jaka jest i za to
      > że jest.
      >
      > Krótko mi jednak dane było cieszyć się jej towarzystwem. Strasznie mi jej
      > brakuje. Ale nie mam żalu, że tak się stało.
      >
      > Proszę Cię Boże, daj jej zdrowie i szczęście. Spraw by ktoś - kogo pokocha -
      > pokochał ją tak bardzo jak ja ją kocham. Niech jej nigdy nie skrzywdzi i
      > niech jej da wszystko na co zasłguje. Niech życie się łagodnie już z nią
      > obchodzi.
      >
      > A mi... daj Boże znak, jeśliby kiedyś potrzebowała mojej pomocy, abym nie
      > przegapił tego momentu.

      ----

      Najwyrazniej widze, ze jakas lola zrobila Cie kochaniutki w balona.
      Ale nie martw sie: nie Ty pierwszy i nie ostatni.

      Na pewno teraz ta lola hula sobie z jakims cieniasem... moze zrobili sobie
      wypad do Zakopca? Smigaja z takiej Gubalowki na nartach. Albo nawet nawet
      takiej desce do zjezdzania...
      A niech tam! Niech sie glupia cieszy...

      Ale po co do tego mieszac, wergili, samego Szefa? On ma teraz inne
      zmartwienia, niz jakas tam lola, co to sie "juz" odkochala. Popatrz, ludzie
      spieprzyli ziemski klimatyzator, teraz On zapwne glowi sie jak to wszystko
      odkrecic...

      Zamiast tego, daj Szefowi spokoj, rozejrzyj sie uwaznie do okola siebie.
      Ty nie wiesz, ze nie wiesz, ze nie wiesz. (Tak, tak. Nie wiesz, ze nie wiesz...)

      Nawet nie wiesz, kto moze teraz czekac na Ciebie...
      "Szukajcie, a znajdziecie,
      pukajcie a otworza wam..."
      • white.falcon Re: List otwarty do Boga :) - moja interpretacja. 25.01.06, 12:19
        W 100% podzielam pogląd Quickly'ego na sprawę. Dodam od siebie - jako tekst
        literacki mi się podoba. :-)
      • meduza4 Re: List otwarty do Boga :) - moja interpretacja. 25.01.06, 15:50
        quickly napisał:


        > Nawet nie wiesz, kto moze teraz czekac na Ciebie...
        > "Szukajcie, a znajdziecie,
        > pukajcie a otworza wam..."

        Tak, tak Quickly, na mnie czeka sukces i kariera i nigdy wcześniej o tym nie
        wiedziałam.

        Dopiero teraz jakiś worek z dobrymi wydarzeniami się otworzył i sypie się z
        niego jedno za drugim...

        Tylko ten mój wymarzony facet nie chce się wysypać.
        Może ugrzązł w tym worku i wyleci na samiutkim końcu, kto wie???

        A tak swoją drogą to daj pyska, kochany małpiszonie :-DDD
      • mandaryn_ka Re: List otwarty do Boga :) - moja interpretacja. 25.01.06, 17:34
        Banalizując nieco Twoje głupawe podejście do tematu, przytoczę Ci
        apostrofę, o nieco innym przedmiocie...

        Jak pamiętam, służbowo chodzisz w jakimś tam mundurze, więc
        może bardziej do Ciebie przemówi ten tekst,
        niźli tekst Autora wątku!

        "Boże!
        Mimo tylu modlitw do Ciebie
        ciągle przegrywamy nasze wojny.
        Jutro znowu będziemy walczyć w bitwie,
        która jest naprawdę wielka. Ze wszystkich sił potrzebujemy Twojej pomocy
        i dlatego muszę Ci coś powiedzieć:
        ta jutrzejsza bitwa to będzie ciężka sprawa.
        Nie będzie w niej miejsca dla dzieci.
        Dlatego proszę Cię, nie przysyłaj nam na pomoc Twojego Syna.
        Przybądź sam."
        • white.falcon Re: List otwarty do Boga :) - moja interpretacja. 26.01.06, 10:39
          Hej, Mandarynko! :-)

          Miło Cię ponownie widzieć na forum. :-) Poparłam w kwestii dyskusyjnej tego
          wątku opinię Quckly'ego. I może powiem, dlaczego.

          Istotnie, ludzie zwracają się do Boga, kierując swe prośby w chwilach istotnych
          dla życia, bardzo ważnych, kiedy tylko od Boga zależy, jak potoczą się losy
          ludzkie: podczas ciężkiej choroby swojej lub bliskich, w czasie wojny, przed
          podróżą (wiadomo, co się dzieje na drogach) i pt. Dlatego mnie nie dziwi w
          takich sytuacjach kierowanie próśb do Boga. Natomiast w sytuacji Autora wątku -
          po to mamy wolną wolę, by wybierać i nie obciążajmy swoimi nietrafionymi
          wyborami Pana Boga. Nie umniejszam tu piękna literackiego wpisu Wergiliego, ale
          może warto okazać trochę pokory, uznając, że to nie wina lub zasługa Boga w
          tym, że my trafiamy z wyborami osoby ukochanej lub nie trafiamy. To tylko nasz
          wybór, nasza decyzja, a nie decyzja i ubezwłasnowolnienie ze strony Pana Boga.

          Pozdrawiam,
          Sokółka
          • mandaryn_ka Re: List otwarty do Boga :) - moja interpretacja. 26.01.06, 14:49

            "(...)i nie obciążajmy swoimi nietrafionymi wyborami Pana Boga"

            Nie znalazłam w tym poetycko-lirycznym ujęciu bezpośredniego zwrotu do Boga,
            ani cienia żalu, czy też, jak to ujęłaś: "obciążenia nietrafionym wyborem Pana
            Boga".
            Natomiast to, co mnie urzekło to fakt, że Autor potrafi pogodzić się z losem,
            a kochając nadal, czyni to tak, aby nikogo krzywdzić. Mało tego, cierpiąc
            składa na ołtarzu spokoju swego ducha, obiecując gotowość, do poświęceń w imię
            dobra ukochanej osoby.

            I to jest właśnie przykład BOHATERA ROMANTYCZNEGO, o którego tak często tutaj
            pytacie...

            Jest gotów poświęcić swój spokój, dumę, czas, wygody dla tej, którą umiłował.

            :-)

            p.s.

            Miło Cię czytać white.falcon. Ja również się cieszę, że po długiej wędrówce
            znów TU spoczęłaś i możemy Cię mieć, tak odrobinkę dla siebie...:-)
            Pozdrawiam Cię cieplutko!
            • white.falcon Re: List otwarty do Boga :) - moja interpretacja. 26.01.06, 23:57
              Również odpozdrawiam serdecznie, Mandarynko! :-)

              Zdałam sprawę, że my obydwie mamy rację ponieważ Ty dokonałaś bardzo trafnie
              ujętej oceny literackiej napisanego przez Wergili tekstu - niejako z pozycji
              romantycznej, zaś ja podeszłam do tekstu z punktu widzenia życia realnego oraz
              zachaczyłam o kwestie teologiczno-filozoficzne. Poprostu spojrzałysmy na to
              samo z różnych stron. I coś fajnego nam wyszło i za to lubię czytać opinie
              innych, gdyż raptem odkrywają to, czego nie dostrzegam. :-)
      • Gość: sirius Re: List otwarty do Boga :) - moja interpretacja. IP: *.people.net.au 26.01.06, 14:44
        Widac tutaj dwie drogi rozchodzace sie
        w calkiem innych kierunkach, polnoc poludnie,
        rano i wieczor, z jednej strony wergilli pisze ze
        pogodzil sie z losem i pisze ze chcialby by ona byla
        kochana tak jak on ja kochal, czuje sam w czym rzecz,
        z drugiej quickly (czy ten nick ma cos wspolnego z szybkoscia
        w lozku?) pisze o szefie, loli, jakbym czytal "zlego" bramowy
        slownik, smak lizaka i macho macho man, lola zrobila
        w balona, bla bla, porady dla nastolatka. Bullcrap quickly,bull.
    • ladyx Re: List otwarty do Boga :) 25.01.06, 09:18
      "Nie o uśmiech mi chodzi, bo śmiałaś się nie raz
      Ale o to co kiedyś wytworzyło się w nas
      Coś co przyszło tak nagle i przeszło jak wiatr
      Czego właśnie najbardziej mi brak
      (...)
      Jesteś moim aniołem, mą miłością bez dna
      Jesteś moją boginią, którą widzę co dnia
      Jakże długo mam czekać, jak prosić Cię mam
      Każesz trwać niepewności, więc trwam
      (...)
      Żyję jak grzeszny anioł w tłumie ludzi, lecz sam
      Jeszcze tli się nadzieja, że spotkam Cię znów
      Do księżyca się śmieję, przywołuję Cię: Wróć"

      Pozdrawiam :)
      Uśmiechnij się czasem. Oglądając się wciąż za siebie, możesz potknąć się o
      teraźniejszość.
      • Gość: Mis koragol Re: List otwarty do Boga :) IP: *.sbc.com 25.01.06, 15:26
        " hej dziewczyno aaaa
        spojrz na misia aaaa
        ktory w oczach ma tylko
        szare lzy "

        Pozdrawia mi sie Misie
      • iwona334 Re: List otwarty do Boga :) 25.01.06, 15:47
        ladyx napisała:
        Oglądając się wciąż za siebie, możesz potknąć się o teraźniejszość.

        I wyrznac lbem w przyszlosc :)
    • facettt Poczekaj, podrzuce Ci srodek transportu :) 25.01.06, 15:43
      Zapakuj ten list szczelnie, to moze dojdzie do adresata :)
      misteriumministra.blox.pl/resource/list_w_butelce.jpg
      • khinga Re: Poczekaj, podrzuce Ci srodek transportu :) 25.01.06, 15:57
        ...i po wielu latach Twoja ukochana go znajdzie i postanowi Cię odszukać:)
    • mandaryn_ka Re: List otwarty do Boga :) 25.01.06, 17:23
      Ojeeej, aż mi łezki spłynęły po policzkach ze wzruszenia...
      Takie to piękne...
      Jak by to było fajnie być przez kogoś tak pokochanym...
      • piotr_321 Re: List otwarty do Boga :) 26.01.06, 10:50
        Jak bys miala jeszcze meza to nie wiem czy tak fajnie ;)
    • Gość: &&& Re: List otwarty do Boga :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.06, 21:02
      Zastanawiam sie czy nie okłamujesz nas trochę pisząc o zesłanym przez Boga
      aniołku.
      Kochać jednak potrafisz, ciekawe czy tylko na forum?
    • Gość: sirius Re: List otwarty do Boga :) IP: *.people.net.au 26.01.06, 15:43
      Po drugie
      Tekscior quickly(ego) jest obrazliwy, tu wtrace czemu tekscior a nie
      tekst, tekst ma sens tekscior udaje ze ma, wracam do poziomu,
      tekscior jest obrazliwy wobec wergilliego, wobec wszystkiego
      co napisal, w jaki sposob napisal, dlaczego napisal, to co pisze
      quickly to rozmowa z podpitym kumplem w oficerskiej kantynie po
      nieudanej wizycie w azjatyckim burdelu. Najgorszym jest to ze wergilli
      to nie jest kumpel quickliego, to nie jest ta noc, zle miejsce i czas
      i na dodatek nie jestem pewny czy wergilli pije, czy lubi lole i
      narty i w dodatku ma calkowite zaufanie do szefa.
      • Gość: lola Re: Sirius IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.06, 15:52
        Sirius rozumiem,że ta lola jest umowną panienką w tym Zakopcu ,z innym na desce
        itd.,ale chciałam zauważyć,że ja tu sobie tak się nazywam i dlatego proszę Cię
        (jak kobieta mężczyznę)daj spokój loli:)A nawiązując do Wergilliego,to ma
        piękne imię internetowe i widocznie szlachetną duszę.Szlachetną nie znaczy
        słabą,wprost przeciwnie-aby życzyć kochanej osobie szczęścia z kimś
        innym,trzeba mieć w sobie wiele siły,albo być masochistą.Niemniej jednak
        pozdrawiam Cię Wergiliuszu i pozostaję pod wrażeniem.
        • Gość: sirius Re: Sirius IP: *.people.net.au 27.01.06, 11:56
          Moja Droga, coz takiego uczynilem loli ze mam jej
          dac spokoj, podoba mi sie jej gust jesli chodzi
          o wybor stolicy Tatr na spedzanie wolnego czasu jak i sport
          ktory uwielbia, nie ma zima nic lepszego niz smiganie po stokach
          z wiatrem za pan brat. Bardziej ciekawi mnie w jaki sposob
          spedza czas Pan Wergilli, mysle ze objal malo platna posade
          w TOPR i czuwa nad jej bezpieczenstwem.
    • synapsa.renesansu Mowia, ze Bog jest dobry 26.01.06, 21:24
      moze wiec znow Cie wynagrodzi. Nie mniej, badz czujny, Wergili, zebys nie
      przegapil tego, albo innego momentu... Twoje oddanie i milosc sa piekne,
      zaslugujesz na wszystko co najlepsze. Badz dobrych mysli i nie zalamuj sie,
      zyj, bo zycie ma wiele wymiarow i barw, i nie jest wieczne. Trzeba o tym zawsze
      pamietac.
      Zycze Ci szczescia i powodzenia.:)
    • Gość: ja przebudzony Re: List otwarty do Boga :) IP: 217.153.161.* 27.01.06, 09:34
      Myślę że ta "publikacja ma jeden cel".
      widać po reakcji panienek że się udało.

      Jeśli się mylę-sory
    • troll16 Re: List otwarty do Boga :) 28.01.06, 11:20
      To bardzo piękne słowa. Bardzo mi sie podoba to co napisałes. Mam nadzieję, ze
      nie tylko tak piszesz, mówisz, ale też myślisz i czynisz bo to jest prawdziwa
      sztuka. Do Twojego listu bardzo pasują słowa: błogosławię Ci i pozwalam odejść.
    • wergili W odpowiedzi na Wasze posty :) 28.01.06, 15:00
      Miałem nic już nie napisać w tym wątku, gdyż myślałem, iż wszystko, co chciałem
      wyrazić, i do kogo chciałem to skierować – jest już tutaj zawarte.

      Wasze posty skłoniły mnie jednak do zmiany postanowienia. Przede wszystkim
      dziękuję bardzo każdemu z Was, z osobna – kto się tutaj wpisał. Jesteście
      bardzo mili.

      Po wpisie "ja przebudzonego" zadałem sobie pytanie o cel zamieszczenia mojej
      prośby właśnie tutaj – przecież mogłem zachować to dla siebie. Nie wiem, jakiż
      to cel miałbym osiągnąć tą "publikacją"... Dla mnie to nie jest żadna
      publikacja, żaden tekst literacki – jest to tylko wyrażenie uczuć i pragnień.
      Dlaczego tutaj? Gdyż tutaj mogę to zrobić. Część moich znajomych przyjaźni się
      też z "Aniołkiem", i postanowiłem, iż będę unikał w rozmowach z nimi tego
      tematu. Tylko z moją przyjaciółką mogę porozmawiać o tym wszystkim; ona jedyna
      nie stara się – jak inni znajomi – mnie przekonać, iżbym się odkochał czy
      zapomniał. Brak możliwości okazania uczuć sprawia, iż muszę to wszystko dusić w
      sobie. A to jest okropne.

      Pogodzenie się z tym, o czym napisałem nie jest łatwe. Ja w każdej sekundzie
      muszę powstrzymywać się przed wciśnięciem jednego guziczka, kiedy to mógłbym
      usłyszeć JEJ głos. Po napisaniu tego, co jest powyżej, naszła mnie np. chęć
      wysłania JEJ linka do tego 14 lutego – i wiem, że muszę się przed tym
      powstrzymać. Poza tym to jest też o tyle trudne, iż ja uważam, że facet
      powinien walczyć o kobietę – i chcę walczyć – ale jednocześnie mam dylemat:
      walczyć – czy uszanować jej wolę. Ja nie jestem żadnym bohaterem mandaryn_ko
      (serdecznie pozdrawiam Cię i życzę szczęścia) – nie poczuwam się. Jestem
      zwyczajnym facetem. Siłę aby to wszystko znosić, mam tylko dzięki temu, iż mogę
      sobie wyobrazić JĄ jak się uśmiecha, jak jest szczęśliwa – i wtedy jestem w
      stanie znosić to wszystko.

      A jeszcze co do Waszych postów...

      Sokółko – czy uważasz, że moje życie nie jest realne?

      Sirius – masz ładny styl pisarski :)

      Facettt – dzięki za środek transportu, ale nie skorzystam – Odra jest skuta
      lodem. Wierzę, iż i tak moja prośba dotrze do Boga (ma pewnie dostęp do netu ;)

      Lola – nie jestem masochistą – nie odczuwam żadnej przyjemności, z faktu, że
      jest to miłość nieodwzajemniona.

      Synapsa.renesansu – dziękuję!

      I wreszcie szczególnie serdeczne pozdrowienia dla Ciebie Ladyx. Właściwy
      fragment tekstu piosenki przytoczyłaś i dobrą radę. Staram się żyć
      teraźniejszością i myśleć o przyszłości (bo czyż "Aniołek" chciałby, abym przez
      Nią skomplikował sobie życie? Wiem, że nie). Mam ambitny plan nadrobienia w
      ciągu najbliższych miesięcy zaległości w pisaniu mojej pracy doktorskiej.
      Staram się cieszyć w każdej chwili z tego, co mam – cieszyć się też z tej
      miłości w samotności. Pozdrawiam cieplutko :-)
      • Gość: lola Re: W odpowiedzi na Wasze posty :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 15:30
        Wergili nie chciałam Cię urazić tym "masochistą".Tak jak wcześniej
        napisałam,jestem pod wrażeniem Twojej szlachetności i siły z jaką znosisz swój
        los.Oczywiście, nie Ty pierwszy i nie Ty ostatni cierpisz z powodu zranionych
        uczuć,ale Ty-jako jeden z nielicznych-cierpisz godnie i naprawdę po
        męsku.Piszesz,że chcesz walczyć o tę miłość.Walcz!!!Jeżeli dziewczyna
        ceni "człowieka w człowieku",to masz duże szanse na zwycięstwo.Może to będzie
        wymagało trochę czasu,ale wierzę,że kiedyś(nie wiem ile trwa "kiedyś")pokocha
        Cię tak jak Ty kochasz ją dziś.I tego życzę Ci z całego serca.Lola
        • wergili Re: W odpowiedzi na Wasze posty :) 28.01.06, 15:41
          Nie uraziłaś mnie :) Dziękuje!
      • Gość: ja Re: W odpowiedzi na Wasze posty :) IP: 217.153.161.* 28.01.06, 15:39
        Jedyne co przychodzi mi na myśl to uderzyć się w pierś...Może lepiej w glowę!
      • white.falcon Realność i nierealność 28.01.06, 19:27
        Wergili, nigdzie nie napisałam, że uważam Twoje życie za nierealne. Twój wpis
        odebrałam tak, jak pisałam pożywej - w dyskusji z Mandarynką, więc powtarzać
        się nie będę. Dodam jeszcze, Twój wpis jako wprawkę literacką powstałą w
        oparciu o doświadczenie porzucenia przed jakąś Panią, niekoniecznie Twoje -
        takie abstrakcyjne ujęcie tematu, przekazanie możliwych emocji towarzyszących
        temu stanowi, nie sądząc, że wpis ma więcej z życia. Cóż, ja jestem jak widać
        mało romantyczną osobą lub też życie oduczyło mnie skutecznie od bycia
        romantyczną. Tak, czy owak - wiesz, Wergili, skoro wpis nie jest literackim
        utworem, tylko opisem rzeczywistości, to przepraszam. W takiej sytuacji nie
        powinnam dokonywać jego analizy, zostawiając wypowiadanie się na temat wpisu
        osobom z krztą romantyzmu w sercu.

        Pozdrawiam,
        Sokółka
    • nom73 Re: List otwarty do Boga :) 29.01.06, 12:04
      wergili napisał:

      > I zesłałeś mi aniołka :) Spotkałem kobietę, dzięki której poznałem, co to
      > znaczy 'żyć dla kogoś'. Pokochałem ją całym sercem - za to jaka jest i za to
      > że jest.

      Kochać to pragnąć szczęścia drugiej osoby ...

      > Krótko mi jednak dane było cieszyć się jej towarzystwem. Strasznie mi jej
      > brakuje. Ale nie mam żalu, że tak się stało.

      ... i jeżeli teraz czuje się szczęśliwa to nie masz się co żalić i nie martw
      się, tylko dalej ją kochaj. :-)
      • quickly List otwarty od quicklego dla wirgiliego... 30.01.06, 03:45
        Przestan sie smucic wirgil...

        Rzecz w tym, ze radosc i nieszczescie do pary po swiecie chodza. I dobrego
        doznasz, chocbys nie mial nadziei, i zlego nie unikniesz, chocbys nie wiem jak
        chcial. Z obu plecie sie Twoje zycie i Twoje zbawienie...

        Byle przed niczym nie uciekac, tylko na gwalt ze wszytskich swoich sil zyz a
        zyc.

        Bo chocbys nie mial z czym wyjsc przeciw swemu nieszczesciu, to wyjdz z niczym,
        z sama tylko smialoscia i z samym Twym sercem czlowieczym.

        Jest w Tobie cos skrzace i wazne, Bogu do czegos na swiecie potrzebne, co
        walczyc bedzie i niespodzianie tryumfy Ci przyniesie.
        • quickly Quickly juz stary literek nie dowidzi... 30.01.06, 03:46
          • quickly Re: Quickly juz stary literek nie dowidzi... 30.01.06, 03:47
            Zamiast wergili, wirgili napisalem...
          • white.falcon Chciałbyś, Quickly ;-) 30.01.06, 12:17
            Oj, tam zaraz niedowidzi i stary. Słoneczko naświeciło w oczka i tyle. :-)
    • thecynio Re: List otwarty do Boga :) 30.01.06, 13:26
      tez bym chetnie napisal list do Niego..dawno nie pisalem nic na tym forum.Tez
      ciezko przezylem utrate milosci choc minelo juz troche czasu to mysle o Niej
      czasami..walcz moze wygrasz zycze Ci tego ja tez walczylem kosztowalo duzo
      zdrowia ale warta byla tej walki.szkoda tylko ze przegralem ,teraz sie prostuje
      po moich przezyciach staram sie zapomniec choc czasem nie jest latwo..tez
      chcialbym zeby Ona do mnie wrocila ale chyba tak nie bedzie..coz tak bywa..ale
      widze ze jestes silny,ja nie bylem..zycze Ci duzo szczescia
      Pzdr dla whitefalcon
      • rellisys Re: List otwarty do Boga :) 30.01.06, 13:28
        walczyć można o kogos, jesli ten ktoś nas choć trochę kocha. A ona chyba kocha
        innego z którym jest szczęśliwa, więc walka nic nie da. Przysporzy tylko
        autorowi bólu.
      • wergili Każdy kiedyś umrze, za to nie każdy wie jak żyć :) 31.01.06, 00:50
        ...ten świat jest tak poukładany, że - jak piszesz thecynio – jeśli coś nie
        idzie po naszej myśli – jeśli nie można być z TYM KIMŚ, to uważa się, bądź
        pisze się, iż "utraciło się miłość". Dlatego pewnie te wszystkie dobre rady,
        iżbym zapomniał, odkochał się (również z JEJ strony).
        Bo jeśli tak się nie stanie, to co? Zostanę sam... Przeoczę kogoś innego... Phi

        Ja niczego nie utraciłem!!!! Ja tylko coś zyskałem. Dlaczego nie mogę
        się "odkochać"? Nie wiem. Przecież nie o urodę tu chodzi (choć zboczę z wątku -
        jest najpiękniejszą niewiastą na tym ziemskim padole – dla mnie
        przynajmniej :))). Ale ma coś w sobie co sprawia, że nie mogąc przestać o niej
        myśleć i martwić się o nią, albo gdy dane mi było cieszyć się jej towarzystwem –
        dusza mi się raduje/radowała. DUSZA; no bo serce wiadomo... tęskni. W każdym
        bądź razie przestać kochać jej nie zamierzam (tak jak napisał nom73). Nie
        zamierzam też burzyć jej szczęścia.

        Dzieki quickly za to co napisałeś! Masz rację. Staram się nie smucic! Nie wiem
        czy gdzies napisałem – ze to co mnie spotkalo to nieszczęście – wydaje mi się
        ze nie napisalem. Ty piszesz o nieszczęściu. Jednak w moim przypadku nie można
        mowic o nieszczęściu. Nieszczęście to, to co spotkalo ludzi w Katowicach. Gdy
        CI ktoś bliski umiera, gdy spotyka kogos wypadek lub ciezka choroba – to jest
        nieszczęście!
        Ja nie jestem nieszczęśliwy. Ja wychodze naprzeciw zyciu z wiarą, nadzieja i z
        (teraz już mogę to powiedzieć) miłością.
        No i z odwagą może jeszcze skromniutką.
        Obejrzałem dziś znowu jeden z moich ulubionych filmow: Braveheart.
        Obejrzałem go aby usłyszeć jedno zdanie: "Każdy kiedyś umrze, za to nie każdy
        wie jak żyć".
        Czy Ty drogi czytelniku mojego postu, wiesz jak żyć?
        Ja wiem! I nie jest to buńczuczne stwierdzenie. Nie jestem wspaniały,
        mądry i wszystkowiedzący. Przeciwnie – im więcej się uczę, tym bardziej poznaję
        ogrom mojej niewiedzy. A im dłużej zyje, odkrywam moje kolejne wady i to jaki
        jestem niewspaniały. Jedyne co mogę zrobić, to starać się być lepszym :))) I
        dbac o to co dla mnie w zyciu najważniejsze...

        :)))
        • quickly Każdy kiedyś umrze, za to nie każdy wie jak życ... 31.01.06, 01:25
          Takie juz jest to zycie.
          Na dobra sprawe los nasz na koncu jest zawsze jednaki: ziemia, deska, lopata i
          krzyzyk.

          Ale chyba najtrudniej znalezc sobie w tym zyciu jakis cel.

          Ja kiedys taki cel mialem... Ale dawno to bylo. I szedlem sobie do tego celu,
          ale po drodze zapomnialem dokad zmierzam. (Ale chyba na manowce jeszcze nie
          zszedlem? A moze zszedlem? Moze juz doszedlem do tych "manowcow", tylko, ze o
          tym nie wiem? W takim razie, nie taki diabel straszny, jak go maluja.)

          Lata wskakuja mi do zyciorysu coraz szybciej, a pociag pedzi coraz bardziej...

          Wiesz co wergil, jak Cie czytam, to jabym przechodzil przez to jeszcze raz.
          U mnie dawno to bylo i wtedy tez cos sie we mnie rwalo...
        • rabea1 Re: Każdy kiedyś umrze, za to nie każdy wie jak ż 31.01.06, 08:22
          Dla mnie zycie jest zbiorem momentow, przyjemnych, smutnych, radosnych, zlych,
          itd. By zycie bylo pelne, powinnismy te skladanke ulozyc w pewien obraz.
          Zeby obraz mogl powstac, czesci musza byc ze soba zgrane w formie i tresci.
          Zycie jest wiec dla mnie, umiejetnoscia polaczenia wszystkich puzzle.
          Jak z tego wynika, gdyby nasze zycie nie mialo tych "smutnych elementow" nie
          bylibysmy w stanie poznac jego istoty (tego obrazu).
          Potrafie sie wczuc w sytuacje Wergili, bo i ja cos takiego przezylam.
          Dane mi bylo przezyc cos wspanialego.
          Tym przezyciem powinnam byla wypelnic w moim obrazie pewna luke, tak sobie to
          tlumacze :))
          Pozostaly wspomnienia, ktore zachowam na zawsze w moim sercu:))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja