nie rozumiem, o co chodzi...

IP: *.public.miller.colby.edu 10.11.02, 03:49
wczoraj zrozumialem, ze mimo iz umiem rozwiazac wiele zadan matem., umiem
pisac dobre wypracowania z filozofii, umiem strzelic mnostwo ladnych goli,
umiem dobrze tanczyc, moge zrozumiec Kanta itp., co jak co, ale swojej
dziewczyny nigdy nie zrozumiem
gdy wydaje mi sie, ze jest dobrze, okazuje sie, ze jest zle i odwrotnie

wyglada to tak:
siedze sobie teraz w stanach na studiach, a moja ukochana w polsce
gadam z nia ok. 8 h/tyg. przez tel.
wydawalo mi sie, ze wszystko jest w porzadku, lecz od czasu do czasu ona cos
tam wymysla, ze to nie ma sensu, a ona w to nie wierzy
nie moge nic z tym zrobic, bo w ogole nie kumam, o co jej chodzi
najpierw mowi mi, ze mnie kocha na zawsze i nie wyobraza sobie zycia beze
mnie, a potem nagle rzuca, ze nie wierzy w zwiazki na odleglosc, ze nie chce
na nic czekac, ze za 3 lata ja i tak "nie zrezygnuje z kariery" dla niej, a
ona do stanow ze mna nie pojedzie, ze ona chce byc szczesliwa teraz, a nie
kiedys tam, ze i tak to nie przetrwa, ze nasza milosc to jakies marzenie,
ktore i tak sie nie spelni, a poza tym w ogole jest jej zle
troche bez sensu, bo gdy pytam, w jaki sposob moze sie nie spelnic, nie
otrzymuje zadnej racjonalnej odpowiedzi
najczesciej chodzi jej o to, ze ona sama jakos nie wytrzyma i zerwie, ale nie
otrzymalem odpowiedzi, co mogloby ja do tego doprowadzic
wtedy ja z kolei sie wkurzam i mowie, ze jesli jest jej zle, jesli to cos nie
jest warte czekania, jesli mnie nie kocha, moze lepiej sie rozstac
ona na to znow mowi, ze wcale nie chodzi o to, bo kocha mnie i nie ma nic,
czego pragnelaby bardziej niz byc ze mna
wtedy pytam "no wiec gdzie ten problem?", a ona na to, ze nic nie rozumiem

kurde, w koncu doszedlem do tego, ze nie chodzi jej wcale o przyszlosc, ale o
to, ze po prostu mnie nie ma przy niej
podobno mysl o mnie nie daje jej spokoju i nie moze sie przez to skupic na
niczym
ale w jaki sposob od tego, ze jest jej zle beze mnie, doszla do wniosku, ze
ten zwiazek nam sie nie uda?
gdy powiedzialem jej, ze te 2 rzeczy nie maja ze soba nic wspolnego, znow
uslyszalem, ze nic nie rozumiem, bo oczywiscie sa ze soba powiazane...

no i co mozna na to poradzic?
w ogole o co jej chodzi?
lubie lamigowki, ale jakos czuje, ze tej lamigowki nie rozwiaze :(
    • efwa Re: nie rozumiem, o co chodzi... 10.11.02, 04:01
      to jest wlasnie uroda zwiazkow na odleglosc, zreszta chyba w ogole zwiazkow.
      trzymaj sie w tym maine.
      ewa
      • Gość: kobieta Re: nie rozumiem, o co chodzi... IP: *.elartnet.pl / *.elartnet.pl 10.11.02, 14:19
        Moim zdaniem brakuje Twojej dziewczynie obecności fizycznej, kontaktu,
        przytulania, ciepła na codzień. Może trudno jej znieść taką rozłąkę,
        pragnie Ciebie tu i teraz, z zazdrością i tęsknotą patrzy na ulicy na przy-
        tulone i całujące się pary .Boi się także , że po latach smutnego oczekiwania
        coś się wydarzy / zakochasz się w innej / i ona zostanie sama z poczuciem,że
        zmarnowała te lata na czekanie. Nie wiem jak często możecie się widywać ale
        jak jest się zakochanym to każdy dzień jest ważny.Ja też kiedyś tak tęskniłam,
        Boże ,jak marzyłam aby chociaż się przytulić i czasami czułam że nie wytrzymam,
        że smutek mnie ogarnia i apatia i przyszłość jakaś mglista i nierealna,że
        na końcu nie będzie nagrody.Jest jeszcze jeden problem, może podświadomie
        nie nazwany. Zmieniamy się każdego dnia. Za kilka miesięcy,lat nie jesteśmy
        wcale tacy sami- inne doświadczenia, charaktery,poglądy ,inne spojrzenie
        na tzw."życie" - czy będziecie wtedy też do siebie pasować ? Może tego też
        boi się Twoja dziewczyna. Ona tu "została" a Ty idziesz tam "do przodu "-
        przynajmniej tak to może odczuwać.Po prostu przyjedż ,jeśli tylko możesz,
        przyjeżdżaj jak najczęściej, jeśli ona nie może do Ciebie.
        Powodzenia życzę.
    • apf Re: nie rozumiem, o co chodzi... 10.11.02, 15:27
      a problemu odległości nie widzisz?

      może jej potrzeba czegoś więcej niż cyberseksu, hehehe.
    • Gość: Pola Re: nie rozumiem, o co chodzi... IP: *.extern.kun.nl 10.11.02, 20:35
      zwiazek na odleglosc to ciezka sprawa, nie kazdy ma w
      sobie tyle sily, aby to przetrwac...
      Jestem po dwoch zwiazkach na odleglosc (drugi wlasnie
      dogorywa...) i wiem, ze trzeci raz nie zdobylabym sie cos
      takiego, rozumiem rozterki Twojej dziewczyny...
    • white.falcon Re: nie rozumiem, o co chodzi... 10.11.02, 22:47
      Ja też nie mam predyspozycji do rozwiązania tej łamigłówki. Ile macie lat? Jak
      nie macie -naście to bez emocji zadajcie sobie pytanie - co Was łączy (bo
      odległość nie dzieli, chyba, że ktoś tak chce)i z czego wynika taka sytuacja
      (brak wzajemnego zaufania, coś innego - to Wasze sprawy, które wyjaśnicie
      między sobą). Porozmawiajcie szczerze ze sobą.:)
      Pozdrawiam. I życzę jak najlepiej.:)
    • Gość: pom Re: nie rozumiem, o co chodzi... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 10:52
      Przeżyłam długoletni związek na odległość. Trwał 5 lat a 1800 km to nie podróż
      pociągiem godzinkę... Widywaliśmy się raz na parę miesięcy, dwa razy nie
      widzieliśmy się pół roku.
      Czy to może przetrwać? Może. Ale trzeba ogromnej determinacji. Nam się nie
      udało nie ze względu na odległość, tak naprawdę. Mieliśmy plany, żeby się
      pobrać i razem u niego zamieszkać. Ale przyszło inne opamiętanie - jego
      niefrasobliwość, brak poważnego podejścia do życia. a samą poezją, miłością i
      pieniędzmi od rodziców żyć nie można. To tak w ogromnym skrócie.

      Znam rozterki Twojej dziewczyny. Trzy lata to przepaść i straszny ból,
      szczególnie jak się zaczyna kochać. Pamiętam Twój wątek o wkurzającej
      nieszczęśliwej miłości poznanej na przystanku w zimny wieczór.:) Jeśli ona
      kocha Ciebie tak jak Ty ją, to połowa sukcesu. Nie wiem, czy będziesz
      przyjeżdżał do kraju. Ale jeśli chcesz, by to nie uciekło tak głupio, by trwało
      przez ten ciężki czas - dobrze by było, gdybyś przyjeżdżał jak często to
      możliwe...

      Bo tak naprawdę związek na odległość to nie jest związek. Kochamy, tęsknimy,
      ale w rzeczywistości wspólny świat jest tylko w sferze wyobraźni. A nie każdy
      jest na tyle silny, by tą wyobraźnią tak długo żyć. Ja wytrzymałam bardzo
      długo. Ale czy Twoja dziewczyna to będzie potrafiła? Nie wiem. Utwierdzaj ją w
      swym uczuciu ZAWSZE. Nawet jak będziecie oboje bardzo wątpić w to wszystko.
      Jeśli jest jakaś granica czasowa, kiedy czas gra na Waszą korzyść i macie
      wspólny cel jest łatwiej. Ale ten czas trzeba po prostu WYTRZYMAĆ.
      Zyczę Wam tego z całego serca.
    • messja Re: nie rozumiem, o co chodzi... 11.11.02, 14:55
      ja natomiast bardzo dobrze rozumiem twoja dziewczyne. i jesli twoj pobyt w usa
      bedzie trwal az 3lata, pewno bedzie bywalo jeszcze gorzej. czy wam sie uda?
      czas pokaze...




      Gość portalu: Mikey napisał(a):

      > wczoraj zrozumialem, ze mimo iz umiem rozwiazac wiele zadan matem., umiem
      > pisac dobre wypracowania z filozofii, umiem strzelic mnostwo ladnych goli,
      > umiem dobrze tanczyc, moge zrozumiec Kanta itp., co jak co, ale swojej
      > dziewczyny nigdy nie zrozumiem
      > gdy wydaje mi sie, ze jest dobrze, okazuje sie, ze jest zle i odwrotnie
      >
      > wyglada to tak:
      > siedze sobie teraz w stanach na studiach, a moja ukochana w polsce
      > gadam z nia ok. 8 h/tyg. przez tel.
      > wydawalo mi sie, ze wszystko jest w porzadku, lecz od czasu do czasu ona cos
      > tam wymysla, ze to nie ma sensu, a ona w to nie wierzy
      > nie moge nic z tym zrobic, bo w ogole nie kumam, o co jej chodzi
      > najpierw mowi mi, ze mnie kocha na zawsze i nie wyobraza sobie zycia beze
      > mnie, a potem nagle rzuca, ze nie wierzy w zwiazki na odleglosc, ze nie chce
      > na nic czekac, ze za 3 lata ja i tak "nie zrezygnuje z kariery" dla niej, a
      > ona do stanow ze mna nie pojedzie, ze ona chce byc szczesliwa teraz, a nie
      > kiedys tam, ze i tak to nie przetrwa, ze nasza milosc to jakies marzenie,
      > ktore i tak sie nie spelni, a poza tym w ogole jest jej zle
      > troche bez sensu, bo gdy pytam, w jaki sposob moze sie nie spelnic, nie
      > otrzymuje zadnej racjonalnej odpowiedzi
      > najczesciej chodzi jej o to, ze ona sama jakos nie wytrzyma i zerwie, ale nie
      > otrzymalem odpowiedzi, co mogloby ja do tego doprowadzic
      > wtedy ja z kolei sie wkurzam i mowie, ze jesli jest jej zle, jesli to cos nie
      > jest warte czekania, jesli mnie nie kocha, moze lepiej sie rozstac
      > ona na to znow mowi, ze wcale nie chodzi o to, bo kocha mnie i nie ma nic,
      > czego pragnelaby bardziej niz byc ze mna
      > wtedy pytam "no wiec gdzie ten problem?", a ona na to, ze nic nie rozumiem
      >
      > kurde, w koncu doszedlem do tego, ze nie chodzi jej wcale o przyszlosc, ale o
      > to, ze po prostu mnie nie ma przy niej
      > podobno mysl o mnie nie daje jej spokoju i nie moze sie przez to skupic na
      > niczym
      > ale w jaki sposob od tego, ze jest jej zle beze mnie, doszla do wniosku, ze
      > ten zwiazek nam sie nie uda?
      > gdy powiedzialem jej, ze te 2 rzeczy nie maja ze soba nic wspolnego, znow
      > uslyszalem, ze nic nie rozumiem, bo oczywiscie sa ze soba powiazane...
      >
      > no i co mozna na to poradzic?
      > w ogole o co jej chodzi?
      > lubie lamigowki, ale jakos czuje, ze tej lamigowki nie rozwiaze :(
    • Gość: Mikey Re: nie rozumiem, o co chodzi... IP: *.public.miller.colby.edu 12.11.02, 00:15
      wczoraj pogadalem z nia przez cale 4 godz. i jest juz kool :)
      wydaje mi sie, ze glowny problem jest w tym, ze ona zbyt duzo o mnie mysli
      nigdy bym sie nie spodziewal, ze to moze byc problem, ale chyba jednak.. czego
      te kobiety nie wymysla? :)
      czesto mi mowi, ze przez mysli o mnie nie moze sie skupic na wykladach nawet
      jesli bardzo tego chce
      chyba dlatego szuka dziury w calym i sobie wymysla, ze za 3 lata rzuce ja dla
      jakiejs tam kariery, bo nie jest najwazniejsza w moim zyciu

      wiem, ze odleglosc, wiem, ze brak fizycznego kontaktu, wiem, wiem...
      ale przeciez bede wracal 2 razy w ciagu roku (po raz 1. juz w te swieta), a w
      wakacje spedzimy razem cale 4 miesiace, czyli 1/3 roku
      wydawalo mi sie, ze mozna to nawet calkiem sporo...
      no ale dobra, w koncu jakos trzeba wytrzymac
      bez tej kobiety nie wyobrazam sobie przyszlosci, choc przez nia w ten weekend
      nic nie zrobilem i moze wywala mnie z pracy...
      takie jest zycie... :)

      dzieki wszystkim za wsparcie!
      • Gość: Pola Re: nie rozumiem, o co chodzi... IP: *.extern.kun.nl 12.11.02, 01:05
        > bez tej kobiety nie wyobrazam sobie przyszlosci, choc
        przez nia w ten weekend nic nie zrobilem i moze wywala
        mnie z pracy... takie jest zycie... :)

        na to wyglada, ze Ty tez o Niej myslisz :-))
        tak trzymaj(cie), zycze Wam obojgu duzo sily i wytrwalosci!
        Pozdrawiam
        P.
Pełna wersja